RSS
piątek, 28 lutego 2014

           Toksyczny człowiek to ktoś, kto uprzykrza ci życie, pozbawia cię poczucia własnej wartości, nie wspiera cię, nie zachęca do rozwoju, nie życzy ci dobrze, nie cieszy się z twoich sukcesów. Toksyczni ludzie gaszą wszelki entuzjazm, a widzą w tobie tylko wady. Są pełni zazdrości, zawiści i cierpią, gdy patrzą na twoje sukcesy. Toksyczną osobą może być każdy. Bez znaczenia jest wiek, wykształcenie, religia, czy dziedzictwo kulturowe.

           Powyższy cytat pochodzi ze stron www.gazetastudenta.pl z artykułu p.t. „Strzeż się toksycznych”, który powstał z kolei na podstawie Lillian Glass p.t. „Toksyczni ludzie”. Artykuł ten wpadł mi w momencie, gdy biłem się z myślami, czy komentować reakcję prezesa Jarosława Kaczyńskiego na powodzenie wspólnej misji Radosława Sikorskiego z ministrami spraw zagranicznych Francji i Niemiec w Kijowie. Odłożyłem to w czasie, choć byłem na niego wściekły: Na Majdanie było już ponad 70 ofiar śmiertelnych, przemoc eskalowała, spirala nienawiści została nakręcona, demonstranci mogli użyć kilku, czy kilkunastu sztuk broni naprzeciw pełnego arsenału BERKUT-u. Tłum był oszalały z wściekłości, bo widział zastrzelonych ludzi, także tych, niosących innym pomoc, chciał zemsty, a stał naprzeciw uzbrojonego po zęby przeciwnika, równie wściekłego, gdyż i po jego stronie były ofiary śmiertelne. Cały Zachód gratulował powodzenia misji polsko- niemiecko- francuskiej dyplomacji. Z małym wyjątkiem: Powiedzcie mi, jak to jest, że z powstrzymanej w ostatniej chwili eksplozji rozlewu krwi niezadowoleni byli jedynie Władimir Putin i Jarosław Kaczyński, prasa prokremlowska i prasa propisowska oraz Kreml i PiS?! Putin odebrał to, jak klęskę polityczną, natomiast Kaczyński...??? Kaczyński jest po prostu człowiekiem toksycznym, szukającym wszędzie, tylko nie w sobie, negatywów. Skąd więc takie poparcie w społeczeństwie? A mało mamy toksycznych mamuś i tatusiów? Mało takichże babć i dziadziusiów? Mało naśladujących ich dzieci i wnusiów?!


           Nie pamiętam już, który to z polskich satyryków specjalizujących się w monologach kpił z tego mniej- więcej tak: Polak wygra w totolotka i od razu się zaczyna- A co ja teraz zrobię?! Jeszcze mnie okradną! A skąd ja teraz tyle reklamówek na te pieniądze wezmę?!

           Konia z rzędem temu, kto choć raz nie słyszał jednego z poniższych tekstów:

Skromnością, to ty nie grzeszysz, nie chwal się!

Po co ci te studia?!

Tylko grasz i grasz w tą piłkę!

Ciągle słuchasz tej głupiej muzyczki!

Co znowu za głupie książki czytasz?!

Nie poradzisz sobie!

Einsteinem nie będziesz!

Jaggerem nie będziesz!

Jaki jest sens nart?! Wjechać na górę, żeby zjechać?!

Nie zrobisz, nie dasz rady, nie nadajesz się!


           Nie warto się uczyć, nie warto mieć zainteresowań, nie warto się nawet myć i dobrze ubierać! Zwiedzać zabytków, chodzić po górach, malować, pisać, śpiewać. Nachlać się warto i narzekać warto!


          Skończysz studia, wyjaśnią ci, że dzięki tatusiowi, wygrasz na olimpiadzie, zaraz ktoś stwierdzi, że dzięki kasie, zdobędziesz Oscara, okaże się, że przez znajomości. Wygrasz bitwę z przeważającymi siłami wroga, okaże się, że to dzięki Maryi, pogodzie, szczęśliwej liczbie! Właściwie jedyne z czego można być bez obaw dumnym, to z naszych przodków, choć właściwie nie wiadomo dlaczego, bo akurat żadna nasza zasługa, ani nasza wina w tym, co robili nasi protoplaści.

20:53, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 24 lutego 2014

            Dziś mała podróż w czasie. Na wyraźne życzenie jednej z czytelniczek, cofnę się we wspomnieniach do chwil, gdy mieszkałem w grupie kilku apartamentów zamieszkałych przez liczne grono niezwykle imprezowych Polaków. Wszystko po to, by spróbować ukazać zachowania młodych mężczyzn korzystających z usług prostytutek.

