RSS
poniedziałek, 22 stycznia 2018

            Rozumiem, naprawdę rozumiem, gdy ktoś odmawia udzielenia pomocy. Nie ma obowiązku, można nie mieć czasu, środków, nie mieć wiary w skuteczność pomocy. Można też chcieć zadbać w pierwszym rzędzie o siebie. Można- i ja to rozumiem. Są jednak granice! Za cholerę nie jestem w stanie wytłumaczyć, jak można być takim uosobieniem obciachu, by poświęcać swój własny czas, środki, wizerunek, by uniemożliwiać innym niesienie pomocy. Ja wiem, że taka teoretyczna premier Szydło już i tak dawno temu dała zrobić z siebie szmatę partyjnym kolegom, że taki Jaki nigdy nie był synonimem honoru, ale żeby z taką gorliwością próbować przeszkodzić WOŚP w ratowaniu zdrowia i życia dzieci, żeby z taką goebbelsowską cierpliwością powtarzać tyle razy obalane łgarstwa- i to całkiem bezinteresownie, tak z czystej, narodowej zawiści, to już naprawdę siara! Nisko upadła Polska, skoro posłowie zniżają się do poziomu Matki Kurki. Swoją drogą, ten ostatni, to ma dopiero zryty beret! Gdybym był lekarzem i to do mnie by trafiła taka Becia Szydło, czy Paddy Jaki, czy (o zgrozo!) Matka Kurka, nie omieszkałbym przypomnieć, że leczę ich jedynie dlatego, że nie jestem taką kanalią jak oni, ale głęboko wierzę, że jeśli jest piekło, to właśnie dla nich, (nomen- omen) jakich- takich. Tak, tak..., pamiętam że Matka Kurka się odgrażał, żeby go nie leczyć sprzętem zakupionym przez WOŚP. To niech przyniesie swój albo nie zawraca dupy!

 

            Pamiętam czasy, gdy w Europie krążył stereotyp Polaka- złodzieja i pijaka. Dziś powstaje nowy: Polaka- zawistnika i zdrajcy. My o tym wiedzieliśmy wcześniej, wszak jak inaczej byśmy wymyślili dowcip o Polaku, który prosił złotą rybkę, by mu jedno jajo uschło, gdyż wiedział, że Niemcowi i Francuzowi rybka wszystko, czego on sobie zażyczy, spełni podwójnie. Jednak narodowo- socjalistyczna partia Kaczyńskiego dba nie tylko o to, byśmy o tym pamiętali, ale i o to, by poznała nas z tej strony cała Europa.

 

             A propos narodowego socjalizmu: Bycie rasistą, faszystą, homofobem- to również obciach, bez względu na to, ilu członków partii rządzącej jest jednocześnie nazistami i ile razy przyjmie ich Jasna Góra. Trzeba być naprawdę ciężką łajzą, żeby uważać iż przynależność do określonego Narodu (n.p. bycie Polakiem, Niemcem, Rosjaninem) jest równoważna z byciem lepszym od innych ludzi. A już wyjątkowym zbokiem trzeba być, by prześladować innych za narodowość. Ponieważ chichot historii jest znanym faktem nie od dziś, wspomnę tylko dwóch przedwojennych antysemitów zgładzonych przez innych im współczesnych antysemitów: Maksymilian Maria Kolbe, zamordowany w obozie w Oświęcimiu ksiądz oraz Kazimierz Kowalski- zabity w ulicznej egzekucji w Zgierzu polityk SN. Zabiła ich głoszona przez nich samych nienawiść. Wróciło?! Wróciło! Zyg, zyg, zyg, marchewka! I jaki z tego morał? Jakaś nauczka oprócz tego, że udajemy iż nie wiemy o ich przedwojennych wystąpieniach i publikacjach? A dziś? Nadal będziemy udawać, że w Polsce nie ma nazizmu, bo mnisi jasnogórscy organizują nazistowskie parady łysym, a władza wykorzystuje ONR i inne faszyzujące grupy do swych ciemnych zagrywek przeciw opozycji? Nie ma nic gorszego, niż permanentna zgoda na jawny obciach, bo gdy padnie granica wstydu, to następną granicą jest śmierć. Dobrze to było widać na przykładzie III Rzeszy! Szli w zaparte do końca!

 

            Czasem mi się wydaje, że dla niektórych bałwanów faszyzm nie jest faszyzmem, jeśli to Polak go wyznaje.... A pan Bosak z panem Winnickim  twierdzą, że reportaż TVN, to manipulacja! Ta łoj, wzruszyłem się!

 

            Przy okazji: Naprawdę wierzycie, że po śmierci osądzi nas wszystkich Żyd- Jezus z Nazaretu, syn Żydówki Maryi?

 

01:22, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (22) »
sobota, 23 grudnia 2017

Spokojnych, pełnych miłości, uczciwości

i wewnętrznego ciepła świąt Bożego Narodzenia

życzy wszystkim czytelnikom autor.

 

            Spoglądając na wyobrażenia wspominanego w te dni Infanta, pamiętam jednocześnie o tym, że był obrzezanym Żydem, synem Marii i Józefa, uchodźców z Palestyny, którzy znaleźli schronienie w Egipcie.


            Mieli szczęście, że nie szukali azylu we współczesnej Polsce, bo zamieszkuje ją tchórzliwe wolskie plemię chciwych trzęsiogonów i patologicznych antysemitów, którzy odmawiają pomocy uchodźcom, śpiewając jednocześnie ze szczerym oburzeniem w sercu i łzą hipokryty w oku "nie było miejsca dla Ciebie, nie było w żadnej gospodzie". W czasach Jezusa drogi faktycznie pełne były rabusiów i rzezimieszków mordujących za wdowi grosz bez zmrużenia oka, rzeczywiście strach było przyjmować obcych, na noc zamykano bramy miast, ale gorliwy wyznawca wolskiej sekty jest oburzony nieczułością przodków- bynajmniej nie swoją. Sam zaś żyjąc w kraju, gdzie w Boże Narodzenie najczęstszymi pacjentami pogotowia ratunkowego są narzekające na swą biedę ofiary własnego opilstwa i obżarstwa, wystawia wigilijny talerzyk dla samotnego wędrowca- z góry zakładając, że żaden łazęga tu nie zagości. Taka gmina!


 

Opowieść wigilijna po reformach dobrej zmiany.

            Prezes Pan przygotowywał się do snu. Wieczorną toaletę zastąpił przygotowaniem zaskakującego, szczerego i spontanicznego wywiadu dla Gazety Polskiej, po czym wskoczył szybciuteńko w piżamkę „Justin Bieber” i poszedł lulu, jak zwykł to w myślach określać. Był nowoczesny, przestarzałą szlafmycę zastąpił modną czapką z daszkiem. Uchylił piżamkę, żeby było widać śliczny, zmywalny tatuaż „ŻOŁNIERZE WYKLĘCI, zdobiący jego lewą pierś. Ledwo zdążył zasnąć, gdy go obudził wściekle bijący zegar sąsiada. (Nie no, kurwa, on nie miał sąsiada. Przecież sąsiednią posesję wykupił za partyjne pieniądze na "Instytut Lecha Kaczyńskiego".) Była północ. Zdało mu się, że widzi jakąś upiorną postać.

            -Ki czort?!-  pomyślał.

            -Jaki znowu czort?!- rzekła postać.

            -Woland?- spytał święty Jarosław.

            -Jaki znowu Woland? Spokojnie, na niego przyjdzie czas, najpierw ja.

            -Jakim prawem...- nie skończył, gdyż koścista ręka walnęła go w nos.

            -Nie rzucaj się, leszczu! Ja bez żadnego trybu!

            -Wyglądasz, jak śmierć- rzekł Jarek płaczliwie.

            -Ciepło..., ciepło...

            -Ale to, oczywiście pomyłka?

            -Pomyłka to była, jak cię robili.

            -Buuuuu...., jestem taki piękny, taki młody....

            -Ktoś ci pierdół naopowiadał! Podobno twierdziłeś, że szukasz prawdy. Gratuluję! Jesteś coraz bliżej tej najważniejszej i ostatecznej!

            -Ale to wszystko układa się w całość... Niemcy..., opozycja..., spisek..., sądy..., media...- tu przerwał, gdyż koścista ręka wymierzyła mu policzek- Jo-joooo...., ratunkuuu!- koścista ręka dała mu w ryj- Maaa-riuuusz!- znowu w ryj- Kryyy-styyyn- w ryj- To co ja mam robić?

            -Nasrać i podrobić!- wyjaśniła szczegółowo postać, a Jarek się schował pod kołdrę- Poczekam- rzekła śmierć.

            -Nie, nie..., nie trzeba...

            -Trzeba, kurwa, trzeba.

            -Ale ja zamknąłem oczy i zatkałem uszy...

            -Mam to w dupie- odrzekła kostucha, choć święty tego nie mógł słyszeć. Mijały długie godziny, a Jarosław widział ciemność. Zdało mu się, że słyszy pianie koguta. Zbudził się zlany potem...


