Blog > Komentarze do wpisu

Flaszka i goleń.

            Ze zdumieniem przeczytałem wczoraj rewelacje „Faktu”, iż to ówczesny biskup polowy WP, generał dywizji (sic!) Sławoj Leszek Głódź upił urzędującego wtedy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego podczas lotu do Charkowa na uroczystości katyńskie. Pisała o tym wcześniej na blogu dziennikarka Janina Paradowska, potwierdził to przewodniczący SLD, Leszek Miller. Niby dorośli ludzie, niby z alkoholem zetknęli się nie raz (polityka i dziennikarstwo, jako wolne zawody, dają niezłe warunki do picia), a gadają takie pierdoły. Co się zatem stało???

            Jeżeli dwóch dorosłych mężczyzn dobrowolnie pije razem alkohol, to znaczy tylko i wyłącznie tyle, że postanowili się napić. Nikt nikomu nie wlewał tej „wódki na myszach” (jak to w „Misiu” Tym nazwał whiskey) siłą do gardła, a obaj panowie mieli tak mocne pozycje, że żaden przymus nie wchodził w rachubę. Poprawka: Żaden ludzki przymus, bo miał miejsce inny, znacznie potężniejszy- głód alkoholu, czyli pierwszy objaw osiowy uzależnienia, subiektywne poczucie potrzeby picia. Myślałby kto: biedny Kwaśniewski, taki ciapuś, normalnie Głódź go wziął i upił! Dziecko bezbronne!

            Nie jest to bynajmniej historia do zbagatelizowania. Wręcz przeciwnie: dwie osoby na najwyższych stanowiskach w hierarchii państwowej, kościelnej i wojskowej- prezydent Rzeczpospolitej, zwierzchnik sił zbrojnych oraz biskup polowy Wojska Polskiego w stopniu generała dywizji, nie potrafią się powstrzymać od spożycia alkoholu na pokładzie samolotu, podczas zaledwie półtoragodzinnego lotu, choć mają wiedzę, że reprezentują Polskę, Kościół, Wojsko Polskie, że mają oddać oficjalny hołd zamordowanym Polakom- głównie oficerom i podoficerom Wojska Polskiego, także policji i innych służb mundurowych. Sam Kwaśniewski zachowaniem potwierdził później swój problem z alkoholem, gdy podczas kampanii wyborczej 2007 odnotował publiczne wpadki z wystąpieniami w stanie nietrzeźwym, niejednokrotne, ale mnie w pamięci utkwiła ta: "Ludwiku Dorn... i Sabo, nie idźcie tą drogą"!

            Teraz zmienię miejsce zdarzeń: Wielka Brytania, arcybiskup Cantenbury (odpowiednik naszego prymasa), Justin Welby, oświadczył, że jego żona czuwa nad tym, by za dużo nie pił, gdyż znane jest jego zamiłowanie do trunków, czy też raczej uzależnienie, bo skoro osoba na takim stanowisku musi się publicznie tłumaczyć i uspokajać wiernych, to dobrze w tym temacie nie jest. Chciałbym tu zwrócić uwagę na typową manipulację alkoholika wobec małżonki- publicznie jej się podlizuje, sugerując że ma nad nim taką władzę, że on się podporządkowuje nawet w kwestii spożycia alkoholu. Jeżeli się rozejrzymy po ludziach wokół nas, takich przypadków znajdziemy krocie: pijący mąż daje małżonce złudzenie kontroli, pozwala się wyciągać z imprezy, pozwala dać sobie burę, gdy przedawkuje, jeszcze przyzna w towarzystwie, że jest taki grzeczny dzięki żonie, a to wszystko po to, by akceptowała jego picie, by nie nastąpiło słynne „albo alkohol, albo rodzina, decyduj”. Miliony żon na całym Świecie w ten sposób ryzykują poważniejsze problemy, których bazą jest nadużywanie alkoholu, dając się nabrać na taki chwyt, choć najprostszym i najskuteczniejszym rozwiązaniem jest trzeźwość męża. Tak to, niestety, wygląda.

