RSS
poniedziałek, 31 marca 2014

            Gazeta Polska doniosła, że gdyby nie śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dzisiaj Świat nie stałby na progu wojny, a Władimir Putin nie mógłby tak bardzo rozwinąć imperialnej polityki. Nie wiem, jak to z tym było, ale wiem, jak było z Klonem Dżedaj. On używał Mocy, używał potęgi umysłu. I gdyby żył, to nikomu by nie pozwolił rozwinąć imperialnej polityki, nawet tej małpie w czerwonym. Byłaby na jego krótkiej liście. Irasiad by się denerwował, bo potężnym Dżedaj Klon był. I takiemu Putinowi to on by siłą umysłu wszystko zlikwidował. I papierosy by mu zlikwidował..., i wódkę by mu zlikwidował..., i narkotyki by mu zlikwidował..., i armię by mu zlikwidował..., i GAZPROM by mu zlikwidował. Zupełnie jak jeden Dżedaj, co Lublinem na Białoruś jeździł i tam drogi ładne były..., ale CO SIĘ STAŁO SIĘ pod Jeżewem?! I listy by pisał! Słałby do różnych osób. Do pana Anana Kofana, do Tolka Banana..., bo potężnym on Dżedaj był. Sami się przekonajcie:

            Dawno temu, w odległej Galaktyce Wolski przyszło na Świat dziecię jasne i czyste, a domyślając się, że jest sześćset sześćdziesiątą szóstą reinkarnacją mistrza Yody, domyślało się dalej. Nagle rzekło głosem tak prawym, że aż sprawiedliwym:

            -O, motyla noga! Jestem Dżedaj! Lepiej się sklonuję!

            -Lepiej nie- odpowiedziało Licho, było już jednak za późno.

            -Spieprzaj dziadu- rzekł Klon Dżedaj, a Licho wiedziało już, że zlekceważyło moc nielichą. I zaświeciło Słońce, bo ktoś zajumał Księżyc i nadchodzić poczęły czasy ostateczne, ktoś nawet dzwonił w tej sprawie do Nieba. I zapanowała wielka niepewność, bo rzeczy poczęły ginąć bez powodu i nie wiedziały dzieci, gdzie ich szukać, choć ich ojcowie złożyli je tutaj wczoraj wieczorem i był absmak, układ i kondominium.


            Dziwili się ludzie, dlaczego tylu Wolaków chce powierzyć losy Galaktyki w ręce Żółtozębego, który maszyn cyfrowych obsługiwać nie umie, pojazdów planetarnych, ni międzyplanetarnych pilotować nie potrafi, języków galaktycznych nie zna, usługi bankowe zagadkę dla niego stanowią niezgłębioną, a jego motoryka najbliższa jest lutownicy, ale takiej pistoletowej- nie kolbowej. Najgorszy był ten kryzys demograficzny niechęcią do kobiet z wzajemnością spowodowany. 

Ach, ach, ach- synuś- sami tu kliknijcie i posłuchajcie!

            Ale to on był Wybranym, on był Dżedaj, a Moc była w nim wielka. Tak wielka, że kapustę na polach kisił i lud swój nią częstował, mlekiem zsiadłym następnie go pojąc, a Klon Dżedaj posłusznie wykonanie zadania meldował.

            Potężnym on Dżedaj był.

            Potężnym on Dżedaj jest.

            Potężnym on Dżedaj będzie.


            Tymczasem media donoszą, że Jarosław Kaczyński w Jeleniej Górze stwierdził, że tam niewiele się zmieniło od lat 60-tych, kiedy był tam ostatnio. „Zajmiemy się tym, kiedy dojdziemy do władzy”- rzekł był mając na myśli (trudne słowo!) rewitalizację tych terenów. Potężny to Dżedaj- nie było go tam pół wieku (toż przez ten czas zapomnieć można, gdzie Jelenia Góra leży), lecz i tak użyje Mocy. Już użył, by zwalczyć kryzys demograficzny. Nie używa do tego, jak biedni, kupujący w Biedronce mężczyźni siusiaka- o NIE! On używa umysłu- i tak od 65 lat bez mała umysłem bzyka wszystko, co się rusza i na drzewo nie ucieka! Ledwie przyjechał, a koty poczęły marcować, kret kryje kreta a a baran owcę pokrywa. Ruszyła wiosna! I wszelkie ptactwo na niebie śpiewa pieśń radości, niosąc się na potęgę, bo Moc w nim jest wielka. A teraz, ludu pracujący, śpij spokojnie, bo Dżedaj nie śpi, Moc wszystko przenika. Już piejo kury piejo, już mleko się zsiadło, już Słowianki wiedzą, jak użyć mowy ciała....

 

            Napisane jest bowiem:

Nad rzeczką, opodal krzaczka,

mieszkała kaczka- dziwaczka,

lecz zamiast trzymać się rzeczki,

robiła piesze wycieczki.

Jan Brzechwa.

 


11:30, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
sobota, 29 marca 2014

            W dniach 28-29 marca w Warszawie odbywa się pierwsza polska edycja Dni Ateizmu. Data nie jest przypadkowa, 30 marca przypada 325 rocznica stracenia patrona polskich ateistów, Kazimierza Łyszczyńskiego. Kulminacyjnym momentem obchodów będzie inscenizacja tej egzekucji.

            Kazimierz Łyszczyński był polskim szlachcicem, filozofem i żołnierzem, pełnił także funkcję podsędka brześciańskiego. Został zadenuncjowany przez sąsiada, małego łajdaka, ówczesnego stolnika bracławskiego, Jana Kazimierza Brzoskę, który nie chcąc zwrócić Kazimierzowi Łyszczyńskiemu dużej sumy pieniędzy, postanowił zgładzić swego wierzyciela, wykradł nieukończony egzemplarz traktatu „O nieistnieniu Boga” autorstwa Łyszczyńskiego i dostarczył go biskupowi, który nadał bieg sprawie- na tej podstawie odbył się proces zakończony wyrokiem skazującym na ścięcie i konfiskatę majątku za ateizm.

            Znana z karczemnego języka posłanka Krystyna Pawłowicz, postanowiła na tę okoliczność wykazać się swym zaślepieniem i raczyła nazwać na łamach „Frondy” obchody Dni Ateizmu „bluźnierczą manifestacją”, a samych ateistów wysyła za miasto, do Rosji lub na Białoruś. Nikt nie wie dlaczego tam, bo zarówno Rosja, jak i Białoruś to kraje, gdzie chrześcijaństwo wyznaje ponad połowa obywateli, a w samej Polsce religijność mieszkańców wsi jest dużo większa, niż mieszkańców miast. Posłanka Pawłowicz w ataku szału ukazała swą prawdziwą twarz, pokazując swą pogardę zarówno dla wiary w Rosji i na Białorusi, jak i na polskiej wsi. Polakom mieszkającym poza miastem pozostawię odpowiedź dla słodkiej Krychy na temat wyznawanych tam wartości. Rosjanie i Białorusini pewnie w ogóle o wściekłej Kryśce nie usłyszą, więc głowy im nie będę zawracać, nie mam nawet takich możliwości. Natomiast od siebie odpowiem tak:

            Sprośna Kryśko! Posłanko Krystyno Pawłowicz! Mieszkam na wsi, wyniosłem się tam z miasta, bo tak lubię, wyniosłem się nawet z Polski, bo jestem wolnym człowiekiem i tak postanowiłem. Zostałem ateistą, bo znane mi religie kupy się nie trzymają i za bardziej spójne uważam już wierzenia pogańskie. To również był mój wybór. Skąd u posłanki to poczucie mocy? Czy pani naprawdę uważa, że w swoich wyborach życiowych biorę pod uwagę pani wściekłe ujadanie? Buziaczki i papatki pani Krystyno..., Jasiu..., powiedz pani, co pani może mi zrobić!


