RSS
niedziela, 23 grudnia 2018

            To było dokładnie 17 lat temu. Przyjechałem do Holandii w okresie świątecznym, bo wtedy było najłatwiej o pracę- Polacy wracali do domów. Dojechałem do „hotelu” (ciężko sobie wyobrazić gorszą spelunę) i zdążyłem się w przelocie zapoznać z Jankiem- gdy ja wchodziłem, on schodził do zamówionego przewoźnika. Wiózł rodzinie to, czego nie zdołał przepić i przejarać w Holandii. I nawet dowiózł, tylko on tego już nie zarejestrował. Jeszcze na granicy niemiecko- polskiej, wylegitymował się paszportem, ale do rodzinnej wsi pod Zgorzelcem dowieźli go stygnącego. W ciągu drogi spod Rotterdamu do Zgorzelca wypił akurat tyle, by tego nie przeżyć. Zmarł po cichu, koledzy od kieliszka (i przy okazji, od tej samej roboty) myśleli, że po prostu się urżnął i śpi, gdy jedni pukali do jego domu, inni próbowali go obudzić. Najbardziej w całej tej sytuacji poruszyła mnie myśl o tym, co musiała czuć rodzina: żona i dwójka dzieci. Spodziewali się taty, prezentów, a tu przyjechały cuchnące alkoholem zwłoki, które trzeba przetrzymać do „po Bożym Narodzeniu”. Nie zasłużyli na takie święta.

            Przypomniałem sobie o tym zdarzeniu z powodu żałoby narodowej. W jednej z ostatnich czynnych kopalń węgla kamiennego w Czechach, wybuch metanu spowodował śmierć 13 górników, w tym 12 Polaków. Podejrzewam, że święta chcieli spędzić z rodzinami, a i rodziny na to liczyły. Przygotowania do świąt nie należą do łatwych, a jak sobie je wyobrazić w sytuacji rodzin ofiar wybuchu?

 

            Cywilizowane państwa odchodzą od energetyki węglowej. Zwłaszcza w Europie, gdzie kopalnie węgla kamiennego są tak wyeksploatowane, że trzeba go wydobywać z dużych głębokości, przez co wydobycie staje się nieopłacalne i coraz bardziej niebezpieczne. Niemcy w piątek, 21-go grudnia, zamknęli ostatnią swoją kopalnię węgla kamiennego. Anglicy zrobili to 3 lata temu, Francuzi skończyli z tym w 2004. Za to Grajdołkowo oznajmia Światu, że my właśnie wunglem palić będziem, bo wungiel je we wiesce! Będziemy dopłacać, bo firmy energetyczne zamiast modernizować elektrownie dostały rządowy nakaz wykupu kopalń i w nich będą topić zyski oraz ludzkie życie. Ofiary smogu ciężko policzyć, bo jak udowodnić, że jeszcze jeden człowiek z zaburzeniami krążenia mógłby żyć, gdyby nie jakość powietrza.

 

            Nigdy nie mogłem zrozumieć tej filozofii: Górnicy domagają się utrzymania kopalń, bo mają ryzykowną pracę, a PiS i związki zawodowe chcą tego dla „bezpieczeństwa energetycznego Polski”. W jakim wariatkowie by wymyślono coś takiego? Złoża są coraz głębiej, więc żeby było bezpieczniej, to trzeba z nich wszystko wybrać, żeby zejść kolejnych kilkaset metrów w dół?! To ma być logiczne?! Zamiast redukować wydobycie, sukcesywnie zastępując węgiel innymi źródłami energii i pozostawiać dostępne złoża na wypadek zagrożenia utratą innych źródeł, my programowo odrzucamy inne źródła, wygrzebując do cna węgiel, który będzie względnie dostępny jeszcze tylko przez krótki czas. Wiecie skąd porównanie do alkoholika z początku notki? Nie tylko z powodu śmierci tuż przed świętami. Górnicy, podobnie jak alkoholicy i uzależnieni od innych substancji, bronią jak niepodległości, możliwości codziennego ryzykowania życia, a gdy okazuje się, że są niewydolni, domagają się pomocy. Jaka to jest pomoc, na Jowisza? Ile jeszcze dzieci ma zostać sierotami, by górnicy poszukali sobie lepszego zajęcia?

 

            Jeżeli nie rozpoczniemy odejścia od węgla już dziś, któregoś pięknego dnia obudzimy się ze stu tysiącami górników, którzy już naprawdę nie mają czego fedrować, a to co zdołają wydobyć, będzie kosztować kilka razy drożej od każdego innego paliwa. Po drodze będą kolejne ofiary górnictwa (pod ziemią) i energetyki węglowej (na ziemi). W dodatku nasze elektrownie węglowe za kilka lat będą już nie dwie, jak obecnie, ale trzy lub cztery generacje w tyle za najnowszymi blokami energetycznymi na świecie, bo topienie ich zysków w kopalniach zaskutkuje odwołaniem modernizacji, a to oznacza, że będą wielokrotnie droższe w obsłudze i produkcji energii. Czarne złoto- czarna dupa!!!

 

23:18, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (27) »
wtorek, 18 grudnia 2018

            Codziennie robię przegląd wiadomości z Polski i codziennie mniej mi się chce jakkolwiek na nie reagować. Z prostej przyczyny: Miejsce, w jakim Polska się dzisiaj znalazła- pośmiewisko Europy porównywalne jedynie z Węgrami i Rumunią, nie jest przypadkowe. Polacy na nie w pełni zasłużyli. To naród, który chce być niewolnikiem, obrusza się jedynie z tego powodu, że ma nie takiego pana, jakiego sobie wyobrażał. Przestałem wierzyć, że opozycja chce wolności Polaków. Nie chce, nie próbuje nawet sygnalizować łamania jednej z najbardziej podstawowych zasad funkcjonowania demokratycznego ustroju: rozdziału Kościoła od Państwa.

 

            Mniej- więcej przed tygodniem Polacy dowiedzieli się, że na potrzeby wyborów ma powstać partia pod auspicjami Tadeusza Rydzyka, księdza i zakonnika. Publicyści i komentatorzy prześcigali się w biciu piany, jedni uważali że to PiS osłabi, inni że wzmocni, czyli miało miejsce typowe wróżenie z fusów połączone z zażartą dyskusją na temat przepowiedni. W całym tym zamieszaniu medialnym zabrakło jednego: Żaden z liczących się polityków, publicystów, komentatorów (w tym blogerów) nie zapytał, jak to się ma do konstytucyjnej zasady rozdziału Kościoła i Państwa, którą dodatkowo wzmacnia Konkordat. Ten kraj jest tak zepsuty do szpiku kości, że nikt się nawet nie zainteresował, jak to jest możliwe, że partia polityczna reklamuje się uzależnieniem od księdza.

