RSS
środa, 11 kwietnia 2018

            Dzień dobry. Jak się czujesz, Polaku? Budzisz się, otwierasz oczy, niby przed Tobą nowy dzień, ale coś Cię zaczyna niepokoić. Chwila zastanowienia i już wiesz. Za moment będziesz się bał otworzyć lodówkę, żeby z niej Smoleńsk nie wyskoczył. I tak co miesiąc! Najpierw spokojnie, że to niby dla pamięci, że się należy. Potem nastąpi parada chochołów, a potem Prezes Pan wygłosi pochwałę siebie samego, napluje na poprzedników, a gdzieś tam z boku- niby równolegle i bez żadnej konsultacji, Wielki Eciepeci PiS, Antoni Macierewicz z ekspertami specjalnej troski wyrzucą w eter kolejny stek pomówień....

            Tu przerwałem poranne pisanie notki o rocznicy katastrofy, bo piękna pogoda okazała się bardziej interesująca. Podczas spaceru rozmawiałem ze Świechną o naszym „Przenajświętszym Dniu Świstaka” i porównaliśmy go do filmowego pierwowzoru (Harold Ramis, 1993r.) Świechna zwróciła mi uwagę, że film niesie ważne przesłanie: Skoro nie ma wpływu na okoliczności- w tym wypadku, na regularnie powtarzające się sytuacje, należy po prostu robić coś pożytecznego dla siebie, udoskonalać się, jakby życie toczyło się swoim normalnym torem. Bohater filmu nauczył się grać na pianinie, zaczął śpiewać, nawet rzeźbić w lodzie, ale przede wszystkim, zaczął wchodzić w interakcje społeczne, zauważając potrzeby swojego najbliższego otoczenia. Innymi słowy: Zaczął pracować nad swoją duchowością. Dopiero tak odmieniony bohater wreszcie zdołał wyrwać się z pętli czasu. Przy okazji taka dygresja: Ile osób utożsamia duchowość z religijnością? Przecież to dwa zupełnie różne pojęcia, posiadające jedynie niewielką część wspólną.

 

            Nie wątpię, że Prezes Pan jeszcze długo będzie przeżywać swój „Dzień Świstaka”, być może aż do dnia marnej śmierci, tak marnej, jak marne było jego życie. Żyjący w bańce swoich fantazji i urojeń, odizolowany od społeczeństwa, odseparowany nawet od pytań dziennikarzy i spotkań twarzą w twarz z przeciwnikami politycznymi. Dziś odsłonił swoje schody donikąd i po raz kolejny onanizował się swoim przemówieniem pośród sowicie opłacanych pochlebców i klakierów. On z pewnością nie otworzy się na innych- to inni dostosowują się do niego. Że to ciągle ci sami niewolnicy bez honoru? To nie ma znaczenia. Oni stanowią jego alibi, to prawda, ale żadne zaklęcia nie zmienią tego, że są tylko sobą, a nie całym społeczeństwem. Podobnie jak i on sam- samotny w pustym raju.

 

            Innych rzeczy też Prezes Pan nie zmieni. Na przykład tego, że macierewiczowska Komisja Specjalnej Troski nie znalazła ani dowodów podważających ustalenia komisji Millera, ani- tym bardziej- dowodu na zamach, kompromitując się jednocześnie mniej lub bardziej idiotycznymi hipotezami, za to ośmioletni „Dzień Świstaka” skutecznie zmarginalizował rocznicę mordu w Katyniu, której upamiętnienie było przecież celem ostatniego lotu ofiar katastrofy smoleńskiej, nie mówiąc już o tym, że przykrył prawie zupełnie takie wydarzenia, jak rocznica śmierci Jana Pawła II (2 kwietnia), czy rocznica śmierci Jacka Kaczmarskiego (dokładnie 10 kwietnia) i wywołał wojnę polsko- polską, dzieląc nie tylko obozy polityczne, ale nawet polskie rodziny. Sekta, którą stworzył, próbowała się wzorować na chrześcijańskim cyklu liturgicznym, który również polega na cyklu świstaka- powtarzaniu tej samej historii- od nowotestamentowych narodzin do śmierci i wniebowstąpienia Chrystusa. Różnica polega na tym, że w Biblii znajduje się spora ilość dokonań Jezusa z Nazaretu, podczas gdy dokonania Lecha Kaczyńskiego sprowadzają się do śmierci w katastrofie lotniczej, bo raczej ciężko cokolwiek w historii całej wojny o krzesło Jego Nadętości przeciw ówczesnemu MSZ nazywać dokonaniem. W czasach wszechobecnych mediów nie jest łatwo o zbudowanie mitu. Można co najwyżej montować fake- news, lecz opieranie na nich legendy nieuchronnie spotyka się z uśmiechem politowania (w najlepszym wypadku). W efekcie nie starczyło „dokonań”, by stworzyć kalendarz całoroczny, stąd i skrócony, miesięczny cykl świstaka, opierający się na jednym wydarzeniu, przebiegający według sprawdzonego schematu: „upamiętnienie”, nowa (buuuchacha...) hipoteza, kompromitacja hipotezy spowodowana kompletnym rozminięciem się z prawami fizyki, zapomnienie, „kolejne upamiętnienie”....

            Dziś był dobry dzień. Spędziłem go z ukochaną Kobietą, w rodzinnej atmosferze, w cieple, pomiędzy życzliwymi ludźmi i równie życzliwymi zwierzętami, korzystając ze słońca i leśnej okolicy, a na zakończenie, podzieliłem się z Wami dniem i swoimi przemyśleniami. Wiem, że niektórzy przeżywają „Przenajświętszy Dzień Świstaka”, ale to ich życie- ich odpowiedzialność, ja świetnie sobie radzę ciesząc się każdą chwilą swojego życia, jedynego, które posiadam.

 

00:00, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (8) »
sobota, 31 marca 2018

            Zaczęło się od tego, że zostałem ocenzurowany przez aktorów grających w moim własnym (znaczy, wg. scenariusza mojego autorstwa i mojej reżyserii) filmie. Niewiele mogłem z tym zrobić zważywszy, że jest to produkcja non- profit i nikt nie pobiera wynagrodzenia. O co poszło? W usta jednej z głównych postaci włożyłem słowa, że cierpienia Marii z Nazaretu były sielanką w porównaniu do cierpień umierającej na alkoholizm bohaterki pewnej opowieści. Co z tego, że tak było, skoro nad Wisłą strach tak nawet pomyśleć!!!

 

            Czas wielkanocny wypełnił portale społecznościowe gorącymi wyznaniami wiary i okolicznościowymi memami. Na przykład czysty i schludny Mel Gibson siedzi obok zbroczonego krwią Chrystusa w cierniowej koronie z podpisem „Gdy mówisz Chrystusowi, jak ci ciężko”. A ja w Wielkim Tygodniu odświeżyłem sobie dwa dokumenty: „Arizona” Ewy Borzęckiej i „Czekając na sobotę” Ireny i Jerzego Morawskich, gdzie poprzez opowieść o dorosłych i młodzieży, natrętnie przybija się pytanie, jak wyglądało ich dzieciństwo i jak będzie wyglądać dzieciństwo ich dzieci. Potoki alkoholu, narkotyki, młoda matka wykonująca taniec erotyczny (200 złotych od występu) przed obmacującą tancerkę dziczą, która po bliższym poznaniu okazuje się być tak samo skrzywdzoną przez dorosłych grupą pozbawionych nadziei kolejnych pokoleń ofiar patologii. Zmarznięte i wygłodniałe dzieci przeganiane przez dorosłych z miejsc zabaw, które do swoich celów muszą dostosować wyobraźnią, bo dorosłym wyobraźni zabrakło, by im zabezpieczyć bezpieczne dzieciństwo i dorastanie.

