RSS
piątek, 29 stycznia 2016

46 Strzeżcie się uczonych w Piśmie, którzy z upodobaniem chodzą w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach.

47 Objadają oni domy wdów i dla pozoru długo się modlą. Ci tym surowszy dostaną wyrok!

Łk. 20. 46-47.

            Wczoraj w Parlamencie miała miejsce próba zuchwałej kradzieży 20 milionów złotych ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Próba tak bezczelna, że wzbudziła sprzeciw nawet wśród posłów PiS, co nie zdarza się często. W imieniu Klubu Parlamentarnego PiS, niejaki poseł Ryszard Terlecki zgłosił bowiem do budżetu poprawkę, zakładającą przekazanie 20 milionów złotych uczelni Rydzyka (chichichi, kto pamięta bez zaglądania w google, jak się to cudo nazywa?), kosztem dotacji do teatrów (zmniejszając je o 10 mln złotych) i „pozostałych zadań w zakresie kultury” (zmniejszając je również o 10 mln złotych). Wszystko wskazuje na to, że poprawka została odrzucona i kradzieży na rzecz Rydzyka trzeba będzie dokonać znacznie bardziej subtelnie, bo nie łudzę się, że wyciągnięta łapa ojdyra nie cofnie się, póki nie dostanie tego, czego chce. Teoretyczna premier- Beata Szydło- już zapowiedziała, że jak Senat napisze podobną poprawkę, to nie widzi powodu, by jej nie przyjmować.

            Nieco mniejszym echem odbiła się sprawa innej poprawki do ustawy budżetowej, zakładającej przeniesienie 20 milionów złotych (czyżby ulubiona liczba gangu sukienkowych- to już nie "666"?!) z dotacji na łódzkie hospicja. Gdzie miały trafić zabrane umierającym środki? Na Fundusz Kościelny, m.in. na ubezpieczenia zdolnych do pracy zdrowych mężczyzn, tyle że w stanie duchownym. Również i ta próba spaliła na panewce, choć warto o niej pamiętać.

            To nie jest tak, że sprawa próby kradzieży została załatwiona. Bo wręczenie pieniędzy, to zwieńczenie- ostatnie ogniwo korupcyjnego łańcucha. W całym okresie przedwyborczym, narodowosocjalistyczna partia PiS była nielegalnie finansowana przez Kościół. Konkretnie, strona kościelna dokonywała nieodpłatnego (a raczej z odroczonym terminem płatności) wykonania usług wyłącznej reklamy wyborczej PiS i czarnego (nomen- omen) PR wszystkim przeciwnikom politycznym tej partii. Wszystkie media Tadeusza Rydzyka z Radio Maryja, TV Trwam i czasopismem Nasz Dziennik na czele, prowadziły nielegalną, wyłączną kampanię wyborczą jednej jedynej partii- PiS. Redemptorysta z Torunia doszedł do takiego poziomu bezczelności w okradaniu Polski, że publicznie zdemaskował swoje własne przestępstwo w trakcie „Rozmów Niedokończonych” wymawiając współpracę Kancelarii Prezydenta z powodu braku akredytacji dla TV Trwam podczas wizyty Dudy w Kijowie, złorzecząc na urzędników PiS, którzy zapomnieli jaki mają dług za zapraszanie do Radia Maryja i TV Trwam. Zauważmy przy okazji, że Radio Maryja, jako nadawca publiczny w zamian za zwolnienie od płacenia podatków, ma psi obowiązek przestrzegać zakazu reklamy, a reklama polityczna, to również reklama. I raz już wyrokiem sądu zostało skazane za reklamę uczelni ojdyra! To się nazywa RECYDYWA! A swoją drogą, za pierwszą wielką aferę związaną z pisaniem ustaw na zlecenie zainteresowanej strony uważana jest afera Rywina, choć dokładnie to samo przestępstwo miało miejsce przy pisaniu ustawy o nadawcy publicznym. Mało tego: W wypadku ustawy o nadawcy publicznym, istniał tylko jeden, jedyny nadawca spełniający kryteria, jakie ustawodawca wymyślił, jest więc bezsprzeczne, kto był beneficjentem i kto był zainteresowany tą gigantyczną korupcją ustawodawczą! Nikt tego nie ściga, bo politycy mający na sumieniu współudział w tym przestępstwie rozpierzchli się po wszystkich partiach politycznych- można ich znaleźć tak w PiS, jak PO, PSL, czy SLD! Kto będzie ścigać sądownie sam siebie?!

