RSS
sobota, 31 stycznia 2015

            Przywileje to rzecz, do której łatwo się przyzwyczaić. Coś, co otrzymujemy ponadnormatywnie, a wydaje nam się, że przysługuje, jak psu buda. Typowym przykładem jest wynagrodzenie otrzymywane za okres chorobowy. W sytuacjach prawnie określonych płaci je ZUS, bądź też pracodawca. To teraz porozmawiajmy o cudownym ozdrowieniu.


            W ciągu pierwszych trzech miesięcy od wprowadzenia przepisu o zmniejszeniu wypłaty wynagrodzenia za okres zwolnienia chorobowego do wysokości 80% podstawy dla służb mundurowych (dla innych obywateli ten przepis istniał od dawna), ilość dni spędzanych na tym zwolnieniu przez funkcjonariuszy zmalała o 30%. I to w okresie jesienno- zimowym, gdy szaleją grypy i przeziębienia! Cud się stał pewnego razu! Wystarczy im zabrać dodatki i 20% kasy, a robią się zdrowsi- NASI OBROŃCY KOCHANI!!!

            Oczywiście kłamstwem jest, że to cecha służb mundurowych. Gdybyśmy przejrzeli papiery urzędników, zdziwilibyśmy się, jaki to chorowite istotki! Moim skromnym zdaniem, tak chorowite, że nie powinny zabierać etatów zdrowym i z miejsca przejść na renty inwalidzkie- bez prawa do podjęcia pracy! W trosce o ich życie, ma się rozumieć! Szczególną uwagę na chorowitość tych grup zawodowych (urzędnicy i funkcjonariusze państwowi), zwracają przedstawiciele tych zawodów, w których oni sami muszą sobie wypracować pensje. I nie mówię tu tylko o prywaciarzach, którzy utrzymują się ze swojej firmy, a kondycja firmy zależy od ich sumiennej i uważnej pracy. Weźmy na przykład sprzedawców, których olbrzymią część dochodu stanowią premie od sprzedaży. I w głowie im się nie mieści, gdy patrzą na koleżanki i kolegów- urzędników, przebywających na zwolnieniach przez kilka miesięcy w roku. Co to oznacza?

            Zwolnienie otrzymujemy od lekarza. Wszyscy wyłudzający zwolnienia pakują się więc w kolejki, wydłużając je. Każda śmierć spowodowana zbyt długim oczekiwaniem na dostanie się do specjalisty jest częściowo wynikiem wydłużenia tego czasu przez osobę wyłudzającą świadczenia. Czasu i pieniędzy, bo przecież lekarz wydający fałszywe zwolnienie, nie dość że sam bierze łapówkę, to jeszcze inkasuje za taką wizytę kasę z NFZ. Jakie to słodkie! Gdy pracownicy zakładów, obciążonych obowiązkiem wypłacania świadczeń osobom przebywającym na zwolnieniach uważają, że mają zbyt niskie pensje, niech się zorientują jakie mogłyby być, gdyby wypłacane były osobom faktycznie wykonującym robotę. W zakładach, gdzie płaci ZUS to się gubi, za to emeryci czują na sobie, gdy się to gubi, bo to oni dzięki takim cwaniakom nie mają kasy na leki!

            No tak, ale każdy z nas może naprawdę zachorować i wtedy niezbędna jest wypłata środków do życia i na leczenie. Nie obejdziemy się bez pomocy! Wystarczy zachorować, żeby się o tym przekonać. Po raz kolejny przypomnę, jak Irlandia radzi sobie z problemem wyłudzeń świadczeń na leczenia- tak, żeby pogodzić interes tych, którzy nie dadzą sobie rady bez socjalu z interesem tych, którzy łożą na system pieniądze. Prosty, niekłopotliwy przepis: OD WOLI PRACODAWCY ZALEŻY, CZY WYPŁACI PIENIĄDZE ZA PIERWSZE 3 DNI ZWOLNIENIA. Poza tym, jeżeli ktoś nie przepracował w danym zakładzie wymaganego okresu, również jest skazany na wolę pracodawcy- dostanie jedynie podstawę socjalną od systemu ubezpieczeń społecznych. Mało tego, wizyta u lekarza ogólnego jest płatna dla osób pracujących, co znacznie podnosi koszt wyłudzenia ewentualnego zwolnienia, więc byle pijaczek dwa razy się zastanowi, nim weźmie „kacowe”, bo będzie go taki dzień kosztować jakieś 150 euro (ok.100 pensji i ok. 50 za lekarza). Najlepsze jest jednak to, że jeżeli ktoś jest rzeczywiście przewlekle chory i musi często odwiedzać przychodnię, dostanie zwrot kosztów wizyt lekarskich i leków powyżej ustalonej kwoty. Nie pamiętam szczegółów, ale w przypadku wizyt lekarskich, jest to coś koło 300 euro. Oczywiście pierwszych 300 zapłaci pacjent, ale skoro ma pracę, to nie zbankrutuje, za to państwo będzie mieć pieniądze na jego leczenie. No i wyłudzający świadczenia nie opóźnią jego kolejki.

            Dlaczego zatem nie stosujemy tak prostego i wcale nie kosztownego społecznie rozwiązania? A który rząd spróbuje? Zacznie się od zaskarżenia do Trybunału Konstytucyjnego, że niby to wbrew prawu do bezpłatnej opieki medycznej. Jeżeli jakimś cudem przejdzie przez trybunał, to zaraz się znajdzie ktoś z opozycji, kto rozedrze japę, że przez to najbiedniejsi nie będą mogli się leczyć. No, wybaczcie, ale to właśnie dziś najbiedniejsi nie mogą się doczekać specjalistycznego leczenia, bo bogatszy da komu trzeba kopertowy przyspieszacz leczenia. A służy to wyłudzającym świadczenia pracownikom. Że wyłudzając niepotrzebne świadczenia zabijają osoby prawdziwie ich potrzebujące...??? A co to może obchodzić towarzystwo, które chce sobie załatwić wolne od pracy? Że umrze dziecko lub matka dziecka? A co ich to, skoro oni TYRALI całe życie i oni tylko ODBIERAJĄ, co im SYSTEM UKRADŁ! A co takiego im ukradł, skoro nie pracowali, lecz byli na zwolnieniu, to ani Jowisz, ani Świętopełk nie wiedzą! Naprawdę, jeżeli ktoś w ciągu roku jest 4 miesiące na zwolnieniu, to się kwalifikuje na rentę, a nie do pracy!


            Ostatnia kwestia- w sprawie tych cudownie ozdrowionych 30%- sprawdzał ktoś, kto im wystawiał zwolnienia? Czyżby Porozumienie Zielonogórskie?

 

12:12, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (3) »
czwartek, 29 stycznia 2015

            Chyba każdy z nas pamięta ten moment, gdy obserwowane przez nas dziecko z rozkosznego malucha zmienia się w małego spryciarza, używającego bardzo dorosłego słownictwa. Żeby nie być gołosłownym, niedawno byłem świadkiem takiego dialogu między mamą, a jej do niedawna malutką córeczką, która jedynie przyjmowała i odwzajemniała jej pieszczoty:

            Mama:

            - Kochasz mnie?

            Córeczka:

            - To było pytanie z haczykiem!

            Ciężko się nie roześmiać, mama pęcznieje zazwyczaj wtedy z dumy, bo przecież rozpoznaje swoje ulubione powiedzonko, które nie bez powodu uważa za błyskotliwe i zgrabne wybrnięcie z próby wmanipulowania w jakąś ideę. Postronny obserwator również się uśmiechnie zwłaszcza, gdy widzi w tej małej istotce miniaturkę dorosłej mamy, która nie dość, że podobna na buzi, to jeszcze przejmuje zachowania. Człowiek nie wie, kiedy to się stało, że taki mały szkrab nie dość, że zna mamusine powiedzonka, to jeszcze doskonale wyczuwa kontekst w jakim może go użyć. Błyskotliwość i inteligencja- fajna rzecz, ale można ich użyć w bardziej lub mniej szlachetnym celu.