 

Baranek po obróbce cieplnej jest gotowy do spożycia.

            A potem przypomniałem sobie spisane wspomnienia Stefanii Krawiec (W grobowcu pamięci), która cudem przeżyła rzeź wołyńską. Przed zagrożeniem ostrzegł ich ukraiński młynarz. Gdy dowiedzieli się o tym napastnicy, całą jego rodzinę wsunęli nogami do przodu w sieczkarnię. Najpierw dzieci, potem żonę, na końcu jego. Może zamiast Mela Gibsona, lepiej by do mema pasowali oni.

 

            Czy wiecie, że autorzy powyższych dokumentów byli ostro atakowani za pokazanie autentycznego wycinka życia prawdziwych, żywych istot ludzkich? „Po co o tym mówić”- pytano. Ano po to, żebyśmy zrozumieli, że nawet jeżeli nam udało się przeżyć w ochronnym kokonie, to tuż obok jest także zupełnie inny świat. I zanim zaczniemy zmyślać z dupy wzięte recepty na szczęście powszechne, powinniśmy się zapoznać z rzeczywistością, a nie wyssanymi z palca pierdołami. Są miejsca, gdzie modlitwa gówno pomaga. Rzekłbym, że większość miejsc tym się charakteryzuje, jeżeli nie ma wiedzy, planu naprawczego, działania i monitorowania efektów oraz ciągłego doskonalenia.

 

            Tak sobie o tym wszystkim przypominam- o kraju będącym pod szczególną opieką Matki Boskiej Częstochowskiej Królowej Polski i świeżo intronizowanego Chrystusa- Króla Polski i Pana (ponoć to tylko odnowienie aktu z 1050 roku). I tak myślę sobie, że wspomniane dokumenty są źle interpretowane. Bo skoro tak sobie tu wszyscy radośnie żyliśmy pod słynącym ze szczególnych łask panowaniem TAKIEJ KRÓLOWEJ i TAKIEGO KRÓLA (gdyby ktoś się nie orientował, to Tego, co to nas od śmierci i grzechu uwolnił), to oczywiste jest, że nie są to wspomnienia tragiczne i smutne, ale żartobliwie- ironiczne, optymistyczne. W 2004 na dobre opuściłem Polskę, by uniknąć tej szczególnej łaski.

 

            Wszystkim Czytelnikom życzę zdrowych, pogodnych, ale i refleksyjnych Świąt, nadziei i planu na lepsze, ciekawsze życie oraz wytrwałości w jego realizacji.

-Woland.

 

 

 

            P.S.

            Na blogu „Związek niesakramentalny” rozmawialiśmy ze Świechną o feminizmie i uporczywie powtarzanych kłamstwach na jego temat. Kliknij tu- w ten link, żeby o tym poczytać.

 

 

16:04, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (8) »
niedziela, 25 marca 2018

            Nareszcie, jest pierwsza jaskółka! Miniony Czarny Piątek, to pierwszy protest tam, gdzie odbyć się powinien, czyli PRZED KURIĄ i innymi SYMBOLAMI WŁADZY DUCHOWIEŃSTWA. Późno, to fakt, lecz lepiej późno, niż wcale. Nasuwa mi się analogia wojenna: Kuria kojarzy mi się ze wzgórzem, z którego prowadzony jest regularny ostrzał rakietowy. Czy można takie miejsce pozostawić we władaniu wrogiej armii bez narażania się na liczne ofiary i ostateczną klęskę? Nie ma szans! Jeżeli jednak za protestem pójdą czyny: bojkot kościołów, bojkot kościelnych zbiórek pieniężnych zwanych w grypserze katolickiej przeróżnie: „tacą”, „intencjami”, „kolędą”, „różą”, „wypominkami”, "ofiarami", wtedy jest nadzieja na ograniczenie bezczelności kleru, łamania konstytucyjnej i konkordatowej zasady rozdziału Kościoła od Państwa, wyłudzeń, gwałtów, pomówień, zdrady Polski. Tego, co od tysiąca lat uchodzi im w Polsce bezkarnie.

            Zawsze zastanawiało mnie jedno: Jak można będąc facetem i nosząc jaja w spodniach, wysłuchiwać spokojnie na mszy, jak katabas sprowadza kobiety do roli inkubatora, któremu nie przysługuje nawet serwis, bo przecież badania prenatalne też nie są mile widziane przez Kościół. Jak można, kobietą będąc, spokojnie tego wysłuchiwać i uważać, że brak reakcji faceta jest w porządku. Zastanawiało mnie też, jak można słuchać, gdy duchowni zamieniają świątynię w polityczną, nierzadko faszystowską chlewnię i dalej sypać im kasę, „wychwalając z nimi PANA”. Widocznie można, skoro tak jest! Tylko nie nazywajcie się wolnymi ludźmi, skoro nawet nie próbujecie bronić swoich granic!

 

            Wiecie, że nawet zakonnice w Watykanie protestują przeciw niewolniczemu wykorzystaniu przez księży? Głupie pytanie, pewnie że wiecie, bo na początku marca to był news powtarzany przez wszystkie stacje. A w Polsce natura niewolnika jest zbyt silna, by powiedzieć „DOŚĆ”! Myślę, że to dobry moment, by zaznaczyć, że nie zwracam się tutaj do ludzi o innym światopoglądzie. Jeżeli ktoś uważa, że to świetnie, by księża łamali Konkordat i Konstytucję, prowadząc polityczną agitację, jeżeli ktoś uważa, że to świetnie, by zmuszali kobiety do rodzenia, to oczywiście niech chodzi do Kościoła, bo tu nie ma sprzeczności. Ja zwracam się do wszystkich ludzi lżonych z ambon całej Polski, tych o bardziej postępowym (opartym na wiedzy, a nie wierze) światopoglądzie, którzy mimo to, wysługują się klerowi.

            Z zupełnie innej beczki:

 

            Sołtys „Ruina”, czyli była premier teoretyczna, raczyła za dwuletnie poniżanie swojej osoby i kompromitację urzędu, który piastowała, przyznać sobie 65 tysięcy nagrody i zupełnie nie czując obciachu stanęła na trybunie sejmowej mówiąc, że jej się to należało. Przypomnę, że ta jakże zasłużona działaczka partyjna, tak się natrudziła, że ją zdymisjonowała własna partia i dała jej stołek, na którym nie wiadomo dokładnie czym się zajmuje, za wyjątkiem tego, że jest wicepremierem bez teki zajmującym się przyjmowaniem pensji ministerialnej. Rozumiem, że też się należało. W końcu panienki z pornoli sado- maso, też nie robią tego za darmo! O, nieszczęsne kobiety z Czarnego Piątku! Nie możecie po prostu być jak Beata, dać ciała, wziąć kasę i siedzieć cicho?!

