Blog > Komentarze do wpisu

Żal po stracie.

            Tytuł wydaje się być jednoznaczny: Sugeruje żal po utracie czegoś, co jest dla nas ważne, dobre lub chociaż przyjemne. Nie będzie to jednak notka o różnych odcieniach przeżywania straty (od żalu po rozpacz), choć będzie o ten temat zahaczać.

            Arek i Tomek byli kolegami z klasy, dobrymi kolegami. Pochodzili z jednej wsi, razem poszli do technikum budowlanego, razem je ukończyli, razem rozpoczęli pracę w tej samej firmie. Wolny czas też spędzali podobnie i często wspólnie. Razem chodzili na dyskoteki, razem podrywali dziewczyny, razem pili alkohol i palili marihuanę. Razem też chodzili kąpać się w rzece, razem się popisywali skokami do wody..., aż do feralnego dnia, gdy po niefortunnym skoku Arek został sparaliżowany i przykuty do wózka inwalidzkiego na resztę życia. Tomek początkowo odwiedzał go często, potem coraz rzadziej, aż w końcu spotykali się tylko przypadkiem.

            Tomek tracił kontakt z Arkiem, gdyż sam był zżerany przez chorobę: Uzależnił się od alkoholu i marihuany. Po piętnastu latach takiego bujania się między chmurą a szkłem, stał się wrakiem człowieka: stracił pracę, stracił zdrowie, został finansowo uzależniony od pomocy społecznej i starych znajomych, którzy od czasu do czasu za parę groszy zlecą mu skopanie ogródka lub pomoc przy zbiorach owoców, podrzucą mu stary telewizor albo dadzą dwa złote, które zaraz przepije. Tomek próbował rzucać picie- nie rezygnował jednak ani z marihuany, ani z towarzystwa kolegów od imprez, więc nic z tego nie wyszło i nie wyjdzie, dopóki się to nie zmieni. Tomek cały czas odstawienie alkoholu traktował jak stratę, z którą nie mógł się pogodzić. Żal po stracie był jednym z głównych czynników, dla których wracał do picia, „odzyskując” w swoim mniemaniu stratę.

            Otoczenie bardzo pomagało Tomkowi wrócić do picia. Przyjaciele od kielicha po prostu kusili go, „zamartwiając się”, że tak „siedzi, biedny, o suchym pysku”. Nawet ludzie, którzy potępiali jego picie, nieświadomie go wpychali w nałóg, zwracając się do niego tak, jakby działa mu się krzywda z powodu abstynencji, mówili „trzymaj się, wiem że ci ciężko, ale musisz wytrzymać- nie można całe życie się bawić”. Znowu przedstawiali mu picie, jako coś fajnego, jako zabawę, natomiast życie bez alkoholu ukazywali jako wysiłek, wymagający samozaparcia. To „trzymaj się” brzmiało, jakby robił coś ciężkiego, ponad siły. Jakby stracił lekkie i łatwe życie, podczas gdy w rzeczywistości, przestając pić zyskiwał szansę na powrót do życia w przyzwoitych warunkach. Oczywiście musiałby również przestać palić marihuanę, gdyż jest zupełnie nieistotne, czy był niezdolny do pracy i życia społecznego z powodu odurzenia alkoholem, czy marihuaną. W każdym razie zarówno on, jak i jego otoczenie, traktowali odstawienie picia, niczym wielkie poświęcenie, choć była to normalność i jedyna szansa na szczęśliwe życie.

