RSS
piątek, 26 sierpnia 2016

           Mija 37 lat od chwili, gdy rozpoczęliśmy naszą małą „podróż dookoła świata”, rozpoczynając proces pokojowych zmian podczas przechodzenia od totalitaryzmu do demokracji, czego symbolem stały się porozumienia sierpniowe. Dużo to, czy mało, to nieistotne, ponieważ zatoczyliśmy piękne kółeczko, mijając prześladowania i przemoc stanu wojennego, odwilż, kolejne rozmowy, lata demokratycznych zmian, które ostatecznie nam się nie spodobały. To znaczy, może i podobały nam się te piękne krainy, ale czekaliśmy na piękniejsze. Ogólnie przeczuwaliśmy jakiś podstęp! I stało się!!!

            Dziś SUWEREN ustami pierwszego sekretarza PiS tłumaczy, że główni negocjatorzy porozumień sierpniowych: Wałęsa, Mazowiecki, Geremek, Kuroń oraz represjonowani przez komunistów działacze Czuma, Komorowski, Niesiołowski to zdrajcy, gloryfikując jednocześnie i nagradzając komunistyczny aparat przemocy i propagandy w osobach prokuratora Piotrowicza, sędziego Kryże, szefa komórki PZPR w programie III PR Marcina Wolskiego, czy eSBeckiego tajnego współpracownika Jerzego Zelnika. Pierwszy Sekretarz PiS zaś sam pisze o sobie książki tłumacząc ludowi, że jedynymi wielkimi politykami Polski byli on i jego brat, czyli on- w imieniu brata czczony podwójnie (za siebie i brata). Z resztą (również w imieniu brata) zdarza mu się powiedzieć czasem o tym dowcip.

            To, że obecny NSZZ „Solidarność”- wzorem władz PRL- ignoruje i marginalizuje bohaterów, którzy doprowadzili do porozumień i prowadzili proces pokojowej walki aż do obrad okrągłego stołu, wyborów do Sejmu Kontraktowego 4 VI 1989 i wreszcie do w pełni wolnych wyborów 27 X 1991, niezmiennie wzbudza we mnie obrzydzenie. Zwłaszcza, że na czele związku stoi sypiający z psem Kacperkiem i żoną cwaniaczek, który w stanie wojennym jako komandos zabezpieczał odwody dla działań ZOMO (konkretnie ich oddziałów stacjonujących na terenie Telewizji Polskiej przy Woronicza). Związek również odbył swą podróż dookoła świata i wrócił do roli ludowego ramienia PZPR (ups, PiS to się teraz nazywa) i rządu wskazanego przez Pierwszego Sekretarza Pierwszego Sortu. Faktem jest, że NSZZ Solidarność partyjnym ramieniem stało się już za czasów przewodniczącego Śniadka (inżyniera, który nie przepracował jednego dnia w zawodzie, bo od razu po zatrudnieniu w Stoczni Gdańskiej zaczął „działać”), ale żeby związki zawodowe stały się wykonawcą rozkazów Pierwszego Sekretarza i wskazanego przez niego Rządu RP oraz Prezydenta RP, to stało się dopiero za przewodnictwa Dudy od Kacperka (nie mylić z Dudą od długopisu Kaczyńskiego).

            Tegoroczne obchody sierpnia obejrzymy sobie zatem (zgodnie z zasadą zatoczonego koła) w kurwizji narodowej, jak wprost mówi jej (jeszcze) prezes, realizującej misję budowania nastrojów optymistycznych i zapobiegającą niesłusznej i niepotrzebnej krytyce. To znaczy, kto obchody będzie oglądał, to będzie oglądał, bo ja akurat będę na spacerze (również zgodnie z zasadą koła). Towarzysze redaktorzy zadbają, by nie pojawiły się w niej postaci zbędne, czyli takie „osoby prywatne”, jak Wałęsa, czy Komorowski. Czas pomiędzy optymistycznymi informacjami umilą nam filmy prosto spod igły: westerny i kryminały z lat siedemdziesiątych oraz retransmisje kabaretów z czasów rządów Tuska, bo krytyka- tak, ale jedynie ta słuszna- dotycząca okresu błędów i wypaczeń. Inna jest zbędna.

            Tymczasem SUWEREN śpi spokojnie, bo dobra zmiana zdążyła przywrócić porządek z lat komuny także w innych aspektach życia- n.p.: zlikwidowała zbyteczną reformę w szkolnictwie, zlikwidowała zbyteczną reformę emerytalną, po likwidacji reformy służby zdrowia, ta wraca do stanu z lat komuny, trwają prace nad zakneblowaniem i likwidacją zbędnego Trybunału Konstytucyjnego, zlikwidowano zbędną modernizację armii wstrzymując równie zbędne przetargi na uzbrojenie (wszystkie jakie były), partyjny prokurator generalny robi porządek ze zbyt niezależną (a takowa jest zbędna) prokuraturą. Ustawa o handlu ziemią robi z rolników niewolników, gdyż zakaz zbędnego wolnego obrotu ziemią wiąże ich do gruntu, na którym mają odrobić pańszczyznę. Oczywiście są „właścicielami”, tyle że tylko na papierze, bo właściciel może sprzedać ziemię, a ustawa umożliwia im oddanie ziemi za półdarmo „świętemu Kościołowi”, lub bogatszemu niewolnikowi. Czekam tylko, aż klasa robotnicza znów stanie się „właścicielem” środków produkcji (oczywiście takim samym, jak rolnicy, czyli bez możliwości sprzedaży tych środków, za to z możliwością pracy ku chwale Ojczyzny). Gdy kto spyta: To gdzie my jesteśmy? Na razie tu, gdzieśmy wsiedli! Tylko cicho, dobra zmiano, tylko cicho!

            Marek Grechuta pojawia się nieprzypadkowo, bo kończą się obchody 60- lecia Piwnicy pod Baranami, w której działał i on. 10 września w Teatrze im. Słowackiego odbędzie się koncert jubileuszowy „Na naszej wyspie”. Spieszcie się, bo kabarety i teatry w obecnej formie też stają się zbyteczne, jak to dowodzi przykład Teatru Polskiego we Wrocławiu, gdzie dyrektorem został kompetentny niczym dobra zmiana stadniny w Janowie Podlaskim, Cezary Morawski. Jak mawiał klasyk:

Nad wszystkim czuwa gospodarz domu.

Nie da on krzywdy zrobić nikomu!

O każdej porze każdemu pomoże!

O! Mój Boże!

 

 

17:10, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
niedziela, 21 sierpnia 2016

            No i zdziwiło się Ministerstwo Finansów: „Laboga! Nie chce rosnąć!” Toż to dopiero zaskoczenie! Ekonomy (bo przecież nie ekonomiści) „dobrej zmiany” zapewniali, że z powodu programu „500+” zwiększy się tempo wzrostu PKB i okazało się, że nici z tego. Nawet analitycy rządowi zmniejszyli prognozy z butnie zapowiadanych 3,8% do 3,5%, a niezależni analitycy obstawiają 3,3%. Zaskoczenie? Nie, moi drodzy: U nieposiadających wiedzy, nazywam to głupotą, a u posiadających ją- sekciarską obłudą. Już tłumaczę, najprzystępniej jak potrafię, dlaczego.


           PKB, jak sama nazwa wskazuje, to PRODUKT KRAJOWY BRUTTO, czyli suma wartości produktów (w tym usług) powstałych w kraju, przed opodatkowaniem. „500+” nie jest wartością wyprodukowanych dóbr, lecz tylko zwykłym przełożeniem wcześniej zarobionych pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej, tak jak w przypadku złodziejstwa, czy żebrania- nie może więc nijak zwiększyć PKB, gdyż dla tego wskaźnika obojętne jest, czy pieniądze zainwestuje administracja państwowa, czy wyda je zjadacz chleba, który dostał tych 500 złotych w wyniku przesunięcia wydatków państwowych. Poniższa historyjka na konkretnym przykładzie wyjaśnia, jak to działa. Dla wyborców PiS zaś przygotowałem filmowe wyjaśnienie na ich poziomie.


            Nie dalej, jak dwa tygodnie temu przemierzałem średniej wielkości miasto o stosunkowo dużych dochodach (Puławy). Nie sam: Wraz ze mną szła bardzo moherowa zwolenniczka „dobrej zmiany”. Minęliśmy dawne kasyno wojskowe, które po likwidacji jednostki przeszło we władanie miasta. Na zewnątrz widać było ślady rozgrzebanego remontu, który został ostatnio zatrzymany, co potwierdziła mi towarzyszka mówiąc: „Rozpoczęli tu remont, ale widać zabrakło im pieniędzy, bo od kilku tygodni nic nie robią”. Jakiś czas później, wskazała mi olbrzymi dom kultury (dla niepoznaki nazwany Domem Chemika) objaśniając, że miał być remontowany, ale widocznie mają kłopot z kasą. Dwa obiekty należące do miasta, które musiało zmienić plan wydatków z powodu „500+”. Bo co z tego, że obywatel Dzieciaty dostanie 500 złotych i je wyda w sklepie, skoro miasto nie będzie mogło przeprowadzić remontu i zapłacić firmie budowlanej, a ta z tego powodu zwolni kliku pracowników, bądź sama padnie, więc dalszą konsekwencją będzie brak zakupów zrobionych przez firmę i zwolnionych pracowników. Pieniądz, który nie ma pokrycia w produkcie, bądź usłudze nie może zwiększyć PKB. Nie można do PKB 2 razy wliczać pieniądza, na który zapracowano tylko raz, a później jedynie zmienił właściciela.

