Blog > Komentarze do wpisu

Spotkanie po siedmiu latach.

 

            Nie będzie tak romantycznie, jak w historyjce Wojtka Młynarskiego: nie było żadnej miłości platonicznej, ani żadnej, po prostu znaliśmy się, a też i samo spotkanie po latach nie miało w sobie nic ze szczerych, choć spóźnionych wyznań, a raczej było pełnym żalu monologiem osoby niezadowolonej z życia. W zasadzie się nie dziwię, ale o tym później. Nie jest to też tak dawne wspomnienie- to początek roku 2005.

 

            To nie były przyjaciółki od serca, niczym te z tekstu Anny Saranieckiej i Katarzyny Nosowskiej, łączyło je tylko jedno: Imprezy. Po prostu głupio by im było samotnie się szwendać pomiędzy domami zamieszkałymi przez polskich emigrantów, a we dwie zawsze raźniej. Na tym się ich współpraca kończyła. Konflikt interesów był ogromny: Gdy stawały w drzwiach, męskie pożądanie kierowało się tylko na jedną z nich, ponadprzeciętnie zgrabną, a jednocześnie o niewinnej, dziewczęcej urodzie. Druga z nich też nie była brzydka, miała niesamowity, przyjazny uśmiech i płonące oczy, jednak posiadała lekką nadwagę, taką, jaka nie przeszkadza żadnemu facetowi, ale nie była w stanie konkurować z pierwszym wrażeniem, jakie robiła figura zjawiskowo zgrabnej koleżanki. Ponieważ obu marzyła się rola gwiazd towarzystwa, adorowanych, sponsorowanych i noszonych na rękach, a chłopcy wabieni czarem zgrabniejszej, na niej koncentrowali uwagę, druga przeciwdziałała temu zabójczą bronią: seksem. Miała niesamowity przerób, nie zdziwiłbym się, gdyby to było trzech facetów na tydzień, a z całą pewnością zdarzały się takie tygodnie. Skąd wiem...??? A o czym rozmawiają dwudziestolatkowie po imprezach??? O polityce? Historii? Szczególnej teorii względności? A ja w tym czasie mieszkałem pośród nich.

            W praktyce wszystko wyglądało tak: Od momentu pojawienia się dziewcząt w drzwiach, zlatywali się do nich chłopcy, wyraźnie ukierunkowujący swe pożądanie ku zgrabniejszej, która była mistrzynią kokieterii, dając nadzieję wszystkim naraz i uważnie wybierając tego, który się nadaje. W tym czasie ta mniej zgrabna odgrywała swoją rolę: Głupiutkiej, rozrywkowej, chętnej. Ona też dokładnie wiedziała, co robi, choć z pozoru nikt by jej nie dał szans. A jednak: uważnie się przysłuchiwała chłopcom, uważnie ich obserwowała i też dokonywała swojego wyboru, który ułatwiała jej zgrabna koleżanka, po mistrzowsku ciągnąc leszczyków za języki. Po dwóch- trzech godzinach imprezy wystarczył jeden moment, gdy upatrzony obiekt oddalał się od pozostałych, teoretycznie obdarzona mniejszymi szansami gwiazdeczka dopadała go poza wzrokiem towarzystwa i inicjowała szybki seks. Naprawdę wielu dochodziło do wniosku, że lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu. Zdarzało się nawet, że był to ten, którego namierzała ta niby atrakcyjniejsza, łaskawie pozwalająca się adorować, ale nigdy nie goniąca pierwszego dnia znajomości do łóżka. Nie mogło się jej to podobać. Z dwóch przyczyn: Po pierwsze, co zrozumiałe, nikt nie lubi, gdy obiekt zainteresowania zostaje zgarnięty sprzed nosa przez konkurencję. Po drugie, nawet gdyby danym facetem nie była zainteresowana, to i tak lubiła, gdy to ona była w centrum zainteresowania, lubiła gdy walczyli o nią wszyscy. Samo brylowanie przy stole nie wystarczało. Oczywiście sama nie miała zbyt długich okresów samotności, lecz dla zasady, odgrywała się na koleżance, obrabiając jej tyłek do oporu. Co niekoniecznie przynosiło ten efekt, o który jej chodziło. Okazywało się bowiem, że dziewczę z piętnem puszczalskiej przestało mieć jakikolwiek problem ze znalezieniem adoratora, gdyż perspektywa łatwego seksu ukierunkowywała część męskiego towarzystwa na nią, od razu- z miejsca. I to było tyle, co o nich wówczas wiedziałem- nigdy z nimi nie mieszkałem, akurat te dwie dziewczyny znałem głównie z opowieści.