            W polityce, zarówno państwowej, jak i kościelnej, rolę takiej żony alkoholika pełnią partie polityczne lub koledzy- duchowni. Nie pozwalają na nazwanie rzeczy po imieniu, słowo „ALKOHOLIK” napawa ich świętym oburzeniem, a oni sami ograniczają się do „działań dyscyplinujących”, które polegają na ukryciu delikwenta przed kamerami, co w efekcie daje mu jeszcze większy komfort picia. Głódź zniknął za przepastnymi wrotami kurii, gdyż jako biskup polowy, zbyt często przebywał z osobami świeckimi w miejscach publicznych. Kwaśniewski też musiał się usunąć, a swą aktywność ogranicza do tego, co zawód polityka na nim wymusza. Najbardziej żałosne jest jednak to, że zarówno Kościół w sprawie Głódzia, jak i otoczenie Kwaśniewskiego, wszelkie uwagi na temat ich picia, traktują jak atak, chociaż to właśnie ci dwaj dorośli przecież nie od dziś panowie, wykazują brak szacunku dla funkcji przez siebie pełnionych oraz dla osób, które im zaufały lub choćby są przez nich reprezentowane (z ich zgodą lub bez). To Kwaśniewski i Głódź atakowali swoje środowiska swoim zachowaniem- nie dziennikarze je opisujący. Dobrze by było to sobie wreszcie uświadomić.

            Słów kilka na temat ilustracji muzycznej: Fish- uwielbiany przeze mnie Szkot, wykazuje wszelkie znamiona uzależnienia, a w jego szczerych tekstach można odnaleźć naprawdę wiele mechanizmów uzależnień. „Cinderella Search” opowiada o alkoholiku, który rozstał się ze swoją kobietą i w barze poszukuje swojego "Kopciuszka". Szanse ma nikłe (sam to dostrzega), bo jego alkoholowa mowa wymaga tłumaczenia, pozbawiony jest jakiegokolwiek uroku, tonie w nikotynowo- alkoholowym smrodzie i nie ma w tym widoku nic zachęcającego. Mimo to znajduje się „Samarytanka złamanych serc”, która pocałunkiem pozwala mu dotknąć marzenia. Alkoholik nagle zaczyna się czuć, niczym model z wybiegu, wskrzeszony po napiciu się ze świętego Graala, choć nie ma żadnych podstaw do tego, by uznać że nastąpiła zmiana. Wkrótce czar pryska, Samarytanka odchodzi, a on żali się, że nie dostał od niej wystarczająco wiele czasu. Nie zadaje sobie jednak pytania: „A na co ona miała czekać”?!

            Od strony takich „Samarytanek”, sprawę pięknie ukazała inna podziwiana przeze mnie artystka: Martyna Jakubowicz. Samotna kobieta (na ogół takie „Samarytanki” same są uzależnione, choć o tym nie ma słowa w piosence) wyobraża sobie, że stanie się kiedyś partnerką regularnego bywalca baru, w którym obsługuje. Nie wiem, na co liczy, ale tkwi w marzeniach, nie ma kontaktu z rzeczywistością, więc nie wróży to nic dobrego.



czwartek, 21 marca 2013, baluwolanda.blog.onet.pl
-Woland.

