RSS
niedziela, 14 października 2018

            Zbliżają się wybory samorządowe. Wybory, które w moim przekonaniu stanowią szczególny test dojrzałości obywatelskiej. Pomimo tego, że największe emocje budzą zawsze wybory parlamentarne i prezydenckie, to wybory samorządowe decydują o tym, co się stanie na naszym podwórku. Bo tylko ludzie, którzy są blisko nas, realnie interesują się poprawą warunków życia w naszych miejscowościach. To nie jest pusty slogan, zresztą proponuję małe ćwiczenie, by się o tym przekonać.

 

            Wyobraźmy sobie, że gdzieś na krańcach Polski, w lasach przy granicy z Litwą i Białorusią, istnieje osada bez prądu i bieżącej wody. Żyją tak cztery rodziny, 30 osób. Empatia mówi „jasne, trzeba doprowadzić wodę i prąd”, ale powiedzmy sobie szczerze: Komu się zechce sprawdzić, czy to prawda, gdzie to jest, kto zechce pojechać w teren, porozmawiać choćby z ludźmi...? Kto z nas? Niech zgadnę: NIKT! Z lenistwa, wystarczającej ilości własnych zajęć i problemów, niektórzy nie zrobią tego z czystej złośliwości. Kto zatem o to zadba? Zasygnalizować problem powinni sami potrzebujący, a reszta należy już do gminy, która odpowiada chociażby za zapewnienie warunków do nauki dla dzieci....

 

            Powyższy przykład zmyśliłem, ale już całkiem autentyczną sytuację przeżyłem, próbując zebrać pieniądze dla mojego projektu filmowo- społecznego, realizowanego na terenie małej i ubogiej gminy. Zwracałem się do olbrzymich zakładów państwowych, prowadzących fundacje (wybierałem te, w których na wysokich stanowiskach pracowali moi znajomi, by mieć pewność, że prośba została przeczytana), zwracałem się do odpowiednich jednostek wojewódzkich, powiatowych i gminnych. Zgadnijcie, jaki był efekt.... Biedna gmina dała nam 4000 złotych, równie ubogi powiat dał nam 1500 złotych, a bogatsze jednostki- w tym dochodowe przedsiębiorstwa, nie dały niczego. W konkursie wojewódzkim okazało się, że nasz projekt zdobył maksymalną ilość punktów za wartość merytoryczną, ale ze względu na niski wkład własny, nie dostaliśmy wsparcia. Czyli: Gdybyśmy mieli kasę, wsparcie byśmy dostali, ale że kasy nie mamy, to się bez niej obejdziemy, tak jak się obywaliśmy do tej pory. Koledzy z bogatych firm (i to związani z obecną władzą) odpowiadali w takim tonie, w jakim funkcjonariusze partyjni za komuny, czyli mniej- więcej „Rozumiemy was, ale taka jest sytuacja- zły moment. Może w przyszłym roku”. Im bliżej nas byli sponsorzy, tym więcej było wsparcia, po przekroczeniu pewnej granicy nie było nawet nadziei na pomoc.

 

            Czy zauważyliście, że ludzie marzą o dobrym wujku, który będzie za nich rozwiązywać ich problemy- w sposób arbitralny i nieomylny? Ot, Sowieci liczyli na nieomylność i wszechwiedzę wujka Stalina, Niemcy liczyli na Hitlera. Polacy wiązali nadzieje z Gomułką, Gierkiem, a ostatnio liczą na Kaczyńskiego. Celowo wymieniam tych polityków, którzy centralizowali państwo i udawali, że znają się na wszystkim, bo o wszystkim chcieli decydować, a ich wyznawcy wierzyli, że ich decyzje są słuszne. Przypomina Wam to coś? A niejaki Bogu, który wie lepiej, co jest potrzebne do szczęścia? Tyle tylko, że nawet ten ostatni umył ręce, mówiąc: „Macie wolną wolę, to sobie radźcie”, oczywiście nadal domagając się hołdów i czołobitności. Wracając do rozważań o wspomnianych politykach: ich braki w edukacji były wręcz legendarne, a mimo to wszędzie, w najbardziej zapadłej dziurze znajdowali się ludzie wierzący, że ich guru do tej dziury dotrze przenikliwością swego umysłu i dzięki niemu będzie lepiej. Otóż rozczaruję Was: nie może być lepiej, bo przenikliwość umysłu Kaczyńskiego jest mniej- więcej taka, jak przenikliwość nachlanego kibola, a jakość życia będzie zależeć od przenikliwości samorządowców, lokalnych przedsiębiorców (w tym rolników), nauczycieli, pracowników kultury. I jedyne, co władza centralna może zrobić by przenikliwość lokalnych aktywistów przyniosła efekt, to wyznaczyć jasne reguły, zaufać im i jak najmniej przeszkadzać. Wyobraźcie sobie bowiem, że doba Kaczyńskiego ma również 24 godziny, a w jednym czasie może być w jednym tylko miejscu, więc na niego bym nie liczył, zważywszy że jest znanym śpiochem rzadko kiedy wstającym przed południem.

 

            Zachęcam do rzucenia kliknięcia tutaj- w ten akapit, by zorientować się jakimi aktami PiS odbiera krok po kroku kompetencje samorządom.

 

            Umiesz liczyć? Licz na siebie! Tym się charakteryzuje dojrzałość. Przede wszystkim dbałością o swoje interesy, a nie liczeniem na dobrego wujka z Żoliborza lub nawet „Ojca w Niebie”, bo ich ingerencje rzadko kiedy są zauważalne. Lepiej idźcie na te wybory i wspierajcie tych, którzy żyją między Wami. Prezes pan o Was nawet nie słyszał, nawet się nie stara Was poznać, choć trzeba sprawiedliwie dodać, że nikt nie ma takich możliwości.

 

 

P.S.

            Na blogu "Związek niesakramentalny" rozmawialiśmy ze Świechną o tradycji, a już wkrótce dyskusja o filmie "Kler". Kliknij tu- w ten akapit, by poczytać.

01:17, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
czwartek, 20 września 2018

            Wkrótce na ekrany polskich kin zawita jeden z bardziej oczekiwanych polskich filmów roku: „Kler” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Temat od strony filmowej trudny, bo z powodu licznych „słabości”, by nie powiedzieć „przestępstw” kleru, ocierający się o banał, dlatego niezbyt przyciągnąłby moją uwagę, gdyby wziął się za niego jakiś reżyser drugiej kategorii. Jednak ta produkcja ma kogoś, kto przykuwa uwagę: SMARZOL, jeden z najbardziej naturalistycznych reżyserów, jakich ma kinematografia polska, jeżeli nie światowa, który rzucił na kolana publiczność już swym debiutem (Wesele), a potem napięcie już tylko rosło. Dom zły, Róża, Drogówka, Pod Mocnym Aniołem, Wołyń.... Aktorzy rzucają wszystko, bo role w jego filmach dają możliwość pokazania całego zakresu umiejętności. Marian Dziędziel, Bartłomiej Topa, Arkadiusz Jakubik, Kinga Preis, Agata Kulesza, Marcin Dorociński- świetni, uznani artyści, którzy właśnie u pana Wojtka zagrali role życia.

            Kilka dni temu niejaki ksiądz Isakowicz- Zaleski zaczął się awanturować, wyrzucając premierowi technicznemu Tablet- Glińskiemu od ministerstwa walki z kulturą, że dofinansował film „Kler”. Tablet, jak przystało na niewolnika, wpadł w panikę i zaczął się gęsto tłumaczyć, że dofinansował nie on, a instytucja która wtedy była obsadzona ludźmi poprzedniej władzy, ale żeby się nie martwić, bo teraz już PiS obsadziło ją swoimi marionetkami, więc będzie git i nikt wrażych, antykościelnych produkcji już nie sfinansuje.

 

            Zachęcam do lektury wywiadu z Wojciechem Smarzowskim- kliknij tu, jeśli chcesz się zapoznać.

 

             Co się stało z księdzem wojującym o „prawdę”? Przecież znany był jako „niezłomny” tropiciel ludobójstwa popełnionego przez Turków na Ormianach i ludobójstwa popełnionego przez Ukraińców na Polakach oraz kilku innych nacjach- w tym znowu Ormianach (gdyby ktoś nie wiedział, to narodowość Isakowicza- Zaleskiego). Często powtarzał słowa: ofiary rzezi wołyńskiej były mordowane dwukrotnie- raz przez pozbawienie życia, po raz drugi przez przemilczenie zbrodni. Ponadto sam będąc prześladowanym przez SB, domagał się pełnej lustracji, także wśród duchownych- tu potrafił narazić się nawet hierarchom kościelnym, którym nie na rękę było grzebanie w ich aktach. Tu potrafił być bezwzględny, nieugięty, wręcz chorobliwie mściwy.

            I nagle, gdy znany reżyser robi film o patologicznej chciwości i rozwiązłości duchowieństwa- w tym o pedofilii, „ormiański brat w wierze” wścieka się na twórcę i próbuje brać odwet na osobach odpowiedzialnych za dofinansowanie produkcji „Kleru”. To ci dopiero miłośnik prawdy!

           Każdy pan ksiądz wie o tym oczywiście świetnie, ale na wszelki wypadek przypomnę: Film Smarzowskiego został dofinansowany, bo każdym swym poprzednim filmem reżyser dowodził, że jest twórcą wybitnym i wspomaganie jego produkcji, to powód do chluby. Zdradzę Wam jednak, że wolałbym, by w filmie uwagę skupić nie na duchownych, a na wspierającym ich społeczeństwie. Na tych wszystkich, którzy finansują ekscesy duchownych, a nade wszystko na tych, którzy posyłali swoje dzieci w łapy kapłanów- pedofili. Film na który czekam, to film pokazujący gehennę najmłodszych ofiar seksualnego rozpasania tej szajki, dzieci zdradzonych przez własnych rodziców, którzy mimo alarmujących sygnałów, posyłali je w łapy oprawców, a potem wyrzekali się ich, gdy odważyły się zeznawać przed prokuratorem przeciwko księdzu- gwałcicielowi. Nie powinno też zabraknąć opisu sposobu w jaki dzieci zostały zdradzone przez prokuratora, sędziego, przez znajomych, którzy urządzali im w ich małych miasteczkach piekło na ziemi. Powinna się też znaleźć wzmianka o biskupach własnym słowem i podpisem ręczących za niewinność zwyrodnialców gwałcących dzieci, w szczególności o papieżu udającym, że o niczym nie wie i o całym społeczeństwie, które wolało nie wnikać w problem, chodząc karnie do kościółka i wzmacniając czarną hydrę hojnymi datkami. I wiecie jak powinien wyglądać końcówka filmu? Wyobrażam to sobie tak:

            Abp Wesołowski stoi nad szopką bożonarodzeniową i mówi z szelmowskim uśmiechem do stojących obok abpa Michalika i prokuratora Piotrowicza: „Ciekawe, czy nasz Jezusek ma zgrabną pupcię”, po czym wyjmuje figurkę Dzieciątka ze żłóbka i podnosi sukienkę, lubieżnie przesuwając jęzorem po całym ciele lalki- na ten widok Piotrowicz z Michalikiem natychmiast nakazują postronnym opuszczenie świątyni, ryglują drzwi, wystawiając na zewnątrz karteczkę „NIE PRZESZKADZAĆ!” KONIEC!