            Osobną sprawą jest wyznanie posłanki Pawłowicz. Na pewno nie jest to wiara Jezusa Chrystusa, który był mieszkającym na prowincji Żydem narodzonym jako poddany króla Judei, podobnie jak matka jego, Maryja (Maria z Nazaretu, Miriam) z pokolenia Judy (tak przynajmniej mówi Biblia Tysiąclecia). Jezus Chrystus nie głosił prześladowań mniejszości religijnych, gdyż sam należał do mniejszości, nie wyganiał mniejszości z miasta, ani z kraju. Takie postępowanie było właściwe ludziom, którzy Chrystusa skazali na śmierć i stracili. Takie postępowanie (prześladowanie za światopogląd) było właściwe także ludziom, którzy skazali na śmierć i stracili Łyszczyńskiego. Zwróćmy uwagę na podobieństwa w oskarżeniu, procesie i straceniu Jezusa z Nazaretu i Kazimierza Łyszczyńskiego. W obu przypadkach, zginęli oni za przekonania. Zarówno na jednego, jak i drugiego, doniosła chciwa kanalia, pragnąca się wzbogacić. Tak w przypadku Chrystusa, jak i Łyszczyńskiego, nie doszłoby do egzekucji, gdyby nie naciski chciwych, tchórzliwych, bojących się o własne wpływy kapłanów, którzy swą żądzę mordowania tych, których się bali, realizowali za pomocą świeckiego wymiaru sprawiedliwości. A Chrystus nikogo nie zabijał, nikogo nie wyganiał, za wyjątkiem wygnania kupców ze świątyni. Nie z kraju, nie z miasta, a ze świątyni. Tymczasem kapłani katoliccy kupczą na terenie świątyń dewocjonaliami, upolitycznioną prasą indoktrynacyjną, turystyką religijną oraz innymi usługami religijnymi. Cały czas otwarte pozostaje pytanie, jaka to jest religia, bo z pewnością nie jest to religia Jezusa Chrystusa! Jego religia nigdy w dziejach Polski nie była religią wiodącą. Być może wyznawali ją jacyś prości ludzie, starający się żyć zgodnie z Dekalogiem, którym udawało się to raz lepiej, a raz gorzej. Religia, która pod nazwą chrześcijaństwa trafiła do Polski wraz z jej biskupami, nie miała z nauką Chrystusa nic wspólnego, bo oparta była na przemocy i pogardzie wobec ludzi nie podzielających entuzjazmu wobec takiego porządku.

 


Tagi: religia wiara
15:40, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 17 marca 2014

            Klub "Orient Express" w Jeleniej Górze trochę przypomina metaforę Polski. Ulokowany w gmachu dworca kolejowego, nie może się zdecydować, co ze sobą zrobić. Mogłaby to być klimatyczna knajpka utrzymana w estetyce industrialnej, lecz jakoś nikt do końca nie pociągnął tego pomysłu i naturalnych warunków obiektu (budynek, fragmenty torowiska, to świetny punkt wyjścia, by stworzyć coś oryginalnego), więc jest lokal ni to klimatyczny- ni to nowoczesny, zatem nijaki. To samo dotyczy jego użytkowania. Mógłby to być niezły klub muzyczny, jednak z powodów komercyjnych, często jest wynajmowany na wesela. Poniekąd to rozumiem, bo prowadzący go ludzie nie nakarmią się ideą. Rozumiem też, że gruntowny remont i aranżacja wnętrza też za darmo się nie zrobi, choć naprawdę szkoda mi, że mogło by być gustownie i klimatycznie, a jest kiczowato. Może z czasem to się zmieni. Nie o tym jednak chciałem pisać. W piątek, 14.03 odbył się tam koncert, gromadzący na scenie dwie legendy jeleniogórskiego punk- rocka (Fort BS- rok założenia 1983 i Leniwiec- rok założenia 1994), a gwiazdą była pochodząca z Płocka grupa Farben Lehre (rok założenia 1986). Ta ostatnia kapela jest chyba najbardziej rozpoznawalna w Polsce, choć miłośnikom gatunku z pewnością nie są obce pozostałe grupy, darzone zwłaszcza przez miejscowych ogromnym sentymentem. Tyle tytułem wstępu.

            Nawet ktoś dla kogo punk jest niewartym zainteresowania dziwactwem, orientuje się, że taka impreza wymaga minimum zabezpieczenia. Tymczasem, już kilka minut po wejściu miałem konflikt o rezerwację stolika, który przyszła rozwiązywać jakaś bezradna pani. Szczęśliwie udało się znaleźć kompromis, choć organizatorzy byli już u mnie pod kreską, gdyż wystawili za mało stolików w stosunku do ilości rezerwacji, co było przyczyną nieporozumienia. Najbardziej niepokoiło mnie jednak to, że nie widziałem żadnej budzącej respekt ochrony. Jak się miało wkrótce okazać, nie były to bezpodstawne obawy.


            Leniwiec pokazał kawał solidnego rzemiosła- udowodnili, że wiedzą, czego ludzie oczekują na takich koncertach. Nie jestem fanem grupy, ale byłbym obłudny, gdybym nie docenił ciekawego instrumentarium (oprócz gitar i garów, puzon i saksofon) oraz genialnego kontaktu z publicznością- mimo niewygodnej roli supportu, dostali owacje i prośby o bis. Pod sceną było niezłe pogo, a apetyty na dobrą zabawę zostały zaostrzone. Niestety, kumulowały się też czynniki ryzyka. Nagłośnienie było kiepskie, więc tylko wyczucie publiki i energia płynąca ze sceny mogła usatysfakcjonować 300 zgromadzonych osób. Ochrony jednak nie było widać wcale. Dość powiedzieć, że od pierwszych minut koncertu, bezczelnie ignorowano zakaz palenia, a nikt nie reagował. Wystarczyło wyprowadzić z pięciu łamiących normy i byłby spokój, lecz ochrona wolała się schować. Wzrastało więc poczucie bezkarności- w ruch poszły narkotyki- i to jakieś pobudzające gówno (speed lub ecstasy). Alkohol był dostępny w bufecie, lecz nadmiaru chętnych nie było, tymczasem otumanionych przybywało, co oznacza, że dilerka działała.