            Najbardziej jednak zadziwia mnie to, że media czujące za swą misję objaśnianie w przystępny sposób mechanizmów ekonomicznych prostym ludziom, milczą na ten temat, powielając jedynie rządowe pierdoły o tym, że myśleli, że będzie więcej, ale teraz jednak uważają, że będzie mniej. Podobnie media milczą w temacie przyczyn zapaści w przemyśle i budownictwie, które wobec tego ja bardzo chętnie przybliżę na konkretnym przykładzie.

            Każdy wie, że po (buuuuchachacha....) „dobrej zmianie”, szefem MON został obywatel specjalnej troski, poseł Macierewicz Antoni- z wykształcenia historyk. Każdy minimalnie zorientowany w polityce słyszał, że historyk ten wstrzymał realizację kontraktu na bojowe śmigłowce transportowe typu Caracal dla naszej armii. Za to już nie każdy wie (bo kurwizja, ni inne „media narodowe” o tym nie informowały), że wspomniany minister wstrzymał REALIZACJĘ WSZYSTKICH PRZETARGÓW DLA ARMII- nie tylko tych na śmigłowce. To skąd do jasnej cholery mielibyśmy mieć rozwój przemysłu, skoro wraz z zatrzymaniem przetargów, zatrzymano inwestycje z nimi związane?! To jednak nie wszystko, bo jest jeszcze coś, o czym wie mało kto.


            Jedynie pracownicy odpowiedniego szczebla dużych i uznanych firm zdają sobie sprawę z tego, że przy każdej zmianie władzy następuje lekkie opóźnienie w prowadzonych przetargach- z oczywistego powodu- nikt nie chce brać na swojej barki odpowiedzialności za decyzje poprzedników, nikt nie wybierze w ciemno zwycięzcy przetargu. W wypadku „dobrej zmiany”, zwyczaj ten został jednak rozdęty do paranoicznego zatrzymania wszelkich procedur przetargowych, bowiem partyjniocy Kaczyńskiego z założenia wszystko, co nie wyszło z ręki PiS traktują jak przestępstwo, w którym nie chcą uczestniczyć. O tych opóźnieniach nie mówi się w wiadomościach, bo SUWEREN nie lubi monotonnych danych, bo woli komentować paranoję smoleńską- wyrażając zachwyt, bądź dezaprobatę. Woli gadać o Dniach Młodzieży, „500+”, Olimpiadzie, in vitro i aborcji. Opóźnienie, czy też zastój oznacza, że jest NUDA, NIC SIĘ NIE DZIEJE, jak w polskim filmie! SUWEREN o tym nie porozmawia, bo go to nie kręci. Jednak i to nie są wszystkie przyczyny zastoju przemysłu i budownictwa.


            Wyobraźmy sobie, że chcielibyśmy rozwinąć swoją własną firmę i zainwestować dotychczasowy zysk, może nawet zbudować coś na kredyt. Z pewnością chcielibyśmy, by nasza inwestycja zaczęła jak najszybciej zarabiać. Czy wybralibyście Wolskę, gdzie byle psychol może odwołać wasz przetarg, bo prezesowi panu się coś przyśniło, mając do wyboru co najmniej dziesięć innych europejskich lokalizacji, gdzie inwestycje zagraniczne przyjmowane są z pocałowaniem ręki? A na dodatek Wolacy kąsają po kostkach inwestorów, zwłaszcza obcokrajowców, bo zaślepieni zawiścią, programowo atakują każdego, kto potrafi zarobić pieniądze, a nie ukraść drugiemu w ramach „500+”.


            Jakże absurdalnie brzmi tłumaczenie wicepremiera i ministra rozwoju, Mateusza Morawieckiego, który winą obarcza, a jakże, poprzednią ekipę, bo (cytuję) "NIE PRZYGOTOWAŁA PŁYNNEGO PRZEJŚCIA DO NOWEJ PERSPEKTYWY". Pomijając to, że wypowiedź jest zwykłym bełkotem PiSowskiej nowomowy, zastanówmy się jak można przygotować płynne przejście do nadejścia antypolskich zbrodniarzy, którzy w pierwszym rzędzie wstrzymują realizację wszystkich przetargów, próbując je unieważnić. Jedynym wyjściem byłoby samemu wszystko zburzyć, zanim to zburzy "dobra zmiana", która wtedy nie wyglądałaby tak żałośnie na tle poprzednika. Piosenka powyżej opowiada o takim właśnie mazgaju, jak Morawiecki, który winę za brak swych dokonań zrzuca na wszystkich wokół, a nie przychodzi mu do łba prosta myśl, by ruszyć leniwą dupę i zrobić coś pożytecznego. Autor w momencie powstawania utworu był bardzo młody i niedojrzały (chciałbym wierzyć, że śpiewa ironicznie, lecz obawiam się, że robi to całkiem serio), więc akurat jemu można wybaczyć to biadolenie o złośliwcach przeszkadzających mu w życiu, ale wicepremier i minister rozwoju mógłby już zamienić krótkie porcięta na coś poważniejszego. Na zakończenie dwa cytaty:

            Margaret Thatcher: „Nie ma czegoś takiego, jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma własnych pieniędzy”.

 

 

 

 

19:55, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (32) »
piątek, 19 sierpnia 2016

           Wygląda na to, że polska część moich wakacji właśnie się skończyła, a pochwalę się, że oprócz tradycyjnych kierunków górskich, tym razem odwiedziłem także Krainę Buraka Cukrowego i właśnie na drogach Lubelszczyzny zwróciłem uwagę na dziwną modę: naklejanie na samochód stylizowanego na kotwicę symbolu „Polska Walcząca”. Z czym ich właściciele walczą (oprócz kaca, hemoroidów, grzybicy stóp i nieświeżego oddechu oczywiście)?! W głowę zachodzę- może z dotacjami unijnymi?! Wszak większość mieszkańców tej krainy głosowała na traktujący UE jak wroga PiS! Widziałem także znak ten wywieszony na jednej z zabytkowych willi w Nałęczowie. Ani chybi jakaś placówka, która przeoczyła zakończenie wojny! Podobną sytuację opisał Dušan Kovačević, a na ekran przeniósł Emir Kusturica (w „Underground”- poniżej piosenka z filmu)- nie wiedziałem, że i w Polsce się tego doczekamy! Gorzej, że tam wojna wróciła- i to w wersji walki bratobójczej- mam nadzieję, że to nie zakamuflowana przepowiednia dla Polski!

            Urodziłem się ponad ćwierć wieku po zakończeniu II wojny światowej, więc i nie czuję się uprawniony do obrażania się za bezprawne używanie znaku przeznaczonego dla konspiracyjnych organizacji okupowanej Polski (z Armią Krajową na czele), ale nie dziwię się, że urażeni czuć się mogą ostatni z żyjących żołnierzy AK, czy innych form antyhitlerowskiego ruchu oporu. Byle obszczymur może dziś paradować obwieszony symbolami, za które w latach wojennych (i pierwszych powojennych- niestety- też) groziła śmierć, choć jednemu z drugim ptasiego mleka brakuje, a największym zagrożeniem jest policja czyhająca na wykroczenia drogowe lub czynny fotoradar. O! Przypomniała mi się jeszcze jedna historia człowieka, który nie wiedział, że wojna dawno się skończyła- był to podporucznik armii Cesarstwa Japonii Hiro Onoda. Poniżej piosenka z albumu koncepcyjnego, przypominającego jego dzieje.

            Nie bez kozery zwracałem uwagę ja, zwracali uwagę inni blogerzy i komentatorzy życia politycznego, że to wstyd, gdy urodzeni 4 lata po rozwiązaniu AK bracia Kaczyńscy uzurpowali sobie związki z tą konspiracyjną organizacją wojskową. Jeszcze większym wstydem było, gdy jacyś człekokształtni, również uzurpujący sobie związki z AK, wydawali zwierzęce odgłosy na Powązkach podczas przemówienia podporucznika AK, żołnierza powstania warszawskiego, Władysława Bartoszewskiego w rocznicę wybuchu powstania. Ekstremum zaś wstydu przypadło na okres (buuuchachacha) „dobrej zmiany”, gdy PiSowskie boCHatery (że tak nawiążę do słynnej wypowiedzi profesÓr Pawłowicz- żadne „lewactwo” nie będzie mnie uczyć ortografii) za pośrednictwem całkowicie uległego IPN próbowały sądzić bohatera powstania warszawskiego, wówczas majora, a dziś generała brygady Ścibora- Rylskiego. Ja sobie mogę mówić i pisać o wstydzie do woli, ale przecież, jak mawiał prezes pan, jego sekty nikt nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe, choć krok za krokiem zbliżała się kompromitacja.

