RSS
piątek, 30 września 2016

           Ostatnie dni upływają w Polsce pod znakiem czarnego protestu i jego kulminacyjnego punktu- poniedziałkowego strajku kobiet. Mając w pamięci niską frekwencję wyborczą, która pozwoliła podłej zmianie sięgnąć po władzę, pragnę przypomnieć kilka faktów.


            Na dzień dzisiejszy sytuacja jest taka, że kobiety wykrzyczały swój gniew przeciw swojemu ubezwłasnowolnieniu- w imię przenajświętszej zygoty. Zwyrodnialcy chcą skazywać kobiety na śmierć w cierpieniu, bo może zygotka przeżyje, a nawet jeśli nie ma szans przeżycia, to prof. Chazan- Mengele chętnie poobserwuje cierpienie kobiety i umierającego tuż po porodzie dziecka i zrobi sobie z nimi sweet focię. Jest ruch w mediach i ruch w telewizji. Na razie tylko ruch.


            Na chwilę obecną, uczestniczące w czarnym proteście kobiety, znalazły się w sytuacji zgwałconej dziewczyny, która publicznie wskazała gwałciciela. Jej bezpieczeństwo zależy od tego, czy zrobi wszystkie następne kroki zakończone prawomocnym wyrokiem i osadzeniem gwałciciela. Wycofanie zeznań przez zgwałconą skończy się kolejnym gwałtem, bo bezkarność obok anonimowości, to najpoważniejszy motor przestępstw. To samo jest z czarnym protestem. Jeżeli nie będzie on masowy, jeżeli się z niego wycofacie, jeżeli będziecie liczyć, że kto inny za Was będzie się narażać, a Wy tymczasem po cichutku pójdziecie do pracy, by nie narażać się szefowi, mężusiowi, teściowej z kółka Radia Maryja, to będzie dokładnie tak, jakbyście wycofały zeznania przeciw gwałcicielowi. Odtąd nikt nie będzie brać Waszego głosu poważnie. Jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B, żeby nie być traktowanym jak dziecko- bez prawa głosu w swojej sprawie.


            Zapomniałem o czymś. Gdyby to była moja decyzja- w życiu nie pozwoliłbym swojej kobiecie leczyć się na oddziale zatrudniającym prof. Chazana. Ze względu na bezposrednie zagrożenie zdrowia i życia. Ja przypomnę, że ten sadysta znany jest z odmawiania podawania leków przeciwbólowych, lubi wtedy mówić o grzechu pierworodnym. Jeżeli szpital potrafi mi zagwarantować, że ten zwyrodnialec nie będzie miał wpływu na leczenie moich bliskich, to niech sobie go zatrudnia, ale zdaje się, że taka gwarancja jest niemożliwa.


            Przeszukując sieć natknąłem się na wypowiedź, mówiącą ni mniej, ni więcej, że odtąd żadna szanująca się kobieta nie powinna przekroczyć progu kościoła. Zgadzam się z tą wypowiedzią w 100%, choć muszę ją rozszerzyć: Żadna grupa społeczna, polityczna, zawodowa, poniżana i atakowana przez hierarchów kościelnych nie powinna przekraczać progu kościoła, nie powinna zapisywać dzieci na religię, ani korzystać z żadnych usług tej sekty. Chcecie z nią wygrać? To odbierzcie im to, co jest dla nich nieustanną inspiracją- PIENIĄDZE! GROSZA na tacę nie rzucać, nie wpłacać po kolędzie, na wypominki, intencje, nie organizować ślubów kościelnych, chrztów, pogrzebów. Jak długo jeszcze będziecie się oszukiwać, że to dla Boga? Że Wy tam idziecie po „Słowo Boże”. To czytać nie potraficie? Biblii nie macie? Finansujecie największą w Polsce maszynę do marketingu bezpośredniego! Marketingu politycznego służącemu ośrodkowi władzy w Watykanie i jego koloniach. Sterującemu rządami i opozycją, ale nie biorącemu za nic odpowiedzialności. Szantażującego, a nigdy za szantaż nie ukaranego. Kradnącego, wyłudzającego, gwałcącego dzieci i młodzież. Stać Was na to?! Szczerze wątpię! Bo rodziny, bo znajomi, bo dzieci. Tyle, że co „bo rodziny, bo znajomi., bo dzieci”? To Wy jesteście częścią rodzin, jesteście dziećmi, znajomymi. Ale to Wasz wybór. Dopóki będziecie karmić czarną hydrę, ona będzie z ambony prowadzić kampanię wyborczą, będzie obrzucać pomówieniami tych, którzy nie chcą jej się w pełni podporządkować. Co jest? Nic nie widziałem, nic nie słyszałem? Nie widzieliście, co się działo podczas kampanii wyborczej? Nie słyszeliście oskarżeń? Jak to koresponduje z Bogiem? Jeśli już, to z tym rogatym, namawiającym do przestrzegania antydekalogu. Nie znacie przykazania „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”? Albo „nie kradnij”?


            Wiecie, dlaczego Polska zawsze koniec końców zbiera w dupę. Bo pomimo tego, że jest wysysana przez czarną hydrę, że jest przez nią zdradzana, że Polska przestała istnieć po Targowicy, do której przystąpili wszyscy najważniejsi dostojnicy kościelni z Prymasem Polski włącznie, to owieczki nadal garną się do swych pasterzy, zamiast do realnych wybawców. To też jest wybór Narodu. Nie tylko głosowanie na PiS! Pracujecie na swój los!


            Nauczył Was coś przypadek profesora Rzeplińskiego? Taki był uległy wobec hierarchów! Uznał ustawę zakazującą uboju rytualnego za niezgodną z Konstytucją, zgodnie z życzeniem biskupów. Ładnie go dzisiaj grillują? Kościół zajął jakieś stanowisko? Eeeee..., przekupieni państwową kasą chętnie się zgodzą na ofiarę Rzeplińskiego. Podobnie sprawy się mają z Lechem Wałęsą. Nikt nie może się wykupić czarnej hydrze, trzeba być jej niewolnikiem do końca życia! Chyba..., że się jej pokaże środkowy palec, jak nie przymierzając ja.

            Wzburzyłem chodzących do kościoła i płacących czarnej hydrze? A jak sobie inaczej wyobrażacie zmuszenie hierarchów do zajęcia się „głoszeniem Słowa Bożego” zamiast walką polityczną i licznymi biznesami? Czekam na konkrety. Nie mówcie mi, proszę, że w Pcimiu jest taki fajny ksiądz, który się dzieli z wiernymi i dla takich księży tam chodzicie. Właśnie dlatego, że akurat ten się dzieli, hierarchowie trzymają go w Pcimiu- bez awansu. Grabie grabią do siebie, a nie od siebie!

 

 

21:38, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (6) »
czwartek, 29 września 2016

           Wczorajsza „rekonstrukcja” Rządu w opinii większości komentatorów nie ma nic wspólnego z rekonstrukcją. Jedyna poważna zmiana, to dymisja Pawła Szałamachy ze stanowiska Ministra Finansów. O tyle się z taką opinią nie zgadzam, że to potwierdzenie pierwszej wielkiej klęski finansowej. Pierwszy budżet firmowany przez PiS- pierwsza katastrofa potwierdzona zdymisjonowaniem autora przyjętego (SIC!) budżetu. Deficyt podciągnięty do granic możliwości, przewidywane wpływy bardzo naciągane, optymistyczne prognoza wydatków, to wszystko sprawia, że autor budżetu określa go „ambitnym”, co w tłumaczeniu na język potoczny oznacza „ciężki do realizacji”. Nie, wcale nie mówię, że niemożliwy, po prostu ciężki...., ciężki i niebezpieczny, bo deficyt jest podciągnięty tak wysoko, że mały błąd spowoduje przekroczenie dopuszczalnego (3% PKB) deficytu, co automatycznie powoduje otwarcie unijnej procedury nadmiernego deficytu. Nie to jest jednak klęską- to jest jedynie potencjalnym zagrożeniem.

