RSS
piątek, 22 czerwca 2018

            To nie była jakaś lipna ankieta, ani nawet badanie opinii publicznej na reprezentatywnej grupie obywateli. Nie była to także zwykła praca naukowa w rodzaju pracy dyplomowej, bądź doktorskiej. To były ośmioletnie badania przeprowadzone w 106 krajach przeprowadzone przez Pew Research Center. Przedmiot badań? Religijność obywateli w dwóch grupach wiekowych: pierwsza- do lat czterdziestu, druga- powyżej, przy czym badacze przyjęli ciekawe założenie, by badać jedynie osoby pełnoletnie. Dzięki temu zminimalizowali błąd manipulacji- jeżeli wysilimy pamięć, każdy z nas przypomni sobie nieletnich, którzy udawali religijność po to jedynie, by nie narazić się na represje ze strony konserwatywnych i represyjnych rodziców, przy okazji uzyskując u nich finansowanie wyjazdów na pielgrzymki, czy innych form aktywności młodzieży „religijnej”. Wiem coś o tym, bo sam przez cały ogólniak praktykowałem udawanie, choć nie byłem aż tak zdesperowany, by dla lepszego efektu marnować wakacje na pielgrzymkę. Nie chodzi tylko o czas, lecz także o to, że czułbym się jak ostatni błazen, gdybym przyłączał się do różnych form grupowego „uwielbienia”. Dorośli nie muszą udawać przed rodzicami, bo to już nie ten rodzaj wpływu.

            Dość tego wstępu, przejdźmy do co ciekawszych wyników. Okazało się (dlaczego mnie to nie zaskakuje?), że tylko 14% młodych Polaków (18- 40 lat) modli się codziennie, choć 26% deklaruje coniedzielne uczestnictwo we mszy (świętej?). Pomijając fakt, że odsetek modlących się młodych jest żałośnie niski, takie zestawienie sugeruje pewną żenującą cechę- fasadowość „wiary” młodych Polaków. W kościele ich widać, więc chodzą. Modlitwy domowej nikt nie kontroluje, więc mają ją głęboko tam, gdzie i ja ją równie głęboko posiadam z tym, że ja jestem zdeklarowanym ateistą, a oni ponoć wierzą (chyba w sąsiedzkie plotki, ale wierzą).

 

            Kolejne ciekawostki: Różnica między odsetkiem modlących się codziennie starszych i młodszych, to 25%, a uczęszczających na niedzielną mszę starszych i młodszych- 29%, więc starsi Polacy również wolą pokazać się znajomym w kościele, niż się modlić „w sercu” (nie każdy pamięta, że serce, to pompa i niewiele ma wspólnego z myślami i uczuciami). Jak ja lubię tę krainę cebuli i buraka cukrowego! A gdyby zapytać Polaka, czego najbardziej nie lubi, odpowie „OBŁUDY i ZAKŁAMANIA”! Jak oni muszą nie lubić siebie- i wcale nie mówię tego ironicznie!

 

            Oczywiście różnice między religijnością starszych i młodszych pokazują spadek roli wiary w życiu nowych pokoleń, ale to wszystko jest opisane w artykule Wyborczej, który można poczytać klikając tu- w ten akapit (pod warunkiem, że nie wykorzystaliście bezpłatnego limitu miesięcznego, bądź jak ja, macie prenumeratę).

 

            Jeszcze ciekawsze są wyniki ankiety przeprowadzonej przez abpa Rysia wśród kilku tysięcy łódzkich maturzystów, lansowanych na „Pokolenie JPII”, przeszli oni wzmożoną indoktrynację wraz z cyklem „nauki religii” (niezły oksymoron) w szkole.

 

-11% deklarowało się jako niewierzący,

-10% deklarowało się jako głęboko wierzący- mocno zaangażowani w życie Kościoła,

-38% „wierzy na swój sposób”.

 

-78% nie szuka wartości duchowych w religii (a jak szukać, skoro pan ksiądz powie ci lepiej, co dla Ciebie dobre, a co złe i czego od Ciebie chce niejaki „Bogu”).

-74% uważa Wielkanoc i Boże Narodzenie przede wszystkim za święta rodzinne, jedynie 38% uważa je za święta religijne.

 

-6,7% zaledwie maturzystów za niedopuszczalny uznało seks przed ślubem,

-6,0% jest przeciw antykoncepcji (gryzie ona, czy co...???),

-3,7% jest przeciw wspólnemu mieszkaniu przed małżeństwem (czyli 3% uważa, że można razem mieszkać, byle się nie ciupciać, ale jak to uczynić, gdy hormony grają).

 

"Nasrało mi", czyli efekt uboczny pomnikomanii.


            Czyżby efekt represyjnego wychowania pod umownym tytułem: Siusiu, paciorek i spać?! A może społeczeństwo zaczęło traktować duchownych jak partię polityczną, bo po 50 latach przerwy na komunę coraz jawniej pełni taka właśnie rolę??? Zamiast komentarza, zdjęcie zrobione przeze mnie pod bazyliką i sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy. Nadałem mu roboczy tytuł „NASRAŁO MI”. Czyż nie byłaby to zarazem piękna nazwa dla inicjatywy w mediach społecznościowych, polegającej na robieniu fotek wszelkim zafajdanym pomnikom i umieszczaniu ich na swoich profilach? Jak to ujął karczmarz w przygodach Szwejka...??? Obraz Jaśnie Pana kazałem zdjąć, bo go muchy obsrywały...???

 

 

13:57, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (4) »
sobota, 09 czerwca 2018

            Gwoli wyjaśnienia: Część czytelników znając mnie, gotowa jest pomyśleć, że w tytule zawarłem aluzję do posłów Pięty i Kaczyńskiego. Czy ja wiem...??? Początkowo tak miało być, ale chyba nie o to mi chodzi w felietonie.

            Wiecie, co mnie bulwersuje w nieco już przerobionej sprawie posła Pięty? Reakcja społeczna! „Biedna, oszukana kobieta” (i mało kto, ma tu na myśli małżonkę posła), „biedny, wystawiony poseł”. Aj- waj, normalnie! Nie od dziś znamy różne rodzaje prostytucji, mamy kupujących, mamy sprzedawców, mamy wykonawców usług...- sami ponoszą konsekwencje swoich decyzji, myślałby kto, że Polacy tacy są cnotliwi (aż się chyba przejdę pod jakąś dyskotekę, czy dancing, by sprawdzić, czy coś się zmieniło od czasów mych szczenięcych). Na świecie też nie jest inaczej. Za zespołami muzycznymi jeżdżą groupies, gotowe na wszelkie numerki świata, solo i grupowo, za sportowcami jeżdżą króliczki, równie gotowe na wszystko. Przy polskiej polityce była kiedyś jedna taka słynąca z kolekcji napalonych kretynów- podawała się za Anastazję Potocką, arystokratkę. Były też mniej słynne, jak kochanka smoleńskiego denata, Kurtyki, niejaka Hejke, jeszcze mniej znane asystentki prezesa Kurwizji, szarmanckiego Jacka, pani rozKraczyńska takoż służy przykładem polityczno- biznesowego lokowania uczuć, ale cóż mnie to może obchodzić...! Jest tylko jeden wyjątek...- zaczyna się on w momencie, gdy prostytutki za usługi płacone mają państwowymi posadkami.