            Z całkiem zupełnie innej beczki:

 

            Jak podaje „FAKT”, czarna prawie- dziewica PiS, Marta rozKraczyńska, bierze, jak na prawdziwą katolicką strażniczkę wartości przystało, TRZECI ŚLUB. Z nowym mężem będzie się parzyć weekendowo, bo nie zamieszkają razem z powodu braku akceptacji przez jedną z córek Marty. To ten sam pan, o którym media rozpisywały się w maju 2015, że jest jej kochankiem. Jak przystało na PiSowsko- katolicką gwiazdę, Marta wówczas gorąco zaprzeczała, solidarnie z kochankiem zresztą. PRAWDA WAS WYZWOLI!

 

            Na blogu "Związek niesakramentalny", oprócz "Czarnego Piątku", wzięliśmy na warsztat "Dzień św. Patryka" w Irlandii oraz reakcję przypadkowo spotkanych ZIOMALI! Kliknij tu- w ten akapit, jeśli chcesz o tym poczytać!

 

19:07, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
sobota, 17 marca 2018



            Kolejna kompromitacja Polski na skutek podeptania konstytucyjnej zasady trójpodziału władzy przez PiS. Coś, co nie powinno się nazywać prokuraturą, bo zostało uzależnione od partyjnego aparatczyka, wraz ze świeżo upartyjnionym sądownictwem, doczekało się wreszcie siarczystego policzka na arenie międzynarodowej. Sąd małej, cztero i półmilionowej Irlandii, wstrzymał ekstradycję poszukiwanego europejskim listem gończym za handel narkotykami Artura C., jako powód podając wątpliwości do uczciwego procesu w zmienionych przez PiS w aparat politycznej przemocy  prokuraturze i sądownictwie.

            W praktyce oznacza to, że nadęty głupek, który nigdy nie był nawet kandydatem na szeregowego prokuratora, a dziś z powodu koneksji partyjnych jest Prokuratorem Generalnym i Ministrem Sprawiedliwości w jednym, w dwa lata zmienił prokuraturę w pozbawiony możliwości ścigania przestępców organ partyjny, który będzie się musiał ubiegać o możliwość ścigania przestępców za granicą za pomocą skomplikowanych procedur, jakby był Kubą jakąś, czy innym niedemokratycznym państwem.

 

            Jeżeli ktoś jeszcze nie zna sprawy, zachęcam do zapoznania się z nią- kliknij tu, by poczytać. Jest ona o tyle ciekawa, że pokazuje, jak byle przestępca może zagrać na nosie PiSowskiemu wymiarowi sprawiedliwości (nie mówimy o polskim wymiarze, gdyż został on przestępczo zmodyfikowany- z pogwałceniem nadrzędnej podstawy prawnej, Konstytucji RP). Artur C., diler narkotykowy śmieje się prokuraturze Ziobry w twarz mówiąc: „NIE JESTEŚCIE NAWET W TEJ LIDZE, KTÓRA MOŻE MNIE SĄDZIĆ”.

            Nie jest to pierwsza kompromitacja Ziobry, bo jego pseudoprokuratorskie wyczyny, to same porażki: nieudana ekstradycja Mazura (jak przystało na idiotę, Ziobro prosił o ekstradycję bez materiału dowodowego), nieudana prowokacja na Lepperze, nieudane, zakończone tragedią aresztowanie Barbary Blidy (do dziś ten niedouk nie potrafi powiedzieć, jaki miałby być zarzut wobec tej ofiary jego niekompetencji i tępej mściwości). A swoją drogą, jak można twierdzić, że bandyci boją się PiSu, jeśli codziennie czytamy o takich sprawach, jak ta z nocy z środy na czwartek (14/15 marca 2018) w Cerekwicy Starej (za Onet.pl): ”Włamał się do domu i zaatakował nożem śpiącą rodzinę - 22-latek najpierw zabił rodziców swojej byłej partnerki, a później zaatakował ją oraz jej siostrę. Kobietom udało się przeżyć - jedna z nich jest w 9 miesiącu ciąży. Teraz lekarze walczą o życie jej oraz dziecka. Nożownik po wszystkim wrócił do swojego domu, gdzie został zatrzymany przez policję”. Bandyta nie tylko dokonał podwójnego morderstwa i podwójnej próby morderstwa, ale później spokojnie wrócił do swojego domku. Strasznie się ci przestępcy boją Ziobry, niewiele mniej, niż Kliczko Adamka ;-)

 

            Wróćmy do tematu, bo powinniśmy zdać sobie sprawę, że upartyjnienie prokuratury i sądów doprowadziło do sytuacji, w której pospolity przestępca, obywatel RP, może okazać się nieosiągalny dla polskiego wymiaru sprawiedliwości, choć przebywa w areszcie kraju Unii Europejskiej. Tymczasem wolska szczujnia we właściwy sobie, żulersko- gówniarski sposób „pomaga” sprawie ekstradycji podejrzanego, atakując irlandzką sędzinę jakże narodowym tekstem o jej homoseksualnych skłonnościach, co nie uszło uwagi irlandzkiego wymiaru sprawiedliwości. Ponieważ mieszkam w Irlandii czternasty już rok, trochę znam tutejszą mentalność i wiem, że po takim żulerskim ataku na przedstawicielkę irlandzkiego sądownictwa, Irlandia dla zasady będzie robić wszystko, by nie dopuścić do ekstradycji, chyba że Trybunał Sprawiedliwości UE wywrze nacisk na irlandzki sąd- wtedy oczywiście odpuści, bo nie będzie robić wojenki o pietruszkę. Tylko, czy TS zechce taki nacisk wywierać?! Tak, czy inaczej, do minionej środy wystarczyłaby opinia TS, żeby sąd w Irlandii miał jakąkolwiek podkładkę, a dziś już to nie wystarczy- za sprawą PiSowskich brukowców. Coś czuję, że gdyby Piłsudski mógł się dzisiaj spotkać z Kaczyńskim, Ziobro, Morawieckim, czy innym Macierewiczem, to nie skończyło by się na swojskim „KURY WAM SZCZAĆ PROWADZAĆ, NIE POLITYKĘ ROBIĆ”!

 

 

            Jeśli zaś komuś przyjdzie ochota porozmawiać o kolejnej prowokacji Nergala oraz grząskiej materii uczuć religijnych, zapraszam na blog, który prowadzę ze Świechną- kliknij tu, by tam zajrzeć.

00:00, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (13) »
sobota, 10 marca 2018

            Ile razy można słuchać pierdół? Raz, dwa, dziesięć..., ale gdy po raz tysięczny słyszę, że winę za dojście PiS do władzy ponoszą „ELITY”, to coś się ze mną robi, bo automatycznie włącza mi się pytanie: TO ZA CO, DO CIĘŻKIEJ CHOLERY, ODPOWIADA „WIELKI NARÓD POLSKI”?! Z kogo się on składa? Z jakichś niedorozwiniętych debilciów, za którymi jakieś ELITY powinny nosić nocniczek i chusteczki do nosa oraz kaszkę, zupkę i pićku? To w takim razie dlaczego debilki mają prawo wyborcze, skoro są tak upośledzeni, że za ich wybory odpowiadać mają ELITY? Jeżeli już ktoś ponosi jakąś winę, to demagodzy słodzący NARODOWI, że jest taki wspaniały, że aż zajebisty, jedynie zawsze ktoś go wykołuje- populiści wmawiający ciemnemu ludowi, że pieniędzy nie trzeba zarobić, bo jest taka specjalna bralnia pieniędzy, do której dostępu bronią ZŁE ELITY. A kim są ZŁE ELITY? No, tymi, co bronią dostępu do bralni pieniędzy rzecz jasna. Przecież każdy członek (nie mylić z penisem) WIELKIEGO NARODU POLSKIEGO wie, że ma za mało, a UNY majo za dużo, że UN je dobry, a UNY som złe!