            Przed rokiem spotkałem tą teoretycznie mniej atrakcyjną, muszę przyznać że zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Przede wszystkim nic się nie zmieniła, jakby czas dla niej stanął w miejscu. Ja nie zauważyłem sześciu lat, które minęły, a nawet powiedziałbym, że wyglądała korzystniej, bo chyba zaczęła nieco więcej środków przeznaczać na ubiór. Mało tego, odniosłem wrażenie, że mentalnie również jej nie przybyło lat, dalej w jej głosie brzmiała ta sprytnie odgrywana głupiutka trzpiotka, najważniejsze jednak, że nadal słyszałem w jej głosie tę absolutną beztroskę, jakby nie miała nigdy problemów. Czy rzeczywiście nie ich nie miała, pozostanie jej tajemnicą, ale wyglądała świetnie.

            W przedostatni weekend spotkałem też drugą bohaterkę opowieści i o tym pisałem na początku notki. Już z daleka wyłowiłem z tłumu kobietę, która mi kogoś przypominała, więc wpatrywałem się w nią, usiłując sobie uświadomić, skąd my się znamy. Gdy załapałem kogo mi przypomina, gapiłem się w nią jeszcze intensywniej, gdyż nie wierzyłem, że mogła się aż tak zmienić. Twarz lekko różniła się od dawnej czymś, co chyba było opuchlizną, sprawiała do tego wrażenie poszarzałej, ale na zmianę całokształtu miał głównie wpływ kompletny brak dbałości o wygląd: brudny dres, wyglądający na niej strasznie, gdyż jej kształtna kiedyś pupa zrobiła się całkiem płaska. Przed siedmiu laty gwiazda towarzystwa, błyszcząca wyglądem, umiejętną kokieterią, dopasowanym strojem, dziś wychudzona, poszarzała i w brudnych łachach. Tak, to była ona, upewniłem się, gdy spostrzegłem że i ona próbuje we mnie kogoś rozpoznać.

 

            Miałem zamienić tylko kilka kurtuazyjnych słów, zwyczajnie nie wiedziałem, jak mam się zachować. Co ma zrobić facet, widząc dziewczynę, która jeszcze niedawno błyszczała urodą, a po siedmiu zaledwie latach wygląda tak, że nawet nie można jej komplementu powiedzieć, gdyż brzmiałby tak fałszywie, że niechybnie zostałby odebrany jako kpina?! Ona jednak zaskoczyła mnie i wskazując pusty stolik przed jakąś kawiarenką spytała, czy usiądziemy. I tak zaczęła się ta troszkę wymuszona “kawa” i dość smutny monolog. Opowiedziany językiem dalekim od tego, który pamiętałem: Znikła zalotna kokieteria, pojawiła się skarga i wulgaryzmy oraz zarys błyskawicznej historii upadku. Okazało się, że w ciągu siedmiu lat zdążyła wyjść za mąż, urodzić dwoje dzieci, rozwieść się i stracić prawo do opieki, właściwie ratowało ją to, że miała pracę nocnej sprzątaczki (nie brzmi to atrakcyjnie, ale w jej przypadku, dodatek nocny dawał naprawdę wiele, a z taką prezencją ciężko by jej było znaleźć jakąkolwiek pracę), a rozkładało to, że musiała płacić alimenty. Kilka godzin po tym spotkaniu, wspomniałem o niej znajomym- wyjaśnili mi, że po ślubie nie pozbyła się zamiłowania do imprez i kokieterii. Choć miała małe dzieci w domu, zdarzało jej się urwać. Mąż miał dosyć, lecz (jak to bywa) czarę goryczy przebrało dopiero przyłapanie małżonki w niedwuznacznej sytuacji u gospodarza jednej z imprez.