            Wróćmy do Arka: On też przeżywał stratę, tylko że realną. Stracił możliwość poruszania się na własnych nogach, możliwość wykonywania dotychczasowej pracy, możliwość takiej zabawy, do jakiej się przyzwyczaił. Stracił wielu znajomych, stracił dziewczynę, która nie była gotowa na życie ze sparaliżowanym partnerem. I nieskończoną ilość razy przywoływał w marzeniach tamten tragiczny dzień skoku, wyobrażając sobie, że zamiast wskakiwać do wody, ubiera się i wraca do domu. On żałował tego, co stracił i żałował tego, co stało się przyczyną straty- skoku do wody. O ileż inaczej zachowywał się Tomek, który na dobrą sprawę stracił to samo: możliwość wykonywania dotychczasowej pracy, stracił znajomych, stracił miłość, stracił również możliwość dotychczasowej zabawy, bo nie miał już tyle środków finansowych, by szaleć na dyskotekach robiąc za króla towarzystwa. Jednak on nie żałował przyczyny tej straty i dalej pragnął pić alkohol i palić marihuanę. On tylko chciał mieć wszystko naraz: Picie, palenie, pracę, dziewczyny, lokale, znajomych. Życie jest jednak takie, że nie można mieć wykluczających się wzajemnie rzeczy.

            Na zakończenie powiem o jeszcze jednej rzeczy: Obaj, Arek i Tomek nabawili się poważnego uszczerbku na zdrowiu. Obaj z podobnej przyczyny: Zarówno wspólne skoki do wody, jak i wspólne picie alkoholu i palenie marihuany, były spowodowane chęcią doświadczenia wyjątkowych doznań, a jednocześnie imponowania rówieśnikom, zdobycia uznania w grupie, nawiązania relacji towarzyskich, a może nawet i uczuciowych. Zarówno niebezpieczna zabawa, jak i używki stanowiły zagrożenie. Arek stał się ofiarą tego pierwszego, Tomek drugiego zagrożenia, choć role równie dobrze mogły być odwrócone. W obu tych przypadkach, mamy do czynienia z wykonywaniem ryzykownych czynności, mimo informacji o ryzyku. Temat skoków do wody poruszany jest po każdej podobnej tragedii, temat uzależnień wałkowany jest okrągły rok. Mimo tej wiedzy, zrobili po swojemu. I co...??? Są wolni??? Jeden i drugi??? Różnica pomiędzy nimi jest taka, że Arek jest świadomy błędu, żałuje tego, że w ogóle skakał do wody, natomiast Tomek kompletnie nie rozumie, co go zniewoliło. Nie żałuje, że pił i palił, żałuje tylko, że stracił pracę, przyjaciół, zdrowie. Jednak gdy przestaje pić, nie cieszy się z tego, że nic mu nie stoi na przeszkodzie do powrotu do życia społecznego, lecz odczuwa stratę z powodu niezaspokojonego głodu alkoholowego. Rozmyślając o tym w takich kategoriach, nakręca głód do takiego stopnia, że nie może nad nim zapanować i z powrotem wpada w cug.

            Zazwyczaj tego unikam, ale tym razem chciałbym podsunąć Wam gotowy wniosek: Jedną z największych przeszkód w wyjściu z uzależnienia, jest interpretowanie abstynencji, jako straty. Żal po tej pozornej stracie (pozornej, bo abstynencja jest czystym zyskiem) jest jednym z najczęstszych powodów powrotu do nałogu. Dlatego należy unikać w rozmowach z osobami rzucającymi alkohol, bądź narkotyki, sformułowań typu „musi ci być ciężko”, „nie męczy cię to?”, „dobrze, że się trzymasz”. To tylko pogłębia głód i poczucie niezadowolenia z decyzji o wyjściu z nałogu, a w dodatku jest to nieprawdą, bo taka osoba dawno już nie czuła się tak dobrze, nie była tak wypoczęta, nie miała takiej poprawy finansów, a przede wszystkim trzeźwego spojrzenia na życie. Tej osobie było dużo ciężej w objęciach nałogu. Raczej skoncentrujcie się na pokazywaniu pozytywów. Owszem, trzeźwiejąca osoba uzależniona spotyka się z wieloma trudnościami, ale innej natury, niż się wszystkim wydaje. Często otoczenie nie akceptuje samodzielności wychodzących z nałogów, bo przyzwyczajone było do ich niskiego poczucia wartości i ugodowości- w zamian za poczęstowanie używką, czy umożliwienie zarobienia na jej zakup. Otoczenie nie ma zaufania do uzależnionych (czemu akurat trudno się dziwić, uzależnieni muszą to zrozumieć, że jest to konsekwencja długich lat nałogu), otoczenie zazdrości widocznej poprawy jakości życia uzależnionych. Najgorsi są oczywiście starzy znajomi-  przyjaciele od lufy, czy kieliszka. Nie podoba im się, że koleżanka/ kolega zaczyna żyć własnym życiem, zamiast się zabijać wraz z nimi. To są prawdziwe trudności, abstynencja zaś jest zyskiem, nie stratą. Jeśli chcecie być prawdziwymi przyjaciółmi takiej osoby, oferujcie swe towarzystwo z dala od używek, pomysły na pracę, relaks, dokształcenie, doceńcie zmianę na plus, dajcie to poczuć. Niech wie, że oprócz kumpli od wspólnego zeszmacania się, ma też prawdziwych przyjaciół.