            Ulało mi się, tak, ulało! Ileż można słuchać, jak złodziej krzyczy „łapaj złodzieja”?! Tak się składa, że narodowe złodziejstwo było wręcz anegdotyczne, a Polacy nawet zdawali się być z tego dumni. Gdy ktoś jeździł do Niemiec „na jumę”, to nawet nie musiał tego skrywać wstydliwie przed znajomymi, bo to przecież nie u nas. Z zakładów pracy do dziś „PRZYNOSI SIĘ” różne rzeczy, ach nie, na Jowisza, w żadnym wypadku się nie kradnie, tylko się przynosi. Gdy w Irlandii byłem foremanem, musiałem naszej POLONII zagrozić wywaleniem z roboty na zbity pysk, jeśli będą oszukiwać rodaków przyjmując od nich haracz (zwyczajowo była to tygodniówka) za tzw. „załatwienie pracy” i nie było tygodnia, bym nie musiał przypominać, żeby nie świerzbiły ich łapy do kradzieży sprzętu na budowie, a do dziś, 10 lat po zmianie pracy, dochodzą moich uszu historie, zdradzające, że mimo moich ostrzeżeń, Polacy z mojej brygady kradli. Nie przywłaszczali sobie jedynie ciepłego gówna. Rok po moim odejściu mój szef musiał zamontować kamery przy dystrybutorze paliwa, bo WIELKI NARÓD uważał, że może kraść olej napędowy, ale i tak dowiedziałem się, że polscy kierowcy spuszczali go z baków samochodów, gdy byli w trasie. Co ma do tego ELITA?! Co ma ELITA do wyłudzania rent, odszkodowań, zwolnień lekarskich. Co ma ELITA do bezmyślnego zadłużania się, co ma ELITA do miliardów topionych w alkoholu i puszczanych z tytoniowym dymem. Co ma wreszcie ELITA do wzajemnego okradania się między Polakami. Do niepłacenia za wykonane usługi, do niespłacania kredytów.... Pamiętacie taki dowcip o diabełku, który rabował obywateli rożnych krajów? Zawsze robił to mówiąc wierszyk:

„Jestem diabełek

mam tu kubełek

wyskakuj z kasy,

bo będę drzeć pasy”.

            Wszyscy: Amerykanie, Niemcy, Francuzi, oddawali dobytek bez wahania, aż diabełek przybył do Polski i rzekł:

Jestem diabełek....

….a gdzie mój kubełek?!

            Z ciekawości. Jaka jest wolska definicja ELITY?! Chodzi o wykształcenie, wiedzę, umiejętności? Co się temu sekciarskiemu ludowi nie podoba? Niedawno pokłóciłem się z uważającą się za marksistkę znajomą, która twierdziła, że na wszystko znajdą się pieniądze. Skąd? Ona sądzi, że z podatków, bo podobno to prywatne korporacje kradną kapitał, jakim jest nasza wspaniała siła robocza. Ale oczywiście gdy ona była samozatrudniona, to podatków płacić nie chciała, nawet na siebie samą (nie chciała dokupić dodatkowego ubezpieczenia), a co dopiero mówić o celach społecznych. Dlaczego o tym wspominam? Bo łatwo przyjąć rolę dobrej cioci, która mówi na co wyjebać (wyrzucać jest za słabym słowem) publiczne pieniądze i jako źródło kasy wskazać tych, którzy zarabiają- i jeszcze za takie złote rady domagać się szacunku, albo ministerialnych, związkowych, partyjnych (do wyboru) pensji. Tyle tylko, że radość się kończy, gdy sami musimy ten podatek opłacić. Wtedy kopara opada. Wtedy jest płacz, że złodzieje kradną moją kasę. A najlepsze jest to, że Polska ma zarówno system podatkowy, jak i system pomocy społecznej. Spytaj kogokolwiek o to, czy podoba mu się wysokość podatków, które mu państwo zabiera. Okaże się, że państwo zabiera za dużo. A spytaj o finansowane z podatków świadczenia- okaże się, że są zbyt niskie. GRABIE GRABIĄ DO SIEBIE, a jeszcze nie słyszałem, żeby chciwość dało się zaspokoić z funduszy państwowych. Zawsze będzie mało!

            Rozpisałem się, a tak naprawdę chodzi mi o jedno: zwycięstwo wyborcze PiS wzięło się jedynie z narodowej gnuśności. Jedni nie dotarli do urn wyborczych, inni uznali że będzie im lepiej, gdy będzie się mniej pracować, a więcej dostawać za darmochę. Zrzucanie winy na ELITĘ, to jak obwinianie Żydów, cyklistów, kułaków, burżujów, etc... o złą sytuację w Polsce Ludowej. To jak obwinianie obrabowanego o to, że dał się obrabować, gwałconej, że dała się zgwałcić. Elita od dawna jest odsunięta od władzy, lud sobie elity nie życzy, więc elita zajmuje się swoją robotą, a u władzy są partyjniocy i cwaniacy. Lud toleruje jedynie pochlebców, którzy mówią to, co lud chce usłyszeć. Dlatego nie wygra wyborów ten, kto mówi prawdę, nie wygra ten, kto mówi, że żeby wydać, trzeba najpierw zarobić. Dzieje się tak nie od dziś, ale ja nie startuję w wyborach, ani nie reprezentuję interesów żadnej partii, więc z dziką rozkoszą, nieco alegorycznie przypominam, że jak ktoś w swoim domu toleruje pijaństwo alkoholika i zamiast go zmusić do leczenia- pieści mówiąc, że to zły Świat go do tego doprowadził, to alkoholikowi nie pomoże, a i innych domowników zrujnuje. A ELITA? Da sobie radę, natomiast lud zagrabione pieniądze przepuści w mgnieniu oka i znów będzie szukać winnych swojego marnego losu, choć w największej mierze odpowiada za niego on sam i pies mu mordę lizał, RAMEN.

 

 

ZAPRASZAM TAKŻE NA PROWADZONY WSPÓLNIE Z MOJĄ PARTNERKĄ  BLOG O TEMATYCE SPOŁECZNEJ (DZIŚ PREMIEROWA NOTKA POWITALNA- LINK TAKŻE W BOCZNEJ SZPALCIE):

"ZWIĄZEK NIESAKRAMENTALNY".

CHCESZ POCZYTAĆ- KLIKNIJ TU.

 

 

 

WŁAŚNIE OPUBLIKOWALIŚMY PIERWSZY WPIS TEMATYCZNY.

ZAPRASZAMY- KLIKNIJ TU.