            Pamiętacie zadymę, jaką zrobili posłowie PiS, gdy podejrzewali Janusza Palikota o nielegalne finansowanie swojej kampanii ze swoich własnych pieniędzy? WŁASNYCH, UCZCIWIE ZAROBIONYCH!!! Tymczasem od dziesięciu lat kampanię partii PiS prowadzą media Rydzyka i Kościół, zamieniając sieć świątyń na polityczną chlewnię. Wszystko po to, by później odebrać dług w postaci dotacji, Funduszu Kościelnego, ulg, preferencyjnych zakupów i wszystkich szachrajstw, jakie znamy choćby z afer związanych ze „zwrotem mienia kościelnego”. I to wszystko nie będzie płacone z kieszeni polityków PiS, lecz z KIESZENI WSZYSTKICH POLAKÓW!!! I tu jest Pi(e)S pogrzebany!!! A dlaczego pogrzebany? Bo hydra jest nienasycona! Ze złodziejami nie wchodzi się w spółki, bo prędzej, czy później, dopadną i CIEBIE! 

 

 

14:59, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 25 stycznia 2016

            Długo się zastanawiałem, czy to opisywać, gdyż materiał jest bardzo drastyczny i dotyczy rodziny. Tym niemniej, ze względu na wagę spraw, jakie porusza, postanowiłem upublicznić moje obserwacje.

           Był okres międzyświąteczny (po Bożym Narodzeniu, przed Nowym Rokiem). Wszedłem z rodziną na oddział wewnętrzny jednego ze szpitali powiatowych południowo- zachodniej Polski. Odnalazłem właściwą salę, gdzie leżał jeden tylko pacjent (z uwagi na czas świąt, wysyłano do domu każdego, kto się do tego nadawał). Oddział sprawiał wrażenie jakiejś rumuńskiej umieralni z czasów Nicolae Caușescu. Nigdzie żywego ducha, personelu próżno szukać poza tzw. „pokojem pielęgniarek”, gdzie zatrudnione wyłudzają swe wynagrodzenia, wgniatając leniwe dupska w fotele. Przez cały czas wizyty, żadna nie tylko nie zajrzała do odwiedzanego chorego, lecz ani jedna nawet nie mignęła na korytarzu. Na sali szpitalnej, jak w klasycznej umieralni, żadnego urządzenia medycznego, nawet stojaka na kroplówkę. Gdy się spytałem brata chorego, dlaczego tak jest, odpowiedział, iż personel twierdzi, że żyły pękają, więc pacjent ma wszystko co trzeba podawane w tabletkach. Wzburzyło mnie to i spytałem, czy wodę, do jasnej cholery, również mu podają w tabletkach. Później wytłumaczyłem bratu chorego, że pacjent aktualnie umiera z głodu i z pragnienia, a nie na żadną chorobę. Powtórzyłem mu to tego dnia jeszcze kilka razy, by o tym dobrze pamiętał i coś z tym zrobił. Dla spokoju ducha, wykonałem telefon do znajomego lekarza, który potwierdził, że w takich przypadkach wykonuje się wkłucie wewnętrzne, jest to zabieg rutynowy, wykonywane na oddziałach intensywnej terapii pod okiem anestezjologa, by tą drogą dostarczać wodę, płyny fizjologiczne, antybiotyki, wszystko, co podajemy dożylnie. Ten szpital posiadał wszystko, by zabieg wykonać- nie wykonał go przez trzy tygodnie!!!

Więźniowie obozu koncentracyjnego.

            Pacjent był nienaturalnie poskręcany, pokurczony, zarośnięty i wychudzony tak, że wyglądał jak więzień Birkenau: szkielet z opuchniętym brzuchem!!! Miał 42 lata, a wyglądał na siedemdziesiąt. Dokładnie tak, jak opisywano więźniów obozów koncentracyjnych. W szpitalu znalazł się na skutek wieloletniego nadużywania alkoholu. Wiele razy był bohaterem moich notek, choć zmieniałem mu imiona i opowiadałem różne epizody z jego życia. Opisywałem też zachowania jego matki- głęboko współuzależnionej kobiety, która go karmiła, prała jego rzeczy, ubierała go, dawała dach nad głową i kupowała mu alkohol aż do dnia, w którym zabrano go po raz ostatni do szpitala. Widziałem go dwa miesiące wcześniej- wtedy wyglądał jeszcze na swój wiek, choć drżenie mięśni, spore wychudzenie ciała, czerwone oczy i obrzydliwie cuchnący oddech zdradzały głębokie stadium zaawansowania choroby alkoholowej. Powoli następowało porażenie alkoholowe. Chory, gdy trafił do szpitala, nie tylko nie mógł samodzielnie chodzić, ale też nie potrafił utrzymać szklanki z wodą, obsłużyć telefonu komórkowego, nie panował nawet nad zwieraczami, więc wsadzono go w pampersy i zacewnikowano. Człowiek, który jeszcze dwa miesiące wcześniej, na moją uwagę, że ze względu na choroby neurologiczne, które już posiada- z padaczką alkoholową, delirium tremens i polineuropatią alkoholową, jeżeli natychmiast nie uda się na leczenie odwykowe, trafi do szpitala, najprawdopodobniej psychiatrycznego i już nie będzie mu można pomóc, bo do końca życia nic już nie będzie od niego zależało, odpowiedział mi, że on nie uważa, żeby było z nim tak źle, by musiał przestać pić. Dwa miesiące później umierał z głodu i pragnienia, poskręcany, pokurczony, z opuchniętym brzuchem, wypróżniając się w pampersy, majacząc, błagając wszystkich wokół o pozostanie przy łóżku, mimo że nie rozpoznawał osób go odwiedzających.