 

P.S.

 

            Gdyby ktoś uważał, że grubo przeginam, zachęcam do zapoznania się z losem Ewy z Mszany- jednej z ofiar byłego proboszcza z parafii Tylawa. Najprościej kliknąć tu- w ten akapit, ale jeśli ktoś nie lubi tekstów z Wyborczej, może poszukać innych informacji w sieci. Ważne, by zwrócić uwagę na rolę abpa Michalika i prokuratora Piotrowicza (tak, tego Piotrowicza, twarzy podłej zmiany) w tuszowaniu sprawy i szczuciu parafian na ofiarę pedofila oraz na zdradzenie własnego dziecka przez matkę.

 

 

02:35, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (18) »
piątek, 07 września 2018

            31 sierpnia 2018, przemówienie teoretycznego prezydenta Dudy w kościele św. Brygidy. Twarz czerwona z wściekłości. Nie zważając na miejsce i okoliczności, Adrian wyskakuje z polityczną agitką. Widać, że słabo radzi sobie z emocjami, ulewa mu się raz po raz, zachowuje się jak kundel zagoniony w kozi róg- w donośnym ujadaniu upatrując szansy na ratunek. I wtedy kamery pokazują jego rzecznika, Krzysztofa Łapińskiego, wyraźnie skonfudowanego dudusiowym wybuchem. „Ten to ma robotę. Jak on wyjaśni, że to szambo, w którym jego pryncypał się ufajdał tuż pod ołtarzem, to woda święcona”?! Widzę to wszystko w powtórce, tuż po obejrzeniu chronologicznie późniejszego, podobnego wybuchu na rozpoczęciu roku szkolnego w jednej ze szkół, gdzie gadał to samo, powtarzając całe frazy ze swojego mszalnego wystąpienia. Małżonka dawała mu rozpaczliwe sygnały, by się opanował, lecz tak się zacietrzewił, że niewiele widział, odchodząc od mikrofonu niemal staranował swą ślubną.

            Wczoraj dowiedzieliśmy się, że Krzysztof Łapiński rzucił robotę u Dudy, by zająć się własną działalnością. Prasa zaczęła się rozpisywać o domniemanych powodach, a to o zmęczeniu i zniechęceniu niską pensją, a to o własnych ambicjach rzecznika, to znowu o rzekomym konflikcie ze Szczerskim i ani słowa o tym, co mnie narzuca się w pierwszej kolejności.

            Andrzej Duda, głęboko zakonspirowany czopek Kaczyńskiego, którego dawna nauczycielka polskiego wspomina tak: „(...)Budyń waniliowy z soczkiem malinowym (…) Grzeczniutki aż do zemdlenia. Taki pieszczoszek naszej pani. Pamiętam, że podczas wyjazdów naukowych próbował nawiązywać bliższe kontakty z nauczycielami. Rówieśnicy bawili się we własnym towarzystwie, a on przychodził, dopytywał o różne rzeczy. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mówił zawsze to, co ludzie chcieli od niego usłyszeć.” Miał robić za kolejnego po Glińskim technicznego, a tu niespodziewanie dla wszystkich, w tym dla siebie samego, został prezydentem. Był tak oblepiony wazeliną, że na rozkaz prezesa pana, szorował do niego na żoliborski dywanik pośród nocy, zamiast wyznaczyć posłowi Kaczyńskiemu termin audiencji w Pałacu Prezydenckim, a podczas nominacji na fotel premiera Beaty Szydło, zamiast mówić o świeżo upieczonej premier (również teoretycznej), czopkował Jarosławowi K. wychwalając jego łaskawość objawioną w odstąpieniu władzy swoim sługom pokornym. I z takiego człowieka Łapiński jako rzecznik, usiłował zrobić (przynajmniej na potrzeby propagandy) samodzielnego polityka, strażnika Konstytucji i prezydenta wszystkich Polaków.

 

            Gdy Macierewicz publicznie pokazywał, jak pogardza teoretycznym prezydentem, jawnie ignorując jego decyzje, a nawet nie odpowiadając na jego pisma, to budyniowy rzecznik był tym, który narażając się na ataki PiSowskich trolli, przypominał Macierewiczowi o jego miejscu w szeregu. Gdy Duduś miał pełno w majtkach, to na Łapińskim spoczywało ratowanie honoru urzędu Prezydenta RP. I za każdym razem Andrzej Duda swym tchórzostwem, wazeliniarstwem i niewolniczym poddaństwem wobec Kaczyńskiego i prominentnych partyjnioków z PiS, niweczył wysiłki wizerunkowe. Podkreślam, jedynie WIZERUNKOWE, bo i tak orła z owsika nie zrobisz. Na dodatek owsik postanowił udawać bulteriera, co również nie jest rolą prezydenta i chluby mu nie przynosi, zwłaszcza że bulterier ów szczeka jedynie wśród swoich, gdy nie ma kontaktu wzrokowego z obszczekiwanym. Myślę, że to był prawdziwy powód dymisji: Krzysztof Łapiński zdał sobie sprawę, że z takiego genetycznego wazeliniarza, czopka i przydupasa, męża stanu nie zrobi. Zwłaszcza, że Andrzej Duda na każdym kroku chciał się pochwalić niewolniczym przywiązaniem do prezesa pana. Jak komuś pomóc, jeśli on nie chce? Jak wyleczyć z grzybicy stóp delikwenta chodzącego w gumiakach używanych przy kopaniu rowów do spółki przez całą brygadę przodowników pracy?!

 

            Do wyborów coraz bliżej i wśród niewolników Kaczyńskiego rozpoczyna się ostatnia prosta w Wielkim Wyścigu Międzypośladkowym. Wkrótce prezes pan rozda miejscówki i okaże się, w którym miejscu dupy przyjdzie się komu urządzać. To dlatego „Jojo” Brudziński po raz kolejny spędza wakacje z prezesem, zamiast z rodziną i na twitterze zamieszcza fotomontaże z rzekomych górskich spacerów żoliborskiego fuhrerka. Zupełnie przy tym nie zadał sobie nawet trudu zastanowienia, że prezes pan i tak ledwie podtrzymujący kolanko za pomocą kul, marne miałby chęci, a możliwości jeszcze nędzniejsze, by w się góry na wędrówkę udawać. No i to użycie zdjęcia Kaczyńskiego z zeszłorocznej wycieczki z rzucającym się w oczy pulowerem, czapką z daszkiem i charakterystycznym rozwarciem paszczy.... Mimo to, wazelina jest najważniejsza.

 

            Domniemywam, że podobnie pomyślała pani poseł z ramienia PiS, Bernardetta Krynicka, która podlała wazelinki przyrównując prezesa pana do Alberta Einsteina i Steva Jobsa. Szkoda, że nie do Sylwestra Stalone lub Marii Skłodowskiej- Curie!I jak tu się ma nie zlasować przenajświętszy dekiel prezesowy, skoro przy każdym pochyleniu próbują się wśliznąć takie czopki.

 

            Skoro o czopkach mowa, to słyszeliście już pewnie o tym, że w dupie Kaczyńskiego ma być zamontowana tablica pamiątkowa „Tu przebywał Guzikiewicz?” To oczywiście treść mema, który się pojawił po tym, jak ten związkowy kandydat na międzypośladkowego postanowił tablicą pamiątkową uczcić obecność Lecha i Jarosława Kaczyńskich w hali Stoczni Gdańskiej, pomijając głównych organizatorów akcji strajkowej z 1988 roku. Swoją drogą, jak żenujące jest to, co się stało z Solidarnością. Na jej czele stoi ten który w stanie wojennym jako komandos zabezpieczał odwody oddziałom ZOMO, a prominentni przywódcy „S” nawet nie ukrywają, że są partyjną bojówką, sami startują z list PiS i z tej pozycji plują w twarz tym, co walczyli o wolność Polski.

 

            Wróćmy jednak do Adriana i jego utraty kontroli nad emocjami. Zbliża się czas rozliczeń ze zdrajcą. To będzie najprawdopodobniej pierwszy Prezydent RP postawiony przed Trybunałem Stanu: ani społeczeństwo nie kupiło „reformy sądów” polegającej na stopniowym zastąpieniu sędziów partyjnymi siepaczami, gdyż zbyt to podobne do III Rzeszy i Związku Radzieckiego, ani Europejski Trybunał Sprawiedliwości w najmniejszy sposób nie dał sobie zamydlić oczu- Europa zastanawia się tylko nad reakcją. Jedynie sekta trwa i trwać będzie przy wodzu. Nie łudzę się, że coś w tym temacie się zmieni. Historia uczy, że ci, co poparli dyktatora, nigdy nie czują skruchy i jedynie złapanie ich za pysk może coś zmienić. Powiecie, że taką narracją podsycam wojnę polsko- polską? Ta łoj, oczywiście lekcja z kampanii grzecznego i dobrodusznego Komorowskiego nie została odrobiona? Nadal mamy kłopot ze zrozumieniem problemu?