            Działo się tuż po wejściu Polski do UE- w samym szczycie boomu gospodarczego w osławionej Irlandii. Jest to kraj, gdzie obowiązuje prawny zakaz prostytucji, więc grupka młodych, silnie uzależnionych od marihuany i alkoholu Polaków postanowiła zarobić na tym, co sprzeczne z prawem. Handlowali haszem i sprowadzili dwie panienki z Polski, by pracowały na nich ciałem. Pomysłodawcami i szefami zarazem było dwóch doświadczonych dilerów narkotyków (Irlandczyk i Polak). Do pomocy wzięli dwóch wiecznie ujaranych dwudziestopięciolatków, którzy robili za szoferów, ochroniarzy i inkasentów, czyli alfonsów. Zwłaszcza jednego było mi szkoda, świeżo upieczonego, naprawdę sympatycznego i inteligentnego informatyka po Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, który dla kariery alfonsa porzucił nudne zajęcie informatyka w jednej z sieci supermarketów. Spokojną i stabilną pracę zamienił na działalność przestępczą, gdyż dzięki niej mógł się zbakać o każdej porze dnia i nocy, a w ramach świadczeń dodatkowych otrzymywał dymanko gratis (raz na jakiś czas). Do całego interesu znacząco dołożył się pewien pomysłowy Polak, który za swój pomysł kilka lat wcześniej dostał prawomocny wyrok sądowy. Sędzia nie docenił jego idei zorganizowania sesji zdjęciowej filmów porno. Wraz z kolegami udawali, że zajmują się produkcją niskobudżetowych pozycji z tego gatunku, realizowali z „aktorkami” swoje najdziksze fantazje seksualne, by po zakończeniu „zdjęć” wyjawić skuszonym wizją „kariery” naiwnym koleżankom, że tylko żartowali i chcieli, żeby wszystkim było miło. Na ich nieszczęście znalazła się taka, co pokonała wstyd i doniosła na policję, więc sprawa się rypła. W każdym razie jeden z pomysłodawców tego „holiłuda” , jako że miał w tym dużą wprawę, znalazł dwie chętne dziewczynki i dostarczył je na Zieloną Wyspę, by rozsławiły intymną urodę i umiejętności polskich kobiet.


            Pojawienie się dwóch panienek lekkich obyczajów wprowadziło pewną nerwowość. Część chłopców miała swoje dziewczyny, niektórzy założyli nawet rodziny, a tu pojawiły się dwa obiekty zdolne spełnić każdą ich zachciankę. Pozostałe Polki krew zaczęła zalewać, bo liczący na tani podryw (czytaj, stawiający piwo, gorzałkę, hasz i papierosy) frajerzy, nagle przestali się tak bezkrytycznie przymilać, gdyż wystarczyło zapłacić ustaloną taryfę za seks i wynosiło ich to niewiele drożej, a efekt był natychmiastowy. Tak im się przynajmniej zdawało w chwilach euforii finansowej.

            Któregoś dnia towarzystwo zrobiło sobie domową imprezę, na której znaleźli się mieszkańcy i mieszkanki apartamentów, jedna z panienek i kilku jej klientów oraz szefowie i alfonsi. Ta jedna przyszła, bo miała obiecaną zwykłą imprezę, na której będzie się bawić jak normalna dziewczyna, bez robienia dobrze zbetonionym „ogierom” kiedy i jak sobie tego życzą. Tak się jednak składa, że ”rycerskość” Polaków jest bardzo chwiejna w obliczu nadmiaru alkoholu, narkotyków i puszczalskiej dziewczyny. Jeden z mieszkańców poczuł silne pragnienie demonstracji swej seksualnej potęgi i zaczął nalegać na płatny seks. Dziewczyna nie chciała, miała przecież na ten wieczór zapomnieć o swym marnym sposobie na życie, ale przehandlowali ją (klient z szefem alfonsów), jak krowę podstawianą za kasę buhajowi. Nikt się za nią nie wstawił. Nie dziwię się, bo mogło to grozić mordobiciem- szefowie byli mili dla tych, co płacą, lecz niezwykle mocno się bulwersowali, gdy ktoś im stawał na drodze do szybkiego zysku. Dodam, że szczęśliwy nabywca towaru uważał się za znawcę sex- biznesu, wręcz szczycił się regularnym korzystaniem z usług prostytutek oraz znajomością licznych burdeli w różnych miastach Polski i Europy. Tym razem jednak jego „wiedza i doświadczenie” stanęły naprzeciwko sfoszonej panienki zmuszonej do seksu za pieniądze. Za materac im nie robiłem, ale szansa na mile spędzony czas wydawała się marna w tak pięknych okolicznościach przyrody. Na domiar złego, alfons się pospieszył z ogłoszeniem końca bzykanka, „znawca” się zbulwersował, wykłócał, aż uległ przed przeważającymi siłami wroga i odpuścił, by nie dostać po mordzie. Impreza się popsuła na skutek zawiesistej atmosfery, co jednak później nie przeszkodziło towarzystwu wspominać tego wiekopomnego wydarzenia przy każdej okazji. Mieszkańcy wspominali, jak jeszcze jedną sprośną historyjkę (jeżeli się tyle ćpa i pije, to taka anegdota musi wystarczyć za miłość i seks), mieszkanki wspominały oburzone faktem płatnego seksu (choć im też nic nie brakowało, lecz to temat na osobną historię), „znawca” wspominał zdarzenie oburzony słabą jakością obsługi i skróceniem czasu, a całe seks- pogotowie wspominało to wszystko oburzone, że koleś dostał ciała w dzień wolny i jeszcze się stawia. Każdy przy byle okazji na inny sposób to wspominał, dzięki czemu mogę dziś o tym opowiedzieć.