            Na pogrzebie było dużo ludzi, bardzo dużo. Wszyscy przybyli, to osoby, z którymi denat się zaprzyjaźnił zanim zaczął pić destrukcyjnie. Nie widziałem ani jednej twarzy z jego obecnych „znajomych od kieliszka” i na to samo zwrócili uwagę inni uczestnicy pogrzebu. Towarzyszyłem jego bratu przy oddaniu zwłok do krematorium. Tuż przed kremacją ciało wyglądało o niebo lepiej, niż żywy człowiek w szpitalu. W zakładzie pogrzebowym ludzie lepiej opiekują się zmarłymi, niż pielęgniarki zatrudniane na oddziale wewnętrznym szpitala, do którego miał nieszczęście trafić przed śmiercią mój kuzyn, pacjentami. W trumnie znów wyglądał na swoje lata, a jego twarz wyrażała zaciętość- tak jakby mówił: „Mówiłem, że będę pił i tak zrobiłem”. Choć tak na dobrą sprawę, ostatnie trzy tygodnie nie tylko nie pił alkoholu, ale nawet nie przyswajał wody. Jedną z najbardziej bulwersujących rzeczy, jakie trafiły do mojej wiadomości było, że ordynator oddziału wewnętrznego dawał mu leki odwadniające, choć nie trzeba wielkiej wiedzy medycznej, by wiedzieć, że alkoholik po ciągu alkoholowym jest odwodniony i dlatego należy mu podawać płyny i sól fizjologiczną.

            Na zakończenie przypomnę jedną z pierwszych notek na jego temat. Zwróćcie uwagę na datę felietonu- to o tyle istotne, że uświadamia, jak szybko potrafi postępować choroba alkoholowa, jeśli pijącemu stwarza się komfort picia i bierze na swoje barki jego konsekwencje, jak to robią osoby współuzależnione, najczęściej żony i matki. Kliknijcie tu, w ten akapit, by poczytać, co miałem do powiedzenia na temat postępowania kuzyna w zupełnie odmiennej sytuacji.

 

P.S.

            Po interwencji brata, pacjent został przeniesiony na intensywną terapię i zaopiekowano się nim jak należy. Ordynator oddziału wewnętrznego stwierdził, że "się właśnie nad tym zastanawiał"- pacjent leżał u niego 3 tygodnie- niezłe tempo "zastanawiania". Śmierć nastąpiła po 72 godzinach od przeniesienia. W akcie zgonu, jako przyczyna została podana marskość wątroby. 

12:48, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 18 stycznia 2016



            Jednym z największych mitów podtrzymywanych przez polskie media jest doszukiwanie się rzekomych podobieństw między Orbanem a Kaczyńskim. Łączy ich jedynie to, że obaj walczą o przywództwo stada i mają despotyczne skłonności. Poza tym, same różnice.

            Orban- wychowany w bojowych warunkach węgierskiej prowincji i etosie protestanckiego pozytywizmu, do wszystkiego doszedł sam, jak dziki kot, tylko w dzieciństwie wychowany przez matkę, a od wyjazdu na studia do Budapesztu rozpoczął samodzielne życie, które zaowocowało dyplomem prawnika, stypendium w Oxfordzie i rodziną z pięciorgiem dzieci. Kaczyński do śmierci matki mieszkał z nią w jej domu, a wszelkie dobrodziejstwa i przekleństwa „maminsyństwa” otrzymywał chcąc- nie chcąc w swym dziewiczym wianie, którego niegodna okazała się być żadna kobieta. Orban awansował ze względu na wiedzę i wyniki, Kaczyński ze względu na znajomości, protekcję i podkładanie świni. Nawet w filmie „O dwóch takich co ukradli księżyc” głosu musiała mu użyczać zawodowa aktorka, a później wiózł się na placach Wałęsy, aż do momentu, gdy mu wbił nóż między łopatki. I jeszcze jedna różnica: Orban jest dumny z tego, że wywodzi się z prostej, prowincjonalnej rodziny, czując się reprezentantem ludu, gdy Kaczyński wypowiada się z wyższością o mniej zamożnych ludziach. Najbardziej znane cytaty pokazujące pychę Jarosława K., to „Wychowywałem się w miejscach lepszych niż podwórko” oraz „Biedronka to sklep dla najbiedniejszych” (na pytanie, dlaczego nie demonstrował rzekomej drożyzny w Biedronce).