 

            To weźmy inny przykład: Niejaka Dominika Arendt- Wittchen, PiSowska pełnomocniczka wojewody dolnośląskiego podeszła do protestujących przeciw łamaniu Konstytucji i pewna bezkarności wymierzyła policzek jednej z kobiet. Nie łudźcie się, że PiS na tym straciło wizerunkowo. Wręcz przeciwnie- zyskało! Przecież ich elektorat, to identyczni frustraci, którzy sami chętnie by policzkowali tych, z którymi nie potrafią polemizować rzeczową argumentacją. Gdyby dziś Arendt- Wittchen chciała startować w wyborach, ten obrazek gwarantowałby jej zwycięstwo. Tuż obok ofiary tej napaści, pośród protestujących, stał facet (niebieska, koszula w kratę), odsunął się i patrzył. Dzięki tej wycofanej reakcji, napastniczka zrealizowała swój plan agresji, a PiS utwierdziło się w przekonaniu o swej bezkarności. Wyobraźmy sobie jednak, że mężczyzna zamiast się odsuwać, podchodzi bliżej i zanim PiSowska agresorka uniesie rękę, mówi „Co, ryj cię świerzbi, PiSowska cipo? Spróbuj wyciągnąć łapki, a dostaniesz w pysk na oczach całej swojej bandy. Choć tu ruro i spróbuj, zobaczysz czy żartuję!” Bijecie zakład, że uchroniłby protestującą przed spoliczkowaniem? Ale stałoby się przy okazji coś innego. Otóż symetryści i zwolennicy taktu, zaatakowaliby mężczyznę w komentarzach. Stałby się ofiarą tych, których bronił, bo tak to wygląda w praktyce. Bo opozycja nie rozumie, że oprócz solidarności- w walce z faszyzującym przeciwnikiem potrzebne są takie środki, jakich się używa w obronie niepodległości lub w wojnie z terroryzmem- te same, których używa przeciwnik, lecz celniejsze. W Polsce jest pełno „Warrenów- przyjaciół wszystkich”, którzy udając idealizm, tak naprawdę wybierają konformizm. Bogu świeczkę, diabłu ogarek. Wiecie, jak stary Jarocin (mówię o słynnym festiwalu) poradził sobie z terroryzującymi pole namiotowe, dobrze zorganizowanymi skinheadami? Otóż w pewnym momencie, gdy tylko pojawiała się grupa skinów, punki i metale robili na nich polowanie. Prali po mordach, glanowali. Dzięki temu w lata dziewięćdziesiąte festiwal wchodził bez faszystowskiej zarazy. Żaden złotousty nie nawrócił skina, nie zrobił tego żaden polityk, ni pedagog, ni tym bardziej ksiądz. Bandytów trzeba było spacyfikować ich własną bronią. A że zadarli ze wszystkimi, to nie było trudne. Dziś jest podobna sytuacja. PiS walczy z każdym, kto nie jest z nimi. Tę partię można spacyfikować, można też postawić przed sądem. Nie trzeba udawać zjednoczenia opozycji, wystarczy solidarnie walczyć z największym wrogiem wolnej Polski po 1989 roku- wyznaniowym narodowym socjalizmem. To jest w porządku, że mamy różne światopoglądy. Nie jest za to w porządku, gdy ktoś uważa, że jego światopogląd stawia go w uprzywilejowanej pozycji. PiS zbierze, co zasiało. Wolałbym, żeby to się stało wcześniej, metodami mobilizacji wyborczej i medialnej. Bo jeśli nie, to w końcu poleje się krew.

            Młyny sprawiedliwości mielą powoli, tymczasem Ziobro rozpoczął kampanię wspierania kościelnych gwałcicieli dzieci, którzy zostali przez niego wyłączeni z krajowego rejestru pedofili. Dzięki Zbigniewowi Ziobro każdy ksiądz może zapodawać swego kutasa do ust ministrantów, rżnąć małe dziewczynki i chłopców, nakazując im milczenie tak samo bezkarnie, jak za Wojtyły. W końcu nieważne, że GWAŁCĄ NASZE DZIECI, ważne żeby dalej chodzić do kościoła i rzucać na tacę udając, że nie mamy z tym nic wspólnego, że tylko do Bozi przychodzimy. W Irlandii ta narracja nie przeszła, ale Polacy niejeden raz udowodnili, że chętnie poświęcą swoje dzieci, byle nie ruszać swoich sumień. Towarzysze z kościelnych ambon strzelają do opozycji jak do kaczek, a opozycja nadal uważa, że „tylko się modli do Jezuska”. Coraz mniej mnie łączy z Polską, ale to niezwykle ciekawy obiekt do obserwacji socjologicznych.

            Podczas XXI Festiwalu Piosenki Żeglarskiej, zespół Perły i Łotry wyszedł do bisów w koszulkach z napisem „KONSTYTUCJA”. Co warto podkreślić, nie było przy tym żadnej agitacji politycznej, żadnego komentarza. Poseł PiS, Aleksander Mrówczyński zażądał wyjaśnień na piśmie od sponsorów i organizatorów festiwalu, uważając że to manifestacja antyrządowa za państwowe pieniądze. Zapał godny wiernego członka NSDAP. I wiara, że każdego da się zastraszyć. Płonna! Miał Andrzej Duda wyczucie: coraz mniej osób jest skłonnych odpuścić PiSowcom ich zbrodnie. Podobnie, jak coraz mniej osób jest skłonnych odpuścić kościelnym przestępcom. Nie dziwię się, że tchórz pełniący obowiązki prezydenta, traci nerwy. Stracą je także Brudziński, Błaszczak, Macierewicz, Ziobro i cała reszta. Na ich miejscu nie liczyłbym na to, że ich zbrodnie pójdą w niepamięć. Najpierw pozbyli się godności i honoru, a potem nabyli takiego poczucia bezkarności, że przekroczyli cienką czerwoną linię. Teraz już wiedzą, że nie mają gdzie się wycofać. Walka wszystkich przeciw wszystkim, także wewnątrz własnej partii, wróży rychłą katastrofę, choć na razie okupują jeszcze zdobyte terytoria. Niemcy przerabiali to dwukrotnie podczas ubiegłego stulecia. I równie chętnie używali symboliki krzyża.

 

18:46, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (5) »
wtorek, 28 sierpnia 2018

Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili.

-Jezus z Nazaretu.

 

 

Wizyta.

 

            Papież Franciszek odwiedził Irlandię. Nie byłoby w tym nic dziwnego, kraj to przecież katolicki, gdyby nie atmosfera skandalu towarzysząca wizycie. Skandalu, jakiego jeszcze nie było, skandalu nie tylko obnażającego skalę pedofilii wśród duchownych katolickich, lecz także pokazującą rolę kościoła hierarchicznego w tuszowaniu tej zbrodni. Cała machina kościelna- od proboszcza, przez biskupa, aż po papieża, służyła ukrywaniu przestępców, a w konsekwencji dalszej gehennie ofiar. Przysparzała niewyobrażalnego cierpienia, gdyż ofiary zostały zdradzone przez wszystkich- nikt im nie udzielił pomocy: ani rodzina, ani Kościół, ani żadna inna instytucja. Zastraszenie i poniżenie ofiar przekroczyło wszelkie ludzkie normy docierając do poziomu Korei Północnej. A może to Korea Północna dotarła do poziomu Kościoła Katolickiego- warto by to było zbadać.

            Piętno hańby.

 

            Publicyści, dziennikarze, komentując ostatni raport o pedofilii w USA, ujawniają znak, jakim zbrodniarze piętnowali swoje ofiary. Pamiętacie sprawę gangu Braciaków- Polaków handlujących żywym towarem? Oznaczali oni swoje ofiary, prostytutki pracujące w kontrolowanych przez nich domach publicznych, wielkimi tatuażami o wysokości liter ok. 10 centymetrów ciągnącymi się przez całą długość nogi o treści „dziwka Braciaka”, „własność Braciaka” i tym podobnymi. Ofiary gangu księży- pedofili były piętnowane podobnie- otrzymywały złoty krzyżyk, który miały nosić w widocznym miejscu na szyi, żeby łatwo je można było rozpoznać. Dzieci zostały naznaczone tak, by zbrodniarze wiedzieli, które z nich są wystarczająco zastraszone, by zgwałcenie ich nie niosło za sobą ryzyka denuncjacji. Czy zastanawialiście się, co przeżywa dziecko zmuszone do noszenia w widocznym miejscu znaku głoszącego wszem i wobec: „JESTEM DZIWKĄ STAREGO PIERDZIELA W SUTANNIE”? Co musi czuć spotykająca się w kościele para dzieci, rozpoznająca u siebie nawzajem ten znak? Wyobraźcie sobie chłopca i dziewczynkę spotykających się przy ołtarzu. On patrzy na nią, ona na niego i obydwoje już wiedzą. Ona ma krzyżyk mówiący: „Rżnie mnie ksiądz”. On ma krzyżyk mówiący „Proboszcz zapina mnie w samą pupę”. Razem odczytują w swoich krzyżykach przekaz „Robimy loda swojemu kapłanowi i jego kolegom”. I odczytują to u siebie wzajemnie w pełnym ludzi kościele. Kto jeszcze potrafi odszyfrować ten znak? Kto z tłumu zna jego treść? Kto jest katem, kto jego wspólnikiem, a kto tylko zamyka oczy i zatyka uszy?! Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili!

 

            Obrońcy krzyża i symetryści.

 

            Rozumiecie, co się działo? W pedofilskim gangu zrzeszającym hierarchów kościelnych handlujących żywym towarem, krzyż pełnił rolę tatuażu „dziwka Braciaka”. Znak rozpoznawczy i jednocześnie piętno- „własność szajki zwyrodnialców”. Gdzie są obrońcy krzyża? Czy już protestują? Może pan Nowak ze swoim komitetem do walki z sektami ma coś do powiedzenia? Cóż..., może stosowanie krzyża jako znaku rozpoznawczego dla pedofili stoi w zgodzie z wartościami chrześcijańskimi? Prawdziwe dziedzictwo Jana Pawła II, po 27 latach władzy absolutnej w Księstwie Ciemnoty. Może coś w tym jest? Pamiętam, jakie wzburzenie wywołała instalacja artystyczna Nieznalskiej, albo spektakl „Golgota Picnic”. Wtedy bez zastanowienia wyrażane było święte oburzenie. Ortodoksom towarzyszyły głosy symetrystów, którzy co prawda niekoniecznie są wierzący, lecz rozumieją, że wierzący mogli się poczuć urażeni. Dziwnym trafem, oburzeni nie rozumieli, że artysta ma prawo skomentować świat otaczający, a w szczególności wdzierającą się z butami w nasze życie codzienne politykę i wyznaniowość. Co teraz jest z tymi zbulwersowanymi ludźmi? Nic nie widzę, nic nie słyszę...? Zatkałem oczy i uszy....? W „Eiptafium dla Włodzimierza Wysockiego”- jednym ze wspanialszych utworów Jacka Kaczmarskiego- poetyckiej parafrazie dantejskiego piekła, główny bohater podróżuje przez kolejne kręgi piekielne, mijając zesłanych i potępionych skazańców, osamotnionych i zostawionych samym sobie staruszków, wchodząc w siedliska taniej rozrywki i propagandy, obserwując matki- konfidentki, kapusiów, cenzorów, nieszczęśników topiących życie w strumieniach alkoholu, by wreszcie stanąć przed sądem, który okazuje się być grupą bezzębnych niedołęgów, niby mędrców posiadających wiedzę o całym życiu sądzonego, lecz jednocześnie pozbawionych kłów, bezbronnych dziadygów. I okazuje się, że mimo to, potrafią oni zesłać bohatera w ostatni, ósmy krąg piekła, krąg ślepoty, głuchoty i niepamięci. Okazuje się, że tłum siedmiu kręgów nie zauważył przemykającego na swym koniu poety, bo wszyscy mijani mieli w uszach i oczach piach. Wiecie co...??? Dorośli jesteście, pamiętajcie lub nie, zauważajcie, bądź ignorujcie, słyszcie lub udawajcie głuchych. Jeżeli jednak ja zobaczę lub usłyszę, to możecie być przekonani, że będę pamiętać, pisać i opowiadać- dziecięce buciki przyozdobią bramy kościołów. W końcu co Wam szkodzi mówić, że to tak tylko dla Jezuska.