 

            To nie jest felieton ani o PiS, ani o Rydzyku. Ja w tym momencie piszę o USTROJU PAŃSTWA. Nie jest istotne, czy ksiądz nazywa się Rydzyk, Glemp, czy Wojtyła. Nie jest istotne, czy rządzi Kaczyński, Tusk, czy Suchocka. Problemem Polski jest, że duchowni jawnie promują swoich politycznych faworytów, a Polacy mają to w dupie. Polacy chcą być niewolnikami i ich jedynym zmartwieniem jest, by nikt się nie wyłamał i nie nazwał tego po imieniu. Nie przerwał tego błogostanu, tego „jakby co, to nic nie widziałem i nic nie słyszałem”!

 

            Jasna Góra stała się oficjalnym obrońcą faszystów. Podczas zjazdów kiboli, o. Paulini tolerowali obecność ksenofobicznych transparentów na błoniach wokół klasztoru, na tzw. „racowisku” i udawali, że to ich nie dotyczy. 15-go grudnia 2018 odbyła się na Jasnej Górze „msza święta za Ojczyznę”. Mnisi przyjęli pieniądze od działaczy środowisk demokratycznych w intencji „Polski wolnej od faszyzmu, nacjonalizmu i nietolerancji”, ale intencji nie odczytali. Ukradli pieniądze, nie wykonali należnej usługi, nie mówiąc już o tym, że nie wyrzekli się ani faszyzmu, ani nacjonalizmu, ani nietolerancji. Mało tego, nazwali taką intencję „PROWOKACJĄ”. Nie nazwali tak faszystowskiego spędu na Jasnej Górze, nie nazwali tak haseł kibolskich nacjonalistów, oni nazwali tak ludzi odcinających się od zbrodniczych ideologii. Jednak Polacy nadal będą płacić duchownym, nadal będą chodzić na msze, wpłacać intencje, ofiary, róże, tace, wypominki. Tak jak płacili, gdy patron i obrońca pedofilii zbudował sobie za życia, używając nie swoich pieniędzy, a pieniędzy Polaków, 234 pomniki własne oraz tak jak płacili, gdy powstawał pomnik prałata Jankowskiego, tego od gwałcenia nieletnich i wątpliwych interesów zakończonych spektakularnym bankructwem.

 

            Nie chodzi o to, że partia, którą zakłada niejaki Mirosław Piotrowski jest przedstawiana jako partia Rydzyka. Nie nazwisko jest tu ważne, bo niejeden zwolennik opozycji regularnie wpłacający wszystkie możliwe daniny na Kościół, chętnie by się skupił na tym panu, jako „symbolu zła” i jemu przypisał obecne rządy, ich skandale i przestępstwa. Liczy się to, że nikt z rządu, nikt z opozycji, nikt spośród duchowieństwa oraz nikt spośród liczących się grup społecznych nie protestuje przeciwko łamaniu Konstytucji i Konkordatu. Oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko że Polacy mają gdzieś demokrację, prawo i wolność. Sami chcą być niewolnikami kleru, a naturalną konsekwencją tego zjawiska jest to, że nie ma co Polaków na siłę uszczęśliwiać. Zbliżają się święta i znowu Naród hojnie wesprze Kościół, który w otwarty sposób depcze polskie prawo. I będzie miał to, na co zasłużył.

 

            Przesadzam, prawda? Ile osób ma ochotę mi to powiedzieć? Ile osób ma ochotę powiedzieć mi coś ostrzejszego? Szczerze powiedziawszy, to dla mnie sprawa trzeciorzędna, bo to NIE JA MIESZKAM W POLSCE. I może dlatego tak łatwo jest mi popuścić wodzę fantazji i wyobrazić sobie taką sytuację: Po każdej ingerencji politycznej, czy choćby wypowiedzi politycznej księdza, jakiegokolwiek księdza, każdy jeden obywatel Polski, któremu jest miłe prawo i Konstytucja, wystosowuje do papieża list informujący, że w związku z łamaniem polskiego prawa i Konstytucji przez podległych mu duchownych, on, podpisany z imienia i nazwiska, wstrzymuje wszelkie formy finansowania Kościoła. Kopie listu trafiają do nuncjusza apostolskiego, prymasa, odpowiedniego biskupa oraz do własnego proboszcza. Robi tak Rydzyk, czy Głódź, których znają miliony Polaków, kurie (z kurią watykańską włącznie) zalewane są milionami listów, a wpływy Kościoła nagle maleją o miliardy złotych tygodniowo. Robi tak ksiądz z Psiej Wólki, za tydzień na tacy ma ledwie 10% tego, co miał przed wypowiedzią, a podczas wizyty duszpasterskiej zamiast kieszeni pełnej kopert, ma brzuch pełen herbaty, którą po chrześcijańsku jest częstowany, bo w końcu „gość w dom”. Jestem dziwnie przekonany, że w krótkim czasie sami biskupi by pilnowali, by żaden ksiądz nie łamał zasady rozdziału Kościoła od Państwa. Póki co jednak, sytuacja w Polsce wygląda tak:

 

  1. Zaufany duchownego zakłada partię polityczną.

  2. Media trąbią o tym na prawo i lewo, zastanawiając się nad jej szansami i wpływem na scenę polityczną.

  3. Nikt, absolutnie nikt z liczących się sił (politycy, dziennikarze, duchowni) nie zwraca uwagi, że to wbrew Konstytucji i wbrew Konkordatowi, czyli wbrew prawu.

  4. Obywatele dalej będą masowo płacić przestępcom przeróżne tace, wypominki, intencje, ofiary, róże, kolędy.

 

 

CZY TE CZTERY PUNKTY, TO PRAWDA, CZY COŚ SOBIE ZMYŚLIŁEM?

 

01:26, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (25) »
sobota, 08 grudnia 2018

            Kombinat. To słowo już zawsze kojarzyć mi się będzie z powieścią Kena Keseya „Lot nad kukułczym gniazdem”- z maszyną do łamania ludzi. Większość ofiar wpadała w jej tryby dobrowolnie, jedynie niewielki odsetek był tam pod przymusem, a jednak stawali się niewolnikami i częścią systemu, trwając w nim aż do śmierci. Jakże to przypomina mi Kościół, a także wzorującą się na nim, narodowosocjalistyczną partię o żartobliwie - ironicznej nazwie Prawo i Sprawiedliwość. System działający na zasadzie podobnej do modliszek (nazwa nie bez kozery nawiązuje do zgiętych, jak do modlitwy, stawów kolanowych i łokciowych): żreć wszystko, co wpadnie w łapy, a w okresie godowym zwabić samca, po kopulacji odgryźć mu łeb, rozmnożyć się. Jak widzimy, podobnie jak w Kościele i PiS, nie o modlitwę tu chodzi.