            Niedawno opadła mi szczęka, gdy dowiedziałem się, że ośmio-, czy dziewięcioletni syn mojego kumpla zapytał przy mamie- Tato, a kiedy ty się ożenisz z nową ciocią?- Żeby było jasne: Tatuś nie miał „nowej cioci”, ani innej kochanki i od momentu poznania, zawsze był zakochany w swojej małżonce. Synek chciał się jednak zemścić za to, że tatuś opieprzył go po przyniesieniu ze szkoły serii złych ocen. Mały, przebiegły grzechotnik! No, ale jak tu się nie roześmiać, gdy sytuacja się wyjaśniła i nic się nikomu nie stało?! Przecież to świadczy o inteligencji i sprycie! No..., nie do końca, bo jeszcze o tym, że nie przebiera w środkach w osiągnięciu celu, nawet jeśli jest on podły i uderzy także w niego.

            Innym razem syn innego kumpla powiedział do mnie coś takiego- Mama to się stroi, jakby miała 15 lat i myśli że od tego zrobi się młodsza- a na temat ojca, tylko w innym momencie dnia- tata, to jest złośliwy, prawda?- również zwracając się do mnie. Kto chciałby padać ofiarą takich złośliwości? Nawet ze strony jakiejś jędzy, czy buraka z pracy, a co dopiero mówić o własnym dziecku? W przypadku tego malca, od razu widziałem oba teksty w ustach rodziców: na temat ojca u mamy i na temat mamy u ojca. One na 100% były przez nich użyte! Tak do nich pasowały, że nie miałem wątpliwości. Naśladownictwo, to nasz podstawowy sposób nauki. Dopiero później wykształcamy w sobie bardziej złożone mechanizmy, ale za dzieciaka, prawie wyłącznie naśladujemy. To samo widziałem w pierwszej omawianej historyjce- tej o pytaniu z haczykiem (oczywiście w niej akurat nie było nic złego- to tylko przykład, jak dziecko chwyta manipulacje słowne). Nieco większą zagadkę mam z historią o nowej cioci. Czyżby malec widział, jak mamusia opieprza tatusia, gdy go podejrzewa o zbytnią sympatię do jakiejś cioci? A może widział coś podobnego w telewizji? W każdym razie gdzieś musiał się zetknąć z tym rodzajem wyrafinowanej agresji, że zmanipulował mamę w ten sposób, by opieprzyła tatusia.


            Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele dzieci potrafią zauważyć i skojarzyć. A jeżeli nawet o tym wiemy, to i tak czymś nas zaskoczą. Mali obserwatorzy- także wszelkich zachowań agresywnych. Im dziecko bardziej inteligentne, tym bardziej potrafi te zachowania rozbudować. Komu by przyszło do głowy, że ośmiolatek potrafi zmyślić romans taty dla zemsty. Mimo całego zasobu kreatywności, jakąś bazę musiał zaobserwować.

            Każdy z pewnością słyszał termin „przemoc psychiczna”, ale nie każdy na bieżąco potrafi ją zdefiniować. Lżenie, urąganie, wyśmiewanie, oszukiwanie, straszenie, poniżanie, wtrącanie w poczucie bezsilności i bezradności. Im inteligentniejsza osoba, tym chętniej ją stosuje. Dziecko też się jej potrafi wyuczyć. Inteligencję można wykorzystać w sposób uroczy, jak dziewczynka z pierwszej opowieści, jak i podstępny (chłopcy z opowieści)- to już zależy, jakie dziecko miało przykłady w domu, szkole, podczas zabaw. Przemoc, to zachwianie poczucia bezpieczeństwa, czyli strach, który dziecko poczuje nawet, gdy rodzice walczą ze sobą, bo ono zawsze oberwie rykoszetem. Jednocześnie, dziecko to wszystko zapamiętuje. Jaki to ma efekt, wszyscy widzimy na przykładach chłopców z opowieści- w najlepszym wypadku jest to sprawienie rodzicom przykrości, choć wprawna przemoc psychiczna może im nieźle namieszać w życiu. I jest to ten rodzaj przemocy, który zadziała nawet, jeśli użyje go dziecko przeciw silniejszemu. Starszych i silniejszych kolegów i rodzeństwo dziecko będzie przezywać, a potem uciekać do mamy, żeby ofiara była bezradna, rodzicom też coś potrafi wymyślić, jeśli jest tego nauczone.

            Tyle o przemocy psychicznej, powiedzcie mi jednak, co bardziej wprawi w poczucie bezsilności i bezradności, jak przemoc fizyczna? Dziecko nie może nic zrobić. To nie dorosły, że ma wybór, drogę ucieczki. Jest poniżone, choćby klapsem, ale pamiętajmy, że ten „klaps” dawany karnie, jest na tyle mocny, by dziecko zabolało. Ból przeminie, ale wstyd i upokorzenie pozostanie. Niewielka różnica, czy po klapsie, czy po uderzeniu sznurem przez plecy. Najgorsze jest poczucie bezsilności. Przemoc fizyczna zawsze zawiera przemoc psychiczną, choć obserwator rzadko na tę drugą zwróci uwagę. Wystarczyłoby jednak się zastanowić, jak dorosły by się czuł, gdyby szef w pracy go przytrzymał na kolanie i dał mu kilka klapsów na goły tyłek. Luzik, co...??? Przecież to tylko klaps!

            Zapytacie zatem „co wolno”? Z pewnością zapytacie, sam nieraz pytam. Negocjować wolno, tłumaczyć wolno, pokazać że się dziecko kocha wolno. Dokształcić się w tym temacie wolno. Skonsultować z pedagogiem lub nawet psychologiem dziecięcym wolno. Czasem ograniczają nas okoliczności- dziecko trzeba odprowadzić do przedszkola, a ono może być oporne na negocjacje. Z pewnością nie ma przymusu bicia- mamy taką przewagę, że możemy je choćby zanieść, jeżeli mamy ekstremalnie mało czasu. No i nie pozbawia nas to możliwości okazywania czułości, żeby dziecko nie czuło się upokorzone. Musimy być stanowczy, ale nie musimy dziecka ani wyśmiewać, ani straszyć. Ja wiem, że doświadczony rodzic na poczekaniu znajdzie mi tysiąc trudniejszych przykładów dramatycznych i pilnych sytuacji, takich że można od nich wyłysieć, ale jest doświadczonym rodzicem, niech nie zastanawia się, dlaczego powinien bić i poniżać, tylko szuka sposobu, jak tego uniknąć.

            Ostatnia sprawa: Dziecko może doświadczyć przemocy poza domem. Nie pozostawiajmy go w poczuciu bezradności. Reagujmy, bo choć dziś już coraz rzadziej aktów agresji dokonują opiekunowie, to rówieśnicy jak najbardziej, robią to dość często, a nie ma nic gorszego, niż pozostawić dziecko w poczuciu bezradności- do szkoły musi chodzić, więc potrzebuje Waszej pomocy i wsparcia na wypadek agresji.

NIKT NIE MÓWIŁ, ŻE BĘDZIE ŁATWO!

 

 

23:55, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
środa, 28 stycznia 2015

            Lemingi często się przemieszczają. Zbyt słabe, by bronić terytorium, zbyt głupie, by racjonalnie na nim gospodarzyć. Mają w sobie coś z wojska: Ruszają karnie w nieznanym kierunku, często znajdując tam śmierć. Słynna legenda o ich zbiorowych samobójstwach, to zwykła obserwacja rzucania się tych zwierząt w wodę. Próbują one dopłynąć do nowego lądu, ale nie wiedząc, gdzie się znajduje, często giną w odmętach. Jednak zawsze jakaś grupa znajdzie teren, który można zasiedlić, rozmnożyć się, odchować młode do względnej samodzielności. Takie utrzymanie gatunku kosztem wielkiego wysiłku i niezliczonych ofiar. Pozostałe przy życiu osobniki zamieszkają tam, gdzie rzuci los, a nie tam, gdzie by chciały żyć.