            Zaczęło się od wszelkiego rodzaju koszulek i plakietek z powstańczymi odniesieniami. Większość z nich żenująco kiczowatych, do granic groteski przesyconych symbolami. Prywatnie, największy niesmak budziły we mnie koszulki udające zakrwawione ranami odniesionymi w walce, noszone (a jakże!) przez przeróżnych maminsynków, ewentualnie przez wychuchane córcie tatusiów, które co prawda widziały krew co mniej- więcej miesiąc, lecz nijak nie chciała ona pochodzić od postrzału. Ponieważ sekta nadal nie chciała zauważyć różnicy między marzeniem o byciu bohaterem a bohaterstwem, ta ponura groteska eskalowała, aż na rynku pojawił się poniższy produkt:

            Tak, tak..., doskonale rozpoznajecie, to kij baseballowy z kotwicą Polski Walczącej. Podobno będzie w tej sprawie śledztwo, choć prywatnie uważam, że powinno objąć również łajdackie włączenie paranoi smoleńskiej do obchodów rocznicy powstania warszawskiego przez Antoniego M.!

            Zacząłem od wizyty na Lubelszczyźnie i na niej zakończę. Okazja ku temu jest istotna, bowiem zakończyła się aukcja koni w Janowie Podlaskim- tamtejsza stadnina, niegdyś chluba Polski, a po „dobrej zmianie” siedlisko przestępstwa i nieudolności, za wszelką cenę starała się udowodnić, że partyjniocy z PiS nie zrujnowali jej renomy. PiSowscy wyrobnicy starali się to zrobić w jedyny znany sobie, przestępczy sposób, podstawiając SŁUPA do podbijania licytacji w celu wywindowania ceny sprzedawanych klaczy. Albo, żeby nie narazić się na oskarżenia o pomówienie, odwołam poprzednie zdanie, zastępując je tym: PiSowscy wyrobnicy, wbrew praktyce zabezpieczenia uczciwości aukcji, tym razem NIE WPROWADZILI WYMOGU WADIUM, UMOŻLIWIAJĄC SŁUPOWI BEZKARNE PODBIJANIE CENY KLACZY. Na nieszczęście „dobrej zmiany”, SŁUP podbił cenę o jeden raz za dużo i nikt już nie chciał go przebić, więc korzystając z tego, że dzięki PiSowskim partyjniokom nie musiał wpłacać żadnego zabezpieczenia, po prostu zniknął bez śladu. Aukcję powtórzono, lecz najpoważniejsi, skłonni zapłacić najwięcej klienci wycofali się widząc, że są robieni w bambuko. Straty stadniny spowodowane tak przeprowadzoną licytacją, to grubo ponad milion złotych, ale prawdziwych strat, wynikających z utraty zaufania wieloletnich klientów nie da się wycenić. Przypomnę, że cała historia zaczęła się od tego, że senator z ramienia PiS, a prywatnie hodowca koni, Jan Dobrzyński próbował szantażować nadzorujących aukcję koni arabskich Marka Trelę (dyrektora stadniny w Janowie), Jerzego Białoboka (dyrektora stadniny w Michałowie) oraz Annę Stojanowską (ekspertkę z Agencji Nieruchomości Rolnych d.s. Koni Arabskich), żądając od nich wystawienia swojej klaczy z zawyżonym numerem startowym (domagał się dla niej miejsca w pierwszej dziesiątce). Gdy nadzorujący aukcję się nie ulękli i przydzielili klaczy należne 23 miejsce, senator Dobrzyński nie mógł być zadowolony. I patrzcie, jakimż to zbiegiem okoliczności właśnie te trzy osoby zostały po „dobrej zmianie” zwolnione i zastąpione PiSowskimi miernymi, ale wiernymi. Wcale nie zemsta, prawda?! Później na skutek braku wiedzy PiSowskich aparatczyków, padły dwie arcyważne dla hodowli w Janowie klacze należące do najbardziej chyba rozpoznawalnej klientki stadniny, Shirley Watts, małżonki słynnego perkusisty z The Rolling Stones, Charliego Watts. Pamiętajmy jednak, że „dobra zmiana” nastąpiła nie tylko w stadninach koni, gdzie gra toczy się o marne miliony. Partyjni aparatczycy z PiS objęli stanowiska w najpoważniejszych spółkach Skarbu Państwa, gdzie stawką są dziesiątki i setki milionów, a nawet miliardy złotych oraz BEZPIECZEŃSTWO KRAJU!

 

            Wracając do stadniny w Janowie Podlaskim. Po skandalicznej aukcji do dymisji podał się wiceprezes Agencji Nieruchomości Rolnych, Karol Tylenda, a dymisja została przyjęta przez ministra rolnictwa i rozwoju wsi, Krzysztofa Jurgiela. A bohater filmu poniżej, inżynier Mamoń, również został zdymisjonowany przez RADĘ REJSU, bo przecież nadużywał piwa w godzinach urzędowych!

 

 

21:02, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
niedziela, 10 lipca 2016

           Za nami warszawski szczyt NATO, umiejscowiony w Polsce dzięki staraniom i zasługom poprzedniego rządu (choć oczywiście nie byłby możliwy bez tych wszystkich, którzy wprowadzali Polskę do NATO i zaznaczali naszą obecność w sojuszu). Niby to jest oczywiste, ale na wszelki wypadek przypominam, bo być może czytać będzie ten felieton ktoś z sekty toruńsko- żoliborskiej. To żenujące, że trzeba od tego zaczynać, ale wobec PiS- owskiej propagandy gumkującej z naszej historii Wałęsę, Geremka, Kuronia, Mazowieckiego, Bartoszewskiego, czy Kwaśniewskiego- nie mam wyjścia. A teraz do rzeczy!

            Z oczywistych powodów gospodarzem szczytu była teoretyczna głowa państwa, niewolnik Duda. Formalnie Prezydent RP, realnie długopis Kaczyńskiego. Z równie oczywistych względów, do głosu dopuszczony był Wielki Eciepeci PiS i Pierwszy Kukunamuni Sekty Smoleńskiej w randze Ministra Obrony Narodowej, Antoni Macierewicz. Kogoś tu jednak brakuje i podpowiem, że nie chodzi o teoretyczną premier Beatę Szydło, ani o nadpapieża Rydzyka. Tak! Dobrze kombinujecie- chodzi o małego! Zauważyliście, że ten, przed którym Duda grzywą gotów pajęczyny omiatać, do którego żoliborskiej willi melduje się po nocach, którego polecenia podpisuje nawet ich nie czytając, ani nawet nie stwarzając pozorów, że je czyta, że ten to właśnie Jarozbaw Żółtozęby był podczas tego szczytu omijany, jak trędowaty? Unikano go, niczym Łukaszenki w ONZ. Ponieważ media pominęły ten fakt milczeniem, czuję się w obowiązku go podkreślić. Niejako przy okazji tego, jak Wolny Świat traktuje obecne władze, zachęcam do obejrzenia filmiku, zwłaszcza w okolicach 9 minuty, gdy Barack Obama przypominając zasługi Polski w walce o demokratyczne wolności mówi, że również w tej chwili Polska o nie walczy, następnie wyraża zaniepokojenie działaniami dotyczącymi Trybunału Konstytucyjnego RP i przypomina o wolności prasy i niezależnych sądach- zwróćmy też uwagę, że nawet rydzykowa telewizja Trwam (celowo użyłem filmu z jej anteny, choć między minutą 9:40 a 9:45 tłumacz pominął wymienione przez Obamę instytucje demokratyczne- sądy i wolną prasę) wyemitowała słowa Obamy- w odróżnieniu od „Wiadomości” kurwizji Kurskiego Jacka, które wzorem bolszewickich stacji, „omówiły” słowa Prezydenta USA, oczywiście tak omawiając, by nie powiedzieć, co powiedział. Zwróćmy też uwagę na końcówkę filmu, gdy Barack Obama POKLEPUJE DUDĘ ANDRZEJA po plecach. Sekciarze powinni to sobie puścić z dziesięć razy. Przypomnę, iż bandycka propaganda PiSowskich zdrajców Polski głosiła, że gdy Donald Tusk był poklepywany, oznaczać to miało lekceważenie. Oczywiście głoszono to, gdy nikt z PiS nie mógł nawet pomarzyć, by się spotkać z kimkolwiek znaczącym, stąd i nie mógł być potraktowany tym popularnym na Zachodzie gestem przyjaźni. Wystarczyło jednak postawić Dudę obok Obamy i widzimy, co się stało. No, ale w Grajdołkowie, gdzie „Suweren” krąży między knajpą, a sklepem z winem prostym i kruchtą, dalej uważają, że coś wiedzą o politycznych obyczajach.