 

            Były sobie związki zawodowe. Dość młode, bo powstały pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Nazywały się „Związek Zawodowy Pracowników Ruchu Ciągłego Z. A. Puławy S.A.” O dziwo, mimo konkurencji starych wyjadaczy z ówczesnych OPZZ i NSZZ „S”, szybko zdobyły niemałą rzeszę członków, głównie pośród pracujących na zmiany pracowników fizycznych. Ich metody były nawet w porównaniu do innych central związkowych prostackie (bezkompromisowe, to zbyt ładne słowo na określenie takich działań). „Dajcie czego żądamy, albo nie podpiszemy układu zbiorowego”. A było z czego brać, bo Z.A. Puławy S.A. były dobrze zarządzane, nie rozwalano pieniędzy na ponadnormatywne wypłaty, inwestowano, modernizowano, dzięki czemu firma przy połączeniu z Grupą Azoty, wypracowywała ok. 80% zysku całego konsorcjum. Jednocześnie był to największy i najhojniejszy puławski mecenas: kulturalny i sportowy. Dzięki niemu, każde puławskie dziecko ma szanse nauczyć się pływać (naprawdę, tam pierwszoklasiści mają pływanie w programie), a młodzież miała szanse trenować wybraną dyscyplinę, a sekcji było sporo: piłka nożna, piłka ręczna, pływanie, podnoszenie ciężarów, lekkoatletyka. To samo było z kulturą, chyba dziś nikt nie jest w stanie zliczyć koncertów, spektakli i wystaw dofinansowanych przez Z.A. Puławy. Związkom (a zwłaszcza tym z ZZPRC) było jednak mało, pomimo niepisanego porozumienia każdej kolejnej władzy krajowej ze związkami zawodowymi, zapewniającego prezesowanie w różnych sekcjach lokalnych klubów sportowych. Omawiany związek władał też (aż doprowadził do bankructwa) domem wczasowym „Jawor” w Jaszowcu (Ustroń Polana). Nienasycony apetyt na wszystko, obiecywał zaspokoić jedynie PiS (początkowo związek flirtował raczej z SLD, ale nie dostał, czego chciał, więc zmienił obiekt miłości). Chłopakom się wydało, że są samcami alfa, ale zabrali się niechcący za PiSowską modliszkę.

            Związkowcy z ruchu ciągłego bardzo pragnęli zaimponować nowej kochance. W internecie zrobili im taką kampanię, jakich najbardziej plugawe trolle internetowe by się nie powstydziły. Nie było fake- newsa, którego by te żywe PiSowskie boty nie powieliły, nie było łgarstwa, którego nie byłyby w stanie opublikować. Miodowy miesiąc jednak minął, kopulacja wyborcza była udana i PiS, jak na modliszkę przystało, postanowiło odgryźć łeb samcowi alfa. Pierwszy poważna próba tego aktu poejakulacyjnego miała miejsce jesienią zeszłego roku i trwała do września roku bieżącego, a chodziło o to, że Grupa Azoty po jej przejęciu przez PiS, zaczęła wbrew umowom wyprowadzać pieniądze do udziałowców, podnosząc wypłacane dywidendy. Sorry-PiSiory, ale PiS potrzebowało kasę na ratowanie przejadających zyski zakładów w Tarnowie, a przede wszystkim zakładów w Policach, które nie od dziś należą do ulubieńców związanego ze Szczecinem niewolnika Jojo- Brudzińskiego (to ten, co prezesowi panu parasol trzyma). Związki się zaczęły głośno stawiać, ale gdy tylko modliszka zagroziła szefowi związków jakimś sądem i jednocześnie pomachała związkowcom jakąś bliżej niezidentyfikowaną marchewką, okazało się że doszło do porozumienia. Równie dobrze można by było podpisać porozumienie z grzechotnikiem, ale o tym w następnym akapicie.

            Gdy modliszka chce odgryźć łeb kopulującego samca, próbuje do skutku i tylko szczęściarzom udaje się ją uspokoić. Siódmego grudnia o godzinie 13.59 na stronie f-b Związków Zawodowych Pracowników Ruchu Ciągłego Zakładów Azotowych Puławy S.A. pojawił się taki oto tekst:

 

Ukradli dzieciom marzenia

6 grudnia 2018 r. w Mikołajki Grupa Azoty wypowiedziała Klubowi Sportowemu „Wisła” Puławy umowę sponsoringową. W piśmie wskazany został termin, do którego należy zniszczyć sprzęt oznaczony logiem Grupy Azoty. Jako uzasadnienie podano ujemny wynik przedsiębiorstwa za trzeci kwartał.

KS Wisła w tym roku obchodzi 95 rocznicę istnienia. Przez lata dziesiątki tysięcy dzieci realizowały w nim swoje marzenia o mistrzostwie w sporcie. Wzorami byli olimpijczycy i mistrzowie świata wychowani właśnie w tym klubie.

Bez pieniędzy z Grupy Azoty nie będzie olimpijczyków i mistrzów świata. Nie będzie dziecięcych marzeń.

W zamian młodzi puławianie mogą podziwiać przemykające ulicami miasta nowiutkie audi A6 z członkami zarządu Grupy Azoty w środku. Dorośli zastanowią się zapewne, czy warto było zabrać dzieciom marzenia, żeby pięcioro prezesów przesiadło się z hond accord do audi A6. Naszym zdaniem to barbarzyństwo.

 

             I teraz wytłumaczę, na czym polega smaczek: Z nieznanych przyczyn, nikt nie chciał być w tym roku prezesem "Wisły" i podstawiono figuranta, mimo 15 tysięcy PLN/mc prezesowej gaży. Za to stołkami wiceprezesów, zgodnie podzielili się związkowcy z różnych central. I nagle PiSowskie władze Grupy Azoty zrywają umowę sponsoringową. Formalnie związkowe ryjki nadal są przyspawane do klubowego koryta, lecz po zerwaniu umowy sponsoringowej może się okazać, że brakuje paszy, żeby je wypełnić. Co najśmieszniejsze, puste koryto mogą odczuć ludzie z niewolniczo oddanej PiSowi Solidarności i jeszcze bardziej gorliwego wyznawcy PiSlamu, wspomnianego Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego. Tak to jest, gdy się kopuluje z modliszką.

            Nie martwiłbym się związkowcami, bo sami przyłożyli łapska do dojścia do władzy sekty żoliborsko- toruńskiej. Jednak prawdziwe ofiary kaczystowskich porachunków, to miasto, gmina i powiat Puławy oraz jego dzieci. Transfer środków z Z.A. Puławy poza teren gminy, powoduje nagły spadek wpływów z podatku CIT. Puławskie „Azoty” przeszły zwycięsko przez komunę, wytrzymały ciężki okres transformacji ustrojowej, a dziś zyski wypracowane przez kilka pokoleń zatrudnionych w samej firmie oraz spółkach córkach i podwykonawcach, są rabowane w białych rękawiczkach i transferowane gdzieś do czarnej dziury, a cierpi na tym miasto i ci jego mieszkańcy, którzy sami na siebie nie zarobią, czyli dzieci. Puławy to nadal polska B. Na granicy Lubelszczyzny i Ziemi Radomskiej. Jeżeli wchłonie je kombinat Kaczyńskiego, szybko wrócą do poziomu Opola Lubelskiego, Ryków, Zwolenia i innych małej i średniej wielkości miast regionu. „Wyrównywanie szans” w wersji PiS.

