Blog > Komentarze do wpisu

Paddy.

            Nie pamiętam, czy opowiadałem o Paddym. To mój były sąsiad. Gdy go poznałem, miał 50 lat, choć wyglądał na 70. Widywałem go dwa razy dziennie: Tuż po lunchu odwiedzał go kumpel, nieco przypominający dzieło Frankensteina olbrzym bez oka. Między 9, a 10 wieczór, ten sam człowiek odnosił nieprzytomnego, a przynajmniej pozbawionego zdolności samodzielnego chodzenia Paddy’ego do domu. Oczywiście przyczyną zaniku umiejętności utrzymania pozycji  pionowej był nasz dobry znajomy, alkohol etylowy. Któregoś dnia Paddy nie odzyskał władzy w nogach. Mimo, że przetrzeźwiał, nogi nie były w stanie go utrzymać. Od tamtej pory poruszał się na wózku. „Poruszał się”, to za dużo powiedziane..., nie starał się nawet nauczyć poruszać swoim nowym środkiem transportu. Ten sam olbrzym usłużnie woził go do pubu i odwoził na noc do domu.

            Wszystko się zmieniło, gdy Paddy trafił do szpitala. Bladego pojęcia nie mam, co u niego zdiagnozowano, ale ponieważ mieszkał sam i nie miał żadnej utrzymującej z nim kontakty rodziny, trafił pod opiekę pielęgniarek środowiskowych, które odwiedzały go dwa razy dziennie. Nadzór ten z czasem odstraszył „Jednookiego”, który przestał się pojawiać. Nie wiem, czy było to wynikiem jakiejś ostrej reprymendy ze strony którejś z nich, czy też wynikiem postępującej niedołężności Paddy’ego, który zaczął korzystać z pieluch dla dorosłych. O pieluchach oczywiście  nie wiedziało zbyt wiele osób, ja miałem się okazję dowiedzieć w niezbyt miłych okolicznościach: Gdy za pielęgniarkę robił pewien Czech, miał on w zwyczaju podrzucać  zużyte, cuchnące pampersy do mojego kosza. Robił tak, dopóki go nie przyłapałem na  gorącym uczynku- trochę go postraszyłem polskimi zwyczajami i się nauczył zatrzymywać te prezenty u ich producenta. Wracając do Paddy’ego: Tym razem utknął w domu na dobre, a wieść o tym obiegła całą wioskę. Wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałem....

            ...Nagle chorego zaczęły odwiedzać wszystkie wdówki i rozwódki z przedziału wiekowego 40- 50 lat. Okazało się bowiem, że za młodu Paddy był lovelasem nie lada, wieść okoliczna niesie, że mało która koleżanka nie była przez jurnego młodzieńca „przetestowana”, był bowiem obiektem westchnień wszystkich panien z okolicy. Po 30 latach, te z nich, które były wolne, wyczuły szansę na realizację dawnych marzeń o boskim Paddym- królu towarzystwa. Rzeczywistość szybko zrzucała zalotnice z obłoków na ziemię- smród pampersów jest mało romantyczny. Dawny geniusz podrywu zniedołężniał nie tylko fizycznie: Już nie był tym czarującym mistrzem konwersacji, jego cały wysiłek towarzyski skupiał się na próbach wysyłania odwiedzających go pań po wódkę, co w sposób oczywisty zniechęcało do dalszych wizyt. Skąd wiem...? Ano, wieś jest mała, a ja znam dość dobrze miejscową aptekarkę, która słyszy to i owo, bo zakupy w wiejskiej aptece, to nie tylko wydawanie leków, ale i ploteczki. Ot, na przykład nie tak dawno temu aptekarka opowiedziała mi, jakiego to Paddy „miał pecha”, gdyż był kierowcą ciężarówek, a stracił prawo jazdy za picie. Gdy spytałem, co w tym pechowego, to raczej szczęście że ubył pijany kierowca ciężarówek, usłyszałem gorącą obronę- podobno zdarzało mu się prowadzić po wypiciu, ale tego dnia nie pił, „TYLKO” trzymał go alkohol z dnia poprzedniego.  Oj, te zakupy w wiejskich sklepikach..., nieważne, czy to spożywczy, czy apteka....