            Polskie media udają zdziwienie, że Europa przymknęła oczy na totalitarne zapędy Orbana, a reaguje ostro na Kaczyńskiego. Tymczasem odpowiedź jest prosta, choć niezbyt chlubna dla Europy, gdyż pokazuje, że największą wartością europejską są pieniądze i silna gospodarka: Orban przeprowadził reformę finansów, podczas gdy Kaczyński chce przeprowadzić demolkę finansów. Żeby nie być gołosłownym, porównajmy stawki podatkowe, politykę prorodzinną i wiek emerytalny:

            Węgry:

Podatek dochodowy- 16%,

Podatek CIT- 10%,

Podatek VAT- 27%.

 

            Polska:

Podatek dochodowy- 18%, 32%,

Podatek CIT- 19%,

Podatek VAT- 23% i stawki obniżone 8%, 5%, 0%.

 

Do tego weźmy wiek emerytalny proponowany przez Orbana i Kaczyńskigo:

 

            Węgry:

mężczyźni- 65 lat,

kobiety- 65 lat.

 

           Polska:

mężczyźni- 65 lat,

kobiety- 60 lat.

 

            Na dokładkę weźmy różnicę między polityką prorodzinną Polski i Węgier:

 

Węgry- ulga podatkowa!

 

Polska- rozdawnictwo pieniędzy w formie zasiłku, nie wiadomo dokładnie w jakiej wysokości i dla kogo.

 

            Żeby było śmieszniej, zarówno Orban, jak i Kaczyński głoszą walkę z korupcją, politykę prorodzinną i wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw, jednak cele te realizuje jedynie Orban, gdyż Kaczyński zmierza swoimi posunięciami w przeciwną stronę.

 

            Co to oznacza w praktyce: Victor Orban postawił na rynkowe mechanizmy zwiększenia ściągalności podatków, zachętę do legalnej pracy. Przesunięcie wpływów podatkowych z podatku od przedsiębiorstw (CIT), podatku dochodowego (PIT) na podatek pośredni (VAT) oznacza zachętę do rozwijania legalnego biznesu właśnie na Węgrzech, a także do płacenia legalnych podatków w celu otrzymania w zamian uprawnień do świadczeń socjalnych. Nie dość, że pracownik fizyczny na Węgrzech ma niższą stawkę PIT, to jeszcze ciężar ubezpieczenia emerytalnego spoczywa głównie na pracodawcy, który płaci 24 %, a pracownik fizyczny 10%. Do tego pracodawca płaci całą składkę zdrowotną. Węgierski urząd podatkowy odbija to sobie w podatku VAT- każdy kupujący towar na Węgrzech płaci 27% VAT (najwięcej w Europie). Zwróćmy uwagę, że podatek ten trzeba zapłacić niezależnie od tego, czy się pracuje legalnie, czy na czarno, bo jest zawarty w cenie towaru. Żebrak, żulik zbierający na winko, cwaniaczek ukrywający dochód- oni i tak płacą swój podatek kupując towar w sklepach. Uczciwie pracujący ludzie oczywiście muszą oprócz VAT opłacić PIT i ubezpieczenie emerytalne, ale mają za to świadczenia socjalne, a do tego mogą liczyć na ULGĘ PODATKOWĄ NA DZIECI. Ludzie pracujący nielegalnie nie dostaną na dziecko nic, a do tego nie są uprawnieni do świadczeń społecznych. Każdy może to sobie skalkulować, czy jest po co ryzykować i pracować nielegalnie, czy jednak lepiej żyć uczciwie. Zauważmy, że nie ma potrzeby represji wobec nielegalnie pracujących i nielegalnie zatrudniających, bo dużo więcej osób z czystej kalkulacji wybiera uczciwość- w praktyce nielegalne dochody posiadają tylko nieliczni normalnie funkcjonujący obywatele oraz ludzie patologicznie niezdolni do legalnej pracy, n.p. uzależnieni.

            Co chce zrobić Kaczyński? On wprowadza mechanizmy odstraszające od legalnego zatrudnienia! Mechanizmy zmniejszające ściągalność podatków! Nie dość, że mamy dość wysokie stawki fiskalne i nie zamierzamy ich zmieniać, żeby „bogaci się z nami podzielili”, jak głoszą socjalistyczne slogany, to jeszcze Kaczyński proponuje kasę dla osób z dziećmi, pod warunkiem że nie przekraczają jakiegoś tam dochodu. Innymi słowy: Po co pracować, skoro Kaczyński da, a jak pójdę do roboty, to Kaczyński gotów odebrać!!! Oczywiście mądrale z PiS głowią się, jak ograniczyć te obiecane 500+, komu jednak nie dać, komu to obrzydzić, ale dla grupy społecznej najsłabiej wykształconych, taka propozycja nadal jest zachętą do tego, by pracy nie podejmować. Oczywiście, Kaczyński ustami swoich marionetek zapowiada kontrole i represje dla oszustów, których gwarantem miałby być jego prywatny klon Berii, czyli szeryf Ziobro, ale jak świat światem, tam gdzie było państwo policyjne, tam korupcja zawsze osiągała największe rozmiary, a najbardziej skorumpowani byli ci, którzy mieli kontrolować, pilnować i karać. Tak było we wszystkich państwach komunistycznych, tak było w hitlerowskiej Rzeszy, tak było w reżimach południowoamerykańskich- od Chile po Honduras. To prawda, że korupcja jest wszędzie, gdzie są pieniądze, ale znaj proporcje, mocium panie! Pamiętamy PRL i to, że korumpowany był każdy- choćby kawę, ale „trzeba było” dać byle biurwie, pielęgniarce, nauczycielce, sklepowej, nie mówiąc o wyżej postawionych osobnikach.