 

            P.S.

            A propos kombinatu i kopulacji z modliszką. Zauważyliście, że Rydzyk po raz kolejny usiłuje szantażować swoich kopulantów z PiS. Czy chodzi po Ziemi, tej Ziemi, ktoś kogo nie zdradził Kościół? Kilka dni temu okazało się, że Kościół krył pedofila Jankowskiego pomimo wiedzy o tym, że hasło „żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek” przyświecało temu kapłanowi podczas osobistych gwałtów na nieletnich. Pamiętajcie zatem, co było najstraszniejsze w KOMBINACIE opisanym przez Keseya: Ofiary siostry Ratched zgłaszały się do niej z własnej woli. I ja mam to w głowie oglądając rodziców prowadzących swe dzieci do kościołów. Nie wiem jaki będzie wynik przepychanek między PiS a Rydzykiem, ani nawet między związkami zawodowymi a PiS, ale wiem jedno: BIADA PODRZĘDNYM ISTOTOM, JEŻELI WCHODZĄ POMIĘDZY OSTRZA POTĘŻNYCH SZERMIERZY!

 

 

 

19:34, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
czwartek, 22 listopada 2018

           Jakież to słodkie: Jedno zdjęcie, a jaka symbolika. Po pierwsze, ostatni słupek geodezyjny, który Kaczyński „wkopywał” podczas kampanii samorządowej pod przekop Mierzei Wiślanej zniknął. Czyżby zapowiedź losu inwestycji? Proroctwo powtórki losu stępki Morawieckiego? Zostawmy to, mnie dużo bardziej podoba się coś innego: Trzech typów założyło swe najlepsze, odświętne stroje (co ja im poradzę, że im to niewiele dało), obuło się w lakierki..., chwyciło toto za szpadle, wlazło w piach i udaje, że pracuje! Jedynie jeden z nich trzyma jednak szpadel w sposób dający mu szanse na wydajną pracę, dwóch pozostałych (w tym prezes pan) lewą rękę trzyma na trzonku tak, jakby trzepali partnerom kapucyna. Można i tak!

            To, że Jarosław K. nie umie trzymać szpadla, nie jest ani zaskoczeniem, ani tragedią. Nie jest to jedyna rzecz, której nie potrafi, obok braku znajomości języków, obsługi komputera i konta bankowego, braku umiejętności kierowania pojazdami mechanicznymi (z samochodem na czele), czy brakiem znajomości życia społecznego (w tym brakiem pożycia intymnego). Problemem jest to, że prezes nie zna się ani na prawie, ani na gospodarce, ani tym bardziej na wojsku i bezpieczeństwie, a próbuje wszystkim kierować za pomocą sobie podobnych nieudaczników, rozumiejących jedynie kij i marchewkę, pozbawionych zdolności współpracy.

 

            Najpierw kilka słów o pewnym mocno zakorzenionym micie: W świadomości społecznej, jednoosobowa władza jest utożsamiana z silnym państwem. Tymczasem to właśnie w systemach dyktatorskich, władza staje się bezradna. Korupcja jest największym problemem w tyranii- na tyle powszechnym, że sięga najniższych warstw, a środkiem przekupstwa może być przysłowiowa kawa, czy czekolada- byle duperela wymaga bowiem łapówki (Trzecia Rzesza, Związek Radziecki, Kuba Fidela Castro, czy nawet PRL są tego świetnym przykładem). Nie znaczy to, że demokracje są od niej (płatnej protekcji) całkowicie wolne, ale chodzi o skalę. I afera korupcyjna w KNF doskonale pokazuje, że najbardziej nadęty nawet despota nie jest w stanie upilnować swoich ludzi, jeżeli dla celów propagandowych odrzuca demokratyczne mechanizmy kontroli, takie jak jawność informacji publicznej, czy wolność mediów, a także niezależność prokuratury i sądów. Tymczasem obóz władzy z uporem maniaka forsuje tezę, że jeśli będzie miał w ręku media i sądy, to właśnie wtedy nie będzie korupcji. Niby na jakiej zasadzie?! Ma być jak w kościele? Czy gdy pan papież zakazał mówić o pedofilii, to znaczyło, że jej nie ma i nie było? To nie widzi mi się jednego leszcza stanowi o sile państwa, a jasne i powszechnie respektowane reguły. Tworzenie wyjątkowych grup zwolnionych z ich przestrzegania, takich jak hierarchowie kościelni, czy dygnitarze partyjni w krótkim czasie zniweczy każdy wysiłek.

 

            Doszliśmy do punktu, w którym wszystkie stanowiska decydujące o wydawaniu publicznych pieniędzy, wymagają członkostwa w jedynie słusznej partii- przewodniej sile narodu, jak pamiętamy z lat PRL. Nepotyzm sięga tak głęboko, jak nigdy przedtem. Resortowe dzieci okazały się tak naprawdę być krewnymi prominentnych PiSowców, syn Kamińskiego w żaden sposób nie odzwierciedla skali, ni bezczelności kolesiowsko- rodzinnej protekcji. Bo czymże jest polecenie wykształconego synalka na sowicie opłacaną posadkę wobec promocji głupawych #Misiewiczów i #PiSiewiczów? To nie zaczęło się po trzech latach władzy, to działo się natychmiast po jej przejęciu przez PiS. Pod jaką inną władzą byłoby możliwe, że szef partii spłaca dług swej wierzycielce poprzez jej nominację do rady nadzorczej jednej z największych i najbogatszych spółek Skarbu Państwa. Pod jaką inną władzą możliwa byłaby zapłata znanemu zakonnikowi za nielegalną agitację wyborczą na antenie jego mediów (muszę mówić, że wypłata odbywa się z kasy państwa). Najśmieszniejsze jest to, że ten, któremu pełnia władzy jest przypisywana, jest zupełnie zdezorientowany: Nie wie kto kradnie, gdzie kradnie i ile kradnie, nie wie którzy z jego ludzi współpracują, a którzy toczą zakulisową walkę o władzę. Wczoraj spotkałem się z kolegą, który był niezłą szyszką z ramienia PiS- zajmował się kontrolą finansów. Zajmował, bo został wyrzucony przez ziobrystów- wykrywał ich nadużycia i o każdym podejrzanym przepływie gotówki informował odpowiednie służby. „Nie tak to miało być”- powiedział.

 

            Lubimy sobie wszystko upraszczać. Przeciętnemu człowiekowi wydaje się, że jeśli głowa rodziny jest obrotna i autorytarnymi decyzjami zapewnia rodzinie dobrobyt, to da się ten mechanizm w prosty sposób przełożyć na funkcjonowanie Państwa. Trzecia Tischnerowska, czyli gówno prawda! Nawet w rodzinie tyrania nie działa tak, jak to się domowemu despocie mogło marzyć, a co dopiero w tak skomplikowanym mechanizmie, jak Państwo!