            Zaraz, zaraz, niewyraźnie napisałem w tym rękopisie, że też jestem taki staroświecki, jakbym nie mógł tego strzelić na komputerze, zrobiłbym kopiuj- wklej i z głowy! Zbudził się zlany moczem..., tak..., zlany moczem.

            -...Zbudził się zlany moczem.

            -Ale jak to?- lamentował- Tusk, sądy, Unia, łżeelity, media polskojęzyczne, wszystko się układa w logiczną całość! Dlaczego?!- tu zmartwiał, bo poczuł, jak koścista dłoń ucapiła go za kołnierz piżamiki, okazało się bowiem, że nie zdążył się do końca rozbudzić. Odwrócił się przerażony i zauważył kocie rysy twarzy intruza.

            -Mówiłem ci Warionucha, tfu, mówiłem ci Jar, nie łżyj, nie wyciągaj łap po sądy, przestrzegaj Konstytucji....

            -Behemot, dość tej maskarady, zostaw go, widzisz że się już spompował- z daleka dobiegł zniecierpliwiony głos, podobny do głosu Wolanda, a koścista dłoń, która okazała się być kocią łapą uzbrojoną w ostre pazury po raz ostatni chlasnęła go na odlew.

 


            Żeby ułatwić prawdziwie wolską i patriotyczną organizację Wigilii, podpowiadam, że należy zaopatrzyć się w porządne drzwi, solidnie je zaryglować i zainstalować szklanego (nomen- omen) "Judasza". Z innej beczki: Jeżeli Szanowni Czytelnicy z czymś kojarzą dzisiejszy tekst, to mają rację rację- widzieli go już na antyblogu mojego autorstwa. Zazwyczaj tego typu historie poświęcam marnym postaciom, które nie są takim znowu wyjątkiem, by tekstu nie dało się używać zmieniając jedynie główną postać- jako uniwersalnej przestrogi.


00:27, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (13) »
środa, 20 grudnia 2017

            W dwa lata swoich rządów PiS sprowadziło Polskę do roli agresywnego żula, który żebrze w Unii o zapomogę i pyskuje, że dostał za mało, że to jego i zrobi z tym co chce i kiedy chce, żula przepijającego z plebanem kasę na edukację i rozwój swoich dzieci, bijącego i zastraszającego rodzinę, pyskującego każdemu, kto mu zwróci uwagę.

            Co robi się w wypadku żula? Zakłada mu się niebieską kartę, a każdy udokumentowany fakt złamania prawa zgłasza się do prokuratury. Nikt się nie bawi w domysły, bo wiadomo że żul- idiota wcześniej czy później sam się podłoży. Dlatego Unia Europejska uruchomiła artykuł 7! Żul będzie tracił krok po kroku różnego rodzaju ulgi i zapomogi, aż zostanie na bruku.

 

            Co robi polski żul? Ryczy, że to żona- suka jest winna, bo doniosła, a gdyby zeznawała to, co on jej kazał, to rodzina by żyła w dobrobycie. Ryczy, że opozycja jest winna. Jak to od razu zripostował Tomasz Lis- według PiSowskiego żula, znaczy to, że za sankcje wobec Polski po ogłoszeniu stanu wojennego odpowiadała Solidarność- nie Jaruzelski, a za sankcje wobec Rosji po aneksji Krymu odpowiada nie Putin, ale Ukraina.

 

P.S.

            Po zapoznaniu się z reakcjami wielbicieli podłej zmiany, przypomniałem sobie stary dowcip (potraktujmy go, jako antidotum na przesilenie zimowe- od dziś dnie będą dłuższe i można nawet o tym ładnie pośpiewać):

 

            Była sobie papuga, która nie dość, że chlała alkohol pod każdą postacią i w każdej ilości, to pod jego wpływem niszczyła dom i agresywnie pyskowała gospodarzom. Wkrótce dostała od nich ultimatum. Gdy wytrzeźwiała i była w stanie zrozumieć, co się do niej mówi, gospodarz podszedł do niej i rzekł:

            -Słuchaj, przyjęliśmy cię pod dach, ale nie dopuścimy, byś nam zdemolowała dom. Przede wszystkim, koniec z piciem. Jeśli jeszcze raz zobaczę cię pijaną, wszystkie pióra z dupy ci powyrywam.

            Następnego dnia gospodarz wraca po pracy do domu i widzi pełną demolkę. Szuka papugi, a ona siedzi sobie na telewizorze, wyrywając pióra z ogona i mówi do gospodarza:

            -A na chuj mi te pióra?!

13:25, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (9) »
sobota, 16 grudnia 2017

            Dobrze jest spotkać się raz na jakiś czas ze starymi przyjaciółmi. Zwłaszcza, gdy się ma 46 lat- to akurat ten wiek, w którym każda uczciwa kariera przynosi owoce. Moi znajomi, w przeciwieństwie do różnych Misiewiczów, Dubienieckich i innych politycznych międzypośladkowych, do wszystkiego doszli krok po kroku. Oczywiście ci, z którymi się spotykam. Tych, którzy poszli w politykę jakoś nigdy nie lubiłem, więc nie szukam z nimi kontaktu. Zebrało się grono dość zacne, bo sędzia sądu rodzinnego, prokurator okręgowy, prawnik olbrzymiej spółki energetycznej, biegły rewident, bankowiec (z kierowniczego, ale nie managerskiego stołka) i rozpoczęła się opowieść o losach inteligentów w czasach podłej zmiany.

 

            Litościwie pominę opinie sędziny i pani prokurator, bo chyba się domyślacie, co mówiły na temat małego łajdaka, który nigdy nie był nawet na praktyce sędziowskiej, ni prokuratorskiej, ale za sprawą przygłupiego suwerena dostał do zabawy sądy i prokuraturę. Zacznę od biegłego rewidenta.


            Nie był to taki przeciętny biegły rewident, bowiem już w roku 2005 został popchnięty z ramienia PiS na wysoki stołek w dużej spółce finansowej. Nie, nie jest członkiem partii. Po prostu, był ich sympatykiem, a oni potrzebowali fachowca. I to oni go potrzebowali, nie on ich, gdyż jego firma od dawna jest żyłą złota. Poleciał ze stołka w 2007, by wrócić w 2015. Wziął się ostro do roboty, czyli za kontrolę i zaczął czesać małych, skorumpowanych kutasów równo, bez zwracania uwagi na ich przynależność partyjną i plecy, gdyż należał do tych naiwniaków, którzy sądzili że PiS jest partią, która chce wyeliminować korupcję. Dość szybko się okazało, że PiS nie tyle chce wyeliminować korupcje, co chciałby bez żadnej konkurencji brać łapówki do własnej kieszeni. Stołka pozbawili go ludzie (o ironio) ministra sprawiedliwości, gdyż niepotrzebnie ich kontrolował. Obecnie idzie z pozwem do sądu pracy, a jego entuzjazm do podłej zmiany zmienił się w- nazwijmy to subtelnie- niechęć. Jak już pisałem, on tej roboty nie potrzebował. Właśnie sobie kupił trzeci samochód terenowy, bo polubił starty w rajdach off-roadowych (takie hobby, akurat na kieszeń przeciętnego... nie, nie obywatela, przeciętnego eksperta), no i namiętnie dokupuje broń palną, bo ma teraz więcej czasu, by chodzić na strzelnicę sportową. Wiesz, gdzie mu możesz skoczyć, suwerenie?


            Prawnik ze spółki energetycznej (nigdy nie był związany z żadną partią polityczną) również stał się „ofiarą” czystki przeprowadzonej przez podłą zmianę. Cudzysłów uzasadniony, gdyż ze względu na wiedzę i doświadczenie, przeszedł do innej spółki za dużo większą kasę, a dodatkowo dostał odprawę, na którą przeciętny Kowalski musi pracować kilka lat. Na jego miejsce wszedł jakiś PiSiewicz- idiota i kapuś, który zdekonspirował się jakimś donosem i przygłupi suweren musiał zapłacić odprawę ekspertowi, by zatrudnić kretyna. Zdarza się! Skoro już jesteśmy przy spółkach energetycznych, to mój brat, uznany ekspert energetyczny, stracił pracę, bo podła zmiana uznała, że wungiel je we wiesce i wunglem palić trza, no i zerwała kontrakt na budowę elektrowni gazowej. Teraz nie będzie tam żadnej, cieszysz się suwerenie? Oczywiście mój brat wziął odprawę, a za jakiś czas dostał z pocałowaniem w rękę pracę za odpowiednio wyższą pensję i projektuje coś u Niemców, a w Grajdołkowie będą płacić kary za emisje, będą dopłacać do kopalń, ale kto bogatemu zabroni?! Zwrócę się tu do PiSowskich bubków: będziecie wiedzieć, dlaczego macie pensje czterokrotnie niższe, niż za Odrą, czy jeszcze nie kumacie? No, to się rozpłaczcie, byle głośno!