            Nagminnie porównuje się też podatek bankowy wprowadzony przez Orbana do podatku Kaczyńskiego. Kaczyński chce również, wzorem Orbana, „repolonizować” banki. Reformy są prawie takie same, przy czym „prawie” robi wielką różnicę. Podatek bankowy Orbana był w założeniu czasowym wsparciem wyjścia Węgier z głębokiego kryzysu- wsparciem okresu przejściowego, w czasie którego obniżone wpływy z CIT nie zdążą jeszcze zostać zrekompensowane wpływami z obcych inwestycji. Podatek Kaczyńskiego ma być bezterminowym wsparciem populistycznego rozdawnictwa odstraszającego bezrobotnych od podjęcia legalnej pracy. Orban już obniża stawki podatku bankowego i wycofuje się z nacjonalizacji banku- wystawiając jeden z dwóch „zremadziaryzowanych” banków do ponownej sprzedaży (prywatyzacji), nim jego wartość spadnie tak, że nie będzie się opłacało go sprzedawać. Kaczyński udaje, że tego nie zauważa, bo rozpaczliwie potrzebuje czegoś, czym mógłby sfinansować swe populistyczne obietnice.

            Wracając do tezy postawionej na początku porównania reform Orbana i pseudoreform Kaczyńskiego: Unia Europejska nie zastosowała ostrych środków wobec despotycznego Orbana, gdyż ten rzeczywiście wprowadził zdrowe mechanizmy ściągające obcy kapitał, zwiększające ściągalność podatków, zachęcające do legalnego zatrudnienia (poprzez zwrot z legalnie płaconych podatków). Kaczyński despotyzm wykorzystuje na wprowadzenie mechanizmów niszczących gospodarkę Rzeczpospolitej: wprowadza bezrozumne rozdawnictwo, które ma być finansowane z kieszeni banków. Banki oczywiście pokryją straty z kieszeni klienta i przez posłanie na bezrobocie pracowników. Bardzo szybko zauważył to Orban i zmniejsza drenaż banków, by odwrócić trend (na Węgrzech usługi bankowe stały się piekielnie drogie, roczny koszt zwykłego ROR oscyluje w granicach 600 złotych). Kaczyński dopiero w to brnie, a jego propozycje nie mają elementu kompensacyjnego, jakim była w wypadku Węgier zachęta niższym CITem do otwierania firm, więc koszty będą w jego wypadku rosły i z roku na rok pogarszały sytuację. To dlatego Unia Europejska pozwalała Orbanowi na łamanie demokracji, a powiedziała „stop” Kaczyńskiemu. Orban ratował pogrążone w kryzysie Węgry, choć robił to z pogwałceniem reguł demokracji, Kaczyński też ją gwałci, ale jednocześnie pogrąża stabilną do czasu wyborczej wygranej PiS Polskę. To jest ta różnica! Dlatego też przedstawiciel Węgier poparł wniosek o unijny monitoring praworządności w Polsce. Orbanowi nie zależy na tym, by człowiek- katastrofa, jakim jest Kaczyński, szargał reputację jego reform, wprowadzając coś dokładnie przeciwnego.

            Na zakończenie jeszcze dwa słowa, dlaczego żadna duża gospodarka nie odeszła od podatku PIT i CIT na rzecz VAT, skoro to drugie rozwiązanie tak zbawiennie wpływa na ściągalność podatku i zachęca do legalnej pracy. Otóż, żadna skrajność nie jest dobra. Przesadnie wysoki VAT oznacza zwiększoną nielegalną sprzedaż- w tym, pochodzącą z przemytu. Do tego nadmiernie podniesiona stawka VAT uderza w najbiedniejszych- bezrobotnych- może ich skłonić do napadów rabunkowych i innych przestępstw pospolitych (kradzieże, przemyt, handel narkotykami, stręczycielstwo), zagrażających bezpieczeństwu wewnętrznemu. Dodatkowo rośnie wtedy różnica poziomów życia między klasą średnią i najbiedniejszymi, a to jest widoczne na co dzień i bardzo frustruje ubogich. Orban już się zastanawia nad korektą tego podatku i prawdopodobnie zostanie on obniżony. Istotny jest bowiem balans. Największym problemem w jego utrzymaniu jest to, że na stan równowagi nie ma jednoznacznej recepty, bo gdyby była, każde państwo by ją wprowadziło. Wszystko się zmienia w zależności od sytuacji gospodarczej, politycznej, geograficznej, socjalnej. Dlatego odpowiedzialna polityka wymaga ciągłego monitoringu i elastyczności. Dlatego też w rozwiniętych demokracjach, po władzę sięgają naprzemiennie partie socjalne i liberalne, a system prawny waha się od tolerancyjnego modelu skandynawskiego po represyjny model amerykański. Jak pokazuje życie, tu też nie ma jednej recepty.