            Chodzi o to, że poseł Pięta chciał zapłacić swej nałożnicy za ciupcianie posadą w Orlenie- spółce Skarbu Państwa znanej z ponadprzeciętnych wynagrodzeń. To jest przekręt! Nie pierwszy i nie ostatni w PiS. Sam prezes pan spłaca pożyczkę swej znajomej, Jadźce Goss, dając jej pracę w radzie nadzorczej PGE! PiS spłaca propagandę Rydzyka i kleru hojnymi dotacjami i zleceniami, spłaca też Karnowskich reklamami państwowych spółek, płacił działaczce antyaborcyjnej, Kai Godek ciepłą posadką w w radzie nadzorczej firmy produkującej komponenty do układów wysokoprężnych, Elbanowskich PiS spłaciło grantem i rolą „ekspertów” MEN. Pełzający skok na Państwo i jego kasę, zaczynał się od instytucji pozornie nie mających kontaktu z wielką finansjerą i polityką. Jak sąd, to jakiś IPN kilkumilionowym zaledwie budżetem, jak finanse, to jakieś tam SKOK, do tego takie śmiesznotki, jak Nowak ze swoim Komitetem Walki z Sektami, jak radykalni katolicy z kół RM, czy Ruchu Odnowy w Duchu Św. i temu podobnym jednostkom wyglądającym jak koloryt raczej, niż realna siła. Słabi się wydawali, gdy rozsiewali paranoiczne pomówienia, bo zasięg był pozornie niewielki. Tyle, że tych słabych było tak dużo, że połączone efekty propagandy dały PiS wygraną. Tymczasem nasze społeczeństwo nadal udaje, że jak coś nazwie się "patriotyczne", bądź działa przy kościele, to znaczy, że uczciwe. Gdyby tylko udawało, ale przecież ktoś ten syf finansuje i nie są to biskupy, a trzoda raczej i jej ofiary mające nieszczęście być współrodakami o innym światopogladzie.

            A Pięta? To nadęty burak liczący na bezkarność. Głuptak nie zdający sobie sprawy z tego, jak brzmi w kontekście zdrady małżeńskiej zwrot „przed zatrudnieniem w Orlen sprawdzałem jej (kochanki) kwalifikacje”. Ale czy jest on głupszy od Macierewicza i jego awansowanych chłoptasiów o twarzach niewinnych kujonów? Specyficzna to była przecież fascynacja, tak niezdrowo pobudzająca Antoniego Smoleńskiego! I jeśli już miałbym się czego czepić, to tego, ze zarówno Macierewicz z chłopcami, jak i Pięta z panienką, to jawne, rażące swą głupotą w oczy pajace! No gdzież romansować z groupie, która jeździła autobusem PiS, bez żenady szukając kontaktu fizycznego z narodowo- socjalistycznymi politykami (konkretnie jeździła Dudabusem), gdzież faworyzować chłoptasia bujającego się po dyskotekach i „załatwiającego” przygodnym znajomym „pracę”.

            Nie Pięta jednak jest piętą achillesową, lecz suweren go wybierający. Nie Kaczyński, nie PiS nawet jest Achillesem, a Polska. Nastały czasy wstydu i żenady, obciachu międzynarodowego i lokalnego. A obciach potrafi się przylepić na długie lata, że wspomnę Chruszczowa walącego butem w blat, czy Clintona co to obciągu biurowego z seksem nie łączył, a i trawę tak palił, że się nie zaciągał. Najgorsze nadchodzi wtedy, gdy jakieś gówno przylepi się do całego Narodu. Tego się boję najbardziej! Pięta, kolano..., a jak rzyć?

 

 

23:37, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (5) »
wtorek, 05 czerwca 2018

            Król jest nagi- krzyknęło dziecko z baśni Hansa Christiana Andersena na widok zarozumiałego króla przekonanego przez oszustów, że ma na sobie szaty z tak delikatnego i wspaniałego materiału, że tylko głupcy nie potrafią go dostrzec. Mimo tego, że po okrzyku dziecka, w tłumie rozlegał się rechot rozbawionych widokiem królewskiej dupy gapiów, władca zdecydował o kontynuacji maskarady, bo bardziej niż świecenia tyłkiem bał się przyznać do tego, jakiego idiotę z siebie dał zrobić hochsztaplerom.

            Król jest nagi- komisja specjalnej troski Macierewicza nie znalazła cienia dowodu na zamach, nie sprowadziła też wraku, lecz podobnie jak król, kontynuuje marsz gołodupców udając, że nosi niewidzialne dla głupców szaty.

 

            Król jest nagi- teoretyczny Marszałek Sejmu, Marek Kuchciński vel Członek, vel Pamela (ksywy z czasów, gdy ćpał jako hippis) przestraszył się dziecięcego głosu i nie dopuścił do obrad Sejmu Dziecięcego. Jak na niedouka, tchórza i międzypośladkowego prezesa pana przystało, teoretyczna głowa Sejmu miała za mało wyobraźni, by przewidzieć, że Sejm Dziecięcy zbierze się gdzie indziej, a obciach dla niego i jego tchórzliwej partii będzie nieporównywalnie większy. Dzieci wypowiedziały się na innym terenie, a muszę przyznać, że znalazły się w dużo bardziej szacownym od Sejmu miejscu- na Uniwersytecie Warszawskim i po raz pierwszy możemy powiedzieć, że obradował Parlament Dziecięcy na uchodźstwie. Na UW młodzież mówiła o demokracji, wykluczeniu społecznym, wyobcowaniu społecznym i wartościach humanitarnych. Nie dziw zatem, że „Członek” miał pełne pory- jak by się wytłumaczył przed przenajświętszą dziewicą żoliborską. Ciekawe, czy gdy Kuchciński tak się zeszmaci, to wraca do domu i patrzy w oczy rodzinie, czy też raczej nocuje w hotelu sejmowym.

            Król jest nagi- PiS znalazło kolejne środki na przekupowanie elektoratu żywą gotówką- tym razem 300 złotych na wyprawki do szkoły, a protestujących niepełnosprawnych zbyto propozycją bonów na pampersy, a później na rozkaz skompromitowanego Kuchcinskiego vel Członka najpierw pozbawiło możliwości spacerów, dostępu do windy, potem pryszniców (dla porównania- kryminaliści mają spacerniak i prysznic).

            Król jest nagi- Chcesz wiedzieć, jak Macierewicz donosił na kolegów z opozycji. Kliknij tu w ten akapit, by poczytać o książce mającej ukazać się 6 go czerwca 2018 (Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana. Wydawnictwo „Znak”). Jak długo można udawać, że to nie człowiek Moskwy? Przecież to człowiek, który swymi pomówieniami o agenturalizm podważał wiarygodność Polski w NATO, niszczył opozycjonistów postsolidarnościowych, który personalnie odpowiada za śmierć polskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie na skutek zdemaskowania kontaktów wywiadowczych poprzez upublicznienie raportu o agentach WSI, człowiek który zastopował zaopatrzenie armii w nowoczesne uzbrojenie (ŻADEN z kontraktów na uzbrojenie armii nie doszedł do skutku), który zapewnił trwonienie pieniędzy armii na tzw. „obronę terytorialną”, która może co najwyżej prowadzić wojnę domową przeciw cywilom. Zapytacie „jak to możliwe, że nikt go nie prześwietlił”? A kto w państwie wasalnym wobec Watykanu odważył się prześwietlać ludzi kleru? Pomimo 10 tysięcy księży zarejestrowanych jako TW (tajny współpracownik bezpieki).

 

            Król jest nagi- podczas mszy w Pułtusku ksiądz spoliczkował dziesięcioletniego chłopca, który wyjął z ust opłatek podczas komunii. Co gorsza, tylko część parafian jest oburzonych, bo reszta tępych buraków uważa, że kapłan miał prawo „skarcić” dzieci. Mam nadzieję, że gdy będą starzy i niedołężni, ich dzieci będą ich odpowiednio karcić. Najpierw małoletni poddawani są indoktrynacji, a katolicka społeczność pali głupa twierdząc, że wiek 2-3 klasy szkoły podstawowej, to świetny czas dla zrozumienia istoty sakramentu, a potem jakiś zwyrodniały bydlak rzuca się na chłopca, który dobrze widzi, że dostał do ust wafla, więc wyciąga go, chcąc sprawdzić, gdzie jest to „ciało Chrystusa”. Król jest nagi, a wafel to wafel, co sprawdziło niewinne dziecko i od razu padło ofiarą agresji tego, co wmawia, iż to ciało denata sprzed ok. 2000 lat. Król jest nagi! Maszerujcie dalej, podziwiajcie piękno i delikatność materiału, z którego utkane są królewskie szaty. Spójrzcie tylko, jaki wzór, jaki deseń, a jaka faktura! Niech giermek podtrzymuje królewskie poły, a goła królewska dupa niech przyświeca temu Narodowi w miejsce kaganka oświaty. Niech się rozsmakowuje w tej cudownej przemianie „przyjęcia Chrystusa do serca”, zapomnijcie na tę chwilę, że od jakiegoś czasu wiemy, że serce to tylko pompa, że uczucia mieszczą się w mózgu, zapomnijcie, że jeśli coś zjemy, to i wysramy produkty przemiany materii i najważniejsze: Bądźmy gotowi rzucić się z pięściami na każdego gówniarza, któremu coś w tych czarach z mąki pszennej nie pasuje!!!