            W poniedziałek Paddy został odwieziony do hospicjum. Jego historia dobiega końca. Właściwie nie ma pointy, ale nie  dla mnie. Im dłużej myślę o tej  całej sprawie, tym bardziej przygnębia mnie fakt olbrzymiej nieświadomości dotyczącej choroby alkoholowej. Spójrzcie na zachowanie tych wszystkich kobiet, które zaczęły odwiedzać Paddy’ego. Przecież dopóki był on „na chodzie”, żadna z nich nie próbowała nawet się do niego zbliżać- tak mocno  był skoncentrowany na piciu, że nie liczyło się dla niego nic innego. Niepojęte jest dla mnie, jaka złudna nadzieja kazała dawnym koleżankom myśleć, że tych kilka dni, czy też tygodni, kiedy nie  był w stanie dotrzeć do pubu, oznaczało zmianę wewnętrzną tego nieszczęśnika. To, że nie mogły uwierzyć w nagłe i nieodwracalne kalectwo Paddy’ego jest dla mnie  łatwiejsze do pojęcia, gdyż ja sam byłem zaskoczony jego wózkiem inwalidzkim, a potem pieluchami. Jednak odniosłem nieodparte wrażenie, że panie wierzyły w to, że otaczając faceta troskliwą opieką, zmienią jego myślenie w temacie picia. Być może to tylko moja nadinterpretacja, ale tyle razy już widziałem ludzi (zarówno mężczyzn, jak i  kobiety), którzy łudzili się, że ich opieka zmieni alkoholików na lepsze, że moje myślenie z automatu idzie w tym kierunku. A przecież w tej wsi, jeżeli kobieta przed pięćdziesiątką jest wdową lub  rozwódką, to można stawiać grube pieniądze na to, że przyczyną takiego stanu rzeczy był alkohol albo narkotyki. Ludzka naiwność, czy też raczej marzeniowe podejście do rzeczywistości zawsze będzie mnie dziwić. Niby o tym wiem, niby powinienem być na to przygotowany, ale każda taka sytuacja budzi me zdumienie.

Święty Sławomir od Dwóch Światów popadł w kłopoty- ma sprawę karną za znęcanie się nad swoim prosiaczkiem "Pupusiem"- kliknij, by poczytać.

czwartek, 06 grudnia 2012, baluwolanda.blog.onet.pl
-Woland.

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ikka133, *.dynamic.chello.pl
2012/12/06 02:43:57
Czerpanie satysfakcji z poświęcania się to typowy syndrom współuzależnienia.
77.55.114.89/s/itc1_8/index.php/wspoluzaleznienie
Przypomnę, że współuzależnienie:
1. w przypadku koalkoholizmu dotyka kobiet (prawie nigdy mężczyzn), czyli żon, matek, sióstr,
2. nie znika samo po utracie partnera (wdowieństwo, rozwód),
3. wymaga leczenia (terapii), które jest trudniejsze od leczenia uzależnień (jak bowiem taka bohaterka, postrzegana i postrzegająca się jako samo dobro, ma uwierzyć, że to jest złe i musi się zmienić?),
4. wynika najczęściej z deficytów wychowawczych i emocjonalnych w dzieciństwie, czyli n.p. dorastania w rodzinie dysfunkcyjnej.
Nie dziwi mnie więc dr Wolandzie ten napływ pań chętnych do zaopiekowania się Twoim sąsiadem. One nadal są przekonane, że gdyby ich byli przestali pić, to życie z nimi byłoby cudowne. Stąd już tylko kroczek do wiary, iż ich wsparcie dla owego schorowanego, w tym powstrzymanie go przed piciem, też zapewniło by im ową cudowność.