 

            Ot, i cała historia, a teraz chwila refleksji: Jak dziś, brzmią mi w uszach słowa tej urodziwej kiedyś dziewczyny, gdy podczas towarzyskiej dyskusji wygłosiła pogląd mniej- więcej taki: “Kiedy się mam bawić? Jak będę miała męża i dzieci? Wtedy nie będzie czasu!”. Nie przewidziała jednego: Przez taką zabawę STRACI MĘŻA I DZIECI. STRACI RÓWNIEŻ URODĘ. Czasu będzie jak lodu, nie będzie tylko nikogo, kto będzie się chciał z nią bawić. I choć jest w wieku, w którym na niewiele rzeczy jest już za późno (ma dopiero 32 lata- teoretycznie wszystko przed nią), to jedno jest pewne: straciła rodzinę, straciła urodę. Bezpowrotnie. I już nigdy nie wróci ten czas, gdy stając w drzwiach wzbudzała pożądanie męskiej części gości.

            Wśród uzależnionych kobiet (nieistotne, czy uzależnionych od alkoholu, czy od narkotyków), za największą stratę w wyniku nałogu, uważana jest STRATA RODZINY I URODY. Z obu tymi stratami nie potrafią się zmierzyć, ale o ile stratę rodziny, kobiety te potrafią wypierać ze świadomości stosując obwinianie partnera, czy też innych osób, o tyle utrata urody jest dla nich tematem tabu. Tu nie da się zrzucić odpowiedzialności na nikogo. Takie to myśli naszły mnie po przeczytaniu notki Smugi, traktującej o imprezowych kobietach, zwłaszcza w kontekście niedawnego spotkania z jedną z nich. W każdym razie, wygląda na to, że seks okazał się zdrowszy od picia.



środa, 23 maja 2012, baluwolanda.blog.onet.pl
-Woland.

Polecane wpisy

Komentarze
2012/05/23 03:04:40
Gdyby właśnie tylko przed ślubem się bawiła, wszystko byłoby dobrze. Niestety, ona i po ślubie pozostała "rozrywkowa". Ciekawi mnie, po co w ogóle zakładała rodzinę. Była jeszcze bardzo młoda, a i charakter miała na matronę zgoła nieodpowiedni.

Swoją drogą, panna "puszczalska" (używam tego słowa z lekką kpiną ;)) też sporo ryzykowała, "kochając się" z tyloma mężczyznami.