            Król jest nagi- „Ja nie odmawiam żadnych modlitw i nie chodzę do żadnego kościoła, ale widzę, że trwa atak na Dekalog ze strony wiernych. Najważniejsze przykazania i przesłania chrześcijaństwa stają się niemodne. 'Kochaj bliźniego, jak siebie samego'- kogo to dzisiaj obchodzi?”, mówił w jednym z ostatnich wywiadów zmarły wczoraj Robert Brylewski. Więc jednak nie tylko ja na swoim blogu miałem podobne przemyślenia. Wiecie..., jak widzę ten „rozmodlony rząd i prezydenta”, faszystów na Jasnej Górze, piekielnice z pielgrzymek RM rzucające się z pięściami na dziennikarzy, to myślę sobie: Jak słodko zostać świrem! Jak dobrze być idiotą, który odcina się od tej inteligencji z kruchty rodem i zauważa, że współczesny katolik zamiast Dekalogu przestrzega przykazań kościelnych (i to w nowej wersji- z obowiązkowym rzucaniem na tacę, jako istotną nowością), a jeżeli już zna jakiś dłuższy tekst, to katechizm, a nie Biblię, czy też choćby jej fragmenty, byle inne od czytanych w kościele.

 

            Król jest nagi- Okazuje się, że najbardziej niemoralni są ci najgorliwiej moralność deklarujący, że przypomnę osobiście wyświęconego przez Wojtyłę na kapłana, a później biskupa- pedofila Wesołowskiego. Ale przecież kotlet to odgrzewany, a dziś na topie jest świętojebliwy poseł Pięta, który nie dość, że zdradzał małżonkę z ex- modelką, próbującą dupą załatwić sobie ciepłą posadkę w polityce, to jeszcze próbował dać tej kurewce stołek w spółce Skarbu Państwa. Panienka poznana na miesięcznicy kleiła się nie tylko do niego, bo startowała i do teoretycznego prezydenta (ach, któż nie pamięta jego zażyłości sieciowej z Leśnym Ruchadełkiem), i do samego prezesa pana, ale ostatecznie zawładnęła kutasem świętego Pięty, o którym PiSowski elektorat mówi, że winnymi jego zdrady małżeńskiej są Niemcy.

            Król jest nagi- Pułkownik Robert O. żołnierz Macierewicza, mianowany przez niego mimo rangi zaledwie pułkownika na szefa sztabu Wielonarodowej Dywizji Północ- Wschód w Elblągu, został przez niego samego zdjęty w lipcu ubiegłego roku. No, nie miał Macierewicz wyjścia, jego człowiek został przyłapany składaniu propozycji obcowania płciowego nieletniej- umówił się za pośrednictwem internetu z rzekomą czternastolatką, która okazała się policyjną prowokacją. Hmmm..., ówcześni ludzie Błaszczaka, następcy Macierewicza w MON to uczynili!

            Król jest nagi- Unia Europejska obcięła Polsce fundusze o całych 20%, choć na oficjalne sankcje finansowe nie ma jeszcze możliwości prawnych, procedury są dopiero w ruchu. Państwo Polskie zostało tak zmarginalizowane, że nikt się z nami nie konsultuje ani w sprawie przyjęcia nowych członków, ani w sprawach polityki gospodarczej UE. Podczas rzekomego wstawania z kolan Polska PiSowska trafiła wprost do ciemnej dupy. Tymczasem teoretyczny Prezydent Polski tańczy w Lednicy lub widuje się z amerykańskimi burmistrzami- do tak żenującego poziomu spadła ranga Polski.

 

            Król jest nagi- Unia Europejska nie dała złotówki na noszącą znamiona manii wielkości inwestycję w Baranowie. Podatniku, siusiak z Tobą, prezes pan chce wszystkie porty lotnicze nie noszące imienia swego brata doprowadzić do bankructwa, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, jak chciałby Centralny Port Lotniczy nazwać. Będziesz latać z Baranowa i już, choćby jedyny pociąg i autobus z Twojego miasta miał jeździć do Baranowa, choćby wszyscy pracownicy zatrudnieni w portach lotniczych musieli się przeprowadzić do gminy Baranów lub zająć się wikliniarstwem, ręcznym zwijaniem sprężyn lub czym tam najlepiej potrafią. Podejrzewam, że ciekawi Was uzasadnienie odmowy dofinansowania. A jaki szaleniec dawałby kasę na coś, co sprawi że unijne dofinansowania mniejszych polskich lotnisk zostaną zmarnowane? No i dlaczego mający nieco więcej niż Polska do powiedzenia Niemcy, mieliby finansować coś, co postawi pod znakiem zapytania opłacalność budowanego w ich stolicy lotniska Berlin Brandenburg. A w Baranowie lotniska nie chcą. A takie ono ładne! Jakie piękne, delikatne szaty, jedynie głupiec nie widzi tego materiału!!! Jednak słodko zostać świrem!

            Król jest nagi- Polska, a właściwie Wolska, jest sądzona przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, gdyż adwokat jednego z polskich przestępców poddał w wątpliwość przeprowadzenie przez uzależnione od łamiących Konstytucję polityków PiS sady. Tym samym, Polska została postawiona w jednym szeregu z Koreą Północną, do której również żaden cywilizowany kraj nie dokona ekstradycji przestępców. PiS doprowadziło do sytuacji, w której byle diler narkotyków może unikać osądzenia w Polsce, powołując się na brak samorządności. Ponieważ Europie tak znowu nie zależy na imporcie polskich przestępców, myślę ich bez żalu oddadzą, ale dopiero po poniżającym procesie.

            Król jest nagi- najdłużej hospitalizowane kolano świata znajduje się w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i należy do samego prezesa pana. Gdyby go pozbawić windy, odciąć od prysznica, zabronić wyjść na spacer- od razu by wrócił do domu, jak protestujący niepełnosprawni z Sejmu.

 

 

00:04, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (7) »
piątek, 25 maja 2018

            Marek (*) ma 5 lat. Jest zdrowym, niesamowicie sprawnym, inteligentnym dzieckiem. Najchętniej porozumiewa się po angielsku, lecz rozumie też po polsku i po litewsku, a gdy jest zmuszony, to wypowie się i w tych językach. Jego ojciec jest Polakiem, mama Litwinką, a mieszka w Irlandii, w ślicznym domu kupionym dzięki pracy i rozważnej gospodarce finansowej rodziców.

 

            Wraz z bratem Tomkiem, uwielbiają się bawić z dwoma litewskimi rówieśniczkami, domowe podwórko zamienia się wtedy w istny poligon kreatywności z wykorzystaniem dostępnych zabawek, a jednocześnie spełnia funkcję szkółki akrobatyczno- sportowej, gdzie dzieci popisują się przed sobą swoimi umiejętnościami.

 

            Największym przyjacielem Marka jest czarnoskóry chłopiec o imieniu Matty, który wraz z mamą- rodowitą Nigeryjką, są u nich częstymi gośćmi. Podobnie jak Angela, trzyletnia córeczka Chinki z samego Szanghaju i Irlandczyka z Dublina oraz Janek, syn emigrantów z Polski.

 

            Marek na większości zajęć lekcyjnych siedzi w jednej ławce z Laurą (tak, tak, tu pięciolatki chodzą do szkoły i nikt nie robi z tego powodu histerii, jak w nie tak znowu odległej Polsce). Dumni rodzice pokazują wszystkim swoim znajomym list- laurkę, jaki otrzymał od dziewczynki na Boże Narodzenie. Odręczna praca zawierała podziękowania za życzliwość i zrozumienie, jaką Marek wykazuje pomagając koleżance różniącej się tym od innych dzieci, że ma zespół Downa. Laura również u nich bywa, choć ze względu na chorobę, nie tak często jak pozostali znajomi- wymaga bowiem stałego nadzoru rodziców.