 

            Przed nami kolejny rozdział: ZAPŁATA ZA GRZECHY!

 

16:27, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 12 listopada 2018

            „(...) Polacy oddawali życie walcząc z faszystami, a my żyjąc w Kanadzie, sami jesteśmy uchodźcami, którzy uciekli z komunistycznego kraju”, powiedział Polak z Kanady po tym, jak 11 listopada 2018 roku, w setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę, na murach polskiego kościoła w Vancouver pojawiło się graffiti „Antifa” oraz „Refugees welcome” i „Nazi raus!”

            To prawda, że Polacy walczyli z faszystami, ale dziś żyją tylko nieliczni z nich, niedawno apelowali o szacunek dla znaku Polski Walczącej i niełączenie go z falangą i krzyżem celtyckim. Jednak to zdecydowanie nie ci, którzy 11 listopada 2018 maszerowali ulicami Warszawy pod zielonymi flagami z falangą właśnie. Z tymi faszystami, ramię w ramię szły OBECNE władze Rzeczpospolitej. W tym samym marszu szli wcześniej zapowiedziani faszyści z Włoch, które w czasie II wojny światowej były pierwszym sojusznikiem Niemiec hitlerowskich). Niestety, również obecne władze RP z poparciem olbrzymiej części społeczeństwa odmówiły przyjęcia uchodźców, zalewając kraj falą antyuchodźczej propagandy.

            Jak cię widzą, tak cię piszą. Naprawdę komukolwiek z Was się wydawało, że rodzima ksenofobia nie odbije się czkawką? Kiedyś Polacy walczyli z faszyzmem, dziś go z jawnym błogosławieństwem władz i kościoła krzewią na ulicach spalonej przez faszystów i odbudowanej ze zgliszcz Warszawy.

            Pamiętacie, jak furman zajechał na podwórko drąc się "węgiel przywiozłem, węgiel przywiozłem..."? W końcu koń nie wytrzymał, odwrócił się i rzekł: "TY, KURWA, PRZYWIOZŁEŚ"!!!

 

23:34, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (6) »
środa, 31 października 2018

            Siedzimy sobie w ciepłym domku, za oknem grają nam petardy, gdzieś w oddali płoną stosy drewna ustawiane specjalnie na dzisiejszą okazję. Dzieci mają wolne, ale w ostatni dzień przed halloweenową przerwą świąteczną miały niezły ubaw, bo praktycznie w każdej szkole trwało współzawodnictwo przebierańców. Tymczasem w domach nawet dwuletnie maluchy chcą brać udział w zabawie. Tak jest w Irlandii, kraju do którego chrześcijaństwo dotarło pół tysiąca lat wcześniej, niż do Polski i nadal jest religią dominującą.

 

            Polacy jednak wiedzą lepiej, albowiem, że zacytuję klasyka, NIKT NAM NIE WMÓWI, ŻE CZARNE JEST CZARNE, A BIAŁE JEST BIAŁE! Jedni twierdzą, iż jest to obyczaj amerykański, inni że satanistyczny, a jeszcze inni, że niejaka Matka Boska jest wieśniaczką spod Częstochowy. Na marginesie, czy wiecie, że co czwarty Polak wierzy, że można spojrzeniem rzucić urok? To tegoroczne badania. Wracając do Halloween, na polskich forach dowiedziałem się, że zmarłym należy się szacunek i nie ma to, jak Wszystkich Świętych, bo właśnie przez taką zadumę go wyrażamy.

 

            Postanowiłem jakoś się przygotować na polski szacunek, więc sięgnąłem po fachowe porady. Poniżej siedem sposobów, by uchronić wiązanki i wieńce nagrobne przed kradzieżą. Rady zaczerpnąłem z portalu Onet, który zebrał je od policji, straży miejskiej i doświadczonych florystów:

 

1. Zawsze częściej giną kwiaty sztuczne; mniej trwałe – naturalne przysparzają złodziejom więcej kłopotów.

2. Spryskaj liście lub kwiaty farbą w sprayu lub polej woskiem ze zniczy. Można też oznakować wiązankę od spodu markerem czy lakierem do paznokci. Zadbaj, aby naniesione znaczki były trwałe. Takimi rzeczami ciężko handlować. Jeśli zobaczysz, że ktoś usiłuje sprzedawać oznaczony wieniec, zgłoś to policji lub straży miejskiej. Pamiętaj, żeby kolor, którym oznaczasz wiązankę, zdecydowanie różnił się od barwy kwiatów, liści i wstążek.

3. Jeśli planujesz wstawić bukiet ze sztucznych kwiatów do wazonu przy pomniku, popracuj nad nim wcześniej. Weź spód butelki typu PET, owiń bukiet, a następnie mocnym klejem przytwierdź go do plastiku. Dopiero tak przygotowany wstaw do wazonu.

 4. Spróbuj stworzyć własną kompozycję kwiatową już na cmentarzu. Kup wcześniej w kwiaciarni gąbkę florystyczną, umieść na dnie wazonu i wkładaj w nią rośliny. Złodziej musiałby się trochę namęczyć, żeby wydobyć pojedyncze kwiaty. Poza tym nie zarobi na nich tyle, co na gotowej wiązance.

 5. Umieszczaj w wazonie na nagrobku sztuczne kwiaty tak, by nie można było ich wyjąć. Wsyp do wazonu piasek na zmianę z kamieniami albo pozaginaj końcówki łodyg, spleć je ze sobą, a w utworzony w ten sposób koszyczek włóż coś ciężkiego.

 6. Złam kilka gałązek w wieńcu. Wybierz te, które mają jakieś oparcie. Dopóki kompozycja będzie leżała na grobie, nie straci walorów estetycznych. Za to przestanie być atrakcyjna dla złodzieja.

7. Wieniec można przywiązać do pionowej części nagrobka lub wazonu. Sznurki i druty mogą zniechęcić złodzieja.

            Wymyślając efektywne zabezpieczenia, róbmy to zgodnie z literą prawa. Zamontowanie w wieńcu drutu kolczastego, a w wazonie tłuczonego szkła, może narazić nas na zarzuty prokuratorskie. Bez względu na porę roku warto jest zainteresować się, czy na cmentarzu, gdzie spoczywa nasza rodzina, jest monitoring. Zgłaszając do zarządcy cmentarza kradzieże, mamy ważki argument za jego jak najszybszym zainstalowaniem. Jeśli nad grobami nie czuwa oko kamery, spróbujmy poprosić o pomoc ludzi. Zagadnijmy osoby, które odwiedzają groby znajdujące się w pobliżu kwater naszych bliskich, poprośmy je, by zwróciły uwagę, czy coś niedobrego się nie dzieje.