22:53, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
piątek, 02 marca 2018

            Coraz częściej dochodzę do wniosku, że znajdując się w szczęśliwym położeniu wieloletniego emigranta, powinienem spoglądać na Polskę tak, jak na Latający Cyrk Monty Pythona. Oglądać to jak groteskową komedię, czerpać rozrywkę i naukę- na ogół o tym, czego się wystrzegać. Z tej perspektywy wygląda to mniej- więcej tak: Na czele państwa przygłup, który największe problemy dostrzega w tym, że poddani śmieją się z jego wady wymowy lub z nazwisk przyjaciół: Wielgusa Kutasa i żony jego, Dupencji Niezadowolencji, opozycja mająca wspaniałe plany zadania ciosu tyranowi, ale przykładająca większą wagę do walki na śmierć i życie z innymi ugrupowaniami opozycyjnymi, niż z tępym, despotycznym władcą. Do tego ciemny lud chętnie biorący udział w kamieniowaniu przypadkowych osób, biorący co prawda, również udział w kazaniu na górze, ale ze względu na miejsce w dalekim rzędzie, wyłapujący zniekształcone niczym przez głuchy telefon takie na przykład informacje, jak ta, że Chrystus pobłogosławił właśnie serowarów, ale to metafora i chodziło ogólnie o producentów nabiału. Ten sam lud nadzwyczaj chętnie i sprawnie przyjmuje objawienia „proroków” i wyszukuje „prawdziwych” mesjaszy. Mamy też samobójcze oddziały ratunkowe dokonujące spontanicznego seppuku w chwili, gdy mogli uwolnić cierpiących, rycerzy podróżujących na urojonych koniach z wiernymi giermkami imitującymi za pomocą łupin kokosowych stukot końskich kopyt, żarliwych wyznawców śpiewających hymny ku czci spermy, odrzucających wrogą antykoncepcję oraz pseudointelektualistów, którzy mogliby uprawiać seks z antykoncepcją, ale go nie uprawiają wcale, bo wolą o tym pogadać i się onanizować własnymi słowami. „Dzień Świra” Koterskiego jest stanowczo zbyt subtelny do opisu zachowań mieszkańców dorzecza Wisły i Odry. Tu potrzeba Ministerstwa Głupich Kroków, instytucji Wiejskiego Głupka, Olimpiady Idiotów, wykładów i prelekcji Patafianów i telewizyjnych wywiadów z podobnymi ekspertami.

            Przebojem zimy stała się nacjonalistyczna propaganda zapewniająca o polskiej tolerancji religijnej i narodowym ocalaniu Żydów z holocaustu pod jednym wspólnym tytułem „MYŚMY ŻYDÓW RATOWALI”. Najgłośniej zaś japy darli „bohaterowie”, którzy wsławili się wielką narodową kupą w majtach na myśl o przyjęciu kilkuset uchodźców. „Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje”! Czyż to nie my mawiamy, że przysłowia są mądrością narodów? Niecałych 7 tysięcy tytułów „Sprawiedliwy wśród narodów Świata” należy do Polaków. Polska w 1938 miała 35 milionów obywateli, w tym narodowości polskiej ok. 25 milionów. Ok. 0,3 promila z nich stanowili „sprawiedliwi”. Dużo większy odsetek „sprawiedliwych”, lekko szacując 3 razy większy niż w Polsce, możemy znaleźć w Holandii (ok. 5600 sprawiedliwych na kraj, którego ludność nie przekraczała w czasie wojny 10 milionów obywateli). Polskich sprawiedliwych byłoby nieco więcej, ale antysemityzm w nad Wisłą był tak silny, że nawet po wojnie ludzie bali się przyznać do pomocy Żydom. Ale to MYŚMY RATOWALI!!! A jakieś UNY prześladowały!!!

            Wylazła z Narodu nadętość, próżność, pycha (dla przypomnienia- pycha jest jednym z siedmiu grzechów głównych, ale katolicki Naród ma to w dupie, bo uwielbia deptać zasady swojej wiary i robi to odruchowo). A wystarczyłoby, gdybyśmy się raz na zawsze nauczyli, że dumnym można być jedynie ze swoich osiągnięć, a przypisywanie sobie zasług przodków, to bezrozumna pycha. I łatwiej by było pogodzić się wtedy z tym, że grzechy przodków, to ich grzechy, a nie nasze. I zrozumieć, że jeśli w życiu politycznym pojawia się frakcja oskarżająca współcześnie żyjących o faktyczne lub urojone grzechy ich przodków, to znaczy że są to skończone dupki, nieudacznicy niepotrafiący konkurować umiejętnościami, z braku argumentów sięgający po rodowody- nierzadko zmyślone lub koloryzowane.

            Swoją drogą, czasem się zastanawiam, czy Polacy rzeczywiście uważają, że chwałę Polsce przynosi puszenie się dawno minioną świetnością. Taki mój ulubiony przykład, to przypominanie przed każdym spotkaniem reprezentacji piłki nożnej przeciw Anglii meczu na Wembley. Sami pomyślcie: Co byście zrobili, gdyby ktoś Wam powiedział: „z Wami nie warto grać, przecież mój dziadek Wam strzelił gola pół wieku temu”. Przecież to żenada! Czym innym jest znać historię, a czym innym nadymać się z powodu dawno minionej chwały, panicznie przy tym ukrywając minioną hańbę. Pycha i kompleksy nie są najlepszym sposobem wykorzystania wiedzy historycznej zwłaszcza, że z wiedzą w Polsce jest krucho (jak ma być, jeśli pytanie „ile książek przeczytałeś w zeszłym roku” budzi konsternację, a prośba o podanie tytułów może spowodować agresję), choć czytelnicy Karnowskich, czy Sakiewicza, raczej by z tą tezą polemizowali. Najbardziej żenujące zaś jest to, że ludzie, którzy ostatnio faktycznie rozsławili Polskę w pozytywny sposób, na przykład twórcy filmu „Ida”, są przez nadęte Grajdołkowo odsądzani od czci i wiary. Paweł Pawlikowski i Rebeka Lenkiewicz nie są tu wyjątkami, że przypomnę Andrzeja Wajdę, Romana Polańskiego, Agnieszkę Holland, Jerzego Stuhra, Krystynę Jandę, Daniela Olbrychskiego. To się nazywa „ rzucać perły przed wieprze”, że tak podeprę się innym znanym przysłowiem polskim.

 

 

 

P.S.

            Ponieważ tęsknię do ciekawszych inspiracji, niż polska polityka, postanowiliśmy z moją partnerką założyć blog o tematyce społecznej. Wkrótce na łamach tego bloga poinformuję Czytelników o jego adresie, więc jeśli ktoś będzie zainteresowany, zapraszam serdecznie. Mnie znacie, moja partnerka zbiera się do obrony pracy dyplomowe z psychologii, jest dyplomowaną filozofką i absolwentką filologii angielskiej, więc mam nadzieję, że nasze uwagi o bieżących zjawiskach społecznych okażą się interesujące. 