Zastanowiło mnie to, co napisałeś o urodzie. Dla wielu kobiet (i nie tylko) jest ona najcenniejszą rzeczą, jaką mają. A przecież i tak każde z nas zestarzeje się kiedyś, prawie na pewno - mniej lub bardziej - zbrzydnie, może utyje... Oczywiście bardzo ważne jest, by nie "dopomagać" naturze niewłaściwym trybem życia, by dbać o zdrowie, o higienę, by starać się poprawiać swój wygląd w miarę możliwości. Lecz koncentrowanie się na urodzie chyba zawsze prowadzi do frustracji, bo ona kiedyś i tak przeminie.
-
2012/05/23 07:40:05
Zdziwienia po latach - standard. Kiedyś spotkałem moją byłą miłość. Muszę powiedzieć że ucieszyłem się że "byłą"
-
2012/05/23 09:57:21
Za błędy płaci się czasem wysoką cenę a za trwanie w nich dramatem. Tak to już jest. Nie można mieć wszystkiego w każdym czasie. Pozdrawiam Wolandzie.
-
2012/05/23 10:15:04
Ja tez spotkalam bylego "narzeczonego".koszmar,a ja nadal piekna;)
-
2012/05/23 12:20:16
@Kira,
Nie wiem, jak to było z zakładaniem rodziny, czy było przypadkowe, czy nie, ale w wypadku uzależnień nic nie jest racjonalne. Rodzinę osoba uzależniona zakłada z potrzeby bliskości i akceptacji, tyle że nie wywiązuje się z roli, jaką ma do wykonania w tej rodzinie.
"Puszczalska" rzeczywiście ryzykowała, ale najwidoczniej miała dużo szczęścia, na bank używała lepszej antykoncepcji, niż metody promowane przez takich specjalistów, jak ludzie Jana Pawła II, najwidoczniej też zachowywała umiar w piciu, a innych używek w ogóle nie brała i chyba tak zostało.
Co do urody: myślę, że obydwoje potrafimy doskonale odróżnić człowieka wiekowego od człowieka zniszczonego. Osoba zniszczona rzuca się w oczy zwłaszcza, gdy jest w tak młodym wieku. Podświadomie wyłapujemy, że coś tu nie pasuje. Zwłaszcza u młodej kobiety.
@Nocri,
Mnie takie spotkania przygnębiają. Większość moich szkolnych znajomych potrafiła o siebie zadbać, a ci, którzy nie potrafili, już nie żyją. Nie wiem, jak dawno nie widziałeś tej swojej byłej miłości, ale w tej historii zaszokował mnie niezwykle krótki okres czasu od świetności do upadku. I jeszcze ten kontrast z widzianą przed rokiem konkurentką bohaterki. Gdybym miał stawiać pieniądze siedem lat temu, to ją bym umieścił na polu "POWAŻNE KŁOPOTY".
@Hanno
Dlatego staram się zawsze pisać o nieuchronności konsekwencji. Kary można uniknąć, lecz konsekwencje zawsze ponosimy, czasem są niezauważalne, bo rozciągnięte w czasie i dopiero po długim okresie czasu widzimy prawdziwą stratę.
@Rudaroza,
Nie wątpię...., nie wątpię, ja w ogóle się dziwie jak to jest, co piękne kobiety widzą w brzydkich mężczyznach, ale się nie wtrącam, bo jest mi to poniekąd na rękę.
-
2012/05/23 12:28:12
Im brzydszy tym ładniejszy Wolandzie:)
-
2012/05/23 12:46:13
Alkohol i seks z kim popadnie zrobiły swoje. Młoda kobieta w kwiecie wieku, 32-latka wyglądająca na zniszczoną 50-tkę to niezbyt przyjemny widok. Sama doprowadziła siebie do takiego stanu, tu sprawdza się powiedzenie: jaka ładna, taka głupia.
Co piękne kobiety widzą w brzydkich mężczyznach? Nie wiem. Fizycznie może ich nie pociągają, być może jest jakaś chemia, bo sam dobry charakter to za mało. Znany przykład takiej pary - piękna Monica Bellucci i brzydal Vincent Cassel.
-
2012/05/23 13:03:24
@Rudaroza,
Właśnie dlatego, przed każdą operacją mówiłem chirurgom: "śmiało, nie żałujcie skalpela, pociągnijcie nawet trochę dalej, niż trzeba, bo kobiety to lubią- dziary i inne oszpecacze"
@Deva,
To nie sprawa wieku- zadbana kobieta zawsze będzie dobrze wyglądać, nawet jeśli nie ukrywa wieku. W wypadku mojej bohaterki, widać, że nie może mieć lat 50, ale jest zniszczona i zaniedbana- ten kontrast daje efekt wyjątkowej szpetoty. Po takim wieku oczekujesz energii i radości życia, a mając taki obraz, jest tylko rozczarowanie. To chyba w tym wszystkim jest najgorsze w odbiorze z zewnątrz.
-
2012/05/23 13:26:54
Nie reklamuj sie tak,bo zaczne Cie podrywac;)
-
2012/05/23 13:56:38
Żądasz niemożliwego: okrzyki i tańce godowe oraz nadymanie się, by udawać większego niż w rzeczywistości, to natura samców, MY TAK PO PROSTU MAMY :-)
-
2012/05/23 13:58:16
te tance by mnie interesowaly:)
-
2012/05/23 14:03:47
Sama widzisz, jak to działa :-)
-
2012/05/23 14:10:01
@Wolandzie,
wiadomo, że kobieta może dobrze wyglądać w każdym wieku pod warunkiem, że dba o siebie. Zaniedbana i zniszczona młoda kobieta to wyjątkowo przykry widok.
-
2012/05/23 14:26:54
Tak Wolandzie,doskonale wiem jak to dziala;)
-
2012/05/23 14:29:39
A swoja droga to Ty kokiet jestes,kiedys czytalam,chyba u kawy że niezly przystojniak z Ciebie,a pchasz sie do grona brzydali;))))
-
2012/05/23 18:35:43
@Wolandzie,
mam pytanie z innej beczki: jaka teraz u Ciebie jest pogoda? Pytam z ciekawości. :)
-
2012/05/23 19:28:27
Widziałam kiedyś niesamowicie zniszczonego człowieka, którego nijak nie mogłam do jakiegokolwiek wieku przypisać. Po głosie dawałam mu 20-40 lat, czyli spory rozrzut. Ale twarz - zniszczona, jak stara ściera po wieloletnim myciu podłogi... :(