            Była późna jesień, wielkimi krokami zbliżało się Boże Narodzenie i Nowy Rok. Czterdziestoletnia kobieta ich nie doczekała. Zmarła w bramie- gdzieś w Polsce. Mieszkała po różnych melinach- tam, gdzie akurat ktoś ją przygarnął. Żebrała, kradła, spała z każdym, kto chciał. Chętni byli- podobno całkiem liczni. Piła wszystko, co dawało w łeb i nie mam podstaw, by sądzić, że była wolna od narkotyków, bo w tym towarzystwie pojawiał się często i ten syf. O tej śmierci w dniu jej pogrzebu opowiadał mi jeden z jej kolegów- lemingów ze stada, które ją przyjęło, a mój osobisty kuzyn. W miarę zbliżania się godziny pogrzebu, coraz bardziej wiercił się na tyłku, aż oznajmił (nie wiadomo po co, bo to nie była zupełnie moja sprawa), że tam nie pójdzie (znaczy, na uroczystości żałobne). Domyślałem się, że bardziej go interesuje kontynuowanie podróży leminga- dotrzeć do miejsca, gdzie się napije, może przyjmie jakąś inną dziwną substancję, schroni się pośród stada.


            Nie wiem, ile osób było na tym pogrzebie. Zrobiła go gmina na swój koszt, bo rodzice denatki się nie poczuwali- opuściła ich dawno temu. Nie wiem, czy zrobili to jej na złość, czy też był to dla nich łatwy pretekst, by się ustrzec ponadnormatywnych wydatków. Może uciekali przed wyrzutami sumienia, nie chcieli grzebać w pamięci? W końcu, coś im w tym wychowaniu nie wyszło, a przecież biedni nie byli- ojciec jest emerytowanym policjantem. Dziś stado, w którym dziewczyna dokończyła życia trwa dalej w swej drodze ku przeznaczeniu- na oślep, bez żadnego wpływu na życie.

            Rodzina nie chciała pamiętać. Koledzy..., można powiedzieć, że najbliżsi przyjaciele- jakoś też nie mieli na to ochoty, choć była im bliska dość dosłownie- robiła to, co oni: piła z nimi, uprawiała z nimi seks, mieszkała u nich, zdobywała środki do przeżycia i te na kolejne libacje. Lubili ją, gdy żyła. Wiecie, jaki to skarb w takim gronie...? Kobieta..., 40 lat! Co z tego, że schorowana, że zdegenerowana, że zniszczona, że o krok od śmierci?! Można na powrót odnaleźć w sobie przepity instynkt mężczyzny. Być szarmanckim..., poświntuszyć..., zerżnąć jak trzeba! Poczuć namiastkę bliskości, wzajemność, odbyć taniec godowy, sfinalizować go spełnieniem. Że to obrzydliwe? Nie wiecie, jak ich życie potrafi być obrzydliwe- to akurat jest najmniej obrzydliwa z rzeczy, z których składa się ich codzienność.

            Wystrzegajcie się jak ognia myśli o tym, że to z powodu braku pracy. Coś na ten temat kiedyś napisałem (sierpień 2010). To wstrząsający i warty przypomnienia tekst. Nie zaszkodzi go przeczytać- wystarczy kliknąć tutaj. O ludziach, którzy mają pracę. Taką, że mogliby odłożyć 200 euro tygodniowo. 800 euro miesięcznie oszczędności, 3200 złotych. Oczywiście, mogliby za to żyć na wyższym poziomie i oszczędzać jedynie 1000 złotych miesięcznie, lecz oni wybrali inne życie. Z tymi oszczędnościami, to też im do końca nie wychodziło, bo je zagospodarowywali, bynajmniej nie na podniesienie standardów życia. Jeszcze raz zachęcam, poznajcie ich świat. Ciekawostką jest fakt, że jeden z komentatorów tego tekstu w tamtych czasach był krok od dołączenia do lemingów, ale jeszcze w fazie, gdy tekst wydawał mu się niewiarygodny- on przynajmniej czegoś takiego jeszcze nie doświadczył. Nie napiszę kto, a tych z Was, którzy wiedzą, proszę zachowajcie to dla siebie (tak, tak, kilku czytelników z pewnością go pamięta, nawet go osobiście poznawali). Nie wiem, czy dziś żyje, ale niedługo po ukazaniu się tamtego felietonu nastąpił jego życiowy krach- rodzinny, koleżeński, prawny i zawodowy. Z tego samego powodu, z jakiego to spotyka każdego ze stada. Czasem taki szok sprawia, że budzi się w nim człowiek, pracuje nad sobą i wraca między ludzi. Oby tak było z nim. Ja nie mam do niego żalu, bo i nie ja ucierpiałem, ale i tak nie warto by było chować urazy- tyle czasu już minęło! Jeżeli przypomniał sobie, że jest człowiekiem, będzie to z pożytkiem dla każdego. Inną ciekawostką odnośnie komentatorów jest to, że inny z nich przez cały ten czas pomaga ludziom takim, jak ci z notki- i to dość skutecznie. Dobra robota, Alw.

 


 

11:35, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 stycznia 2015



            "Gwałcą. Mają pieniądze, władzę, pozycję. Są ponad sprawiedliwością. Dość!" - baner z takim hasłem pojawił się w Łomży. Słowom towarzyszą umieszczone na plakacie zaciśnięte pięści. To sprzeciw wobec wyroków, uniewinniających "elitę" pobliskiego Zambrowa - policjantów, biznesmenów, lekarza - od zarzutów seksualnego wykorzystywania nastoletnich wychowanek tamtejszego domu dziecka. Kliknij tu, jeśli chcesz poczytać o szczegółach (link do artykułu Gazety Wyborczej).

            Dzielny policjant w typie macho „opiekuje się” siedemnastoletnią wychowanką domu dziecka. Tak ją chroni, że aż mu furczy! Sama się przecież pchała, a on jej dał, czego chciała! „Ty stara dupa jesteś”- kto nie zna tego cytatu? Łatwo facetowi o taką interpretację!

            W Łomży było kilku takich „macho”. Policjanci, biznesmeni, lekarz. Różniło ich od tego filmowego, że byli bardziej ciapowaci i ani im się śniło przyjmować nieletnie pod swój dach- zerżnąć, to i owszem, nawet może i coś zapłacić, a potem won! Dziewczęta brali z sierocińca- pozbawione rodzicielskiej opieki dzieci są łatwym łupem.

            Myślę, że warto w tym momencie obudzić odrobinę empatii. Wyobraźmy sobie, że umieramy, a nasza mała córeczka trafia do domu dziecka, gdzie próbuje się odnaleźć pośród przemocy rówieśników i bezradności wychowawców (w najlepszym wypadku). Prym wiodą tam doświadczone (również seksualnie) starsze koleżanki, opowiadające o tym, jak najłatwiej zdobyć pieniądze. Nawet wskazują chętnych do płacenia- policjantów, biznesmenów i lekarza z Zambrowa. I gdy wreszcie sprawą zajmuje się prokuratura- sąd ich uniewinnia. Nie jestem prawnikiem, ale ze znanych mi okoliczności wnoszę, że nie ma innego wyjścia, gdyż podczas popełniania przez wspomnianych macho czynności seksualnych z nieletnimi, prawo nie traktowało dobrowolnego stosunku nieletniej, jako gwałt.