            A teraz przypadek bankowca. Wzbudził współczucie biegłego rewidenta, ponieważ rzadko kiedy jego wypłata jest pięciocyfrowa. Niewiele brakuje, ale jednak.... Ponieważ bankowiec bardzo się przyjaźni z prawnikiem ze spółki energetycznej, biegły rewident się zdziwił, że jeszcze kolega mu nie załatwił pracy. Zdziwił się jeszcze bardziej, gdy bankowiec powiedział, że woli szczerą przyjaźń od służbowej wdzięczności. I teraz zapytam się PiSiorów, czy już wiedzą co to znaczy HONOR? Mówię to nie tylko w kontekście Misiewiczów i PiSiewiczów, ale zwłaszcza w kontekście hien smoleńskich, które na trupach bliskich zbudowały sobie karierę.

 

            Wszystkie te historie łączy jedno: ze względu na czystki ideologiczne oraz politykę podłej zmiany- z pracy odeszli eksperci. Ich miejsca zajęli partyjni kapusie (sorry, powinienem powiedzieć „sygnaliści”), bądź też zostały zlikwidowane ze względu na zatrzymanie inwestycji. Eksperci dostali odprawy i zostali przywitani z otwartymi rękoma przez rynek pracy, a za partyjnych debili płacić będzie suweren, podobnie jak i za odprawy. Słuchajcie, ja się spotkałem zaledwie z dziesięcioma osobami. A nie pochodzę z wielkiego miasta, gdzie kariery i wielkie pieniądze przychodzą częściej. Boję się pomyśleć, ile historii musiałbym opowiedzieć, gdybym chodził w młodości n.p. do warszawskiego liceum Batorego. A każda taka historia, to konkretny pieniądz wywalony przez suwerena (jeszcze się nie zdarzyło, by polityk płacił z własnej kieszeni). Mściwy suweren kupił bajkę o „zmianie elit”, tyle że elitą się jest, albo się nie jest, co już trzy i pół wieku temu opisał Moliere w komedii „Mieszczanin szlachcicem”. Trzeba było uważniej czytać!

 

            Teraz coś z innej beczki. Lekarze rezydenci, których jakaś PiSowska pindzia wyganiała gromkim „niech jadą”. Polecam artykuł z Wyborczej (kliknij tu- w ten akapit, by poczytać)- ponoć wielu z nich posłuchało. Nie będę dyskutować o danych liczbowych, bo nie wiem jak zostały ustalone, ale zwrócę uwagę na jedną rzecz: żaden z rezydentów, którzy wyjechali za granicę, nie zamierza wracać. I nie chodzi tu bynajmniej tylko o kasę. Chodzi o stosunek do początkujących lekarzy, o ilość godzin pracy- innymi słowy o GODNOŚĆ. PiSowskie gadzinówki robiły sobie hejt na rezydentach, przygłupi suweren się podłączał, bo do tej pory nie zakumał, że to on najbardziej ich potrzebuje i to w jego zakichanym interesie jest, by rezydenci pozostali w Polsce. No nic, Cebulaki będą się leczyć u Boshobory, na Jasnej Górze, u wróżki, będą przystawiać pijawki i odczyniać uroki- i kij im w oko- RAMEN.

 

            Na zakończenie jeszcze jeden przykład. Dziś mija 95-ta rocznica zabójstwa prezydenta Gabriela Narutowicza. Nazistowski zasraniec, Eligiusz Niewiadomski zamordował prawdopodobnie najlepszego, najbardziej doświadczonego eksperta od budowli hydrotechnicznych w ówczesnej Polsce. Dzięki niemu południowa część kraju mogła być wyposażona na wzór Szwajcarii, gdzie zdobywał doświadczenie, w sieć zbiorników retencyjnych i hydroelektrowni, co zapobiegłoby licznym powodziom i przysporzyło czystej energii. Ciekaw jestem, ilu mściwych porąbańców z przedwojennej Rzeczpospolitej cieszyło się głupio z tego, że Narutowicz nie żyje. I ilu z nich choć w minimalnym procencie zdawało sobie sprawę, ile przez to Polska straciła- i nadal traci.

 

 

23:01, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (8) »
niedziela, 10 grudnia 2017

            Pani Beata była zwykłą dziewczyną z małego miasteczka. Jak wiele jej rówieśniczek, lubiła się zabawić na dobrej potańcówce. Czy to dyskoteka, czy wesele, ważne żeby była skoczna muzyka i ten miły szmer w głowie po paru głębszych. W takich też miejscach szukała odpowiedniego dla siebie chłopca, i choć nie bardzo mogła się zdecydować na jednego, wybór ułatwiła niechęć pani Beaty do antykoncepcji. Wybraniec częstował piwem, tańczył dwa na jeden i „wogle”. Akt pierwszy tej znajomości zakończył się ślubem kościelnym.

            Akt drugi był nieco bardziej ponury. Chłopiec okazał się nerwowy, być może dlatego, że był gównianym handlarzem narkotyków- w każdym razie lał Beatę równo, ta zaś, czy to z powodu syndromu sztokholmskiego, czy to dla usprawiedliwienia coraz częstszego pijaństwa swojego, czy też ze zwykłego strachu przed samodzielnym życiem, nie tylko od niego nie odeszła, ale i go broniła. Spełniała też bez szemrania jego polecenia, przez co obydwoje trafili na czas jakiś za kratki, gdyż pomagała mu w narkotykowej dilerce. Owoc ich związku sakramentalnego miał zmarnowane życie na starcie, częściowo z jej powodu, bo choć dziadkowie którzy stali się jego rodziną zastępczą, starali się jak mogli, to jakie mieli szanse? Swojego syna nie potrafili wychować, jakie były przesłanki, że z wnukiem im się uda?

 

            W akcie trzecim, już po odsiadce, pani Beata zupełnie straciła wiarę w siebie. Alkohol i coraz częstsze pobicia sprawiły, że przestała o siebie dbać, a jej sprawność intelektualna obniżyła się do krytycznej wartości. Im jej sytuacja była gorsza, tym zagorzalej i agresywniej broniła swego ślubnego przed wszystkimi stającymi w jej obronie, śląc pod niebiosa takie wiązanki, że i Plugawy Krystyn mógłby się jeszcze czegoś przy niej nauczyć. Wszystko w nadziei, że oblubieniec doceni poświęcenie i zamiast z pięści będzie bił z otwartej. I bił z otwartej. Również! Potrafił także kupić jej kwiat. Nawet cały bukiet, jeżeli wystarczająco dobrze ją pobił poprzedniego dnia i bał się, że tym razem złoży zeznania. Potem znów ją bił, chyba awansem, na wypadek gdyby jednak coś miała zeznać, albo i bez powodu, kto go tam wie! Faktem jest, że czasem zdarzało się, że ktoś doniósł, ale nigdy nie był to ani klient, ani przyjaciel rodziny, ci bowiem udawali, że jest normalnie.

            Beata Szydło również była zwykłą dziewczyną z małego miasteczka. Ponieważ w tym kraju nie było pracy dla ludzi z jej kwalifikacjami, szukała fajnego polityka, do którego by się mogła przytulić. Była radną z ramienia AWS, po jej upadku szukała dalej, nie zraziło jej, że w 2005 roku została odrzucona przez PO. W końcu znalazła swojego księcia.

 

            Syn Beaty S., podobnie jak syn bohaterki poprzedniej historii, również miał zmarnowane życie (*), bo choć jego nowi opiekunowie mają opinię potężnych, to do diabła z taką potęgą, w której miłość nie istnieje, bądź musi być skrzętnie ukrywana. Sama zaś Becia, ilekroć coś dostawała od swoich mocodawców, tylekroć potem obrywała w pysk. Albo też obrywała przed i po, symetrycznie. Nie przesadzę, gdy powiem że nie przypominam sobie tak poniżanego polskiego premiera, nie tylko w Polsce po 1989 roku, ale w przeciągu całego mojego życia, czyli po 1971. Już samo desygnowanie Beaty Szydło na fotel premiera odbyło się w sposób uwłaczający godności, gdyż wręczający jej nominację, teoretyczny prezydent Duda Andrzej w mowie ku czci nowej premier tłumaczył jej, jakie to szczęście, że mogą mieć tak wspaniałego prezesa pana, który wielkodusznie daje im porządzić. Żeby ją skopać jeszcze bardziej, na czas tworzenia „rządu (chichichi) Beaty Szydło”, wysłano ją na urlop. No, ale kwiaty, niczym Beata z poprzedniej historii, czasem dostawała. Na przykład po tym, jak wylądowała na Okęciu po wysłaniu jej w charakterze obłąkanej, by głosowała jako jedyna w UE przeciw Donaldowi Tuskowi (Szydło 1- UE 27). By podtrzymać ten charakter, ogłosiła „porażkę” UE, no ale jeżeli otrzymuje się kwiat od Napoleona Kaczyńskiego i Wielkiego Eciepeciego Wolski- Macierewicza, to nie wypada inaczej.