            Prawdziwa porażka, to mianowanie faworyta Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego na stanowisko Ministra Finansów, przy jednoczesnym pozostawieniu go na fotelu Ministra Rozwoju. Trzymając się tytułowej terminologii, to przypomina mi zdymisjonowanie głównodowodzącego, generała Brauchitscha i mianowanie na to stanowisko siebie samego przez führera tuż przed planowaną bitwą o Stalingrad. Analogia polega na tym, że do momentu dymisji głównodowodzącego, Hitler zakładał same zwycięstwa i bezproblemowe wykonywanie swoich śmiałych, często nierealnych planów, a głównodowodzący je korygował do granic wykonalności. Po zdymisjonowaniu głównodowodzącego, mrzonki korygował (czyli w tej wersji pozostawiał bez zmian) ich autor. Identycznie jest z polskimi finansami zarządzanymi przez PiS: Mateusz Morawiecki zyskał zaufanie swojego führera, bo podsycał jego mrzonki, dolewając do tego ognia oliwy swoich fantazji. Pozwolę sobie za Newsweekiem przytoczyć niektóre z nich: milion samochodów elektrycznych, specjalizacja polskiej zbrojeniówki w produkcji dronów bojowych, polskie Houston, czyli narodowe centrum przemysłu kosmicznego, polską Krzemową Dolinę, którą mają stworzyć obficie dofinansowanych przez państwo startupów, a nawet zimną fuzję jądrową jako podstawę energetyki, przy zachowaniu kluczowej roli polskiego węgla kamiennego (WTF?!)- aż dziw bierze, że nie obiecał tysiąca lotniskowców, jako podstawy odbudowanego przemysłu stoczniowego i stu tysięcy myśliwców piątej generacji w udoskonalonej technologii stealth. Po prostu, jedzie gość fantazją po całości. Czynnikiem sprowadzającym Morawieckiego na ziemię było Ministerstwo Finansów, prowadzone do niedawna przez Pawła Szałamachę. Chociaż nigdy nie byłem jego entuzjastą, to muszę przyznać, że gdy już objął stołek Ministra Finansów i zorientował się, że to on teraz odpowiada za realizację polityki finansowej, to zaczął hamować brednie, których przecież sam był współtwórcą. Sam, bez cienia zażenowania wymyślał coraz to nowe obietnice wydatków państwowych, ale robił to jedynie do momentu, gdy to on miał je realizować. Nie zdecydował się wziąć odpowiedzialności za bajdurzenia zgodne z halunami prezesa. Jako ciekawostkę, przypomnę fakt, że Szałamacha był jedynym Ministrem Finansów po 1989 roku BEZ WYKSZTAŁCENIA EKONOMICZNEGO!!! Czyżby mianowali go nim licząc, że nie potrafi liczyć? DOBRA ZMIANA, HEJ!

            Po zdymisjonowaniu Szałamachy, kontrolę nad mrzonkami Ministra Rozwoju Mateusza Morawieckiego będzie sprawował Minister Finansów Mateusz Morawiecki. Zbieżność NAZWISK, IMION, a nawet PESELU NIEPRZYPADKOWA, bo to jeden i ten sam człowiek, który sam będzie „urealniał” swoje brednie pisane pod dyktando sennych marzeń Kaczyńskiego. To jest możliwe jedynie w Tworkach, u Hitlera i w podłej zmianie! I skończy się tak samo! Stalingrad jest nieunikniony, a on będzie dopiero początkiem pasma klęsk.

            Jeszcze jedna uwaga dotycząca rekonstrukcji. Otóż wobec szeregu pytań dotyczących możliwości zdymisjonowania Macierewicza Antoniego, politycy PiS powtórzyli „złotą myśl” Kukiza sprzed głosowania wotum nieufności, że Antoni jest najlepszym szefem MON po 1989 roku. Ot, na przykład wczoraj się okazało, że decyzją Macierewicza, Polska Grupa Zbrojeniowa będzie sponsorować klasztor na Świętym Krzyżu. Tak porównując do zapowiedzi i planów Morawieckiego, to będą tym klasztorem w kosmos latać, czy może na drona go przerobią?!


            Dla przypomnienia: Antoni Macierewicz zablokował wszystkie kontrakty na uzbrojenie dla polskiej armii, jednocześnie z funduszy MON tworzy współczesny odpowiednik bojówek SA- pod nazwą Obrony Terytorialnej i wydaje kasę na akademie, apele pamięci, transporty Chrystusów, klasztory i cholera wie co jeszcze, byle nie było to uzbrojenie dla Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej.

            Byłbym zapomniał. Czytelnikom należy się wyjaśnienie, dlaczego Szałamacha poleciał ze stołka. Generalny powód jest jeden: Jeśli prezes pan mówi, że 2+2=5, to tak ma być i ma to zagwarantować PiS-owski Minister Finansów. Jeżeli zaś chodzi o konkrety, to kształtują się one mniej- więcej tak:

1. Szałamacha podpadł już na początku urzędowania twierdząc, że nie ma kasy na "500+". Odroczył wyrok na siebie odszczekując swe bluźnierstwo przeciw prezesowi, jak widać, nie na długo.

2. Prezes pan żądał wprowadzenia podatku bankowego, ale takiego, by przyniósł krocie budżetowi, ale żeby banki nie podniosły cen usług. Pamiętamy, że prezes niczym blondynka wierzy, że gdy będzie prosić, czy wręcz rozkazywać, by 2+2=5, to taki będzie wynik i już. A tu nagle ZONK! 2+2=4 i nie chce wyjść 5 w żaden sposób, nawet w niedziesiętnych systemach liczenia! Przychody z podatku bankowego nie powalają, za to wszystkie banki podniosły ceny swoich usług! Kto winien? Przecież nie prezes pan! Minister Finansów wydaje się być dobrym kozłem ofiarnym, zwłaszcza jeśli prezes go nie lubi.

3. Podatek od sklepów wielkopowierzchniowych był kolejnym konikiem, czy też raczej osiołkiem prezesa pana. Ustawę miał przygotować Szałamacha, a pieniążki miały zasilić budżet. Nie pomagało tłumaczenie jak koniowi na miedzy, że nie można dyskryminować wybranych podmiotów na wolnym rynku unijnym. Wkroczyła UE, ustawa została zamrożona, nici z dochodów, co z tego że wszyscy głupkowatemu prezesowi to tłumaczyli, skoro nikt go nie przekona, ze czarne jest czarne?!

4. Prezes zapowiedział uszczelnienie systemu VAT, a uszczelniać miał Szałamacha. Dostał chyba od pryncypała słabe pakuły, bo wzrost wpływów z tytułu tego podatku jest daleki od tego, co wyśnił wodzu. Kto winien? Wiadomo- nie prezes pan, lecz Szałamacha (a fuj)! Nie zrozumcie mnie źle, ja również bym sobie życzył uszczelnienia ściągalności podatków, ale to nie takie proste, bo gdyby było, to dawno by to zrobiono. Po pierwsze, kontrolerzy kosztują. Po drugie, kontrolerzy bywają przekupni, zwłaszcza jeśli zwiększymy ich ilość, można się spodziewać wzrostu korupcji. Po trzecie, prezes życzy sobie kontroli, ale NIE przeciwko bandzie Kaczyńskiego, na przykład SKOKi mogą kraść do woli, to samo z Radio Maryja, czy diecezjami kościelnymi. Złodzieje świata oferują im współpracę, bo tam jest bezkarnie, a kontrole mogą im SKOK..., skok...., skoczyć!

5. Ten punkt jest chyba najważniejszy. Szałamacha postawił się ulubieńcowi Kaczyńskiego, schlebiającemu jego mrzonkom i urojeniom Mateuszowi Morawieckiemu. Niedobry Szałamacha, niedobry, be, a fuj! 