            W związku z taką sytuacją, na ulicach Łomży umieszczono w ramach kampanii społecznej powyższy baner. „Gwałcą. Mają pieniądze, władzę, pozycję. Są poza sprawiedliwością.” Nie znam niuansów prawnych. Nie wiem, jaki zarzut przeciw oskarżonym ma szanse na udowodnienie (będzie apelacja oskarżenia). Nie wiem, czy da się udowodnić coś, co w momencie popełniania czynu było przestępstwem. Jedno jest dla mnie pewne: Nasze społeczeństwo zbyt często traktuje wykluczone dzieci (z domów dziecka, poprawczaków, dzieci z patologicznych rodzin blokowisk wielkich miast, ale też zacisznych wsi i małych miasteczek), jak ludzi drugiej kategorii, uznając że dla nich prostytucja jest łaską. Do czynów seksualnych z nieletnimi doszło między innymi dlatego, że popełniający je łajdacy za usprawiedliwienie uznali, że dzieci same się o to prosiły. Bo takie mamy ciche normy w wielu kręgach społecznych. Ciche, bo żaden z ich wyznawców nie przedstawi ich swojej kobiecie, co najwyżej zastosuje je, próbując zachować anonimowość. Wiecie, że jeden z capów zamieszanych w aferę z wykorzystywaniem nieletnich pyskował do kamery, że (cytuję) ”15 lat, to nie dziecko- nawet jeśli seks był, to jaka to zbrodnia”. Nie wykazywał przy tym cienia skruchy! On był wzburzony, że się go ktoś śmie czepiać! Tak właśnie wygląda wyznawca takiej normy: Dopóki go nie złapią- robi to skrycie, a później, gdy się wyda- ujada z agresją przypartego do muru zwierza.

            Tu najmniej chodzi o ten wyrok. Przynajmniej ja uważam, że najistotniejszym elementem tej sprawy jest świadomość społeczna. Zbyt wielu mężczyzn widzi w tych dziewczynach zeszmacone służki seksualne, zbyt wiele kobiet widzi w nich zwykłe zdziry, które im zagrażają. Tymczasem powinni w tych dziewczynach dostrzec własną córkę- może wtedy coś by do nich dotarło, jak chociażby to, że wiek 15 lat, nie charakteryzuje się odpowiedzialnością, że wymaga dokończenia procesu wychowawczego, a nie skierowania na drogę prostytucji z pomocą jakiegoś zasrańca, który zamiast przygruchać sobie rówieśniczkę (jeśli nie umie, to zawsze może pójść do agencji towarzyskiej), oszukuje dzieci w okresie dojrzewania. Oszukuje, bo dziecko nie zdaje sobie sprawy, że tak naprawdę dostaje od takiego typa jedynie same zagrożenia (od zapędzenia w ślepą uliczkę prostytucji, przez niechcianą ciążę, aż po choroby weneryczne i AIDS).


            Moja prośba brzmi tak: Nagłośnijcie u siebie na blogach, na f-b, czy twitterze tę sprawę. Możecie skopiować link do mojej notki, możecie udostępnić ją, a jeżeli nie chcecie robić mi reklamy, po prostu opiszcie sprawę u siebie lub skopiujcie link z Gazety Wyborczej, czy innych mediów, które o tym pisały. Opublikujcie chociaż zdjęcie banera. Wybór należy do Was. Nie zależy mi na tym, by być ikoną jakiejkolwiek akcji. Chcę, by każdy siurek, który pragnie zgwałcić piętnastolatkę wiedział, jak wiele osób widziałoby go w więziennej celi z piętnem pedofila. Chcę, by możliwie najwięcej osób zrozumiało, że piętnastoletnia dziewczyna, to nie dziwka z wyboru, lecz oszukane dziecko. Nawet, jeśli sama proponuje seks! Chcę, by kobiety nie widziały w niej konkurencji, lecz ofiarę wykorzystywania seksualnego. Jeżeli tego nie zrobimy, sprawa przycichnie. Jeden baner w Łomży nie wystarczy!

"GLOOMY SUNDAY"- znana też jako "Pieśń węgierskich samobójców" w niezwykłym, powalającym wykonaniu.

 


 

13:27, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (57) »
niedziela, 25 stycznia 2015



pieniacz

osoba z zamiłowaniem do wytaczania spraw sądowych, najczęściej o błahe sprawy lub mająca chorobliwą skłonność do dochodzenia rzeczywistych lub urojonych krzywd

 pieniaczyć

pieniaczyć się: procesować się, najczęściej o sprawy błahe, nieistotne, prawić się; pieniać się (rzadziej)

*

            Wyobraźmy sobie, że jestem trenerem i przed meczem wydaję polecenie swojej drużynie: „Skopmy im tyłki”, wskazując drużynę przeciwnika. Jak myślicie, co bym zrobił, gdyby trener drużyny przeciwnej podczas wywiadu powiedział, że namawiałem swoich zawodników do napaści na drużynę przeciwną? Oczywiście, wyśmiałbym go, publicznie przypominając, że w sporcie oznacza to pokonanie przeciwnika na boisku, zgodnie z regułami gry. No dobra, a jak myślicie, czy pogoniłbym do prokuratury przygotować pozew o zniesławienie przeciw trenerowi drużyny przeciwnej??? Musiałbym być ciężko głupi, by szarpać się o pierdoły!

KOGO MAM PUKNĄĆ?

            Jest jednak coś, co powinienem w takim wypadku zrobić: Jasno i wyraźnie sprostować swoje słowa, żeby nikt nie miał wątpliwości co do tego, co powiedziałem. Ja wiem, że każdy sportowiec wie, co to oznacza, mało tego, każdy, kto widział w byle kinie familijnym film o sportowcach wie, że „skopać tyłki” oznacza „wygrać na boisku”. Pamiętajmy jednak, że nie każdy o tym wie i nie każdy ma obowiązek o tym wiedzieć, a zwrot „skopmy im tyłki” rzeczywiście padł z moich ust.

            Teraz wyobraźmy sobie, że powiedziałem „skopmy im tyłki”, nie sprostowałem tego, ale za to na internetowej stronie klubowej ktoś napisał, że „musimy być gotowi na to, by jak powiedział trener (jeśli zajdzie potrzeba), przeciwstawić się obcemu klubowi także poza boiskiem i tam również nakopać im do tyłków”. Tu by się zaczął mój problem, zwłaszcza, gdybym na czas nie sprostował opinii ze strony www i się wyraźnie od niej nie odciął. Gdybym w takiej sytuacji próbował oskarżyć trenera drużyny przeciwnej o to, że mi wypomina groźby użycia siły, wykraczałoby to poza zwykłą głupotę, bo trąciłoby to również próbą zastraszania. Zwłaszcza, gdybym się odgrażał, że trener ów słono mi za to zapłaci.

            No dobrze, czy to znaczy, że trener drużyny przeciwnej może bezkarnie rzucać pomówienia? Oczywiście, że nie, tylko żeby coś nazwać pomówieniem, trzeba mieć do tego podstawy. W tej konkretnej sytuacji, mógłbym się zastanowić nad pozwem, jeśli bym dokonał jasnych i czytelnych sprostowań, wyraźnie odciął się od interpretacji moich słów z klubowej strony internetowej, a trener drużyny przeciwnej z uporem maniaka powtarzałby, że mu grożę. To tak po mojemu, bo oczywiście moje zdanie w takich i podobnych sytuacjach się nie liczy, gdyż prokuratura i sądy interpretują wszystko po swojemu, nierzadko zupełnie obok mojej logiki, czy też wbrew mojej logice. Na to już wpływu nie mam!


Andrzeju...! Andrzeju...! Rety...! Rety...! Jeju!!!

            Oczywiście nawiązuję tu do awantury o słowa kandydata PiS na prezydenta, Andrzeja Dudy. Przypomnę, że chodziło o to, że odpowiadając dziennikarzowi stwierdził, że należałoby się dobrze zastanowić nad interwencją polskich wojsk na wschodniej Ukrainie. Pomimo tego, że nie wierzę, by oznaczało to jego parcie do wojny, padły słowa o rozważeniu interwencji. Mało tego, jeden z pseudoprawicowych portali zinterpretował je jako rozważenie udziału w wojnie. Premier Ewa Kopacz również tak zinterpretowała te słowa (być może nawet zainspirowana informacją ze wspomnianego portalu- tego nie wiem). Andrzej Duda ani nie sprostował swojej wypowiedzi (przynajmniej do czasu wypowiedzi pani premier), ani się nie odciął od rewelacji z przychylnych sobie mediów, za to zapowiedział pozew przeciw Ewie Kopacz. Zakomunikował to rzecznik PiS, Marcin Mastalerek vel Breivik (to ksywa, pod jaką funkcjonował wśród partyjnych kolegów, więc skoro mu się podobała na tyle, że zaoferował im w zamian swe usługi propagandowe, nie powinien mieć pretensji o jej przypomnienie), odgrażając się pani premier, że słono za to zapłaci. No..., zesrała się bida i płacze!