           Biznes nie miał szans powodzenia. „Rycerscy” panowie tracą rycerskość, gdy im brakuje na flachę. Co innego się pokazać i sypnąć kasą tuż po wypłacie, a co innego, robić to częściej. Szlachta próbowała wyżebrać zniżki, lecz posłani do stu diabłów, zrezygnowali z usług. Irlandczycy zaś nigdy się nie zainteresowali ofertą. Szefostwo zajęło się narkotykami, zostawiając alfonsów z panienkami na lodzie, natomiast ja przy pierwszej okazji ewakuowałem się z tej lokalizacji, bo aż takich wrażeń nie potrzebowałem.

            Na zakończenie, nie bez satysfakcji, pokuszę się o osobisty przytyk kierowany do czytelniczki twierdzącej, że (cytuję- pisownia oryginalna): Nie mam nic przeciwko prostytutką...przciez nie byłoby ich gdyby nikt nie cchiał korzystać z ich usług. Tutułem tworzysz jakiś tragizm i nie wiem jakie masz intencje”. Szanowna 7q7: Być może panowie korzystający z usług prostytutek oprócz wielu zachowań patologicznych przejawiają również hipokryzję. Nawet jestem o tym przekonany, bo każdy z nich ma na swój użytek jakieś mniej lub bardziej kłamliwe wytłumaczenie. Prawdziwą jednak hipokryzją jest mówienie „nie mam nic przeciw prostytutkom”, bo jest to przez młode dziewczęta odbierane jako zachęta, by usługiwały seksualnie takim chłopcom. Ale nie tylko takim. Ta historyjka w dzisiejszych czasach nadaje się na poranek do kina. W praktyce, oprócz chorób przenoszonych drogą płciową i przez bliski kontakt z klientem (choroby weneryczne, AIDS, ale i gruźlica, żółtaczka zakaźna, itp.), prostytutki narażone są na napaści, sadystyczne fanaberie klientów, wojny gangów, uzależnienia (narkotyki i alkohol stają się ucieczką od podłego życia ladacznicy). Narażenie na incydenty opisane tu przeze mnie, wpychanie ich w ramiona moich dzisiejszych bohaterów, to naprawdę najmilsze aspekty tego zawodu. O wiele częściej panienki muszą usługiwać podstarzałym, niekoniecznie pierwszej świeżości i jasności umysłu indywiduom. A to nie koniec zagrożeń, to ledwie początek, pisałem o tym w notce „Córeczko! Zostań dziwką!”.

 


01:13, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (36) »
piątek, 21 lutego 2014

            Pewien inżynier, ekspert w swojej dziedzinie, stracił pracę. Nie zdobędzie tak łatwo nowej, bo został zwolniony dyscyplinarnie. Podczas realizacji dużego kontraktu wpadł w ciąg alkoholowy, robiąc przy tym duże szkody swojej firmie. Prawie każde stanowisko można było zdublować, jednak nie to, które on zajmował. Znam trochę szczegółów, bo wywalał go z roboty mój brat, który przy tej okazji zwrócił się do mnie tymi słowami: „Nie chcę się tego człowieka pozbywać na amen- to świetny fachowiec, nie ma takich wielu na rynku. Z drugiej strony, jego robota jest odpowiedzialna i nie można mu przydzielić dublera, więc ryzyko jest duże. Facet obiecał, że pójdzie się leczyć. Kiedy mogę go przyjąć z powrotem, by nie wystawiać firmy na ryzyko powtórzenia tej samej akcji, czyli ciągu w trakcie kontraktu”. Innymi słowy, mój brat chciał się dowiedzieć, po czym poznać, że facet nie wróci do picia.

            Cóż..., wróżka ze mnie żadna. Na dzień dzisiejszy nie znamy odpowiedzi na tak postawione pytanie. Przede wszystkim to nie upływ czasu determinuje zwiększenie szans trzeźwiejącego alkoholika na sukces. Czynnikiem za to odpowiadającym jest przestrzeganie zaleceń dla trzeźwiejących alkoholików. Domyślam się, że czytelników ciekawi, co odpowiedziałem....

            Odrzuciłem myśl o tym, by poradzić dwuletni okres kwarantanny. Teoretycznie, jest to czas, po którym trzeźwiejący alkoholik dochodzi do stabilności emocjonalnej. Problem w tym, że nie będzie tyle czasu. Facet jest pod presją, ma finansowe zobowiązania. Jeżeli zajmie się trzeźwieniem, zacznie też aktywnie szukać pracy i ją w końcu znajdzie- jest dobrym fachowcem z dużym doświadczeniem, więc w końcu kogoś do siebie przekona. Może nie liderów rynku, ale kogoś znajdzie za mniejsze pieniądze. Powiedziałem więc o jednym roku, ale i tu brat mnie zgasił twierdząc, że to za późno. Stanęło więc na pół roku. Jak już powyżej napisałem, nie czas jest tu jednak najważniejszy. Powiedziałem bratu, że po terapii zamkniętej (około 8- 9 tygodni w warunkach hospitalizacji) człowiek ten powinien zrobić plan trzeźwienia. Jeżeli zatem chce w jakikolwiek sposób uwiarygodnić postępy w walce z nałogiem, powinien zaprowadzić dziennik, w którym przedstawi raport z realizacji planu trzeźwienia. Mój brat będzie mógł go porównać dostępnymi w internecie zaleceniami dla trzeźwiejących alkoholików. Jakiekolwiek łamanie zaleceń w tym okresie, będzie podważać skuteczność jego leczenia.