"Przyjaciele, których nie miałem".

 



środa, 20 czerwca 2012, baluwolanda.blog.onet.pl
-Woland.
Komentarze
2012/06/20 20:50:33
Czytałam to z wielkim szacunkiem dla Ciebie osobiście, dlaczego...? Po żalu po stracie, przychodzi rozpacz - dlaczego ja? Później akceptacja, a jeszcze później powrót do "żywych" (jeśli się zdąży zdrowotnie albo potężnie rąbnie o dno) oraz ciągła pamięć:"uznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu... itd". Później już tylko POKORA i tak udaje się znów odzyskać zapach kwiatów i dojrzeć, że nic nie jest tylko czarno-białe, że życie ma wszystkie kolory tęczy. Dobrej i spokojnej nocy życzę oraz dziękuję z prawdziwym szacunkiem, że po prostu JESTEŚ :-)))
-
2012/06/20 20:54:14
Aha, jeszcze coś. ta ballada ciągle powoduje u mnie mrowienie w całym ciele. Zawsze gdy jej słucham, no i właśnie chyba sięgnę po jedną z biografii J. Kaczmarskiego. Pozdrawiam :-)
-
2012/06/20 21:27:16
Wpadając w sidła uzależnień, budujemy mur, który potem nie każdemu udaje się przeskoczyć. Za takim murem jest prawdziwa wolność i ...zapach kwiatów.Przyjaciele zawsze są po drugiej stronie ..niego.Czekają z wyciągniętą dłonią. Jednak decyzja należy do tego , który chce ten mur przeskoczyć i uchwycić tę dłoń.Pozdrawiam:)
-
Gość: kocica, apn-77-112-91-243.dynamic.gprs.plus.pl
2012/06/20 22:07:08
Wolandzie,dziękuje w imieniu tych,których dotyczy poruszony przez ciebie problem,ale również za receptę jak zachowywać się przy AA.Masz wielki dar jasnego i prostego ujmowania trudnych spraw.Pozdrawiam,MK
-
Gość: saga, 188.146.32.125.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2012/06/20 22:17:41
no to chyba osobny post powinieneś napisać o przyjaźni, bo niestety, powszechnie za przyjaciela uważa się człowieka, który akceptuje w nas wszystko bez zastrzeżeń...ja wiem, że tu zaznaczyłeś, że nie na tym to polega, ale wątpię czy to wystarczy
-
2012/06/21 01:09:37
Znam przypadek podobny do Arka - chłopak także skoczył do wody i jeździ na wózku inwalidzkim. Jednak nie stracił wszystkiego - uczył się, znalazł pracę jako informatyk, a nawet ożenił się z pielęgniarką i ma dwoje dzieci.
Co do alkoholizmu, nie zawsze jego przyczyną jest zabawowy tryb życia i rozrywkowi koledzy. Różne przyczyny powodują wejście w nałóg (choroba, problemy rodzinne, małżeńskie). Takim przykładem jest znana modelka Ilona Felicjańska, która przyznała się do alkoholizmu, ale wychodzi z tego, bo ma dla kogo żyć - ma dwóch synów.
-
2012/06/21 10:09:06
Masz rację. Początkiem spadania na dno jest traktowanie porzucania nałogu jako straty.
To irracjonalne ale tak właśnie bywa najczęściej. Razem z rzuceniem nałogów traci się "przyjaciół" od kieliszka, od używek. Ludzie widzą same negatywy takiej sytuacji. Trzeba zaczynać na nowo,czasem samotnie walczyć z własną słabością. Nie jest to łatwe ale przecież warto. Pozdrawiam
-
2012/06/21 11:21:34