 

15:53, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
wtorek, 27 września 2016

           Coraz więcej moich znajomych decyduje się odżałować 1000 euro, by wyrobić sobie irlandzki paszport (taka jest opłata urzędowa). Do niedawna było to zupełnie niepotrzebne, ale od kiedy nastała Wolska kaczystowska, ludzie zapragnęli mocniejszych więzów z krajem, który dał im szanse na godne życie. Ja również zaczynam całkiem serio myśleć o takim rozwiązaniu. Nie, nie dlatego, bym się bał deportacji. Przebywam tu legalnie od 2004 roku, mam udokumentowaną historię pracy i płacenia podatków. Mam nieprzerwanie prowadzony rachunek bankowy. Mam również udokumentowaną historię wolentariatu na rzecz lokalnej społeczności i policyjne zezwolenie na pracę z tutejszymi dziećmi. Nie mam się czego obawiać. Czy jako obywatel, czy rezydent Republiki Irlandii, mam satysfakcjonujące mnie prawa. Chodzi o coś innego: Wolska, to kraj zdominowany przez ludzi chciwych, zawistnych, podstępnych i tchórzliwych. Nie wiem, czy wynika to z przewagi liczebnej, czy po prostu z większej determinacji i zjednoczenia owych indywiduów, lecz na chwilę obecną to oni dominują między Bugiem a Odrą. I coraz większą odczuwam potrzebę odcięcia się od nich. Coraz bardziej chcę odciąć się od państwa, w którym pomówienia, tchórzostwo, zawiść, chciwość i zdrada nazywane są patriotyzmem. Więzy krwi i język to za mało, by identyfikować się z tym grajdołem.

            Właśnie przeczytałem, że niejaki Mariusz Matys z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga wszczął śledztwo w sprawie Mariusza Kamińskiego i legalności nadzorowanej przez niego prowokacji wobec Jolanty Kwaśniewskiej. Wszczął to śledztwo nie po to, by je prowadzić, lecz aby je umorzyć w ciągu JEDNEGO DNIA, nawet nie próbując udawać, że zapoznał się z materiałem dowodowym. W związku z tym przestępca skazany wyrokiem sądu, a ułaskawiony przez partyjnego wspólnika, Andrzeja Dudę jeszcze przed uprawomocnieniem wyroku, może spać spokojnie i planować nowe przestępstwa. Jednak temat zasygnalizowała jedynie Wyborcza, niektóre media zdobyły się na zdawkowe powiadomienie o tym doniesieniu. Nikt, żaden publicysta, nie uznał za stosowne podjąć tematu. Nikogo nie obchodzi, że zdrajca Polski próbował wrobić byłą Pierwszą Damę w przestępstwo nielegalnego zakupu willi w Kazimierzu Dolnym. Nikogo nie obchodzi, że Mariusz Kamiński zacierał dowody swojej zbrodni wykasowując z systemu zapis GPS rejestrujący położenie samochodów należących do CBA (oficjalne polecenie zniszczenia dowodów wyszło od Macieja Wąsika- jednego z zastępców Mariusza Kamińskiego). W ciągu jednego dnia prokurator Mariusz Matys udał, że zapoznał się z aktami olbrzymiej sprawy. Nie muszę chyba dodawać, że podła zmiana usunęła ze stanowisk wszystkich urzędników CBA, którzy nie mają powiązań z PiS, a mogą mieć wiedzę o akcji Kamińskiego. Jednak nikogo to nie obchodzi, bo Wolacy zdają sobie sprawę, że nie grozi im bycie Prezydentem RP, ani tym bardziej bycie Pierwszą Damą, to ich nie dotyczy, dotyczy „jedynie jakiejś tam Kwaśniewskiej”. Że ktoś chciał ją wpakować do pierdla namawiając na przestępstwo? A co to Wolaka obchodzi?!

            Coś innego i bardzo podobnego zarazem jednak Wolaka obeszło. Mam tu na myśli prowokację Rafała Betlejewskiego- redaktora naczelnego serwisu i radia Medium Publiczne, który upokorzył grupę bezrobotnych, którym proponował fałszywą pracę- szmuglowanie uchodźców, przemyt narkotyków, usługi seksualne dla pani prezes, jakiejś dziewczynie kazano podczas rekrutacji masować kark rzekomego szefa.... Krótko mówiąc: Zafundowano im totalne upodlenie za obiecywane grosze.

            Polska, biało- czerwoni! To wszystko zrodziło się w chorym łbie pseudo- dziennikarza, istnej hieny. Tak, tak, mam go za istną hienę, bo dla kariery znęcał się nad ludźmi upokarzając ich do granic wytrzymałości. A że wyszła przy tym smutna prawda, że Polak za marne grosze gotów zostać żigolakiem pani prezes, przemycać narkotyki, handlować ludźmi.... Ano, TAKI SUWEREN!!!

            Wszyscy rozumiemy, co jest nie tak w prowokacji Betlejewskiego. Dlaczego? Bo mogło to spotkać każdego! Jeśli nie osobiście, to brata, siostrę, syna, córkę, ojca, matkę, kogoś wystarczająco słabego, żeby się skusić na szybki, choć marny i poniżający zarobek w nadziei na anonimowość procederu. Dla autora tego pomysłu gnida jest niedoścignionym wzorem. Jest jednak coś, co sprawia, że nie tylko moralnie, ale i w świetle prawa, stoi on o niebo wyżej od Mariusza Kamińskiego i wszystkich ubabranych w jego przestępstwo. Betlejewski dla swojej prywaty jedynie poniżył Polaków, którzy się złapali na prowokację. Mariusz Kamiński nie dość, że chciał poniżyć i upokorzyć byłego Prezydenta RP i byłą Pierwszą Damę, to jeszcze chciał ich wsadzić do więzienia, namawiał do przestępstwa, kusząc ich nieporównywalnie większym zyskiem, czym chciał zrujnować ich życie i zbudować swoją prywatną karierę. I dzisiaj się dowiaduję, że prokurator Mariusz Matys w ciągu jednego dnia umarza sprawę tego zwyrodnialca, na którego SUWEREN i tak przy najbliższych wyborach zagłosuje! SUWEREN, który sam za „500+” SREBRNIKÓW gotów jest masować kark szefa, wykonywać usługi seksualne dla szefowej, rozprowadzać narkotyki, pomagać przemytnikom ludzi. To dlatego czuję coraz słabszą więź z tym Narodem.

            Nieudana prowokacja Zbigniewa Ziobro stała się początkiem końca Andrzeja Leppera, który nie pożył długo po tej próbie wrobienia w grubą aferę. Nieudane aresztowanie bez żadnych zarzutów skończyło się śmiercią Barbary Blidy. SUWEREN bez żenady będzie głosował na pana Zbyszka, który zgotował im ten los. Polska, biało- czerwoni! Pawiem narodów byłaś i papugą (J. Słowacki)!


            Gdy powstawał KOR i pierwsza Solidarność, SUWEREN i owszem, popierał wyrwanie z komunistycznej niewoli, ale już wziąć na siebie odpowiedzialność i działać na pierwszej linii, to skłonny zbytnio nie był. Każdemu wolno być tchórzem, zresztą nawet ciężko osądzać jako tchórza rodziców, którzy nie chcą być twarzami ruchu oporu, bo się boją o życie, zdrowie, możliwości wykształcenia własnych dzieci. Jednak byli tacy, którzy się nie bali, czy raczej, mimo strachu poświęcili się dla dobra Polski: Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Adam Michnik, Bronisław Komorowski, Andrzej Czuma, Henryk Wujec, Henryka Krzywonos, Władysław Frasyniuk. To oni byli aresztowani i prześladowani. I pomyśleć, że ledwie SUWERENOWI od dupy odeszło, ledwie minęło zagrożenie, to dopuścił się zdrady ogłaszając swoich wybawców wrogami Ojczyzny. Na podstawie najpodlejszych pomówień ci chowający się za plecami Wałęsy, dzisiaj, gdy im nic nie grozi, pomawiają go o zdradę. Polska, biało- czerwoni, motyla noga! Ale pamiętajcie o prowokacji Betlejewskiego- ona pokazuje oblicze Narodu. Wystarczy, jak ten redaktorek, być pozbawionym skrupułów fajfusem i w jeden dzień rekrutacyjny da się zebrać niezły zespół chętnych do handlowania ludźmi, narkotykami, własnym ciałem! Polska!

 

 

17:42, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
sobota, 24 września 2016

 

            Was to też wzrusza? Normalnie, biedny prezes pan- on nie wiedział, że PiSowscy gangsterzy obsadzili swoimi kumpelami i kolesiami stanowiska w spółkach Skarbu Państwa i wszelkich innych zależnych od PiS podmiotach. Gapcio taki, po prostu nie wie, nie kuma, że na przykład swoją podstarzałą koleżankę, której jest winny dość grubą kasę wsadził do rady nadzorczej PGE. No nie wie i już!