            Żadne słowa, żadne płomienne obietnice, żadne zapewnienia nie stanowią przesłanki do uznania alkoholika za osobę trzeźwiejącą. Takich obietnic złamał on już wiele, jedna mniej, jedna więcej- co za różnica?! Przejście terapii uzależnień również nic nie znaczy. Tak, jak ukończenie szkoły nie świadczy o przydatności zawodowej absolwenta. To realizacja zaleceń i wcielanie w życie wiedzy teoretycznej świadczy o szansach powodzenia. Jak to pisał hrabia Aleksander Fredro: „Gdzie bez czynu sama rada, biada radźcom, dziełu biada!”

            Dla chętnych: Standardowe zalecenia dla trzeźwiejących alkoholików- kliknij tu, by poczytać. Pamiętajmy, że istotne jest, co konkretnie robimy, by ich przestrzegać. Na przykład, błędem jest mówienie „po prostu nie używam produktów zawierających alkohol”. Zamiast tego należy sprawdzić, czy produkty zawierają alkohol i znaleźć dla nich bezalkoholowy zamiennik.

 

 

            To nie jest historyjka opowiedziana z braku innych tematów. Ma konkretny cel. Nie tylko pracodawcy, ale i rodziny borykają się z problemem uzależnienia osób, na których im zależy. Bliscy dla dobra alkoholika, ale też i dla własnego bezpieczeństwa, powinni wiedzieć, czy postępowanie osoby uzależnionej nosi znamiona trzeźwienia, czy też jest jego zaprzeczeniem. Trzeźwiejący alkoholik potrafi KONKRETNIE odpowiedzieć na pytanie „gdzie i kiedy masz miting”, „gdzie i kiedy masz spotkanie z terapeutą”, „co robisz, by przestrzegać programu HALT”, etc.. Można wybrać dowolne zalecenie i zapytać, jakie kroki alkoholik poczynił dla wywiązania się z jego realizacji. Oczywiście, nikt nie jest doskonały. Zdarza się, że coś nie jest dopilnowane. Jednak trzeźwiejący alkoholik ma respekt dla przeciwnika (w tym wypadku dla uzależnienia), więc żadnego niedociągnięcia nie zlekceważy. Zdarzyło się- trudno, lecz trzeba pracować nad tym, by się to nie zdarzało.

 

 

12:49, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (6) »
czwartek, 20 lutego 2014

            Oczy całej Europy skierowane są na Ukrainę. Media, wykorzystując najnowszą technikę, prowadzą relacje na żywo, zapraszają też ekspertów i polityków, by ci wyrazili swoją opinię. A ja nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś ważnego nam w tym wszystkim ucieka. W powodzi osądów, spekulacji i kalkulacji politycznych gubi się ludzka tragedia. Równolegle do wydarzeń na Majdanie i całej Ukrainie, trwają Igrzyska Olimpijskie w Soczi. Trwa też całodobowa transmisja z obu miejsc. Giną ludzie, giną w płomieniach, giną na mrozie, a my w ciepłych, bezpiecznych domach śledzimy rosnącą liczbę ofiar, niczym tabelę medalową z igrzysk.

 

 

            Siedzisz sobie w domu, gdy otrzymujesz wiadomość, że nie żyje bardzo ci bliska, młoda osoba. Nie wierzysz. Upewniasz się, gdzie tylko możesz. Odchodzisz od zmysłów, próbujesz dowiedzieć się, jak to się stało, jakby od tej wiedzy zależało twoje dalsze życie. Zastanawiasz się, czy można było tego uniknąć. Snujesz marzenia, że możesz cofnąć czas i dokonać małej zmiany- tylko takiej, żeby ta osoba żyła. Nie interesuje cię nic więcej, chcesz tylko tej drobnej korekty losu i nic więcej się nie liczy. Gdy dociera do ciebie rzeczywistość, łzy bezsilności spływają obficie po twojej twarzy. Uciekasz więc znowu w swój wymarzony świat: Zmieniłeś przeznaczenie i ta jedyna osoba nadal żyje.

 

 

            To się dzieje obok nas. Serce Europy, XXI wiek, tuż za granicą Polski. Każdego dnia poznaję nowych ludzi związanych z Ukrainą. Nie tylko Podkarpacie, Rzeszowszczyzna i Lubelszczyzna, ale Dolny Śląsk oraz Lubuskie, to miejsca, gdzie jest pełno ludzi pochodzących z Ukrainy, ludzi z małżeństw mieszanych (ukraińsko- polskich), bądź dzieci z takich małżeństw. Ukraina i Polska wzajemnie się przenikają! Tymczasem w telewizorze mądrzy się kolejny pan, który rozgrywa wirtualną strategię o nazwie „Zbuduj sobie Ukrainę”.