Prosił o dwa złote na piwo...
-
2012/05/23 21:10:21
@Rudaroza,
Jaki czad, to się będzie działo, jak ta plotka dojdzie do trolli, to będą miały o czym przez miesiąc pisać. Teraz tylko trzeba umiejętnie podtrzymać atmosferę tajemnicy :-)))
@Deva,
Wspaniały dzień, słoneczny, dość ciepło (20C w cieniu), przy słońcu, na warunki irlandzkie, to upał, powietrze mgliste, ale nie na tyle, by zagłuszyć słońce. Właściwie, to nie wiem, dlaczego mnie w górach jeszcze nie ma, a właściwie to wiem, muszę dawkować szaleństwa, bo renta nie jest z gumy :-)))
@Kira
Zdarza się, zwłaszcza jeśli miał pecha wychowywać się w patologicznej rodzinie, gdzie doświadczenia z alkoholem i narkotykami zbiera się bardzo wcześnie. Jednak moja bohaterka nie była aż tak zniszczona, szarość twarzy, opuchlizna deformująca twarz (nie od uderzenia, jakaś chorobowa, od picia lub niewydolności nerek). Tylko, że to takie osłupiające wrażenie- widać resztki młodości zza tej szpetoty
-
2012/05/23 21:23:38
@Wolandzie,
pytam, bo ciekawi mnie jakie na Wyspach jest lato, czy rzeczywiście takie pochmurne jak mówią, czy jest słoneczna pogoda. No i w jakiej temperaturze ludzie chodzą tam na plażę?
-
2012/05/23 21:34:05
Trole trolami,bardziej martwia mnie Twoje fanki,gdyz,poniewaz konkurencja nie jest tym co lubie najbardziej;))))))))
-
2012/05/23 21:35:29
@Deva,
Ludzie tu chodzą na plażę, żeby nie siedzieć w domu, ale rzadko kiedy jest tak, że się można opalać. Jedynie parawaniarze mają względny komfort, rozstawią swój wiatrołap i mogą tak leżeć. Dziś by się dało wytrzymać, bo niewiele było chmur, tylko ta mgiełka. Jednak zazwyczaj wygląda to tak: W mieście jest za gorąco, więc wybierasz się nad morze, a tam wieje dość zimny wiatr, który już na dzień dobry wkurza. Zaciskasz jednak zęby, rozbierasz się i kładziesz- w pozycji leżącej wiatr nie dokucza tak mocno. Do czasu, bo co chwilę słońce znika za licznymi tu chmurami i wtedy jest naprawdę chłodno. Wracasz więc do miasta, a w mieście jest za gorąco, bo wiatr już tak nie wieje, a i człowiek musi mieć coś na grzbiecie. Zdecydowanie nie jest to miejsce na wczasy dla lubiących leżeć plackiem na słońcu. Za to dzięki takiej pogodzie można sobie pochodzić po górach bez natłoku turystów.
-
2012/05/23 21:37:29
@Rudaroza,
Praw Darwina nie przeskoczymy, konkurencja być musi, ale nie bierz sobie tak do serca plotek...
-
2012/05/23 21:41:55
Ale ja uwielbiam herbatke,ploty i papieroska,chociaz od stycznie nie pale prawie,wiec nie dziw sie jak bede plotkowala na Twoj temat;)
-
2012/05/23 22:09:06
Eeeech..., ta sława :-)
www.youtube.com/watch?v=qi3zfBh-WxE
-
2012/05/23 22:15:07
To jednak wolę lato w Polsce, 25-30 st. w cieniu, słońce i plaża. :)
-
Gość: Surrey, *.6-3.cable.virginmedia.com
2012/05/23 23:35:11