            Nie wie nasz bohater, że aktoreczka z filmu „Smoleńsk” dostaje w TVP posadę „doradcy” do spraw tego i owego, nie wie, że mąż aktoreczki, kuzyn Kaczyńskiego, Jan Maria Tomaszewski był tam „konsultantem obyczajowym”.


            Nie wie Jarosław K., że Tadeusz Rydzyk, który w swych mediach prowadził nielegalną kampanię wyborczą PiS dostaje teraz w ramach rekompensaty państwową kasę!

            Zupełnie już nie wie, biedaczek, że na stanowisku szefa MON zatrudnia zdrajcę Polski, posiadającego na rękach krew polskich żołnierzy poległych w zasadzkach na Bliskim Wschodzie, odpowiedzialnego za zdjęcie z armii ochrony wywiadowczej i wydanie w ręce obcych kontrwywiadów naszych informatorów. Nie wie Jarosław, że ten zdrajca zatrudnia na państwowych posadach pozbawionych doświadczenia zawodowego i wykształcenia Jannigerów i Misiewiczów. Nie wie, że sabotuje on kontrakty dla zbrojeniówki, że pieniądze na rozwój armii przeznacza na fundusz reprezentacyjny lub pozbawioną nowoczesnego uzbrojenia „obronę terytorialną”.


            O ministrze Jackiewiczu też oczywiście prezes pan nie wiedział? To kto wiedział, do cholery? Bo w czasie tworzenia własnego rządu, Beata Szydło została wysłana na urlop! A Minister Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa? Prezes również nie wie, że do oświadczenia majątkowego nie wpisał „stodoły”, w której urządza warsztaty dla studentów uczelni, w której jest zatrudniony i której jako minister sam przyznaje dotacje?! No nie wie Jarek i już, nasz gapcio kochany!


            Nie wie również, że Minister Kultury na szefa Teatru Polskiego we Wrocławiu mianuje trzeciorzędnego aktorzynę serialowego, że wspiera finansowo ludzi, którzy organizują akcje blokowania dostępu do kultury (mam tu na myśli środowisko Radia Maryja), a takiej ikonie jak Krystyna Janda obcina dotacje? A może nie wie, co robi Kurski Jacek na stanowisku prezesa TVP?

            A sam Jarosław Kaczyński, to przepraszam, ale jakie ma kwalifikacje do pełnienia funkcji państwowych? Bo jeżeli polityk przez 30 lat działalności na szczytach władzy nie nauczył się języków obcych, ani nawet poprawnego wysławiania w języku polskim, nie zna nowoczesnych technologii, nie ma nawet prawa jazdy, to na kasę do Biedronki nie bardzo się nadaje, a przynajmniej ma spory kłopot, bo ludzie tam pracujący przewyższają go wiedzą i umiejętnościami!


            Cieszę się, że powstają listy Misiewiczów, PiSiewiczów, cieszę się że Gazeta Wyborcza demaskuje kolejnych kebabiarzy, czy pracownice parafialne w spółkach Skarbu Państwa, cieszę się, że podaje do publicznej wiadomości nazwiska kolejnych partyjnioków z nadania Hofmana i Jackiewicza wrzuconych na stanowiska, do których nie mają najmniejszych kwalifikacji, chętnie zatem podam link- kliknijcie tutaj, w ten akapit, by poczytać więcej, ale jednocześnie przypominam, że w PiS nic się nie dzieje bez wiedzy Jarosława Kaczyńskiego.

(...)Podchody i kłótnie i broń bratobójcza

prezencik od wodza, od wujcia, od wujcia!

Kto winien? On milczy! Kto winien? Nie on!

On wzrusza się nagle w tym ciepłym lokalu!

On biedny, on chory, on biedny, on chory,

On biedny, on chory, on leży w szpitalu...


On wzrusza ramieniem, jak gdyby nic:

Wódz, a za wodzem PiS ;-)

 

 

13:20, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
niedziela, 18 września 2016

           „Jedna pigułka cię powiększa, jedna zmniejsza, a te dawane ci przez matkę nie robią zupełnie nic. Idź, spytaj Alicji, gdy ma dziesięć stóp wzrostu.” Tak zaczyna się tekst przeboju grupy Jefferson Airplane „White Rabbit”, będącego oczywistym odniesieniem do Alicji w krainie czarów. Znani z upodobań do środków halucynogennych artyści sugerowali niedwuznacznie, że właśnie do tych substancji nawiązywał Lewis Carroll, czy też raczej Charles Lutwidge Dodgson. Niezależnie od tego, czy dokładnie to autor miał na myśli, chodzi o rodzaj systemu rozproszonego „ja”, który sprawia, że ktoś czuje się raz wielkim, a innym razem maleńkim- zapominając jaki jest naprawdę.

            Nie wiem, jakie pigułki spożywa prezes pan, ale zdecydowanie ma on problemy z określeniem swoich faktycznych możliwości. Podczas ostatniego spotkania z Wiktorem Orbanem najwyraźniej był w fazie poczucia mocy i wykrzykiwał jakieś brednie o tym, że wspólnie będą kraść konie ze stajni zwanej Unia Europejska. Ponieważ robił to publicznie, wobec mediów, szeroko otwierałem oczy ze zdumienia, otwierałem je jeszcze szerzej podczas wizyty Komisji Weneckiej w Warszawie, gdy PiSowski przekaz dnia brzmiał „to miło, że Komisja Wenecka przyjechała na wycieczkę krajoznawczą”. Wyjść natomiast z osłupienia nie mogłem, gdy ustami teoretycznej premier, niewolnicy Szydło, Kaczyński oznajmił, że będzie zmieniać traktat unijny. No, po prostu żul żebrzący o datek z Unii Europejskiej zaczyna jej pyskować i domagać się podporządkowania dobroczyńcy swoim żulerskim interesom. O tyle to przerażające, że menel żoliborski łatwą pensyjkę ma gwarantowaną, natomiast polska gospodarka cały czas musi być konkurencyjna i wiarygodna, by nie paść, podczas gdy ten chory człowiek oznajmia wszem i wobec, że zamierza „kraść konie” z UE, ma gdzieś europejskie organa nadzoru procedur demokratycznych (Komisję Wencką) oraz same procedury i chce pod siebie zmienić traktat unijny, domagając się bezkarności dla siebie i swoich poczynań. Skuteczność takiego szarmanckiego podrywu doskonale opisuje poniższy obrazek.

            Na czym prezes pan zbudował swe poczucie mocy? Otóż wydało mu się, że ma poparcie Grupy Wyszehradzkiej, mało tego, uważał że on jej lideruje. W praktyce wygląda to tak, że o ile proputinowski Orban patrzy na Kaczyńskiego, jak na użytecznego idiotę i pozwala mu robić krecią robotę odciągając uwagę UE od Węgier, o tyle przywódcy Czech i Słowacji wręcz przerazili się paranoją prezesa i otwarcie powiedzieli, że nie są zainteresowani zmianami w traktacie unijnym. Żeby było śmieszniej, choć raczej w barwach czarnej groteski należałoby to postrzegać, Węgry i Słowacja mają gospodarki tak silnie uzależnione od Moskwy, że głośno mówią o cofnięciu sankcji wobec Rosji, co jest zupełnie rozbieżne z tym, co mówi prezes pan i na czym chciałby oprzeć politykę. Przyznacie, że dość szaleńczo wygląda prezes krzyczący „Polska rules”, gdy Węgry i Słowacja chcą zbliżenia Rosji, a Czechy chcą zbliżenia Niemiec, przy czym żadne z tych państw nie powiedziało nic o wspólnych celach politycznych z Polską.

