Blog > Komentarze do wpisu

Gonitwa i chore uczucia.

Scenka 1.

            Lwówek Śląski, małe, senne, dolnośląskie miasteczko. W wąskiej uliczce robię nawrót „na 3” (zbyt mała szerokość, bym zawinął samochód na raz). Nadjeżdża samochód i nie czekając, aż skończę manewr, wciska się pomiędzy mnie a krawężnik, by przejechać jako pierwszy. Dwadzieścia metrów dalej ma czerwone światło, nie zyskuje więc nic, może jedną sekundę , za to zachowuje się jak ostatni burak. W krajach z  europejską kulturą jazdy, kierowcy ułatwiają innym włączenie się do ruchu zatrzymując się zwłaszcza, jeśli to włączenie połączone jest z niewygodnym manewrem, ale nie w kraju nad Wisłą. Tu obowiązuje zasada „ja mam, kurwa, pierwszeństwo i nikt mi się nie będzie wcinać”.

Scenka 2.

            Jadę jako pasażer. Kierowcą jest ojciec dwójki dzieci, ponad 400 tysięcy kilometrów stażu jazdy, wysokiej klasy fachowiec branży energetycznej, jego życie jest więc dość cenne. Warunki są ciężkie, gdzieniegdzie na drodze leży śnieg. Właściwie mówimy o dróżce, tyle że pokrytej asfaltem. Dwa samochody się nie miną, jeden musiałby zjechać na pobocze, a tam nie wiadomo co się dzieje z powodu pokrywy śnieżnej. Droga kręta, pełna pagórków, nie widać, co jest za zakrętem. Mimo to, kierowca gna tak szybko, jakby był pewny, że nic mu z naprzeciwka nie wyjedzie. Do pokonania ma 5 kilometrów. Dzięki narażaniu życia swojego, mojego, ewentualnie innych uczestników ruchu, zyska na tej trasie do pół minuty.

Scenka 3.

            Członek mojej rodziny deklaruje się, że mnie podrzuci do naszego miejsca noclegu (mam wieczorne spotkanie, kończę ok. 22.30). W międzyczasie dowiaduję się, że znajomi z dzieckiem potrzebują transportu. Proponuję im zabranie się z nami. Gdy podjeżdża kierowca i przekazuję mu prośbę, która będzie nas kosztować jakieś 15 minut  czasu, widzę złość na jego twarzy. Jest mi głupio, powinienem to skonsultować. Jest mi przykro, bo wiem, że i tak mamy wolny wieczór, wiem że będziemy siedzieć do późna i rozmawiać ze sobą, ja i mój kierowca, dawno się nie widzieliśmy i długo się nie będziemy widzieć. W samochodzie też można rozmawiać, to tylko 15 minut, a nazajutrz obaj mamy wolny dzień. Do głowy mi nie przyszło, że może to stanowić problem- drobna przysługa dla znajomych z dzieckiem. Jednak może- w Polsce pośpiech jest zwyczajem narodowym, choćby nie było się gdzie i po co spieszyć.

Scenka 4.

            Mąż i żona z dwójką dzieci zaczynają kłótnię. Żona ma pretensje do męża, że pracuje po godzinach i nie ma czasu na dom. Mąż odpowiada podniesionym głosem, że przecież do niczego nie jest jej na razie potrzebny. Współczuję kobiecie, ale gdy kobieta się odzywa, zmieniam zdanie. Kobieta chciała pomocy w pracy domowej, którą mogła wykonać sama. Myślałem, że chodzi jej o to, że mąż ją zaniedbuje, że są małżeństwem, a ciągle się mijają. To budziło moje współczucie i bez wahania przyznałbym kobiecie rację, gdyż rzeczywiście mąż wykazuje cechy pracoholizmu i zaniedbuje rodzinę, nie poświęca jej czasu. Okazało się, że kobieta potrzebowała woła roboczego jeszcze w domu. Nie chodziło o bycie razem, chodziło o kolejną robotę do wykonania. Cóż, moim zdaniem dobrze się dobrali.

Scenka 5.