            Rola Wojtyły i Bergoglio.

 

            Kolejni papieże: Jan Paweł II, Benedykt XVI, Franciszek, wiedzieli o sprawie pedofilii i aktywnie uczestniczyli w jej tuszowaniu. Najlepiej to widać na przykładzie Wojtyły, gdy dał schronienie przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości niejakiemu kardynałowi Law, arcybiskupowi Bostonu oraz w przypadku drugiego świętoszka, Franciszka, który wyszarpał swego nuncjusza, arcybiskupa Wesołowskiego, dominikańskim organom ścigania. Propaganda katolicka głosi, że Watykan sam prowadził śledztwa. Jak tu nie wierzyć świętym ojcom Kościoła, prawda? To powiedzcie mi, jakie aresztowania nastąpiły po owych „śledztwach”? Jakich to księży pedofili ujawniono? Bo śledztwo w sprawie szajki pedofilskiej ma na celu jej zdemaskowanie, by ocalić przed gwałtem dzieci. Jeżeli, tak jak w przypadku kardynała Law i arcybiskupa Wesołowskiego, nie zdemaskowano pozostałych przestępców, oznacza to jedynie, że tak naprawdę była to zakrojona na szeroką skalę operacja mataczenia, służąca ukryciu śladów grupy przestępczej. Szczególnie odrażająco zachowywał się Jan Paweł II, który wściekał się na każdą próbę ujawnienia skandalu, nie czuł nawet obciachu publicznie wywierając naciski na jury festiwalu filmowego w Wenecji, gdy próbował zablokować emisję filmu „Siostry Magdalenki”, nie dając jednocześnie żadnego wsparcia ofiarom. Och, przepraszam, on się pomodlił w intencji..., łaskawca! Franciszek miał na tyle dużo pokory, że przynajmniej nazwał pedofilię odrażającym przestępstwem, zabrakło mu jednak odwagi cywilnej, by współpracować z policją w sprawie pedofilii (mimo własnych apeli). Rzekome śledztwa wewnętrzne nie przyniosły ujawnienia przestępców, ich efektem było zatuszowanie sprawy.

 

            Dlaczego Irlandia?

 

            Dziwicie się dlaczego katastrofa nastąpiła w katolickiej, purytanskiej Irlandii? Bo tak się składa, że USA, to największe skupisko emigracji irlandzkiej. W tym Boston. Do tego arogancja kleru na Zielonej Wyspie była podobna dzisiejszej arogancji duchownych w Polsce. Rodziny same pakowały swoje dzieci w łapy czarnej hydry. Rozejrzyjmy się po naszej Ojczyźnie, będziemy wiedzieć, jak było w Irlandii: W sierocińcach prowadzonych przez zakonnice, siostra Bernardetta z koleżankami znęcała się nad wychowankami, pozwalała na gwałty, karała fizycznie i psychicznie- Państwo Polskie nadal posyła dzieci pod opiekę siostrzyczek, w szkołach salezjańskich demaskowani są księża molestatorzy- szkoły nadal funkcjonują, a rodzice pchają swoje pociechy Jezuskowi pod opiekę, abp. Paetz chodzi wolny, nowe pokolenia kleryków znikają za murami seminariów, a Polacy zachowują się jak Irlandczycy przed odnalezieniem nieoznakowanych grobów na terenie byłego klasztoru Magdalenek. Minęło ponad ćwierć wieku od tamtego skandalu, Irlandczycy mają dość, POWIEDZIELI: FUCK OFF!!! Franciszka w Phoenix Park przywitało mniej, niż 130 tysięcy wiernych (tego samego dnia w Irlandii Zachodniej, Knock Shrine, Co. Mayo, papieża witało 45 tysięcy ludzi). W 1979 na początku pontyfikatu Wojtyły, papież był witany przez 2,7 miliona wiernych (w rożnych lokalizacjach). Prawdziwy cud 27 lat władzy Karola Wielkiego!!! Ktoś jeszcze pamięta, jak kościelna propaganda próbowała nadać ten przydomek sławnemu Wadowiczanowi? Ciekawe, dlaczego nie wyszło?!

 

 

Apel Jacka Dehnela.

 

Kiedy ksiądz przyjdzie po kolędzie, przyjmijcie błogosławieństwo, bo błogosławi Was Bóg, a nie funkcjonariusz; ale potem odważnie powiedzcie funkcjonariuszowi to, co mówicie mnie w prywatnych rozmowach. A kiedy wyciągnie rękę po kopertę, powiedzcie że dopóki Kościół nie rozliczy się z pedofilii, będziecie te pieniądze przekazywali na jej ofiary.”

 

Jacek Dehnel- polski poeta, tłumacz, prozaik, malarz.

 

 

22:24, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (9) »
niedziela, 26 sierpnia 2018

            Nie potrafię w tej chwili powiedzieć, kto pierwszy zaczął testować odmawianie prawa do informacji publicznej w polskiej polityce po 1989, ale na szeroką skalę wprowadziło ten zwyczaj PiS. Zauważyliście moment, gdy Kaczyński w ogóle przestał odpowiadać na pytania dziennikarzy (chyba że sam je sobie wcześniej ułożył i pozwolił je sobie zadać)? A pamiętacie Macierewicza? Kojarzycie jakąkolwiek merytoryczną odpowiedź w sprawie wypadku swojej limuzyny, Misiewicza i tego drugiego milutkiego chłopczyka, ich zarobków, funkcji..., a może pamiętacie coś na temat źródeł informacji komisji specjalnej troski Macierewicza ds. efektów parówkowych i pijuuu bziuuu... podczas katastrofy smoleńskiej? Pytam, bo dziś już byle PiSowski siurek ignoruje interpelacje poselskie i pytania dziennikarzy, ostatnio wręcz pyskując i lżąc pytających, a społeczeństwo zachowuje się tak, jakby to była taka ciekawostka, bardziej dotycząca ekstrawagancji, niż czegokolwiek innego.

 

            Słyszeliście o czymś takim, jak „USTAWA O DOSTĘPIE DO INFORMACJI PUBLICZNEJ” z dnia 6 września 2001 roku? Jeżeli nie, to zachęcam do zapoznania się z treścią- kliknijcie tu- w ten akapit, by poczytać. Parlamentarzyści, samorządowcy i inne ciała kolegialne wybrane w demokratycznych wyborach, bądź dysponujące majątkiem publicznym, są na mocy tego aktu prawnego zobowiązani do udzielenia informacji i udostępnienia odpowiednich dokumentów. Artykuł zaś 23 stanowi, co następuje:

 

           Kto, wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi, nie udostępnia informacji publicznej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

 

            Żaden polityk, nawet prezes pan, nie ma prawa odmowy, jest od tego jak dupa od srania, żeby się wytłumaczyć, a na żądanie- słowa potwierdzić stosownymi dokumentami. Pyskowanie i lżenie dziennikarzy, czy posłów składających interpelacje poselskie jest przestępstwem podlegającym karze grzywny, ograniczenia, bądź pozbawienia wolności!!!

 

            PiS nie będzie rządzić wiecznie. Przestępcom zaś należy się sprawiedliwy proces nawet, jeżeli działają w zorganizowanej grupie przestępczej pod szyldem Prawo i Sprawiedliwość. To nie jest jakieś tam widzi mi się. Odmowa dostępu do informacji publicznej pozwala na działalność na szkodę spółek skarbu państwa, pozwala na sfingowane śledztwa i procesy kiblowe- jak za Stalina, pozwala na przejmowanie każdej dziedziny życia przez tępych partyjnioków, którzy w zamian za potulne tkwienie między pośladami prezesa pana, otrzymują gwarancje bezkarności. Przykład: Po ostatniej aukcji Pride of Poland, ceny koni były dziesięciokrotnie niższe, niż przed PiSowskim zamachem stanu, a na pytanie dziennikarza o jej wynik, dyrektor stadniny w Michałowie zaczął lżyć pytającego. Hitlerowi przez 5 lat okupacji nie udało się zniszczyć renomy polskich stadnin, Kaczyńskiemu udało się w kilka miesięcy- wystarczyła czystka wśród koniarzy. I nikt o tym nawet się nie dowie, jeśli nie będzie można uzyskać ustawowego dostępu do informacji publicznej. Stadnina, to prestiż i reklama, ale na przykład energetyka, to już bezpieczeństwo i niepodległość, podobnie jak armia, a te zostały zrujnowane i ośmieszone w równym stopniu, jak stadniny koni. Nie zwracam się do sekty żoliborsko- toruńskiej, bo oni raczej spokojnie będą patrzeć, jak ich dzieci zginą pozbawione ochrony armii w jakiejś wojence Macierewicza, niż się przyznają, że to oni konsekwentnie promują antypolskich zbrodniarzy. Zwracam się do tych, którzy uważają, że to czyny i ich owoce świadczą o ludziach.

 

            Nie pamiętam kto z polityków odmówił jako pierwszy informacji publicznej, ale za to wiem, że żaden przedstawiciel kleru- od wikarego po pana papieża nie uznaje za stosowne odpowiadać na pytania dotyczące finansowania Kościoła, nie mówiąc już o takich „słabostkach”, jak pedofilia. Żaden dziennikarz nie odważy się zapytać pana papieża, jak to się stało, że nie znamy efektów śledztwa w sprawie pedofila Wesołowskiego, wyświęconego na księdza, a potem biskupa, przez Karola Wojtyłę- osobiście! Nie wiemy nawet, czy atak serce, który przyspieszył jego kontakt z „Panem” nie nastąpił po zażyciu tak popularnego w kraju nadwiślańskim Pavulonu. Mało tego, gdy bandyci wspierający Radio Maryja zbiorą się w kupę, nie tylko nie udzielają odpowiedzi, ale dokonują jawnych aktów linczu na dziennikarzach- zupełnie bezkarnie. Wiecie, dlaczego tak się dzieje? Wcale nie dlatego, że kler jest wspierany przez sektę żoliborsko- toruńską, zupełnie nie dlatego. Wtedy, miałby poparcie identyczne z poparciem PiS, a ma o wiele większe. Chodzi o to, że opozycja również wspiera kler, bo Polacy są tak zarozumiali i próżni, że raczej zgodzą się na dalsze gwałcenie ich dzieci, niż przyznają że przez całe lata niewolniczo wspierali umoczonych w szambie polityki gwałcicieli i złodziei, a Jezus nie miał z tym nic wspólnego.