            Z nieuzasadnionym poczuciem mocy prezesa pana miesza się w sposób nieprzewidywalny jego paniczny strach. Nie znam drugiego takiego tchórza wśród polityków. On nie tylko boi się własnego cienia i nie rusza się w teren bez obstawy, ale nawet po budynku sejmowym nie porusza się inaczej, jak otoczony wianuszkiem ochronnym. Wzorem innego, o wiele bardziej słynnego tchórza, Stalina, regularnie dokonuje rotacji w swojej partii, jeżeli tylko ktoś zdobędzie zbyt duże wpływy i sprawi, że prezes poczuje się zagrożony. Jedyną osobą, która jest poza zasięgiem czystek, jest osobisty Rasputin Kaczyńskiego, Wielki Eciepeci PiS, Antoni Macierewicz, posiadający nieograniczoną autonomię w zakresie łajdactw i pomówień. Strach prezesa będzie narastać, bo jego odpowiedzialność za łamanie Konstytucji RP staje się z każdym dniem bardziej oczywista i trudno oczekiwać, by szaleńcze rotacje jakich dokonuje wśród swych partyjnioków, mogły z niego zdjąć piętno zdrajcy Ojczyzny. Powoli dochodzimy do sytuacji podobnej tej w III Rzeszy, gdy żadne przedsiębiorstwo nie mogło być zarządzane przez kogoś spoza NSDAP. Symbolem tego gangsterskiego zawłaszczenia Polski stał się Misiewicz- 27 letni niedouk bez choćby studiów licencjackich, który został przez Macierewicza wsadzony do rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Wcześniej był bohaterem skandalu z przyznaniem mu Złotego Medalu za Zasługi dla Obronności Kraju, przy jednoczesnym poniżeniu profesora Leszka Żukowskiego, weterana powstania warszawskiego, prezesa światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, któremu Macierewicz w odwecie za krytyczne stanowisko wobec polityki MON odmówił symbolicznego awansu. Zachęcam do śledzenia przygotowanej przez Nowoczesną listy #Misiewicze, pokazującej sieci i powiązania PiSowskiej mafii. Premiera przewidziana jest na poniedziałek.

 

 

14:47, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (5) »
środa, 07 września 2016

           Na co jak na co, ale na brak dynamiki sceny politycznej dojnej zmiany nie można narzekać. Wydarzenia ponure, rodem z najpodlejszych totalitarnych systemów, jak ignorowanie wyroków sądów przez rządzących, czy nazywanie ofiar ataku faszystów prowokatorami- przez nie byle kogo, bo cywilnego szefa policji, Błaszczaka Mariusza, przeplatają się z mało znaczącym pozorowaniem polityki, jak nagła wizyta Waszczykowskiego ze wspomnianym Błaszczakiem w Londynie, dyskusja o zakazie handlu w niedzielę, czy premiera propagandowego gniota z gatunku „paranoid fiction”, któremu według pierwszych krytyków daleko nawet do arcydzieł propagandy, nie mówiąc już o thrillerze politycznym, jaki twórcy chcieli zrobić. Dziś słów parę o polityce pozorowanej, mającej za zadanie odwrócić uwagę od widma totalitaryzmu ciążącego nad Polską.

            Na pierwszy ogień dwóch naszych gierojów: Błaszczak i Waszczykowski, co to polecieli do Londynu „sprawdzać” brytyjskie służby. No i coście tam chłopaki sprawdzili?! Bo coście powiedzieli po powrocie, to każdy słyszał (coś tam ponoć przypominaliście Anglikom), choć w głowę do tej pory zachodzę, jaki to niby ma mieć wpływ na ewentualne akty przemocy wobec Polaków? Ktoś wam w ogóle cokolwiek udostępnił do wglądu? Nie żartujcie! Jak zawsze: powiedzieli wam, że bardzo was lubią?

            Nie, nie mogę przeboleć. Jakaż szkoda, że Krauze Antoni nie pobieżył za wami z kamerą, by materiał na „Smoleńsk 2” kręcić. Widzę to mniej więcej tak: Kamera na Waszcza, on idzie zdecydowanym krokiem ku drzwiom, otwiera je i nagle.... Dzień dobry. Zastałem Jolkę...???

            Wbrew powszechnym opiniom, nie będę czarno wieszczył, że to straszna gafa była i że zaciąży ona na naszych stosunkach dyplomatycznych z Wielką Brytanią. Ja oczywiście mieszkając w wyspiarskim kręgu kulturowym od 12 lat zdaję sobie sprawę, że pouczanie przez dwóch zasrańców w temacie, który Brytyjczycy znają od podszewki i mieli opanowany całe dekady przed tym, gdy Polacy się dowiedzieli, że takie problemy również istnieją, jest wielkim nietaktem, ale ponieważ Waszczu z Płaszczem przekroczyli dalece granice błazenady, budzić to może raczej jakiś pełen politowania gest władz brytyjskich, typu puknięcia się w czoło, niż śmiertelną złość na polskich dyplomatołków. To mniej- więcej tak, jakby Kaczyński w Rio podszedł do Antigi przy stanie 2:0 dla USA, ogłaszając w mediach, że przyszedł go skontrolować oraz zbesztać za to, że Polaków biją, a Polacy są przyjaciółmi Francji. Właściwie jest jeszcze głębsza śmieszność tej wizyty. Otóż Polaków pobili tacy angielscy „patrioci”, lustrzane odbicie tych, co to na pogrzebie Inki i Zagończyka napadali na członków KOD. Różnica jest taka, że o ile Brytyjczycy jasno mówią, że walka z przemocą i mową nienawiści jest dla nich priorytetem, to nie kto inny jak Błaszczak poparł polskich faszystów i starym hitlerowskim zwyczajem, tuż po napaści powiedział, że to agresorzy byli ofiarami prowokacji, a ofiary prowokatorami.

 

            Równie pociesznie, choć prawdę powiedziawszy, zdarzenie to raczej lokalnie i zainteresowania międzynarodowego nie wzbudzi, wygląda bogoojczyźniana dyskusja o handlu w niedzielę. Właściwie, mam ją gdzieś. Konsekwencje ewentualnego zakazu są proste do przewidzenia: ze względu na to, że czas pracy w niedzielę stanowi w przybliżeniu 10% tygodniowego czasu pracy, tego rzędu redukcji etatów wśród personelu handlowego należy się spodziewać. Tragedii dla zwolnionych nie będzie, bo co najwyżej kilka osób zyska impuls do sprawdzenia modelu 500+ . Przy obecnej sytuacji na rynku pracy, handel cierpiał raczej na niedobór pracowników (nie wszystkie etaty były zajęte), więc wielkich grupowych zwolnień nie przewiduję, choć z drugiej strony, przy obecnej dziurze budżetowej, powiększanie jej o dodatkowych beneficjentów 500+, zasiłków i ubezpieczeń dla bezrobotnych jest raczej mało roztropne. Oczywiście i tak koniec końców płacić za to będzie podatnik, niestety, zbyt często zbyt głupi, by to pojąć. Za to w razie zakazu handlu w niedziele, nastąpi coś, do czego micha sama mi się cieszy. Stali czytelnicy dobrze wiedzą, że nie darzę przesadną sympatią ludzi o roszczeniowej postawie. Tych wszystkich, którym się należy za samo jestestwo i zawsze są przekonani, że dostają za mało. Tych, którym zawsze się wydaje, że ekspedientka się guzdrze i jest niewystarczająco usłużna. Tych, którzy są głęboko przekonani, że robią wielką łaskę, przychodząc do sklepu w niedzielę. Cóż..., supermarkety tylko czekają, by mieć ustawowo zagwarantowany dzień wolnego, bo ich praca w niedzielę nie wynikała z chęci zysku, a z wojny z konkurencją. Zysk mieli iluzoryczny, bo żarcie człowiek musi kupić tak, czy inaczej, jeśli nie kupi w niedzielę, zrobi to w sobotę. Jeśli ustawa zakaże handlu konkurującym ze sobą supermarketom, to klienci żadnego z nich nie przejdą z tego powodu do innego, bo będzie również zamknięty. I wtedy konsumenci będą musieli streścić się ze swoimi weekendowymi zakupami w sobotę, bo w pozostałe dni tygodnia w wielkich miastach czas na zakupy mają jedynie smakosze win prostych, którzy oczywiście nie mają na zakupy kasy, przecież zdarza się, że czasem nawet na kieliszek chleba im nie starcza. Im zresztą też niedzielne winko podrożeje (zostaną małe sklepy i mety), a i tylu drobnych, co pod supermarketem nie zbiorą pod osiedlowym sklepikiem. Coś podskórnie czuję, że wielu Polakom przyda się taka lekcja pokory i docenienia cudzego wysiłku, choćby pracy tej pani za kasą, czy chłopaka rozkładającego towar na półkach. Ten aspekt zakazu handlu w niedziele bardzo by mi się podobał, choć oczywiście straty finansowe podobają mi się już mniej, a nawet wcale mi się nie podobają, ale zgodnie ze starym powiedzeniem: „Mówisz i masz!” Szczęśliwie ja oglądam to z daleka, a gdy przyjeżdżam do Polski, to mam urlop, czyli wolne przez cały tydzień. Podsumowując: Zakaz handlu w niedziele nie jest aż tak chorym i patogennym pomysłem, jak 500+, choć wynikom ekonomicznym nie posłuży.