            Cały czas przypominam, że tak naprawdę zignorowany, wręcz zupełnie pominięty został szef sekty- Kaczyński Jarosław. To z nim nikt znaczący się nie spotkał, ani nie wyjawił takiej chęci, to jego schowano do izolatki, niczym trędowatego. Spotykano się z Donaldem Tuskiem, Andrzejem Dudą, nawet z Antonim Macierewiczem, David Cameron spotkał się z Beatą Szydło, przyjęto też ukraińską delegację z prezydentem Petro Poroszenko na czele i Nadiją Sawczenko u boku, a posłowi Kaczyńskiemu pokazano miejsce w szeregu, omijając go szerokim łukiem.


 

00:04, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (19) »
wtorek, 28 czerwca 2016

           Zanim przejdę do właściwej części felietonu, jedno wspomnienie. Mniej- więcej 10 lat temu miałem wątpliwą przyjemność podróżowania w jednym przedziale z dwoma młodymi „patry-jo-wariatami” z Młodzieży Wszechpolskiej- dumnie przyodzianymi w koszulki z logo tej organizacji. Podobno jechali na zjazd europejskiej organizacji zrzeszającej faszystów i nacjonalistów. Już sam fakt istnienia takiej organizacji stanowi kuriozum, gdyż to taka „międzynarodówka narodowców”, czyli taki klub towarzyskich samotników- sprzeczność sama w sobie. Dokładnie ten sam sens ma głodówka z przerwami na posiłki, czy trzeźwość wzmocniona zażywaniem spirytusu, który zresztą wspomniani młodzieńcy spożywali podczas podróży w formie przemysłowo rozcieńczonej wodą i koncentratem owocowym, zwanej w tamtych rejonach kraju „męczennikiem”, czy „czachojebem”, ewentualnie „mózgotrzepem”. Podczas spożywania dziwnych płynów, chłopcy wymieniali się „złotymi myślami” na temat „ŻYDOSTWA”, „NIEMCÓW” i „LEWACTWA” niszczącego Polskę, niejako przy okazji padł także jakiś „żarcik” o tym, gdzie powinien leżeć asfalt. Na stacji Puławy Miasto dosiadła się do nas grupka studentów, powracających z językowego obozu UNESCO w Puławach. Pracowali tam, jako lektorzy- wolentariusze. Traf chciał, że była to grupka wielonarodowa i w dodatku „różnokolorowa” (biało- żółto- czarna). Podpici młodzieńcy wszechpolscy nagle zapragnęli integracji towarzyskiej i zupełnie nie poczuli dysonansu między celem zlotu, na który się udawali z celem obozu UNESCO, z którego wracali studenci. Szczęśliwie, nikt z nich nie wiedział, co to jest „Młodzież Wszechpolska”, bo wykazujący braki językowe chłopcy potrafili jedynie wydukać, że jadą na „meeting of that organization” (z dumą prezentując polskie napisy na koszulkach). Jeszcze szczęśliwszym zbiegiem okoliczności było, że studenci w Radomiu przesiadali się do innego pociągu, więc „integracja” nie trwała więcej, niż godzinę. Goście z zagranicy pojechali zwiedzać egzotyczny dla nich kraj, a męczennikiem zmożeni patryjowariaci się pospali. Zgadnijcie, kto z nich lepiej poznał Polskę?

            Dziś- po upływie tylu lat od zdarzenia myślę sobie, że tych dwóch młodzieńców zupełnie nieświadomie stało się metaforą dyplomatolstwa z PiS. Jechali w jednym przedziale z wykształconymi Obywatelami Świata, jednak woleli spijać swojego męczennika, niż wynieść cokolwiek dla siebie. Ich drogi się rozeszły: Studenci pojechali poznawać Świat i integrować z ludźmi, a oni pojechali pić w większym gronie- integrować się z głoszącymi niemożność integracji.

            Zauważmy, że „przyjaźnie” zagraniczne PiS ograniczają się do polityków o separatystycznych tendencjach, których kraje są zainteresowane Polską jedynie propagandowo, bo ich gospodarki nie mają zbyt wielu wspólnych interesów, ze względu na bliższy dostęp do innych, sprawdzonych partnerów (jak Wielka Brytania) lub zwykłą słabość (Węgry, Słowacja). W dodatku, przyjaźnie te są iluzoryczne, bo każdy rząd o nacjonalistycznych poglądach jest z definicji zapatrzonym w siebie, krótkowzrocznym egoistą. Właśnie Wielka Brytania zostawiła Polskę z jej PiSowską władzą na forum unijnym i poszła swoją drogą. Jak mawiają żołnierze: „Fuj jej w pupę i karabin na plecy” (czy jakoś tak)! Nieco wcześniej Węgrzy Orbana pokazali, jak dalece mają w tyle interesy „przyjaciół” znad Wisły i olali sankcje wobec Rosji, piejąc peany na cześć Putina. Wynika to z silnego związku gospodarki węgierskiej z Rosją i pomijalnego związku z gospodarką Polski. Na ostatnim spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej PiS próbowało stworzyć sojusz przeciw demokratycznym wartościom Europy i już w trakcie tego spotkania dostało kubeł zimnej wody na łeb, bo ani Czechy, ani Słowacja nie były zainteresowane wejściem w otwarty konflikt ze starymi państwami Unii Europejskiej. Pytanie brzmi: Czego się spodziewało PiS? I co na tym zyskała Polska?

            Tymczasem na Żoliborzu i Nowogrodzkiej powstają plany, na wieść o których psychiatrzy z Tworek szykują świeże kaftany. Prezes Pan chce ROZLICZYĆ przywódców unijnych. Wiecie za co? Buuuchachacha..., za BREXIT!!! Tchórz z Żoliborza, który moczy się na myśl o spotkaniu twarzą w twarz z obrażanymi przez siebie politykami, chodzący w wiecznym otoczeniu wianuszka przydupasów i ochroniarzy (nawet w pełnym ochrony Sejmie), chce rozliczać przywódców europejskich z tego, że tacy zdrajcy jak on sam, knuli przeciw Europie i gdy tylko mogli, starali się ją osłabić. Dyplomatolstwo PiS przyjęło szaleńczą strategię szantażu UE tym, że jeśli Unia nie pozwoli Kaczyńskiemu podeptać prawa wraz z demokracją, to strona polska oficjalnie poprze tendencje separatystyczne w Wielkiej Brytanii, a póki co, będzie siedzieć cicho życzliwie przyglądając się wyspiarskim nacjonalistom, ale oficjalnie ich nie popierając. Podstawowym defektem tej strategii było to, że jest do dupy, bo wraz z BREXITEM skończyła się możliwość szantażu, bo i czym teraz mogą straszyć- ponownym zastrzeleniem trupa?!

            W sobotę odbyło się spotkanie ministrów sześciu państw- założycieli UE. To jasny sygnał dla różnych Kaczyńskich, Orbanów i innych leszczy: „Unia Europejska świetnie sobie radziła bez was i teraz albo się dostosujecie, albo możecie spadać na drzewo banany prostować. Wielka Brytania spada, wy możecie się dołączyć- droga wolna, my sobie poradzimy”! Co na to Kaczyński? Ogłasza, że chce rozliczać polityków unijnych! No już widzę, jak spać nie mogą, bo mały frustrat z Żoliborza puszcza bańki nosem i dym uszami! W Polsce miał on za sobą tzw. „zwyczajnych ludzi”. Tymczasem rzućmy okiem, co myślą tacy sami „zwyczajni”, co to w Polsce głosowaliby na PiS.

            Ledwie Wielka Brytania przegłosowała BREXIT, a brytyjskie mury i równie brytyjski internet pokryły się hasłami wypisywanymi przez „ZWYCZAJNYCH”. Ciekawi jesteście jak brzmią? Na przykład „POLSKIE ROBACTWO DO DOMU” i temu podobne teksty, dobrze znane moherowej sekcie, która do wspomnianego domu wysłałaby „ROBACTWO” zgoła innych nacji. Możliwe, że chodzi o mityczny „DOM PANA”, bo do jakiegoż innego domu wraz z Arabami i Żydami odsyłaliby „LEWAKÓW” (przy czym lewakiem może być na przykład ktoś, kto zna zasady polskiej ortografii i pisze „WZIĄĆ”, zamiast „WZIĄŚĆ”, jak by chciała twierdząca, że tego jej uczono profesÓr Krystyn a' la Pawłowicz).

            Nie mogłem się powstrzymać od drobnej memowej złośliwości dotyczącej BREXITU z EURO 2016, jaki reprezentacji Anglii zafundowała Islandia- polarny kraj liczebnością populacji ludzkiej dorównujący Lublinowi. Jeśli zaś chodzi o komentarze do tego meczu, najbardziej podobał mi się ten nieznanego mi autora, że Anglicy grali tak, jakby zwycięstwo im się od Islandii należało. Od siebie dodam, że PiS również zachowuje się tak, jakby coś od Europy mu się należało- podobnie jak Anglia, dostanie to, co mu się naprawdę należy.