W praktyce okazuje się, że takie współuzależnione, jeżeli same się nie leczą, nie potrafią być szczęśliwe z trzeźwym alkoholikiem. O ile więc, ku naszemu zdumieniu, przy pijącym alkoholiku trwają zazwyczaj do jego śmierci, o tyle po podjęciu przez niego terapii,najczęściej szybko dochodzi do rozwodu i to nie z jego inicjatywy.
To oczywiście w dużym skrócie. Spotkałam się jednak nawet z takimi teoriami psychologicznymi, że ponad 80% populacji to osoby współuzależnione. Oczywiście jeżeli weźmie się pod uwagę całą gamę najrozmaitszych uzależnień. Nadmierna bowiem, rygorystyczna religijność, granicząca z dewocją, to też bowiem może być rodzaj uzależnienia.
Pomyślności.
-
Gość: kocica, *.dynamic.gprs.plus.pl
2012/12/06 09:37:17
Wolandzie,czyżbyś nie znał powiedzonka"jak się ożeni to się odmieni",które właśnie dotyczy młodych pijących(właściwie już alkoholików).Młodym kobietom wydaje się,że ich miłość uleczy alkoholika,że on z miłości dla niej przestanie pić.Nic bardziej błędnego.W przypadku opisanym przez Ciebie kobiety nie były już młode,ale samotne i myślę,że wydawało im się,że lepszy nawet chory mąż niż samotność.Jest masa kobiet,które wolą znosić upokorzenia ze strony mężczyzny niż być same.Jak chodzi o powiedzonka to moja babcia opowiadała taką dykteryjkę."Serce młodej dziewczyny bije jak wielki dzwon>TEN,TYLKO TEN<,trochę starszej>Ten,tamten<,potem >ten,tamten,albo inny<,a na końcu dzwoni sygnaturka>jaki siaki byle by był<.Pozdrawiam czekając na opisy wędrówek,MK
-
2012/12/06 12:06:28
Jest to jedna z tych nielicznych chwil w poczekalni, kiedy mogę sobie pozwolić na skomentowanie, co też z niemałą przyjemnością czynię.
Syndrom współuzależnienia to jedno, ale ja mam wciąż wrażenie, że tu idzie o coś, co jest tak nazwane przez psychologię, a opiera się o naturalne skłonności macierzyńskie kobiet, które dają efekt w postaci matkowania dorosłemu facetowi, który powinien być odpowiedzialny , a naprawdę wszystko poza piciem ma w dupie.
Gdyby same kobiety faktycznie mogły coś w tej sprawie zrobić, to na świecie nie byłoby tylu alkoholików, ale to działa też w tę drugą stronę - pijąca kobieta też się nie zmieni, jeśli sama nie zechce i płeć nie ma z tym nic wspólnego, bo to ciężka choroba jest.
Uważam, że terapia, żeby była skuteczna, musi być terapią wstrząsową, w wypadku alkoholika - musi sięgnąć dna, inaczej nie ma szans się odbić i musi to zrobić sam i świadomie, inaczej żaden partner nie weźmie cierpień nieszczęśnika na własne barki i za niego.
Znam jedną parę, borykającą się z jego piciem w domu, ona najpierw odeszła, zabrała mu dzieci, potem on stracił dobrą pracę, znalazł się na dnie, a dopiero potem ona wróciła i zaczęli wszystko od nowa i niemal od zera - facet nie pije, ale to, że jest chory wie, informuje na każdej imprezie i nikt nie namawia go do alkoholu i to jest jedyna metoda na uzależnienie - jedyna znana mi i jak dotąd skuteczna, z podkreśleniem "jak dotąd" :) Uświadomienie sobie choroby musi wypływać od chorego, czyli od niego, kobiety nie są w stanie same zmienić w mężczyźnie niczego, a co dopiero uzależnienia. Owszem, mogą pomóc, ale jeśli on sam nie będzie tego chciał, to próżny trud.