            To właściwie tyle. Wiecie już, jaka by była moja odpowiedź, gdybym był prokuratorem badającym sprawę. Uprzejmie, aczkolwiek stanowczo, nakazałbym panu Dudzie hamować piętą, bo się cokolwiek rozpędził na tym wózku z bezgłowym szoferem! Tak się jednak składa, że nikt mnie o zdanie nie spyta (bo niby dlaczego miałby pytać), więc z niecierpliwością czekam na odpowiedź prokuratury.

P.S.

            Co do meritum sporu, przypomnę że prawdą jest, że jak twierdzi PiS, gdy polityk mówi "zastanowię się", oznacza to, że "nie ma mowy". Nie działa to jednak w przypadku wojny. Polityk, nawet mając wojska przygotowane na granicy do inwazji, mówi że nie ma nikogo na świecie, kto by tak miłował pokój, jak on i będzie go bronić za wszelką cenę!

 


13:01, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
wtorek, 20 stycznia 2015

            Nie ma dnia, by nadpapież Terlikowski się nie zbłaźnił. Dziś nasz redaktor rozbawił Świat brakiem umiejętności czytania ze zrozumieniem, tudzież żałosną manipulacją stosowaną z powodzeniem na moherowej trzodzie, polegającą na wyrywaniu zdania z kontekstu (że przypomnę, z jakim zacietrzewieniem biskupi z kraju nad Wisłą krytykują Owsiaka, bo usłyszeli z jego ust "Róbta co chceta", ale na więcej cytatów, możliwości intelektualnych, a raczej zwykłej dobrej woli, nie starczyło). Cóż takiego zrobił nasz narodowy nadpapież? Ano, opieprzył Franciszka..., papieża Franciszka tymi oto słowy:

           - Jestem dumny, że jestem jak królik. I jest mi przykro, że papież mówi coś takiego do ludzi, którzy idą pod prąd światu- Dodał też- Jestem królikiem, a dobry katolik nie musi nim być. Skoro optimum jest 3. dzieci, to niech papież wskaże, które z moich jest nieoptymalne.

 

            Cóż takiego zrobił biedny Franciszek, że się tak naraził Terlikowskiemu? Otóż nawiązując do nauczania Pawła VI na temat rodziny przypomniał ujemny wskaźnik urodzeń we Włoszech i Hiszpanii.

            - Ale to nie znaczy - zastrzegł - że chrześcijanin musi masowo robić dzieci. Jego zdaniem optymalną liczbą dzieci jest trójka. Jak mówił- niektórzy sądzą, że – wybaczcie mi moje słowa - po to, by być dobrymi katolikami, powinniśmy być jak króliki. - Nie - podkreślił papież. Franciszek wyraził przekonanie, że w rodzicielstwie najważniejsza jest odpowiedzialność. Opowiedział też takie zdarzenie- Zrugałem kilka miesięcy temu w parafii kobietę, która była po raz ósmy w ciąży i była po siedmiu cesarskich cięciach. Pytałem ją: "Chce pani osierocić dzieci? Nie trzeba rzucać Bogu wyzwania" - opowiadał papież. Dodał, że dlatego w parafiach jest wiele grup pomagającym rodzicom. 

 

            Nie będę tłumaczyć, dlaczego uważam, że Terlikowski albo nie zna polskiego, albo z pełną premedytacją manipuluje słowami Franciszka. Zakładam, że czytelnicy bloga znają na tyle zasady ojczystej mowy, by potrafić czytać wypowiedzi ze zrozumieniem i widzą, że papież podkreśla po prostu znaczenie odpowiedzialności. Mnie oburzyło w wypowiedzi Terlikowskiego coś, co mogło umknąć czytelnikowi w zestawieniu z atakiem pana redaktora na papieża Franciszka. Otóż, nazwał się jednym z ludzi, którzy idą pod prąd światu. Celebryta, który dba jedynie o rozgłos próbując narzucać innym swoją moralność, choć jest ona (dla przypomnienia) jak dupa i każdy ma swoją. To się nachodził pod prąd! Byle pijany burak z Grajdołkowa zawsze wiedział, jak dbać o moralność sąsiada! Chciałbym wiedzieć, czy Terlikowski zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje z dziećmi, o których mówił Franciszek. Dziećmi nieodpowiedzialnych rodziców, którzy nie potrafią ich wychować, bądź którzy przez igranie z losem, zmarli, pozostawiając dzieci sierotami. Z tego co wiem, oddał swoje dzieci do prywatnej szkoły, by nie miały kontaktu z dziećmi z "rodzin patchworkowych". Innymi słowy, to jego "chodzenie pod prąd", to ucieczka w cieplutką niszę dla kasiastych. A szkoda, że się Terlikowski nie pofatyguje, by zobaczyć, jak dzieci z rodzin wielodzietnych wychowuje ulica, bo do tego nawiązywał właśnie papież, który w Argentynie niejedno widział, właśnie na ulicy. No, ale czym jest papież wobec nadpapieża. Szczęśliwy to kraj Polska, która posiada aż dwóch nadpapieży: Rydzyka i Terlikowskiego.

 

21:48, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 19 stycznia 2015

            Ubaw po pachy! Prawie król i prawie hegemon w jednym kolejno: dostał kopa, spadł ze stołka, popłakał się i uciekł do innej piaskownicy. Tak, tak..., nasz Janusz Korwin Mikke, podstarzały brydżysta z mentalnością dziesięciolatka, znów chciał rządzić Polską i Europą, a nie dał rady władzy utrzymać w swojej własnej partii. Nie pierwszy to raz zresztą! W UPR nie dał rady również! Jak mawia dzisiejsza młodzież...: ŻAL!


            Janusz przegrał sromotnie i uciekł na jednym koniu jeno, maści marnej, za to posiadającym niezwykłą umiejętność podpierania się nosem w sytuacjach krytycznych. Chwiejny Wipler koń ów się zowie- z miękkich kolan słynący i z awantur pod nocnymi klubami w stanie owej miękkości wszczynanych mediom oraz policji znany i ma być drugim ojcem- założycielem nowej siły. A jeszcze pół roku temu w felietonie swoim dla „Angory” napisanym, Korwin- Mikke średniowiecze zachwalał wraz z zamiłowaniem epoki do głów złych władców ścinania, który to zwyczaj miał być siłą napędową właściwego rozwoju państw. Cóż, Polska aż tak się Januszkiem nie przejmuje, by go od razu dekapitować, a partia jego (już była) ściąć go zapomniała, pozostawiając prawie króla hańbą porażki okrytego. Czyżby kodeks honorowy, do którego Janusz Korwin Mikke się odwoływał wyzywając do walki o głowę niższego Michała Boni nie podpowiedział Januszkowi honorowego wyjścia z sytuacji? Chociażby takiego, jak w przedwojennym szlagierze...??? No..., mniejsza z tym!


            Dobra, koniec tych kpin, teraz całkiem poważna część felietonu. W ostatnim czasie odebraliśmy dwie bardzo ważne lekcje, których tematem była niezdolność do sprawowania władzy przez ludzi upośledzonych społecznie, niezdolnych do porozumienia, niezdolnych do wypracowywania kompromisów. Ludzi, którzy potrafią albo wydawać polecenia, albo je wykonywać. Janusz Korwin- Mikke, to pierwszy przykład. Gardłujący od 30 lat o konieczności władzy absolutnej leszcz, który tak naprawdę myśli o swojej władzy- niczyjej innej. Widać to bardzo dokładnie po jego reakcjach na strącenie z partyjnego tronu- zamiast poddać się nowemu władcy absolutnemu, zamiast oferować mu swe usługi, ucieka ze swoimi zabawkami do innej piaskownicy. Powtórnie, bo pamiętamy, że pierwsza ucieczka miała miejsce po utracie władzy w UPR! Drugim przykładem człowieka z ciężkim upośledzeniem społecznym jest Jarosław Kaczyński. Nawet wygrywając wybory, przegrywa władzę, ponieważ również jest pozbawiony umiejętności szukania kompromisowych rozwiązań, zatem nie ma żadnej zdolności koalicyjnej. W efekcie partia, która zdobyła najwięcej głosów, rządzi zaledwie w jednym z szesnastu sejmików wojewódzkich. Właśnie dlatego: Z powodu upośledzenia lidera.