 

 

16:33, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (17) »
sobota, 25 czerwca 2016

           Jestem właśnie po lekturze ciekawego artykułu z Magazynu Wyborczej o brytyjskim narodowym populiście, który jest uznawany za głównego sprawcę i orędownika BREXITU (możecie go przeczytać, klikając w ten akapit, jeśli macie prenumeratę Wyborczej). O ile nie podzielam zachwytu nad tym człowiekiem, to chętnie na jego przykładzie pokażę, jak działa populizm i jak szybko się obraca przeciw tym, którzy go stosują.

            Nigel Farage, bo o nim mowa, zasłynął pełną pogardy mową do Hermana Van Rompuy- ówczesnego Przewodniczącego Rady Europejskiej, poprzednika Donalda Tuska. Oto jej fragmenty:

 

            ”Powiedziano nam, że gdy będziemy mieli przewodniczącego, zobaczymy wielką postać o światowej renomie. Człowieka, który mógłby być politycznym przywódcą 500 milionów ludzi. Cóż, obawiam się, że dostaliśmy pana. Nie chcę być niegrzeczny, ale naprawdę ma pan charyzmę mokrej ścierki i wygląd urzędnika bankowego niskiego szczebla. Kim pan jest? Nigdy o panu nie słyszałem. Żaden Europejczyk o panu nie słyszał. Chciałbym więc pana zapytać: kto na pana głosował?(...)

            - Wydaje się, że pan nienawidzi samej idei państwa narodowego - ciągnie Farage. - Może dlatego, że jest pan z Belgii, która praktycznie nie jest państwem. Nie ma pan żadnej legitymacji do wykonywania tej pracy. Mam mocne podstawy uważać, że mówię w imieniu większości Brytyjczyków: Nie znamy pana, nie chcemy pana i im szybciej odejdzie pan na zieloną trawkę, tym lepiej....”!

 

            Ciekawa mieszanka wścieklizny i kompletnej ignorancji, nie mówiąc już o opluwaniu przeciwników politycznych i uprawianiu antypolityki w stylu Kaczyńskiego, czy JKM. Jedynym powodem, który sprawia, że takie kretynizmy działają, jest adresat: Przygłupi, niedouczony wyborca, któremu się wydaje, że wszyscy dookoła go krzywdzą, a już zwłaszcza obcy, na przykład jakiś belgijski Przewodniczący Rady Europejskiej.


            Zwrócę teraz uwagę czytelnika na największe idiotyzmy powyższych fragmentów wypowiedzi NF. Po pierwsze, ten czubek chwali się tym, że nie wie kim jest Herman Van Rompuy i nigdy o nim nie słyszał. Byle przygłup z pubu, który zna jedynie swój grajdołek, barmana, szefa w pracy i paru gości od opróżniania kufli pomyśli teraz sobie: „Fuck, on dobrze gada”. Ba, nawet polityk takiego szczebla, jak Stanisław Anioł z Pułtuska (serial „Alternatywy 4”) również nie wie, kim jest HVR. I on również myśli sobie „No właśnie: Kaczyńskiego znam, Ziobrę znam, Korwina znam, Tuska znam, a jakiegoś HVR nie znam za cholerę”. Od razu Czytelnika uspokoję, że zarówno polityk z Pułtuska, jak i zapity Cockney z robotniczych dzielnic wschodniego Londynu, świetnie sobie radzą bez znajomości szefa Rady Europejskiej i do niczego nie jest im to potrzebne DOPÓKI NIE ZECHCĄ UPRAWIAĆ MIĘDZYNARODOWEJ POLITYKI. Dopiero wtedy nieznajomość nazwiska Rompuy staje się strasznym obciachem i znakiem, że lepiej się rozebrać i popilnować ubrania, niż dalej iść ta drogą. HVR nie jest bowiem człowiekiem znikąd, jak nie przymierzając Duda Andrzej, czy Gliński Piotr. HVR to doświadczony polityk, były przewodniczący belgijskiej chadecji, wieloletni wicepremier i minister finansów, przewodniczący Izby Reprezentantów i wreszcie Premier Belgii. Jeżeli ktoś, kto chce uprawiać politykę europejską chwali się tym, że nie zna takiej postaci, to naprawdę jest zarozumiałym przygłupem, nikim więcej!


            Kolejna arcygłupia rzecz, jaką powiedział Farage do Rompuy'a, to oskarżenie, że rzekomo nienawidzi idei państwa narodowego (w domyśle- idei głoszonej przez Nigela Farage). Szczerze powiedziawszy, to Wielka Brytania jest ostatnim państwem w Europie, o którym można powiedzieć „państwo narodowe”, gdyż jest to zjednoczenie Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii Północnej. Mało tego, Wielka Brytania jest zalana emigrantami z brytyjskich kolonii, a stało się nie za sprawą Unii Europejskiej, a za sprawą kolonializmu brytyjskiego. Jakim trzeba być idiotą, by uważać UK za państwo narodowe, a jakim superczubem być należy, żeby go słuchać i głosować tak, jak on podpowie. Przy tej głupocie, mało znaczącym staje się kolejna, gdzie ten osioł uznał Belgię za „praktycznie nie- państwo”. Bo co? Bo jest federacją? A Wielka Brytania, to czym niby jest?! Gdybym zaś porównał popularność tendencji separatystycznych w Belgii i Wielkiej Brytanii, to bliżej totalnej rozpierduchy jest ta druga. I wychodzi na to, że Nigel Farade nie zna ani Europy, ani Belgii, ani Wielkiej Brytanii. Być może zna swój grajdół, w którym kilku przydupasów gania za nim kadząc mu komplementy, choć i za to nie ręczę.

            Dobra, starczy już opowieści o tym, jak głupio, by nie rzec debilnie, być populistycznym nacjonalistą. Teraz szybciutko spójrzmy, jak błyskawicznie uleganie kretyńskim argumentom i przełożenie tej uległości na głosowanie w sprawie BREXIT-u wpłynęło na Wielką Brytanię. Przyjrzyjmy się uważnie, bo tak błyskawicznego kryzysu się nie spodziewałem. I nie chodzi mi tu o kryzys finansowy, czy gospodarczy. Mam na myśli kryzys państwowości!


            Zapewne słyszeliście już o spadkach na londyńskiej giełdzie, obniżce kursu funta sterlinga, o tym, że agencje ratingowe walą w Wielką Brytanię, aż miło. Agencja Moody's obniżyła jej perspektywę ze STABILNEJ na NEGATYWNĄ, to samo zrobiła amerykańska agencja Standard & Poors. Ale co powiecie na rozpad Wielkiej Brytanii? Jak już pisałem, przygłupi Farade nie załapał, że Wielka Brytania nie tylko składa się z czterech prowincji zamieszkałych oprócz Anglików przez Walijczyków, Szkotów i Irlandczyków, ale także przez emigrantów z dawnych kolonii brytyjskich, n.p. Hindusów, czy Arabów oraz wszelkiej maści Afrykanów i Afrykanerów. Domyślacie się już ich reakcji na nacjonalistyczne brednie NF? Zgadza się: Szkocja i Irlandia Północna już chcą przyłączyć się do UE nawet, jeżeli będzie to oznaczać wyjście z Wielkiej Brytanii (Szkocja jako samodzielne państwo, a Irlandia Północna jako przyłączone do Republiki Irlandii). Mało tego, Londyn chce dla siebie również członkostwa w UE. To przestaje być śmieszne!

            Nie będę się bawić w proroka, ale już teraz widać, jak jeden nacjonalistyczny idiota i niedouk poparty przez rzeszę kompletnych kretynów wpędził stabilną Wielką Brytanię w kłopoty. Nas również, bo tak się składa, że nie żyjemy na osobnej planecie.

            Na zakończenie spieszę donieść, że dzisiejszy post zilustrowałem piosenkami Belga, czyli kogoś, kogo właściwie według Nigela Farade'a nie było, tak jak Belgii według niego „właściwie nie ma”. Jednakże moim skromnym zdaniem, większa jest szansa, że się rozpadnie Wielka Brytania, niż Belgia. Wszelkich nacjonalistów pozdrawiam tradycyjnym „eciepecie, głupole”!

 

 

 

P.S.

 

           Ponieważ właśnie w tym momencie David Gilmour gra we Wrocławiu Wish You Were Here, wrzucę i coś z dobrych lat. Na przykład to:

            Mówcie sobie co chcecie, ale dla mnie to tak, jakby Polskę odwiedził papież, tylko taki, w którego wsłuchuje się dużo więcej ludzi.

21:50, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
piątek, 24 czerwca 2016

 

Motto:

Odpowiednie dać rzeczy słowo.

-Cyprian Kamil Norwid.

