RSS
piątek, 20 stycznia 2017

            Tym razem bez zbędnego wprowadzenia. Chciałbym się wreszcie dowiedzieć, jaka religia jest tą najpopularniejszą w Polsce. Chodzi mi o tą głoszoną tam, gdzie Jasna Góra, Licheń, Łagiewniki, Imperium Rydzyka. O co w tym wszystkim chodzi? Świątynie między Bugiem a Odrą, Bałtykiem i Karpatami zamieniono na polityczne chlewnie, z których największą stała się Jasna Góra. Nie, nie od razu, proces ten trwał od co najmniej dziesięciu lat, lecz w tym roku, to powstało tam coś na kształt hotelu na godziny, który wynajmują naprzemiennie ludzie Rydzyka, Kaczyńskiego oraz naziole spod znaku kiboli księdza Wąsowicza (Jarosława nomen- omen). Z ambon całego kraju w zależności od dokładnego umiejscowienia bólu dupy kaznodziei (każdorazowo indywidualnego) można usłyszeć podżeganie nie tylko przeciw antagonistom politycznym danego kapłana tej niezidentyfikowanej religii, ale i przeciw feministkom, homoseksualistom, uchodźcom, Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, judaistom, muzułmanom, ateistom i co tam akurat jeszcze prywatnie swędzi wielebnego. Jako ateisty, w ogóle nie interesowałoby mnie, jaka religia jest tam wyznawana, gdyby nie to, że z jej świątyń napieprzają do mnie z kilku co najmniej powodów, które nie powinny ich w ogóle obchodzić. Napieprzają z powodu braku zachwytu partią Kaczyńskiego, z powodu dość liberalnych poglądów gospodarczych, z powodu wspierania WOŚP, czy z powodu moich „związków niesakramentalnych”. Jeżeli do listy mych przewinień dodam, że bardzo lubię kobiety niezależne, geje mi nie przeszkadzają (odpada konkurencja), do pań les też nie mam pretensji, gdyż pociągają mnie jedynie te kobiety, które ja pociągam (jeżeli widzę że to nie ma miejsca, to nic na siłę- jakoś do tej pory bez przymusu dawałem radę), to sami rozumiecie, że lista świątyń w których mógłbym dostać po ryju, gdybym tylko powiedział co myślę, robi się stanowczo zbyt długa, żebym nie wykazał zainteresowania kwestią zasadniczą: JAKIE TO JEST WYZNANIE?!

            Ja i moje problemy z postępowaniem nadwiślańskich plemion deklarujących przynależność do TEGO KOŚCIOŁA to jeszcze nic w porównaniu z tym, co muszą znosić ludzie będący bliżej całego zamieszania. Bo przyznacie, że choć taki jak ja, mieszkający w Irlandii „nie- wyborca PiS” może w pewnych kręgach mieć kłopot, to nie tak poważny, jak człowiek o ciemnej, śródziemnomorskiej karnacji skóry, która może podpadać pod „ciapatą”, bądź „żydowską”. No weź tu idź na „Żyletę” obejrzeć przegrany mecz Legia- Borussia. Nawet obecność kapelana kibiców niewiele by tu zmieniła! Ale co tam „Żyleta”! Wyobraźmy sobie, że na Jasną Górę podczas pielgrzymki kiboli wchodzi taki Tomasz Jacyków, dajmy na to z Michałem Szpakiem. Niewielką różnice robi ich rzeczywista orientacja seksualna, która zupełnie mnie (nawiasem mówiąc) nie interesuje. Wystarczy podejrzany wygląd, który nie tak dawno temu był powodem samobójczej śmierci zaszczutego nastolatka, Dominika Szymańskiego. Podobnie jak jakiemuś żulowi w autobusie wystarczyła zasłyszana rozmowa po niemiecku, by pobić polskiego profesora.

            To jednak nadal nie wszystko. Właśnie jesteśmy świadkami zmasowanego hejtu na pani Katarzynie, która padła ofiarą przemocy seksualnej ks. Romana B.! Oczywiście znowu w nim przodują wyznawcy tej niezidentyfikowanej bliżej wiary, jaka zagnieździła się na Jasnej Górze, czy w Toruniu.

            Ataki na WOŚP, to osobny rozdział. Choć byli odważni, którzy się od napastników odcięli. Taka Caritas Polska wyraźnie zakomunikowała, że każdy kto pomaga bliźnim jest godny szacunku, WOŚP również, nie jest konkurencją, a jednym z pomagających. I w tym wypadku widzę kierowanie się naukami Jezusa. Problemem jest jednak to, że nie w każdej świątyni podzielają te nauki, więc jakiej wiary są te świątynie?! Pomijam już wypowiedź Krystyna P. z mema, bo akurat to stworzenie za lewackie i antykatolickie uznaje wszystko, co się mu między uszami nie mieści, na przykład używanie formy „wziąć”, bądź powstrzymanie się od żarcia na sali plenarnej Sejmu.