            Nikt nie ma monopolu na prawdę, nikt nie ma monopolu na słuszne poglądy. Ja również. Posiadam je, bo posiadam, dzielę się nimi, bo mi to sprawia przyjemność, ale zakładam możliwość, że wiele z nich może być pozbawionych słuszności z prostego powodu: każdy może się mylić. Dlatego z poglądami można dyskutować, za to nigdy nie można dyskutować z faktami, a do takich należą prawa natury. Oglądaliście reklamę piwa, w której pracownik browaru widząc wyciek z beczki, uszczelnia ją odpowiednio dociętym kawałkiem drewna? Wiecie dlaczego to robi? Bo drewno pod wpływem wilgoci, dostosuje się do kształtu szczeliny, a dodatkowo nie zatruje zawartości beczki, jest tanie i wytrzyma przez pożądany czas. Można to zrobić każdym materiałem, który spełnia te warunki- mamy wybór. Nie da się tego jednak zrobić ani złotem, bo się nie dostosuje do kształtu, nie da się zrobić palcem (ani tym należącym do geniusza, ani należącym do debila), bo nawet jeśli mu się uda dostosować do kształtu, to nie wytrzyma próby czasu. To samo jest z władzą. Nie utrzyma jej nikt, kto jest pozbawiony umiejętności prowadzenia negocjacji. Polityk, to człowiek, który ma dochodzić do porozumienia, bo upartych osłów, którzy prędzej dadzą komuś w mordę, niż się zgodzą na kompromis, mamy w każdej knajpie pod dostatkiem- są tańsi i dostępni w każdej ilości, ale nie wybieramy ich do władz, bo się do tego nie nadają. A nawet, jeżeli jakimś cudem wygrają wybory, jak ostatnio Jarosław Kaczyński do samorządów, a wcześniej w 2005 do Sejmu, to i tak władzy nie dostaną, bo nawet mając brata prezydenta, nie będą się w stanie z nikim dogadać. Tak, jak Janusz Korwin- Mikke w KNP, a wcześniej w UPR- mimo tego, że był niekwestionowanym liderem i założycielem tych partii, to i tak nie był się w stanie utrzymać. Osoby z dysfunkcją społeczną tego nie potrafią. Czego by im nie dać, to spieprzą. Ale, co by tu jeszcze(...), panowie...???

 

14:29, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (4) »
sobota, 17 stycznia 2015

            Ostatnie dni zdominował kryzys w górnictwie. Z przykrością muszę stwierdzić, że szeroko rozumiane społeczeństwo (od górników, przez mieszkańców Górnego Śląska, aż po związki zawodowe z NSZZ Solidarność na czele, opozycję i koalicję z Rządem RP na czele) nie rozumie ani problemu, ani też tym bardziej metodyki jego ewentualnego rozwiązywania. Zacznijmy zatem od zdefiniowania zagadnienia, bo odnoszę wrażenie, że jakiś koszmarnie wysoki odsetek obywateli uważa, że chodzi o dogadanie się stron konfliktu.

            Optymiści uważający, że chodzi o osiągnięcie porozumienia są w błędzie. Chodzi o coś innego: Po pierwsze, deficyt branży wydobywczej węgla kamiennego w ciągu ostatnich czterech lat wyniósł średnio 5,5 MILIARDA ZŁOTYCH rocznie. Chodzi nam o jego wyeliminowanie. Po drugie, najprawdopodobniej niektóre z kopalń nie rokują na poprawę, więc konieczne może się okazać zatrzymanie wydobycia. Problem stanowi tu, jak możliwie najlepiej zabezpieczyć pracowników przed możliwym bezrobociem i jak wykorzystać potencjał kopalni, bo to kłopot nie tylko górników, ale też ich rodzin, firm żyjących z kopalń i ludzi w nich zatrudnionych, a także gmin do których spływają podatki dochodowe i CIT. Nie chodzi o pacyfikację możliwego protestu, lecz o zabezpieczenie interesu gminy (w tym jej mieszkańców i zagrożonych pracowników) oraz państwa (w tym jego obywateli). Zaznaczyć jednak trzeba, że interes państwa, to także bezpieczeństwo energetyczne, którego częścią składową jest górnictwo węgla kamiennego. Niezły bigos, co...??? Podkreślam ten fakt, bo przecież gdy czytam wypowiedzi zwolenników jedynie słusznych rozwiązań (zarówno tych rządowych, jak i związkowych, czy opozycyjnych), to odnoszę wrażenie, że ich autorzy tej złożoności nie zauważają.

            W lipcu 2011 roku napisałem felieton o metodyce rozwiązywania problemów. Jeżeli ktoś ma ochotę przeczytać całość, wystarczy kliknąć tutaj, na ten akapit, jeżeli komuś wystarczy streszczenie, to chodzi o to, by zrobić dokładną analizę problemu (w wypadku deficytu spółek węglowych, analizę wydatków górnictwa), zastanowić się jak można straty zmniejszyć i wybrać te sposoby, których stosunek oszczędności do nakładów będzie na tyle dobry, że da wymierny efekt, czyli zlikwiduje deficyt. To jest zadanie dla ekspertów, więc publiczna dyskusja jest tu na nic, bo niewiele osób się na tym zna i ma dostęp do potrzebnych danych. Z sytuacją w górnictwie wiąże się jednak inny problem, którego rozwiązanie może podsunąć każdy z nas- nikt nie jest bez szans, by wpaść na dobry pomysł.

            Ponieważ wysoce prawdopodobne jest, że nastąpi konieczność wstrzymania wydobycia w kopalniach, które nie rokują na uzdrowienie, należy się zastanowić co zrobić, by wykorzystać ich potencjał (ludzi, sprzęt i infrastrukturę), by jak najwięcej osób znalazło tam zatrudnienie. Ponieważ pomysł może mieć każdy z nas, warto by było zrobić regularną BURZĘ MÓZGÓW, czyli nakłonić jak największą liczbę obywateli do przedstawienia swojej idei i już z pomocą analityków wybrać spośród nich te najcenniejsze. Jak? Moja propozycja jest taka: Wyobraźmy sobie, że zainteresowane gminy ogłaszają konkurs na zagospodarowanie terenów zamykanych kopalń. Nagrody są tak wartościowe i atrakcyjne, że spływają tysiące propozycji, na przykład taka:

***

Rewitalizacja terenów kopalni X.

 

Założenia:

  1. Z powodów ekonomicznych, zakończenie przemysłowego wydobycia węgla powinno być zrekompensowane utworzeniem licznych spółek wykorzystujących dogodne położenie (doskonale skomunikowana aglomeracja), duży teren, infrastrukturę i zasoby ludzkie.

  2. Z powodów bezpieczeństwa energetycznego, powinno zagospodarowanie powinno być prowadzone tak, by na wypadek wojny gospodarczej, można było w czasie dwóch tygodni wznowić przemysłowe wydobycie węgla, więc zmiany nie powinny naruszać infrastruktury niezbędnej do ponownego uruchomienia kopalni.

  3. Z powodów społecznych, pierwszeństwo w zatrudnieniu winny znaleźć osoby zatrudnione w likwidowanej kopalni oraz mieszkańcy gminy.