 

            To, że bandyci używają zgoła innych określeń swoich przestępstw, niż reszta społeczeństwa, jest dla mnie zrozumiałe- nikt nie chce być w swoich własnych oczach łajdakiem, więc szuka usprawiedliwień. W psychologii społecznej nazywamy to redukcją dysonansu poznawczego. Złodziej twierdzi, że wykonuje tylko swoją pracę, podobnie jak najemnik, czy płatny morderca. Partyjniocy z Prawa i Sprawiedliwości zaś nazywają swoją odmowę respektowania zapisów najwyższego prawa RP, jakim jest Konstytucja RP równie eufemistycznie: różnicą poglądów. Wytłumaczcie mi jednak, dlaczego wszystkie (BEZ WYJĄTKU) media działające na terenie Polski nazywają ten proceder „SPOREM O TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY”, bo tego już zupełnie nie rozumiem. Wyjaśnijcie mi, czy to oznacza, że jeśli okradnę sąsiada i sąd na podstawie odpowiedniego artykułu Kodeksu Karnego nakaże mi wypłacić mu odszkodowanie, a ja odmówię argumentując, że to moja prywatna sprawa, to się to będzie nazywać „SPOREM KODEKSOWYM”? Choć nie, spór to będzie, jeśli będę należeć do PiS- w przeciwnym wypadku, będzie to porażające przestępstwo lub jakoś tak- to już zrozumiałem. Niech mi ktoś wytłumaczy, jak to jest, że PiSowski teoretyczny prezydent podpisuje ustawy nie czytając ich i nie tylko nie sprawdza ich zgodności z Konstytucją (co nakazuje mu właśnie Ustawa Zasadnicza), lecz ignoruje orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, a media nazywają to „SPOREM”. Najgorsze jest to, że to dopiero początek.


            Istotą przestępstwa sądowego jest ignorowanie litery prawa przez tych, którzy z racji pełnionej funkcji powinni stać na jego straży. Szczególnie zaś ohydnym jego rodzajem jest oskarżanie o niepopełnione zbrodnie. Zawsze to powtarzam przy podobnych okazjach: Jezus z Nazaretu został oskarżony o spisek przeciw Cesarzowi, bo jakiś przestępczy prokurator Judei jego słowa o „Królestwie nie z tego Świata” uznał za atak na Cesarstwo i osobę jego władcy. Legendarny dowódca AK, generał Nil- Fieldorf był oskarżony o spisek przeciw Rzeczpospolitej, bo przestępcza prokurator Wolińska poprowadziła równie zbrodnicze śledztwo, co Piłat. Walczący przeciw hitlerowcom ramię w ramię z Armią Czerwoną żołnierze 27 Wołyńskiej Dywizji AK byli rozbrojeni i aresztowani przez tę armię, trafiali później do łagrów i więzień, gdzie nierzadko czekała ich śmierć, również przy wtórze oskarżeń o zdradę Polski. Tłustowłosa PiS-owska bandytka domaga się przywrócenia dla Tuska kary śmierci (oskarżając go, a jakże- o zdradę), najwidoczniej dlatego, że biedakowi nie przyszło do głowy, że Lecha Kaczyńskiego i jego świtę trzeba przewozić w kaftanach bezpieczeństwa, zamkniętych w klatce i zakneblowanych dla pewności, żeby dostojni pasażerowie nie wydawali samobójczych rozkazów. Stadionowi bandyci dla odmiany grożą KOD-owi, Nowoczesnej, Olejnik i Lisowi szubienicami, a prokuratura Ziobry nazywa to polemiką ze zdarzeniem. Można by te fakty zignorować, gdyby nie ignorowanie litery prawa przez prokuraturę. Skoro już przy ignorowaniu litery prawa jesteśmy, to właśnie wyszło na jaw pismo Kancelarii Prezydenta RP odmawiające prawa łaski za niepłacone długi, gdyż przysługuje ono dopiero po uprawomocnieniu wyroku. Przypomnijmy, że chodzi o pismo kancelarii teoretycznego prezydenta Dudy, którego jedną z pierwszych decyzji było prawo łaski dla PiSowskiego przestępcy PRZED UPRAWOMOCNIENIEM WYROKU- kliknij tu- w ten akapit, a dowiesz się szczegółów ODMOWY PRAWA ŁASKI DLA NIE- PISOWSKIEGO APLIKANTA.

            Powyższe incydenty to mały pikuś wobec otwartych prób popełnienia przestępstwa sądowego przez prokuraturę Ziobry, które opiszę poniżej.

            Po pierwsze, sprawa odebranych dotacji dla RYDZYKOWEJ fundacji Lux Veritas. Rząd PiS- LPR- Samoobrona odwdzięczył się Ojdyrowi „drobną” dotacją rzędu 26 mln złotych, rząd PO-PSL dotację wstrzymał, a po ponownym przejęciu władzy przez PiS, na mocy ugody, rząd „dobrej zmiany” wypłacił Tadeuszowi R. 26,5 mln PLN „odszkodowania za wstrzymanie dotacji”. Ponoć w sądzie Rydzyk i tak by wygrał (od kiedy to PiS wie przed ukończeniem postępowania i na długo przed wyrokiem, jak by brzmiał wyrok). Przetłumaczę ten przykład na jakiś prostszy, bardziej zrozumiały: Jeżeli pijany mąż obieca pożyczyć drugiemu pijusowi 10 tysięcy złotych z domowego budżetu, ale na przeszkodzie stanie żona i wstrzyma pożyczkę, to PiS- owskie władze i tak uznają, że żona ma się zamknąć i wydać 10 tysięcy złotych. Oczywiście PiS zawsze dba o pretekst i w wypadku słynnego redemptorysty, pretekstem jest rozwój alternatywnych źródeł energii. Nie bolą Was brzuchy od śmiechu? Mnie tak, bo teoretyczny prezydent Duda właśnie podpisał ustawę antywiatrakową, a rząd PiS wymógł na państwowych spółkach energetycznych wsparcie nierentownych kopalń węgla kamiennego (do napędzania jak najbardziej nieekologicznych i klasycznych urządzeń energetycznych). Rząd wręcz walczy z alternatywnymi źródłami energii, a w tej konkretnej sprawie, spłaca jedynie dług za nielegalną reklamę wyborczą w rydzykowych mediach. Ale miało być o próbie przestępstwa sądowego. Otóż, resort Jana Szyszko (Ministerstwo Środowiska) składa zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, którym było według tego bandyty wstrzymanie dotacji dla Rydzyka. Wracając do przykładu z żoną- powinna zatem nie tylko stracić pieniądze z domowego budżetu, ale i pójść do więzienia za to, że próbowała je ratować.


            Minister Szyszko jest również nagatywnym bohaterem innej próby popełnienia przestępstwa sądowego. Myślę, że każdy wie, iż Szyszko „ratuje” drzewa Puszczy Białowieskiej przez ich wycięcie. Od razu przypomina mi się Rozalka z nowelki Bolesława Prusa „Antek”, którą uratowano przed chorobą wsadzeniem do pieca na trzy zdrowaśki. Zmarła jedynie dlatego, że choroba z niej za szybko wyszła! Szyszko nie tylko rozpoczyna masową wycinkę drzew w obszarze chronionym, wbrew stanowisku ekologów, Polskiej Akademii Nauk, a także Komisji Europejskiej. Minister Szyszko swoim bandyckim sposobem, zgłasza do prokuratury partyjnego kolegi, Zbysia Ziobro, możliwość popełnienia przestępstwa przez poprzedni rząd, a polegającego na (cytuję) „ograniczeniu możliwości pozyskania drewna (tak w języku bandyty nazywana jest wycinka obszaru chronionego dla zysku), co doprowadziło do rozwoju organizmów patogennych”. Innymi słowy: Szyszko chce sądzić poprzedniego Ministra Środowiska za to, że zamiast nachapać się na wycince drzew w terenach chronionych, robił to, co do niego należy i bronił drzew, więc i całego ekosystemu z całą leśną fauną i florą, gospodarką wodną, obiegiem CO2 (fotosynteza) i podobnymi drobiazgami, o których moherowy lud nie ma bladego pojęcia. Niedawno podczas wędrówki po Karkonoszach zagadnęliśmy leśnika. Słowo do słowa- doszliśmy do tematu ratowania Białowieży przed kornikiem drukarzem. Pierwsze słowa leśnika mówiły o tym, że kornik z jednego drzewa może zarazić 50 następnych. Zapytaliśmy zatem, czy to znaczy, że jednak trzeba robić wycinkę w Białowieży- czy puszcza nie obroni się sama.?! I tu facet chwilę pomyślał i odpowiedział tak: „Mieliśmy tu niedawno pewnego profesora, który powiedział, byśmy już tak nie pomagali przyrodzie, bo przyroda pomoże sobie sama. Po usychaniu wielkich połaci drzewostanu w Izerach, prowadzono akcję zalesiania. Rozsiewano z powietrza modrzew. Wszystko by było pięknie, gdyby nie to, że wprowadzono monokulturę, którą później zaatakował jakiś tam szkodnik. Gdyby rosły różne drzewa, szkodnik zanim pożywiłby się modrzewiem, został by wyeliminowany przez naturalnych wrogów, ale że chcieliśmy pójść na skróty, to i zapłaciliśmy za t niedbalstwo”. Tym to sposobem leśnik uchylił się od wiążącej odpowiedzi, a wnioski wyciągajcie sobie sami. Ja wrócę do zagadnienia prawnego: Jakoś nikt nie ściga prawnie tych, którzy podjęli decyzję o zalesianiu Izerów modrzewiem, bo byłoby to (przepraszam, ale to określenie pasuje mi najlepiej) idiotyczne skurwysyństwo, gdyż decyzja ta zapadła w dobrej wierze i dała jednak jakieś efekty- drzewostan Izerów jest dziś w coraz lepszej kondycji. Nie przewidziano pewnych strat, ale błędów nie popełnia jedynie ten, kto nic nie robi. I jak się ma do tego próba ścigania przez ministra Szyszko ludzi, którzy próbowali ratować drzewa przed wycinką, oskarżeniem ich o niszczenie drzewostanu?! Zwłaszcza, że wycinka równa się totalnej degradacji dotychczasowego ekosystemu!