            Na scenę wyszedł, chyba najbardziej oczekiwany, Fort BS, który w Jeleniej Górze i okolicach jest owiany legendą, to dookoła tej grupy zgromadziła się punkowa załoga miasta. Bo i granie tej grupy było totalną kontestacją, a ostre, proste i naiwne teksty były w połowie lat osiemdziesiątych odbierane, jak punkowy manifest, co dało grupie status lokalnej legendy. Tymczasem Fort zaskoczył groźnym eksperymentem- bez ostrzeżenia zmienił styl grania. Zamiast punkowych riffów, płynęły z głośników na przemian dość ciekawe, psychodeliczne brzmienia oraz coś, czemu najbliżej było do country. Nie tego oczekiwała publiczność, coraz głośniej okazująca niezadowolenie. Dobitnie domagała się punkowego grania, lecz na szczęście nie zamieniło się to na zadymę, niektórzy ze zgromadzonych po prostu odeszli spod sceny. Na nieszczęście, część z nich zajęła się używkami. Ochrona nie reagowała, a gdy na scenę wszedł wyraźnie odurzony jeden z wielbicieli, podeszła do niego jakaś dziewczynka (chyba przedstawiciel organizatorów) licząc, że jak go pociągnie za koszulkę, to natrętny fan zejdzie ze sceny. Szczęśliwe, zespół wykazał się większą siłą perswazji, bo młoda pani by nie dała rady.


            Trzecia odsłona koncertu, to Farben Lehre. Solidne, trafione w publikę granie. Wrócili ci z fanów, którym nowa wersja Fortu BS nie przypadła do gustu, pod sceną było na prawdę w porządku. Nieco dalej jednak widać było wpływ środków pobudzających. Jakieś dwie naćpane panienki próbowały się bić, co włączyło do akcji ich koleżanki i kolegów. Rozdzielanie na wpół przytomnych idiotek trwało kilkanaście minut, poszła w ruch nawet jakaś butelka po piwie, a ochrony ni widu, ni słychu. Mimo, że uczestnicy zajścia nastawieni byli na uspokojenie zwaśnionych panienek, pobudzenie mężczyzn dawało powody do obaw. Choć na scenie trwało energetyczne granie, postanowiliśmy zawinąć się z koncertu na krótko przed jego zakończeniem, by nie kusić losu. Trochę żałowaliśmy, bo finał zawsze jest mocny. Opuściliśmy ponoć cover przebojowego "Wszyscy jedziemy na tym samym wózku" (Defekt Muzgó)- szkoda.

            Nie chcę tutaj zbyt mocno potępiać organizatorów, bo doceniam fakt zorganizowania takiej imprezy w będącej było- nie było na uboczu Jeleniej Górze, ale sprawy bezpieczeństwa trzeba tam zdecydowanie poprawić, bo kiedyś dojdzie do tragedii. Wystarczy zdecydowane usuwanie osób stwarzających zagrożenie i łamiących zasady, nawet takie, jak zakaz palenia. Na całym Świecie to zdaje egzamin. Ignorowanie tych zasad powoduje eskalację zachowań aspołecznych. No i jeszcze, gdyby temu klubowi nadać charakteru i popracować nad nagłośnieniem. Wiem, że to kosztuje, ale może się opłacić.

            Osobną uwagę mam do młodzieży. Naprawdę, przeraża mnie powszechność stosowania narkotyków. I to jakiegoś mocnego gówna- ani razu nie wyczułem marihuany. Nawet bufet z alkoholem nie był przesadnie oblegany, a osób wyraźnie odurzonych widziałem dużo za dużo, jak na 300 uczestników koncertu. Agresja (także ta spowodowana używkami) zupełnie nie współgra z przesłaniem tekstów grup "Leniwiec", czy "Farben Lehre", tam wyraźnie słychać motywy antyrasistowskie i pacyfistyczne. Co do grupy Fort BS, to przesłaniem może być życie muzyków- taka mała ciekawostka: Wokalista przez pewien czas pracował na Wyspach, wrócił i z tego co mi wiadomo, jeździ na taksówce, ma uczciwe zajęcie i muzyczne hobby, basista został aktorem Zdrojowego Teatru Animacji w Cieplicach, widziałem go w minioną sobotę w wystawianym z powodzeniem od lat "Dekameronie"- jest naprawdę solidny, gra przekonująco, świetnie sobie radzi w śpiewanych basem partiach wokalnych, ma naprawdę ciekawe życie. Na przeciwległym biegunie znajduje się wyrzucony z zespołu ex- perkusista, który skończył jako drobny pijaczyna, którego nie było już stać na Jelenią Górę, ponoć ktoś go przygarnął na jakiejś wsi i tam wegetuje. Można, naprawdę można oddawać się punkowemu szaleństwu, ale pamiętając o tym, co w życiu jest ważne. Jeżeli to jest odskocznia od życiowych problemów, hobby, dodaje to energii, natomiast jeśli stanie się to pretekstem do ucieczki w używki, prowadzi tylko w jednym kierunku i lepiej mi uwierzcie na słowo, nie warto się tam udawać.

 


14:00, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 marca 2014

            Jest takie powiedzenie: Gdy jedna osoba powie ci, że jesteś pijany, możesz potraktować jak żart. Jeżeli zrobi to druga, powinieneś się nad tym mocno zastanowić. Jeżeli mówi to dziesięć osób, czym prędzej idź spać.

            Jak się zachowuje Putin, każdy widzi- zupełnie jak pijany osiłek w knajpie, przekonany, że „broni swojego honoru”. Los takich osiłków jest zawsze ten sam: Zostaje odizolowany od cywilizowanych ludzi, a wcześniej, czy później wraca na swoje podwórko, bo tylko tam może robić, co mu się rzewnie podoba. Zanim to jednak nastąpi, będzie mieć wystawione rachunki z izby wytrzeźwień, sądu rejonowego, przestaną go wpuszczać do tego lokalu, w którym narozrabiał i do tych, które o awanturze słyszały, grupa nielicznych osób, które się z nim zadawały, zmniejszy się jeszcze bardziej. Zupełnie przy tym znaczenia nie ma, czy udało mu się kogoś pokonać w knajpianej bójce, bo to tylko w jego pijanym łbie istnieje głębokie przekonanie, że dzięki temu ludzie mają do niego szacunek i się z nim liczą. Zupełnie tak samo człowiek „liczy się” z kobrą: patykiem odsunie ją od swojego domostwa, zastosuje kilka patentów, by ją odstraszyć, ubić jej nie ubije, bo przecież trzeba oczyścić pola z gryzoni, a walka z kobrą w jej naturalnym środowisku może być zbyt kosztowna, ale też i nikt się nie będzie z nią patyczkować, gdy się zbliży do domostwa.