 

 

            Któregoś dnia dymy opadną, płomienie zostaną ugaszone, a ludzie zostaną sam na sam ze swoim życiem w zniszczonym kraju, który nie zdążył osiągnąć nawet poziomu życia Polski, gdy ogarnęła go kolejna fala zniszczenia. Pozostaną wzajemne oskarżenia, żal, a może nienawiść. Nie jestem pewien, czy znajdzie się ktoś, kogo stać będzie na refleksję podobną tej z niezapomnianego tekstu Jacka Rzehaka „51”, skoro już dziś traktujemy wydarzenia na Ukrainie, jak grę strategiczną. Tymczasem Polska jest tuż tuż i wcale się tak mocno od Ukrainy nie różni, jak to się nam wydaje.

 


12:08, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (18) »
wtorek, 18 lutego 2014

            Obejrzałem na portalu Onet galerię fotek pewnej „aktorki”. Na pierwszym zdjęciu widzimy zbliżenie na delikatną twarz i wielkie, smutne, zielone oczy. Widać jeszcze nagie ramiona. Nie to mną jednak wstrząsnęło, lecz podpis: „Natalia Starr jest pierwszą Polką, która podpisała kontrakt z jedną z największych wytwórni filmów porno Brazzers. Zobacz jak spędza wolne chwile między zdjęciami nasza rodaczka!” Z opisów pod zdjęciami możemy zaś prześledzić „karierę” od zwycięstwa w Miss Polonia Manhattan w 2012 przez przystąpienie do agencji modelek erotycznych L.A. Direct Models, sesje zdjęciowe dla stron erotycznych, a także „sukcesy” (znaczy się, rozkładówki) w Hustler i Penthouse. W tekście zaznaczają, że jej siostra, która również jest aktorką pornograficzną, także odniosła „sukces” i trafiła na rozkładówkę tego drugiego. No i jako kulminacyjny punkt „kariery”, kontrakt z kombinatem produkcyjnym pornusów.

 

 

            Wiecie, co o tym myślę?! Ja naprawdę nie jestem przesadnie purytański, a może nawet nie ma we mnie grama purytanina. Nie zbulwersowałbym się, gdyby Onet otworzył kanał pornograficzny, zupełnie by mnie to nie ruszyło. Jeden mniej, jeden więcej serwis z pornolami- wielkie mi halo! Nie zbulwersowałbym się, gdyby zdjęcia tej aktoreczki znalazły się na stronach Onet Facet, gdzie znajduje się wiele treści erotycznych dla pryszczatych onanistów oraz panów kryzysie wieku dowolnego. Jednak Onet tego nie zrobił. Portal ów zamieścił galerię opatrzoną takim, a nie innym komentarzem w serwisie Onet Kobieta. Nie zamieścił tego w celu rozrywkowym, bo to nie roznegliżowane, naoliwione, umięśnione męskie ciała, na które pewnie wiele pań chętnie by popatrzyło. To instrukcja: „Chcesz zostać dziwką? Zrób karierę w pornobiznesie! Ty możesz już być nieco spóźniona, ale twoja córka pewnie też to przeczyta! Taki sukces na wyciągnięcie ręki..., wróć! Na porządny rozkrok nóg!” Instrukcja, punkt po punkcie, jak zostać wziętą prostytutką, której się wydaję, że jest aktorką.

 

 

            Nie uważam prostytutek za osoby doszczętnie zepsute, choć dawno już minął czas, że to sytuacja życiowa je zmusiła do oddawania się obcym ludziom za kasę (dziś, to wynik mieszanki zwykłego konsumpcjonizmu i niedojrzałości). Wielokrotnie powtarzałem, że prędzej zaufam dziwce, niż sędziemu, prokuratorowi, adwokatowi. Oni są zepsuci, a te dziewczyny są po prostu nieszczęśliwe, bo głupie, bo niedojrzałe emocjonalnie i przez to popadające w patologię. Dopiero ona je zepsuje, ale na to potrzeba czasu. Ponieważ najpopularniejszy polski portal kusi karierą gwiazdy porno, ja przedstawię te strony owej sławy, które Onet dyskretnie przemilczał.

            Wiecie, jak najłatwiej sprawdzić, czy jakaś czynność jest zgodna z naszym sumieniem, czy też nie? Wystarczy się zastanowić, jak byśmy zareagowali, gdyby ktoś opowiedział o tym na spotkaniu rodzinnym naszym rodzicom, ale też i naszym dzieciom, na przykład dorastającej córce. Bo gdyby ktoś opowiadał o tym, że widział mnie podczas seksu z moją kobietą i ujawnił kilka szczegółów, to bym się popukał w łeb, wzruszył ramionami i zapytał „a ty się chwalisz, czy żalisz, bo nie bardzo rozumiem, czy mam cię podziwiać, czy żałować- chyba nie sądzisz, że się zarumienię ze wstydu”. Natomiast już tak swobodnie nie przyjąłbym puszczenia rodzinie pornola ze mną w roli głównej. Jak sądzicie, czy aktoreczka ze zdjęć zaprowadzi kiedyś swą córeczkę na casting pornograficzny???