17:34, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 22 stycznia 2018

            Rozumiem, naprawdę rozumiem, gdy ktoś odmawia udzielenia pomocy. Nie ma obowiązku, można nie mieć czasu, środków, nie mieć wiary w skuteczność pomocy. Można też chcieć zadbać w pierwszym rzędzie o siebie. Można- i ja to rozumiem. Są jednak granice! Za cholerę nie jestem w stanie wytłumaczyć, jak można być takim uosobieniem obciachu, by poświęcać swój własny czas, środki, wizerunek, by uniemożliwiać innym niesienie pomocy. Ja wiem, że taka teoretyczna premier Szydło już i tak dawno temu dała zrobić z siebie szmatę partyjnym kolegom, że taki Jaki nigdy nie był synonimem honoru, ale żeby z taką gorliwością próbować przeszkodzić WOŚP w ratowaniu zdrowia i życia dzieci, żeby z taką goebbelsowską cierpliwością powtarzać tyle razy obalane łgarstwa- i to całkiem bezinteresownie, tak z czystej, narodowej zawiści, to już naprawdę siara! Nisko upadła Polska, skoro posłowie zniżają się do poziomu Matki Kurki. Swoją drogą, ten ostatni, to ma dopiero zryty beret! Gdybym był lekarzem i to do mnie by trafiła taka Becia Szydło, czy Paddy Jaki, czy (o zgrozo!) Matka Kurka, nie omieszkałbym przypomnieć, że leczę ich jedynie dlatego, że nie jestem taką kanalią jak oni, ale głęboko wierzę, że jeśli jest piekło, to właśnie dla nich, (nomen- omen) jakich- takich. Tak, tak..., pamiętam że Matka Kurka się odgrażał, żeby go nie leczyć sprzętem zakupionym przez WOŚP. To niech przyniesie swój albo nie zawraca dupy!

 

            Pamiętam czasy, gdy w Europie krążył stereotyp Polaka- złodzieja i pijaka. Dziś powstaje nowy: Polaka- zawistnika i zdrajcy. My o tym wiedzieliśmy wcześniej, wszak jak inaczej byśmy wymyślili dowcip o Polaku, który prosił złotą rybkę, by mu jedno jajo uschło, gdyż wiedział, że Niemcowi i Francuzowi rybka wszystko, czego on sobie zażyczy, spełni podwójnie. Jednak narodowo- socjalistyczna partia Kaczyńskiego dba nie tylko o to, byśmy o tym pamiętali, ale i o to, by poznała nas z tej strony cała Europa.

 

             A propos narodowego socjalizmu: Bycie rasistą, faszystą, homofobem- to również obciach, bez względu na to, ilu członków partii rządzącej jest jednocześnie nazistami i ile razy przyjmie ich Jasna Góra. Trzeba być naprawdę ciężką łajzą, żeby uważać iż przynależność do określonego Narodu (n.p. bycie Polakiem, Niemcem, Rosjaninem) jest równoważna z byciem lepszym od innych ludzi. A już wyjątkowym zbokiem trzeba być, by prześladować innych za narodowość. Ponieważ chichot historii jest znanym faktem nie od dziś, wspomnę tylko dwóch przedwojennych antysemitów zgładzonych przez innych im współczesnych antysemitów: Maksymilian Maria Kolbe, zamordowany w obozie w Oświęcimiu ksiądz oraz Kazimierz Kowalski- zabity w ulicznej egzekucji w Zgierzu polityk SN. Zabiła ich głoszona przez nich samych nienawiść. Wróciło?! Wróciło! Zyg, zyg, zyg, marchewka! I jaki z tego morał? Jakaś nauczka oprócz tego, że udajemy iż nie wiemy o ich przedwojennych wystąpieniach i publikacjach? A dziś? Nadal będziemy udawać, że w Polsce nie ma nazizmu, bo mnisi jasnogórscy organizują nazistowskie parady łysym, a władza wykorzystuje ONR i inne faszyzujące grupy do swych ciemnych zagrywek przeciw opozycji? Nie ma nic gorszego, niż permanentna zgoda na jawny obciach, bo gdy padnie granica wstydu, to następną granicą jest śmierć. Dobrze to było widać na przykładzie III Rzeszy! Szli w zaparte do końca!

 

            Czasem mi się wydaje, że dla niektórych bałwanów faszyzm nie jest faszyzmem, jeśli to Polak go wyznaje.... A pan Bosak z panem Winnickim  twierdzą, że reportaż TVN, to manipulacja! Ta łoj, wzruszyłem się!

 

            Przy okazji: Naprawdę wierzycie, że po śmierci osądzi nas wszystkich Żyd- Jezus z Nazaretu, syn Żydówki Maryi?

 

01:22, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (22) »
sobota, 23 grudnia 2017

Spokojnych, pełnych miłości, uczciwości

i wewnętrznego ciepła świąt Bożego Narodzenia

życzy wszystkim czytelnikom autor.

 

            Spoglądając na wyobrażenia wspominanego w te dni Infanta, pamiętam jednocześnie o tym, że był obrzezanym Żydem, synem Marii i Józefa, uchodźców z Palestyny, którzy znaleźli schronienie w Egipcie.


            Mieli szczęście, że nie szukali azylu we współczesnej Polsce, bo zamieszkuje ją tchórzliwe wolskie plemię chciwych trzęsiogonów i patologicznych antysemitów, którzy odmawiają pomocy uchodźcom, śpiewając jednocześnie ze szczerym oburzeniem w sercu i łzą hipokryty w oku "nie było miejsca dla Ciebie, nie było w żadnej gospodzie". W czasach Jezusa drogi faktycznie pełne były rabusiów i rzezimieszków mordujących za wdowi grosz bez zmrużenia oka, rzeczywiście strach było przyjmować obcych, na noc zamykano bramy miast, ale gorliwy wyznawca wolskiej sekty jest oburzony nieczułością przodków- bynajmniej nie swoją. Sam zaś żyjąc w kraju, gdzie w Boże Narodzenie najczęstszymi pacjentami pogotowia ratunkowego są narzekające na swą biedę ofiary własnego opilstwa i obżarstwa, wystawia wigilijny talerzyk dla samotnego wędrowca- z góry zakładając, że żaden łazęga tu nie zagości. Taka gmina!


 

Opowieść wigilijna po reformach dobrej zmiany.

            Prezes Pan przygotowywał się do snu. Wieczorną toaletę zastąpił przygotowaniem zaskakującego, szczerego i spontanicznego wywiadu dla Gazety Polskiej, po czym wskoczył szybciuteńko w piżamkę „Justin Bieber” i poszedł lulu, jak zwykł to w myślach określać. Był nowoczesny, przestarzałą szlafmycę zastąpił modną czapką z daszkiem. Uchylił piżamkę, żeby było widać śliczny, zmywalny tatuaż „ŻOŁNIERZE WYKLĘCI, zdobiący jego lewą pierś. Ledwo zdążył zasnąć, gdy go obudził wściekle bijący zegar sąsiada. (Nie no, kurwa, on nie miał sąsiada. Przecież sąsiednią posesję wykupił za partyjne pieniądze na "Instytut Lecha Kaczyńskiego".) Była północ. Zdało mu się, że widzi jakąś upiorną postać.

            -Ki czort?!-  pomyślał.

            -Jaki znowu czort?!- rzekła postać.

            -Woland?- spytał święty Jarosław.

            -Jaki znowu Woland? Spokojnie, na niego przyjdzie czas, najpierw ja.

            -Jakim prawem...- nie skończył, gdyż koścista ręka walnęła go w nos.