 

 

15:48, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
czwartek, 14 stycznia 2016

            Nie pierwszy to już raz dyplomatolstwo PiS zachowuje się jak „honorowi” menele żebrzący o każdy grosz na winko i płaszczący się przed potencjalnymi dawcami dopóki nie dostaną czego chcą, a w razie wyrażenia przez darczyńcę chęci skontrolowania zakupu, przybierający agresywny ton, charakterystyczny dla Krystyna Pawłowicza i innych wątpliwej orientacji prawych i sprawiedliwych. Oczywiście w wyniku „honorowej pyskówki” menel może dostać co najwyżej kopniaka w zadek, choć zazwyczaj uczciwym ludziom szkoda choćby i tak marnego wysiłku, więc żul na ogół nie dostaje nawet i tego. Nie inaczej sprawy się mają z wolskim dyplomatolstwem.

            Oto towarzystwu się wydało, że UE ma obowiązek opłacać rozszerzenie prywatnego folwarku żoliborskiego darmozjada z jego marnej sekty na całą Polskę. I nie dociera pod zdegenerowane czaszki, że jak się gra w zespole, to po pierwsze, stosuje się do reguł gry, po drugie, stosuje się wspólną taktykę i strategię, a po trzecie, wszelkie zmiany są dokonywane zgodnie z regulaminem. A jak ktoś chce pyskować, to jest degradowany i nawet na ławę się nie łapie. Nikt nie zamierza się wdawać w pyskówki z kretynem: Rolą zespołu staje się wtedy pilnowanie, by nie zaszkodził drużynie, która bez niego sobie i tak poradzi.

            Tymczasem wolskim niewolnikom wydaje się, że gdy będą pyskować, to cokolwiek zdziałają. Ot, taki minister Tablet, który raczył był rzec, że Niemcy zniszczyli Polskę i nie mają prawa jej krytykować. Łoj, łoj, łoj...!!! Prawa, to nie ma się odezwać bez pozwolenia prezesa niewolnik Gliński, ale Niemcom, to on akurat może skoczyć tam, gdzie może pana majstra w dupę pocałować (wężykiem, oczywiście)!

            Niewolnica Szydło zbłaźniła się dla odmiany sugestią, że komisarz Timmermans nie sympatyzuje z PiS, bo go Komorowski odznaczył polskim orderem. Cóż, tej pacynki Jarosława K. nie traktują poważnie nawet jej teoretyczni podwładni, przecież ją prezes wysłał w dalekie PiS- du (o pardon, na urlop) podczas dobierania jej gabinetu, a ostatecznie poniżył ją teoretyczny prezydent, czyli Wielki Pośladkowy PiS, który podczas wręczania jej nominacji na premiera dał nura w dudę prezesa cmokając przy tym siarczyście, plącząc się w wazeliniarskich podziękowaniach i zupełnie zapominając, komu wręcza tekę pierwszego ministra.

            Najlepszy był jednak człowiek porażka- niewolnik Zero. On to bowiem napisał list z odpowiedzią dla komisarza Timmermansa, choć nikt go o nic nie pytał. W liście owym pyskował, by komisarz nie pouczał wolskiego rządu, sam pouczając komisarza w co drugim zdaniu. Efekt był taki, jak napisałem we wstępie o menelach: List niewolnika Zero, wraz z okładkami „WPROST i „w Sieci” były głównym powodem uruchomienia procedury monitorowania praworządności w Polsce przez Unię Europejską, co ujawnił sam Timmermans w rozmowie z korespondentką RMF FM w Brukseli, Katarzyną Szymańską- Borginon. Tym to sposobem wolscy menele postawili Polskę w jednym szeregu z Białorusią (nie mylić z Węgrami- im nikt procedury nie otworzył). O jakie okładki chodzi- spytacie? O takie:

            Tak się bowiem składa, że rodzina Timmermansa aktywnie wspierała w czasie wojny ruchy antyfaszystowskie i pomagała armii generała Maczka, czego nie można powiedzieć o rodzinie Ziobro. Nie wiem, czy wypowiedź niewolnika Glińskiego miała jakiś wpływ na decyzję, ale jak na idiotę przystało, minister Tablet gówno wie: Ci, którzy w czasie wojny niszczyli Polskę, dawno już nie żyją, a rujnowaniem Ojczyzny aktualnie zajmuje się banda Kaczyńskiego.