Polecane wpisy

Komentarze
2013/03/21 13:28:28
Chylę głowę przed Twoją mądrością. Nikt nikogo nie upił. SAM się upił, bo miał wybór choć czasem z tym wyborem różnie bywa, szczególnie na szczytach władzy. Pozostaje pytanie. Dlaczego młodzi księża mają ponosić konsekwencje działań alkoholika? Mój szef postawił ultimatum koledze, albo leczenie, albo noga, dupa, brama. Od czego jest najwyższa władza w kraju - Konferencja Episkopatu? Za mordę i albo leczenie, albo won do kruchty! Nie ma we mnie miłosierdzia, musi być twarda miłość. Uściski i napiszę niedługo :-)
-
2013/03/21 14:34:48
Jesteś cudowny. Ot i wszystko :) Bardzo się cieszę, że mam przyjemność obcowac z kimś tak mądrym. Nawet jeśłi to tylko obcowanie wirtualne!
-
Gość: darek_lask, *.internetdsl.tpnet.pl
2013/03/21 15:44:46
Zachowanie księdza generała Głódzia uwłacza honorowi polskiego oficera. Oficerowie milczą. Dziwne to - w kraju, gdzie podnosi się larum z błachszych powodów i zawodzi o obrazie uczuć.
Myślę, że chodzi tu o solidarność pijących mężczyzn, jak to u nas na wsi mawiają żłopiący byle co i byle gdzie: nie marudź babo, bo to męskie sprawy.
Wypowiedź Sikorskiego uwłacza natomiast zdrowemu rozsądkowi i pozycji ministra.
A picie i nadużywanie podczas odchodów smoleńskich (Kwaśniewski, Głódź) czy uroczystości pogrzebowych Anny Walentynowicz (Komorowski, Głódź) wytłumaczmy polską tradycją. Usprawiedliwia ona każdą głupotę a nawet zbrodnię.
-
Gość: ikka133, *.dynamic.chello.pl
2013/03/21 18:50:44
Doskonała diagnoza dr Wolandzie! Tak pod względem tego co dotyczy uzależnienia, jak i współuzależnienia. Dziękuję.
NIGDY nie ma takiej okoliczności, która pozwalała by przenieść ciężar odpowiedzialności za picie, na kogoś innego. Ani na szczytach władzy, ani przy śmietniku. ZAWSZE odpowiada za to wyłącznie ten, który pije. Nikt nikomu alkoholu na siłe do geby nie wlewa. Kwaśniewski pije, bo tak zdecydował i Głodź pije, bo tak zdecydował. Obaj są czynnymi alkoholikami. Jedyne co otoczenie może dla nich i siebie zrobić, to pomóc im "osiągnąć ich dno". Czyli pokazać palcem, nazwać rzecz po imieniu, potępić i postawić warunki. Jedyną mądrą rzeczą, którą każdy z uzależnionych może zrobić, to przestać pić, poddać się terapii i zacząć na serio trzeźwieć.
Sikorski faktycznie się wygłupił w niebywały sposób. Dawno już mu się podobna durnota nie zdarzyła. Nawet nie da się tego, choć odrobinę sensownie, skomentować.
Piosenki Martyny Jakubowicz uwielbiałam onegdaj. Niestety jest alkoholiczką. Nie wiem jak teraz, ale już 4, 5 lat temu, była w stadium "menel". Czego świadkiem byli po wielokroć moi znajomi we Wrocławiu. Jak ktoś nie wie na czym to polega, wyjaśniam. Puszczają hamulce nie tylko w psychice, ale nawet w zwieraczach. Smutne.
Dodam, że kler ma swój doskonały ośrodek terapeutyczny (może więcej, ale ten jest mi od lat znany). Pozostający zaś w abstynencji księża, otrzymują specjalną suspensę papieską, by w czasie eucharystii mogli się posługiwać nie winem, lecz świeżym sokiem winogronowym.
Pomyśności.
-
2013/03/21 20:29:14