            -Nie rzucaj się, leszczu! Ja bez żadnego trybu!

            -Wyglądasz, jak śmierć- rzekł Jarek płaczliwie.

            -Ciepło..., ciepło...

            -Ale to, oczywiście pomyłka?

            -Pomyłka to była, jak cię robili.

            -Buuuuu...., jestem taki piękny, taki młody....

            -Ktoś ci pierdół naopowiadał! Podobno twierdziłeś, że szukasz prawdy. Gratuluję! Jesteś coraz bliżej tej najważniejszej i ostatecznej!

            -Ale to wszystko układa się w całość... Niemcy..., opozycja..., spisek..., sądy..., media...- tu przerwał, gdyż koścista ręka wymierzyła mu policzek- Jo-joooo...., ratunkuuu!- koścista ręka dała mu w ryj- Maaa-riuuusz!- znowu w ryj- Kryyy-styyyn- w ryj- To co ja mam robić?

            -Nasrać i podrobić!- wyjaśniła szczegółowo postać, a Jarek się schował pod kołdrę- Poczekam- rzekła śmierć.

            -Nie, nie..., nie trzeba...

            -Trzeba, kurwa, trzeba.

            -Ale ja zamknąłem oczy i zatkałem uszy...

            -Mam to w dupie- odrzekła kostucha, choć święty tego nie mógł słyszeć. Mijały długie godziny, a Jarosław widział ciemność. Zdało mu się, że słyszy pianie koguta. Zbudził się zlany potem...


            Zaraz, zaraz, niewyraźnie napisałem w tym rękopisie, że też jestem taki staroświecki, jakbym nie mógł tego strzelić na komputerze, zrobiłbym kopiuj- wklej i z głowy! Zbudził się zlany moczem..., tak..., zlany moczem.

            -...Zbudził się zlany moczem.

            -Ale jak to?- lamentował- Tusk, sądy, Unia, łżeelity, media polskojęzyczne, wszystko się układa w logiczną całość! Dlaczego?!- tu zmartwiał, bo poczuł, jak koścista dłoń ucapiła go za kołnierz piżamiki, okazało się bowiem, że nie zdążył się do końca rozbudzić. Odwrócił się przerażony i zauważył kocie rysy twarzy intruza.

            -Mówiłem ci Warionucha, tfu, mówiłem ci Jar, nie łżyj, nie wyciągaj łap po sądy, przestrzegaj Konstytucji....

            -Behemot, dość tej maskarady, zostaw go, widzisz że się już spompował- z daleka dobiegł zniecierpliwiony głos, podobny do głosu Wolanda, a koścista dłoń, która okazała się być kocią łapą uzbrojoną w ostre pazury po raz ostatni chlasnęła go na odlew.

 


            Żeby ułatwić prawdziwie wolską i patriotyczną organizację Wigilii, podpowiadam, że należy zaopatrzyć się w porządne drzwi, solidnie je zaryglować i zainstalować szklanego (nomen- omen) "Judasza". Z innej beczki: Jeżeli Szanowni Czytelnicy z czymś kojarzą dzisiejszy tekst, to mają rację rację- widzieli go już na antyblogu mojego autorstwa. Zazwyczaj tego typu historie poświęcam marnym postaciom, które nie są takim znowu wyjątkiem, by tekstu nie dało się używać zmieniając jedynie główną postać- jako uniwersalnej przestrogi.


00:27, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (13) »
środa, 20 grudnia 2017

            W dwa lata swoich rządów PiS sprowadziło Polskę do roli agresywnego żula, który żebrze w Unii o zapomogę i pyskuje, że dostał za mało, że to jego i zrobi z tym co chce i kiedy chce, żula przepijającego z plebanem kasę na edukację i rozwój swoich dzieci, bijącego i zastraszającego rodzinę, pyskującego każdemu, kto mu zwróci uwagę.

            Co robi się w wypadku żula? Zakłada mu się niebieską kartę, a każdy udokumentowany fakt złamania prawa zgłasza się do prokuratury. Nikt się nie bawi w domysły, bo wiadomo że żul- idiota wcześniej czy później sam się podłoży. Dlatego Unia Europejska uruchomiła artykuł 7! Żul będzie tracił krok po kroku różnego rodzaju ulgi i zapomogi, aż zostanie na bruku.

 

            Co robi polski żul? Ryczy, że to żona- suka jest winna, bo doniosła, a gdyby zeznawała to, co on jej kazał, to rodzina by żyła w dobrobycie. Ryczy, że opozycja jest winna. Jak to od razu zripostował Tomasz Lis- według PiSowskiego żula, znaczy to, że za sankcje wobec Polski po ogłoszeniu stanu wojennego odpowiadała Solidarność- nie Jaruzelski, a za sankcje wobec Rosji po aneksji Krymu odpowiada nie Putin, ale Ukraina.

 

P.S.

            Po zapoznaniu się z reakcjami wielbicieli podłej zmiany, przypomniałem sobie stary dowcip (potraktujmy go, jako antidotum na przesilenie zimowe- od dziś dnie będą dłuższe i można nawet o tym ładnie pośpiewać):

 

            Była sobie papuga, która nie dość, że chlała alkohol pod każdą postacią i w każdej ilości, to pod jego wpływem niszczyła dom i agresywnie pyskowała gospodarzom. Wkrótce dostała od nich ultimatum. Gdy wytrzeźwiała i była w stanie zrozumieć, co się do niej mówi, gospodarz podszedł do niej i rzekł:

            -Słuchaj, przyjęliśmy cię pod dach, ale nie dopuścimy, byś nam zdemolowała dom. Przede wszystkim, koniec z piciem. Jeśli jeszcze raz zobaczę cię pijaną, wszystkie pióra z dupy ci powyrywam.

            Następnego dnia gospodarz wraca po pracy do domu i widzi pełną demolkę. Szuka papugi, a ona siedzi sobie na telewizorze, wyrywając pióra z ogona i mówi do gospodarza:

            -A na chuj mi te pióra?!

13:25, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (9) »
sobota, 16 grudnia 2017

            Dobrze jest spotkać się raz na jakiś czas ze starymi przyjaciółmi. Zwłaszcza, gdy się ma 46 lat- to akurat ten wiek, w którym każda uczciwa kariera przynosi owoce. Moi znajomi, w przeciwieństwie do różnych Misiewiczów, Dubienieckich i innych politycznych międzypośladkowych, do wszystkiego doszli krok po kroku. Oczywiście ci, z którymi się spotykam. Tych, którzy poszli w politykę jakoś nigdy nie lubiłem, więc nie szukam z nimi kontaktu. Zebrało się grono dość zacne, bo sędzia sądu rodzinnego, prokurator okręgowy, prawnik olbrzymiej spółki energetycznej, biegły rewident, bankowiec (z kierowniczego, ale nie managerskiego stołka) i rozpoczęła się opowieść o losach inteligentów w czasach podłej zmiany.

 

            Litościwie pominę opinie sędziny i pani prokurator, bo chyba się domyślacie, co mówiły na temat małego łajdaka, który nigdy nie był nawet na praktyce sędziowskiej, ni prokuratorskiej, ale za sprawą przygłupiego suwerena dostał do zabawy sądy i prokuraturę. Zacznę od biegłego rewidenta.