-
2012/12/06 12:07:02
@Ikka,
Wiele razy słyszałem tezę, że współuzależnionymi zostają głównie kobiety. Jednak ten motyw z poświęceniem widywałem także u mężczyzn, zazwyczaj dotyczyło to facetów z zachwianym poczuciem wartości. Dotyczy to na przykład mężczyzn decydujących się nażycie z prostytutką. I takiemu gościowi się marzy, że pod jego wpływem, otoczona jego opieką, dziewczyna przestanie się sprzedawać. Ja wiem, że picie to nie to samo co prostytucja, jednak mechanizmy pozostają te same. Albo inny przykład: mój znajomy kiedyś po bardzo krótkim, acz intensywnym romansie zdecydował się zamieszkać z kobietą samotnie wychowującą dwójkę dzieci. Praktycznie jej nie znał, ale zachowywał się tak, jakby to (w jego mniemaniu) "poświęcenie", jakiego dokonywał rezygnując z kawalerskiego życia na rzecz utrzymania kobiety i dwójki jej dzieci, miało być wystarczającym gwarantem udanego związku.
@Kocico,
Przysłowia są mądrością narodów, to wiem, ale wiem również, że przysłowia dokładnie pokazują, gdzie ta mądrość się kończy, ukazują bowiem oprócz prawdziwej mądrości, przesądy i stereotypy, często wprowadzające w błąd.
Co do wędrówek, to pogoda mi je tym razem wykluczyła, Zachodnie Wybrzeże się wściekło, pogoda się zmieniała co pół godziny, dlatego pozostały mi spotkania z ludźmi. Myślę intensywnie, co tu z tych spotkań da się wyłuskać na blog, by nikogo nie zanudzać. Dla mnie to był miło spędzony czas, ale miło, niekoniecznie znaczy, że działy się jakieś ekscytujące rzeczy.
-
2012/12/06 12:17:31
@Mila,
Wstrząs musi nastąpić, ale niekoniecznie musi to być dno. Czasem wystarczy skierowanie na leczenie, gdzie przy zachowaniu abstynencji człowiek ma okazję spojrzeć na swoje zachowanie trzeźwym okiem. Słyszałem kiedyś o mężczyźnie, który podczas kąpieli upuścił dziecko. Był pod wpływem alkoholu, ale tak to nim wstrząsnęło, że przestał pić, a po roku zgłosił się dopiero na terapię, bo tak mu poradził jakiś niepijący alkoholik, gdy usłyszał, że coraz częściej facet myśli o piciu.
-
2012/12/06 12:36:36
Znasz lepiej mentalność tych ludzi i trafniej możesz się domyślać, co tymi paniami powodowało, ale przyznam się, że pierwsze, co mi do głowy przyszło, to "łowczyni majątku". Ot, samotna kobieta, mająca nadzieję, że Paddy szybko przeniesie się na tamten świat, a jej zostanie dom, albo emerytura. Wredny jestem, prawda? Nie znam przy tym irlandzkiego prawa i nie wiem, czy wdowie należy się renta, czy emerytura zmarłego męża, więc tym bardziej mogę się mylić. Nie chciałbym nikogo oskarżać o niskie pobudki, ale znam takie przypadki z rodzimego podwórka. Znałem pewną starszą panią, która regularnie czytywała nekrologi, i wyszukiwała podpisane "mąż z rodziną", aby na czas zjawić się na cmentarzu i nawiązać znajomość ze świeżym wdowcem. A nuż się uda?
Ale naprawdę nie będę miał nic przeciwko temu, jeśli stanowczo zaprzeczysz tej tezie i tym samym przywrócisz mi odrobinę wiary w człowieka ;)
-
2012/12/06 19:11:36
@Nitager,
To jest właśnie zaleta "burzy mózgów", jaką można swobodnie wywołać w internecie. Każdy może dorzucić coś od siebie. Chciałbym móc z czystym sumieniem wykluczyć motywację, która Ci przyszła do głowy, ale nie mam pewności, a to za sprawą pielęgniarki, która opowiadała mi o tym, że rodziny irlandzkie odwiedzają swych chorych i próbują podczas pobytu w szpitalu podsuwać im do podpisania akty prawne mające moc testamentu. Żeby się przed tym bronić, irlandzkie prawo wymaga oświadczenia personelu, że osoba chora jest na tyle świadoma, że może podpisać taki akt, a personel jest szkolony, jak odmawiać zgody na podpis. Chodzi o to, że po podpisaniu, rodziny przestają odwiedzać chorych i gdy chory nie jest w stanie samodzielnie żyć, szpitale są zmuszone go utrzymywać do momentu, kiedy dostanie miejsce w domu starców, a to może trwać rok i dłużej. Dlatego pewności nie mam, jednak gdybym był zmuszony do wyboru tego, co mi się wydaje bardziej prawdopodobne, wybrałbym jednak opcję naiwnej wiary w cuda- tak intuicyjnie.