 

            Tymczasem w jednej z mazowieckich szkół, w pewnym Grajdołkowie, którego prawdziwą nazwę litościwie pominę, miało niedawno miejsce wydarzenie, które opisuje ten zrzut:

 

            Nie przeszkodziło to instytucji państwowej, jaką jest Muzeum II Wojny Światowej zamieścić na swoim profilu internetowym z dupy wziętej sentencji „Świat byłby lepszy, gdyby ludzie z innych krajów byli bardziej podobni do Polaków”. Pytanie "o których Polaków chodzi", bo zauważyłem, że chwalić za granicą, to się możemy, ale tymi Polakami, których tzw. "prawdziwe Polaki" nienawidzą i zwalczają na każdym kroku.

 

            Jak myślicie, co Marek pomyśli sobie o Polsce, Polakach i ewentualnej możliwości powrotu „na łono Ojczyzny”, gdy dorośnie i będzie miał swoje dzieci, i to on będzie się zastanawiał nad wyborem miejsca, w którym by chciał, by się wychowywały i wchodziły w dorosłość- zwłaszcza, jeżeli będzie mu dane porozmawiać z podobną do wspomnianej Radzie Rodziców, zwłaszcza gdy obejrzy owoce ich „trudu wychowawczego” w postaci młodych, tchórzliwych rasistów i ksenofobów oraz samolubnych cipciaków płci obojga, nazywających protestujące osoby niepełnosprawne "awanturnikami" (patrz Wiadomości TVP Kurwizja). Korzystając z okazji, ze specjalną dedykacją dla Plugawego Krystyna, "Woman with the dirty feet", Acid Drinkers, jeszcze z Litzą.

 

            Ojciec Marka nie ma na ten przykład najmniejszych wątpliwości, że dobrze zrobił opuszczając Polskę. Podobnie jak ja, zresztą nie tylko to nas łączy, bo żyje on również w związku niesakramentalnym (nie przejawia entuzjazmu dla tzw. „dziedzictwa JPII”), nie pije, nie pali, nie zażywa innych narkotyków, pracuje, uczy się, kocha swoją partnerkę. Często razem chodzimy po górach i wymieniamy się linkami do ciekawych filmów dokumentalnych. Ani ja, ani on nie planujemy kupna „odzieży patriotycznej”. Nie to, co „prawdziwe Polaki”!!!

Za to chętnie założę taką koszulkę :-)

            (*) Wszystkie imiona zostały zmienione. Wszystkie zdarzenia- z różnorodnością narodowości włącznie- są faktami, co oznacza, że są zgodne z prawdą, a nie wykładnią jedynie słusznej ideologii.

 

 

 

            W Irlandii historyczny dzień. 25 maja 2018- referendum, miażdżące zwycięstwo zwolenników liberalizacji prawa antyaborcyjnego. Wpływ kleru od tysiąca lat nie był tu tak słaby, po części za sprawą 27 lat pontyfikatu Jana Pawła II i jego systemu ochrony duchownych pedofili- rozmawiamy o tym ze Świechną na blogu "Związek niesakramentalny"- kliknij tu, by poczytać.

12:23, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
wtorek, 22 maja 2018

            Choroba prezesa pana otworzyła giełdę spekulacji. Przeróżne „mądre głowy” dowodzą, kto przejmie władze i dlaczego. Podchodzę do tych proroctw z przymrużeniem oka, bo pomijają pewien smutny fakt: PiS łamiąc od wielu już lat zasadę jawności życia publicznego (zaczęło się to jeszcze za czasów pierwszej kadencji rządu Tuska), nie udziela żadnych informacji, przy czym „nie udziela informacji” jest eufemizmem, bo tak naprawdę jest to żulerskie „spierdalaj, jak coś zrobię, to się dowiesz”. Ja wiem, że można powoływać się w swych domysłach na informatorów, ale przecież oni sami dowiadują się o wielu decyzjach wtedy, gdy zostaną wcielone w życie.

 

            Jedyną zasadą, jaką do tej pory stosował Kaczyński, było udupianie każdego, kto stawał się zbyt mocny. W efekcie, wojenki personalne w miejscach mniej eksponowanych, n.p. w samorządach, czy spółkach skarbu państwa, miały dość zaskakujące wyniki. Na świeczniku też jest podobnie, choć rzadziej (za to z szerokim komentarzem medialnym)- wystarczy spojrzeć jak czyszczone są pozostałości personalne po Macierewiczu Antonim, czy Szydło Beacie, którzy wydawali się jeszcze nie tak dawno temu mieć mocny grunt pod nogami.

 

            O ile nie pokuszę się o żadne proroctwa, to już przedstawienie potencjalnych graczy jest w zasięgu moich możliwości. ZAPRASZAM:

 

            CZOPKI, czyli ograniczeni umysłowo pretorianie prezesa pana, obciążeni mniej lub bardziej żenującą przeszłością, jak Brudziński Joachim, Błaszczak Mariusz, Suski Marek, Szydło Beata, Gliński Piotr. Ich jedyną mądrością i dewizą życiową jest „ślepo służyć prezesowi panu”, gdy trzeba, to osłaniać go ciałem od reporterów, parasolem od deszczu, przetrzeć własną grzywą nieestetyczne pajęczyny na fasadzie przy drodze, którą porusza się „ukochany lider”. Działają na zasadzie:

Prezes:

Beatko, czy to gówno, czy plastelina?

Beatka:

Gówno, panie prezesie.

Prezes:

Sprawdź Beatko, sprawdź bosą nóżką, śmiało!

Beatka:

Proszę bardzo, tak jest panie prezesie, gówno bez dwóch zdań, wodzu nasz kochany.

Prezes:

To uciekaj teraz Beatko, uciekaj bo coś pobrudzisz, ja się brzydzę, umyj się i zniknij (na razie)!

Beatka:

Pan prezes jak zwykle taki mądry, spostrzegawczy i przewidujący!

            Do grupy CZOPKÓW zaliczyć też można Kempę Beatkę, czy Sobecką Anię, ale to są czopki ojdyra. Z równym poświęceniem sprawdzą, co jest gównem, a co plasteliną. Odróżnia ich to, że robią to na polecenie innego wodza, który już niejednokrotnie odbierał swe poparcie niezbyt gorliwie finansującym go partiom. Myślę, że gdyby detektywi prześledzili, kto wspiera ojdyra, byłby to ciekawy materiał dla prokuratury. Myślę o prawdziwej prokuraturze, a nie tej uzależnionej od partyjnego aparatczyka, Zbigniewa Ziobro.

            Zarówno jedni, jak i drudzy są fanatykami, więc z definicji lepiej ich trzymać z dala od brzytwy, niejednokrotnie wykluczali z partyjnych szeregów lekceważących ich, zbyt pewnych siebie i swej siły głupców.