            Teoretyczna premier nie tylko w zbieraniu w pysk podobna była do alkoholiczki z początku felietonu. Podobnie jak ona, na polecenie swego politycznego oblubieńca popełniała przestępstwa- ze złamaniem Konstytucji RP włącznie. Podobnie jak ona, już nawet nie stara się dobrze wyglądać. Właściwie różnią się jedynie tym, że Szydło jeszcze nie trafiła za kratki, ale wszystko przed nią.

            Wszelkie jednak dotychczasowe poniżenia, jakich Beata Szydło zaznała od prezesa pana, to mały pikuś w porównaniu do hańby, jaka na nią spadła przy odwołaniu z funkcji teoretycznej premier. Właściwie mogę to porównać tylko z poniżaniem prostytutek z gangu Braciaków, którym tatuowano olbrzymimi literami w widocznym miejscu- przez całą długość nogi hasła „Kocham mojego pana i władcę Braciaka”, „Wierna suka Marcina”, czy „Własność Arka”. Przypomnę: Gdy PO zgłosiła wniosek o konstruktywne wotum nieufności dla rządu Beaty Szydło, Becia pyskowała z mównicy do zgłaszających wniosek, „kogo chcecie odwołać?!”, „przypomnijcie sobie wasze afery!”- wydzierała się jak te dziwki Braciaków w sądzie, za co dostała jak zwykle kwiat w formie okolicznościowego bukietu, a następnie, nocną porą dostała jeszcze „w pysk i z buta”. Zmuszono ją do złożenia rezygnacji- i to w siedzibie partyjnej, a potem do przyjęcia teki wicepremiera. To jakby ją zmusić do obsługiwania klientów z tatuażem „Wierna suka prezesa pana”! Jeszcze nigdy, żaden premier wolnej Polski nie został zmuszony do złożenia rezygnacji przed pierwszym sekretarzem partii (zwanym dla niepoznaki prezesem), zamiast przed prezydentem RP. I ciągle nie pozwolono jej odejść. Musi tą hańbą świecić. Poniżona jako człowiek, jako Polka, jako kobieta, jako szefowa rządu. A wiecie, co w tym wszystkim jest najbardziej żałosne? Że wyborcy PiS udają, że tego nie widzą! Zupełnie jak klienci tego żula i dilera w jednym z pierwszej opowieści!


 

(*)Nikt mi nie wmówi, że księdzem zostaje ktoś, kto miał dobre życie, przy czym pamiętajmy, że wikt i opierunek dostaje i tucznik.

02:46, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
środa, 29 listopada 2017

            Jak to miło, że nie jestem politykiem! Bardzo kiepsko bym się czuł rozpowszechniając publicznie brednie jedynie dlatego, że chce je usłyszeć zbiorowy przygłup o mądrze brzmiącej nazwie „SUWEREN”, który co cztery lata (albo i częściej) decyduje o moim zatrudnieniu. Wolę rozsądniejszych pracodawców i dzięki temu SUWEREN może mi skoczyć tam, gdzie on może pana majstra w d..ę pocałować (oczywiście z inteligentnym niedomówieniem i wężykiem).

 

            Na łamach portalu gazeta.pl ukazał się arcyciekawy wywiad z guru polskiego marketingu, Jakubem Bierzyńskim, w którym ekspert ów punktuje błędy strategiczne opozycji. Jego radę da się zmieścić w jednym zdaniu: „Klęknijcie przed SUWERENEM, uderzcie się w piersi, powiedzcie że miał rację głosując na PiS, ale niestety, okazało się że PiS SUWERENA zdradziło”. Cały artykuł można przeczytać klikając tu- w ten akapit.

 

            Jak już wspomniałem na wstępie, nie jestem politykiem i mam innego pracodawcę, niż niedouczony SUWEREN nadrabiający braki wiedzy wiarą i głębokim przekonaniem o słuszności swoich racji, więc mogę śmiało napisać, co o tym myślę. Tak się składa, że 2+2 za skarby świata nie chce równać się 5, pomimo iż SUWEREN długo i wytrwale prosi, a nawet grozi i sam sobie przytakuje.

            Zamiast zatem mówić SUWERENOWI, jak to miał rację głosując na PiS, z dziką przyjemnością drę z niego łacha, bo zupełnie nie jestem zainteresowany tym, żeby warunkiem zwycięstwa w wyborach było wprowadzanie mechanizmów rujnujących gospodarkę. Na razie SUWEREN głupkowato się cieszy, że sam sobie wypłaca 500+, zamiast budować infrastrukturę chociażby w celu bezpieczeństwa energetycznego i tańszego pozyskiwania energii, podobnie jak się cieszy, że dzięki obniżeniu wieku emerytalnego kobiety będą mogły po przejściu na emeryturę umrzeć z głodu lub zimna (do wyboru). Hurra, hurra, leniwe cipy, które jeszcze nie zaczęły na dobre pracować tak się zamartwiały koniecznością pracy do 65 roku życia, że postanowiły wesprzeć swymi głosami partię, która twierdziła że pracując mniej, będziecie dostawać więcej. Pani arytmetyka oczywiście wszystko skoryguje, a na razie dziewczęta wybierające pracę do 60 roku życia będą miały kłopot z dożyciem do emerytury, bo dzięki klauzuli sumienia i odmowom badań prenatalnych, bądź odmowom usuwania ciąży w wypadku zagrożenia życia, będą mogły umrzeć w męczarniach przy porodzie. Nieźle się składa, bo partia na którą głosowały, wybrała Jezusa na Króla Polski i wszelkie pretensje będą mogły kierować bezpośrednio do nowo wybranego monarchy. Mam nadzieję, że nie zapomną go powitać zwyczajowym „Ty Żydzie”, bo antysemityzm to przecież nowa norma państwowa.

 

            A propos wieku emerytalnego, taka anegdotka: Mniej- więcej raz w miesiącu odwiedzam ciocię, która ma kłopot z rozłożeniem emerytury od pierwszego do pierwszego. Duża w tym zasługa sióstr zakonnych, które przejęły sanatorium kolejowe, w którym pracowała i wypieprzyły większość pracowników (z ciocią włącznie), nie kłopocząc się tym, że niektórym z nich zostało tylko kilka lat do emerytury, a na robotę w tym wieku, to już nie mają szans. Ciocia, jako jedna z ofiar pingwinów, została finansowo ograniczona do jedynej rozrywki, jaką jest telewizja z pakietu naziemnego (na żadną tam hipercyfrosatelitę jej nie stać), to i często można zobaczyć u niej kurwizję narodową. Podczas jednej z wizyt, kurwizyjne wiadomości chwaliły się ostatecznym sukcesem „reformy emerytalnej” polegającym na powrocie do tego, co było przed reformą. Droga pani z telewizji nawiedzonym głosem informowała, że zatrzymali reformę przebrzydłej PO, która „zmuszała do PRACY AŻ DO ŚMIERCI”, przy czym zdanie o pracy do śmierci jest dokładnym cytatem z kurwizji. W następnym jednak zdaniu ta sama, niezmiennie droga pani z telewizji informowała, iż rząd rekomenduje jednak dłuższą pracę (czyli tak jak chciała Platforma- co w poprzednim zdaniu pani nazywała PRACĄ AŻ DO ŚMIERCI). Jeżeli ktoś nie załapał, to tłumaczę, że rząd PiS rekomenduje pracę aż do śmierci. SUWERENIE, rozumiesz coś z tego? Oczywiście żartuję, nie wymagam przecież zrozumienia od SUWERENA, gdyż wiem skądinąd, iż jest takim próżnym tchórzem, że w życiu nie przyzna się do tego, że sam domagał się głodowej emerytury. W każdym razie miłego żebrania na emeryturze życzę wszystkim głosującym na PiS, cieszę się że istnieje partia mająca SUWERENA za idiotę, który wszystko kupi, a potem za to zapłaci po raz drugi, bo jest to najprawdziwsza prawda.

 

            To nie koniec, bo oczywiście nierozgarnięty SUWEREN uważa, że PiS rozbiło jakieś kliki w spółkach skarbu państwa. O tak, dokładnie i skutecznie rozbiło „klikę” fachowców z wieloletnim doświadczeniem, a na ich miejsce Kaczyński powołał swoją rodzinę, swoich wierzycieli, którym kasą państwową (czyli Twoją, SUWERENIE) płacił za swoje długi, powołał Misiewiczów, Pisiewiczów, laleczki Jacka Kurskiego, gang Ziobry. Efekt najlepiej było widać na polskich stadninach koni arabskich, które z międzynarodowej marki w ciągu kilku miesięcy stały się synonimem straty wspaniałych koni spowodowanej totalną niekompetencją. Inny doskonale znany efekt, to rozwalenie radiowej TRÓJKI. Oczywiście SUWEREN z gracją pawiana pluje na trójkowych dziennikarzy słowami „a co oni sobie myśleli, że będą mieli dożywotnio posadkę?”, jak na przygłupa przystało, nie zauważając, że to ci dziennikarze dawali SUWERENOWI szansę na absolutnie wyjątkowe radio, gdzie można było usłyszeć zarówno klasykę, jak i muzykę niszową, rozrywkę na najwyższym poziomie, poezję, okraszoną reportażem i ciekawą publicystyką, że to radio było jedynym takim zjawiskiem w Polsce. Czy tego chcesz, czy nie, SUWERENIE, gdy o Tobie myślę, mam ochotę splunąć!