 

 

            Spróbuję jeszcze naświetlić młodym dziewczętom, jak będą odbierane przez rówieśników, gdy zdecydują się na rolę prostytutki. Chłopcy w twarz nie powiedzą im złego słowa, bo sama myśl o ewentualnym fik- fik z bezpruderyjną koleżanką z klasy rozpala ich do czerwoności. Cichaczem będą o nich marzyć, bo oczywiście na co dzień chcieliby mieć „porządną dziewczynę”- taką tylko dla nich. Wiem, bo sam byłem niedojrzałym chłopcem, podobnie jak byli nimi Tusk, Kaczyński, Wojtyła, czy Obama. Gdy więc rówieśnicy się dowiedzą, będą szukać okazji do sam na sam, by niezobowiązująco bzyknąć taką koleżankę. Ewentualną odmowę przyjmą bardzo osobiście, takie „jak to, wszystkim dajesz a mnie nie dasz?!” Być może tylko odejdą urażeni, ale wielu z nich będzie się mścić, być może nawet pojawi się u nich agresja słowna, czy fizyczna. To oczywiście oni za to odpowiadają, lecz ja nie zajmuję się oceną, tylko przedstawieniem prawdopodobnych wersji wydarzeń. Mieliśmy głośny przykład, gdy nieżyjący już przewodniczący Samoobrony zapytał publicznie z głupim uśmiechem „hłe, hłe, hłe, jak można zgwałcić prostytutkę, hłe, hłe, hłe...?” (Sprawa dotyczyła zgwałconej panienki lekkich obyczajów). Niestety, ale im mężczyzna głupszy lub mocniej osadzony w stereotypach tzw. „konserwatywnej społeczności”, tym chętniej uważa, że taka aktorka porno lub choćby dziewczyna znana w okolicy z gościnności w kroku, ma obowiązek dawać wszystkim, kiedy chcą i ile chcą. To przekonanie pogłębia się po alkoholu, kiedy nawet miły nastolatek staje się cuchnącym bełkotem, a co dopiero mówić o jakimś podstarzałym dziadydze. No i jest jeszcze sprawa bezinteresownej mściwości małych społeczności. Wyobrażacie sobie piekło, w jakie rówieśnicy i sąsiedzi potrafią zmienić życie dziecka, którego matka była prostytutką lub aktorką porno?! Ja potrafię to sobie zwizualizować bez najmniejszych problemów.

 

 

            Dziś w mojej notce jest sporo muzyki z ważnymi tekstami. Zachęcam do ich przemyślenia. Celowo zamieściłem Cohena w polskiej wersji Zembatego i Portera, pozostałe utwory również są warte poświęcenia im odrobiny czasu- mogą powiedzieć więcej, niż ten felietonik. Naprawdę, każdy potrzebuje miłości i szacunku, także własnego do swojej osoby. Na zakończenie jednak link do inspiracji dzisiejszej notki- wspomnianej galerii zdjęć Onetu- kliknij tu, by pooglądać.

 

Ja tu tylko gram (Nie wszystko jest na sprzedaż).


 

 

11:41, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (37) »
sobota, 15 lutego 2014

WIADOMOŚCI DNIA.

 

1. Zbigniew Bródka pokonał faworyzowanych Holendrów, Amerykanów oraz Rosjan i zdobył historyczny, pierwszy złoty medal dla polskich panczenistów.

 

2. Kamil Stoch po fantastycznej walce pokonał niesamowitego, czterdziestodwuletniego  Japończyka Noriaki Kasai i po raz drugi na tej olimpiadzie sięgnął po złoto.

 

3. Większość Polaków kibicowała swoim sportowcom. Premier Donald Tusk kibicował Stochowi wraz z ojcem Kamila oraz mieszkańcami Zębu w rodzinnej miejscowości sportowca.

 

4. Byli też tacy, co w taki dzień zorganizowali kongres i pogadali ciepło...

do siebie samych. Przy okazji..., wie ktoś o czym mówił prezes Jarosław Kaczyński?

 


...I dlaczego nie mogę powstrzymać uśmiechu???

 


23:11, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (10) »
piątek, 14 lutego 2014

            Dzień świętego Walentego rok w rok owocuje licznymi nawiązaniami do miłości. To chyba dobrze, bo możemy sobie uzmysłowić, jak silne i pożądane jest to uczucie. Dobrze by było, by oprócz wiary, jaką wlewa w nasze serca śledzenie historii miłosnych, znalazło się miejsce na refleksję nad istotą miłości. Tak często słowo „miłość” jest usprawiedliwieniem przeróżnych podłości, że aż mnie to przeraża. Nawet prawo, które z założenia powinno wykazywać się bezstronnością i mądrością, przewiduje taryfę ulgową dla zbrodni w afekcie, a przecież zbrodnia jest zaprzeczeniem miłości. Gdybyśmy się zastanowili, prawdopodobnie większość z nas znalazłaby w swoim życiu moment, gdy usprawiedliwialiśmy kradzież z miłości, prostytucję z miłości, bójkę, czy nawet morderstwo z miłości. Dzieje się tak dlatego, że bardzo łatwo jest ulec manipulacji emocjonalnej i mało kto jest na nią całkowicie odporny. Najłatwiej i najbezpieczniej (bo to nie nasze życie, lecz życie bohaterów utworów) jest dostrzec to w sztuce: filmie, literaturze, czy choćby w piosenkach.

 

Za smutnymi (*) oczami.

 

Nikt nie wie, jak to jest:

Być tym złym,

być ponurym człowiekiem

za smutnymi oczami.