To, co napisałeś to święta prawda. Normalność traktowana jak upośledzenie, bo alkoholik, mający świadomość swojego nałogu nie może wziąć do ust nawet symbolicznego kieliszka, w oczach nie dotkniętych nałogiem to biedaczek. Pod skórą też wyczuwam dziwną zawiść, że komuś udaje się wyjść nałogu, bo ludzie lubią od siebie uzależniać. Faktycznie są osoby, które cieszą się z niepowodzeń innych. Mają wtedy wytłumaczenie, gdy im powinie się noga, że przecież pijący koleś jest w jeszcze gorszej sytuacji - rodzaj pocieszenia własnej, marnej egzystencji. Wciąganie się do kotła ze smołą..
-
2012/06/21 17:30:31
@Cheronea,
Do Twojego komentarza dodam, że na pytanie "dlaczego ja", odpowiedź brzmi "PRZYRODA". Jednego dopadnie jedna choroba, innego druga, na ogół są to takie choroby, na jakie się wystawiamy podnosząc czynniki ryzyka. Rzeczywiście, istotne jest, by fakt choroby po prostu zaakceptować i nauczyć się żyć- poznać swoje ograniczenia i robić to, co się da.
Tak, utwór niezmiennie wywołuje dreszcze, choć to już chyba 32 lata od chwili jego powstania.
@Wando,
Rzeczywiście, jest to mur stawiany przez samych uzależnionych, budują sobie ohydne więzienie, nazywając to "wolnością" i zachęcają innych do tego, by się przyłączył.
@Kocico,
Uważam, że tego naprawdę brakuje w systemie edukacji: takie wychowanie obywatelskie zamiast uczyć suchych definicji, powinno się skupić na dwóch rzeczach: funkcjonowaniu państwa (żeby wchodzący w dorosłość człowiek wiedział, kto za co w państwie odpowiada i co może a co leży poza kompetencjami) oraz na nauce o patologiach społecznych- uzależnieniach, prostytucji, przestępczości, przemocy, etc...
@Saga,
To nie jest głupi pomysł, głowiłem się nad tym i na razie nie mogę przeskoczyć jednej trudności: wychodzi mi coś dość banalnego, muszę się bardziej skupić
@Deva,
Przyczyna jest zawsze jedna: regularne spożywanie nadmiernej ilości alkoholu. To o czym piszesz, to problem, przed którym osoba uzależniona próbowała uciec z pomocą alkoholu- oczywiście alkohol problemu nie rozwiązał, a wykreował nowy
@Hanno,
Istotne jest, by pokazać, że tak naprawdę nie ma tu nic negatywnego. Czy warto się przejmować ludźmi, którzy mają do nas pretensje, że nie staczamy się razem z nimi? Albo taki brak zaufania- przecież on istniał także, gdy alkoholik pił, więc nie jest on wynikiem abstynencji. Są za to pozytywy: poprawa zdrowia, kondycji, więcej czasu na życie...., lista zysków jest długa.
@Mila,
Niestety, taka jest reakcja, dlatego naprawdę bardzo dobry pomysłem jest, może nie w pierwszym roku abstynencji, ale po odzyskaniu równowagi psychicznej, mniej- więcej po dwóch latach, przeprowadzić się w inne miejsce, bądź wyjechać na jakiś czas.
-
Gość: kocica, apn-77-113-193-85.dynamic.gprs.plus.pl
2012/06/21 21:32:48