            GADZINA JADOWITA. Jak sama nazwa wskazuje, grupa niebezpieczna, gotowa ukąsić nawet, jeśli sama przy tym zginie. Zmuszona do usługiwania prezesowi panu, poniżona, ze zranionymi ambicjami, czeka tylko aż „Najwyższy” go powoła na „niebieskie pastwiska” lub do domu bez klamek (do wyboru) lub los zgotuje mu inną przeszkodę nie do pokonania. Niezwykle niebezpieczni dla niepodległości Polski, znający tylko język dyktatury. Wśród nich tacy psychopaci, jak Antoni Macierewicz każący za sobą wozić pancerną toaletę na poligony wojskowe, rozwalający armię, pozbawiający ją uzbrojenia na długie lata, obciążający armię stałymi wydatkami na kosztownych klechów mundurowych i zbieraninę, którą żartobliwie- ironicznie nazwał Wojskami Obrony Terytorialnej. Innymi wpływowymi przedstawicielami tej grupy są Mariusz Kamiński- (przestępca z wyrokiem sądowym) i Zbigniew Ziobro (przestępca sądowy, ale bez wyroku- obroniony przed Trybunałem Stanu przez PiS oraz takie postaci jak Ewa Kopacz, czy Radzio Sikorski i inni posłowie PO, bojący się wrzucenia granatu do szamba. Cechą tych osób jest to, że w każdej chwili mogą się zwrócić przeciw Kaczyńskiemu, mają dużą wiedzę o mętnych interesach jego partii. Bronią, którą się posługują, są publiczne pomówienia i próby popełnienia przestępstw sądowych, na razie nieudane: na Barbarze Blidzie, na Andrzeju Lepperze, na Kwaśniewskich, na Tusku. I przy tym ostatnim nazwisku warto się zatrzymać, bo na naszych oczach takie żmije, jak panna Wassermann Małgorzata podczas hucpy, jaką jest komisja Amber Gold, czy tłustowłosa, świeżo zaślubiona „duńskiemu uczonemu” z komisji specjalnej troski Macierewicza, Ewa Stankiewicz- Jørgensen, rzucają publiczne pomówienia na przewodniczącego Rady Europejskiej- i choć nie zaprezentowały jeszcze niczego, co nosiłoby znamiona dowodu lub choćby poszlaki obciążającej Donalda Tuska, to bez zmrużenia oka domagają się kary więzienia (Wassermann) i wyroku śmierci (Stankiewicz- Jørgensen) dla ofiary swego łajdactwa. Myślę, że w latach czterdziestych ubiegłego wieku świetnie by się sprawdzały w roli oficerów NKWD lub wyższych rangą strażników w obozach koncentracyjnych, jak również jako oskarżyciele w procesach kiblowych żołnierzy AK. Bardzo często są one pomijane we wszelkich analizach układu sił w PiS, traktuje się je jako niegroźne, podczas gdy udowodniły że są bezwzględnymi zwolenniczkami przestępstw sądowych, a takie osoby w państwie policyjnym dochodzą do wysokich stanowisk. Zachęcam do ponownej lektury „Procesu” Kafki- dowiecie się, co mam na myśli. Najpierw było publiczne oskarżenie mające spowodować ostracyzm, później aresztowanie bez postawienia zarzutów, a na zakończenie Józef K., bohater genialnego pisarza, zakończył żywot podczas egzekucji. Do końca nie wiedział za co był skazany, ale WINA BYŁA BEZSPORNA!

            SZCZURY- najliczniejsza chyba grupa wśród partyjnioków, nie tylko w PiS. Tak lubią stałą, pewną pensyjkę wysoko postawionego polityka, że godzą się na miejsce w drugim szeregu, ale z dostępem do wodza. Mogą być inteligentni, czasem nawet dysponują sporą, jak na polityków wiedzą, ale wodzowie z nich marni. Czarnecki Rysiu, Wojciechowski Januszek, Gowin Jareczek, Mularczyk Aruś, Misiewicz Bartuś, ..., jako samodzielni gracze w ogóle nie istnieją, ale jako partyjni wyrobnicy sprawdzają się znakomicie, dopóki jak szczury z tonącego okrętu, nie uciekną do nowego pana, do którego z łatwością dostosują swoje poglądy. Często ich jedynymi stałymi mocodawcami są duchowni lub jakiś starszy kolega po fachu, który ich wciągnął w ten świat i jemu ufają najbardziej. Mają swą siłę proletariatu, ale bez cudzego mózgu jeszcze niczego nie osiągnęli i jeżeli jakimś cudem zyskaliby przewodnictwo w partii, utopili by ją z kretesem w ciągu połowy kadencji Parlamentu.

 

            Ostatnia interesująca mnie grupa, to sprawni zarządcy uznający władzę prezesa pana. Ludzie odpowiedzialni za politykę personalną w spółkach skarbu państwa, czasem też w szeregach partyjnych. Najbardziej znani, to Lipiński Adam i jego imiennik, uczeń i protegowany, Hofman. Obracający się tam, gdzie zapach szmalu, grubego szmalu, a nie nędznego uposażenia poselskiego. Rzadko kiedy jest o nich głośno, chyba sami niezbyt się kwapią do wzięcia odpowiedzialności za partyjne ruchy, za to każdą kasę chętnie przytulą. Mocni tak, jak mocny jest pieniądz i ciepła posadka z dala od głównego szamba polityki.

            Najbardziej jednak martwi mnie, że głosy do urn wyborczych będą wrzucać chciwi, zapatrzeli w wygodę swej dupy wyborcy, leniwe mendy, dla których praca do 67 roku życia, to za dużo, bo tak się styrali żłopaniem piwa przed telewizorem, przekonani o tym, że jak im się trafi wypadek przy pracy pod postacią kolejnego dziecka, to Rząd musi się nim zająć i dać 500+, mimo że to oni dzieci robili i oni mają rączki i nóżki, by pójść do pracy, SUWEREN znaczy. Jednak w sprawie niepełnosprawnych, którzy są unieruchomieni i ich szanse na jakąkolwiek pracę są iluzoryczne, ten sam SUWEREN wrzeszczy, że to intryga polityczna. Bardzo charakterystyczna dla katolickiego kręgu kulturowego logika- „mnie się należy 500+, bo rucham i za swoje piję, a nie niepełnosprawnemu, który szans na pracę nie ma, bo jemu należy się ode mnie modlitwa w intencji, najczęściej i tak mojej własnej”. Kościół zaś milczy i udaje, że się czymś innym mocno zajął, jeszcze tak nie było, by jakiś tłusty katabas zaryzykował utratę państwowych dotacji z powodu jakiegoś tam niepełnosprawnego. KUPCIE SE GRZEBIENIE... (NADCHODZĄ WSZAWE CZASY)! To właściwie cały mój komentarz odnośnie moich prognoz na przyszłość Polski. To oczywiście tytuł piosenki Jaromira Nohavicy, zapraszam do posłuchania, wystarczy kliknąć tu- w ten akapit i na blogu „Związek niesakramentalny”, który prowadzę ze Świechną, możecie się z nim zapoznać. Dlaczego nie tu? Bo jakoś dyskusja o dyskryminacji ze względu na wiek, czy kondycję fizyczną, którą staraliśmy się zapoczątkować w naszym nowym artykule, niezbyt się chce zawiązać. Czyżbyśmy naprawdę nic nie mieli do powiedzenia w temacie WOLNOŚCI?

 

 

13:44, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (5) »
niedziela, 13 maja 2018

            Nawet nie zauważył, kiedy się zestarzał. Zawsze był gamoniem i ciężką pierdołą, ale żeby tak szybko przejść na półkę „Ostatnia prosta i do mety”...?! Jakoś nigdy nie wydawał się zainteresowany tym, jak go zapamiętają. Owszem, lubił kiedy partia klaszcząc w dłonie wyrażała najwyższe uwielbienie dla jego "geniuszu wielkiego stratega", lecz po prostu uważał, że tak ma być i już. A teraz? Teraz miałby ochotę wydrzeć się na całe gardło: RA-TUN-KU!!! Gdzie tu miejsce na jakąś pamięć? RA-TUN-KU! Tak zwyczajnie, po prostu NA PO-MOC! Nie wiem, czy załapał, że nie umiera się tak łatwo. Nie z powodu kolana. Choć tryb życia, jaki prowadził, nie daje przesadnie dobrych perspektyw na przyszłość. Wylegiwanie się do południa, brak ruchu, paranoiczny strach przed urojonym wrogiem, życie w złotej klatce i pod strażą suto opłacanej z kieszeni podatnika ochrony. Kalectwo psychiczne i fizyczne- i to na własne życzenie! Trzeba złożyć zdrowie w ręce lekarzy. Dziwne.... Zamiast popierdalać na Jasną Górę i prosić o modlitwę słuchaczy Radia Maryja? Oj, użyłem brzydkiego słowa! Jak mi zupełnie nie przykro, ani nie wstyd! Widocznie tak miało być! W tym kontekście tak właśnie miało być!

 

            Tymczasem niejaki Zbigniew Ziobro, żaden prokurator, ale za to Prokurator Generalny (tym samym się różni krzesło od krzesła elektrycznego) nadal dokłada starań, by posłać za kraty lekarzy próbujących uratować jego ojca, też zresztą lekarza, który musiał przecież wyrażać zgodę na proponowane sobie terapie. On nie miał wątpliwości, że są słuszne, biegli takich wątpliwości nie mieli, ani nie mają, a mały, mściwy Zbysiu i tak chce ich poskazywać w odwecie za śmierć ojca. Trochę za krótki jest, ale WIERZY (słowo klucz), że wkrótce urośnie.