 

            Obejrzyjcie dokładnie powyższy film- warto! Uwielbiam tych młodych aktorów. Ten entuzjazm na ich twarzach, gdy proszą o wspólne całowanie w tyłek Hanka, te rozpromienione, niewinne buzie opowiadające o dobrodziejstwach, które spłyną na całujących tyłek i to nagłe ścięcie twarzy, przejście od uprzejmości do wulgarności i agresji, gdy okazuje się, że zaczepiony obywatel nie podziela ich entuzjazmu mitycznym Hankiem, nie podziela nawet ich przekonania, że skoro przykazanie nr … mówi „myj ręce przed posiłkiem” jest bezsprzecznie dobre, to z tego wynika, iż przykazanie nr … „całuj w tyłek Hanka” jest równie dobre i prawdziwe. Czyż to Wam czegoś nie przypomina? Ileż to razy spotykałem ludzi, którzy z radosnym uśmiechem namawiali mnie, bym wespół z nimi całował w tyłek Hanka, a gdy ośmieliłem się podważyć sens tego hołdu, jak i istnienie samego Hanka, ich słodki uśmiech zmieniał się w grymas wściekłości. I tak jak wielbiciele Hanka, przekonywali mnie, że skoro jakieś przykazania są dobre, to inne automatycznie są dobre również.

            W filmie wspomina się także inną, niesłychanie ciekawą postać: To Karol. Nie można osobiście ucałować w odbyt Hanka, ale można to zrobić składając pocałunek na dupie Karola, a on go już potem przekaże. A Wy całujecie w tyłek Hanka, czy Karola? Jesteście tego pewni?!

 

 

22:29, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (4) »
czwartek, 23 sierpnia 2018

            Tytuł felietonu mylnie sugeruje, że będę szukać winnych, a to nie tak. Mnie to na nic. Winnych odnajdzie życie, każdy czyn niesie konsekwencje, jednak to nie mój blog jest narzędziem je wymierzającym- ani nie ma takiej mocy, ani ambicji. Jeżeli opisuję tu jakąś sytuację, to jedynie w nadziei na to, że jakiś czytelnik nie popełni opisywanego błędu, a jeżeli już go popełnił, to następnym razem go rozpozna i uniknie. I tego się trzymajmy podczas lektury.

            Właśnie Gazeta Wyborcza rozpoczęła cykl publikacji dotyczących udziału polityków PiS w aferze podsłuchowej (kliknij tu- w ten akapit, żeby poczytać oryginał). To, że przestępstwo wobec legalnie wybranych, najwyższych władz Polski z lat 2007-2015, ich nielegalne śledzenie i podsłuchy, a w konsekwencji narodowosocjalistyczny przewrót, miały inspiracje u największego beneficjenta- partii Kaczyńskiego, było do przewidzenia. Nasz mądry inaczej Suweren ery internetu, lotów w kosmos oraz miliona samochodów elektrycznych Morawieckiego i 2 tysięcy dronów bojowych Macierewicza, był jednak innego zdania. Tyle, że nie o niego mi chodzi, bo jeśli przedstawisz sekcie dowody jej kłamstw i manipulacji, to przecież tym gorzej dla dowodów! Nie do sekciarzy się zwracam!!!

 

            Symetryści. Inteligenci spełniający rolę pożytecznych idiotów, po dziś dzień zachowujący się tak, jakby nadużycia poprzedniej władzy były w jakikolwiek sposób porównywalne do skali nadużyć władzy obecnej. To o Was i do Was kieruję dzisiejszy felieton. Gdy dziś czytam na Waszych blogach stwierdzenia typu (cytuję) „byłam zniesmaczona słowami polityków PO” (w odniesieniu do afery podsłuchowej), to ja się pytam: A nie byłaś zniesmaczona tym, że nielegalnie podsłuchano członków najwyższych polskich władz, że ujawniono ich prywatne rozmowy, wyręczając szpiegów i dywersantów Putina w dokonaniu w Polsce antyunijnego przewrotu? Pozwalaliście, by nielegalnie podsłuchane rozmowy przedstawiano, jako dowód na przestępstwo ofiar podsłuchów. Tymczasem rozmowy nie wskazywały na żadne przestępstwo podsłuchiwanych, a jeżeli macie wątpliwości, to powiedzcie mi dlaczego w takim razie prokuratura Ziobry nie skierowała na ich podstawie żadnego aktu oskarżenia do sądu?! Bo nie było w nich niczego noszącego znamiona przestępstwa, ale mieliście to w dupie, bo „nie możemy robić laski Amerykanom” Sikorskiego Wasze wrażliwe serduszka raziło.

 

            Dziennikarze. Monisia Olejnik, która napadła na Tuska, gdy na polecenie prokuratora Seremeta nieudolnie próbowano skonfiskować laptop redaktora Latkowskiego z WPROST. Ona i jej koledzy po fachu woleli bronić swojego statusu świętej krowy, niż pomóc złapać zleceniodawców podsłuchów. I nie miałbym pretensji, gdyby publikacje demaskowały przestępstwo władzy. Wtedy sprawa byłaby jasna: Przestępstwo należy zatrzymać, informatorom należy się ochrona. Ale nie!!! Publikacje jedynie pokazywały, że ludzie władzy prywatnie rozmawiają takim językiem, jak i reszta Polaków. Nasi świętojebliwi obywatele, jako organiczni obłudnicy zapałali świętym oburzeniem! Normalnie, lud pracujący miast i wsi używający na co dzień języka, rzecz jasna, mickiewiczowskiego, pełen zalet i cnót, przekleństwem z prywatnej rozmowy się zbulwersował, a entelygencja wzburzenie poparła, ofiarę przestępstwa wystawiając na lincz sekty żoliborsko- toruńskiej. Jak tam, wszyscy zniesmaczeni, macie świadomość swojego udziału w PiSowskim przewrocie? Zrobicie coś z tym fantem, czy dalej będziecie porównywać zegarek Nowaka do posiadłości Szyszki i posadką w radzie nadzorczej PGE dla Jaśki Goss- wierzycielki i przyjaciółki prezesa pana?!

 

            Nie byłbym sobą, gdybym napisał o jeszcze jednaj grupie „niewinnych”. Tu zwrócę się do praktykujących katolików, dobrowolnie wspierających czarną hydrę taca, ofiarami, intencjami, wypominkami i innymi cołaskami. Zupełnie nie widzicie zależności między swoim wspieraniem finansowym największego bastionu, z którego w decydujących momentach wali się ze wszystkich luf do każdego, kto mógłby stanąć PiSowi na drodze, a dojściem do władzy Kaczyńskiego?! To dobrego samopoczucia życzę! Ja szczęśliwie żyję w kraju, który wyrwał się ze szponów kleru, ale Wy pozwalacie, by pieniądze na wykształcenie Waszych dzieci, przekazywane były na ich indoktrynację religijną, Wasi synowie pójdą do armii, która zamiast kupować nowoczesną broń, opłaca kapelanów, którzy będą grzebać ich bezbronne ciała, pieniądze na kulturę przekazujecie cenzorom zakazującym wystawiania sztuk teatralnych i filmów na poważne tematy, zakazujecie wystaw, happeningów, bo Wam się uczucie obraża, wspieracie niszczycieli ginekologii, seksuologii, dręczycieli kobiet i osób o odmiennej orientacji seksualnej. Wy tylko tak dla Jezusa, tak?! Chyba koleś by się zdziwił słysząc, jakie rzeczy można w jego imieniu wyczyniać! Bo sprawa wygląda tak: Pomijając już media i publikacje wydawane przez kler, sieć kościołów jest największą w kraju siecią marketingu bezpośredniego, zajmującego się lobbingiem finansowym i politycznym, wpływającego nawet na system prawny. Jedyną jawnie i bezkarnie łamiącą ordynację wyborczą instytucją w Polsce. Jeden wprawny manipulator z ambony może poszczuć całą wieś na swojego prywatnego wroga, także politycznego. To dalej umywajcie rączki i udawajcie, że chodzicie tam tylko całować w stópki Jezuska. W końcu dorośli jesteście.

 

            Jak już napisałem na początku, nie jestem sędzią i nie mam takich aspiracji. Po prostu: Jeśli uważacie, że tak jest fajnie, to róbcie tak dalej, a jeżeli chcecie coś zmienić, to zacznijcie od swojego postępowania. Irlandia się ocknęła, wcześniej zrobiła to Hiszpania. To od Was zależy, czy Polska będzie następna. I śledźcie do jasnej cholery powiązania PiS z nielegalnym podsłuchiwaniem ich przeciwników politycznych. Ogarnijcie, co się stało, bo inaczej, wyduszą Was po kolei, jak pluskwy!

 

 

12:40, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (7) »
środa, 15 sierpnia 2018

            W sobotę 28 lipca Marta Kaczyńska brała swój trzeci ślub. Wśród gości byli Jarosław Kaczyński oraz Jan Maria „Kuzyn” Tomaszewski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo w końcu w życiu różnie bywa (niektóre uczucia nie potrafią przetrwać próby czasu, a potem przychodzą na ich miejsca nowe), gdyby nie pewien szczegół. Gdy w roku 2017 portale plotkarskie doniosły o nowym przyjacielu Marty, obydwoje gorąco zaprzeczyli i w napastliwym, oskarżycielskim tonie zaatakowali media puszczające w obieg plotkę o ich romansie, która była o tyle niewygodna, że Kaczyńska próbowała wówczas zaistnieć w świecie celebryckim jako pani od moralizatorstwa (no co- sposób zarabiania, jak każdy inny- jak ludzie chcą to kupować, to nic w tym złego). I właśnie o to kłamstwo mi chodzi, wypowiedziane w charakterystycznym stylu Kaczyńskich- bez namysłu, bez zastanowienia nad konsekwencjami. Ja naprawdę nie bronię Marcie się ryćkać, podkochiwać, ani zakochiwać na amen, czy żenić, ale kłamstwo wypowiedziane z automatu sprawia, że z miejsca zapala mi się lampka ostrzegawcza, a w dodatku mam ochotę dać kłamcy prztyczka w nos. Powodowany tą chęcią pogrzebałem w sieci i rżałem na głos czytając, że Marta do końca liczyła na ślub kościelny (dziewicę grać chciała, czy co?), mając nadzieję na watykańskie unieważnienie ślubu kościelnego z pierwszym mężem, którego nazwiska już chyba sama zapomniała. Nie wiem, na jakiej zasadzie można jej ślub uznać za nieważny, podobno ukryta przed partnerem choroba umysłowa jest jedną z możliwych przesłanek do takiej decyzji, ale czy to o nią chodzi...??? W każdym razie, unieważnienie nie dotarło z Watykanu na czas, a w tak zwanym międzyczasie obecny, trzeci już mąż Marty raczył był ją zdradzić z inną, Marta ponoć wybaczyła, bo przecież miłość cierpliwa jest, łaskawa jest, miłość nie zazdrości....

 

            Kiedyś, gdy Kaziu Marcinkiewicz zapałał żądzą do dwadzieścia lat młodszego ciała niezbyt rozgarniętej Isabel, wróżyłem temu związkowi marny koniec- internetowe popisy kaziowej muzy zdawały się krzyczeć: Gościu, jeżeli to ona jest pretekstem do porzucenia rodziny (a dzieci zdaje się czwórkę miał pan Kazimierz), nie wróży to nic dobrego. Z podobnych przyczyn nie mam pomyślnych wróżb dla Marty, ale nie mój to żywot, kto inny oberwie.