 

            Tak sobie tu wylewam i wylewam moje całe zniesmaczenie podłą zmianą, że aż momentami się zastanawiam, czy nie jestem zbyt bezwzględny, zbyt wulgarny, zbyt bezkompromisowy.... I zaraz pozbywam się wszelkich wątpliwości. Od kiedy to banda faszystów, komunistów i fanatyków religijnych zasługuje na taryfę ulgową?! To dzięki podłej zmianie, znów pomiędzy Bugiem a Odrą, Karpatami i Bałtykiem, rozlega się tupot nazistowskich buciorów. Klasztor jasnogórski zmienił się w faszystowską chlewnię, gdzie ojcowie Paulini karmią agresywne łyse pały „Ciałem Chrystusa”, a brunatne bojówki paradują w Święto Niepodległości przez zrównaną w 44-tym z ziemią przez takich jak oni Warszawę! Zbigniew Ziobro i Małgorzata Wassermann na oczach Polaków prowadzą swoje przestępstwa sądowe oskarżając bez dowodów, zastraszając świadków, śledczych, sędziów, używając gróźb karalnych. Nie ma niezależnej prokuratury, bo PiS przy aplauzie SUWERENA uzależnił ją od zarozumiałego, niedouczonego, zdradzieckiego, pozbawionego honoru partyjnioka, który w życiu nie był nawet praktykantem u prokuratora! Nie można liczyć na ochronę policji, bo pod okiem Błaszczaka, staje się ona odwodem faszystowskich bojówek. Dzieci popełniają samobójstwa z powodu homofobii, minister edukacji udaje, że nie ma problemu, a Plugawy Krystyn oskarża ofiary o to, że same są winne swojej śmierci, SUWEREN zaś udaje, że to przesadzone pogłoski. Był już kiedyś taki SUWEREN- W HITLEROWSKICH NIEMCZECH! Udawał, że nie wie o holocauście, udawał że nie wie o obozach koncentracyjnych. Tam też sądy uzależnione były od polityków, a państwo głosiło patriotyzm gospodarczy!

 

            SUWERENIE! Nie zamierzam bezczynnie czekać, aż doprowadzisz do tego, bym jako Polak był traktowany, jak hitlerowiec jakiś albo siepacz Stalina tylko dlatego, że jesteś zbyt próżny i nadęty, by przyznać się do błędu. Nikt mnie nie będzie mylił z takimi kanaliami! Żaden faszysta, żaden komuch, żaden fanatyk religijny, żaden rasista ani żaden homofob nie może liczyć na moją życzliwość, zwłaszcza jeśli pochodzi z Polski. Jestem przekonany, że ekspert z artykułu miał rację i władza, która nastąpi po PiSie, będzie władzą, która Tobie, tchórzliwa, zarozumiała i niedouczona bando, nawciska jeszcze większych kitów i pochlebstw, niż PiS, ale konsekwencje swojego postępowania poniesiesz Ty, który dałeś PiSowi wszechwładzę. I ja o tym zawsze będę pamiętać, każdego dnia możesz liczyć, że to przypomnę. A jeśli w swoim zadęciu doprowadzisz do wojny, to jest takie wojskowe powiedzenie: „Chuj Ci w dupę i karabin na plecy”!

 

 

20:01, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (28) »
środa, 01 listopada 2017

            Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Polska. Jeden z najbardziej wyczekiwanych dni w roku (przez duchownych, producentów i handlarzy kwiatów oraz zniczy, włamywaczy i złodziei kieszonkowych, a także przez hieny cmentarne, kradnące z grobów wszystko, co można sprzedać). Kilkadziesiąt godzin po śmierci Piotra, ofiary samospalenia, przestaje mi się chcieć czytać choćby tytuły mówiące o wypowiedziach różnych Ziemkiewiczów. Jednocześnie jakaś banda tchórzliwych sruli, dla których największe dotychczasowe zagrożenie życia stanowiło zatrucie alkoholowe, rozpoczyna po raz kolejny ten sam hejt pamięci więźnia Oświęcimia, oficera Armii Krajowej, żołnierza powstania warszawskiego, Władysława Bartoszewskiego. Oczywiście poziom oskarżeń zawsze jednaki: załgane pytanie sugerujące kolaborację „Ilu znasz więźniów Auschwitz wypuszczonych przez Niemców z powodów zdrowotnych”. To, że głupiec nie zna dowodu twierdzenia Pitagorasa nie znaczy, że dowód ten nie istnieje. Na to łgarstwo wielokrotnie odpowiadali pracownicy Muzeum Auschwitz- Birkenau: Z obozu zwolniono ok. 2 tysiące więźniów politycznych i 9 tysięcy więźniów wychowawczych, wśród których był Władysław Bartoszewski. I tak to Polacy świętują dni poświęcone pamięci tych, którzy odeszli.

 

            Zanim polska drogówka policzy zabitych w tegoroczne święta na drogach, uśmierconych przez pijanych oraz idiotów nierozumiejących, że przy takim natężeniu ruchu, zwłaszcza w okolicach cmentarzy i niełatwych o tej porze roku warunkach drogowych, należy zdjąć nogę z gazu, wezmę głębszy oddech i mimo wszystko pokuszę się o chwilę refleksji.

            W tym roku zmarł mój kolega. Tragiczna postać, w której zło przeplatało się z dobrem bardziej, niż u kogokolwiek innego. Sam wychowany w patologicznych warunkach, powielił wzorce z dzieciństwa podczas wychowania swojego syna, któremu wielokrotnie ratował życie, by je na powrót niszczyć. Jego życie, to historia przyjaźni, które nawiązywał pomagając nawet tym, którym nikt już nie chciał pomagać, tylko po to, by te relacje ostudzić, bądź całkowicie zniszczyć swą chęcią narzucenia swojego stylu życia. To temat na całą powieść. Deficyty rozwoju, z którymi mój kolega wchodził w życie, były pozbawione nadziei na redukcję, gdyż ówczesna wiedza psychologiczna oraz społeczna stygmatyzacja pacjentów gabinetów psychologicznych nie dawały mu żadnych szans. Ostatni rok jego życia, to rok niebywałego cierpienia psychicznego, gdy demony przeszłości, świadomość własnych oszustw (podatkowych i nie tylko) w połączeniu z uszkodzeniami mózgu (pęknięty tętniak), zaczęły kierować go w stronę psychozy. Strach przed wyimaginowanym aresztowaniem popchnął go do próby samobójczej. Potem była depresja i nagła śmierć. To jemu pragnę w tym roku zadedykować utwór Jana Kondraka w wykonaniu Marka Dyjaka. „Piosenka w samą porę” zazwyczaj służyła upamiętnianiu Edwarda Stachury. I jeszcze coś: Poniżej jest spektakl w reżyserii Łukasza Dudy, wykonany przez jeleniogórski „Teatr Odnaleziony”. Jeżeli sprzęt pozwala Wam na zrozumienie tekstu, warto. To właśnie o takich ludziach, jak mój kolega i jego syn. Na podstawie opowiadań Lidii Amejko, „Żywoty świętych osiedlowych”. Naprawdę warto! A ekstremalnie warto pójść na spektakl, jeśli teatr z nim wróci. Panie zachwycają się rolą Jakuba Mieszały i nawet nie próbują ukryć, że co najmniej równe wrażenie robi na nich jego nagie ciało, panowie zaś chłoną równie wspaniałą rolę ponętnej Diany Jonkisz.

 

            I jeszcze jedna refleksja. Kiedyś zachęcałem do przesłuchania płyty Karoliny Cichej p.t. „Wieloma językami”. Jej bohaterem jest bogata kultura Białostocczyzny. Niestety, dziś najgłośniej jest o tamtych stronach z powodu band faszystowskich, hołubionych przez podłą zmianę. Słuchając Karoliny zastanawiam się, jak wspaniała byłaby Polska, gdyby Polacy zamiast się nabzdyczać, potrafili się cieszyć pięknem wielokulturowości. My jednak chcemy uszczęśliwić Europę naszą, jak wiemy, najfajniejszą kulturą. Chwilowo w okolicach Wszystkich Świętych promujemy nazioli, pijanych kierowców oraz piratów drogowych, hieny cmentarne, kieszonkowców, włamywaczy oraz sruli plujących na żołnierzy AK. Z ciekawości: W ilu miejscach Polski dało się słyszeć pomstowanie na Halloween? Pytam, bo przeczytałem, że posłanka PiS, Gabriela Masłowska ogłosiła suwerenowi, że zabawy halloweenowe są groźne dla dzieci, ponoć ukazują rodziców, jako wrogów (WTF?!), a rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, Paweł Rytel- Andrianik powołał się na tajemnicze badania psychologiczne mówiące, że dzieci mogą mieć nocne koszmary związane ze swoimi przebraniami. No patrzcie, jakie strachliwe te polskie dzieci pozostające nad Wisłą. Te, które wyjechały do Irlandii mają z Halloween niezłą radochę. Wiem, bo pracuje z nimi. Przy okazji: Irlandia przyjęła chrześcijańską wiarę ponad pół tysiąca lat przed Polską. Jakoś Episkopat Irlandii nie podziela obaw nadwiślańskich kolegów od golenia owieczek. Toż i zrobił się nam dysonans!