 

            Czeka na operację, był diagnozowany w szpitalu wojskowym na Szaserów, ale nie podejmuję się odpowiedzi na pytanie, czy rozmyślał o tym, kogo zrobił Ministrem Sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym oraz jaki to ma wpływ na bezpieczeństwo pracy tych, od których zależeć będzie jego zdrowie. Już raz się NIE ZASTANAWIAŁ, próbując zgnoić pilota ratującego życie jego brata podczas lotu do Gruzji odejściem na zapasowe lotnisko. Pod Smoleńskiem nikt już na lotnisko zapasowe nie odszedł.

 

            Był kiedyś taki mierny typ, który wybór Baracka Obamy na prezydenta USA nazwał końcem cywilizacji białego człowieka, a później apelował o bojkot zbiórki pieniędzy na ratującą życie fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Górski Artur go wołali. Był, bo zszedł był w okolicznościach nader męczącej choroby, białaczką zwanej. Brak informacji, czy odmawiał leczenia sprzętem zakupionym przez fundację, ani czy domagał się sprawdzenia, by przeszczepiany szpik i przetaczana krew należały do „białego człowieka”, choć wiemy, że prosił publicznie i o szpik, i o krew dla siebie samego. "Dobry katolik"- wprost od Rydzyka! Tak czy inaczej, szlag go dawno trafił i zeżarły go już robaki, a fuj!

 

            Jego też on sam zrobił posłem. Czy będzie o tym rozmyślać w przeddzień operacji? A skąd ja to mogę wiedzieć?! Nie sądzę, bo bliższe kolano ciału..., nie..., chyba inaczej to leciało, ale w sumie mało mnie to obchodzi. Nie lubię wała, ma u mnie przerąbane, gdybyśmy się spotkali w ciasnej uliczce, z pewnością to nie ja bym ustąpił przejścia. Szczęśliwie małe są szanse na takie spotkanie. Szczęśliwie dla mnie, bo nie lubię go oglądać, nawet na obrazku, nawet w telewizorze. Jego szczęście, bądź nieszczęście nie obchodzą mnie. Jest mi obojętny. Jak każdy wolny człowiek, mam w dupie jego los i jego wolę. Znów użyłem brzydkiego słowa? Widocznie tak chciałem. Wie o tym?

 

            Lista jego szpitalnych gości została przygotowana w pośpiechu. Niewolnicy zabiegają o audiencję. A przecież nawet go nie lubią. Upokorzył ich wielokrotnie. Mimo to, dyrektor szpitala osobiście dymał z kulami do jego twierdzoklatki na Żoliborzu. Są tacy, którzy uchwycą się każdej szansy na kontakt osobisty. Oficer- nie oficer, prezydent- nie prezydent, premier- nie premier, a każdy swój słoik wazeliny niesie. A po co...? A po co? Niewolnik nie chce być wolny. Niewolnik chce być panem niewolników! Gdzieś za jego metą czeka władza. Tak im się wydaje. Nawet mi ich nie żal. Nadal ich nie lubię.

 

            Zaraz, zaraz.... Czy to nie on wydał zakaz pomocy protestującym niepełnosprawnym i ich opiekunom?

 

 

20:50, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
piątek, 11 maja 2018

            W związku z przedłużającą się walką opiekunów niepełnosprawnych o respektowanie wyroku TK w kwestii ich uposażenia (przypomnę, że o ten wyrok zabiegało samo PiS, ale jeszcze w czasach, gdy sami nie wierzyli, że zdobędą władzę) chciałbym byśmy spojrzeli na sprawę z innej strony. Powszechnie uważa się, że punktem spornym jest kasa, ja natomiast sugeruję coś innego: Nie chodzi o brak pieniędzy- tym PiS nigdy się nie przejmowało, bo nigdy nie musiało ponieść kosztów populistycznych ustaw- najwyżej Państwo się zadłuży nieco mocniej. Chodzi o gówniarsko- żulerską naturę tej partii i jej elektoratu. O to, że nic nie ma prawa mieć miejsca bez zgody prezesa, nawet jeśli to prawo, nawet jeśli to wyrok sądu, czy Trybunału Konstytucyjnego, ZWŁASZCZA WTEDY!!!

 

            Zacznę od przyponienia, kim jest dla mnie gówniarz. Gówniarz, to człowiek niedojrzały emocjonalnie, domagający się praw wieku dorosłego, ale jednocześnie odrzucający odpowiedzialność i dorosłe obowiązki. Gówniarz jeśli czegoś żąda, to dlatego, że tego chce i już! Gówniarzowi nie możesz powiedzieć „postępuj zgodnie z prawem”, bo na złość je złamie i będzie czekać, jak zareagujesz. I jeżeli już wejdzie na tę ścieżkę, to się nie wycofa, chyba że go z niej ściągniesz za pysk. Kijem, karą finansową, innym przymusem zewnętrznym. Bycie gówniarzem nie jest związane z wiekiem, a z brakiem dojrzałości emocjonalnej. Niektórzy nigdy jej nie osiągają, na przykład osoby nadużywające alkoholu, stąd i moje skojarzenia postępowania PiS ze środowiskami żulerskimi.

 

            PiS od czasu zdobycia samodzielnej większości w Sejmie poczuło się absolutnie bezkarne. Poczucia tego nabywało przez osiem lat rządów koalicji PO-PSL, która nie wyciągnęła żadnych konsekwencji prawnych wobec PiSowskich przestępców takich jak Ziobro, czy Macierewicz, pozwalała bezkarnie rzucać pomówienia i lżyć swoich przedstawicieli w ówczesnym rządzie i Parlamencie. Jednak wtedy partia żartobliwie- ironicznie zwąca się „Prawo i Sprawiedliwość” miała z tyłu głowy to, że w każdej chwili ktoś im może skrócić cugli, bo byli mniejszością w Sejmie. Dziś, gdy to oni trzymają za uzdę, uwolnili swą gówniarsko- żulerską naturę. Najbardziej jaskrawym tego przykładem było odwołanie premier teoretycznej, Beaty Szydło. Rano domagała się go opozycja, której wniosek głosami sejmowych niewolników Kaczyńskiego został odrzucony. Wieczorem odwołał ją Kaczyński- sejmowi niewolnicy prezesa bez sprzeciwu wykonali rozkaz.

 

            Zwróćmy uwagę na ten mechanizm: Nic, absolutnie żadna propozycja innego środowiska, niż PiS nie może zostać zaakceptowana. Nawet jeśli samo PiS chciało odwołać Beatkę, to nie zrobiło tego na wniosek opozycji, ani niczyj inny, niż swój własny. Niczym żul, który być może by został w domu, bo przepił już kasę i zostało mu tylko gapienie się w telewizor, ale ponieważ żona mu powiedziała: „tylko nigdzie nie łaź, zostań w domu”, to on na złość poszedł żebrać pod sklep z winem prostym, a wieczorem wrócił i tak, co prawda brudny i sponiewierany, ale w swoim przekonaniu, widział się „honorowym zwycięzcą”, który „nie dał sobie mówić, co ma robić”.

 

            To nie 300 milionów, które PO zarezerwowała w budżecie na wypłaty dla opiekunów niepełnosprawnych jest powodem, że rząd PiS tkwi w oślim uporze przeciw niepełnosprawnym. PiS i owszem, sprzeniewierzyło te pieniądze na inne cele, ale nie chodzi o marnych 300 milionów. Pamiętajmy, że PiS zarezerwowało w budżecie aż 24,5 miliarda złotych na program 500+ (dane na rok 2018), kwota potrzebna na świadczenia dla opiekunów niepełnosprawnych, to przy tym mały pikuś. Chodzi o to, że ktoś ośmielił się PiSowskiemu żulowi powiedzieć, co ma robić- i dopóki żula nie zmusisz, nie ściągniesz za wszarz na dołek, by wytrzeźwiał, to sam się nie podporządkuje. Kaczyński, Ziobro, Macierewicz, Szydło, Piotrowicz, Przyłębska, cała reszto bandy.... Słyszycie nasze kroki? Nie??? A jednak jesteśmy!!! I nie mamy w sobie nic z PiSowskiego niewolnika!!!

 

 

 

            P.S.