 

            Gdy Prezes Pan, przez wielu uznawany za najważniejszą osobę w Polsce (nie wiem z jakiego powodu) i Kuzyn Prezesa Pana, przez wielu uznawany za najważniejszą osobę w telewizji (również nie wiem dlaczego) ubierali się w ślubne uśmiechy, Polska powtarzała niewiarygodnie smutną wiadomość z Roztocza, gdzie nad ranem zmarła Olga Jackowska, bardziej znana jako Kora. A ponieważ tak to już jest, że gdy jedni świętują nowe otwarcie, inni odchodzą na zawsze, następnego dnia do królowej rocka dołączył król trąbki, najbardziej rozpoznawalny na świecie polski jazzman- Tomasz Stańko. Jakby tego było mało, 3-go sierpnia zmarł generał Ścibor- Rylski, ps. Motyl. Troje wolnych Obywateli Świata, z których każde na swój sposób wryło się w serca Polaków. Kora- wieczna buntowniczka, Tomasz- równie niepokorny muzyczny wędrowiec oraz Motyl- skromny i niepokonany, choć tyle razy pobity przez monstrualnego przeciwnika. Zawsze wstawał. Połączyła ich nie tylko data odejścia.

 

            Wiecie, że istnieje w Polsce coś takiego, jak „Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego”? Naprawdę, choć minister nie uznał za stosowne pożegnać nikogo z tej trójki. To znaczy uznał, że NAPISZE LISTY POŻEGNALNE, a osobistą obecność zaoszczędzi na ważniejsze wydarzenia. Jakieś nowe miesięcznice lub urodziny Ojdyra. Podobno mamy też prezydenta. Otóż, gdy generał Ścibor Rylski był chowany z honorami na Powązkach, Adrian bawił się z harcerzami na zlocie w Gdańsku. Wysłał stamtąd list, a Błaszczak, szef MON wysłał kwiaty. Każdy oddaje taki hołd, jaki może i uważa za stosowny!

 

            Daruję sobie szerszy komentarz do absencji władz. Po prostu jestem jakimś dziwakiem najwidoczniej. Podczas swojej pracy w polskiej szkole weekendowej w Irlandii wściekałem się na przykład na dyrektorkę, która na f-b „wykazywała zainteresowanie” wszelkimi wydarzeniami polonijnymi, ale nigdy nie brała w nich udziału- w żadnym spoza tych, w których brała udział szkoła. Gdy przyjechał teatr „Kwadrat”, napisałem w komentarzu do wydarzenia „Jak na to nie warto iść, to na co warto”? Chodziło tylko o teatr. Działający i funkcjonujący, który będzie można jeszcze zobaczyć nie raz i nie dwa. Rozumiecie co myślę o oficjelach, według których nie warto iść na ostatnie pożegnanie takich postaci, jak Olga Jackowska, Tomasz Stańko, czy generał Ścibor- Rylski i drugiej szansy nie będzie? Usprawiedliwieniem nieobecności odpowiednich rangą władz, byłaby wyraźna wola zmarłego, bądź rodziny. Ale jeżeli takowej bliscy nie wystosowali, to rodzi się pytanie: Skoro takie osoby nie zasługują na pożegnanie władz, to kto zasługuje? I wiecie co? Ja nawet dopuszczam jakiś wyjątek, oprócz pogrzebów jest przecież jeszcze życie, ale do jasnej cholery, tu działa reguła: „Jeżeli to nie są członkowie sekty żoliborsko- toruńskiej, to niech się sami żegnają”.

 

            Nie byłbym sobą, gdybym się nie odniósł do bólu dupy pewnego księdza, niejakiego Marka Sławka, spowodowanego świeckim charakterem pogrzebu Kory. Raczył był on napisać: „Samozbawienie. Zamiast krzyża zdjęcie z młodości. Zamiast Salve Regina pioseneczka o niczym. Smutny koniec.” Ośmielam się zauważyć, że akurat Kora- w przeciwieństwie do ks. Marka Sławka, utkwiła w pamięci Polaków, inspirowała całe pokolenia i ciężko mówić o jakimkolwiek końcu, bo jej utwory są znane większej grupie Polaków, niż nie przymierzając, encykliki Jana Pawła II. Podczas jej pogrzebu, mowy pożegnalne wygłosili ci, którzy chcieli ją pożegnać, robili to przyjaciele, a nie kupczący usługami pożegnalnymi ksiądz ze swoją sztampową formułką. Kora przeżyła życie doświadczając pełni miłości, wszystkich trzech jej składników: bliskości, namiętności i zaangażowania, a o tym, czym się podzieliła z bliźnimi, można opowiadać godzinami, bez konieczności zmyślania pierdół. Ja rozumiem smutek księdza spowodowany tym, że kasa umyka mu sprzed nosa, że obeszło się bez szamańskich formułek, że nie kapłan jest w centrum uwagi, że to Korę będą pamiętać ludzie, a nie zawistnego klechę z dolnośląskiej osady. Ale patrz pan, najpierw taki pan ksiądz straszy, że nie będzie pogrzebu kościelnego, jak się do kościółka nie będzie chodzić, a potem ma pretensje, że się go o prowadzenie pogrzebu nie prosi. I co, jakiej to straty doznała niby Kora, bądź jej rodzina? Nie musiała księdzu płacić? Ta łoj, jakie to straszne! Z niezwykłą satysfakcją donoszę, że ja również obejdę się bez cołaski dla dobrodzieja i bez żalu zwolnię moich bliskich z płacenia za rytuał pogrzebowy parafialnym pijawkom.

 

            Teraz proponuję, byśmy zastanowili się, nad kim tak naprawdę znęca się zawistny ksiądz Nikt (nie sądzę, by ktoś o nim słyszał z wyjątkiem wsi, w której pędzi swój niewolniczy żywot). Z pewnością nie nad Korą, bo nawet głęboko wierzący katolik zgodzi się ze mną, że teraz żaden komentarz najbardziej nawet wściekłego klechy nie ma na nią wpływu. No to może nad bliskimi i tymi wszystkimi, dla których Kora była ważna. Już jesteśmy bliżej, tyle że trzeba coś doprecyzować: Z pewnością nie jest to znęcanie nad osobami odległymi od katolicyzmu, bo takie wypowiedzi są dla nich jedynie potwierdzeniem, że odmowa przyjęcia ostatniego namaszczenia i świecki pogrzeb, były najlepszym, co Kora mogła zrobić, podobnie jak trzymanie się z dala od duchownych zbrodniarzy przez całe dorosłe życie. Bliscy zaś ocalili sporą sumkę przed pożarciem przez czarną hydrę, uniknęli też poniżających złośliwości na temat wyboru drogi życiowej przez Korę. Ofiarą wściekłości księdza nie padają więc ludzie odlegli od Kościoła. KSIĄDZ ZNĘCA SIĘ TYLKO I WYŁĄCZNIE NAD KATOLICKIMI BLISKIMI KORY. Jedynie ich dosięga ślepa furia klechy z Grajdołkowa, bo tylko dla nich jego słowa mogą mieć jakieś znaczenie. To oczywiście ich problem, bo skoro nie chcą odciąć się od kościelnej patologii, to i ponoszą konsekwencje własnego wyboru- dostają cięgi od tych, których niepotrzebnie chronią i utrzymują. Kora ocaliła życie- wyrwała się z łap zakonnic znęcających się nad nią w domu dziecka, wyrwała się z wpływów czarnej hydry, poświęciła się prawdziwemu życiu- to faktycznie może się stać przyczyną frustracji księdza z Zadupia, frustracji tak głębokiej, by zadawać ciosy na oślep. Bo jak taki ksiądz się zastanowi, jak zmarnował swoje życie, jak zrzekł się wolnej woli w zamian za zaspokojenie materialnych potrzeb i swoich 5 minut podczas kazania, to naprawdę może mu być przykro. Warto nadmienić, że na tzw. „prawicy” wielu publicystów starało się napisać coś niemiłego o pogrzebie. A to zdjęcie pięknej Kory im nie pasowało, a to znowu koloryt uczestników. I znów rodzi się pytanie: Kogo oni myślą, że atakują. Przecież nie znajdującą się poza ich zasięgiem zmarłą, ani tym bardziej nie mnie, bo przecież podrzucają mi jedynie dowody na skalę swej zawiści, na to że nawet barwnego sposobu ubierania potrafią zazdrościć, lecz sami się po prostu boją wyróżnić z tłumu oryginalnym strojem.

 

            Pogrzeb Tomasza Stańko również miał charakter świecki i przyciągnął równie barwne postaci- rzekłbym nawet, że swoboda i fantazja ubiory była jeszcze większa, niż na pogrzebie Kory. Zauważmy jednak, że świętojebliwi komentatorzy woleli to przemilczeć, skupiając się na pogrzebie Olgi Jackowskiej. Byłbym nawet skłonny postawić jakąś małą sumkę na przyczynę: Kora, jako wykonawczyni rockowo- popowa, jest łatwą ofiarą dla hejterów: można pieprzyć, że niedojrzała, że woda sodowa itp.. Najmniejszego znaczenia nie ma, że to kompletna bzdura, bo na tym przecież polega hejt. Ważne jest, by mieć się o co zaczepić, niczym orwellowskie owce beczące „cztery nogi- dobrze, dwie nogi- źle”! Tymczasem o znanym i szanowanym na całym świecie jazzmanie nie da się użyć takiej figury bez narażania na śmieszność. Tomasz Stańko był uosobieniem klasycznej elegancji i smaku- z odrobiną ekstrawagancji, dodaną z rozmysłem i umiarem, tak jak się dodaje szlachetnych przypraw do wykwintnej potrawy. Trolle wolały zatem udać, że nic się nie stało. W każdym razie, obie świeckie uroczystości przepełnione były refleksjami, i ciepłymi wspomnieniami muzyków, prywatnie przyjaźniących się zresztą ze sobą, mających na koncie współpracę przy płycie „O!” Maanamu.

 

           Pogrzeb generała Ścibor- Rylskiego, to z kolei był typowy pogrzeb wielkiego bohatera- oficera, kawalera Virtuti Militari: Pełne skupienie, powaga, oprawa wojskowa, towarzysze broni z powstania i konspiracji, znaczący politycy z ex prezydentem Komorowskim na czele. I myślę sobie, że dobrze się stało, że nie było marionetkowych funkcyjnych PiS: teoretycznego prezydenta Adriana Budynia Dudy, ani technicznego premiera Tableta Glińskiego, ani udającego żołnierzyka Mariusza od kociej karmy, ani tym bardziej zdrajcy Macierewicza, za którym krok w krok poruszają się wydające bydlęce dźwięki łyse dwunogi przyodziane w bazarową „odzież patriotyczną”. Dzięki temu pogrzeb miał godną oprawę, uczestniczyli w nim ci, którzy chcieli uczestniczyć, a ci, którzy nie chcieli przybyć, mimo piastowanych stanowisk (zwierzchni sił zbrojnych, minister obrony narodowej, minister kultury i dziedzictwa narodowego), sami wystawili sobie świadectwo.