Wiesz, wstrzasnales mna ta opowiescia. Ja nigdy nie bylam imorezowa, mam teraz 44 lata a ludzie czesto mysla ze mam mniej niz 30. Nawet sie zdarzylo ze mnie w sklepie o dowod poproszono jak chcialam piwo kupic. Imprezowe zycie, zarywanie nocy, alkohol a wlasciwie alkoholizm potrafi zrobic z czlowieka wraka w krotkim czasie. A opowiesci alkoholika trzeba tez umiec czytac, on nigdy nie jest winien, to zawsze inni sa winni. Jesli sad zabral jej dzieci to napewno nie tylko z powodu zdrady. Tam musialo byc duzo wiecej.
Zal.
-
2012/05/24 09:53:55
@Deva,
Są plusy dodatnie i ujemne, jak mawiał klasyk, mnie najbardziej brakowało tego, że po tygodniu w pracy nie dało się pojechać nad jakieś jeziorko, położyć na plaży, wykąpać i tak beztrosko poleniuchować. Za to można sobie spokojnie pochodzić po górach- nie za gorąco, nie za tłoczno
@Surrey,
Jak znam życie, masz rację, też nie wierzę, by chodziło tylko o zdradę. Co do wstrząsu, uważam że niezłym pomysłem na kampanię antyalkoholową, byłoby pokazywanie zdjęć koleżanek z klasy w wieku lat czterdziestu, obok zdjęć mógłby być podany w skróconej formie status społeczny
-
Gość: ala co bucik jej sie rozpierdala, *.dip.t-dialin.net
2012/05/26 07:13:02
...czy ty naprawde masz tytul naukowy? ...jakkolwiek nie patrzec dziwnie splycone wnioski wyciagasz...
-
Gość: Mika, 217.98.76.*
2012/05/26 07:55:34
Tak to jest mierzyć wyżej niż sie da. Zadzierała głowe wysoko, upadek jest bolesny.
-
Gość: Storczyk, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/05/26 08:03:49
Ten tekst,to przegadany brudnopis.Zwolnij i nie podpieraj się szczegółami,bo to rozprasza.Sumując,to nawet nie było usłyszane jako bajka.Następnym razem przyłóż się mocniej.
-
Gość: stan 42, *.dynamic.chello.pl
2012/05/26 08:14:29
Liczyłem ze materiał który czytam będzie lepszy,a tu szara rzeczywistość.Tyle
-
2012/05/26 09:33:03
Ja tylko zwrócę uwagę gościom z onetu z polecenia z pierwszej strony, że jeśli ktoś ma ochotę na dyskusję, to należy się opierać na faktach. Same oceny są mało interesujące, po takiej wypowiedzi na maturze jest wielki płacz, bo dzisiejsze dzieci nie są w stanie argumentować swoich wniosków i uważają, że ich ocena jest tym, na co czeka otoczenie.
-
Gość: jana, *.as13285.net
2012/05/26 09:36:38
plaskie i plytkie dziewczyny opisujesz , obydwie malo sie roznia od sibie . uszczypliwy jestes do pierwszej bo ta wybierala i moze ciebie nie wybrala z calego towazystwa ...a teraz jest po przejsciach , nieszczesliwa a ty masz brzydka satysfakcje widzac ja w takim polozeniu. a ona jest uczciwa woli sprzatac noca niz puszczac sie na ulicy . tamta co sie nie zmienila moze jest utrzymanka jakiegos sponsora . i co ktora jest wiecej warta ......
-
2012/05/26 10:22:44
eee, znalazl sie psycholog, nuuuuda, kudy ci tam do Wolanda, nie wspominajac o pierwiastku diabelskim u tego ostatniego) ... a tu? satysfakcja malutkiego, nic nie znaczacego facecika, no chyba, ze autorka bloga jest nie mezczyzna, ale ta druga dziewczyna, to moge zrozumiec jad i satysfakcje) w zyciu tak juz bywa, raz z gorki raz pod gorke, 32 lata to jeszcze wiek do zmiany wszystkiego) glowa do gory, dziewczyny, troche sportu i figura wroci. a do "korekcji" urody mamy teraz tyle mozliwosci))))