 

Streszczenie:

            Żeby nie dopuścić do zniszczenia infrastruktury wydobywczej, proponuję stworzenie instytutu górnictwa (najlepiej w połączeniu ze szkołami górniczymi wszystkich szczebli- w tym stworzenia filii krakowskiej AGH). Celem jest kształcenie wykwalifikowanych kadr (w miejsce licznych, lecz często niedouczonych pracowników) oraz udoskonalanie metod wydobywczych, ze szczególnym uwzględnieniem obniżenia kosztów wydobycia i wzrostu bezpieczeństwa oraz maszyn górniczych i wentylacyjnych. Podziemny teren kopalni, doświadczeni pracownicy i dostępny sprzęt dają warunki do testów praktycznych, a opatentowane rozwiązania można eksportować do potęg wydobywczych, zwłaszcza do Chin, USA, Indii i Australii. Pod ziemią można też tworzyć trasy wycieczkowe i dydaktyczne do celów komercyjnych. Na powierzchni zaś można tworzyć wszelkie inicjatywy wykorzystujące teren i wymagające jedynie łatwych do rozbiórki obiektów, typu hal magazynowych, czy produkcyjnych. Wszelkie inwestycje związane ze składowaniem, handlem, dochodowymi segmentami rekreacji (n.p. pola golfowe, strzelnice sportowe, tereny do paintballa) mile widziane. Możliwe, że będzie to wymagało stworzenia preferencyjnych warunków dla inwestorów, ulg i dotacji (państwowych, czy unijnych), stąd konieczna jest współpraca przedsiębiorców, gmin i ustawodawcy. Podobnie, może się okazać niezbędna zachęta dla osób, które zechciałyby się przekwalifikować, tu również konieczna jest pomoc państwowa.

***

            Dobra, koniec tych moich fantazji, bo chodzi mi tylko o zobrazowanie idei poszukiwania rozwiązania problemu w miejsce dotychczasowego jego spychania na kolejną ekipę rządzącą i przede wszystkim na kolejne generacje Polaków. Uwierzcie mi, że w ogóle nie jestem przywiązany do swojego pomysłu rewitalizacji- nigdy się tym nie zajmowałem i sam nie bardzo wierzę, bym nagle doznał olśnienia, jakiego nikt inny nie doznał. Jeżeli mój plan jest nierealny, to nie ma co dyskutować z faktami, tylko zająć się innymi pomysłami. Zwłaszcza tymi, które wyszły od ludzi z większą wiedzą, niż moja i przede wszystkim od osób bardziej przedsiębiorczych, niż ja. Jeżeli na proponowany przez mnie konkurs wpłynęłoby kilka tysięcy prac, to na Jowisza, kilka z nich zawierałoby realne idee, przecież nawet zatrzymany zegar dwa razy na dobę pokazuje dokładny, aktualny czas.

            Na zakończenie jedna uwaga: Wbrew opozycji, bezpieczeństwo energetyczne nie polega na wydrenowaniu do reszty zasobów węgla, lecz na zachowaniu możliwości zwiększenia wydobycia w razie potrzeby i zagwarantowaniu możliwości kupna surowców energetycznych z różnych źródeł. Innym istotnym dla znajomości tematu faktem jest, że Niemcy wbrew temu, co bredzą różne sakiewiczowe i karnowskie media, planują dalsze odejście od górnictwa węglowego. Już dziś Niemcy mają wydobycie na poziomie 20% wydobycia polskiego. Zwróćmy uwagę na tę manipulację, podobnie jak na podkreślanie podkreślanie przez te media niemieckich dotacji przy pominięciu faktu, że Polska również potężnie dotuje swoje górnictwo, choć nasz kraj ma w stosunku do Niemiec zaległości w infrastrukturze i technologii, więc żeby dogonić ten kraj, musimy zainwestować w te obszary, a nie przesrywać nasz dochód na dotacje. Niemcy, choć mogą sobie na takie fanaberie pozwolić, to rok do roku ograniczają zatrudnienie w górnictwie, więc pamiętajmy o tym, jeśli się do nich porównujemy!

 


 

01:35, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
wtorek, 13 stycznia 2015



Jeżeli dostaniemy tyle wsparcia i czasu antenowego, to razem z Terlikowskim zrobimy lepszą imprezę niż Owsiak”.

Łukasz Warzecha, „Tomasz Lis na żywo”.

 

          To się pośmialiśmy, a teraz, Łukaszku, kilka słów prawdy. Od kiedy to, komunistyczny łachudro, ktokolwiek jest zobowiązany do dawania Ci czasu antenowego?! Zgłoś się do TV Republika albo do TV Trwam- nawet tam uzyskasz wyjaśnienia, że najpierw trzeba coś widzowi zaoferować. Tymczasem, jak widzę, oferta zawiera dwie osobowości o charyzmie sera dojrzewającego- zero pomysłu nawet na to, jakiego rodzaju miałaby to być impreza, nie mówiąc już o wiedzy, jak ją zorganizować, zabezpieczyć, sfinansować, rozreklamować, a przede wszystkim, czym przyciągnąć uczestników. Już to widzę: Duet Terlikowski- Warzecha, przebojowość grzechotnika (ukryć się w norze-wypełznąć- ukąsić- zeżreć- zesrać się- wrócić do nory). Na razie plan wygląda tak, żeby duet dostał promocję i czas antenowy- nie wiadomo po co, na co i dlaczego. Śmierdzi komuną na odległość!


          Jerzy Owsiak niczego od mediów nie dostał, lecz nakłonił je do współpracy. Jego programy pozyskują widownię, reklamują WOŚP, a on sam zarabia na ich produkcji. Zanim tym się zajął, był cenionym radiowcem i prezenterem, miał za sobą prowadzenie licznych koncertów- w tym tego najtrudniejszego- w Jarocinie- z kontestującą młodzieżą- a bunt był w tamtych czasach niezwykle nieprzewidywalny, gdyż były to czasy silnych antagonizmów między subkulturami. Jurek miał też na koncie niezwykle udaną akcję promocyjną grupy Voo Voo, gdy pod szyldem „Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników” reklamował ich trasy koncertowe. To chyba jedyny blok reklamowy w historii, na który specjalnie goniło się do domu, by włączyć „Rozgłośnię Harcerską” i go posłuchać. Za Owsiakiem stało doświadczenie, charyzma i sukces, to dlatego media podjęły współpracę, rozszerzając ją stopniowo, zachęcone efektem, który przerósł najśmielsze oczekiwania. Sama zbiórka też przeszła próbę generalną na festiwalu w Jarocinie w 1993 roku. Zakończyła się sukcesem, który trwa do dziś.

          Panie Warzecha. Przygotujesz pan biznes- plan, wyjaśnisz pan, na czym ma polegać pańska akcja, co ma gwarantować sukces, przedstawisz pan ludzi, których doświadczenie w podobnych imprezach daje szanse powodzenia, przekonasz pan o tym fachowców od mediów- i jedziemy! Podpowiem jedynie, że takie postaci, jak Łukasz Warzecha, Tomasz Terlikowski, czy zdechła meduza (właściwie chełbia modra- aurelia aurita), nie spełniają kryteriów dających choćby cień szansy na sukces inicjatywy, ale śpiewać każdy może. 