            Na temat gniota propagandowego o wdzięcznym tytule „Smoleńsk” nie chce mi się pisać. Za to chętnie napiszę dwa słowa o autorze scenariusza, szefie komórki PZPR radiowej „Trójki” z lat komuny, a dziś międzypośladkowego prezesa pana, Marcina Wolskiego. W czasach pierwszej Solidarności pisał bardzo zgrabne opowiadanka satyryczne- specjalizował się w pastiszach sensacji. Po zapoznaniu się ze streszczeniem jego scenariusza, zaczynam z przerażeniem myśleć, że może on wtedy nie robił sobie jaj, tylko naprawdę myślał, że pisze nowelki sensacyjne. Może on nie zdawał sobie sprawy, że jego czytelnicy czytają jego opowiadania dla śmiechu, podczas gdy on pisząc był śmiertelnie poważny, jak podczas pisania „Smoleńska”. Chyba, że i tu jaja sobie robi! O tyle to niesmaczne, że zginęło 96 osób, a on nawet nie zająknął się o odpowiedzialności za burdel w kokpicie podczas podchodzenia do lądowania, ani też w temacie interpelacji posła Gosiewskiego próbującego zemścić się na pilotach za uratowanie tyłka Lechowi Kaczyńskiemu podczas lotu do Tbilisi, czy odpowiedzialności Błasika za pijacki pierdolnik w podległych mu siłach powietrznych, jak również za brak szkoleń pilotów wożących VIP-ów. Ale za to, o hosanna, ochotniczy TW komunistycznej bezpieki, ulubiony aktor dojnej zmiany Zelnik Jerzy, patologiczny łajdak o skłonnościach do kolaboracji i skrytych donosów przeciw kolegom, powiedział że dałby sobie obciąć niektóre członki, że był wybuch. Dobrze, że zaznaczył te „niektóre”, domyślam się, że chodzi mu o te, które mu z racji wieku odmówiły posłuszeństwa.

 

 

00:30, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (5) »
czwartek, 01 września 2016

           Równo miesiąc temu lądowałem na lotnisku Okęcie. W Stolicy napotkałem rozśpiewane grupki młodych ludzi z różnych stron globu. To goście Światowych Dni Młodzieży, zakończonych dzień wcześniej w Krakowie. Pielgrzymki i inne uroczystości religijne są mi obce, lecz to uczucie- w poranek po zakończeniu ważnej imprezy dobrze pamiętam i wiem, co ci młodzi czuli, bo doświadczałem tego niejednokrotnie, czy to po zakończeniu „Jarocina”, czy „Marchewki”, „Róbrege”, albo też OTGPS w bazie Pod Ponurą Małpą (kiedyś to była świetna impreza). Budzisz się i jeszcze czujesz atmosferę kilku minionych dni, jeszcze masz wokół siebie znajomych (tych starych- z którymi przyjechałeś i tych nowych, których poznałeś), jeszcze się śmiejesz i próbujesz ocalić to, co najlepsze, ale już wiesz, że za chwilę wszyscy się rozjadą do swoich domów i gdzieś na dnie serca czujesz tęsknotę. Dziś, na chłodno patrząc, zadaję sobie pytanie: CO Z TEGO ZOSTAŁO?!


            Światowe Dni Młodzieży były niewątpliwie udanym wydarzeniem, które zachwyciło uczestników i obserwatorów. Jakichkolwiek bym nie miał wątpliwości co do finansowania, finalnie wyszło fantastyczne spotkanie i w świat poszła wspaniała reklama kraju, który warto zobaczyć, w którym można spotkać przyjaznych ludzi, spędzić świetnie czas, „naładować akumulatory” przed powrotem do codzienności. Podobnie było po Mistrzostwach Europy w Piłce Nożnej, podobnie jest po każdej innej udanej masowej imprezie, choćby takiej, jak „Przystanek Woodstock”, czy „Jarocin”, choć im bardziej międzynarodowy charakter, tym efekt większy. Teraz wystarczy to wykorzystać, co w naszym kraju nie jest takie oczywiste.


            Wczoraj minęła rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych w Gdańsku (dzień wcześniej w Szczecinie, za dni kilka minie w Jastrzębiu). To były też radosne i pełne nadziei dni, których władza nie wykorzystała i opóźniła Polskę o kolejną dekadę zastoju. Ilu aparatczyków z PZPR podając rękę Wałęsie podczas podpisywania porozumienia w Gdańsku '80 myślało „gadaj zdrów, podpisuj se co chcesz, ciesz się głuptaku”? Nie mogę odpędzić natrętnej myśli, że także wśród tych podających przed miesiącem rękę papieżowi Franciszkowi było zbyt wielu takich, którzy myśleli to, co prezes Kaczyński w czasie homilii Franciszka Jasnej Górze: (cytuję) „TO brzmi jak dydaktyka Wyborczej”. Ilu aparatczyków partyjnych z PiS myślało to samo? Dla ilu liczy się tylko władza?


            Jak to jest na tym świecie, że tam, gdzie dzieje się coś dobrego, zawsze czai się ktoś, kto tylko kombinuje, jak to zniszczyć? Przy Porozumieniach Sierpniowych, oprócz zwolenników dialogu, byli obecni aparatczycy już wtedy planujący siłowe rozwiązania, a także przeróżni konformiści ustawiający się niczym chorągiewka na wietrze. Na ŚDM również byli ci, którzy na tym święcie wspólnoty już planowali podkreślenie swojej „równiejszości” przez upartyjnienie obchodów rocznicowych sierpnia 80, czy pogrzebu Inki i Zagończyka. Pośród zaś pielgrzymów, sporo było gapiów podążających za tłumem. Także na „Przystanku Woodstock” oprócz chcących cieszyć się koncertami i niepowtarzalną atmosferą przyjeżdżają również ci, którzy marzą o zakazie jego organizacji, szukający pretekstu do zamknięcia festiwalu, a wśród widzów, oprócz kochających muzykę i poczucie wspólnoty, pojawiali się dilerzy i konsumenci środków odurzających lub zwykli, podążający za chwilową modą sezonowcy.


            Co zatem z tego wszystkiego zostało w naszych sercach? Który obraz jest prawdziwy? Otwarty, radosny, przyjazny widok z ŚDM, Przystanku Woodstock, Sierpnia '80, czy też zamknięty, naburmuszony, agresywny wobec „nie swoich” z pogrzebu Inki i Zagończyka? To chyba pytanie retoryczne i do każdego z osobna, bo jak tu dokonywać ocen, gdy atakuje nas tyle sprzecznych sygnałów. Prosty przykład: W natłoku informacji z rocznicy Porozumień Sierpniowych, gdzieś zagubiła się pewna ciekawostka. Znany z bezpardonowych ataków na każdego, kto zachowuje się inaczej, niż by sobie tego wyobrażał Tomasz Terlikowski, podczas Światowych Dni Młodzieży podszedł do wielokrotnie obrażanego przez siebie księdza Bonieckiego, przeprosił go za swe napaści i poprosił o wybaczenie, na co ksiądz odpowiedział, że już dawno mu wybaczył. Mało tego: Z nieujawnionych dotąd powodów, Terlikowscy opuścili też "Frondę". Drugi przykład: Prezydent Duda dzień po tym, jak na pogrzebie Inki i Zagończyka pominął tych, którzy od 1991 roku prowadzili proces rehabilitacji Inki i umożliwili poszukiwanie ich ciał w celu godnego upamiętnienia, ten sam prezydent Duda, który na tym samym pogrzebie sugerował związki (przynajmniej duchowe) władz Polski z lat 1989-2015 z zabójcami Inki i Zagończyka, wczoraj podziękował Lechowi Wałęsie za to, że dzięki niemu Polska jest taka jak dziś i podał mu rękę, a zrobił to na oczach posła Kaczyńskiego. Co ja mam myśleć o tym wyjątkowo niespójnym przekazie? Spokojnie, wyjdzie w praniu! Po owocach ich czynów ich poznacie! Dla mnie jest to jakaś iskierka nadziei, ale tak naprawdę decydujące będzie to, co zrobią Polacy. Czy wreszcie się uśmiechną i otworzą na innych, czy też się nabzdyczą, zamkną w swoim gronie i przytulą do tępych karków tchórzliwych osiłków skandujących nazistowskie hasła. To od Polaków zależeć będzie wygląd ich Kraju.