            Tymczasem gnuśny Naród nawet nie wie, że Minister Środowiska we współpracy z Ministrem Sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym w jednym, testują możliwość dokonywania przestępstw sądowych na przeciwnikach politycznych. Cisza..., jak makiem zasiał! Wolska właśnie się jara Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej, zasranego „dziękuję” nie mówiąc ekipie Tuska, która wprowadziła program „Orlik 2012” (do roku 2010 wybudowano 1500 boisk, do 2012- 2600) oraz przeznaczyła środki na budowę i modernizację profesjonalnych stadionów i właśnie mamy tego pierwsze efekty). Puszy się Szydło, puszy się Duda, opłotkami pomykając do piłkarzy z gratulacjami, by nie zostać wygwizdanym. Mamy i inne atrakcje: „Jak wydać 500+”. Jak to dobrze, że nie trzeba myśleć, czym finansujemy ten program. I że rzucenie na rynek pieniądza bez otrzymania za niego produktu osłabia ten pieniądz (to w odróżnieniu od programu Orlik, gdzie pieniądz wydawano na budowę boisk, a także w odróżnieniu od innych programów- budowy autostrad, obwodnic, etc.). Dziś z kolei dyskutujemy o tym, że BREXIT stał się faktem (trudno to zignorować- to inny fakt), a tymczasem w prokuratorskich zaciszach testowana jest możliwość popełniania przestępstw sądowych na przeciwnikach politycznych. To w takim razie choć Woland o tym na swoim blogu przypomni!

 

 

14:25, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 20 czerwca 2016

            Zdziwieni sensacjami wokół Antoniego Macierewicza? Coś się kurwizja niespecjalnie kwapi do informowania o agenturalnych powiązaniach szefa MON. Za to „Wyborcza” służy uprzejmie faktami na ten temat- kliknij tu- w ten akapit, by poczytać.

            Ciekawe, prawda? Ten, co najgłośniej krzyczy „łapaj agenta”- od początku lat osiemdziesiątych jest w bliskiej komitywie z tajnym współpracownikiem bezpieki, niejakim Luśnią, który mimo uznania go przez sądy TW, jest do dziś prezesem związanej z Macierewiczem fundacji „Głos”. Artykuł przypomina też innego TW z otoczenia Macierewicza, smoleńskiego profesora Cieszewskiego i jego opiekuna z ramienia bezpieki, Nadworskiego. Do tego dochodzi kilka arcyciekawych powiązań biznesowych, których beneficjentem była firma Macierewicza. "ET VOILA": Czy jaśniejsze wydaje się, dlaczego Antoni Macierewicz tak uporczywie sabotuje funkcjonowanie Państwa Polskiego, a zwłaszcza jego stosunki z UE i NATO?

            Wielokrotnie na łamach tego bloga przypominałem, że Macierewicz nie tylko zrobił czystkę w wywiadzie wojskowym (co od biedy można usprawiedliwić), ale i zdemaskował kontakty naszego wywiadu, upubliczniając nazwiska agentów, co w czasach Armii Krajowej kwalifikowało się na wyrok śmierci za zdradę Polski z rygorem natychmiastowego wykonania. Mało tego, jego teczki i rewelacje o agentach w strukturach państwowych wypływały w momencie gdy ważyły się losy naszego członkostwa w NATO i UE, a tego typu informacje mogły bardzo zaszkodzić naszemu akcesowi do tych międzynarodowych związków, a to by oznaczało pozostawienie nas w łapach Rosji, niczym Ukrainy, czy Białorusi.

            Jeszcze jeden fakt: po objęciu teki szefa MON, Antoni Macierewicz zablokował realizację przetargów na zakup nowoczesnej broni dla naszej armii- w tym śmigłowców transportowych. Przypomnę, że Polacy przegrali spektakularnie kampanię wrześniową właśnie z powodu braku sprawnego transportu. Ba, nawet Niemcy hitlerowscy przegrali w Afryce Północnej z identycznego powodu. Tymczasem Macierewicz zablokował WSZYSTKIE przetargi. W zamian za to chce utworzyć bezwartościowe bojowo w wypadku konfliktu z Rosją, lecz niezwykle cenne do zastraszania Polaków uzbrojone nacjonalistyczne bojówki. Powiecie, że zawsze to więcej karabinów? A ja się spytam, dlaczego nie proc, łuków i dzid bojowych. Polska ma wystarczającą ilość sztuk broni ręcznej, za to dramatycznie mało broni nowoczesnej, lotniczej, rakietowej, elektronicznej.


            Wisienka na torcie: Jednocześnie Antoni Macierewicz dba, by dawać Rosji preteksty do przegrupowania wojsk bliżej naszych granic, choćby przez prowokacyjne wypowiedzi, czy przegrupowania naszych wojsk na wschód (do jasnej cholery, tak można robić mając możliwości ofensywne i planując atak, bo jeśli chodzi o taktykę obronną, to wojska nadgraniczne spisane są zazwyczaj na straty- jeszcze raz wspomnę wrzesień '39 i ten błąd taktyczny wypominany wrześniowemu dowództwu przez gen. Kutrzebę- rozlokowanie wojsk wzdłuż granic, zamiast skrócenia linii frontu i koncentracji w głębi kraju, dla lepszej komunikacji, transportu, możliwości uzupełnień oraz wydłużenia linii transportu wroga). Wracając do ruchów Macierewicza, chyba nawet sekta zdaje sobie sprawę z tego, że możliwości ofensywnych w starciu z Rosją, to my- w przeciwieństwie do wschodniego giganta- raczej nie posiadamy (choćby ze względu na brak bombowców strategicznych i rakiet średniego i dalekiego zasięgu).


           Ciekaw jestem, kiedy dziennikarze śledczy złamią tabu i zlustrują powiązanych z Macierewiczem duchownych. Tutaj może być ciekawie, że przypomnę słowa księdza Isakowicza- Zaleskiego: „90% księży NIE współpracowało z bezpieką”. Prosta arytmetyka mówi, że w takim razie 10% współpracowało. Co na to Jarosław Kaczyński, tak skwapliwie otaczający się komunistycznymi przestępcami sądowymi, jak sędzia Kryże i prokurator Piotrowski? Pożyjemy- zobaczymy!


 

00:18, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
wtorek, 31 maja 2016

            Zauważyliście, że statystycznego Kiepskiego obraża wiele rzeczy, które wywołują oburzenie jedynie w jego Grajdołkowie? Na świecie są one zupełnie normalne. Ot, choćby uśmiech na powitanie, czy słowo „proszę”, gdy o coś prosimy albo „dziękuję”, gdy otrzymujemy pomoc. Przecież Kiepski nie będzie się cieszyć, jak te fałszywe zachodnie zgniłki, on od pierwszej sekundy dnia ma na twarzy wymalowany głęboki ból istnienia i nie zamierza tego zmieniać! Nie będzie się też płaszczyć, bo Kiepskiemu pomoc się należy, bo jest Polakiem! Europę przed Turczynem i Bolszewikiem uratował! Niemca bił! Albo spróbuj przy Kiepskim założyć marynarkę i skórzane buty, gdy on właśnie paraduje w gaciach, na które zamierza wciągnąć dresik i przyodziać stópki w klapki (koniecznie wsuwane na skarpetę ze znaczkiem „adidas”). „Coś się tak wystroił, elegancik się znalazł”, to tylko przykładowe reakcje, które przecież zdarzało mi się słyszeć. Albo taki papież Franciszek, który nie życzy sobie luksusu wobec swojej osoby- jakże on naszym biskupom Kiepskim mógł ciśnienie podnieść! Taki brak szacunku wobec stolca piotrowego i przywilejów wynikających z zasiadania na nim! Albo tacy cykliści! Zamieszanie robią, zamiast sobie w korku postać, jak każdy uczciwy obywatel!

Pielgrzymka Kiepskich na Jasną Górę.