            Wróciłem do Irlandii. Jest wieczór meczu Borussia Dortmund- Real Madryt. Lewandowski strzela pierwszą bramkę. Wchodzę na stronę polskiego forum. Robię rzut oka na komentarze i nie mogę oczom uwierzyć. Aż robię screen, żeby mieć dowód tego obłędu. Widzę jedynie kpiny i złośliwości. Nie takie zwykłe, ale takie, jakby Lewandowski co najmniej zrobił krzywdę Polsce, jakby prywatne niepowodzenia komentatorów były winą napastnika Borussii. Nawet mi się nie chce cytować, generalnie komentarze sprowadzały się do tego, że Polacy z BVB są do dupy i nie ma się co podniecać, bo grają za pieniądze i bez Niemców nic nie znaczą. Słodka, bezinteresowna zawiść Polaczka- szaraczka.

*

            Dziś nie będzie żadnej analizy zjawisk z przykładów opisanych w scenkach. Ja to pieprzę! To poniżej mojego poczucia smaku. Jedyny mój komentarz jest taki: W tym kraju ludzie nigdy nie będą szczęśliwi, bo sami sobie tworzą piekło. To nie jakieś tajemnicze zagraniczne firmy wyzyskujące biednych Polaków, ale Polacy sami sobie narzucają nieustanną presję, poganiają się wzajemnie do roboty, niczym nadzorcy w obozach pracy, a dodatkowo jeden dybie na potknięcie drugiego. Nigdy nie jest wystarczająco dobrze, nigdy nikt nie jest usatysfakcjonowany. Zawsze jest jakieś „ale”, zawsze jeden drugiemu śle joby. Tak, wiem, przepraszam tych, co tak nie robią, to niesprawiedliwe uogólnienie, ale taki mam teraz obraz przed oczami. Wiecie co? Ja nie muszę w tym uczestniczyć, wróciłem do Irlandii. Dziś miałem myć okna, ale zadzwonił znajomy z informacją, że urodził mu się syn i można go już odwiedzać w szpitalu. Poszedłem, porozmawiałem ze szczęśliwą mamą i dumnym tatusiem, okna poczekają do poniedziałku. To nie Polska, żeby duperele były ważniejsze od zwykłego ludzkiego zrozumienia.



sobota, 27 kwietnia 2013, baluwolanda.blog.onet.pl
Tagi: Polacy
-Woland.

Polecane wpisy

Komentarze
2013/04/27 21:04:58
Polacy nie mają empatii i zwykłej, ludzkiej życzliwości. Są egoistami, a czyjś sukces jest dla nich porażką. Wynika to z tego, że im niewiele się udaje i tego, który coś osiągnął utopiliby w łyżce wody. Pozdrawiam
-
2013/04/27 21:09:23
Po prostu bardzo ciężko w takim stylu jest żyć, mieszkając w Polsce nie widziałem nic dziwnego w tej gonitwie, ale z dystansu, pewne sprawy mocno rzucają się w oczy.
-
2013/04/27 21:40:12
Witaj Piotrze:) cieszę się, że wróciłeś w jednym kawałku:)) Mniej, że zaobserwowałeś a raczej pewnie przypomniałeś sobie te różne "obrazki" Też wracam na '"smutasie" po wizycie w Kraju, choć z bonusem, że w kawałku. Teraz miałam pojechać w lecie na parę dni i iiii ciągle się zastanawiam. Rzeczywistość tam, dobija mnie, cóż, to przykre. Pozdrawiam :)
-
2013/04/27 21:46:25
No cóż, przykre to. Ja także wypowiedziałam się krytycznie o panu Lewandowskim, ale zupełnie w innym kontekście, bo w końcu jakaż to porażka była z Ukrainą! Złość mnie do dziś trzyma. Z Madrytem prawdziwy koncert, a z Ukrainą? Zresztą dość o tym. Myślę przypadkiem czy akurat nie trafiłeś na naprawdę paskudne chwile i przypadki, bo ludzie są różni na całym świecie, a i kultura także robi swoje. Napiszę już po wtorku, bo zapadną ostateczne decyzje jeśli chodzi o moje dalsze losy. Póki co jest nieźle, bo...ponownie sterydy. Dobrej nocy :-)))
-
2013/04/27 21:54:37
Dobra konkluzja - so true! Tyle ode mnie. Bo co tu więcej pisać, kiedy Ty już wszystko zapisałeś w tym akapicie?
-
2013/04/27 22:00:07
Jestem szczęśliwa, jestem empatyczna, rzadko się rzucam w wir gonitwy i jestem Polką mieszkającą w Polsce. I znam takich ludzi sporo. Nie znoszę generalizowania...