-
2012/12/06 23:05:49
W tej historii zastanawia, czy przyczyną paraliżu tego faceta był alkohol czy jakaś inna choroba? To tak na marginesie. Co do tych pań chętnie odwiedzających chorego na wózku, mnie przyszła do głowy podobna motywacja jak u Nitagera - że one liczą na odziedziczenie jego majątku lub domu. To zwykłe wyrachowanie, jednak nie tak rzadkie w życiu, nawet u własnej rodziny.
-
2012/12/06 23:06:41
@Kocico
Znam jeszcze jedno powiedzonko a propos polowania na faceta: o jednym oku, byle w tym roku. :)
-
2012/12/06 23:56:22
@Deva,
Alkohol przyjmowany w takich ilościach, jakie przyjmował Paddy, przyspiesza rozwój każdej choroby, więc nawet gdyby miałaby to być choroba niezwiązana z papierosami i alkoholem (w co wątpię, bo facet wyglądał na oko, jak z rozwiniętą miażdżycą, zastanawiam się tylko, czy była to jedyna choroba), to rozwijałaby się łagodniej. Organizm zatruwany takimi ilościami alkoholu traci energię na odtrucie, jego organy wewnętrzne: serce, układ krwionośny, nerki, trzustka, wątroba, są przeciążone, układ nerwowy z mózgiem na czele jest wręcz niszczony- każda choroba rozwinie się szybciej w takich warunkach, choć, paradoksalnie, momentem krytycznym jest odstawienie alkoholu- wtedy jest największe ryzyko śmierci i dobrze by było robić to w szpitalu na detoksie. Łączę klamrą alkohol i tytoń, gdyż u kogoś w uzależnieniu krzyżowym, te dwa nałogi się wzajemnie nakręcają, poza tym sam alkohol nie zwiększa znacząco ryzyka raka, ale alkohol plus papierosy daje dużo większe ryzyko raka, niż same papierosy.
Przysłowie z tym jednym okiem brzmi ładnie i nawet pasuje do mojej historii, był w niej Jednooki :-)
-
2012/12/07 01:23:01
Hehe, no właśnie, może dla tych kobiet byłby lepszy ten jednooki niż alkoholik robiący w pampersy.
Masz dużą wiedzę w tym temacie, nie myślałeś nigdy, żeby np. zostać terapeutą?
-
2012/12/07 01:39:19
Myślałem, ale to chyba nie dla mnie. Chyba, bo z wiekiem podchodzę coraz mniej emocjonalnie do tej sprawy, nabieram dystansu, ale chyba to jeszcze nie to o co chodzi. Terapeuta powinien być odporny na traktowanie go jak wroga przez ludzi, którym chce pomóc, powinien być także odporny na stosunkowo niską skuteczność terapii- człowiek chciałby widzieć efekty swojej pracy. To nie jest łatwy kawałek chleba.
-
2012/12/07 01:59:23
A ja jak najbardziej rozumiem motywację tych pań, jeżeli to za młodu rzeczywiście był ktoś o kim wszystkie marzyły, to rozumiem nadzieję że może ;)

Mimo że wiem sam po sobie, że człowiek nawet w pełni sił i zdrowia z czasem się bardzo zmienia, że dziewczyny które podobały mi się w młodości, teraz już niekoniecznie, a z kolei z niektórych innych, które wyglądały bardzo średnio, zrobiły się laski jak z obrazka.