            I tu dochodzę do tej części felietonu, której się najbardziej obawiam. Mój blog ma różnych czytelników, których nie chciałbym obrazić. A zaglądają tu zarówno ci, co głosowali na PO, jak i Nowoczesną, czy partie lewicowe. Z pewnością zaglądają tu feministki, nic mi nie wiadomo na temat orientacji seksualnych, za to doskonale wiem, że większość czytelników chętnie wspiera WOŚP i o tym głośno mówi. Wiem też jednak, że bardzo duża grupa spośród wymienionych osób uważa się za katolików. Wytłumaczcie to mnie, ateiście, jak koniowi na między, jak Wy sobie z tematem dzisiejszego felietonu radzicie? Poproszę o bardzo konkretny przykład. O miejsce, które większość Polaków wskaże bez wahania, jako najświętsze miejsce Polski. O Częstochowę. Przecież tam jest taki gnój polityczny, jakiego próżno szukać nawet w Toruniu, bo Rydzyk promuje jedynie siebie, natomiast o. Paulini za kasę wynajmą na godziny klasztor każdej politycznej świni. To miejsce przekształciło się w połączenie burdelu partyjnego z chlewem. Czy nadal jeździcie tam na pielgrzymki? Płacicie kasę? Czy walczycie w jakikolwiek sposób o przywrócenie sakralnego charakteru Jasnej Góry zmienionej na narodowo- socjalistyczny Hyde- Park? Dlaczego pytam?! Bo ja mam prosty sposób myślenia! Gdy się nie dogadywałem z rodzicami, opuściłem dom rodzinny, gdy w żaden sposób nie mogłem zaakceptować postępowania jednej, czy drugiej kobiety, dziękowałem za taki związek, jeżeli byłem przeciwny kibolskim wojnom z powodu kibicowania jednej, bądź drugiej drużynie, przestałem chadzać na mecze, chyba że są w Irlandii, wtedy kupuję bilet na irlandzką trybunę, by się wśród Rodaków nie okazało, że zbyt mało nienawidzę jakiś klub i nie drę ryja w szlagierze o zabraniu nad rzeczkę i topieniu. Nie zapisałem się w życiu do żadnej partii politycznej, bo żadna z nich mnie na tyle nie przekonała, bym im płacił kasę i dawał im swoją twarz, choć oczywiście korzystam z prawa wyborczego regularnie. I mój tok rozumowania wyklucza wizytę na Jasnej Górze wyborcy mającego w poważaniu demokrację, poszanowanie mniejszości (politycznych, narodowych, seksualnych, wyznaniowych, światopoglądowych), feministki, uczestników WOŚP, czy Przystanku Woodstock. Podobnie nie rozumiem, dlaczego kobiety biorące udział w czarnym proteście (tak jak i mężczyźni, choć była to akcja dotycząca praw kobiet) nadal uczęszczają do świątyń, a ich manifestacje nawet nie zbliżyły się do siedziby Episkopatu. Bo w Świecie jest tak, że gdy myśliwy strzela do zwierzyny z ambony, ta po pierwszym wystrzale się rozbiega, a w żadnym wypadku nie podchodzi bliżej w innym celu, niż atak, a już tym bardziej nie zbiera kasy na konserwację stanowisk strzeleckich.


           I jeszcze coś na zakończenie: Zauważyłem, że dziwna religia, o której piszę, przestała respektować Dekalog, a za zastępczą wykładnię przyjęła tzw. 5 przykazań kościelnych- i to w nowej wersji. Bo nikt mi nie wmówi, że sekta, która oparła się na pomówieniach o najgorsze zbrodnie, przestrzega jednocześnie przykazania „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”, nikt mi nie wmówi, że tolerowanie pedofilii i molestowania seksualnego wśród duchownych jest zbieżne z przykazaniem „Nie cudzołóż”, nikt mi nie wmówi, że wyłudzenia państwowych funduszy, chociażby za pomocą żartobliwie zwanego „zwrotu mienia kościelnego” jest zbieżne z przykazaniem „Nie kradnij”, a traktowanie dowolnego duchownego jak nieomylnego świętego, jest zbieżne z przykazaniem „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” zwłaszcza, jeśli wewnątrz tej religii przedkłada się 5 przykazań kościelnych ustanowionych niedawno przez grupę duchownych ponad prastary Dekalog, który ponoć jest podstawą PRZYMIERZA Z BOGIEM. O pożądaniu żony i rzeczy należących do bliźnich oczywiście nie wspomniałem? To się poprawiam! W tej dziwnej wierze regularne zapieprzanie do „czercza”, rzucanie na tacę i wystawienie paszczy po „Ciało Chrystusa” wyczerpuje obowiązki wyznawcy. WTF?!