 


 

 

15:39, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
wtorek, 30 sierpnia 2016

            Ulicę zasnuwa dym. Nie jakiś bitewny, o nie! To tylko szpaler łysych troglodytów trzyma w wyciągniętych w górę łapskach zapalone race. Idące w kondukcie pogrzebowym harcerki odruchowo odsuwają się na tyle, na ile szyk marszu im pozwala. Na ich twarzach maluje się obawa i wstręt. Dokładnie nie wiadomo, czy troglodytom tak wali spod skrzydła, czy też zapach siarki tak daje po nozdrzach dziewcząt. Glace błyszczą w świetle rac. Ot, taki obrazek z pogrzebu Inki i Zagończyka.

           Gdzieś w innym miejscu faszystowskie parówy napadły na kilkoro członków KOD, jeden z poszkodowanych wymagał doraźnej pomocy lekarskiej. Człekokształtni przyznali sobie prawo decydowania, kto jest Polakiem, a kto nim nie jest, kto ma prawo uczestniczyć w pogrzebie, a kto nie. A może to po prostu uroczystości partyjne, a nie narodowe. Dobra zmiana, a co?!

            Jeszcze w innym miejscu, teoretyczny prezydent, niewolnik Duda z charakterystycznym, złośliwym uśmieszkiem klasowego lizusa raczył w swej mowie powiedzieć- O ile do 1989 r. można powiedzieć, że rządził ustrój tych samych zdrajców, którzy zamordowali "Inkę" i "Zagończyka", to przecież po 1989 r. teoretycznie nie- Cóż za zgrabna sugestia towarzysza Szmaciaka. To nie to, żebym wymagał od Dudy przyzwoitego wspomnienia o tych, którzy rozpoczęli rehabilitację Inki i rozpoczęli poszukiwania jej ciała. Przyzwoitości on nie kuma. Domagam się od niego przestrzegania prawa, a publiczne pomówienia są karalne. Groźbę knuta to on jeszcze chyba rozumie! 

            Duda, wiesz jak kończyli faszyści? Większość tych z samego wierzchołka wykończyła się sama. Im nie był potrzebny wróg, sami dybali na siebie nawzajem, ewentualnie, gdy już spieprzyli wszystko, co mogli spieprzyć, sami robili „se kuku” (takie seppuku w wersji dla lepszego sortu). A pamiętasz (jeszcze) bezkrwawe wprawki? Bunt Jurka? Bunt Marcinkiewicza? Bunt Kluzik- Rostkowskiej? Bunt Dorna? Bunt Ziobry? Wydaje ci się, że masz poparcie? Im też się wydawało! Dla faszystów jest jeden Führer! To jemu są wierni i jego popierają.

Po lewej- parada troglodytów w Białymstoku, po prawej- w Norymberdze.

            Duda, widzisz to co ja? Jesteś sam jak palec! Zdradziłeś Uniwersytet Jagielloński i ideały, jakie ci na Wydziale Prawa wpajali wykładowcy- z promotorem Twojej pracy doktorskiej, profesorem Janem Zimmermannem na czele. Zdradziłeś Konstytucję RP, zdradziłeś prawo własnej Ojczyzny, zdradziłeś Polskę! Zdradziłeś także kolegów- zdajesz sobie sprawę, że powrotu do zawodu prawnika raczej nie będzie? Ośmieszyłeś rodzinę, która jest jedyną Twoją nadzieją. Poza nią jesteś sam. Chyba, że liczysz na łyse glace? Czułeś na pogrzebie jakąś wspólnotę z tym brakującym ogniwem teorii Darwina? No chyba mi nie powiesz, że liczysz kolegów z partii. Sam wiesz, ile dla nich znaczysz, hehehe....(diaboliczny śmiech)! A kto to tak chwostem tęsknie Ci z kotła wymachuje? Jak mawiał kardynał Richelieu: „Boże, chroń mnie przed przyjaciółmi! Z wrogami sobie poradzę!”

 

Oczywiście z dedykacją dla Dudy. Bo czas, bo ciemna strona, bo jeden dzień bliżej....


00:05, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
niedziela, 28 sierpnia 2016

            Jurij Szuchewycz, to ukraiński deputowany do Parlamentu. Syn Romana, komendanta UPA, jednego z odpowiedzialnych za czystki etniczne wśród Polaków na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej. Jurij spędził w więzieniach i łagrach ponad 31 lat (tylko dlatego, że był synem swojego ojca), gdzie stracił wzrok. Z racji tragicznej przeszłości na Ukrainie jest traktowany jak autorytet. Po lekturze wywiadu z nim w Gazecie Wyborczej, muszę go uznać za obłąkanego starca pokroju Macierewicza. Wściekłość, agresja na każdą, pośrednią nawet wzmiankę o ukraińskich zbrodniach i innych niewygodnych dla niego faktach, próby zastraszania prowadzącego wywiad, bufonada. Co tu dużo mówić- sami kliknijcie w ten akapit i poczytajcie. Jeżeli nie macie prenumeraty internetowej Wyborczej, to artykuł znajduje się w Magazynie Świątecznym i nosi tytuł: „Jurij Szuchewycz- Wołyń ludobójstwem? Ile wam Kreml zapłacił?”

            Wywiad ten powinien być lekturą obowiązkową dla przeróżnych Macierewiczów i innych indywiduów zaprzeczających jakiejkolwiek odpowiedzialności Polaków w katastrofie smoleńskiej, czy pogromach żydowskich (z najsłynniejszym Jedwabnem na czele). Powinien być lekturą obowiązkową przede wszystkim dla wszelkiej maści nazistów, którzy posuwają się nawet do odmawiania prawa do pamięci o ofiarach Auschwitz- Birkenau, argumentujących to zmianą danych co do liczby pomordowanych. Jurij Szuchewycz jest bowiem lustrzanym odbiciem naszych nacjonalistów, a zwłaszcza ich retoryki- od obecnego szefa MON, Antoniego Macierewicza po zwykłego, ordynarnego naziola z ogoloną czapą.


            Czytając słowa Szuchewycza najpierw czułem złość, a właściwie wściekłość, nazywając go w myślach bogatymi wiązankami epitetów, wśród których „bydlak” był jednym z łagodniejszych. Nie mieściło mi się w głowie, jak można bestialską rzeź ok. 100 tysięcy cywilów- z kobietami, dziećmi i kalekami na czele nazywać „PARTYZANCKĄ WOJNĄ I MASOWYM WYSTĄPIENIEM UKRAIŃSKIEGO LUDU UMĘCZONEGO KOLONIALNYM UCISKIEM POLAKÓW”. Im więcej czytałem, tym bardziej narastał mój gniew. Nie tylko wobec Szuchewycza, bo gdy ten podejmował żenujące próby tłumaczenia rzezi wołyńskiej zmieniającymi się danymi co do liczby ofiar, stawali mi przed oczami naziole przeczący holocaustowi, zasłaniający się również zmieniającymi się danymi liczbowymi. Gdy Szuchewycz odwracał kota ogonem próbując mówić o ofiarach ukraińskich, stawała mi przed oczami nasza obecna szefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej, nazywająca mord w Kielcach „szeregiem nieporozumień i przekłamań”. Gdy zaś pan Jurij atakował polskiego dziennikarza słowami „ile wam Kreml zapłacił?”- od razu stawał mi przed oczami Macierewicz broniący odpowiedzialnego za burdel w kokpicie Tu- 154 M podczas podchodzenia do lądowania 10 kwietnia 2010 roku Błasika, człowieka odpowiedzialnego za feralny lot pijackiej taksówki CASA , odpowiedzialnego za brak szkoleń pilotów z 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego (tego od rządowych samolotów- w tym fatalnego Tu- 154 M)- Antoni również uważa, że każde przypomnienie faktów dotyczących katastrofy smoleńskiej, to spółka z Kremlem.


