Blog > Komentarze do wpisu

Wszystkich Świętych Osiedlowych.

            Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Polska. Jeden z najbardziej wyczekiwanych dni w roku (przez duchownych, producentów i handlarzy kwiatów oraz zniczy, włamywaczy i złodziei kieszonkowych, a także przez hieny cmentarne, kradnące z grobów wszystko, co można sprzedać). Kilkadziesiąt godzin po śmierci Piotra, ofiary samospalenia, przestaje mi się chcieć czytać choćby tytuły mówiące o wypowiedziach różnych Ziemkiewiczów. Jednocześnie jakaś banda tchórzliwych sruli, dla których największe dotychczasowe zagrożenie życia stanowiło zatrucie alkoholowe, rozpoczyna po raz kolejny ten sam hejt pamięci więźnia Oświęcimia, oficera Armii Krajowej, żołnierza powstania warszawskiego, Władysława Bartoszewskiego. Oczywiście poziom oskarżeń zawsze jednaki: załgane pytanie sugerujące kolaborację „Ilu znasz więźniów Auschwitz wypuszczonych przez Niemców z powodów zdrowotnych”. To, że głupiec nie zna dowodu twierdzenia Pitagorasa nie znaczy, że dowód ten nie istnieje. Na to łgarstwo wielokrotnie odpowiadali pracownicy Muzeum Auschwitz- Birkenau: Z obozu zwolniono ok. 2 tysiące więźniów politycznych i 9 tysięcy więźniów wychowawczych, wśród których był Władysław Bartoszewski. I tak to Polacy świętują dni poświęcone pamięci tych, którzy odeszli.

 

            Zanim polska drogówka policzy zabitych w tegoroczne święta na drogach, uśmierconych przez pijanych oraz idiotów nierozumiejących, że przy takim natężeniu ruchu, zwłaszcza w okolicach cmentarzy i niełatwych o tej porze roku warunkach drogowych, należy zdjąć nogę z gazu, wezmę głębszy oddech i mimo wszystko pokuszę się o chwilę refleksji.

            W tym roku zmarł mój kolega. Tragiczna postać, w której zło przeplatało się z dobrem bardziej, niż u kogokolwiek innego. Sam wychowany w patologicznych warunkach, powielił wzorce z dzieciństwa podczas wychowania swojego syna, któremu wielokrotnie ratował życie, by je na powrót niszczyć. Jego życie, to historia przyjaźni, które nawiązywał pomagając nawet tym, którym nikt już nie chciał pomagać, tylko po to, by te relacje ostudzić, bądź całkowicie zniszczyć swą chęcią narzucenia swojego stylu życia. To temat na całą powieść. Deficyty rozwoju, z którymi mój kolega wchodził w życie, były pozbawione nadziei na redukcję, gdyż ówczesna wiedza psychologiczna oraz społeczna stygmatyzacja pacjentów gabinetów psychologicznych nie dawały mu żadnych szans. Ostatni rok jego życia, to rok niebywałego cierpienia psychicznego, gdy demony przeszłości, świadomość własnych oszustw (podatkowych i nie tylko) w połączeniu z uszkodzeniami mózgu (pęknięty tętniak), zaczęły kierować go w stronę psychozy. Strach przed wyimaginowanym aresztowaniem popchnął go do próby samobójczej. Potem była depresja i nagła śmierć. To jemu pragnę w tym roku zadedykować utwór Jana Kondraka w wykonaniu Marka Dyjaka. „Piosenka w samą porę” zazwyczaj służyła upamiętnianiu Edwarda Stachury. I jeszcze coś: Poniżej jest spektakl w reżyserii Łukasza Dudy, wykonany przez jeleniogórski „Teatr Odnaleziony”. Jeżeli sprzęt pozwala Wam na zrozumienie tekstu, warto. To właśnie o takich ludziach, jak mój kolega i jego syn. Na podstawie opowiadań Lidii Amejko, „Żywoty świętych osiedlowych”. Naprawdę warto! A ekstremalnie warto pójść na spektakl, jeśli teatr z nim wróci. Panie zachwycają się rolą Jakuba Mieszały i nawet nie próbują ukryć, że co najmniej równe wrażenie robi na nich jego nagie ciało, panowie zaś chłoną równie wspaniałą rolę ponętnej Diany Jonkisz.