 

 

11:40, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (21) »
piątek, 13 stycznia 2017

            Już tylko godziny dzielą nas od rozpoczęcia największej kulturalnej imprezy Polski, Europy, Świata i Kosmosu, czyli 25 finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tysiące koncertów, spektakli teatralnych, seansów filmowych, pokazów, wystaw i innych wydarzeń uświetni wielką zbiórkę charytatywną dla oddziałów pediatrycznych i leczenia osób starszych. WOŚP jest znana również z najwspanialszej we Wszechświecie transmisji z akcji charytatywnej. Oczywiście o gustach nie ma dyskusji, więc ta opinia (nie tylko moja, lecz jednak subiektywna) nie musi być wiążąca, jednakże zwróćcie uwagę, że podobne transmisje w krajach wysoko rozwiniętych sprowadzają się do odczytywania listów gratulacyjnych i dziękczynnych przez odstawionych jak na galę Oscara gości, co sprawia, że człowiek uzbrojony w pilota, chętnie po niego sięga, by zmienić kanał. Jakże inaczej ogląda się dynamiczną, pełną emocji i entuzjazmu, transmisję z WOŚP. Tym razem, po raz pierwszy w historii, nadana ona zostanie przez TVN i pozwolicie, że daruję sobie ocenę decyzji TVP o braku podjęcia współpracy, bo zdaje się, że sam Jacek Kurski próbuje dość nieporadnie to odkręcać zapewniając, że TVP przedstawi informację o zbiórce i jej efektach. Orkiestra gra dalej, choć rządy się zmieniają. Ze swej strony wspieram z całych sił tę akcję, dokonałem już wpłaty na miarę swoich możliwości i chciałbym gorąco podziękować wszystkim darczyńcom. Gramy do końca Świata i jeden dzień dłużej!

            Szczególne podziękowania kieruję dla WOŚP i CARITAS POLSKA za oświadczenie o wspólnym celu obu organizacji i by zgodnie ze swoimi możliwościami rozpropagować wiedzę o tym wydarzeniu, zachęcam do zapoznania się z treścią tej informacji:

 

Każdy, kto działa na rzecz bliźniego jest godny szacunku. Caritas Polska nie podejmuje żadnych działań przeciwko Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, nie konkuruje z nią ani nie szuka porównań. Ilość problemów społecznych i osób potrzebujących zainteresowania i wsparcia w Polsce jest ogromna. Jest tu miejsce dla każdego, kto angażuje się w pomoc dla bliźniego. Apelujemy o szacunek, wsparcie i przestrzeń do działania dla wszystkich ludzi i organizacji dobrej woli oraz o zaprzestanie podziałów i konfrontacji.

Prosząc o szacunek i pokój, postanowiliśmy przekazać na aukcję XXV Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy lampę oliwną w kształcie gołębia pokoju, wykonaną przez chrześcijan z Bliskiego Wschodu.

Wyjaśniając kontrowersje dotyczące sobotniej zbiórki na rzecz ofiar wojny syryjskiej, informujemy: Caritas Polska nie odcina się od Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, wyjaśnia jedynie, że Caritas Polowa jest autonomiczną, niezależną od Caritas Polska organizacją, związaną misyjnie z Wojskiem Polskim. Caritas ta brała m.in. udział w misjach w Iraku, Kosowie, Afganistanie, Libanie i w Kongo. Aktualnie została poproszona o udział w wydarzeniach realizowanych przez Wojsko Polskie, co związane jest z jej misją statutową. Jesteśmy przekonani, że wydarzenia 14 stycznia do współorganizacji których zaproszono Caritas Polową Wojska Polskiego nie wpłyną na atmosferę i powodzenie XXV finału WOŚP, który odbędzie się 15 stycznia.