Wolandzie to co napisałeś w odpowiedzi na mój komentarz to bardzo ważny temat.Właściwa edukacja,napisz proszę felieton tak jak Ty to potrafisz.Ja edukację skończyłam już dawno,ale temat jest ważny i ciekawy.Lubię czytać i podziwiam to co i jak piszesz.Twoje spojrzenie na wiele spraw jest mi bliskie i przypomina osobę,która już odeszła.
Pozdrawiam i proszę pisz jak najwięcej,MK.
-
2012/06/21 21:40:43
"Przyjaciele, których nie miałem mogą przysiąc, ze jednak byłem". Taaaaaaaak to już minęły dziesiątki lat...Powiadasz - przyroda. Każdy dotknięty nieszczęściem czy rozpaczą zadaje sobie niezmiennie to pytanie i nie ma na nie racjonalnej odpowiedzi. To pytanie to początek drogi do zdrowienia po żalu po stracie. Odwrócę je. DLACZEGO NIE JA? Serdeczności :-)
-
Gość: ikka133, 89-79-89-154.dynamic.chello.pl
2012/06/21 23:00:01
W uzależnieniach, tu piszesz o alkoholizmie, a właściwie w trakcie trzeźwienia, nie można mówić o "żalu po stracie" sensu stricte. Jedyne co powstrzymuje ludzi przed porzuceniem nałogu to paniczny strach przed tym jak poradzą sobie z własnymi emocjami bez "regulatora nastroju". Bowiem uzależnienia to choroba emocji. Przy czym, jak z pewnością dr Wolandzie wiesz, owym regulatorem nie musi być substancja chemiczna, vide hazard, seksoholizm, internet, i.t.p.
To jedynie "reszcie świata" wydaje się, że alkoholik jakiś żal po stracie czuje. Stąd owe najrozmaitsze objawy współczucia, które alkoholik zwykle przyjmuje za "dobrą monetę". Na początku trzeźwienia bowiem i bez fachowej terapii, brak mu podstawowej wiedzy o swojej chorobie, także o tym co najbardziej mu szkodzi. Natomiast ci, którzy swój strach przemogli, bo negatywne skutki stały się bardziej dokuczliwe, cieszą się każdym kolejnym dniem (tygodniem, miesiącem, rokiem) abstynencji. Natomiast z bardzo wielu powodów, w tym z tego, o którym piszesz, zaleca się na początku abstynencji "zatrzasnąć za sobą drzwi". Oznacza to nie tylko zaprzestania chodzenia w miejsca gdzie się piło, pija inni, czy w ogóle jest alkohol. To także zerwanie kontaktów z osobami, z którymi się piło, choćby deklarowano, że to przyjaźń. Zapewniam dr Wolandzie, że prawdziwi przyjaciele to doskonale rozumieją i faktycznie potrafią wspierać. Nawet jeżeli miesiącami kontakty ograniczają się jedynie do sporadycznych rozmów telefonicznych, a ewentualne spotkania odbywają się na warunkach trzeźwiejącego (w innym niż zwykle miejscu i celu oraz bez choćby zapachu czy widoku alkoholu).
Okazywanie współczucia komuś dlatego, że nie może palić, pić, ćpać, jeść słodyczy, i.t.p. jest jedynie projekcją naszych własnych lęków i wyobrażeń o t.z.w. komforcie życia. Ci, którym z uzależnieniem udaje się zerwać, są na ten temat diametralnie odmiennego zdania. O żalu po stracie mowy więc nie ma, nawet gdy dotyczy to braku wcześniejszych kumpli czy rzekomych przyjaciół.
Pomyślności.
-
2012/06/22 03:57:09
A mi z kolei przypomina się historyjka z biografii Hłaski " Piękni dwudziestoletni" jak pewnego dnia odwiedził Broniewskiego, który właśnie niedawno przestał pić ( próbował rzucić nałóg)