 

            I jeszcze jedna refleksja. Kiedyś zachęcałem do przesłuchania płyty Karoliny Cichej p.t. „Wieloma językami”. Jej bohaterem jest bogata kultura Białostocczyzny. Niestety, dziś najgłośniej jest o tamtych stronach z powodu band faszystowskich, hołubionych przez podłą zmianę. Słuchając Karoliny zastanawiam się, jak wspaniała byłaby Polska, gdyby Polacy zamiast się nabzdyczać, potrafili się cieszyć pięknem wielokulturowości. My jednak chcemy uszczęśliwić Europę naszą, jak wiemy, najfajniejszą kulturą. Chwilowo w okolicach Wszystkich Świętych promujemy nazioli, pijanych kierowców oraz piratów drogowych, hieny cmentarne, kieszonkowców, włamywaczy oraz sruli plujących na żołnierzy AK. Z ciekawości: W ilu miejscach Polski dało się słyszeć pomstowanie na Halloween? Pytam, bo przeczytałem, że posłanka PiS, Gabriela Masłowska ogłosiła suwerenowi, że zabawy halloweenowe są groźne dla dzieci, ponoć ukazują rodziców, jako wrogów (WTF?!), a rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, Paweł Rytel- Andrianik powołał się na tajemnicze badania psychologiczne mówiące, że dzieci mogą mieć nocne koszmary związane ze swoimi przebraniami. No patrzcie, jakie strachliwe te polskie dzieci pozostające nad Wisłą. Te, które wyjechały do Irlandii mają z Halloween niezłą radochę. Wiem, bo pracuje z nimi. Przy okazji: Irlandia przyjęła chrześcijańską wiarę ponad pół tysiąca lat przed Polską. Jakoś Episkopat Irlandii nie podziela obaw nadwiślańskich kolegów od golenia owieczek. Toż i zrobił się nam dysonans!

 

środa, 01 listopada 2017, baluwolanda.blog.onet.pl
-Woland.

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: kocica, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/11/01 07:44:44
Dwa pierwsze dni listopada to dni zadumy i refleksji i wcale nie muszą być ponure.
Pozdrawiam,MK
-
2017/11/01 11:24:10
@Kocico,
Masz rację, zaduma i refleksja nie muszą oznaczać ponuractwa, choć takie wrażenie można czasem odnieść. Pozdrawiam.
-
Gość: Teles, *.dyn.telefonica.de
2017/11/01 11:43:24
Za 500 lat Episkopat Polski też może już nie będzie podzielał obaw.
-
2017/11/01 11:52:47
@Teles,
No tak, mój nick rzeczywiście sugeruje, że spokojnie mogę im dać tych 500 lat :-)
-
2017/11/01 14:17:51
dystans do spraw podniosłych, poważnych, świętych to wartość sama w sobie, z tym tylko zastrzeżeniem, że "trza umić" go mieć... wspomniane przez Ciebie srule wyraźnie "nie umiom" /jak to srule/ i tu się zaczyna kolejny stopień, bo mieć dystans do sruli bywa jeszcze trudniej... tylko czy zawsze trzeba go mieć?...
pozdrawiać jzns :)...
Marek Dyjak - trafiłeś w samo centrum, bo akurat go sobie słucham w tle, miałem zapuszczone zanim tu zajrzałem...
-
2017/11/01 15:53:46
@PKanalia,
"Czy warto mieć dystans do srula", jest pytaniem ciekawym i bez jednoznacznej odpowiedzi. Myślę, że chodzi tu o umiejętność przyjęcia konsekwencji posiadania dystansu, bądź jego braku. Ja ustawiłem się w sytuacji, która mi odpowiada, pewnych spraw nie odpuszczam, bo żaden ze mnie "Warren- przyjaciel wszystkich" i zupełnie nie chcę nim zostać, a srule niech kochają kogo innego. Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie polubią mnie wtedy, ale ja nie chcę, żeby oni mnie lubili.
Dyjakowi zawdzięczam poznanie najważniejszej osoby w moim życiu, stąd i częste moje do jego śpiewania powroty.
-
2017/11/01 22:03:55
No, ale przecież Irlandczycy nie mieli nieomylnego, najświętszego, najwspanialszego, och, ach Jotpedwa, a my mieliśmy! Więc niech się nie mądrzą, bo my wiemy lepiej, co dla nich dobre.
-
2017/11/01 23:52:14
@Nitager,
No i najważniejsze: Nie uratowali Europy pod Grunwaldem, Wiedniem, Warszawą, ani w Taplarach, ni też w Grajdołkowie. Irlandczycy prawdopodobnie nie rozumieją, że 2+2 =5, gdy tak zagłosował suweren.
-
2017/11/02 18:47:09
Niezależnie od tego, jak brzydko to zabrzmi- duża ulga, że minęły Zaduszki. Wolę na spokojnie i bez moralnego przymusu wspominać ważnych dla mnie Zmarłych.
-
2017/11/03 13:22:30
@Woland...
dystans nie oznacza pokornej akceptacji i bierności wobec srulstwa... dystans to raczej wewnętrzny spokój pozwalający lepiej rozpoznać sytuację i pomagający w decyzji... niemniej jednak myślę, że to zdrowo jest czasem tak puścić emocje i takiemu srulowi prozaicznie przypierdolić...