            Ach..., byłbym zapomniał...! Smaczku w sprawie decyzji o monitorowaniu praworządności w Polsce dodaje fakt, że poparł ją przedstawiciel Węgier! Jarku, wiadomość od Orbana:

            Niewolnico Szydło, niewolniku Ziobro, niewolniku Duda, niewolniku Waszczykowski, niewolniku Gliński- dyplomacja, to nie karczma! Gdy coś chcecie negocjować, musicie- znaczy się, macie P(i)Si obowiązek robić to grzecznie- z szacunkiem dla rozmówcy. W przeciwnym wypadku, to Polska (którą- o zgrozo- teraz reprezentujecie) traci międzynarodowy szacunek. Mam gdzieś wasz szacunek do siebie samych, bo go mieć nie możecie po takich aktach niewolniczego posłuszeństwa wobec gnoma żoliborskiego, ale wy jesteście zatrudnieni przez Polskę i to Polska was z tego rozliczy. Nie mam bladego pojęcia, jak taką siarę wytrzymują wasze rodziny, ale to ich problem.

 

 

19:42, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 11 stycznia 2016

(...)Tu kontrola naziemna do majora Toma:

Naprawdę zdałeś celująco!

A prasa chce wiedzieć, czyje koszule nosisz.

Teraz czas opuścić kapsułę, jeżeli masz śmiałość....

(...)Tu major Tom do kontroli lotu:

Przekraczam drzwi

i płynę w najszczególniejszy sposób.

Dziś gwiazdy wyglądają zupełnie inaczej.

 

Tutaj, czyż nie siedzę w cienkiej puszce

wysoko ponad Światem.

Planeta Ziemia jest błękitna

i nic nie mogę zrobić....

(...)Kontrola naziemna do majora Toma:

Twój obwód padł,

Coś poszło nie tak!

Czy mnie słyszysz, majorze Tom?

Czy mnie słyszysz, majorze Tom?

Czy mnie słyszysz, majorze Tom?

Czy mnie....

            Cholera! Nie tak dawno się dowiedziałem, że wydaje nową płytę. Nie słyszałem jej, nic o niej nie wiem. Nawet nie wiem, co dla Was wybrać. "Tonight" z babcią Tiną? "Under Pressure" z Fredkiem? "The Man Who Sold The World"? To będą grać wszystkie stacje. Chyba, choć w zalewie komercyjnego kału różnie może być, nie jestem wcale taki pewien, czy w ogóle zauważą! Na pewno chcę przypomnieć "Changes", bo za dużo ostatnio kiepskich zmian na Świecie.

            Dziki jest wiatr...

             U mnie w domu zawsze znajdzie się miejsce i czas dla Bowiego. Mało która postać show- biznesu może się pochwalić tyloma przyjaciółmi. 

 

            Dobranoc.

21:53, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
niedziela, 10 stycznia 2016



            Gramy do końca Świata i jeden dzień dłużej. Bez względu na wyznanie, kolor skóry, poglądy polityczne, preferencje seksualne. Łączy nas chęć pomocy najsłabszym: dzieciom i seniorom.

            W tym roku po raz pierwszy WOŚP spotkała się z groźbami ze strony obozu rządzącego. W niektórych miastach, jak w Zgierzu, wojsko i straż pożarna ulękły się gróźb karalnych rzucanych przez członków PiS. Ja tylko przypomnę, że już raz pewien pilot uląkł się gróźb formułowanych w formie interpelacji poselskiej przez niejakiego Przemysława Gosiewskiego i mieliśmy kraksę smoleńską. Posłuszeństwo wobec autodestrukcyjnych poleceń prowadzi do katastrofy, choć „rozkaz- rzecz święta”. Róbmy swoje, bo ślepe posłuszeństwo wobec tchórza dzierżącego bat nie popłaca, o czym przekonał się boleśnie koń z ballady Młynarskiego.

            Brałem udział w jednej z pierwszych zbiórek na WOŚP- podczas festiwalu Jarocin 1992- to był jeden z pierwszych testów przed rejestracją fundacji. Nie było reklamy w telewizji, nie było kont bankowych, nie było gorących licytacji, a też było dobrze, bo każdy z nas dawał to, co mógł. Tamten rok w Jarocinie był niespokojny: po mieście włóczyły się grupy wyrostków „krojących kasę”, czyli dokonujących zwykłych napadów rabunkowych na uczestników festiwalu. Nie było wtedy bananowej młodzieży, której rodzice dawali na wakacje sumy starczające na wczasy w Hiszpanii- mieliśmy odłożone pieniądze na bilet powrotny, a reszta starczała na bułkę z kefirem rano i chleb do konserw przywiezionych z domu. I mimo to, ludzie solidarnie rzucali do puszek drobne, bo czuli że tym skromnym gestem przyłączą się do czegoś większego. I nikt tego nie zatrzymał, ani nie zatrzyma: Żaden zbrodniarz, któremu się wydaje, że dzierży jakiś bat, żaden Stanisław Pięta, żaden Jan Pospieszalski, żaden Marcin Wolski, żaden Tadeusz Rydzyk, nikt z tych zawistnych osłów nie zmieni faktu, że GRAMY W ORKIESTRZE. Dziś sprawdziłem łączność między moimi bankami a kontem WOŚP. Bez problemu poszedł przelew z konta mBank, bez problemu wyszedł także z Bank Of Ireland. W tym roku gram na dwie ręce, to mój skromny przekaz dla posła Pięty:

WIADOMOŚĆ DLA PIĘTY.