 

 

 

            Tymczasem na blogu "Związek niesakramentalny" rozmawiamy ze Świechną o osobach toksycznych, ze szczególnym uwzględnieniem rodziców- kliknij tu, w ten akapit, jeśli się chcesz przyłączyć.

02:48, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (10) »
piątek, 10 sierpnia 2018

            Stało się: Od 28 lipca Kulsony gonią własny ogon, a im szybciej to robią, tym szybciej im on ucieka. Podający się za prokuratorów wazeliniarze Ziobry wprowadzili nowy rodzaj przestępstwa: „ZNIEWAGĘ POMNIKA” poprzez przystrojenie w niestosowny napis „KONSTYTUCJA”, a pałownia próbuje złapać na gorącym uczynku znieważających pomniki. Jest coraz trudniej, bo słynne koszulki nosili już nawet Miś Uszatek i Syrenka Warszawska, zresztą..., kto ich nie nosił. Chyba tylko Adrian, który po konsekwentnych nie-spotkaniach z władzami USA pojechał do Australii, by wszystkim udowodnić, że na antypodach również mają go w dupie. Podobno po serii nie-spotkań z władzami państwowymi, nawet kangury odmówiły rozmowy z teoretycznym prezydentem, wobec czego rzecznik Adriana postanowił ubawić Polaków żartem, pozwólcie, że zacytuję: „Andrzej Duda nigdy nie naruszył Konstytucji. Kwestia Trybunału Stanu go nie dotyczy”. To się pośmialiśmy, dajmy Adranowi czas, by dopytał kogoś kompetentnego, może swojego promotora, prof. Jana Zimmermanna, którym w trakcie kampanii wycierał sobie gębę, a my tymczasem wróćmy do Kulsonów.

            Niebiescy podopieczni cudownie zresocjalizowanego złodzieja, Jojo- Bredzińskiego, ochraniają już nie tylko miesięcznice, ale również biura poselskie PiS i okolice pomników. Ale co mają zrobić, jeśli tych ostatnich przybywa? Ot, na przykład w Legnicy, Żółta Alternatywa (nieprzypadkowo nawiązująca do tradycji Pomarańczowej Alternatywy) ustawiła przepiękny pomnik Kaczki Myjki. Dzielne Kulsony po brawurowej akcji sprawnie aresztowały Myjkę, która w areszcie wydobywczym czeka na przesłuchanie u ludzi posła Zero. Ze swojej strony, pragnę zachęcić do odwiedzin, a może i polubienia „Żółtej Alternatywy” na f-b, bo jak głosi jej hasło: "Śmiech wrogom Ojczyzny"!!!

            Pozostając w oparach obciachu: Podający się za prokuratorów wazeliniarze Ziobry przeprowadzili dochodzenie w sprawie użycia słowa „kurwa” przez Owsiaka w przytaczanej przez niego anegdotce o podróży z ojcem i ubitą świnią. Dzielne przydupasy posła Zero po donosie blogera znanego jako Matka Kurka dopatrzyły się przestępstwa, a że "podejrzanym w sprawie" był Jurek Owsiak, domagały się procesu szczególnie gorliwie i w wyjątkowym tempie, sprawy morderstw, kradzieży i innych nie tak okropnych przestępstw, jak wulgaryzm z książki Owsiaka pozostawiając na potem- może Obywatele się przyzwyczają i będzie można już wyłącznie tkwić między pośladami tzw. Ministra Sprawiedliwości, ścigając jedynie uczciwych i niegroźnych. Sąd umorzył sprawę, ale chory z nienawiści donosiciel, by nie powiedzieć „pojeb”, wyżej wspomniany Piotr Wielgucki vel Matka Kurka, wydaje się być kimś, kto sensem życia uczynił zawracanie dupy Jerzego Owsiaka. Problem w tym, że odkąd prokuraturą zarządza znany z oskarżeń bez pokrycia przestępca sądowy, Zbigniew Ziobro, ta bez wahania rozpatruje najbardziej idiotyczne donosy. Na podobnej zasadzie nękani są lekarze, którzy pomagali ojcu Ziobry, skądinąd lekarzowi, który zgodnie ze swą wiedzą, akceptował taką pomoc. Ponieważ choroba okazała się silniejsza, a szefem prokuratury został przestępca sądowy, możliwe jest nękanie w nieskończoność. Ups...!!! A może tylko do czasu, gdy Ziobro będzie siedział, a wierzę, że będzie siedział. Ma niecałe 50 lat, więc jeszcze zdąży garować za swoją podłość. Kaczyński z Macierewiczem mogą wcześniej odwalić kitę, ale nie Zbysiu, czy wcześniej wspomniany teoretyczny prezydent Duda lub inny równolatek- Mariusz Kamiński, czego im solennie życzę. I tym optymistycznym akcentem, kończę.

            Albo nie..., jeszcze dwa słowa o Piotrze Wielguckim i Zbigniewie Ziobro. Stalking jest prawnie karalny. Stalking, czyli uporczywe dręczenie ofiary. Pragnę przypomnieć zarówno Jurkowi Owsiakowi, jak i profesorowi Dariuszowi Dudkowi, że zarówno Zero, jak i Matka Kurka, mogą i powinni być przez Was oskarżeni o przewlekły, wieloletni stalking. Tym łajdakom naprawdę należy się miejsce w celi.

 

 

23:29, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
niedziela, 05 sierpnia 2018

            Piąty sierpnia 2018, 74 rocznica rzezi Woli podczas powstania warszawskiego. Szacunkowo 40-60 tysięcy ludności cywilnej zamordowano w planowy, bestialski sposób. Kobiety, dzieci, pielęgniarki, lekarze..., mordowano każdego. Ciężko mi przychodzi nazwanie tej zagłady „śmiercią za Ojczyznę”. Właściwie w ogóle mi to nie przechodzi przez gardło, ani przez myśl nawet. Zginęli i co...? Co zyskała Polska? Jakiś ciąg przyczynowo- skutkowy? Pomogę: Pomordowani nie mogli swojej wiedzy, ni umiejętności wykorzystać w odbudowie Państwa. Polacy nawet lekcji historii odrobić nie potrafią i dziś, po ponad siedemdziesięciu latach głosują na narodowo- socjalistyczne ugrupowanie, sprzyjające jawnym faszystom.

 

            Jeszcze mniej mam przekonania do tego, czy warto było umierać. Dla kogo? Ciężko w to uwierzyć, ale to smutna prawda: W 74 rocznicę wybuchu powstania warszawskiego, sekciarski portal „Fronda” wyciągnął z szuflady i opublikował tekst z 16.10.2014 roku głoszący ni mniej, ni więcej, jak opinię że klęska powstania, zrównanie Warszawy z ziemią oraz śmierć 200 tysięcy jej mieszkańców były karą boską za liczne grzechy, między innymi za to, że w przedwojennej Polsce nie karano prawnie, ani nie uważano nawet za wykroczenia, homoseksualizmu, prostytucji i cudzołóstwa- kliknij tu- w ten akapit, by poczytać te wypociny. To nie fejk jakiegoś próbującego zdyskredytować katolików trolla, choć to wydawało mi się najbardziej prawdopodobne- ale nie, „Fronda” tego nie potrzebuje, sama narobi gnoju!

 

            Tak, jest to tak niewiarygodne, że aż powtórzę. Jakiś zasmarkany srajdek, dla którego największym życiowym zagrożeniem było to, że mu tatuś z mamusią kieszonkowego nie wypłacą, wobec pomordowanych ofiar, gwałconych kobiet, żywcem palonych i rozrywanych dzieci, wszystkich umierających z zimna, głodu, zatruć, zakażeń, ignorując ostatnich ocalałych z hekatomby powstania wojskowych i cywilów zwraca się do wszystkich obszczymurków wierzących „Frondzie” słowami „Zyg, zyg, zyg, marchewka, to kara boska była, trzeba było karać prawnie takie obrzydlistwa jak homoseksualizm, prostytucję i cudzołóstwo, a tak Bogu się wkurzył i Warszawiacy dostali za swoje”. Warto oddać życie za takich zwyroli?

            2 sierpnia 2018 zmarł generał Zbigniew Dionizy Ścibor- Rylski, ps. Motyl, jeden z najlepszych dowódców liniowych powstania warszawskiego. Przeżył mimo, iż musiał wykonywać rozkazy samobójczego ataku na Dworzec Gdański i równie pozbawionego szans powodzenia desantu na Plac Bankowy. Nigdy nie stchórzył, ale dożył takich czasów, że partyjne sługusy z IPN zarzucały mu współpracę z bezpieką i próbowały ciągać go na przesłuchania. 101- letniego, schorowanego bohatera. Z jakiego powodu? Otóż ośmielił się wstawić za innym, dziś również nieżyjącym bohaterem, Władysławem Bartoszewskim, oficerem AK z powstania warszawskiego, członkiem Żegoty, weteranem opozycji antykomunistycznej, byłym więźniem Auschwitz, który ośmielił się publicznie przeciwstawić sekcie żoliborsko- toruńskiej oraz nazwał bydłem buczących na Powązkach w rocznice powstania faszystów z łojeneru i młodzieży wszechgłupolskiej. Po kilkudziesięciu latach trzeba w Polsce znów walczyć z hejlującymi! Czy warto poświęcać życie za zasrańców, którzy trzydzieści lat po upadku komuny, gdy absolutnie nic oprócz własnej głupoty im nie grozi, nagle nabrali odwagi i biegają w koszulkach „żołnierze wyklęci” i „1944 pamiętamy”?!

 

            Polacy okazali się Narodem pełnym zdrajców, którzy opluli tych, którzy dali im wolność. Opluli najpierw Mazowieckiego, Kuronia, Geremka, potem dopiero Wałęsę, Komorowskiego, Czumę, opluli wszystkie państwa wspierające demokratyczną opozycję w Polsce, opluli nawet żołnierzy powstania warszawskiego- w imię gnoma, który w stanie wojennym nie został nawet na moment aresztowany, w imię klechy, któremu dziwnym trafem bezpieka dała pozwolenie na wyjazd na Zachód, a który później przeciwstawiał się przystąpieniu Polski do NATO i UE, w imię Antka, którego związki z agenturą Moskwy są przez PiSiorów tym bardziej ignorowane, im więcej przesłanek wychodzi na światło dzienne. Warto za nich umierać?!