W każdym razie bardzo się cieszę, że wróciłeś do nas :))
-
2013/04/27 22:22:14
@Wando,
Witaj, również się cieszę, że wróciłaś. A ja chyba będę w Polsce częściej, niż dotychczas, ale potrafię przypilnować, by mnie nikt nie gonił :)
@Cheroneo,
Mam nadzieję, że tylko tak trafiłem- w końcu było to pod koniec słynnej bezsłonecznej zimy, nastroje poszły w dół. Zdrowia Ci życzę, to najważniejsze.
@Taita,
Witaj, tak, pamiętam Twój punkt widzenia, kilka razy zdarzyło Ci się pisać na podobny temat, takie rzeczy rzucają się nam w oczy, prawda? Wystarczy popatrzeć z dystansu. To oczywiście żadna statystyka, nawet pojedynczy przypadek może razić i wryć się w pamięć, a jednak moje obserwacje mi mówią, że takie zdarzenia są częstsze w Polsce niż Irlandii.
@Missjonash,
Tak, wiem że generalizuję, trochę się próbowałem z tego wytłumaczyć w ostatnim akapicie, cieszę się, że są tacy ludzie, jak Ty.
-
Gość: , *.master.pl
2013/04/28 02:12:31
W polskim piekle gdyby takie było żaden diabeł by nie wylazł z kotła zaraz reszta by go doń wciągnęła.
Zbyniek
-
2013/04/28 08:52:23
Tak przynajmniej głosi popularna anegdotka :)
-
Gość: laudate44, *.ntlworld.ie
2013/04/28 09:16:43
Woland! Pełne zrozumienie! Mamy tak samo. Jadę do Polski z radością, ale z większą rodościa stamtąd wracam. Pozdrawiam z Dublina. Laudate
-
2013/04/28 10:10:44
@Laudate,
Jest coś takiego, że się zastanawiam, czy ja kiedykolwiek byłbym w stanie na powrót dostosować się do polskich realiów (i nie mówię tu o sprawach ekonomicznych, a o mentalności i stosunkach społecznych).
-
2013/04/28 14:09:57
@Wolandzie
Z drugiej strony - żyłeś w Polsce ponad 30 lat i byłeś jednym z nas, dopiero gdy wyjechałeś za granicę, zaczęła przeszkadzać Ci polska mentalność. :)
-
2013/04/29 02:07:03
Wiem, zawsze tak jest, że z dystansu lepiej widać. Kto całe życie spędził w twierdzy, nie wie czym są ogrody. Poza tym jest jeszcze coś takiego, jak rozwój człowieka. Oczywiście można sobie powiedzieć, że jest się tak zadowolonym z dotychczasowych zasad, że nie ma czego zmieniać. Z grubsza rzecz biorąc, zawsze są dwa wyjścia: albo coś zmieniać, albo pozostawiać bez zmian.
-
2013/04/29 08:19:11
Moje miast w godzinach szczytu jest tak zakorkowane, że nie da się przechejać. Popularnego na swiecie sposobu "na suwak" nasi kierowcy dopiero się uczą - ale widzę, że z dnia na dzień robią coraz większe postępy. Kiedyś można było wrosnąć w asfalt, zanim ktoś przepuścił. Dziś zdarza sie to coraz częściej. Jeszcze jakieś 20 lat i Polacy nauczą się jeździć samochodami. Może nawet na trzeźwo.
-
Gość: Sylwia, *.corexchange.com
2013/04/29 15:21:50
Tobie to chemia zaszkodziła "wolandzie" i chorobliwa nienawiść do Polaków.
-
Gość: Eva70, *.elartnet.pl
2013/04/29 17:59:29