       Tyle fachowe porady. Skoro już przygotowaliśmy się na najwyższy szacunek ŚWIĘTEGO NARODU POLSKIEGO dla CZCIGODNYCH PRZODKÓW, wystarczy jeszcze pamiętać o kilku drobnych szczegółach. Na drogach, jak co roku trwa akcja „Znicz”, bo banda debili ma problem ze znajomością przepisów ruchu drogowego, zwłaszcza z tym, że nie jeździmy po pijaku. Otaczany natychmiastowym szacunkiem i zadumą świąteczny trup się ściele gęsto, a rekordy zatrzymanych nietrzeźwych kierowców poprawiane są systematycznie- w tym roku również możemy spodziewać się imponującego wyniku, mimo iż zbuntowani policjanci zaczynają masowo brać na ten okres L4, więc uczcie się sami sobie udzielać pomocy.

            Drodzy pogrążeni w zadumie. Jeśli już gdzieś wyjeżdżamy, to pamiętajmy, że czas naszej nieobecności chętnie wykorzystują złodzieje wyposażenia domowego. Nie liczyłbym na CCTV, zaduma też w tym wypadku nie pomaga. Pozostawione domy mogą liczyć na wizyty niezaproszonych Rodaków, a nasze kieszenie i torby na cmentarzach, tradycyjnie mogą spodziewać się odwiedzin sprawnych palców kieszonkowca.


            I tu wracamy do porównania polskich i celtyckich tradycji świętowania tego jesiennego czasu. Wraz z moją Partnerką, ciesząc się zamianą szlachetnych polskich zwyczajów na te paskudne celtyckie, czekamy na progu naszego magicznego domu położonego na wybrzeżu burzliwego o tej porze roku Morza Irlandzkiego, nucąc pod nosem:

„Gościu znużony, gościu znudzony,

jeśli zabłądzisz kiedyś w te strony,

zajrzyj tu do nas koniecznie!”


            Z przedostatniej chwili: Święty Naród Polski rękoma Suwerena w trosce o uświęconą tradycją pamięć przodków skradł mosiężne litery z płyty nagrobnej rodziny Katarzyny Skrzyneckiej- kliknij tu, w ten akapit, by przeczytać to na instagramie pokrzywdzonej. Tymczasem w zepsutej Irlandii dzieci odłożyły swoje przebrania i teraz smacznie śpią, nie podejrzewając nawet, że w nie tak odległej Polsce dzieci od jutra będą przeżywać zadumę, chyba że po drodze zginą w jednym z wypadków drogowych.

 




23:39, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 22 października 2018

            Wielkie miasta się obroniły. Dobre i to, lecz wcale mi nie do śmiechu. Grywałem kiedyś w szachy i mam na tyle dobrą pamięć, by wiedzieć, że dopóki gracz nie obuduje zdolności ofensywnych, nie ma powodów do radości. Ale ja nie o tym chciałem pisać. Media prześcigają się w podawaniu przyczyn nie tak dobrego wyniku PiS, jakby tego chciał prezes pan i upatrują ich w gafach na ostatniej prostej. Zwłaszcza w przypadku starć wyborczych w Warszawie i Łodzi. Nie wchodząc w polemikę, chciałbym wskazać jeszcze inne czynniki, które wisiały nad PiSem, jak miecz Damoklesa. Wydaje mi się to o tyle istotne, że gafy polityków pójdą w niepamięć, lecz kwestie, które zamierzam poruszyć, pozostaną raczej niezmienne.

 

  1. KONSTYTUCJA. PiS przez swój zamach na Ustawę Zasadniczą ukuło opozycji chwytliwe hasło, jednoczące ją w krytycznych momentach, hasło rozpoznawalne, i co najważniejsze, nie dające się podciągnąć pod agitację wyborczą. Można było podświetlić tym hasłem PKiN, a Lech Wałęsa mógł pójść w koszulce z takim napisem na wybory i nikt nie mógł zarzucić promocji konkretnej siły politycznej. To zamach na Konstytucję, a w szczególności na trójpodział władzy i wolność słowa izoluje partię Kaczyńskiego na arenie międzynarodowej i pozbawia ja prawa głosu.

  2. KLER. Film się nie powtórzy, ale łamanie konstytucyjnej zasady rozdziału Kościoła od Państwa oraz niewolnicze hołdy składane przez PiS przestępcom kościelnym z Rydzykiem na czele, karmienie czarnej hydry coraz to większymi dotacjami budżetowymi jest kolejnym znakiem rozpoznawczym PiS, stanowiącym jednocześnie hasło mobilizujące opozycję. W tym roku na okres przedwyborczy nałożyła się premiera „Kleru” i idiotyczna wojenka, jaką próbowały z filmem prowadzić przeróżne bojówki PiS z TVP Kurwizją na czele oraz rocznica powstania rydzykowej uczelni. Wystarczyło więc przytoczyć trochę wiernopoddańczych hołdów złożonych przed ojdyrem przez przedstawicieli władzy naszej kochanej i bez oskarżeń o agitację, czy łamanie ciszy wyborczej można było przypomnieć wyborcom, co tak naprawdę rządy PiS znaczą. Bez problemów będzie to można powtórzyć przy następnych wyborach, bo PiS jest partią wazeliną i szambem płynącą, dadzą kolejny powód do opisania wpływu Rydzyka na Państwo. I co najlepsze, nikt nie będzie mógł zarzucić ataku politycznego, bo przecież Kościół jest (buuuchachacha....) podobno apolityczny!

  3. Tarcia wewnętrzne. PiS nie jest monolitem, Ziobro, Macierewicz, Morawiecki, Brudziński i Błaszczak nie wyrzekli się swoich ambicji. Do tego dochodzą związki zawodowe, które PiS potraktowało jak przystawkę, potrzebną w obaleniu rządu Kopacz, ale po przejęciu władzy przez PiS tylko przeszkadza i musi zostać skonsumowana. Strach i haki nie będą działać wiecznie.

 

            Jak widać, jest materiał na oręż, ale trzeba nauczyć się nim władać i zająć dogodne pozycje wobec zabetonowanego obozu władzy. Żeby wygrać, trzeba się poruszać. Dotyczy to także, a może zwłaszcza, opozycji. Tym bardziej, że jest ona nadal słaba, nie ma planu strategicznego, a zdolności do współpracy raz po raz są sabotowane przez zarozumiałych liderów, co przekłada się na wciąż zbyt niską frekwencję wyborczą i zbyt małą mobilizację.


 

02:33, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (16) »
piątek, 19 października 2018

Rysunek satyryczny z czasopisma "Mucha"- rok 1930!

            Zanim podejmiecie decyzję o tym, komu oddać głos w wyborach, chciałbym przypomnieć o jednej, za to elementarnej sprawie. Polska nie jest czarno- biała. Nie ma żadnych dwóch stron sporu. Jesteśmy Narodem o tak bogatej strukturze politycznej, że momentami przeszkadza to podjąć skuteczne działanie. Spośród 40 milionów Polaków wyłoniła się bandycka partia uważająca, że kto nie z nimi, to przeciw nim. Dowodzona przez podstarzałego i niedołężnego prawiczka, który posiadł dwie zaledwie umiejętności: skłócanie ludzi oraz terroryzowanie hakami, a wsparta przez komunistycznych aparatczyków, jak sędzia Kryże, czy prokurator Piotrowicz. To ta narodowosocjalistyczna partia skutecznie wmówiła Wam, że istnieje tylko PiS i jakiś bliżej niesprecyzowany układ. Dokładnie tą retoryką posługiwali się niemieccy faszyści i sowieccy komuniści! PiS za wroga ma każdego, kto stanie jej na drodze, przede wszystkim więc są to demokracja, trójpodział władzy, wolne media, struktury europejskie, których część stanowi Polska.