 

04:07, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (10) »
niedziela, 29 października 2017

            Od jakiegoś czasu nosiłem się z zamiarem napisania felietonu dotyczącego wiedzy o seksie w czasach podłej zmiany, aż stało się, co się stać musiało- ktoś mnie ubiegł- i to nie byle kto, bo supermodelka, Anja Rubik. Nie będę konkurować z jej kampanią #SEXEDPL, po prostu kliknijcie tu, w ten akapit, by poczytać z nią wywiad na ten temat. Ja tymczasem podłączając się pod akcję rozmów o seksie, opowiem historyjkę.

            Kilka lat temu, mój kolega, wraz ze swoją partnerką, podjęli świadomą decyzję o założeniu rodziny. Uzgodnili, że nie będzie ślubu- w Irlandii związki partnerskie mają identyczną moc, jak małżeństwo, a kolega za sprawą swoich doświadczeń z duchownymi, nie ma ochoty mieć z tym towarzystwem nic wspólnego. Dziś mają dwójkę dzieci, dom wykupiony na własność i dość stabilną sytuację życiową i tylko jedna sprawa powraca jak bumerang.

            Dziewczyna na co dzień jest bardzo miła, przyjazna i uczynna, jednak jest coś, co powoduje trudność w kontaktach z nią. Pochodzi z rodziny o konserwatywnych poglądach, które zresztą przejęła i za ich sprawą wygłasza opinie na nieśmiertelny temat „co inni powinni robić”. Z tego samego powodu regularnie truje dupę partnerowi swoimi naciskami na ślub kościelny. Zupełnie nie obchodzi jej, że w ten sposób łamie umowę jaką zawarli przed decyzją o założeniu rodziny, innymi słowy, dokonuje zdrady- w imię wiary, a jakże. Dlaczego zatem jest z partnerem? Powiecie „miłość, dzieci”, ale przecież skądś się to wzięło i wyjaśnienie jest proste. Facet sprawny, przystojny, wolny od nałogów, z zasadami, nie zdradzi, bo nawet nie próbuje urywać się z domu, jest gospodarny, potrafiący liczyć, obowiązkowy.... To dla niego rzuciła swoją pierwszą miłość.

 

            Od czasu do czasu jej konserwatywne poglądy zderzają się z moimi, czasem w niespodziewanych sytuacjach. Ot, choćby ostatnio, gdy komentowaliśmy z partnerem bohaterki tej historii „pierścień czystości”, który zaczął nosić pewien gimnazjalista z jego rodziny. Nie wiem, czy to ogólna zasada tego cuda, ale w tym konkretnym przypadku chodziło o to, że niektórzy duchowni katoliccy namawiają dzieci do przysięgi zachowania czystości do ukończenia 21- go roku życia, czego symbolem ma być ów pierścień. Tak, dobrze widzicie: ani słowa o miłości, ani choćby nawet o ślubie kościelnym, przysięga czystości do ukończenia 21-go roku życia wymuszona na dziecku, które jeszcze nie wie, co to będzie dla niego oznaczać w wieku lat 17-21. Toż średniowiecze przy tym jest rajem swobód seksualnych! I tu wtrąciła się moja konserwatywna znajoma twierdząc, że przecież to jest dobry pomysł. Wymiana zdań wyglądała mniej- więcej tak:

Ona

To dobry pomysł. Zapobiega nieodpowiedzialnemu współżyciu.

On (jej partner)

Mamy XXI wiek, jest antykoncepcja.

Ona

Nigdy nie ma pewności.

Ja

Nigdy nie masz pewności, że w drodze do kościoła nie zginiesz. Myślisz, że powinnaś przestać tam chodzić?

Ona

Nie mówcie, że nie chcielibyście, by wasz pierwszy raz był wyjątkowy- z dziewicą.

Ja

Seks zawsze jest wyjątkowy, nigdy nie grało dla mnie roli, czy poznana dziewczyna jest dziewicą, skoro byłem zakochany.

Ona (odwracając kota ogonem)

Gdybym wiedziała, że spotkam jego (pokazuje na partnera- ojca swoich dzieci), nie miałabym nic przeciwko, by zaczekać.

Ja (pyskiem do kota)

A skąd miałabyś to wiedzieć? Skąd zakochana dziewczyna ma wiedzieć, czy kiedyś będzie jej dane zostać partnerką kogoś „lepszego”, niż obecny chłopak?

Ona (odwracając kota ogonem)

Na studiach chodziłam na msze dla studentów. Śpiewaliśmy, klaskaliśmy, tańczyliśmy, było fajnie.

 

            No i można powiedzieć, że mnie zażyła. Że też ja nie wpadłem na równie absurdalny argument, na przykład: „Na studenckich imprezach namiętnie śpiewaliśmy piosenkę p.t. 'Przeleć mnie w tej koniczynie'. Słowa bez sensu, ale refren prosty do powtórzenia, więc śpiewali wszyscy. Fajnie było!”

            Cały ten długaśny wstęp był po to, żeby zobrazować, dlaczego tak istotne są rozmowy z dziećmi o seksie. I to prowadzone przez ludzi kompetentnych i bez problemów ze słowem „SEKS” lub (OCH NIE! O ZGROZO!) „STOSUNEK SEKSUALNY” i „SEKS ORALNO- GENITALNY”. Zobaczcie, co się w Polsce dzieje. Panowie w kieckach, ale nie Szkoci (jak by to moja ulubiona Myszka określiła), którzy na własne życzenie wprowadzili sobie jakieś chore ograniczenia seksualności, manipulują dziećmi, by zobowiązały się przysięgą, że będą ich w tym naśladować, przynajmniej do 21-go roku życia. Uległe wobec kleru władze zatwierdzają podręczniki straszące nastolatków seksem. I nie mówimy tu wyłącznie o rządzie PiS, bo rząd PO-PSL zatwierdzał podobne brednie. Młodzież ma przedstawiany seks, jako niebezpieczne zło, którym się zajmuje co najwyżej „słabiej ucząca się młodzież”, by nie powiedzieć „ta głupsza”, a seks przedmałżeński zostanie ukarany, bo fajni chłopcy wolą dziewice (to mądrości z zatwierdzonego przez MEN dzieła „Wędrując ku dorosłości”). Kto popiera taką indoktrynację? Ano na przykład znajoma z dzisiejszej historyjki, która co prawda sama z dziewictwem na nic nie czekała, ma dwoje dzieci, ślubu do tej pory nie ma, bo jej facet kategorycznie nie chce mieć nic wspólnego z duchownymi, za to zapewnia, że gdyby wiedziała, że pozna takiego faceta, to by z dziewictwem chętnie na niego zaczekała. No, czyż to nie jest piękne? No i oczywiście wie, że może i ona się parzyła, gdy poczuła chęć, ale młodzież powinna czekać do odgórnie ustalonego roku życia. Nie przeszkadza jej w tych poglądach nawet fakt, że jakoś jej obecny facet nie miał najmniejszych oporów przed jej brakiem dziewictwa, i jakoś o niebo przebija bardziej katolickich konkurentów. I ona dobrze o tym wie. Wie o tym, że w jej wsi, jeśli dziewczyna znalazła faceta, który nie chla i jej nie bije, to już uważała się za szczęściarę. A tutaj ma gościa, który ma sporo innych walorów. Dlatego też będzie z nim żyć bez ślubu, swoje ultrakonserwatywne poglądy zachowuje bowiem dla innych.

            Żeby jeszcze bardziej podkreślić absurdy katolickich drogowskazów seksualnych, zachęcam do kliknięcia w ten akapit- jest tu link do notki Myszy na temat nowego świętojebliwego pomysłu tych, którzy chcą jedynie, by świat wyglądał tak, jak powinien. Dowcip polega na tym, że jest to inicjatywa programu przeciwdziałania odkładaniu prokreacji. Nie wiem jak to pogodzić, bo przy nakazie czystości, w grę wchodzi jedynie niepokalane poczęcie, drogie dzieci, które z Was tak potrafi?! Zapłodnienie przez Ducha Świętego?! To naprawdę brzmi jak jakiś fake- news! Jak mawiał klasyk: „Nie takie rzeczy żeśmy w Pułtusku robili”!