            Niejaka Ludmiła Lwowa, dziennikarka Radia (nomen- omen) Majak, próbowała w programie „Piaskiem po oczach” przekonywać, że dzięki Putinowi Świat się liczy z Rosją. Liczy się, liczy, jak z jadowitą gadziną, jak z pijanym awanturnikiem. Zabezpiecza się przed nią, izoluje od niej i stara się ją wykorzystać, lecz wyłączając ją z procesu decyzyjnego. Nie tylko Świat. Sami obywatele Rosji, choć głośno mówią o dumie i swoich racjach, nie wierzą w to, co mówią, bo przecież nikt mi nie wmówi, że nie wiedzą, kim są tajemniczy, nieoznakowani komandosi z Krymu. Nikt mi nie wmówi, że nie wiedzą, jak dostaną po dupie, skoro na Giełdzie Moskiewskiej są spadki, a sami Rosjanie uciekają od rubla w dolara. I może sobie Putin prężyć muskuły, może się odgrażać, że przestanie spłacać zachodnie banki, a wtedy dostanie jeszcze bardziej po dupie, gdyż nawet potężne instytucje finansowe zastopują inwestycje w Rosji, bo na razie, zareagowali zwykli obywatele, uciekając kapitałem jak najdalej od Rosji. Oczywiście można iść na całość i wzorem Korei Północnej zerwać całkowicie stosunki handlowe ze Światem, tylko chyba sobie na złość.


            Podejrzewam, że każdy słyszał kiedyś słowa: "Europa zacznie cienko piszczeć, jeżeli Putin zakręci kurki z gazem". No nie, to nie jest tak. Europę będzie to trochę kosztować. Będzie kupować nieco droższy gaz z innych źródeł. Nawet Polska może od biedy się utrzymać, przyjmując tankowce z gazem w swoich terminalach portowych, a co dopiero Niemcy, czy starsi członkowie UE, mający jeszcze bardziej zdywersyfikowane zaopatrzenie w surowce energetyczne! Putin może sobie zakręcać kurki z gazem, wtedy straci źródło dochodu. To jeszcze nic. Wtedy pozbawi źródła dochodu rosyjską mafię gazową i jego życie zawiśnie na włosku. Zachód nie będzie musiał palcem ruszyć. Szkoda tylko zwykłych obywateli, bo to oni najciężej odczują putinowskie prężenie muskułów.

            Tak właśnie zaczyna się izolacja. Czy tego Putin chce, czy nie, Europa już podwaja wysiłki, by zapewnić sobie alternatywne źródła surowców. Innymi słowy: Nie tyle „liczą się z Rosją”, co „zdali sobie sprawę, że na Rosję nie można liczyć”. I tu puszczam oczko w kierunku miłośników polityki zagranicznej niejakiej Anny Fotygi- właśnie tak samo z nią się „liczyli”, Rosja i Niemcy nawet nie musiały się specjalnie wysilać, by ją ominąć i prowadzić interesy bez niej. Teraz w to samo bagno, tylko na większą skalę, wprowadza Putin Rosję.


Spacer w ciszy.

Nie odchodź w milczeniu.

Dostrzeż niebezpieczeństwo- ciągłe zagrożenie.

Niekończące się rozmowy- odbudowa życia.

Nie odchodź.

 

Spacer w ciszy.

Nie odwracaj się w milczeniu.

Twe zmieszanie- moje złudzenia.

Noszone, niczym maska samonienawiści.

Konfrontują się i giną.

Nie odchodź.

 

Ludziom takim, jak ty, wydaje się to łatwe:

Nadzy na widoku, spacerujący na powietrzu.

Polując w rzekach, poprzez ulice, każdy ich zaułek.

Porzucony zbyt szybko.

Przyczajony z ostrożności.

Nie odchodź.

 

Curtis, Sumner, Morris, Hook.

 

            Jak to zwykle w podobnych sytuacjach się dzieje, media wyczuły interes i zapraszają dorosłych chłopców zwanych „ekspertami”, którzy na papierze rozrysowują hipotetyczną wojnę. A to Rosji z Ukrainą, a to Rosji z Polską. Ci panowie, robiąc mądre miny starają się przekonać publiczność, że wojna by trwała tydzień i by temu zapobiec trzeba (tu panowie mają pole do popisu- zwiększyć nakłady na zbrojenia, przywrócić pobór, modlić się gorliwie, etc.). Gdyby wojnę wygrywało się porównując sprzęt, to Świat miałby jednego władcę, który pokazałby pozostałym na kartce papieru, ile ma broni i ilu żołnierzy, po czym reszta by się poddała. Tymczasem w przyrodzie nawet małe koniki polne potrafią być omijane przez drapieżniki mogące je połknąć w jedną sekundę, bo wytwarzają toksynę powodującą niestrawność. W historii najnowszej, wojnę totalną prowadził Hitler, starczyło mu środków na 5 lat, choć już w 1940, gdy odnosił same sukcesy militarne, ekonomicznie zaczynał przegrywać, już wtedy musiał decydować, czy rozwijać badania nad silnikami rakietowymi, czy nad odrzutowymi, bo na oba kierunki nie było go stać. Afrika Korps w Afryce Północnej, czy armie Paulusa i von Mansteina pod Stalingradem przegrały nie z powodu rozbicia, a z powodu braków w zaopatrzeniu. Natomiast gryzipiórki na papierze dowodzą potęgi Rosji, bo im za to płacą. Tymczasem prawda jest taka: Chciałbym móc wykluczyć zagrożenie ze strony Rosji, lecz nie mogę. Tyle było w historii ataków szaleństwa przywódców wielkich państw, że wojny totalnej wykluczyć się nie da. Taka wojna zrujnuje państwa, na których terenie by się rozgrywała, ale przede wszystkim, zrujnuje agresora. Taka Ukraina, czy Polska, są dla Rosji jak trujący pasikonik, czy jeżowiec dla drapieżnika. Niby w bezpośredniej konfrontacji nie mają szans, ale na dalszą metę, drapieżnik się nimi nie pożywi.

 


 

11:53, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 10 marca 2014

            Dzisiejsza notka będzie zawierać istotne wskazówki dla tych, którzy w swoim najbliższym otoczeniu mają osoby regularnie nadużywające alkoholu. Traktuje o bardzo powtarzalnym błędzie, który poważnie utrudnia podjęcie decyzji o zaprzestaniu picia.

            Z moich obserwacji wynika, że każdy człowiek doznaje szoku, gdy dowiaduje się o problemie alkoholowym osoby, która zawsze wydawała się być osobą sukcesu, posiadającą duży autorytet w grupie, obdarzoną poczuciem humoru i inteligencją. Na moją sugestię, że wykazuje zachowania charakterystyczne dla alkoholizmu, niezwykle często słyszę pytanie „TO JEST Z NIM AŻ TAK ŹLE?!”

            Wyobraźmy sobie, że dowiadujemy się, iż Iksiński jest uczulony na gluten. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że powinien zrezygnować z potraw zawierających tę substancję, posiąść wiedzę o tym, które produkty mogą go zawierać, sprawdzać ich skład, by nie przyjmować alergenu. W przeciwnym wypadku, Iksiński będzie narażony na pogorszenie stanu zdrowia z zagrożeniem życia włącznie. Nikt jednak słysząc o tych problemach, nie pyta „TO JEST Z NIM AŻ TAK ŹLE?!”, oczywistym jest bowiem, że oznacza to ni mniej, ni więcej, jak konieczność stosowania odpowiedniej diety. Od tego będzie zależeć stan zdrowia delikwenta.


            Co zatem sprawia, że jeżeli Iksiński poinformuje nas o uczuleniu na gluten, pytamy:

            -To znaczy, że w ogóle nie możesz jeść glutenu?