            Moje emocje w końcu opadły. Już na spokojnie pomyślałem o Juriju Szuchewyczu i jego lustrzanych polskich odbiciach: „I wy myślicie, że służycie Krajowi”? Czy ktokolwiek z Polaków po lekturze tego wywiadu miałby ochotę pomóc panu Jurijowi w jego „walce”? A czy ktokolwiek z obcokrajowców licznie lżonych przez Macierewicza miałby ochotę mu pomóc w jego „walce”? Wątpię, choć i tak o zakresie pomocy, bądź jej braku decydują politycy, a przeciętni ludzie nawet nie czytują tego typu wywiadów. Ba! W ogóle niczego nie czytują!

            P.S.

                  Tak się składa, że kilka miesięcy temu byłem gościem Polaka, który przeżył rzeź wołyńską. Jego wioska ocalała, bo produkowano w niej broń i 24 godziny na dobę wystawiano straż, a tchórze od Bandery atakowali tylko nieuzbrojone wsie. Przynajmniej w tamtej okolicy. Mówi o tym wprost. Żeby było ciekawiej- naprawdę trzeba by było wyjątkowo złej woli, by nazwać go wrogiem Ukraińców- jego synowa bowiem jest rodowitą Ukrainką, obie rodziny wzajemnie się odwiedzają i szanują. Mówienie prawdy nie oznacza bowiem nienawiści, którą wyznaczają uczynki. Żeby było jeszcze ciekawiej, moi przodkowie od strony ojca pochodzili z Kresów. Część uważała się za Polaków, część za Ukraińców. Do dziś ci uważający się za Polaków utrzymują życzliwy i stały kontakt z tymi uważającymi się za Ukraińców, mimo że i u nas (po polskiej stronie rodziny) były ofiary rzezi wołyńskiej. Pamięć nie oznacza nienawiści.


 

20:17, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (25) »
piątek, 26 sierpnia 2016

           Mija 37 lat od chwili, gdy rozpoczęliśmy naszą małą „podróż dookoła świata”, rozpoczynając proces pokojowych zmian podczas przechodzenia od totalitaryzmu do demokracji, czego symbolem stały się porozumienia sierpniowe. Dużo to, czy mało, to nieistotne, ponieważ zatoczyliśmy piękne kółeczko, mijając prześladowania i przemoc stanu wojennego, odwilż, kolejne rozmowy, lata demokratycznych zmian, które ostatecznie nam się nie spodobały. To znaczy, może i podobały nam się te piękne krainy, ale czekaliśmy na piękniejsze. Ogólnie przeczuwaliśmy jakiś podstęp! I stało się!!!

            Dziś SUWEREN ustami pierwszego sekretarza PiS tłumaczy, że główni negocjatorzy porozumień sierpniowych: Wałęsa, Mazowiecki, Geremek, Kuroń oraz represjonowani przez komunistów działacze Czuma, Komorowski, Niesiołowski to zdrajcy, gloryfikując jednocześnie i nagradzając komunistyczny aparat przemocy i propagandy w osobach prokuratora Piotrowicza, sędziego Kryże, szefa komórki PZPR w programie III PR Marcina Wolskiego, czy eSBeckiego tajnego współpracownika Jerzego Zelnika. Pierwszy Sekretarz PiS zaś sam pisze o sobie książki tłumacząc ludowi, że jedynymi wielkimi politykami Polski byli on i jego brat, czyli on- w imieniu brata czczony podwójnie (za siebie i brata). Z resztą (również w imieniu brata) zdarza mu się powiedzieć czasem o tym dowcip.

            To, że obecny NSZZ „Solidarność”- wzorem władz PRL- ignoruje i marginalizuje bohaterów, którzy doprowadzili do porozumień i prowadzili proces pokojowej walki aż do obrad okrągłego stołu, wyborów do Sejmu Kontraktowego 4 VI 1989 i wreszcie do w pełni wolnych wyborów 27 X 1991, niezmiennie wzbudza we mnie obrzydzenie. Zwłaszcza, że na czele związku stoi sypiający z psem Kacperkiem i żoną cwaniaczek, który w stanie wojennym jako komandos zabezpieczał odwody dla działań ZOMO (konkretnie ich oddziałów stacjonujących na terenie Telewizji Polskiej przy Woronicza). Związek również odbył swą podróż dookoła świata i wrócił do roli ludowego ramienia PZPR (ups, PiS to się teraz nazywa) i rządu wskazanego przez Pierwszego Sekretarza Pierwszego Sortu. Faktem jest, że NSZZ Solidarność partyjnym ramieniem stało się już za czasów przewodniczącego Śniadka (inżyniera, który nie przepracował jednego dnia w zawodzie, bo od razu po zatrudnieniu w Stoczni Gdańskiej zaczął „działać”), ale żeby związki zawodowe stały się wykonawcą rozkazów Pierwszego Sekretarza i wskazanego przez niego Rządu RP oraz Prezydenta RP, to stało się dopiero za przewodnictwa Dudy od Kacperka (nie mylić z Dudą od długopisu Kaczyńskiego).

            Tegoroczne obchody sierpnia obejrzymy sobie zatem (zgodnie z zasadą zatoczonego koła) w kurwizji narodowej, jak wprost mówi jej (jeszcze) prezes, realizującej misję budowania nastrojów optymistycznych i zapobiegającą niesłusznej i niepotrzebnej krytyce. To znaczy, kto obchody będzie oglądał, to będzie oglądał, bo ja akurat będę na spacerze (również zgodnie z zasadą koła). Towarzysze redaktorzy zadbają, by nie pojawiły się w niej postaci zbędne, czyli takie „osoby prywatne”, jak Wałęsa, czy Komorowski. Czas pomiędzy optymistycznymi informacjami umilą nam filmy prosto spod igły: westerny i kryminały z lat siedemdziesiątych oraz retransmisje kabaretów z czasów rządów Tuska, bo krytyka- tak, ale jedynie ta słuszna- dotycząca okresu błędów i wypaczeń. Inna jest zbędna.

            Tymczasem SUWEREN śpi spokojnie, bo dobra zmiana zdążyła przywrócić porządek z lat komuny także w innych aspektach życia- n.p.: zlikwidowała zbyteczną reformę w szkolnictwie, zlikwidowała zbyteczną reformę emerytalną, po likwidacji reformy służby zdrowia, ta wraca do stanu z lat komuny, trwają prace nad zakneblowaniem i likwidacją zbędnego Trybunału Konstytucyjnego, zlikwidowano zbędną modernizację armii wstrzymując równie zbędne przetargi na uzbrojenie (wszystkie jakie były), partyjny prokurator generalny robi porządek ze zbyt niezależną (a takowa jest zbędna) prokuraturą. Ustawa o handlu ziemią robi z rolników niewolników, gdyż zakaz zbędnego wolnego obrotu ziemią wiąże ich do gruntu, na którym mają odrobić pańszczyznę. Oczywiście są „właścicielami”, tyle że tylko na papierze, bo właściciel może sprzedać ziemię, a ustawa umożliwia im oddanie ziemi za półdarmo „świętemu Kościołowi”, lub bogatszemu niewolnikowi. Czekam tylko, aż klasa robotnicza znów stanie się „właścicielem” środków produkcji (oczywiście takim samym, jak rolnicy, czyli bez możliwości sprzedaży tych środków, za to z możliwością pracy ku chwale Ojczyzny). Gdy kto spyta: To gdzie my jesteśmy? Na razie tu, gdzieśmy wsiedli! Tylko cicho, dobra zmiano, tylko cicho!

            Marek Grechuta pojawia się nieprzypadkowo, bo kończą się obchody 60- lecia Piwnicy pod Baranami, w której działał i on. 10 września w Teatrze im. Słowackiego odbędzie się koncert jubileuszowy „Na naszej wyspie”. Spieszcie się, bo kabarety i teatry w obecnej formie też stają się zbyteczne, jak to dowodzi przykład Teatru Polskiego we Wrocławiu, gdzie dyrektorem został kompetentny niczym dobra zmiana stadniny w Janowie Podlaskim, Cezary Morawski. Jak mawiał klasyk:

Nad wszystkim czuwa gospodarz domu.

Nie da on krzywdy zrobić nikomu!

O każdej porze każdemu pomoże!

O! Mój Boże!

 

 

17:10, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46
Tagi