 

            Nie jesteśmy żadnym układem. Jesteśmy wolnymi ludźmi, którzy nie poddali się woli niedouczonego fuhrerka z Żoliborza, niedołężnej dziewicy bez umiejętności obsługi komputera, konta bankowego, bez prawa jazdy, znajomości języków, ni choćby sportu. Polacy: Nie mamy ani jednolitych poglądów, ani jednolitych wizji. Za wyjątkiem jednej: WOLNOŚCI. Nie zniżajmy się do usługiwania szeregowemu posłowi zamotanemu w sieci szarlatana z Torunia. Pamiętajcie: Każdy kto chce mieć własne zdanie jest przez bandycką sektę Kaczyńskiego nazywany wrogiem i wrzucany do jednego wora- nieważne, czy to PO, Nowoczesna, PSL, KOD, SLD czy Razem. Każdy, kto stoi im na drodze jest pożerany chyba, że da im potężnego kopa w dupę. Cokolwiek się stanie, Kaczyński może być pewny jednego: Zawsze będę pamiętał, jak zniszczył Polskę, jak ją upodlił, jak pozbawił ją głosu na arenie międzynarodowej. I zawsze będę o tym przypominać- zwłaszcza jego sekcie! SKOPMY IM TYŁKI!

 

21:26, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (18) »
niedziela, 14 października 2018

            Zbliżają się wybory samorządowe. Wybory, które w moim przekonaniu stanowią szczególny test dojrzałości obywatelskiej. Pomimo tego, że największe emocje budzą zawsze wybory parlamentarne i prezydenckie, to wybory samorządowe decydują o tym, co się stanie na naszym podwórku. Bo tylko ludzie, którzy są blisko nas, realnie interesują się poprawą warunków życia w naszych miejscowościach. To nie jest pusty slogan, zresztą proponuję małe ćwiczenie, by się o tym przekonać.

 

            Wyobraźmy sobie, że gdzieś na krańcach Polski, w lasach przy granicy z Litwą i Białorusią, istnieje osada bez prądu i bieżącej wody. Żyją tak cztery rodziny, 30 osób. Empatia mówi „jasne, trzeba doprowadzić wodę i prąd”, ale powiedzmy sobie szczerze: Komu się zechce sprawdzić, czy to prawda, gdzie to jest, kto zechce pojechać w teren, porozmawiać choćby z ludźmi...? Kto z nas? Niech zgadnę: NIKT! Z lenistwa, wystarczającej ilości własnych zajęć i problemów, niektórzy nie zrobią tego z czystej złośliwości. Kto zatem o to zadba? Zasygnalizować problem powinni sami potrzebujący, a reszta należy już do gminy, która odpowiada chociażby za zapewnienie warunków do nauki dla dzieci....

 

            Powyższy przykład zmyśliłem, ale już całkiem autentyczną sytuację przeżyłem, próbując zebrać pieniądze dla mojego projektu filmowo- społecznego, realizowanego na terenie małej i ubogiej gminy. Zwracałem się do olbrzymich zakładów państwowych, prowadzących fundacje (wybierałem te, w których na wysokich stanowiskach pracowali moi znajomi, by mieć pewność, że prośba została przeczytana), zwracałem się do odpowiednich jednostek wojewódzkich, powiatowych i gminnych. Zgadnijcie, jaki był efekt.... Biedna gmina dała nam 4000 złotych, równie ubogi powiat dał nam 1500 złotych, a bogatsze jednostki- w tym dochodowe przedsiębiorstwa, nie dały niczego. W konkursie wojewódzkim okazało się, że nasz projekt zdobył maksymalną ilość punktów za wartość merytoryczną, ale ze względu na niski wkład własny, nie dostaliśmy wsparcia. Czyli: Gdybyśmy mieli kasę, wsparcie byśmy dostali, ale że kasy nie mamy, to się bez niej obejdziemy, tak jak się obywaliśmy do tej pory. Koledzy z bogatych firm (i to związani z obecną władzą) odpowiadali w takim tonie, w jakim funkcjonariusze partyjni za komuny, czyli mniej- więcej „Rozumiemy was, ale taka jest sytuacja- zły moment. Może w przyszłym roku”. Im bliżej nas byli sponsorzy, tym więcej było wsparcia, po przekroczeniu pewnej granicy nie było nawet nadziei na pomoc.

 

            Czy zauważyliście, że ludzie marzą o dobrym wujku, który będzie za nich rozwiązywać ich problemy- w sposób arbitralny i nieomylny? Ot, Sowieci liczyli na nieomylność i wszechwiedzę wujka Stalina, Niemcy liczyli na Hitlera. Polacy wiązali nadzieje z Gomułką, Gierkiem, a ostatnio liczą na Kaczyńskiego. Celowo wymieniam tych polityków, którzy centralizowali państwo i udawali, że znają się na wszystkim, bo o wszystkim chcieli decydować, a ich wyznawcy wierzyli, że ich decyzje są słuszne. Przypomina Wam to coś? A niejaki Bogu, który wie lepiej, co jest potrzebne do szczęścia? Tyle tylko, że nawet ten ostatni umył ręce, mówiąc: „Macie wolną wolę, to sobie radźcie”, oczywiście nadal domagając się hołdów i czołobitności. Wracając do rozważań o wspomnianych politykach: ich braki w edukacji były wręcz legendarne, a mimo to wszędzie, w najbardziej zapadłej dziurze znajdowali się ludzie wierzący, że ich guru do tej dziury dotrze przenikliwością swego umysłu i dzięki niemu będzie lepiej. Otóż rozczaruję Was: nie może być lepiej, bo przenikliwość umysłu Kaczyńskiego jest mniej- więcej taka, jak przenikliwość nachlanego kibola, a jakość życia będzie zależeć od przenikliwości samorządowców, lokalnych przedsiębiorców (w tym rolników), nauczycieli, pracowników kultury. I jedyne, co władza centralna może zrobić by przenikliwość lokalnych aktywistów przyniosła efekt, to wyznaczyć jasne reguły, zaufać im i jak najmniej przeszkadzać. Wyobraźcie sobie bowiem, że doba Kaczyńskiego ma również 24 godziny, a w jednym czasie może być w jednym tylko miejscu, więc na niego bym nie liczył, zważywszy że jest znanym śpiochem rzadko kiedy wstającym przed południem.

 

            Zachęcam do rzucenia kliknięcia tutaj- w ten akapit, by zorientować się jakimi aktami PiS odbiera krok po kroku kompetencje samorządom.