             Jako ilustrację muzyczną proponuję dziełka moich znajomych, zrobione solidnej klasy, ale jednak amatorskim sprzętem (zarówno obraz, jak i dźwięk), bez profitów, bez pomocy "showbiznesu", a wręcz wbrew tej maszynie. Skojarzyli mi się z opiekunami niepełnosprawnych, bo muszą wszystko wywalczyć sami, a środki mają ograniczone.

19:34, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
niedziela, 29 kwietnia 2018

            Biskupi właśnie napisali list do Polaków za granicą (ma zostać odczytany 3-go maja), poczułem się więc wywołany do tablicy i zagłębiłem się czujnie w treść listu. Tym czujniej, że został on wydany, jak twierdzą autorzy, z okazji „uroczystości NMP Królowej Polski i setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości”. Rozumiecie chyba, że gdy ktoś jedzie patriotycznymi hasełkami, a przy okazji zapomina, że 3-go maja przypada przede wszystkim rocznica podpisania pierwszej w Polsce i Europie, a drugiej na Świecie konstytucji, to z miejsca zapala mi się kontrolka ostrzegawcza. Konstytucja 3-go maja powstała w roku 1791, uroczystość NMP Królowej Polski wymyślono w 1918, a obchodzono dopiero od 1923 roku, więc raczej nie ma wątpliwości co było pierwsze.

Sejm Wielki.

            Tak jak przypuszczałem, nie zauważyłem w tym liście słowa o Konstytucji 3-go maja (może coś wspomną w dniu odczytania), ani tym bardziej przeprosin, ni błagania o wybaczenie za zdradę Polski, której dokonali poprzez przystąpienie całej kościelnej wierchuszki (z prymasem na czele) do konfederacji targowickiej, wezwanie wojsk carycy Katarzyny „na pomoc”, wojnie przeciw Rzeczpospolitej i w efekcie- drugiego rozbioru Polski. Jeden z biskupów został nawet za to później powieszony, Józef Kazimierz Kossakowski, bp inflancki. Nie padły też żadne słowa przeprosin za kolejną zdradę- tym razem podczas insurekcji kościuszkowskiej- przypomnę, że Uniwersał Połaniecki, który był jednocześnie wezwaniem do powszechnego zaciągu do armii polskiej, został przez księży odczytany podczas mszy, jak im kazał Kościuszko, ale ponieważ Naczelnik nie wskazał języka- odczytany został po łacinie, by obywatele nie wiedzieli o mobilizacji. Zakończyło się to klęską powstania i 123-ma latami rozbiorów.

Wieszanie zdrajców.

            Dziś biskupi tłumaczą mi w liście, że mam być wdzięczny za opiekę nad Polską niejakiej Maryi. Kimkolwiek by nie była, nie bardzo widzę związek, ba, nie widzę także wspomnianej opieki. Miałbym dziękować za rzeź Pragi, masakrę wszystkich powstań narodowych (z wyjątkiem drugiego wielkopolskiego), zsyłki na Sybir, 123 lata niewoli, czy późniejsze klęski z masakrą podczas II wojny światowej (wrzesień 1939, zbrodnia katyńska 1940, rzeź wołyńska 1943-45, powstanie warszawskie), czy lata terroru komunistycznego, zwłaszcza przed 1956 rokiem? A może mam podziękować za hołd lenny Polski przed Watykanem, zwany Konkordatem?! Jeżeli o mnie chodzi, to chrzanię taką opiekę i mam taki pomysł, by się w ten osobliwy sposób zajęto kimś innym, jeżeli tego pragnie oczywiście. To naprawdę jakiś ponury żart, że główni wrogowie wewnętrzni Polski, czyli kler katolicki, próbują utożsamiać się z patriotyzmem.

 

            Żeby nie było tak wszystko na „nie”, żeby nie było tak beznadziejnie i ponuro, zwrócę uwagę na fragment listu biskupów mówiący, że (cytuję) „dojrzały patriotyzm nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem i zamykaniem się na inne kultury”. Dzień po tym, jak facebook zablokował konta Obozu Narodowo- Radykalnego i Narodowego Odrodzenia Polski, kolejny policzek polskim faszystom wywalił Episkopat. Co prawda taki zdawkowy, ukradkowy, niespecjalnie komentowany, ale jednak. No i co wobec powyższego zrobić z „Kurwizją”, czyli „Telewizją Narodową” i podobnymi mediami. Z jednej strony groźnymi dla Polski, a z drugiej, przynoszącymi Polsce wstyd i obciach. Weźmy ten serial „Korona Królów”. Pomijając już fakt, że jest najzwyczajniej słaby, to jeszcze okazuje się, że jakakolwiek krytyka tej produkcji odbierana jest przez sektę żoliborsko- toruńską, jak atak na Ojczyznę. No tak to już jest, że jeżeli nazwiemy „NARODOWYM” coś, co nigdy nie powalało poziomem, a pod wodzą Jacka Kurskiego odnotowało cofkę o 30 lat, to NARÓD godzący się na wykorzystanie tej nazwy przez taką instytucję zaczyna mieć zgryz. Pomyślcie, czy komukolwiek z opozycji przyszłoby do głowy narażać się na salwy śmiechu, broniąc jakiegoś dramatycznie kiepskiego serialu emitowanego przez „niePiSowskiego” nadawcę, n.p. TVN? W życiu! Słyszeliście, by ktokolwiek z PO, Nowoczesnej, SLD rzucał się w wir walki o dobre imię serialu „Szkoła”. Nie, bo jest gorzej niż marny, więc nikt przy zdrowych zmysłach tego bronić nie będzie. Ta zasada nie obowiązuje jednak sekty żoliborsko- toruńskiej, która gotowa jest sztuczną szczęką zamamlać każdego, kto spróbuje nie zachwycić się dziełami prezentowanymi przez PiSowskie media. Można i tak!

 

            Byłbym zapomniał- oto link do fragmentów listu biskupów- kliknij tu, by poczytać, całość usłyszeć można 3-go maja. Miłej lektury!

 

 

 

22:10, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (16) »
środa, 11 kwietnia 2018

            Dzień dobry. Jak się czujesz, Polaku? Budzisz się, otwierasz oczy, niby przed Tobą nowy dzień, ale coś Cię zaczyna niepokoić. Chwila zastanowienia i już wiesz. Za moment będziesz się bał otworzyć lodówkę, żeby z niej Smoleńsk nie wyskoczył. I tak co miesiąc! Najpierw spokojnie, że to niby dla pamięci, że się należy. Potem nastąpi parada chochołów, a potem Prezes Pan wygłosi pochwałę siebie samego, napluje na poprzedników, a gdzieś tam z boku- niby równolegle i bez żadnej konsultacji, Wielki Eciepeci PiS, Antoni Macierewicz z ekspertami specjalnej troski wyrzucą w eter kolejny stek pomówień....

            Tu przerwałem poranne pisanie notki o rocznicy katastrofy, bo piękna pogoda okazała się bardziej interesująca. Podczas spaceru rozmawiałem ze Świechną o naszym „Przenajświętszym Dniu Świstaka” i porównaliśmy go do filmowego pierwowzoru (Harold Ramis, 1993r.) Świechna zwróciła mi uwagę, że film niesie ważne przesłanie: Skoro nie ma wpływu na okoliczności- w tym wypadku, na regularnie powtarzające się sytuacje, należy po prostu robić coś pożytecznego dla siebie, udoskonalać się, jakby życie toczyło się swoim normalnym torem. Bohater filmu nauczył się grać na pianinie, zaczął śpiewać, nawet rzeźbić w lodzie, ale przede wszystkim, zaczął wchodzić w interakcje społeczne, zauważając potrzeby swojego najbliższego otoczenia. Innymi słowy: Zaczął pracować nad swoją duchowością. Dopiero tak odmieniony bohater wreszcie zdołał wyrwać się z pętli czasu. Przy okazji taka dygresja: Ile osób utożsamia duchowość z religijnością? Przecież to dwa zupełnie różne pojęcia, posiadające jedynie niewielką część wspólną.