            Na zakończenie informacja o jednej z najbardziej nietypowych licytacji WOŚP. Karolina Kępczyk, na co dzień dyrektor Europejskiego Centrum Bajki im. Koziołka Matołka, a przy pracach nad finałem WOŚP, działająca charytatywnie szefowa sztabu z Pacanowa zwróciła się do wojewody świętokrzyskiego Agaty Wojtyszek o wsparcie Orkiestry jakimś symbolicznym gadżetem do licytacji. W odpowiedzi dostała pismo o treści: „W imieniu wojewody świętokrzyskiego Agaty Wojtyszek informuję, że prośba o przekazanie przedmiotów na licytację podczas 25 finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy została odrzucona”, podpisane przez Bartosza Cmocha, dyrektora biura wojewody. Pani Karolina Kępczyk wpadła więc na pomysł szczególny: Podczas 25 finału WOŚP w Pacanowie ZLICYTOWANE ZOSTANIE PISMO Z ODMOWĄ WSPARCIA ORKIESTRY przez panią wojewodę, która nie miała nawet takiej odrobiny klasy, by udzielić odpowiedzi osobiście, tylko wyznaczyła w tym celu podległego sobie urzędnika. Ponieważ pani Agata Wojtyszek z wykształcenia jest pedagogiem, pragnę poinformować uczniów tej nieszczęśnicy, że współczuję im tej pomyłki wynikającej z nadania uprawnień pedagogicznych komuś, kto powinien w sortowni buraków pracować. DROGA MŁODZIEŻY, pamiętaj o tym, że jeżeli komuś odmawiasz pomocy, masz do tego pełne prawo i właśnie dlatego rób to osobiście. To straszna siara, wyznaczać do tej czynności kogoś, kto będzie świecić oczami za wasze decyzje. I zawsze ROZWAŻ, CZY WOLISZ, BY CIĘ ZAPAMIĘTANO Z PRZEKAZANIA LAMPY OLIWNEJ POMAGAJĄCYM, CZY Z ODMOWY POMOCY TCHÓRZLIWIE PRZEKAZANEJ USTAMI PODWŁADNYCH.

 

 

P.S.

            Masowa pomoc to tylko jeden z fenomenów WOŚP, Caritas, Polska Akcja Humanitarna, Mimo Wszystko, Akogo? i wielu innych fundacji charytatywnych. Drugim z fenomenów jest wzajemna promocja pomocy bliźnim i kultury. Artyści promują fundacje, a dzięki fundacjom rozsławiani są artyści, czy stacje telewizyjne i radiowe, darczyńcy zaś dostają w prezencie porcję sztuki. Kolejnym fenomenem organizacji non profit jest AKTYWIZACJA SPOŁECZEŃSTWA. Przypominające walkę z wiatrakami udowadnianie, że w ludziach tkwią duże pokłady wrażliwości i wystarczy je uaktywnić, by zrobić coś pięknego.

            Właśnie o tym opowiada amatorski film fabularny p.t. "Próba generalna". Scenariusz był pisany "na kolanie", na realizację całego projektu był zaledwie miesiąc, gdyż na tyle był wypożyczony sprzęt. Tylko 30 dni na znalezienie chętnych do bezpłatnej gry aktorskiej ze świadomością skonfrontowania efektów z oceną współmieszkańców. A wszyscy wiemy jaka bywa ocena społeczna w małych miejscowościach. Młodzi ludzie boją się podjęcia jakiejkolwiek aktywności, właśnie ze względu na świadomość oceny oraz niską wiarę we własne możliwości. W takich właśnie miejscowościach mrówczą pracę wykonują ideowcy, którzy pracując za półdarmo próbują w młodzieży odkryć pasję. O tym właśnie jest ten film. O PASJI, O MAŁYM MIASTECZKU, O JEGO MIESZKAŃCACH, O POKONYWANIU OGRANICZEŃ. Obejrzyjcie go, proszę, a jeśli się Wam spodoba, polećcie go innym. Ja wiem, że jest nieco naiwny, że posiada mankamenty, zwłaszcza warsztatowe (pamiętajcie, jak powstawał). Wiem też coś jeszcze: To dzięki takim naiwnym twórcom, którzy dzielą się swoją pasją mimo braku profesjonalizmu, wyrastają ludzie zainteresowani czymś więcej, niż wygodą własnej dupy.

 

19:20, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (10) »
piątek, 06 stycznia 2017

            Nie zdarza mi się to często, właściwie nie przypominam sobie, by coś takiego już się kiedyś wydarzyło, ale tym razem tak jest i w ogóle nie mam wyrzutów sumienia. Nie czuję się z tego powodu ani źle, ani głupio. Do rzeczy: Nie odczuwam współczucia dla ofiary morderstwa. Nie posiadam empatii dla kogoś, kto w ramach swojej zabawy w sylwestrową noc wszedł coś zjeść do lokalu gastronomicznego i zamiast być wdzięcznym, że istnieją ludzie, którzy w takich momentach ciężko pracują dbając o to, by nie był głodny, zaczął ich poniżać, a na zakończenie ich okradł. Być może ktoś z czytelników tego bloga to potrafi, lecz ja w żadnym wypadku. Nie potrafię tak wejść w sposób myślenia ofiary, by znaleźć najmniejszą choćby okoliczność łagodzącą.