Wolandzie, napisałeś oczywiste rzeczy, które każdy dorosły człowiek powinien wiedzieć. Piszę jako laik, bo komentują tutaj autorytety w temacie uzależnień, mogę tylko przedstawić mój punkt widzenia. Podane przykłady osób mających problemy z alkoholem (Głódź i Kwaśniewski) - obaj panowie są dorośli, nikt ich nie zmusza do picia. Piją, bo po prostu mają ochotę się napić i to cała filozofia. Jeśli chcą mają prawo pić, to nie jest zabronione, są wolnymi ludźmi i robią to na własną odpowiedzialność. Oczywiście poza wyjątkiem sytuacji służbowych - w czasie ważnych uroczystości, o których wspomniałeś, bo wtedy jest to picie w czasie pracy. Nikt nie może zmusić ich do leczenia, jeżeli sami tego nie chcą, można "zwolnić" ich tylko dyscyplinarnie, jak w każdym innym miejscu pracy z powodu picia.
-
2013/03/21 20:32:21
@ikka133
Oj, Twoje słowo "menel" podziałało na mnie jak płachta na byka (jestem zodiakalny Byk). Czy ci "lepsi", bo piją koniak, a nie denaturat to nie menele?! Oni są z wyższej półki?! Niby przez co? Na szczytach władzy to nie menele? Znam "menela", który nie pije od 23 lat i kudy innym do niego. Można brać przykład. Nie był na szczycie władzy, czy przez to jest gorszy? Pozdrawiam :-)
-
2013/03/22 07:52:12
Fisha uwielbiam - swego czasu "Lavender" leciało u mnie codziennie, na cały regulator. Oczywiście, w słuchawkach, bo ja nie z tych, co to "daą posłuchać całej okolicy za darmo".
Jednak środowisko muzyków, zwłaszcza rockowych, to trochę niemiarodajny przykład, bo jest ono bardzo specyficzne. Jestem świeżo po lekturze autobiografii Slasha i mogę powiedziec tylko jedno" ta książka jest PRZERAŻAJĄCA. Żadnym odkryciem jest, że rockmeni piją i ćpają - ale nie zdawałem sobie sprawy, że dotyczy to niemal WSZYSTKICH muzyków tego typu i że zalani i naćpani są BEZ PRZERWY przez kilka, czy kilkanaście lat! Nie wiem, może to rzeczywiście jest potrzebne, by tworzyć - sam nie mam w tym kierunku żadnych zdolności, więc trudno mi ocenić - ale wiem, że nigdy nie chciałbym stać się jednym z nich.
-
2013/03/22 10:30:07
@Cheronea i @Missjonash,
Rany, ale mi przysłodziiłyście, aż zatkało mnie i nie wiem, co napisać oprócz "dziękuję" :)
@Darek
zwłaszcza te "wojskowe tradycje", jak kocenie młodych, gnojenie się nawzajem, wyścig szczurów ze słynnym dylematem, ile wojska można poświęcić, żeby samemu dostać awans lub jakoś się zapisać w historii. Co się zaś tyczy zachowania Głódzia- ono jest przede wszystkim niebezpieczne dla otoczenia.
@Ikka,
Nie dziwi mnie to. Chyba latem roku 1995 VooVoo zorganizowało w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą "Koncert w kamieniołomach"- całonocną imprezę koncertową. Była i Martyna Jakubowicz. Miała wystąpić pod koniec koncertu. Niestety, jej forma o tej porze na niewiele jej pozwoliła, Wojtek Waglewski drastycznie, choć taktownie, skrócił jej ten występ. Ona gdzieś tam się jeszcze szwendała po scenie, podłączała pod mikrofon, jako "chórek", ale to nie było tak, jak miało być. Być może nie każdy z rozespanej (4 nad ranem), często pijanej publiczności załapał, że coś było nie tak, ale ja zbyt wiele słuchałem muzyki, zbyt wiele koncertów widziałem, by uszło to mej uwadze. A to było 18 lat temu- przez taki czas, alkoholizm może trzy razy się rozwinąć od zera do uśmiercenia osoby uzależnionej.
@Deva,
To się tylko tak wydaje, że to oczywiste. Popatrz na matki twierdzące, że to ktoś inny- złe towarzystwo- rozpija ich dzieci. A już mężatki uważające, że kontrolują męża- alkoholika, wręcz dumne, że tak jest tak uległy i potulny (ale po fakcie napicia się- tego już nie zauważają)- to naprawdę nie są wyjątki, to jest, niestety, olbrzymi odsetek populacji.