 

            To moje wątpliwości- wątpliwości Polaka. A zdziwicie się, gdy usłyszycie z Zachodu „Nie chcemy umierać za Gdańsk, Warszawę, Katowice, Wrocław, Kraków (niepotrzebne skreślić)? Komu mają pomagać?! Krajowi, który mimo doświadczeń totalitaryzmów faszyzmu i komunizmu dąży do stworzenia u siebie dziwnej hybrydy tych dwóch ustrojów wspieranych przez fanatyzm religijny? Ludziom, którzy plują na państwa, które pomagały im za komuny, a po jej upadku wspierały inwestycjami, bez których mielibyśmy u nas drugą Ukrainę? Komu ma pomagać Anglik, Francuz, Amerykanin, Niemiec? Pyskatym, nadętym gnomom plugawiącym pamięć swoich własnych bohaterów walki o wolność?

 

            Do czasu wyborczego zwycięstwa PiS w 2015 byłem przekonany, że zachodnioeuropejskie armie nie wsparły Polski we wrześniu '39 z powodu pragmatyzmu, wyrachowania, strachu. I nie wątpię, że były to czynniki znaczące, ale wobec dzisiejszego zachowania tak władz Polski, jak i „suwerena”, zaczynam się zastanawiać, jaki udział w decyzji mocarstw zachodnich miało zachowanie władz przedwojennej Polski, prężenie muskułów, nadętość, buractwo, antysemityzm, pierdy o zbawcach Europy, faszyzujące manifestacje, antysemickie czasopisma- z periodykami katolickimi i „Rycerzem Niepokalanej” na czele, nacjonalistyczne organizacje polityczne, wzajemne skakanie sobie do gardeł sanacji, endecji, ludowców, komunistów. Na ile Zachód stchórzył, a na ile pozwolił się WYKAZAĆ skłóconym, walczącym ze sobą, zarozumiałym i plującym na wszystkich wokół cebulakom?!

 

 

18:19, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (10) »
niedziela, 22 lipca 2018

            Motto: Ludzie dzielą się na uczących się na błędach oraz tych, którzy udają, że błędów nie popełnili.

            Tak, to prawda. Wychowywałem się w czasach pełnych homofobii, antysemityzmu, rasizmu. W języku potocznym pełno było pogardliwych określeń ludzi o innej orientacji seksualnej, innym wyznaniu, innym kolorze skóry. Przyznanie się do bycia homoseksualistą było równoważne z bezlitosnymi szykanami otoczenia. Żydzi, Murzyni, Arabowie, Niemcy, Rosjanie, Romowie- wszyscy mieli być gorsi. Do tego dochodziła dyskryminacja ze względu na wiek i płeć. Dzieci i ryby głosu nie miały, a przemoc była traktowana jako metoda wychowawcza. Przemoc wobec kobiet także nie była niczym nowym, choć nie każdy sprawca przemocy się z nią afiszował tak, jak z „klapsem wychowawczym”. Z ludźmi starszymi też nie było różowo-odmawiano im prawa do rozrywek, modnych ubiorów, korzystania z życia- do tej pory funkcjonuje coś na kształt presji na dziadków, by zajmowali się wnukami i dokładali do ich potrzeb. Najgorzej było na wsiach, gdy ktoś dożywał wycugu (nie był w stanie uprawiać ziemi i oddawał ją dzieciom w zamian za opiekę nad sobą)- był wtedy uzależniony od dobrej woli dziedziców, a wiemy skądinąd, że grabie grabią do siebie.

            Niewiarygodne, prawda? Ale tak to pamiętam. Niby z roku na rok było coraz lepiej, ale nie w enklawach patologii, które wcale nie były takie małe, jakby się to mieszczuchom z lepszych dzielnic wydawać mogło. Pogarda dla innych, znajdujących się w mniejszości, była nam zaszczepiana tak skutecznie, że sam do tej pory łapię się na użyciu złośliwych określeń mniejszości w znaczeniu negatywnym. Walczę z tym, nawet stwierdzam, że poczyniłem spore postępy, ale czasem coś z mojego starego języka potocznego przeniknie do dzisiejszej mowy i jest mi z tym niezwykle głupio. Więc znów obiecuję sobie poprawę i pilnuję się- na szczęście z coraz lepszymi wynikami.

 

            A jak jest w dzisiejszej Polsce? Nie odnosicie wrażenia, że nastąpił wielki skok w szambo? Przed paradą równości w Opolu, fundacja pro- life wykupiła olbrzymi baner, na którym umieścili skradziony plakat (jak na wycierającą sobie gębę "Bogiem" organizację przystało- bez praw do kolportażu) sugerujący, że homoseksualiści są pedofilami, a napis głosił „Tacy chcą edukować twoje dzieci. Powstrzymaj ich!” Fundacja pro-life na co dzień za cel stawia sobie sprowadzenie kobiet ciężarnych do roli inkubatora- i to bez prawa do serwisu, za wartość nadrzędną nad życie kobiety stawiając życie zygoty, nie dziwi mnie więc, że ci łajdacy prowokują do prześladowań gejów, mimo iż całkiem niedawno doszło do dwóch głośnych samobójstw młodych ludzi w wieku szkolnym, spowodowanych homofobią właśnie.

            Zwrócę jeszcze uwagę na treść banera, bo coś mi się przypomniało. „Tacy chcą edukować twoje dzieci”. Znam nauczyciela matematyki z dużego miasta wojewódzkiego, do którego ustawia się długa kolejka chętnych na korepetycje- nie ma czasu dla wszystkich i musi wielu odmawiać. Co majętniejsi i bardziej obrotni mieszkańcy metropolii sami go proszą o pomoc dla swych dzieci. Nie wiedzą tylko, że proszą o to geja, ale to bez znaczenia, bo ich wybór im się opłaca, gdyż jest on naprawdę dobry. Być może i aktywiści pro-life ustawiają się w tej samej kolejce po korepetycje, ale prawdopodobnie nigdy się o tym nie dowiedzą, bo nauczyciel zdaje sobie sprawę ze skali homofobii, więc wątpliwe jest, by się ujawnił w pracy, mimo że nie raz i nie dwa udowodnił, jak dobrym jest nauczycielem. Dobrym i lubianym, bo uczniowie chętnie zapraszają go na imprezy pomaturalne, co nie każdemu z wychowawców się przydarza. Mimo to, jak mówiłem, raczej pozostanie w ukryciu. Podobnie wątpliwe jest, by zechciał o swej orientacji powiedzieć konserwatywnym, bogoojczyźnianym rodzicom. Rozumiecie absurd? Jak dalece rodzice nie mają kontaktu z własnym synem z przyczyny swoich, przesiąkniętych dyskryminacją poglądów! Pięćdziesięcioletni facet raczej poczeka aż rodzice umrą, niż przedstawi im kogoś, w kim się zakochał. Słodki owoc tzw. „katolickiej nauki społecznej” i pełen sukces „tradycyjnego wychowania”. Rodzina największą wartością polskiego społeczeństwa, chachacha....

            Ponieważ edukacja młodzieży jest tematem ważnym i ciekawym, przyszło mi do głowy pytanie: Kto jest bardziej uprawniony do wychowania i nauczania: ów samowystarczalny gej- nauczyciel, czy takie na przykład zakonnice prowadzące sierocińce, bo o ile wyniki naukowe i sympatia młodzieży są po stronie nauczyciela, to po stronie siostrzyczek widzę poważne wątpliwości:

  1. Czy mają one wykształcenie pedagogiczne?

  2. Jak wygląda kontrola zewnętrzna sierocińców przez nie prowadzonych?

  3. Dlaczego mam się spodziewać, że dzieci nauczą się odpowiedzialności i zostaną przygotowane do wejścia w samodzielne życie, jeżeli przygotowują je zakonne niewolnice po ślubach posłuszeństwa- na własne życzenie wyrzekające się wolnej woli i poddane rozkazom z góry- bez umiejętności samodzielnego życia we współczesnym społeczeństwie, skazane na łaskę i niełaskę swojej korporacji?

            Jak zauważyliście, nie mam wątpliwości do orientacji seksualnej zakonnic. Ta akurat kwestia jest zupełnie nieistotna, więc ją pomijam. Bardziej mnie martwi ich izolacja od realnego życia i brak samodzielności, jak również brak kompetentnego nadzoru nad ich pracą.

 

            Pozostańmy przy polskich realiach: Powiedzcie mi, dlaczego mimo XXI wieku, nie można zagwarantować bezpieczeństwa młodzieży o skłonnościach homoseksualnych? Dlaczego do prześladowań dołącza się władza i duchowieństwo, przy czym o ile poczynania władzy są do pewnego stopnia śledzone przez kamery, to poczynania duchowieństwa są niemal całkowicie niejawne? Odpowiedź jest prosta: Bo MY, NARÓD POLSKI na to pozwalamy. Podobnie, jak pozwalamy na nienawiść do Żydów, „ciapatych”, Niemców, Rosjan, Ukraińców. Wiecie, że nikt nie ściga fundacji „pro-life” z kodeksu karnego za opolski baner? Nawet Newsweek się ograniczył do stwierdzenia, iż baner przyniósł skutek odwrotny do oczekiwanego i zwiększył zainteresowanie paradą równości. I co? Będziemy czekać, aż następny nastolatek zostanie zaszczuty, bo tak jaskrawe przejawy nienawiści puszczane są mimo oczu?

 

            Polska coraz częściej jawi mi się, jako siedlisko tchórzy wyżywających się na słabszych. Choćby przez usprawiedliwianie przemocy wobec dzieci- proszę, kliknijcie tu- w ten akapit i rzućcie sobie okiem na tę historię, gdzie proboszcz w sojuszu z dyrekcją szkoły prześladował czwórkę dzieci. Poniesie ktoś konsekwencje karne, bądź chociażby zawodowe?

            Teraz z innej beczki: Co powiecie na wycofanie się raczkiem z projektu zakazu trzymania psów na łańcuchach, zakazu uboju rytualnego, zakazu hodowli zwierząt futerkowych?! Stajemy się najsłynniejszym europejskim siedliskiem zboków wyżywających się na słabych i bezbronnych. To nie jest tak, że tego typu informacje pozostają w nadwiślańskim grajdole. Takie rzeczy się niosą, a Polska ze swoją coraz powszechniejszą podłością i buractwem zdaje się dodatkowo obnosić przed resztą Europy. 1-go sierpnia 2017 niejaki Bartosz Kownacki rzekł „Dzieci i wnuki zwyrodnialców pouczają nas, czym jest demokracja”. Tak, czopku Macierewicza, pouczają, bo dzieci i wnuki zwyrodnialców nauczyły się na błędach przodków, a Polacy na naszych oczach w zwyrodnialców się zmieniają i nikomu to nie jest na rękę.

 

 

 

            P.S.

            Na blogu „Związek niesakramentalny” dyskutujemy ze Świechną o autorytetach- kliknij tu, jeśli chcesz się przyłączyć.

 

 

11:03, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (32) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53
Tagi