-
2012/12/07 11:26:49
@Nudniejszy,
Niezaprzeczalnym faktem jest, że gdy dziś myślę o swoich koleżankach z ogólniaka, to pamiętam je w rozkwicie urody i dziewczęcego uroku i jakoś nie dopuszczam myśli, że mogły się zmienić, dla mnie wyglądają tak samo :-)
A tak życiowo podchodząc do sprawy, to ja też się zmieniłem i oprócz uroku, chciałbym widzieć takie cechy charakteru, jak obowiązkowość, skromność. Ja już nie szukam dziewczyny, z którą można uciec z lekcji do lasu, by tam się pobawić w mamusię i tatusia.
-
2012/12/07 12:24:42
koko spoko
-
Gość: ikka133, *.dynamic.chello.pl
2012/12/07 16:33:05
Aby podjąć się pracy terapeuty uzależnień i współuzależnień trzeba mieć świadomość, że nawet najobszerniejsza wiedza nie wystarczy. Przede wszystkim trzeba poznać własną osobowość, w tym dojrzałość emocjonalną, co zwykle oznacza poddanie się samemu głębokiej terapii osobowości. Samo ukończenie studiów psychologicznych tego nie daje niestety. Przy czym akurat one nie są niezbędne (tę wiedzę można uzyskać drogą samokształcenia). Ważniejsze są raczej podyplomowe studia stricte w kierunku terapii uzależnień. Przy czym aby rozpocząć naukę n.p. na STU (studium terapii uzależnień) trzeba wcześniej przejść co najmniej PRO (program rozwoju osobowości). Jak też piszesz dr Wolandzie trzeba być bardzo odpornym na porażki. To nie jest praca dla tych, którzy dążą do sukcesu. Statystyki światowe są prawie niezmienne od kilku dziesięcioleci i porażające. W przypadku alkoholizmu na leczenie zgłasza się około 10% uzależnionych, z czego tylko około 2% to ci, którzy osiągają sukces, czyli trwale pozostają w abstynencji, W tym są też tacy, którym zdarza się zapicie, ale szybko do abstynencji wracają. Nawet nie połowa z tych 2%, to tacy, którzy nie tylko pozostają w abstynencji, ale faktycznie trzeźwieją, czyli pracują nad rozwojem osobowości i niwelacją własnych dysfunkcji będących powodem skłonności do uzależnień.
Pomyślności.
-
Gość: begonijka@onet.pl, *.dynamic.chello.pl
2012/12/07 18:13:25
Wolandzie, a ja spróbuję spojrzeć na tę sprawę z trochę innej strony. Takiej mianowicie, że czasami ...zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć niektórych przedstawicielek mojej własnej płci...No, bo o ile można jakoś wytłumaczyć zainteresowanie mocno przez nałóg skancerowanym, ewentualnym kandydatem na dostarczyciela renty po sobie, to jak zrozumieć kobiety, które wychodzą za mąż za siedzącego w więzieniu groźnego przestępcę, ba, co tam zwykłego przestępcę, czasem ...seryjnego mordercę kobiet (najsłynniejszy przykład Teda Bundy'ego) ... Ale może to ze mną jest coś nie tak...
-
2012/12/07 21:00:57
@Ikka,
Szczęśliwie dla siebie, nigdy nie czułem tzw. "misji", by pchać się na chama do zawodów, do których się nie nadaję, więc wszelkie prace z osobami niedojrzałymi odpadają (z młodzieżą lub dorosłymi z problemami emocjonalnymi). Nie dlatego, że ich skreślam, ale dlatego, że nie czuję się na siłach, by sprostać takiemu wyzwaniu.
@Begonijko,
A co ja mam powiedzieć o facecie, który ukrywał u siebie "mamę Madzi"?! Czy naprawdę nie da się inaczej umoczyć pędzelka, tylko wykorzystując rozpaczliwie szukającą kryjówki niedojrzałą kobietę, która w dodatku jest podejrzana o poważne przestępstwa?!