@Cheronea,
Ja to słowo odebrałem, jak próbę obrazowego wyjaśnienia obecnego stadium uzależnienia w jakim się Martyna znajduje. Nie wyczułem tam żadnego wartościowania, czy oceny, a zwłaszcza podziału na "lepszych i gorszych" alkoholików. Jak słusznie zauważyłaś, takiego podziału nie ma. Mało tego, często ci wysoko funkcjonujący, stwarzają dużo większe piekło otoczeniu, ze względu na środki i możliwości, jakimi dysponują.
@Nitager,
Jestem bardzo ostrożny w ocenach, że "niemal wszyscy piją i ćpają". Alkoholikowi zawsze się wydaje, że wszyscy piją, a jak nie piją, to ćpają. Widziałeś jakieś dyskusje z marihuanistami? Im się wydaje, że gdy ktoś nie ćpa, to pije. Dopiero gdy wyjdą z picia/ ćpania, gdy są zmuszeni wysiłek skierować na poszukiwanie trzeźwych, a nie pijących (jak to do tej pory robili), wtedy okazuje się, że jest takich osób bardzo wiele. Zgadzam się, że wśród artystów, odsetek uzależnionych jest większy, ale to wynika z tego, że większa wrażliwość uczuciowa stwarza większe ryzyko uzależnienia. Uzależnienie nie pomaga w tworzeniu, lecz przeszkadza- na pewno trafiłeś na fakty z biografii Janis Joplin, Jimmiego Morrisona lub naszego Ryśka Riedla, czy też Davida Bowie, które wykazują zależność odwrotnie proporcjonalną między możliwościami twórczymi a przyjmowaniem używek.
-
2013/03/22 14:28:04
@ikka133
Czy ten świeży sok winogronowy też, jak wino, podlega transsubstancjacji czyli zamienia się w prawdziwą krew Jezusa Chrystusa? Bez udziału drożdży?
-
2013/03/22 14:36:02
No cóż, skoro mówi o wzajemnym częstowanu koksem i crackiem, to chyba jednak wszyscy z towarzystwa ćpali. Mówił o wszystkich, z którymi grał - a było ich bardzo wielu. O każdym z nich wspomina i na płaszczyźnie zawodowej i towarzyskiej, bo te bezustannie się ze sobą przeplatały. Standardem było: "Najpierw daliśmy w żyłę, lub wciągneliśmy po kilka kresek, a potem poszliśmy się napić". Może różniło się kolejnością. Każdy, o którym wspominał, był albo przed, albo po, albo w trakcie odwyku. Nie wspominając już o nim samym, bo nie miałem dotąd pojęcia, ile, i jak długo sam brał.
Nie spodizewałem się aniołów w tym środowisku, w końcu, interesuję się tym od jakiegoś czasu i śledzę biografie niektórych muzyków. Ale stopień jego zdegenerowania nawet mnie zaskoczył - i nie dotyczyło to tylko używek! To jest jedna wielka banda pijaków, ćpunów, wandali, dziwkarzy i do tego jeszcze ludzi agresywnych.
Ale i tak kocham ich muzykę. Ich już nie...
-
2013/03/22 15:03:54
@Nitager,
Wiem o czym mówisz, naprawdę, wiem i rozumiem ten punkt widzenia. Może zrobiłem to nieudolnie, ale chciałem ukazać Ci trick, jaki wykonuje umysł osoby uzależnionej (w tym wypadku Slasha): oczywiście, że się wzajemnie częstowali, ale oni byli dobrani z grona osób akceptujących używki. Slash nie szukał kolegów do gry wśród absolwentów szkół muzycznych, lecz raczej wśród bywalców klubów, prawda?
JA TEŻ KOCHAM MUZYKĘ.
@Pablobodek,
Skoro w Kanie woda wlana do stągwi na fekalia mogła zamienić się w wino....
-
Gość: Eva70, *.elartnet.pl
2013/03/22 16:43:42
@Darek,
ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski nie brał udziału w pogrzebie p. Anny Walentynowicz ze względu na inne, podobno ważne, zajęcia. Wieniec od Marszałka, już po pogrzebie, złożyli dwaj jego doradcy: Jerzy Smoliński oraz Waldemar Strzałkowski. Wg doniesień prasowych znajdowali się oni w "stanie wskazującym na...". Tłumaczyli się później, że byli po obiedzie w kurii biskupiej, gdzie wypili po kieliszku wina. Obaj podali się po tym do dymisji i dymisja została przyjęta. Czy byli rzeczywiście nietrzeźwi, czy też tabloidy rozdmuchały sprawę - tego już się nie dowiemy. Jerzy Smoliński obecnie pracuje w Kancelarii Prezydenta, jest etatowym doradcą. Nie wiem, czy ówczesny Marszałek, a obecny Prezydent potrafiłby odmówić gościnnemu gospodarzowi Arcybiskupiego Pałacu spełnienia toastu (czy toastów), ale nie ma powodu, by go tym grzechem obciążać, skoro to nie on w stanie nietrzeźwym składał wieniec. Pomówienie oraz rozpowszechnianie niesprawdzonych informacji to niemal internetowa norma, ale ja jakoś nie mogę się do tego przyzwyczaić.
-
2013/03/23 00:35:31
@Eva,
Nie mogę się odnieść do tego konkretnego przykładu, bo nie mam na ten temat żadnej informacji, tyle co napisał Darek, a potem Ty.
-
Gość: ikka133, *.dynamic.chello.pl
2013/03/23 11:13:33
Trochę się najpierw wytłumaczę do Cheronei. Fakt, użyłam żargonu stosowanego przez trzeźwiejących alkoholików. Oznacza ono konkretne stadium uzależnienia i nie ma nic wspólnego z zamożnością, ani rodzajem spożywanych trunków. Niestety słowo to przeniknęło do szerszego użycia i tam zupełnie co innego znaczy.
O tym zaś czy ktoś jest alkoholikiem, a nie tylko osobą "lubiącą wypić", nie decyduje też ani ilość ani jakość wypijanych trunków. Co najczęściej jest powodem bardzo długiego nie uświadamiania sobie uzależnienia, także przez otoczenie. W artykule pod załączonym linkiem proszę uważnie przeczytać (pod koniec) próbę opisu osobowości. Jest ona dość typowa dla uzależnionych.
trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,13608891,_Ktorych_gnebi_Glodz___Gdanski_kosciol_arcybiskupa.html#LokTrojTxt
Pomyślności.
-
Gość: Eva70, *.elartnet.pl
2013/03/23 18:41:47
@Woland,
mój wpis nie odnosił się do Twojego postu, który - podobnie jak Cheronea i Ikka - uważam za świetny, tylko do tego, co napisal Darek o jakoby nietrzeźwym B. Komorowskim na pogrzebie p. A. Walentynowicz. Jak napisałam, na pogrzebie tym był on nieobecny, co świetnie pamiętałam, a dodatkowo jeszcze sprawdziłam. Aleksander Kwaśniewski został chyba po raz pierwszy utrwalony na taśmie filmowej w stanie nietrzeźwym we wrześniu 1999 r., podczas składania kwiatów na cmentarzu żołnierzy polskich w Piatichatkach pod Charkowem. Nie ma znaczenia, czy upił się sam, czy też w towarzystwie gławkapelana w randze generała, obecnie gdańskiego arcypasterza, od którego nawet feldkurat Otto Katz, choć niższy rangą, był znacznie sympatyczniejszy. Współczuję tylko towarzyszącym wówczas Kwaśniewskiemu członkom Federacji Rodzin Katyńskich, którzy musieli na to patrzeć. Na taśmie filmowej utrwalono również parę późniejszych ekscesów alkoholowych pana b. Prezydenta, a ja z największą przykrością oglądałam filmowwą relację z jego bełkotliwego wykładu dla studentów Uniwersytetu im Szewczenki w Kijowie, bodaj we wrześniu 2007 r. Pozdrawiam serdecznie.