            Najgorszy jest jednak Tusk! On tak epatuje..., fuj! No przecież gdzież to w piłkę umieć grać! Piłę, to się ogląda, jak mecza puszczą! A charatają w gałę tylko jakieś lemingi! No i biega! Jarosław Kiepski z Żoliborza na samą myśl dostaje zadyszki! W dodatku Tusk biega długodystansowo i na czas! A przecież wiadomo, że porządny Wolak ma kwaśny oddech, tłuste dupsko ulane na fotelu, pilota w garści, browar na stole i dumę narodową w sercu! I SZACUNEK MA DLA BARW!

            No i wyobraźcie sobie, że ten Tusk biega na zawodach! W Brukseli biega! W krótkich spodenkach biega! Czerwonych! I jeszcze w drodze na start półmaratonu, złożył kwiaty pod prowizoryczną tablicą pamiątkową na stacji Maelbeek (niecały kilometr od startu biegu)! A na sobie miał koszulkę! Białą! Z napisem „BRUKSELA 22/03/2016 PAMIĘTAJ”! Żeby uczcić ofiary marcowego zamachu na tej stacji! Tego Kiepskim było za wiele. W sieci burza- „jak on tak mógł, co za brak szacunku”, Kiepscy lamentują i złorzeczą, a ja coś Wam tymczasem puszczę.

            Tak, tak, na samej murawie 25 facetów w krótkich spodenkach (22 piłkarzy + 3 arbitrów), poza nią dużo więcej, upamiętniają minutą ciszy ofiary katastrofy pod Smoleńskiem. Bo dla sportowca, strój w którym startuje na zawodach jest jak mundur dla żołnierza. Tylko skąd Kiepscy mogą o tym wiedzieć?!

 

 

00:04, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
niedziela, 29 maja 2016

           Szef MSW, Mariusz Błaszczak, przy którym Jaś Fasola jawi się niczym James Bond przy inspektorze Clouseau, wsławił się w ostatnich dniach zdradą swych podwładnych, mszcząc się za prawidłową interwencję policji w Gdańsku, gdyż szeregi pacyfikowanych przez nią nacjonalistycznych zadymiarzy zasilała córuś PiSowskiej radnej. Niby nic nowego, bo PiS opiera się właśnie na zdradzie, lecz wobec zagrożeń terrorystycznych i zbliżających się Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, tak bardzo bym się nie cieszył. Gdybym miał wymienić największe zagrożenia terrorystyczne grożące w najbliższym czasie Polsce, wymieniłbym kolejno:

  1. Antoni „Psycho” Macierewicz.

  2. Zbigniew „Zero” Ziobro.

  3. Mariusz z Sochaczewa Kamiński.

  4. Mariusz z Legionowa Błaszczak.

            Kolejność nie jest przypadkowa. Antoni M. zdradził już polskich żołnierzy, wystawiając obcym kontrwywiadom ich informatorów. Głównie tych z regionu aktywności Al Kaidy, ISiS i innych muzułmańskich ekstremistów. Do tego z konsekwencją psychopaty usuwa ze służb specjalnych i mundurowych każdego doświadczonego oficera. Czystki tam przeprowadzane można przyrównać jedynie do stalinowskich czystek wśród sowieckich oficerów (jak pamiętamy, dzięki temu Hitler doszedł aż pod Leningrad, Moskwę i Stalingrad). Stanowi on aktualnie największe zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeczpospolitej (zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego, wszak właśnie robi czystki w armii i blokuje przetargi na sprzęt wojskowy- w tym śmigłowce bojowe).

            Zbysiu- człowiek porażka, czego się nie tknął, to spieprzył, bo zanim zrobił, to o tym opowiedział w telewizji. Czystki, podkładanie świni kolegom przez nakłanianie ich do przestępstw, fałszywe oskarżenia, to jego domena. Wyobrażacie sobie, żeby jakakolwiek służba przekazała takiemu człowiekowi pełne dane dotyczące swojej pracy? Równie dobrze można grzechotnikowi palcem umyć zęby!

            Mariusz z Sochaczewa, przestępca ułaskawiony przez teoretycznego prezydenta Dudę, umie (a właściwie „umi”) tyle co Ziobro, tylko nie jest tak podstępną i zdradziecką mendą. Powiedziałbym, że ma nawet w sobie coś na kształt sentymentu do swych podwładnych. Toć za najsłynniejszego żigolaka wśród agentów, niejakiego Tomasza K., to on był skłonny ręczyć słowem harcerza. Ziobro nie miał tyle skrupułów: Gdy ktoś z jego podwładnych wpadł w jakieś bagno, to mu jeszcze w łeb sztachetą gotów był przywalić, żeby się nie męczył (że tak przypomnę jego zastępcę, Janusza Kaczmarka, bądź rządowego kolegę, Andrzeja Leppera). W każdym bądź razie zarówno jeden, jak i drugi, zamiast ścigać przestępców, zajmowali się wrabianiem konkurentów politycznych. Siłą rzeczy, jeżeli służby zamiast ścigać przestępców, produkują nowych, to już lepiej by ich wcale nie było.

            Kimże jest Mariusz z Legionowa, by go stawiać w jednym szeregu z tak groźnymi kolegami? Niczym Jaś Fasola- nie wie, co to lęk, nie wie, co to strach, po prostu się boi i nie wie nic. Jest jednak, NIESTETY, cywilnym szefem policji, szefem BOR i ma już na koncie jeden „zamach” na prezydenta przeprowadzony przez swych podwładnych, którzy oszczędnie założyli zużyte opony do pancernej limuzyny teoretycznej głowy państwa. Teraz Błaszczak do tego dorzucił strach policjantów przed zdecydowanymi interwencjami (kto im zaręczy, że wśród atakujących bandytów nie ma nikogo z PiS, skoro tak się składa, że ta partia akurat z bandytami współpracuje wyjątkowo chętnie- czy to faszyści, czy komunistyczni przestępcy sądowi, czy skazani byli i obecni szefowie CBA)- dziś lepiej uciekać, niż się narazić szefowi MSW prawidłową interwencją.

            Póki co, jakich mamy wyborców, takich i terrorystów, ale zważywszy na to, kto nas przed nimi ma bronić, wszystko jest możliwe. Jakież piękniejsze zaproszenie do potencjalnych zamachowców można wystosować, niż zwalniając najbardziej doświadczonych oficerów i grożąc pozostałym, że wszelkie ich działania i kontakty mogą być użyte przeciw nim samym?!

            Ponieważ w dzisiejszym felietonie powaga przeplatała się z kpiną (z przewagą tej drugiej), prosiłbym by ten akapit potraktować śmiertelnie poważnie. Maryś, córuś gdańskiej radnej z ramienia PiS, Anny Kołakowskiej, po raz kolejny robi za prowokatorkę w nacjonalistycznych zadymach. Ponieważ Mariusz Błaszczak w swym marnym życiu tak był zajęty tkwieniem między pośladkami prezesa pana, że gówno widział, to ja wytłumaczę panu szefowi MSW, co robią takie gówniary w zadymach. To one, jako najsłabsze, spełniają rolę najpierw prowokatorów zadymy, a później podżegaczek do okrutnego rozprawiania się ze sprowokowanym przeciwnikiem. Gdyby pomiędzy nacjonalistycznymi bojówkami z radną PiS i jej córcią w składzie a uczestnikami marszu równości nie było policji, córuś by była na przedzie lżąc uczestników marszu, gdyby to nie zadziałało, kogoś by popchnęła, może kopnęła, może rzuciłaby komuś w łeb butelkę- różne są techniki i różna skala bezczelności w zależności od indywidualnych preferencji prowokatora. W końcu ktoś by jej dał w mordę- niezbyt mocno, ale wystarczyłoby do tego, by „obrońcy czci dziewoi” rzucili się do ataku. I potwierdzi to każdy, kto bywał w takich miejscach, jak Jarocin (ale ten z pierwszych edycji festiwalu, gdy bezpieczeństwo uczestników stało na dużo niższym poziomie i walki między subkulturami były na porządku dziennym). Policja dobrze wie co robi, zatrzymując prowokatorów, bo to takie gnojstwo, jak zatrzymana Maryś, rozpoczyna wielkie bójki, które mogą się przerodzić w zamieszki. Sam się jednak zastanawiam, po co ja to piszę, skoro dla miłośników dobrej zmiany to nie ma znaczenia.

            No dobra, zgrywałem się, dobrze wiem po co ja to piszę: Jeżeli w Polsce dojdzie do zamachu terrorystycznego i będą ofiary śmiertelne, to chcę by był w sieci wyraźny ślad, że ktoś wskazywał słabe punkty bezpieczeństwa wewnętrznego. Podobnie rzecz się ma z zamieszkami. Jeżeli sterroryzowana przez własnego szefa policja wycofa się, dopuszczając tym samym do bezpośredniego starcia dwóch wrogich manifestacji, to będzie to skutkiem sabotażu bezpieczeństwa prowadzonego przez takie indywidua, jak Macierewicz, Ziobro, Kamiński z Sochaczewa, Błaszczak.

 

 

02:57, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45
Tagi