-
2012/05/26 10:37:19
Wolandzie, widzę, że masz wysyp komentarzy z polecenia Onetu. :) Niestety grad krytyki, zastanawiam się, czy ma sens publikowanie tam i narażanie się na puste, nic nie znaczące wpisy?
-
Gość: Don Marco, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/05/26 11:56:36
Masz słuszne przemyślenia i ciekawe obserwacje interesująco też formułujesz myśli. I na tym niestety koniec ponieważ albo pisałeś po % albo cała historia jest zmyślona. Zaprzeczasz samemu sobie. Przykłady? Proszę: ostatnie zdanie 2 akapitu "A ja w tym czasie mieszkałem pośród nich" czyli mieszkałeś z nimi z tymi obiema dziewczynami ponieważ znałeś je dość dobrze na tyle dobrze że zwierzały się tobie ze swoich tajemnic. ostatnie zdanie 3 akapitu przeczy poprzedniemu. "nigdy z nimi nie mieszkałem, akurat te dwie dziewczyny znałem głównie z opowieści. Kolejny przykład. ja nie zauważyłem tych sześciu lat które minęły a później piszesz o siedmiu latach i cały artykuł też taki ma tytuł spotkanie po siedmiu latach. Więc zdecyduj się jeśli blog jest na stronie onetu to przynajmniej staraj się by był w miarę wiarygodny. Bo tu zasiadają poważni ludzie którzy chcą czytać coś ambitniejszego niż kłamliwe wypociny nastolatka.
-
2012/05/26 12:59:09
@Don Marco,
moim zdaniem nie ma błędu - jedną dziewczynę spotkał przed rokiem, czyli po sześciu latach, a drugą niedawno - czyli po siedmiu. No i pisał, że mieszkał z chłopakami, a nie dziewczynami.
-
Gość: aska, 89.191.147.*
2012/05/26 13:08:03
Właśnie wcale niekoniecznie zdrowszy.. przecież Panią atrakcyjniejszą zgubił właśnie ostatecznie on.
-
Gość: , *.ip.netia.com.pl
2012/05/26 16:02:05
beznadziejny wywod nie wiem czy ty sadzisz ze sie nigdy nie zmienisz nie posiwiejesz wiesz ja tez tak kiedys myslalam lecz prawdziwe zycie samo pisze scenariusze i nie zawsze jest fajnie
-
Gość: lj, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/05/26 17:30:12
Głupoty... opisujesz historię dziewczyn o których tylko słyszałeś od kolegów, koledzy zawsze duuużo mówią i koloryzują - zwłaszcza o seksie.
Połowa się chwali co to z "nią" nie robiła a okazuje się, że ledwo złapali "ją" za rękę.

PS: To Ty nie wiesz, że seks odmładza!? :D
-
2012/05/26 21:30:06
@Deva,
Zdaję sobie sprawę, że import ekspertów z Onet skutkuje stekiem komentarzy bez treści, których autorom wydaje się, że ktokolwiek czeka na ich ocenę. KRYTYKI w nich nie ma, bo krytyka ma to do siebie, że odnosi się do konkretów, ma uzasadnienie i wnioski, to co tu widzisz, to OCENA. Nie ma to jednak znaczenia, bo i tak Onet poleca notki z opóźnieniem, więc na ogół normalna dyskusja już jest pod notką zakończona i onetowi eksperci mogą się produkować bez szkody dla kogokolwiek, a zdarza się, że znajdzie się ktoś, kto postanowi częściej zaglądać na blog i to jest powód, dla którego tam (na Onet) zostawiam kopie notek.