            Prawie koniec. Jeszcze tylko kawałek siebie: Mam 46 lat, a przez całe moje życie seksualne uprawiałem wyłącznie seks niesakramentalny. Nigdy nie żałowałem seksu i nie znam nikogo, kto by żałował. Dla ścisłości: gwałt, czy pedofilia, to ohydne przestępstwa i nie ma ich w rozważaniach- to tak na wypadek, gdyby ktoś próbował mnie łapać za słówka i dowodzić, że przecież ofiary gwałtów żałują. Znam jednak takich, którzy żałowali seksu bez zabezpieczenia lub związków z nieodpowiednimi partnerami- ale to przecież zupełnie inny poziom- z niektórymi ludźmi nie warto się zadawać. Jedyne, czego zdarzało mi się żałować, to wycofania się w sytuacji, gdy mi zależało, ale z czasem nauczyłem się, że złożenie propozycji nic nie kosztuje i jest klarowne i uczciwe. Nigdy też nie było dla mnie istotne, czy kobieta jest dziewicą- w przeciwieństwie do braku seksu, który byłoby raczej nieakceptowalny, aczkolwiek w praktyce nie spotkałem się z partnerką czekającą na ślub. Nie uczcie dzieci pierdół, poszukiwaczy dziewic podsumuje teoria doboru naturalnego. I ostatnia rzecz: Czułem, kiedy jestem gotowy na rozpoczęcie współżycia. Czułem, kiedy pragnę kobiety jako kobiety (w przeciwieństwie do okresu przed dojrzałością do seksu, gdy na myśl o kobiecie czułem jedynie ciekawość i podniecenie spowodowane tajemnicą). Tego żadne rozporządzenie ministerialne, ni biskupie nie wyliczy. Gdy obydwoje z partnerów jest gotowych spełniać swoje pragnienia i respektować to, czego druga strona chce uniknąć, to najprawdopodobniej są gotowi.

 

01:20, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
piątek, 20 października 2017

Przygnębiają mnie bezsensowne ofiary.

 

            11 czerwiec 1963. W Sajgonie buddyjski mnich mahajany dokonuje aktu samospalenia w proteście przeciw dyktaturze i prześladowaniom buddyzmu przez rząd katolickiego prezydenta Wietnamu Południowego. W ślad za nim poszli inni mnisi. W efekcie bratowa prezydenta stwierdziła, że klaskałaby w dłonie, gdyby zobaczyła innego palącego się mnicha. Zdjęcie płonącego mnicha dostało nagrodę World Press Photo 1963 i umieszczone zostało na okładce płyty Rage Against The Machine, wcześniej w ten sam sposób wykorzystuje je zespół Delerium. Martwi mnisi o nic już więcej nie walczyli. Umarli i już ich nie było. Żadnego z nich.

 

            8 września 1968, Warszawa, w proteście przeciw inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację samospalenia dokonał Ryszard Siwiec. Zmarł i więcej nie walczył i nie protestował. Informację zatajono, wyciekła 4 miesiące po zdarzeniu, niczego nie zmieniając.

            16 styczeń 1969, Praga. W proteście przeciwko agresji wojsk Układu Warszawskiego i apatii społeczeństwa dokonał samospalenia. Po trzech dniach umarł i już więcej nie żył, nie udało mu się również więcej protestować, ani z niczym walczyć. W ślad za nim samospalenia próbowało 26 osób- 7 z nich zmarło. Więcej nie walczyli, ani nie protestowali.

            19 październik 2017, Warszawa. W proteście przeciw łamaniu praw obywatelskich, demokracji (niszczeniu niezależnych sądów i TK w szczególności), łamaniu prawa, Konstytucji, niszczeniu przyrody, etc.etc. przez rząd PiS. Polacy dyskutują o tym, czy mężczyzna to świr, czy bohater oraz czy PiS „cacy”, czy też „be”. Nikt nawet się już nie zastanawia po co komu niezależne sądy z SN i TK na czele, po co komu wolność słowa, nie mówiąc już o wolności sztuki.

Z innej beczki.

 

            Kobiety całego Świata protestują przeciw molestowaniu seksualnemu ujawniając, jak padały ofiarami molestowania. Polacy dyskutują, czy kobietom się podoba, gdy obcy facet złapie je niespodziewanie za dupę, bądź za cyc.

 

Z całkiem zupełnie innej beczki.

            Lekarze rezydenci w proteście przeciw uwłaczającej pensji 2200 zł (po 6 latach ciężkich i drogich studiów, na które „suweren” choćby dokupił mózg węgierskiego kolegi, to i tak by się nawet nie dostał), przeciw śmiertelnie groźnym warunkom pracy i niedofinansowaniu służby zdrowia, prowadzą ograniczoną głodówkę. Polacy dyskutują, czy jest to protest polityczny, czy rezydenci jedzą kawior i czy mają wyjeżdżać. O czym Polacy nie dyskutują. Choćby o tym, że Polska służba zdrowia dostaje 2 razy mniejszy odsetek PKB niż służby zdrowia zachodnich państw UE, a wydatki nadal są nieuszczelnione, każdy pracujący obywatel ma na przykład finansowaną wizytę po zwolnienie kacowe, a o rencie nie decyduje udokumentowana przebyta choroba, bądź uraz i niesprawność na ich skutek nabyta, a osobista wizyta u orzecznika. Lekarze płacą zdrowiem, życiem osobistym, czasem życiem w ogóle, pacjenci zresztą też.

 

 

 

00:47, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 16 października 2017

            Dwa lata po samobójczej śmierci Dominika z Bieżunia, odebrał sobie życie Kacper z Gorczyna. Chwilę było o tym głośno, dziś udajemy, że to przypadek, do którego nie ma po co wracać. Tymczasem obydwaj chłopcy zostali zaszczuci przez rówieśników, a tchórzliwi dorośli (w tym rodzice uczniów i nauczyciele) nie mieli odwagi, by stanowczo zareagować. Ciche przyzwolenie dorosłych, a w niektórych przypadkach nawet przyłączanie się do ataków na maltretowanych psychicznie nastolatków, to cecha łącząca te dwa wydarzenia. I jeszcze jedno: „Winą” zdesperowanych chłopaków było to, że (podobno) „byli gejami”. A w dodatku ośmielili się wyglądać inaczej od bandy tchórzy z Grajdołkowa. Dbali o siebie, mieli styl, wyróżniali się sposobem ubierania. Oooo...., tego żaden zajęczy ogon nie wytrzyma. „Nie dość, że gej, to jeszcze wygląda lepiej i ciekawiej od nich”. To przesądziło sprawę. I jeszcze coś wspólnego.... ZAWIEDLI DOROŚLI.

            Podobno dzieci, jako słabsze (zwłaszcza od dorosłych), biorą intuicyjnie stronę silniejszego. Taka ewolucyjna obrona przed zagrożeniem. Poszukują poparcia grupy, dlatego przyłączają się do ataków na słabszych, bądź w najlepszym razie, nie bronią ich. To się zmienia wraz z indywidualnym rozwojem empatii, doświadczeniem, dojrzałością emocjonalną, ale zmiany wymagają rozwoju. A obowiązkiem opiekunów i wychowawców jest zapewnić dzieciom rozwój poprzez bezpieczeństwo i naukę, między innymi przez uświadamianie im, że znęcanie się nad drugim człowiekiem jest przestępstwem, szczególnie ohydnym- w szczególności, jeżeli jedynym powodem maltretowania psychicznego (czasem i fizycznego) jest to, że jego postępowanie różni się od postępowania większości, choć ten człowiek nikogo nie krzywdzi. Tylko, żeby to zrobić, trzeba przeciwstawić się większości. Trzeba mieć odwagę, której tak często Polakom brakuje.

            Nie musimy ulegać nazistom, faszystom, rasistom, homofobom, fanatykom religijnym. Równość i wolność, to wartości podstawowe, których mamy obowiązek bronić, a dzieciom należy się w tej kwestii szczególna ochrona, gdyż są zbyt słabe, by się przeciwstawić agresji. Nie musimy tulić po sobie uszu jedynie dlatego, że do władzy doszła narodowosocjalistyczna partyjka nadętych tchórzy i wazeliniarzy Prezesa Pana, a Plugawy Krystyn stał się tubą oralną sekty. Zwłaszcza nie muszą tego robić nauczyciele. Podobnie, jak nie muszą rezygnować z nauczania o dokonaniach Miłosza, Szymborskiej, Gombrowicza, Wałęsy, Balcerowicza, Bartoszewskiego, ale to już odmienna kwestia.