 

            Nie wątpię, że Prezes Pan jeszcze długo będzie przeżywać swój „Dzień Świstaka”, być może aż do dnia marnej śmierci, tak marnej, jak marne było jego życie. Żyjący w bańce swoich fantazji i urojeń, odizolowany od społeczeństwa, odseparowany nawet od pytań dziennikarzy i spotkań twarzą w twarz z przeciwnikami politycznymi. Dziś odsłonił swoje schody donikąd i po raz kolejny onanizował się swoim przemówieniem pośród sowicie opłacanych pochlebców i klakierów. On z pewnością nie otworzy się na innych- to inni dostosowują się do niego. Że to ciągle ci sami niewolnicy bez honoru? To nie ma znaczenia. Oni stanowią jego alibi, to prawda, ale żadne zaklęcia nie zmienią tego, że są tylko sobą, a nie całym społeczeństwem. Podobnie jak i on sam- samotny w pustym raju.

 

            Innych rzeczy też Prezes Pan nie zmieni. Na przykład tego, że macierewiczowska Komisja Specjalnej Troski nie znalazła ani dowodów podważających ustalenia komisji Millera, ani- tym bardziej- dowodu na zamach, kompromitując się jednocześnie mniej lub bardziej idiotycznymi hipotezami, za to ośmioletni „Dzień Świstaka” skutecznie zmarginalizował rocznicę mordu w Katyniu, której upamiętnienie było przecież celem ostatniego lotu ofiar katastrofy smoleńskiej, nie mówiąc już o tym, że przykrył prawie zupełnie takie wydarzenia, jak rocznica śmierci Jana Pawła II (2 kwietnia), czy rocznica śmierci Jacka Kaczmarskiego (dokładnie 10 kwietnia) i wywołał wojnę polsko- polską, dzieląc nie tylko obozy polityczne, ale nawet polskie rodziny. Sekta, którą stworzył, próbowała się wzorować na chrześcijańskim cyklu liturgicznym, który również polega na cyklu świstaka- powtarzaniu tej samej historii- od nowotestamentowych narodzin do śmierci i wniebowstąpienia Chrystusa. Różnica polega na tym, że w Biblii znajduje się spora ilość dokonań Jezusa z Nazaretu, podczas gdy dokonania Lecha Kaczyńskiego sprowadzają się do śmierci w katastrofie lotniczej, bo raczej ciężko cokolwiek w historii całej wojny o krzesło Jego Nadętości przeciw ówczesnemu MSZ nazywać dokonaniem. W czasach wszechobecnych mediów nie jest łatwo o zbudowanie mitu. Można co najwyżej montować fake- news, lecz opieranie na nich legendy nieuchronnie spotyka się z uśmiechem politowania (w najlepszym wypadku). W efekcie nie starczyło „dokonań”, by stworzyć kalendarz całoroczny, stąd i skrócony, miesięczny cykl świstaka, opierający się na jednym wydarzeniu, przebiegający według sprawdzonego schematu: „upamiętnienie”, nowa (buuuchacha...) hipoteza, kompromitacja hipotezy spowodowana kompletnym rozminięciem się z prawami fizyki, zapomnienie, „kolejne upamiętnienie”....

            Dziś był dobry dzień. Spędziłem go z ukochaną Kobietą, w rodzinnej atmosferze, w cieple, pomiędzy życzliwymi ludźmi i równie życzliwymi zwierzętami, korzystając ze słońca i leśnej okolicy, a na zakończenie, podzieliłem się z Wami dniem i swoimi przemyśleniami. Wiem, że niektórzy przeżywają „Przenajświętszy Dzień Świstaka”, ale to ich życie- ich odpowiedzialność, ja świetnie sobie radzę ciesząc się każdą chwilą swojego życia, jedynego, które posiadam.

 

00:00, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (8) »
sobota, 31 marca 2018

            Zaczęło się od tego, że zostałem ocenzurowany przez aktorów grających w moim własnym (znaczy, wg. scenariusza mojego autorstwa i mojej reżyserii) filmie. Niewiele mogłem z tym zrobić zważywszy, że jest to produkcja non- profit i nikt nie pobiera wynagrodzenia. O co poszło? W usta jednej z głównych postaci włożyłem słowa, że cierpienia Marii z Nazaretu były sielanką w porównaniu do cierpień umierającej na alkoholizm bohaterki pewnej opowieści. Co z tego, że tak było, skoro nad Wisłą strach tak nawet pomyśleć!!!

 

            Czas wielkanocny wypełnił portale społecznościowe gorącymi wyznaniami wiary i okolicznościowymi memami. Na przykład czysty i schludny Mel Gibson siedzi obok zbroczonego krwią Chrystusa w cierniowej koronie z podpisem „Gdy mówisz Chrystusowi, jak ci ciężko”. A ja w Wielkim Tygodniu odświeżyłem sobie dwa dokumenty: „Arizona” Ewy Borzęckiej i „Czekając na sobotę” Ireny i Jerzego Morawskich, gdzie poprzez opowieść o dorosłych i młodzieży, natrętnie przybija się pytanie, jak wyglądało ich dzieciństwo i jak będzie wyglądać dzieciństwo ich dzieci. Potoki alkoholu, narkotyki, młoda matka wykonująca taniec erotyczny (200 złotych od występu) przed obmacującą tancerkę dziczą, która po bliższym poznaniu okazuje się być tak samo skrzywdzoną przez dorosłych grupą pozbawionych nadziei kolejnych pokoleń ofiar patologii. Zmarznięte i wygłodniałe dzieci przeganiane przez dorosłych z miejsc zabaw, które do swoich celów muszą dostosować wyobraźnią, bo dorosłym wyobraźni zabrakło, by im zabezpieczyć bezpieczne dzieciństwo i dorastanie.

 

Baranek po obróbce cieplnej jest gotowy do spożycia.

            A potem przypomniałem sobie spisane wspomnienia Stefanii Krawiec (W grobowcu pamięci), która cudem przeżyła rzeź wołyńską. Przed zagrożeniem ostrzegł ich ukraiński młynarz. Gdy dowiedzieli się o tym napastnicy, całą jego rodzinę wsunęli nogami do przodu w sieczkarnię. Najpierw dzieci, potem żonę, na końcu jego. Może zamiast Mela Gibsona, lepiej by do mema pasowali oni.

 

            Czy wiecie, że autorzy powyższych dokumentów byli ostro atakowani za pokazanie autentycznego wycinka życia prawdziwych, żywych istot ludzkich? „Po co o tym mówić”- pytano. Ano po to, żebyśmy zrozumieli, że nawet jeżeli nam udało się przeżyć w ochronnym kokonie, to tuż obok jest także zupełnie inny świat. I zanim zaczniemy zmyślać z dupy wzięte recepty na szczęście powszechne, powinniśmy się zapoznać z rzeczywistością, a nie wyssanymi z palca pierdołami. Są miejsca, gdzie modlitwa gówno pomaga. Rzekłbym, że większość miejsc tym się charakteryzuje, jeżeli nie ma wiedzy, planu naprawczego, działania i monitorowania efektów oraz ciągłego doskonalenia.

 

            Tak sobie o tym wszystkim przypominam- o kraju będącym pod szczególną opieką Matki Boskiej Częstochowskiej Królowej Polski i świeżo intronizowanego Chrystusa- Króla Polski i Pana (ponoć to tylko odnowienie aktu z 1050 roku). I tak myślę sobie, że wspomniane dokumenty są źle interpretowane. Bo skoro tak sobie tu wszyscy radośnie żyliśmy pod słynącym ze szczególnych łask panowaniem TAKIEJ KRÓLOWEJ i TAKIEGO KRÓLA (gdyby ktoś się nie orientował, to Tego, co to nas od śmierci i grzechu uwolnił), to oczywiste jest, że nie są to wspomnienia tragiczne i smutne, ale żartobliwie- ironiczne, optymistyczne. W 2004 na dobre opuściłem Polskę, by uniknąć tej szczególnej łaski.

 

            Wszystkim Czytelnikom życzę zdrowych, pogodnych, ale i refleksyjnych Świąt, nadziei i planu na lepsze, ciekawsze życie oraz wytrwałości w jego realizacji.

-Woland.

 

 

 

            P.S.

            Na blogu „Związek niesakramentalny” rozmawialiśmy ze Świechną o feminizmie i uporczywie powtarzanych kłamstwach na jego temat. Kliknij tu- w ten link, żeby o tym poczytać.

 

 

16:04, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
Tagi