            Nie był to taki przeciętny biegły rewident, bowiem już w roku 2005 został popchnięty z ramienia PiS na wysoki stołek w dużej spółce finansowej. Nie, nie jest członkiem partii. Po prostu, był ich sympatykiem, a oni potrzebowali fachowca. I to oni go potrzebowali, nie on ich, gdyż jego firma od dawna jest żyłą złota. Poleciał ze stołka w 2007, by wrócić w 2015. Wziął się ostro do roboty, czyli za kontrolę i zaczął czesać małych, skorumpowanych kutasów równo, bez zwracania uwagi na ich przynależność partyjną i plecy, gdyż należał do tych naiwniaków, którzy sądzili że PiS jest partią, która chce wyeliminować korupcję. Dość szybko się okazało, że PiS nie tyle chce wyeliminować korupcje, co chciałby bez żadnej konkurencji brać łapówki do własnej kieszeni. Stołka pozbawili go ludzie (o ironio) ministra sprawiedliwości, gdyż niepotrzebnie ich kontrolował. Obecnie idzie z pozwem do sądu pracy, a jego entuzjazm do podłej zmiany zmienił się w- nazwijmy to subtelnie- niechęć. Jak już pisałem, on tej roboty nie potrzebował. Właśnie sobie kupił trzeci samochód terenowy, bo polubił starty w rajdach off-roadowych (takie hobby, akurat na kieszeń przeciętnego... nie, nie obywatela, przeciętnego eksperta), no i namiętnie dokupuje broń palną, bo ma teraz więcej czasu, by chodzić na strzelnicę sportową. Wiesz, gdzie mu możesz skoczyć, suwerenie?


            Prawnik ze spółki energetycznej (nigdy nie był związany z żadną partią polityczną) również stał się „ofiarą” czystki przeprowadzonej przez podłą zmianę. Cudzysłów uzasadniony, gdyż ze względu na wiedzę i doświadczenie, przeszedł do innej spółki za dużo większą kasę, a dodatkowo dostał odprawę, na którą przeciętny Kowalski musi pracować kilka lat. Na jego miejsce wszedł jakiś PiSiewicz- idiota i kapuś, który zdekonspirował się jakimś donosem i przygłupi suweren musiał zapłacić odprawę ekspertowi, by zatrudnić kretyna. Zdarza się! Skoro już jesteśmy przy spółkach energetycznych, to mój brat, uznany ekspert energetyczny, stracił pracę, bo podła zmiana uznała, że wungiel je we wiesce i wunglem palić trza, no i zerwała kontrakt na budowę elektrowni gazowej. Teraz nie będzie tam żadnej, cieszysz się suwerenie? Oczywiście mój brat wziął odprawę, a za jakiś czas dostał z pocałowaniem w rękę pracę za odpowiednio wyższą pensję i projektuje coś u Niemców, a w Grajdołkowie będą płacić kary za emisje, będą dopłacać do kopalń, ale kto bogatemu zabroni?! Zwrócę się tu do PiSowskich bubków: będziecie wiedzieć, dlaczego macie pensje czterokrotnie niższe, niż za Odrą, czy jeszcze nie kumacie? No, to się rozpłaczcie, byle głośno!


            A teraz przypadek bankowca. Wzbudził współczucie biegłego rewidenta, ponieważ rzadko kiedy jego wypłata jest pięciocyfrowa. Niewiele brakuje, ale jednak.... Ponieważ bankowiec bardzo się przyjaźni z prawnikiem ze spółki energetycznej, biegły rewident się zdziwił, że jeszcze kolega mu nie załatwił pracy. Zdziwił się jeszcze bardziej, gdy bankowiec powiedział, że woli szczerą przyjaźń od służbowej wdzięczności. I teraz zapytam się PiSiorów, czy już wiedzą co to znaczy HONOR? Mówię to nie tylko w kontekście Misiewiczów i PiSiewiczów, ale zwłaszcza w kontekście hien smoleńskich, które na trupach bliskich zbudowały sobie karierę.

 

            Wszystkie te historie łączy jedno: ze względu na czystki ideologiczne oraz politykę podłej zmiany- z pracy odeszli eksperci. Ich miejsca zajęli partyjni kapusie (sorry, powinienem powiedzieć „sygnaliści”), bądź też zostały zlikwidowane ze względu na zatrzymanie inwestycji. Eksperci dostali odprawy i zostali przywitani z otwartymi rękoma przez rynek pracy, a za partyjnych debili płacić będzie suweren, podobnie jak i za odprawy. Słuchajcie, ja się spotkałem zaledwie z dziesięcioma osobami. A nie pochodzę z wielkiego miasta, gdzie kariery i wielkie pieniądze przychodzą częściej. Boję się pomyśleć, ile historii musiałbym opowiedzieć, gdybym chodził w młodości n.p. do warszawskiego liceum Batorego. A każda taka historia, to konkretny pieniądz wywalony przez suwerena (jeszcze się nie zdarzyło, by polityk płacił z własnej kieszeni). Mściwy suweren kupił bajkę o „zmianie elit”, tyle że elitą się jest, albo się nie jest, co już trzy i pół wieku temu opisał Moliere w komedii „Mieszczanin szlachcicem”. Trzeba było uważniej czytać!

 

            Teraz coś z innej beczki. Lekarze rezydenci, których jakaś PiSowska pindzia wyganiała gromkim „niech jadą”. Polecam artykuł z Wyborczej (kliknij tu- w ten akapit, by poczytać)- ponoć wielu z nich posłuchało. Nie będę dyskutować o danych liczbowych, bo nie wiem jak zostały ustalone, ale zwrócę uwagę na jedną rzecz: żaden z rezydentów, którzy wyjechali za granicę, nie zamierza wracać. I nie chodzi tu bynajmniej tylko o kasę. Chodzi o stosunek do początkujących lekarzy, o ilość godzin pracy- innymi słowy o GODNOŚĆ. PiSowskie gadzinówki robiły sobie hejt na rezydentach, przygłupi suweren się podłączał, bo do tej pory nie zakumał, że to on najbardziej ich potrzebuje i to w jego zakichanym interesie jest, by rezydenci pozostali w Polsce. No nic, Cebulaki będą się leczyć u Boshobory, na Jasnej Górze, u wróżki, będą przystawiać pijawki i odczyniać uroki- i kij im w oko- RAMEN.

 

            Na zakończenie jeszcze jeden przykład. Dziś mija 95-ta rocznica zabójstwa prezydenta Gabriela Narutowicza. Nazistowski zasraniec, Eligiusz Niewiadomski zamordował prawdopodobnie najlepszego, najbardziej doświadczonego eksperta od budowli hydrotechnicznych w ówczesnej Polsce. Dzięki niemu południowa część kraju mogła być wyposażona na wzór Szwajcarii, gdzie zdobywał doświadczenie, w sieć zbiorników retencyjnych i hydroelektrowni, co zapobiegłoby licznym powodziom i przysporzyło czystej energii. Ciekaw jestem, ilu mściwych porąbańców z przedwojennej Rzeczpospolitej cieszyło się głupio z tego, że Narutowicz nie żyje. I ilu z nich choć w minimalnym procencie zdawało sobie sprawę, ile przez to Polska straciła- i nadal traci.

 

 

23:01, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 51
Tagi