            -Co ci się stanie, jak go jednak przyjmiesz?

            -Masz specjalną dietę?

            -Bierzesz do tego jakieś leki?

            Robimy to w przeciwieństwie do naszego zachowania, gdy dowiemy się, że ten sam Iksiński jest uzależniony od alkoholu. Wtedy zamiast spytać z sensem:

            -To znaczy, że w ogóle nie może pić?

            -Co ci się stanie, jak będzie pić?

            -Co robi, żeby go nie kusiło?

            -Ma jakąś dietę, bierze jakieś leki?

            Pytamy raczej:

            -TO JEST Z NIM AŻ TAK ŹLE?!

            Drodzy czytelnicy. Źle, to z nim będzie, jak będzie dalej pić, a będzie pić, jeżeli nie będzie przestrzegać zaleceń dla trzeźwiejących alkoholików. Oznacza to, że musi przestać spożywać alkohol, ale i przestać łazić po miejscach, gdzie się go pije, powinien regularnie i zdrowo się odżywiać, jeść owoce, pić soki owocowe, dużo wody, zadbać o ruch i odpoczynek. Co jest w tym aż tak złego, że z przerażeniem pytamy, „CZY JEST Z NIM AŻ TAK ŹLE”? Czy to, że się nie nawali? To, że nie będzie miał kaca? To, że nie wsiądzie po pijaku za kierownicę? To, że wreszcie dobrze zje? Że zamiast gorzały, napije się pełnego witamin soku lub pełnej minerałów wody? Że będzie sprawny? A może złe jest to, że będzie miał czas dla rodziny i na przygotowanie się do pracy? Po prostu ma zmienić tryb życia na zdrowy- co w tym takiego tragicznego?! Z kim będzie gorzej- z nim, gdy zostanie z rodziną i dziećmi, czy z Igrekowskim, który wolny czas zamiast z rodziną, spędzi w knajpie, gdzie wyda kasę, a jeszcze może się wdać w awanturę, paść ofiarą kradzieży, wypadku, etc.?

            W naszej nieszczęsnej kulturze, istnieje głęboko zakorzenione przekonanie, że do kanonów dobrego smaku należy umiejętne spożywanie alkoholu. Nie krakersów, nie śledzia, lecz alkoholu właśnie. Znam nawet kilka przyczyn na to wpływających. Wszak religia chrześcijańska mówi o rytualnym spożywaniu „ciała i krwi Chrystusa” pod postacią chleba i WINA, a do momentu, gdy człowiek posiadł wiedzę o uzdatnianiu wody, najczystszym jej źródłem były owoce i alkohol z nich wytwarzany. Oczywiście, tylko nieliczni mogli sobie pozwolić na pojenie się owocami i ich przetworami, stąd i to podświadome wiązanie alkoholu i klasy wyższej. Dziś nasza wiedza umożliwia nam zdrowe życie bez alkoholu, przy zachowaniu dużo większej KLASY i SMAKU.

            Dlaczego tak istotne jest to, o czym piszę? Dlaczego w ogóle się tu produkuję? Otóż, traktowanie alkoholizmu, jak jakiegoś upośledzenia, inwalidztwa wykluczającego ze społeczeństwa, powoduje u ludzi uzależnionych i współuzależnionych strach przed uznaniem tego faktu. Tymczasem uzależniony Iksiński, jeżeli tylko rzuci picie i zacznie przestrzegać zaleceń dla trzeźwiejących alkoholików, będzie żyć zdrowiej, bezpieczniej i z większą klasą, niż Igrekowski, który jedynie okazyjnie nadużywa alkoholu. Zamiast więc robić tragedię, sugerowałbym po prostu odwiedzenie najbliższej poradni uzależnień.

 

            Nie policzę ile razy to powtarzałem i ile razy o tym pisałem, ale będę powtarzać do znudzenia: Z punktu widzenia zwykłego człowieka, zupełnie nie ma znaczenia, czy Iksiński lub Igrekowski są alkoholikami, czy „TYLKO” piją ryzykownie. Jeżeli Igrekowski zamiast być przy rodzinie, nawali się z kolegami w knajpie, to będzie mieć kłopoty w domu, wyda bez sensu kupę ciężko zarobionych pieniędzy, narazi się na napady i kradzieże, narobi wstydu dzieciom, nie będzie mógł poświęcić czasu ich wychowaniu, będzie stwarzał zagrożenie, bo utrata kontroli nigdy nie jest bezpieczna. Czy jeżeli Igrekowski na skutek nadużywania alkoholu wpadnie pod samochód, to coś zmieni, że jest alkoholikiem lub nim nie jest? Zupełnie nic! Napił się, stracił kontrolę, przez nieuwagę wlazł pod auto, zamiast zarabiać na rodzinę, stał się dla niej balastem i do końca życia będzie jeździć na wózku inwalidzkim wymagając opieki tych, którym powinien opiekę zapewnić. Tymczasem nasze społeczeństwo, zamiast skupiać się na prostych, łatwych do zdefiniowania faktach, woli się zastanawiać, czy to alkoholik, czy nie. JAK MY UWIELBIAMY OCENIAĆ! Zwłaszcza, gdy nie mamy wiedzy do takiej oceny potrzebnej, bo człowiek z wiedzą, będzie dużo bardziej ostrożny w ocenach i wnioskach. Tymczasem NASZA OCENA człowieka jest zupełnie NIEISTOTNA, bo liczą się JEGO CZYNY. Zamiast robić segregację ludzi i dzielić ich na złych alkoholików i fajnych „nie- alkoholików”, po prostu przestańmy akceptować utratę kontroli, picie bez umiaru, bez okazji lub pod byle pretekstem. Dla naszego bezpieczeństwa i bezpieczeństwa naszych rodzin, to w zupełności wystarczy. Jeżeli ktoś nie potrafi się obyć bez nadużywania, powinien się zgłosić do specjalisty. Zupełnie tak samo, jak osoba z ciężką alergią lub dowolnie innym schorzeniem. I jeżeli będzie się leczyć, wszystko będzie dobrze. Przestrzeganie zaleceń dla trzeźwiejących alkoholików gwarantuje 100% skuteczności. Bzdurą jest na przykład twierdzenie, że „terapia nie pomogła”. Jeżeli uczestnik terapii nie stosował zaleceń, to nie „terapia nie pomogła”, tylko jej ignorowanie spowodowało powrót do picia. Jeżeli idziemy do lekarza, on stwierdza zapalenie wyrostka i ordynuje operację, to nie miejmy do niego pretensji, jeżeli na operację się nie zgodzimy i umrzemy. Również do siebie miejmy pretensje, jeżeli nie pójdziemy do lekarza wcale. I do siebie miejmy pretensje, jeżeli w wypadku regularnego nadużywania alkoholu nie zgłosimy się do poradni uzależnień lub nie będziemy słuchać zaleceń pracujących tam ludzi. Są gorsze tragedie, znamy choroby, z którymi nie potrafimy walczyć. Z alkoholizmem potrafimy sobie poradzić, każdy człowiek potrafi żyć bez alkoholu, żyć na poziomie i mieć z tego życia satysfakcję, żyć tak, by go szanowało otoczenie, rodzina, a przede wszystkim, by mieć szacunek do siebie samego. Nie pytajmy więc nigdy „CZY JEST AŻ TAK ŹLE?”, bo o tym, czy jest źle, czy dobrze, będzie decydować, czy decydujemy się na brnięcie w alkohol, czy na usunięcie go ze swojego życia zupełnie tak, jak osoba uczulona na gluten usuwa go ze swojego życia. I nie jest to żadna tragedia! Żadne kalectwo! Żadne upośledzenie!