             Gramy do końca świata i jeden dzień dłużej. Można zastraszyć urzędnika, można zastraszyć oficera, ale nikt nie przestraszy wolnego człowieka, jeżeli ten po prostu chce pomóc. Nie pokazać się, nie dawać, bo sąsiad dał albo ksiądz z ambony nazwisko odczyta. Jeżeli jest w nas chęć, wszystko jest bardzo proste!

              Na zakończenie przypominam, że WOŚP to nie tylko zbiórka, lecz także największa w Polsce impreza kulturalno- rozrywkowa. Przy żadnej innej okazji nie odbywa się tyle koncertów, przedstawień teatralnych, wystaw, innych imprez towarzyszących. Warto z tego skorzystać. To paradoks, że największe marudy narzekające na to, że w Polsce nie dzieje się nic ciekawego, opluwają z taką zawziętością człowieka, który rok w rok organizuje największą imprezę kraju, na którą gratisowy wstęp ma każdy chętny.


 

13:41, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (10) »
piątek, 08 stycznia 2016

            To nie jest przypadek, że banda Kaczyńskiego pakuje Polskę prosto w łapy Putina. Nie ma takich przypadków. Macierewicz, Kaczyński i Rydzyk kluczowe postaci antypolskiego triumwiratu sukcesywnie, krok po kroku, osłabiają Polskę wewnętrznie i starają się odizolować ją od NATO i Unii Europejskiej. Począwszy od pamiętnego głosowania 11 lutego 1999, gdy Sejm upoważnił Prezydenta RP do ratyfikacji Traktatu Waszyngtońskiego (czyli przystąpienia Polski do NATO), a przeciw byli jedynie ludzie Rydzyka z Koła Poselskiego „Porozumienie Polskie”, poprzez propagandę antyeuropejską, sprzeciw wobec akcesu do UE, zdradzenie obcym wywiadom nazwisk polskich agentów z WSI poprzez publikację raportu o likwidacji WSI, zamiast przeprowadzenia cichej zmiany, przez próbę przekonywania Zachodu, że władze RP, to agenci Moskwy i nie warto z nimi zawierać sojuszy, aż po wydarzenia ostatnich miesięcy, gdy Jarosław Kaczyński rękami swych niewolników niszczy postawy demokratycznego ustroju (trójpodział władzy, niezależność sądownictwa, niezależność mediów), a Macierewicz atakuje dokonuje prowokacji wobec NATO. To nie przypadek, że Kaczyński ma w szeregach PiS więcej członków PZPR, niż SLD. To nie przypadek, że Kaczyński musi się odwdzięczać stołkami komunistycznym przestępcom sądowym- sędziemu Kryże i prokuratorowi Piotrowiczowi, to nie przypadek, że Macierewicz stanowiska w MON próbuje obsadzać fanatycznymi młodzikami z Macier Jugend (najpierw Janninger- lat 20, potem Misiewicz- lat 25, teraz Kurtyka-lat 25)- bez wiedzy i doświadczenia, za to ambitnych i fanatycznych. To nie przypadek, że prezydentem jest niewolnik Duda, podpisujący ustawy PiS bez czytania, to nie przypadek, że rząd reprezentuje niewolnica Szydło poniżana już przy obsadzaniu rządu i ogłoszenia jej nominacji, to nie przypadek, że telewizją władać będzie niewolnik Kurski, a Ministerstwem Sprawiedliwości, wielokrotnie przeczołgany przez prezesa, umoczony w śmierć Blidy i nieudaną prowokację na Lepperze, szeryf Gwóźdź- Zero. To nie przypadek, że moherowi zdrajcy Polski zszargali pamięć ludzi, którzy z narażaniem życia wywalczyli dla Polski wolne wybory, a w konsekwencji- niepodległość, jak Wałęsa, Mazowiecki, Kuroń, Geremek, Bartoszewski, Czuma, Komorowski.

            Dziś banda niewolników, fanatyków, zbrodniarzy i ludzi bez honoru próbuje postawić Polskę w sytuacji, gdy naszym jedynym- w dodatku wątpliwym sojusznikiem mają być słabe i małe Węgry sukcesywnie robiące sobie wrogów w całej Unii Europejskiej. Coraz bardziej jestem przekonany, że Kaczyński jest dywersantem pracującym na rzecz Moskwy. Pokażcie mi choć jeden krok PiS wzmacniający pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Bo ja widzę jedynie kroki mające na celu sterroryzowanie własnych obywateli: Przejęcie prokuratury, próba przejęcia sądownictwa, przejęcie mediów publicznych, macierewiczowska wersja reformy armii, czyli odejście od nowoczesnego sprzętu na rzecz licznych oddziałów „obrony terytorialnej”.

 

 

19:40, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
Tagi