            Zupełnie inaczej jest w wypadku mordercy z tego konkretnego przypadku nocy sylwestrowej w Ełku. Doskonale namacalnie czuję gniew i poczucie bezsilności, jakie on musiał czuć, gdy pomimo ciężkiej pracy dla zapewnienia jak największego komfortu klientom, znajdują się tacy, którzy nie dość, że nie mają szacunku dla tego wysiłku, ale też zachowują się tak, jakby z powodu swojego pochodzenia nie był człowiekiem, ani nawet zwierzęciem, bo sposób w jaki obsługa lokalu była traktowana przez feralną grupę klientów nie mieścił się w żadnych kategoriach. I rodzi się we mnie wściekłość, gdy wyobrażę sobie taką rozpanoszoną gówniażerię, na którą ciężko znaleźć jakiś sposób. Bo o ile wezwanie policji mogłoby uspokoić sytuację na ten wieczór, to następnym razem mogłoby być dużo gorzej- z powodu tych samych młodych bandytów (i nie mam tu na myśli mordercy, a ofiarę i jej towarzyszy).

            Nie, nie usprawiedliwiam morderstwa. W tym zajściu nie było nic, co mógłbym zakwalifikować jako obronę konieczną. Cały poprzedni akapit dotyczący mojej empatii dla mordercy opisuje okoliczności łagodzące, a nie usprawiedliwiające morderstwo. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby obywatele sami wymierzali „sprawiedliwość”, która jak wiemy jest jak dupa i każdy z nas ma swoją, co bardzo ładnie pokazał w „Samych swoich” Sylwester Chęciński, wkładając w usta babki Pawlakowej, wręczającej granat jadącemu do sądu Pawlakowi, słowa: „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”.

            Pierwszego stycznia śledząc informacje o zamieszkach w Ełku, pomyślałem o bardzo smutnej sprawie: W latach trzydziestych i czterdziestych ubiegłego stulecia byliśmy świadkami eksplozji nazizmu, nie ustrzegło się go chyba żadne europejskie państwo, jednak naziści z tamtych czasów zakładali mundury i walczyli z bronią w ręku z uzbrojonym przeciwnikiem. Współcześni naziści- od Polski, przez Rosję, po Stany Zjednoczone, to tchórzliwe gnojki prowokujące nierzadko międzynarodowe kryzysy w nadziei, że obroni ich armia. Problem tkwi w tym, że gdy współcześnie wybucha konflikt zbrojny, żadna armia nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa cywilom.

            Po wydarzeniach w Ełku, nazistowskie portale oprócz eksplozji nienawiści do obcych, zapełniły się też wyrazami współczucia dla matki ofiary. I w tym kontekście zastanawiam się, jak nasze społeczeństwo rozumie odpowiedzialność rodziców za wychowanie dzieci. Zasztyletowany Daniel Rudnicki mimo zaledwie 21 lat był bowiem doskonale znany policji. Miał na swym koncie prawomocne wyroki za rozboje i groźby. Rozboje, czyli pobicia ludzi w celu zagrabienia wartościowych rzeczy (w tym pieniędzy). Jeśli współczuję matce, to przede wszystkim współczuję porażki wychowawczej, bo nie sądzę by jej intencją było wychowanie syna na bandytę. Tym niemniej, jego zachowanie jest konsekwencją błędów wychowawczych. To nie czas na oskarżenia, gdyż jest to niejako musztarda po obiedzie, ale warto się przy tej tragicznej okazji zastanowić, jak rozumiemy pojęcie odpowiedzialności rodziców za wychowanie dzieci. Na czym ma ona polegać? Na wrzuceniu kartofelków do koryta, jak świni jakiejś?

            A swoją drogą, to wydarzenia w Ełku są dla mnie idealnym przykładem na to, jak naziści i ksenofobowie nawet podczas sylwestrowej zabawy potrafią z ciężko pracujących przyjaciół, karmiących ich ciepłym jedzeniem, zrobić śmiertelnych wrogów.

 

 

P.S.

            Nie cierpię słów "a nie mówiłem", lecz zamiast felietonu w wigilię Bożego Narodzenia zamieściłem jasełka swojego autorstwa. Wydarzenia w Ełku miały miejsce tydzień później. Dziś za to katolicy obchodzą święto "Trzech Króli", czyli jak by to ujęli naziści, "Trzech CIAPATYCH".

 

20:14, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
Tagi