 

            Umiesz liczyć? Licz na siebie! Tym się charakteryzuje dojrzałość. Przede wszystkim dbałością o swoje interesy, a nie liczeniem na dobrego wujka z Żoliborza lub nawet „Ojca w Niebie”, bo ich ingerencje rzadko kiedy są zauważalne. Lepiej idźcie na te wybory i wspierajcie tych, którzy żyją między Wami. Prezes pan o Was nawet nie słyszał, nawet się nie stara Was poznać, choć trzeba sprawiedliwie dodać, że nikt nie ma takich możliwości.

 

 

P.S.

            Na blogu "Związek niesakramentalny" rozmawialiśmy ze Świechną o tradycji, a już wkrótce dyskusja o filmie "Kler". Kliknij tu- w ten akapit, by poczytać.

01:17, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
czwartek, 20 września 2018

            Wkrótce na ekrany polskich kin zawita jeden z bardziej oczekiwanych polskich filmów roku: „Kler” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Temat od strony filmowej trudny, bo z powodu licznych „słabości”, by nie powiedzieć „przestępstw” kleru, ocierający się o banał, dlatego niezbyt przyciągnąłby moją uwagę, gdyby wziął się za niego jakiś reżyser drugiej kategorii. Jednak ta produkcja ma kogoś, kto przykuwa uwagę: SMARZOL, jeden z najbardziej naturalistycznych reżyserów, jakich ma kinematografia polska, jeżeli nie światowa, który rzucił na kolana publiczność już swym debiutem (Wesele), a potem napięcie już tylko rosło. Dom zły, Róża, Drogówka, Pod Mocnym Aniołem, Wołyń.... Aktorzy rzucają wszystko, bo role w jego filmach dają możliwość pokazania całego zakresu umiejętności. Marian Dziędziel, Bartłomiej Topa, Arkadiusz Jakubik, Kinga Preis, Agata Kulesza, Marcin Dorociński- świetni, uznani artyści, którzy właśnie u pana Wojtka zagrali role życia.

            Kilka dni temu niejaki ksiądz Isakowicz- Zaleski zaczął się awanturować, wyrzucając premierowi technicznemu Tablet- Glińskiemu od ministerstwa walki z kulturą, że dofinansował film „Kler”. Tablet, jak przystało na niewolnika, wpadł w panikę i zaczął się gęsto tłumaczyć, że dofinansował nie on, a instytucja która wtedy była obsadzona ludźmi poprzedniej władzy, ale żeby się nie martwić, bo teraz już PiS obsadziło ją swoimi marionetkami, więc będzie git i nikt wrażych, antykościelnych produkcji już nie sfinansuje.

 

            Zachęcam do lektury wywiadu z Wojciechem Smarzowskim- kliknij tu, jeśli chcesz się zapoznać.

 

             Co się stało z księdzem wojującym o „prawdę”? Przecież znany był jako „niezłomny” tropiciel ludobójstwa popełnionego przez Turków na Ormianach i ludobójstwa popełnionego przez Ukraińców na Polakach oraz kilku innych nacjach- w tym znowu Ormianach (gdyby ktoś nie wiedział, to narodowość Isakowicza- Zaleskiego). Często powtarzał słowa: ofiary rzezi wołyńskiej były mordowane dwukrotnie- raz przez pozbawienie życia, po raz drugi przez przemilczenie zbrodni. Ponadto sam będąc prześladowanym przez SB, domagał się pełnej lustracji, także wśród duchownych- tu potrafił narazić się nawet hierarchom kościelnym, którym nie na rękę było grzebanie w ich aktach. Tu potrafił być bezwzględny, nieugięty, wręcz chorobliwie mściwy.

            I nagle, gdy znany reżyser robi film o patologicznej chciwości i rozwiązłości duchowieństwa- w tym o pedofilii, „ormiański brat w wierze” wścieka się na twórcę i próbuje brać odwet na osobach odpowiedzialnych za dofinansowanie produkcji „Kleru”. To ci dopiero miłośnik prawdy!

           Każdy pan ksiądz wie o tym oczywiście świetnie, ale na wszelki wypadek przypomnę: Film Smarzowskiego został dofinansowany, bo każdym swym poprzednim filmem reżyser dowodził, że jest twórcą wybitnym i wspomaganie jego produkcji, to powód do chluby. Zdradzę Wam jednak, że wolałbym, by w filmie uwagę skupić nie na duchownych, a na wspierającym ich społeczeństwie. Na tych wszystkich, którzy finansują ekscesy duchownych, a nade wszystko na tych, którzy posyłali swoje dzieci w łapy kapłanów- pedofili. Film na który czekam, to film pokazujący gehennę najmłodszych ofiar seksualnego rozpasania tej szajki, dzieci zdradzonych przez własnych rodziców, którzy mimo alarmujących sygnałów, posyłali je w łapy oprawców, a potem wyrzekali się ich, gdy odważyły się zeznawać przed prokuratorem przeciwko księdzu- gwałcicielowi. Nie powinno też zabraknąć opisu sposobu w jaki dzieci zostały zdradzone przez prokuratora, sędziego, przez znajomych, którzy urządzali im w ich małych miasteczkach piekło na ziemi. Powinna się też znaleźć wzmianka o biskupach własnym słowem i podpisem ręczących za niewinność zwyrodnialców gwałcących dzieci, w szczególności o papieżu udającym, że o niczym nie wie i o całym społeczeństwie, które wolało nie wnikać w problem, chodząc karnie do kościółka i wzmacniając czarną hydrę hojnymi datkami. I wiecie jak powinien wyglądać końcówka filmu? Wyobrażam to sobie tak:

            Abp Wesołowski stoi nad szopką bożonarodzeniową i mówi z szelmowskim uśmiechem do stojących obok abpa Michalika i prokuratora Piotrowicza: „Ciekawe, czy nasz Jezusek ma zgrabną pupcię”, po czym wyjmuje figurkę Dzieciątka ze żłóbka i podnosi sukienkę, lubieżnie przesuwając jęzorem po całym ciele lalki- na ten widok Piotrowicz z Michalikiem natychmiast nakazują postronnym opuszczenie świątyni, ryglują drzwi, wystawiając na zewnątrz karteczkę „NIE PRZESZKADZAĆ!” KONIEC!

 

P.S.

 

            Gdyby ktoś uważał, że grubo przeginam, zachęcam do zapoznania się z losem Ewy z Mszany- jednej z ofiar byłego proboszcza z parafii Tylawa. Najprościej kliknąć tu- w ten akapit, ale jeśli ktoś nie lubi tekstów z Wyborczej, może poszukać innych informacji w sieci. Ważne, by zwrócić uwagę na rolę abpa Michalika i prokuratora Piotrowicza (tak, tego Piotrowicza, twarzy podłej zmiany) w tuszowaniu sprawy i szczuciu parafian na ofiarę pedofila oraz na zdradzenie własnego dziecka przez matkę.

 

 

02:35, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 54
Tagi