 

11:49, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (9) »
niedziela, 11 stycznia 2015

            Na początku był Chaos..., a nie..., coś pomieszałem...! Na początku był Rydzyk. To on, jako pierwszy z możnych tego świata dostrzegł w WOŚP konkurencję i rozpoczął festiwal pomówień: o antyreligijność..., o rozpijanie młodzieży..., o co się tylko dało. Religijny skądinąd Owsiak mocno współpracował wówczas z duchowieństwem katolickim, między innymi w ramach „Przystanku Jezus”, czyli takiego woodstockowego duszpasterstwa. Wobec rydzykowej nagonki, wielokrotnie zwracał się z prośbą do władz kościelnych o sprostowanie pomówień, jednak te, przyzwyczajone do podcierania tyłka przykazaniem „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” olały go, wobec czego Owsiak wyłączył „Przystanek Jezus” z „Przystanku Woodstock”, choć NIGDY nie wyrzucił ani księży, ani samej inicjatywy „Przystanek Jezus” z terenu festiwalu- po prostu traktował ich neutralnie- nie pomagał, ani nie przeszkadzał, za to z lubością był potem przez wielu krytykantów pomawiany o likwidację „PJ”. Do nagonki włączył się wówczas sam prymas Glemp. Ten mistrz obłudy raczył był w swym wystąpieniu na Jasnej Górze rzec coś w sensie „Przepraszamy Cię, Maryjo, za Jurka Owsiaka, że zamknął drzwi Jezusowi”. Nie ogarniam, jakim trzeba być łajdakiem, by chcąc się na kimś zemścić i mu najzwyczajniej w świecie dokopać, udawać że się przeprasza Maryję, ale najwidoczniej dla Glempa to była bułka z masłem, wszak nie kto inny, jak on, w odpowiedzi na papieskie wezwanie do rachunku sumienia, wyznał iż ciąży na nim odpowiedzialność za to, że nie zapobiegł śmierci księdza Popiełuszki. Ciekaw jestem, co prymas by powiedział, gdybym mu w konfesjonale zamiast ze swoich grzechów, spowiadał się z tego, że mojemu podwładnemu ktoś w nocy zniszczył samochód, a ja nie potrafiłem temu zapobiec. Tak, tak..., spisane będą czyny i rozmowy..., wedle mojej wiedzy ksiądz prymas od dłuższego czasu jest wystawiony na pastwę robaków, a według wiary, którą formalnie reprezentował, smaży się w piekle, chociażby za dawanie fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu- bez cienia skruchy, nie mówiąc już o jakiejkolwiek formie zadośćuczynienia, przy regularnym przystępowaniu do Eucharystii, co wobec tak jawnego łamania Dekalogu jest wedle nauk tej religii świętokradztwem (tak, tak, tzw. „Ciało Chrystusa” można przyjmować tylko w stanie łaski uświęcającej- przynajmniej tak mnie uczono).

            Niezależnie od części duchowieństwa, Owsiaka zaczęli potępiać ludzie lansujący się na zdanie odrębne, jak medialny prekursor tej działalności, Janusz Korwin Mikke. To on, nie bardzo wiedząc do czego się przyczepić, zaczął wymyślać nie tyle ciekawą, co błazeńską i śmieszną teorię o tym, że gdyby nie Owsiak, to Państwo i tak musiałoby kupić sprzęt, kupowany przez WOŚP. Takie debilizmy w ustach kogoś podającego się za liberała, to naprawdę perełki: Znaczy się, co...?! Państwo by natrzepało pieniądze??? Przecież dopóki nie było sprzętu zakupionego przez WOŚP, to pan JKM mógł Państwo w pompkę pocałować, a gdyby sprzętu nie było do tej pory, mógłby je po dziś dzień tam cmokać. Jak sam "wielki liberał" wielokrotnie (i słusznie) powtarzał, Państwo nie ma swoich pieniędzy, więc bez kasy WOŚP, musiałoby albo je przesunąć z innych wydatków (czyli oszczędzić na innych potrzebach), albo podnieść podatki. Dziś Janusz Korwin Mikke jest niejako dyżurnym oszołomem, więc wielu czytelników wzruszy ramionami mówiąc „przecież to po prostu Janusz”, ale właśnie on zachęcił wielbicieli szukania drugiej dziury w dupie do ogłaszania swoich odkryć. Co najsmutniejsze, przyłączyli się do tego głosu ludzie, którzy w swoich dziedzinach zrobili kawał dobrej roboty. Ot, na przykład taki Marek Piekarczyk, legendarny wokalista TSA, który w swej książce „Zwierzenia kontestatora” ogłasza wszem i wobec, jakoby Owsiak miał w Jarocinie robić kpinę z protestu i kontrkultury, niszcząc ją w efekcie. Na czym opiera ów pogląd? Ano na tym, że Jurek reklamował w tamtych czasach grupę VooVoo, wymyślając Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników z „durnowatym” (zdaniem Piekarczyka) hasłem „uwolnić słonia”. Cóż..., nie każdemu musi się podobać Monty Python, nie do każdego przemówią happeningi „Pomarańczowej Alternatywy”, nie każdy łapie humor abstrakcyjny, nie każdy rozumie ironię, groteskę, czy absurd. Ale żeby robić z tego zarzut ludziom posługującym się tymi środkami wyrazu, to gruba przesada. Zmierzam do tego, że z takim podejściem pan Marek Piekarczyk byłby świetnym pracownikiem „Głównego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk”, czyli PeeReLowskiej cenzury. To przez takich jaśnie oświeconych, pod górkę mieli tacy wykonawcy, jak „Siekiera”, „Bielizna”, czy „Big Cyc”, przez takich ideowców miał przerąbane cały rock (zwłaszcza punk), tak jak wcześniej jazz. Mam tylko jedno pytanie: Jak dziadowski musi być protest, by go rozbić hasłem „uwolnić słonia”?! Naprawdę ktoś, kto dziś zasiada w jury talent show uważa, że Jerzy Owsiak rozbił protest i kontrkulturę Jarocina?! Ta łoj!

            Do chóru oświeconych krytyków dołączył ostatnio człowiek z nie mniejszym dorobkiem artystycznym, Tomek Lipiński. On z kolei przyczepił się do tego, że podobno jakieś zespoły grają podczas WOŚP za pieniądze, a ponoć idea jest taka, by grały za darmo. A moim skromnym zdaniem, idea jest taka, żeby zebrać jak najwięcej pieniędzy na sprzęt medyczny i to przy okazji serii imprez kulturalnych, bo każdy finał WOŚP, jest jednocześnie największą imprezą kulturalną w Polsce. Żaden dzień nie gromadzi tylu koncertów, wystaw, przedstawień i innych form sztuki. Nie mam bladego pojęcia, jak to jest z wynagrodzeniami artystów, ale wiem, że to oni nakręcają zbiórkę- interesujący program jest gwarantem skuteczności. A program jest ciekawy na tyle, że gromadzi rzesze ludzi na imprezach i przed telewizorami. Media reklamujące WOŚP zdobywają dzięki transmisjom z finału licznych widzów- wspominam o tym, bo i takie głosy domorosłych myślicieli szły już w eter, jakoby czas antenowy poświęcony na WOŚP można by było przeznaczyć na reklamę i zebrano by z niej więcej kasy. Hehehe..., chyba w Tworkach! Była kiedyś taka telewizja, która przez większość programu puszczała „Telezakupy Mango” i dawno już zbankrutowała, bo jakoś niewielu jest chętnych do oglądania programu złożonego z reklam. Tymczasem transmisje finału WOŚP gwarantują napływ widzów. Nie wierzycie? A sami co chętniej oglądacie? Finał WOŚP, czy „Telezakupy Mango”? Przecież nawet ten felieton, jako że traktuje o WOŚP, zbierze znacznie więcej czytelników, niż moje felietony o alkoholizmie, czy walce z chorobą nowotworową. Mam licznik wejść, więc mogę bez trudu monitorować takie drobiazgi.

            Na zakończenie z wielką niechęcią muszę wspomnieć o coraz liczniejszej grupie zwykłych złamasów i hejterów WOŚP, typu Matka Kurka, bez żenady i z uporem maniaka powtarzających pomówienia o rzekome oszustwa finansowe. Nie ma chyba w Polsce fundacji, która by przeszła przez tak gęste sito wszystkich możliwych kontroli, nie wyłączając skarbówki i NIK. Tak, tak, wiem..., spisek żydomasoński, Ziemia jest płaska, eciepecie, tereferekuku, to ja już spadam, papatki, pozdrawiamy właścicieli futrzanych i włóczkowych beretów oraz wynalazcę autobusu..., daszki do tyłu  i uwolnić słonia, uwolnić słonia!


 GRAMY DO KOŃCA ŚWIATA I JEDEN DZIEŃ DŁUŻEJ!

 

03:31, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (23) »
 
1 , 2
Tagi