Wyjątkowo podły wpis niejakiej Sylwi świadczy o tym, że Woland ani trochę nie przesadził w ocenie rodaków. Od podobnych nienawistnych i głupich wpisów aż roi się na wszystkich forach internetowych. Tak jak Missjonash mieszkam w kraju i znam wiele osób sympatycznych, które odbiegają od "polskiej normy" ale ta nasza norma jest właśnie taka, jak to bardzo trafnie przedstawiłeś Wolandzie w ostatnim akapicie swojego postu. Tak zresztą opisywani jesteśmy zarówno przez niektórych naszych wybitnych pisarzy jak i przez cudzoziemców nie od dziś. A zazdrość i zwiść jest jedną z naszych najobrzydliwszych cech. Wpisy internetowe na temat Lewandowskiego przypominają znane powiedzenie, że u nas "szewc kanonikowi zazdrości, że został prałatem" (przypisywane chyba Melchiorowi Wańkowiczowi), a ktoś do tego jeszcze dodał, że "proboszcz zazdrości aptekarzowej, że miała lekki poród". W ostatnim numerze "Polityki" Jacek Żakowski omówił badania przeprowadzone przez pewną hiszpańską fundację na mieszkańcach dziesięciu krajów Unii Europejskiej (w tym Polski), które nie pozostawiają żadnych złudzeń co do tego, jak dalece różnimy się od mieszkańców innych europejskich krajów i jak dalece nie mieścimy się w europejskiej normie. Cieszę się, że po przerwie znów mogę Cię czytać i serdecznie pozdrawiam.
-
2013/04/29 18:32:22
@Nitager,
Cieszę się, że jest jakiś postęp, choć jak sam zauważasz, może potrzeba i 20 lat nauki- od razu stanęła mi przed oczami inna sytuacja z przejścia dla pieszych. Ponieważ od lat ośmiu z okładem jeżdżę głównie po drogach Irlandii, mam odruch zatrzymywania samochodu, gdy do oznakowanego przejścia zbliża się pieszy (oczywiście mówimy o sytuacji, gdy mogę to zrobić bezpiecznie, gdy nie wymaga to nagłego hamowania). Jednak gdy ten manewr wykonałem w Jeleniej Górze, kierowca który zatrzymał się ze mną (gdy ja przepuszczam pieszych, on musi również stanąć) miał wściekłą minę, podobnie jak oburzona pasażerka samochodu obok. Normalnie, przeze mnie stracili cennych 5 sekund (niecałe 100 metrów dalej meli skrzyżowanie ze znakiem stop, więc i tak musieli zwolnić).
@Sylwia,
Łoj, łoj, łoj!
@Eva,
A ja się cieszę, że mimo przerwy w moim pisaniu, stali czytelnicy ciągle tu zaglądają. Dziękuję wszystkim.
-
2013/04/29 18:53:58
@Eva,
A jeśli chodzi o Lewandowskiego i pozostałych Polaków z BVB, to najbardziej podoba mi się u nich to, co podobało mi się u Dudka, że bez względu na okoliczności, ostro trenują, by być coraz lepsi. Kiedyś Grzegorz Lato, zanim jeszcze miał niesławny epizod z prezesowaniem PZPN, był po prostu ikoną polskiej piłki. W czasie, gdy w polskiej reprezentacji trzon stanowiła srebrna drużyna z Olimpiady w Barcelonie, Grzegorz Lato tak skomentował ich marne występy (wypowiedź niedokładna): "Gdy zachodni piłkarz zarabia 2 miliony rocznie, to ciężko trenuje, by po następnym kontrakcie zarabiać 20 milionów. Gdy polski piłkarz zarabia 2 miliony euro rocznie, to zaczyna się obijać, imprezować i gwiazdorzyć, a trenować zaczyna, gdy grozi mu wywalenie z klubu i utrata tych dwóch milionów". Na szczęście dziś trójka z Borussii pokazuje, że to nie odnosi się do nich.