Ludzie odwiedzali lub telefonowali do Broniewskiego mówiąc : gratulacje że wyszedłeś z nałogu, gratulacje , dobrze że rzuciłeś... itd.

Broniewski najpierw zgrzytał zębami

a za którymś razem nie wytrzymał i powiedział do Hłaski: Skocz po butelkę!


Pozdro Woland:)
-
2012/06/22 20:38:23
@Kocico,
Na pewno temat jest ważny, być może skorzystam z Twojej sugestii, boję się żeby mi z tego nie wyszło takie dumanie chłopka- roztropka, źle się pisze, gdy jest się daleko od tematu, ja niewiele wiem o układaniu programów szkolnych, właściwie to nie wiem nic.
@Cheroneo
Tak, można je także odwracać, paradoksem jest jednak, że odpowiedź nie ma zbyt dużego znaczenia, liczy się: CO DALEJ.
@Ikka,
Pewnie masz rację, że nie jest to żal sensu stricte, ale tak jest odczuwany, nie jako "boję się żyć bez kieliszka", ale "dlaczego oni siedzą i piją, a ja nie mogę".
@Lula,
Lula na powietrzu, proszę, proszę :-)))
Na usprawiedliwienie Broniewskiego powiem, że wtedy niewiele wiedziano o sposobach walki z alkoholizmem, a wręcz nie wiedziano nic, dopiero zdobywano doświadczenia, stosowano metody, które dziś są odradzane, mało komu udało się MIMO WSZYSTKO skończyć z piciem.
Jak wakacje, lulasz się??? (cokolwiek to znaczy)
-
Gość: ikka133, 89-79-89-154.dynamic.chello.pl
2012/06/22 22:46:30
Nie ma czegoś takiego jak ""dlaczego oni siedzą i piją, a ja nie mogę". Każdy, podkreślam KAŻDY, kto rzeczywiście chce poradzić sobie z uzależnieniem, dokona tego dopiero wtedy gdy zrozumie, że nie jest kategoria "nie mogę". To kategoria mogę ale nie chcę. Inaczej rzecz ujmując: alkoholik, który twierdzi, że nie może przestać pić, okłamuje sam siebie. On po prostu, z różnych powodów (zwykle irracjonalnych), nie chce przestać pić.
"Voluoir c'est pouvoir", trzeba tylko rzeczywiście chcieć. W większości bowiem sytuacji tylko wydaje nam się, że chcemy.
Dlatego też trzeźwiejący alkoholicy doskonale wiedzą, że jedyną sensowną (prawdziwą) odpowiedzią dla nagabujących i dopytujących "dlaczego nie pijesz, nie możesz?", jest "mogę ale nie chcę". Istotą człowieczeństwa jest bowiem także posiadanie "wolnej woli". To jak kierujemy własnym życiem od naszych decyzji (woli) głównie zależy. Nawet uczucia, w tym miłość dr Wolandzie to zawsze decyzja naszej woli. Kwestia tylko na ile sobie tę decyzję uświadamiamy.
Pomyślności.
-
2012/06/22 23:11:27
@Ikka,
Oczywiście, że tak, ale mówisz o ludziach, którzy autentycznie trzeźwieją, natomiast celem terapii oraz grup wsparcia (w tym znajomych, rodziny) jest naprowadzenie na ścieżkę trzeźwienia, a więc i zakończenie etapu "dlaczego oni mogą, a ja nie?", na rzecz etapu "mogę, ale nie chcę, bo lepiej mi bez tego".