 


11:20, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (2) »
sobota, 08 marca 2014

            Młoda dziewczyna z jednego ze środkowowschodnich państw dostała bólu brzucha. Lekarz po odkryciu guza, usunął go. Wycięty nowotwór dał kobiecie, by mogła udowodnić w swojej wiosce, co było przyczyną dolegliwości. Nikt jednak z tępych fanatyków nie chciał jej słuchać, wieśniacy jednogłośnie stwierdzili, że usunęła ciążę i zgodnie z zasadami ich zbrodniczych wierzeń, ma zostać ukamienowana. Matka dziewczyny, by uchronić ją przed bestialskim mordem, podała jej truciznę. Historia ta została opowiedziana w brytyjskiej telewizji przez ludzi z organizacji „Les Sentinelles”, ratującej życie kobiet zagrożonych rytualnymi mordami, usłyszała ją Siouxie Soux i wspólnie z zespołem, stworzyła utwór „Swimming Horses”.

            28 października 2012 roku w University Hospital Galway zmarła kobieta, której odmówiono ratującej życie aborcji z powodu sekciarskich , zbrodniczych przekonań. Jej śmierć była kamieniem, który ruszył lawinę. Zmieniono bandyckie prawo, umożliwiając aborcję w celu ratowania życia kobiety.

            Czy dwie powyższe historie mocno się od siebie różnią? W obu przypadkach zdemoralizowane fanatyzmem religijnym mózgi nie chcą wierzyć w fakty naukowe, bo wierzą w co innego, właściwie nie wiadomo w co, ale w imię tego chętnie spowodują śmierć w cierpieniu młodych kobiet i równie chętnie naplują na przykazanie „Pana swego”- „Nie zabijaj”! W obu przypadkach fanatykom się zdawało (jak oni to nazywają- "WIERZYLI"), że można zamordować kobietę, bo ważniejsze jest potencjalne dziecko, które w obu przypadkach nie mogło się rozwinąć (w jednym z powodu braku ciąży, a w drugim z powodu patologicznej ciąży).


            Z okazji Dnia Kobiet życzę wszystkim Paniom, by nie dały się zabić żadnym zbrodniczym ideologiom. Życzę nade wszystko, żeby słuchały samych siebie, bo choć w Polsce szczęśliwie nie słychać o rytualnych mordach, to już rytualne zaprzęgnięcie kobiety w domowy kierat, kosztem realizacji marzeń życiowych jest całkiem popularne. Różnej maści tchórze bojący się konkurencji zawodowej, bądź politycznej, próbują zachęcić kobiety do wyboru zawodu gospodyni domowej. Zawodu bezpłatnego, ciężkiego, zależnego od pracy tzw. pana domu. A ja życzę wyboru zgodnie z własnym przekonaniem. We Francji już co czwarta kobieta ma dochód wyższy od partnera. To całkiem realne. Tylko błagam, nie wierzcie komuchom, którzy przynieśli taką „wolność” kobietom, że harowały i w domu, i w pracy, dodatkowo stojąc w kolejkach, a kierownictwo PZPR wyglądało, niczym Episkopat z tą różnicą, że buraczane twarze w purpurowych kieckach zastąpiono buraczanymi twarzami w garniturach. A na zakończenie życzę Paniom spełnienia w zdrowiu i miłości, choćby i z takim wariatem :)

 


15:10, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (13) »
środa, 05 marca 2014

            Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju opracowuje projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Zmiany w ustawie umożliwią sprzedaż alkoholu (nie tylko piwa) w pociągach i na dworcach kolejowych. Według przeciwników, łatwy dostęp do alkoholu negatywnie wpłynie na bezpieczeństwo podróżnych. Czy jest się czego obawiać?- Kliknij tu, jeśli chcesz przeczytać cały artykuł.

            Taką informację znalazłem w serwisie Onet Biznes. Podobno chcemy się dostosować do standardów unijnych. Bardzo fajnie, mam jednak nadzieję, że ustawodawca zauważa, iż do standardów unijnych należy również zdecydowana i konsekwentna reakcja na aspołeczne zachowania ewentualnych awanturników. O co konkretnie chodzi? Dane podane w artykule mówią, że odkąd w pociągach IC wprowadzono sprzedaż piwa, liczba incydentów związanych z nadużyciem alkoholu wzrosła dwu- trzykrotnie. Nie są to jakieś zatrważające liczby, jednak wzrost jest niewątpliwie widoczny. Żeby i wilk był syty i owca cała, najlepiej się przyjrzeć, jak przestrzega się standardów w UE.

            Nie jest tajemnicą, że na pokładach samolotów niemal wszystkich linii lotniczych można kupować i spożywać alkohol. BEZKRYTYCZNI zwolennicy zniesienia ograniczeń bardzo chętnie to zauważają. Ponieważ ja jestem WARUNKOWYM zwolennikiem, zauważam również, że obsługa samolotu nie poda grama alkoholu, jeżeli w stosunku do pasażera istnieje podejrzenie nietrzeźwości. Niczego nie trzeba dowodzić: Obsługa ma prawo odmówić podania, a jakiekolwiek kłótnie i próba wywarcia presji na obsługę, jest traktowana jak zwykłe, kryminalne awanturnictwo. Mało tego, trzeźwemu pasażerowi obsługa w trakcie lotu poda chętnie jedno piwo, przy drugim zarejestruje pasażera wzrokowo, a przy trzecim najprawdopodobniej odmówi. Chyba już wszyscy rozumieją do czego zmierzam.

            Polacy są takim narodem, który bardzo opornie rozróżnia to, co wolno od tego, czego nie wolno i jeżeli nie reaguje się zdecydowanie, to przegina. Tak na przykład było z zakazem palenia w lokalach. Dopóki nie pozamykano wszystkich furtek, naciągano prawo, niczym gumę w gaciach. Dlatego dostosowując standardy do Europy, należy dostosować wszystkie z nich.


            Często podróżuję pociągami w Irlandii. Oczywiście można w nich nabyć piwo, podobnie jak można to zrobić na większych dworcach. Prawo nabycia alkoholu nie pozostało jednak zostawione same sobie. Pociągi wyposażone są w monitoring, nie ma przedziałów, więc widać jak na dłoni, co się dzieje w całym wagonie, a w widocznych miejscach pozostawione są tabliczki informacyjne z telefonami alarmowymi do zgłaszania zagrożeń (w tym zachowań aspołecznych). I nie ma takiej możliwości, żeby awanturujący się pasażer nie został przechwycony przez odpowiednie służby na najbliższej stacji, nie mówiąc już o tym, że taki delikwent w żadnym wypadku nie dostanie alkoholu. Jak zapłaci tysiąc lub dwa tysiące euro kary, to następnym razem będzie grzeczny jak trusia. Nie ma również takiej możliwości, żeby komukolwiek sprzedano taką ilość alkoholu, która grozi utratą kontroli. Irlandia to kraj z dużym problemem alkoholizmu, jednak konsekwentna polityka profilaktyki i walki z zachowaniami agresywnymi doprowadziła do zamknięcia problemów w pubach, gdzie jest mocna ochrona i zapewnione wsparcie z zewnątrz.