 

Nikt nie wie, jak to jest:

Być nienawidzonym,

być przeznaczonym (**)

do mówienia samych kłamstw.

 

Jednak moje marzenia

nie są tak puste,

jak wydaje się być me sumienie.

 

Spędzam całe godziny w samotności,

moją miłością jest zemsta,

od której się nigdy nie da uwolnić.

 

Nikt nie wie, jak to jest:

Czuć to wszystko,

jak czuję to ja...

    1. obwiniam o to ciebie!

 

Nikt nie kąsa tak mocno

w swym gniewie.

Żaden mój ból, żadna niedola,

Nie może być ukazana spoza tego obrazu.

 

Jednak moje marzenia

nie są tak puste,

jak wydaje się być moja dusza.

 

Spędzam całe godziny w samotności,

moją miłością jest zemsta,

od której się nigdy nie da uwolnić.

 

Gdy moja pięść się zaciska, rozłup ją na oścież,

zanim jej użyję i stracę swą „fajność”.

Gdy się uśmiecham, przekaż mi kilka złych wieści,

nim się zaśmieję i zachowam jak głupiec.

 

I gdy zażyję coś złego,

włóż mi do gardła swój palec (***)

Gdy będę drżeć, daj mi, proszę, koc.

Ogrzej mnie, pozwól założyć Twój płaszcz.

 

Nikt nie wie, jak to jest:

Być tym złym,

być ponurym człowiekiem

za smutnymi oczami.

 

Pete Townshend (The Who).

 

 

(*) Można oczywiście tłumaczyć wprost (niebieskie oczy), ja skorzystałem z dwuznaczności słowa „blue”, które oznacza również smutek.

(**) Chodzi o fatalne przeznaczenie, takie samo, jak w tragedii antycznej- zły los zapisany w przepowiedni, którego nie sposób zmienić.

(***) „Włóż mi do gardła palec” (by wywołać odruch wymiotny i pozbyć się trucizny).

 

            Wybrałem ten utwór, bo jest w nim wszystko na temat. Manipulacja emocjonalna, nierzadko przybierająca formę szantażu emocjonalnego, składa się z wywołania współczucia i poczucia współodpowiedzialności u bliskich za swój prywatny los i przerzucenia na drugą osobę ciężaru swoich błędów. Jest więc przedstawienie siebie, jako nieszczęśliwej ofiary fatalnego przeznaczenia, którego rzekomo nie można odmienić (choć wystarczy po prostu nie popełniać tych samych błędów), jest ukazanie bólu społecznego odrzucenia i samotności, by zaraz za tym rzucić całą serię swoich oczekiwań: „Ogrzej mnie, gdy będzie mi zimno, nawet kosztem siebie (daj mi swój płaszcz), nie daj mi się cieszyć, gdy jest to nie na miejscu, a nawet rozbrajaj mnie, gdy wpadnę w szał. No i wisienka na torcie, szantaż emocjonalny: Grozi mi samobójstwo, uratuj mnie w razie czego”. Chwyta za serce, prawda? Taki niby silny, zły i groźny, ale ukazuje swoje słabości i prosi o pomoc. Co najważniejsze, jest w tym dużo prawdy. Osoba uzależniona od jakiejkolwiek patologii (niezależnie od tego, czy to jest zażywanie alkoholu, narkotyków, patologiczne kradzieże, czy zachowania psychopatyczne, mieszczące się gdzieś między przemocą fizyczną, psychiczną, a seksualną) jest rzeczywiście mimo swej pozornej siły, osobą życiowo nieporadną, wykluczoną społecznie. Mało tego, nierzadkie są u takich osób myśli samobójcze. To jest autentyczne: samotność, brak wiary w poprawę losu, poczucie beznadziei. Współczucie i empatia są jak najbardziej na miejscu. Zwłaszcza u osoby bliskiej, która często ma poczucie winy (czasem uzasadnione, n.p. u rodziców, którzy zawalili ważne sprawy wychowawcze). Jest jednak jeden haczyk.

            Cokolwiek się nie działo w przeszłości, jakkolwiek ciężka by była sytuacja obecna, receptą na wyjście z patologii jest unikanie prowadzących do niej zachowań. Jesteś w ciężkiej sytuacji życiowej? Wiem, widzę, rozumiem to, naprawdę! Nie poprawisz swojego życia pijąc. Nie poprawisz ćpając. Nie poprawisz prostytuując się. Nie poprawisz go też dokonując rozbojów, czy kradzieży, choć może ci się tak wydawać. Wcześniej, czy później, doczekasz się konsekwencji (prawnych lub ludzkich- w końcu oprócz organów ścigania, można trafić na silniejszego lub sprytniejszego). Nie jesteś jednak bezradny/ bezradna. Najpierw jednak odpowiedz sobie na kilka pytań:

- Dlaczego ktoś inny ma ci otwierać złożoną do uderzenia pięść? Po prostu nie zaciskaj jej!

- Dlaczego ktoś ma cię ogrzać swoim płaszczem? Po prostu pamiętaj, by wziąć swój!

- Dlaczego ktoś ma powodować twój odruch wymiotny po zażyciu trucizny. Po prostu nie truj się!