            Im bardziej przyglądam się Polsce, tym mocnej ugruntowuję się we mnie przekonanie, że kraj ten zamieszkuje banda tchórzy, za których głowy nadstawia garstka bohaterów. Te nasze słynne zwycięstwa z przeszłości: Kircholm, Chocim, Wiedeń, to przecież nic innego, jak świadectwo tchórzliwego czekania na to, aż GARSTKA zawodowych żołnierzy uratuje gnuśne tyłki przeróżnych dekowników. Czas wojen napoleońskich, również był świadkiem tchórzliwego oczekiwania społeczeństwa na załatwienie sprawy przez Cesarza i 60-tysięczną armię Ks. Józefa Poniatowskiego. Jeszcze większe problemy z naborem w szereg bohaterów mieli powstańcy listopadowi i styczniowi. Wiecznie zbyt nieliczni, wiecznie zbyt słabo uzbrojeni, bo niedofinansowani. Nieliczni, bo tchórzliwy i chciwy Naród wolał, by ktoś za niego odwalił robotę, niedofinansowani, bo Naród śliniąc palce liczył swoją kasę, mając nadzieję, że kto inny zapłaci. Jedyny wyjątek stanowiły walki w obronie Polski w latach 1918-45, bo lata zaborów uświadomiły Polakom, że wolność jest wartością. Ale cóż..., nie uświadomiły że wiedza jest również wartością, więc niedouczony Naród z czasem zapomniał dlaczego istotne jest, by mieć wolne sądy, by mieć wolność wyznania, wolność światopoglądów, mieć dobrze wyszkoloną i uzbrojoną armię stojącą na straży tej wolności. Zamiast tego pyszałkowaty Naród masturbuje się koloryzowanymi wspomnieniami, utożsamiając się w wyobraźni z żołnierzami AK, żołnierzami wyklętymi (WTF?!), a ostatnio całkiem niedawno, na fali antyislamskiej histerii, zaczyna się uznawać za spadkobiercę Sobieskiego, a jednocześnie ten sam Naród pluje na tych, którzy dla niego z narażeniem przyszłości swojej i swoich rodzin, wywalczyli dla Polaków wolność przy okrągłym stole- negocjując bez broni z uzbrojonym po zęby przeciwnikiem posiadającym pół Europy, większość Azji, część Afryki i Ameryki Południowej.

            Smutna prawda jest taka, że tchórzliwe czopki znad Wisły potrafią co najwyżej ryczeć o swoim patriotyzmie, a z czynów, potrafią w trzydziestu zaszczuć czternastoletniego geja. Cóż za bohaterski Naród dumny z doprowadzenia do samobójstwa czternastoletniego dzieciaka, Naród usprawiedliwiający prześladowców ustami redaktor Paczuski z „Telewizji Narodowej” oraz Plugawego Krystyna z Podłej Zmiany!

Anna Szałapak- już nie zaśpiewa, choć ciągle ją słyszę.

            Tak, przyjmuję pewne uogólnienia, krzywdząc chlubne wyjątki, ale przypomnijcie mi, proszę, czy wprowadzono jakikolwiek program zapobiegający takim tragediom po śmierci Dominika z Bieżunia..., a może pojawił się taki po śmierci Kacpra z Gorczyna?! Nie wprowadzono żadnego? Upewniam się, bo gdybym był Ministrem Edukacji Narodowej, to każde samobójstwo ucznia byłoby dla mnie ciosem, po którym domagałbym się najpierw wdrożenia i ciągłego raportowania, a potem usprawniania programu profilaktycznego. Zapobiegania samobójstwom w ogóle oraz zapobiegania prześladowaniom i agresji, kształtowania poczucia wartości na podstawie dokonań, a nie stereotypów i odruchów stadnych. Co mamy zamiast tego? Prokuratura wszczęła śledztwo. Czyli „trzeba znaleźć kozła ofiarnego- ukarać na pokaz”. Ewentualnie uniewinnić na pokaz- w każdym razie należy znaleźć kogoś, kto to weźmie na klatę. Ani jedno, ani drugie nawet nie leżało, ani nie leży choćby w pobliżu profilaktyki. A jak profilaktyka, to nie tylko w szkołach, ale i w mediach, bo to rodzice mają największy wpływ na wychowanie dzieci i do nich również trzeba jakoś dotrzeć.

 

            Może być inaczej. Oczywiście, że może. Sam mieszkam w kraju, w którym tak jest. Nie dalej jak w zeszłym miesiącu robiłem inwentaryzację w takiej irlandzkiej Castoramie- sklepie sieci Woodies. W części wypoczynkowej dla pracowników znajdowały się tablice z aktualnościami. Między innymi fotoreportaże o życiu pracowników poprzedzane podpisami „ENTHUSIASM”, „LOL”, „LOVE”. Pod tym ostatnim podpisem widniały zdjęcia różnych par pracowników- głównie mieszanych, ale były tam również zdjęcia dwóch par jednopłciowych (jedna męska i jedna żeńska), a przedstawione na nich osoby „na oko” nie miały więcej niż 25 lat. Wyobrażacie sobie, co by się stało z tymi osobami, gdyby swoje wspólne zdjęcia wywiesiły pod hasłem „miłość” w pakamerze polskiej Castoramy? A wiecie, dlaczego? Bo ten Naród tchórzem jest podszyty. Bo w dziesięciu na jednego geja nagonkę zrobić, to w jego stylu. Podobnie na jednego Żyda, Araba, Murzyna..., albo takiego Wałęsę! Może nie?! Gdy Lechu został internowany, a wraz z nim Mazowiecki, Czuma, Niesiołowski, Geremek, Bartoszewski i 10 tysięcy innych działaczy, pozostałych 10 milionów członków „S” podkuliło ogony (na jednego internowanego członka „S” przypadało 1000 nieinternowanych) po pacyfikacjach największych zakładów przemysłowych (zakończonych w większości do16 grudnia 1981). Dziś ci, którzy doskonale wiedzą, przed jaką siłą kulili ogony, głoszą wszem i wobec, że Wałęsa, Geremek, Mazowiecki, czy Kuroń „zdradzili” ich, negocjując kompromis, zamiast startować z pozycji siły. Bo Polak- Cebulak, choć sam tchórzliwie ogon podkuli, to wymagania w stosunku do tych, co się za niego narażają, ma nieskończone. Sam zaś dzielnie zaczął głosić swój „antykomunizm” ćwierć wieku po upadku PRL, popierając PiS, które w swych szeregach ma więcej funkcjonariuszy starego reżimu, niż SLD.

            To jednak nie wszystko. Tchórzliwa natura Polaka jest tak wielka, że nie tylko prześladuje innych. Potrafi również samemu będąc w grupie prześladowanej, przyłączać się do prześladowców. Geje głosują na PiS (sam znam takiego), chodzą nagminnie do kościoła, rzucają swoje „co łaska” bez mrugnięcia okiem wzmacniając potęgę prześladowców, wstępują nawet w stan duchowny. Prześladowane kobiety również biegają co niedziela na msze i płacą swój haracz tym, którzy dają im prawa mniejsze, niż inkubatorowi (inkubator podlega serwisowi, a lekarz z klauzulą sumienia może odmówić badań prenatalnych). Zwyzywani z kościelnych ambon od zdrajców „NIE-PiSowcy” (nie zawężajmy tej grupy do zwolenników PO, bo każdy kto publicznie wyrazi dezaprobatę wobec działań PiS staje się ofiarą napaści tych bandytów, nawet jeśli jest Adrianem) zamiast siedzieć cicho i cieszyć się „hurra, gryzą nie mnie”, może tak wreszcie powinni przestać wspierać tą bandę. Ale nie..., tu trzeba by mieć tak zwane jaja i przyznać przed samym sobą, że się zmarnowało na klęczkach tyle czasu. Jak to powiedział bułhakowowski Ha- Nocri, największą z ludzkich wad jest strach. Może nie tyle strach, co działania napędzane paniką. Jak długo Polaków będzie ratować garstka niezłomnych, którzy mieli odwagę nadstawić swoje życie za tchórzliwe tyłki pozostałych Obywateli, a ich dzieło obracane będzie w pył przez miliony tchórzy pomagających odwiecznym prześladowcom rosnąć w siłę?! Zauważcie przy tym, że nikogo nie namawiam do bycia bohaterem i toczenia otwartej walki. Po prostu nie pomagajcie prześladowcom, nie popierajcie ich, to na początek wystarczy. Nauczycielom zaś przypominam, że dopóki bierzecie za to pieniądze, Waszym/ Naszym (bo sam również uczę dzieci) obowiązkiem jest dbać o bezpieczeństwo podopiecznych i dawać im wiedzę, niezależnie od tego, czy władzę dzierży święty, czy jakiś kutas, który domaga się prześladowań ze względu na światopogląd. Młodzież kończąca naukę musi wiedzieć, że nikt nie ma prawa nikogo prześladować ani ze względu na narodowość, kolor skóry, wyznanie, ani poglądy polityczne, ani też orientację seksualną. I mimo usilnych starań wspomnianego kutasa, absolwent polskiej szkoły musi wiedzieć kim byli Miłosz, Szymborska, Gombrowicz, Wałęsa, Geremek, Einstein, Darwin, Bartoszewski, Balcerowicz.

 

 

22:57, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 50
Tagi