            Jeżeli mógłbym podpowiedzieć coś ustawodawcy: Chcemy wprowadzić handel alkoholem w pociągach i na dworcach? Świetnie, ale równocześnie z pełnym monitoringiem, odpowiednią ochroną, przeszkoleniem personelu. Niezbędny jest bezwzględny zakaz spożycia swojego alkoholu, a obsługa powinna odmawiać podawania większych, niż symboliczne ilości piwa, wina, czy innego alkoholu. Doskonale wiem, że w Polsce żyje wiele osób przekonanych o tym, że dopóki im się film nie urwał, to są trzeźwi, więc niezbędne jest ograniczenie ilościowe sprzedaży oraz zapewnienie możliwości egzekwowania takiego prawa, bo prewencja chuligaństwa jest tańsza, niż likwidacja skutków. Po prostu nie można dopuścić do tego, by pociąg zmienił się w knajpę na kółkach, gdzie nieustannie toczy się impreza. Wartością nadrzędną jest bowiem bezpieczeństwo pasażerów. Naprawdę, podróż polskimi pociągami (obojętnie którego przewoźnika) jest wystarczająco emocjonująca, by pozwalać sobie na dodatkowe niespodzianki.


            Z innej beczki: W Polsce istnieje duży problem bezpieczeństwa na ciągnących się nieraz kilometrami przedmieściach, gdzie co 50 metrów jest wyjazd z prywatnej posesji. Mimo ograniczenia prędkości i zakazu wyprzedzania, nie każdemu starcza wyobraźni, by zrozumieć, że wyprzedzając, możemy nagle wyskoczyć wyjeżdżającemu z posesji na pas ruchu z kierunku, z którego się nas nie spodziewa. Może to być samochód, rower, traktor, cokolwiek. W Puławach znaleziono rozwiązanie. Drogę wyjazdową na Kazimierz Dolny zamieniono na „miasteczko holenderskie”, gdzie pasy ruchu rozdzielone są wysepkami, uniemożliwiającymi wyprzedzanie. Wprowadzone są też liczne spowalniacze w formie niezbyt ostrych progów, które można bezpiecznie pokonać z prędkością 40km/h. Nie pomagał zakaz wyprzedzania, ani groźba mandatów, pomogło odebranie miejsca na wyprzedzanie. Sznur samochodów posuwa się karnie, a najlepsze jest to, że nikt na tym nie traci, bo i tak nigdy nie dało się tam wyprzedzić więcej, niż dwóch- trzech pojazdów, więc zysk był iluzoryczny. Zarząd miasta musiał pomyśleć za kierowców, którzy ewidentnie mieli z używaniem mózgu kłopot. I tego samego wymagam od przepisów regulujących handel alkoholem. Pociąg, to nie knajpa, żeby pić więcej niż jedno- dwa piwa. Obsługa powinna być w tym przeszkolona, a monitoring powinien im pomóc- sprzedawca podający więcej, byłby rejestrowany na równi z awanturującymi się klientami i w razie nieporozumień, byłoby można wyciągnąć konsekwencje.

 


11:31, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 03 marca 2014

            Groźba wojny na Ukrainie tak zdominowała moją wyobraźnię, że dla odprężenia rozpaczliwie potrzebowałem jakiegoś lekkiego, wręcz humorystycznego tematu. Po krótkim przeszukiwaniu sieci, znalazłem coś w sam raz. Serwis Onet Biznes podał informację o tym, że pracodawca ma prawo nie wypłacać wynagrodzenia za pozaregulaminowe przerwy, więc jeżeli ktoś wychodzi poza wyznaczonym czasem przerw na papierosa, może utracić wynagrodzenie za czas tych wyjść. Niestety, jak na sieciowy brukowiec przystało, portal nie poinformował, czy to ma jakąś moc prawną, czy to jedynie głos w dyskusji. Nie szkodzi, bo efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Zgodnie z powiedzeniem Lema : „Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na Świecie jest tylu idiotów”, odezwało się FORUM.

            Właściwie jeżeli ktoś miał w swoim życiu momenty, gdy śledził fora internetowe, może sobie wyobrazić, jaki raban się podniósł i na jaki temat. Tym, którzy nie posiadają takiej wyobraźni, już tłumaczę: „Forum oburzonych” zaczęło zgodnie twierdzić, że ci wychodzący na papierosa, to kwiat firm i przedsiębiorstw, że na ich barkach opierają się całe firmy, bo oni „se zapalą”, wrócą i „wszystko” zrobią, a inni to plotkują, grają w gry i siedzą na f-b. Idąc tym tropem można dojść do wniosku, że pracodawcy to idioci uwielbiający dawać swoje pieniądze gratis tym, którzy siedzą na f-b i plotkują, a palący- jedyni, którym na sercu leży dobro firmy, zapalą i jak się nie wezmą do roboty, to zrobią i za siebie, i za tych niepalących „obiboków”.

            Zwróćmy uwagę, jak silne są mechanizmy iluzji i zaprzeczeń u nałogowców. Nie patrząc na własną śmieszność będą wpierać tego typu teorie, byleby tylko nie ponieść konsekwencji własnego uzależnienia i nie odczuwać potrzeby porzucenia nałogu. W podanym przykładzie mamy do czynienia z najprymitywniejszymi z mechanizmów: PROSTE ZAPRZECZANIE jak najbardziej oczywistemu faktowi, że wychodząc na przerwę nie ma nas w pracy oraz OBWINIANIE Bogu ducha winnych niepalących, którzy rzekomo są tymi, co to się obijają, tak jakby zapalenie papierosa z lenia i obiboka robiło nagle tytana pracy, a niepalenie tworzyło ostatnich leserów. Oczywiście, im bardziej inteligentny uzależniony, tym ciekawsze mechanizmy będzie stosować, użyje raczej INTELEKTUALIZACJI twierdząc, że papieros obniży stres i podniesie wydajność palącego „eksperta”, że jeżeli pracownik jest dobry i sprawdzony, to warto przymknąć oko na taką wadę. Przy tej okazji dokonana będzie BAGATELIZACJA problemu, bo nic nie zmienia faktu, że papieros co godzinę, to 10% wypłaty za nic, a dodatkowo zwiększa on ryzyko przeróżnych chorób (od infekcji dróg oddechowych po nowotwory i choroby serca) i to dopiero jest prawdziwym kosztem. Na zwolnieniu, 80% wypłaty jest za nic. Zakładając jednak optymistycznie, że palacz będzie zdrów jak dąb przez cały okres pracy, pozostaje łatwy do wyliczenia czas dodatkowej przerwy na dymka. A swoją drogą, tylko czekałem, aż się się podniosą głosy innych uzależnionych, na przykład „Wypić-wypiłem, ale robota zawsze była zrobiona” albo „To co z tego, że marihuana obniża szybkość reakcji, jak zapalę, to pracuję nawet uważniej, bo po marihuanie mam lęki, więc jestem ostrożniejszy”. Nie zmyślam, ja naprawdę słyszałem takie argumenty w przeróżnych dyskusjach dotyczących uzależnień i liczę, że po przeczytaniu tego felietonu, nikomu już tak łatwo nie przejdą przez gardło głupawe tłumaczenia. One są naprawdę bardzo widoczne i bardzo żenujące.