            Istnieje takie pojęcie, jak „twarda miłość”. Nie chodzi tu bynajmniej o przemoc, czy inną formę znęcania się nad drugą osobą. Nie chodzi o spartański trening. Nie chodzi o surowe wychowanie. Chodzi o obronę swoich granic i o to, by odpowiedzialność za czyny spoczywała na osobie ich dokonującej. Za przemoc zawsze odpowiada jej sprawca. Nie bezosobowy stres, czy choroba, lecz sprawca. Nie za słona zupa, nie bieda, nie niegrzeczne dziecko, które zdenerwowało tatusia lub też mamusię. To samo z kradzieżą, prostytucją, zdradą.

            Czy to oznacza, że osoba kochająca powinna zostawić osobę pozostającą w patologii bez pomocy? Oczywiście, że nie, tylko pamiętajmy, co jest pomocą, a co nie. Nie kryjemy złodzieja, mordercy, pedofila, nie dajemy alkoholikowi wina, nie kupujemy narkotyku osobie uzależnionej. Nie usuwamy kłopotów w jakie ta osoba wpakowała się swoim postępowaniem. Nawet zapewnienie jedzenia i dachu nad głową nie jest dobrym rozwiązaniem. To wszystko należy do sprawcy czynów patologicznych. Dojrzała miłość polega również na tym, by nie dać się krzywdzić, by nie przejmować odpowiedzialności za błędy kochanej osoby. My możemy pokazać drogę. Na ogół jest to odpowiednia terapia. Terapia uzależnień, terapia przemocy. Jeżeli chcemy pomóc, musimy pamiętać, że terapia nie jest żadną krzywdą. Zwłaszcza terapia zamknięta. Osoby biorące w niej udział otrzymują zarówno dach nad głową, jak i regularne posiłki. I spokój, który jest niezbędny dla przemyślenia swojego życia, dla zastanowienia się, co nam pomaga, co szkodzi, co jest w życiu ważne, a co jest tylko dodatkiem. Drzwi kochającego Domu są zawsze otwarte, ale po odbyciu terapii. Nikomu nie pomożemy idąc z nim na dno. Możemy wspólnie tonąć, ale musimy zdawać sobie sprawę, że nie ma to w sobie nic ze szlachetności. Im prędzej zrozumieją to kochankowie, małżonkowie, rodzice, czy choćby przyjaciele, tym lepiej dla każdego.

            Wracając do istoty manipulacji emocjonalnej: Mieliście kiedyś okazję obserwować pary alkoholików? Ich związki charakteryzują się niezrozumiałymi sytuacjami. Wzajemnie wybaczają sobie przemoc, gwałty, zdrady, kradzieże i oszustwa. Płynnie przechodzą od agresji do wycofania, czy wręcz uległości. Łatwo ulec mylnemu wrażeniu, że ich miłość jest tak wielka, że wszystko wybacza i wszystko przetrwa (któż nie zna Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian- kliknij tu, jeżeli chcesz go sobie przypomnieć). Mylnemu, bo to „szlachetne przebaczenie” może się okazać zwykłym strachem przed samotnością i odrzuceniem. Dla alkoholika najistotniejszą sprawą w kontaktach międzyludzkich jest akceptacja jego picia i jego osoby (przy czym istotniejsze wydaje się być to pierwsze). Stąd wybaczenie spraw, których trzeźwy człowiek nie jest skłonny wybaczyć. Chciałbym wierzyć, że wynika to z miłości, jednak jeżeli miłość prowadzi do dobra, to niczym dobrym nie jest akceptacja patologii. Wybaczenie, owszem, ale najpierw wyjście z patologii. Wybaczenie nie musi też prowadzić do wspólnego życia. Czasami bywa tak, że lepiej żyć osobno, ale to już inny temat.

            Na zakończenie słówko o tym straszeniu samobójstwem i prośbie o ewentualny ratunek. Oczywiście nie mam bladego pojęcia, co miał na myśli autor tekstu, gdy go pisał, ale mógłbym postawić małą fortunę na to, że nie myślał o tym, by mu zabronić truć się na raty alkoholem lub narkotykami. To jest charakterystyczne, że nikt nie pragnie, by mu zabronić pić, palić marihuanę, czy ćpać jakieś inne świństwa, za to prosi o ratunek, gdy na skutek używania stanie mu się coś złego. Nie wynika to z jakiegoś cynizmu, wyrachowania, czy tchórzostwa, lecz z natury uzależnienia. Prośba o pomoc jest jak najbardziej na miejscu- od tego jesteśmy ludźmi, by sobie pomagać. Natomiast zupełnie nie na miejscu jest powtarzanie zachowań stanowiących przyczynę problemów. Jeżeli się sparzymy- prosimy o opatrunek, czasem o przeszczep skóry, lecz nie pchamy się drugi raz we wrzątek. Tego odruchu nie posiada jednak osoba uzależniona. Ważne: Zło tkwi w powrocie do przedmiotu uzależnienia, a nie prośbie o pomoc- pamiętajmy o tym. Pomoc przysługuje każdemu!

 

            P.S.

                  Dziś przypada trzydziesta trzecia rocznica walentynkowej tragedii w dyskotece „Stardust”. Zachęcam do lektury mojego przypomnienia o tamtych wydarzeniach- kliknij tu, jeżeli masz ochotę dowiedzieć się więcej.

 

16:41, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (6) »
Tagi