A JEDNAK..., MOŻNA I Z PAPIEROSEM!

 


11:41, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (9) »
sobota, 01 marca 2014

Motto:

„Żadne korzyści z wojen nie są tak wielkie, aby ich szkodom mogły dorównać.”

-Andrzej Frycz Modrzewski.

 

            Stało się: Olimpiada w Soczi 2014 będzie się kojarzyć z Olimpiadą w Berlinie 1936. Właściwie swój stosunek do Ukrainy, jako rosyjskiego wasala, Putin pokazał już w trakcie wydarzeń na Majdanie. Mimo organizowanej przez Federację Rosyjską Olimpiady, Kreml nie ogłosił żadnej prośby, żadnego apelu o powstrzymanie się od przemocy na czas Igrzysk. Zamiast tego, padały pogróżki w stronę Unii Europejskiej, by się nie wtrącała w „wewnętrzne sprawy Ukrainy”. Gdy szeroką rzeką polała się krew, naszło chwilowe opamiętanie- wysłannik Putina obok ministrów Polski, Niemiec i Francji brał udział w arbitrażu między zwaśnionymi stronami. Niestety, imperialne ambicje Rosji wzięły jednak górę nad zdrowym rozsądkiem. Na Krymie Świat oszalał.

            Jestem przekonany, że wielu z Was popukało się w głowy, czytając tytuł. Szczerze: Kto z Was pomyślał, że tym razem Wolanda porządnie pogięło??? A jednak, podtrzymam swoją opinię i spróbuję ją uzasadnić.

            Wbrew powszechnemu mniemaniu, Świat pełen jest państw, których ustrój daleki jest od demokracji, a mimo to żyjących na zasadach przyjaźni o bardzo ograniczonym zaufaniu z cywilizacją Zachodu: Chińska Republika Ludowa, Pakistan, Indie, liczne kraje arabskie, afrykańskie i azjatyckie, jak również południowoamerykańskie. Była wśród nich i Rosja. Niektóre z nich, jak ChRL i Federacja Rosyjska, dynamicznie rozwijały stosunki gospodarcze i dyplomatyczne z Zachodem. Chiny wykorzystały swoją szansę, jaką była Olimpiada w Pekinie, by pokazać chęć oraz możliwość współpracy i niwelowania barier, które przecież istnieją (nikt nie ma co do tego żadnych wątpliwości). Identyczną szansę otrzymała Rosja i właśnie ją zawaliła, włączając się zbrojnie w ukraińskie przemiany.

            Nie jestem politologiem, by przewidywać polityczną przyszłość Ukrainy. Nie jestem tym bardziej ekspertem wojskowym, by przewidzieć konsekwencje starcia zbrojnego Rosji i Ukrainy. Nade wszystko nie jestem wróżką, ani magiem. A jednak już teraz wiem, że Rosja przegrała, bo bilans pomiędzy tym, co posiadała, a tym, co mieć będzie po zakończeniu konfliktu, będzie ujemny. Z prostej przyczyny: Rosja nie zdobędzie w tym starciu niczego, co jest potrzebne do jej rozwoju, a już przegrała z kretesem jeden z najważniejszych jego czynników- stabilność i przewidywalność. Owszem, pod tym względem daleko jej było do ideału, lecz dziś, wulgarnie mówiąc, znalazła się w czarnej dupie. Rozwiną się tylko firmy związane z przemysłem zbrojeniowym, które standardu życia obywatelom nie podniosą. Zarobią także spekulanci i wszelkiej maści czarnorynkowcy. Rozwój gospodarczy został właśnie skutecznie spowolniony. To nie II wojna światowa, gdy ZSRR zdobył na pokonanych Niemcach i podbitych krajach Europy Środkowo- Wschodniej technologie o jakich wcześniej mógł jedynie pomarzyć, dzięki którym wykonał skok cywilizacyjny. Putin właśnie zdobył dla Federacji Rosyjskiej strach inwestorów i partnerów gospodarczych, niepewność finansową, koszta (pół biedy, jeśli tylko zimnowojenne, a nie wojenne), wzrost przestępczości podatkowej, celnej i gospodarczej oraz pogłębienie przepaści między poziomem życia Europejczyków i Rosjan. Czy warto było dla zaspokojenia entuzjazmu wszelkiej maści narodowościowców?!

 

Ptaki (Peter Hammill)

 

Tego roku wiosna nadeszła o wiele za szybko:

Majowe kwiaty kwitły w lutym.

Czy powinienem być smutny ze względu na miesiąc,

Czy szczęśliwy z powodu nieba?

Ptaki nie wiedzą, jak mają śpiewać

I..., mój przyjacielu, nie wiem i ja.

 

Dziewczyna, o której dwa dni temu myślałem, że ją prawdziwie kocham,

Nagle wydaje mi się w ogóle nieistotna.

Czy powinienem śpiewać smutne pożegnania rzeczom,

Z których się cieszę, że są już poza mną?

Ptaki nie wiedzą, jak mają śpiewać

I..., mój przyjacielu, nie wiem i ja.

 

Nazajutrz, ciężki mróz skuje ziemię

I pąki przedwcześnie rozkwitłe będą musiały opaść,

I całe stworzenie  żyjące dziś,

Wtedy z pewnością  zginie.

Ptaki nie wiedzą, jak mają śpiewać

I..., mój przyjacielu, nie wiem i ja.

Ptaki nie wiedzą, czy to już czas na lot,

Nie wiedzą którędy mają lecieć

I..., mój przyjacielu, nie wiem i ja.

            Nieco ponad dwa lata temu użyłem tekstu tego pięknego utworu dla zobrazowania losu młodych dziewcząt zbyt wcześnie wchodzących w życie seksualne i to w dość fatalny sposób, bo za pieniądze. Przedwcześnie rozkwitłe pąki, skazane na bezowocną śmierć po niechybnym powrocie mrozów. W najczarniejszych snach nie myślałem, że tak szybko będzie mi dane użyć go w kontekście politycznym- pączkująca wolność Ukrainy narażona jest na mróz z głębokiej Rosji. Ukraina właśnie walczy o pełną suwerenność- nie ma nic do stracenia. Nie wiem, czy wygra. Zupełnie nie ma znaczenia, jaki będzie wynik starcia militarnego, może do niego nie dojdzie, może się skończy na prowokacjach i demonstracji siły. Oby, choć tego nie wiem. Wiem jednak, że Rosja już przegrała.

 

 

23:49, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
Tagi