RSS
sobota, 27 kwietnia 2013

Scenka 1.

            Lwówek Śląski, małe, senne, dolnośląskie miasteczko. W wąskiej uliczce robię nawrót „na 3” (zbyt mała szerokość, bym zawinął samochód na raz). Nadjeżdża samochód i nie czekając, aż skończę manewr, wciska się pomiędzy mnie a krawężnik, by przejechać jako pierwszy. Dwadzieścia metrów dalej ma czerwone światło, nie zyskuje więc nic, może jedną sekundę , za to zachowuje się jak ostatni burak. W krajach z  europejską kulturą jazdy, kierowcy ułatwiają innym włączenie się do ruchu zatrzymując się zwłaszcza, jeśli to włączenie połączone jest z niewygodnym manewrem, ale nie w kraju nad Wisłą. Tu obowiązuje zasada „ja mam, kurwa, pierwszeństwo i nikt mi się nie będzie wcinać”.

Scenka 2.

            Jadę jako pasażer. Kierowcą jest ojciec dwójki dzieci, ponad 400 tysięcy kilometrów stażu jazdy, wysokiej klasy fachowiec branży energetycznej, jego życie jest więc dość cenne. Warunki są ciężkie, gdzieniegdzie na drodze leży śnieg. Właściwie mówimy o dróżce, tyle że pokrytej asfaltem. Dwa samochody się nie miną, jeden musiałby zjechać na pobocze, a tam nie wiadomo co się dzieje z powodu pokrywy śnieżnej. Droga kręta, pełna pagórków, nie widać, co jest za zakrętem. Mimo to, kierowca gna tak szybko, jakby był pewny, że nic mu z naprzeciwka nie wyjedzie. Do pokonania ma 5 kilometrów. Dzięki narażaniu życia swojego, mojego, ewentualnie innych uczestników ruchu, zyska na tej trasie do pół minuty.

Scenka 3.

            Członek mojej rodziny deklaruje się, że mnie podrzuci do naszego miejsca noclegu (mam wieczorne spotkanie, kończę ok. 22.30). W międzyczasie dowiaduję się, że znajomi z dzieckiem potrzebują transportu. Proponuję im zabranie się z nami. Gdy podjeżdża kierowca i przekazuję mu prośbę, która będzie nas kosztować jakieś 15 minut  czasu, widzę złość na jego twarzy. Jest mi głupio, powinienem to skonsultować. Jest mi przykro, bo wiem, że i tak mamy wolny wieczór, wiem że będziemy siedzieć do późna i rozmawiać ze sobą, ja i mój kierowca, dawno się nie widzieliśmy i długo się nie będziemy widzieć. W samochodzie też można rozmawiać, to tylko 15 minut, a nazajutrz obaj mamy wolny dzień. Do głowy mi nie przyszło, że może to stanowić problem- drobna przysługa dla znajomych z dzieckiem. Jednak może- w Polsce pośpiech jest zwyczajem narodowym, choćby nie było się gdzie i po co spieszyć.

Scenka 4.

            Mąż i żona z dwójką dzieci zaczynają kłótnię. Żona ma pretensje do męża, że pracuje po godzinach i nie ma czasu na dom. Mąż odpowiada podniesionym głosem, że przecież do niczego nie jest jej na razie potrzebny. Współczuję kobiecie, ale gdy kobieta się odzywa, zmieniam zdanie. Kobieta chciała pomocy w pracy domowej, którą mogła wykonać sama. Myślałem, że chodzi jej o to, że mąż ją zaniedbuje, że są małżeństwem, a ciągle się mijają. To budziło moje współczucie i bez wahania przyznałbym kobiecie rację, gdyż rzeczywiście mąż wykazuje cechy pracoholizmu i zaniedbuje rodzinę, nie poświęca jej czasu. Okazało się, że kobieta potrzebowała woła roboczego jeszcze w domu. Nie chodziło o bycie razem, chodziło o kolejną robotę do wykonania. Cóż, moim zdaniem dobrze się dobrali.

Scenka 5.

            Wróciłem do Irlandii. Jest wieczór meczu Borussia Dortmund- Real Madryt. Lewandowski strzela pierwszą bramkę. Wchodzę na stronę polskiego forum. Robię rzut oka na komentarze i nie mogę oczom uwierzyć. Aż robię screen, żeby mieć dowód tego obłędu. Widzę jedynie kpiny i złośliwości. Nie takie zwykłe, ale takie, jakby Lewandowski co najmniej zrobił krzywdę Polsce, jakby prywatne niepowodzenia komentatorów były winą napastnika Borussii. Nawet mi się nie chce cytować, generalnie komentarze sprowadzały się do tego, że Polacy z BVB są do dupy i nie ma się co podniecać, bo grają za pieniądze i bez Niemców nic nie znaczą. Słodka, bezinteresowna zawiść Polaczka- szaraczka.

*

            Dziś nie będzie żadnej analizy zjawisk z przykładów opisanych w scenkach. Ja to pieprzę! To poniżej mojego poczucia smaku. Jedyny mój komentarz jest taki: W tym kraju ludzie nigdy nie będą szczęśliwi, bo sami sobie tworzą piekło. To nie jakieś tajemnicze zagraniczne firmy wyzyskujące biednych Polaków, ale Polacy sami sobie narzucają nieustanną presję, poganiają się wzajemnie do roboty, niczym nadzorcy w obozach pracy, a dodatkowo jeden dybie na potknięcie drugiego. Nigdy nie jest wystarczająco dobrze, nigdy nikt nie jest usatysfakcjonowany. Zawsze jest jakieś „ale”, zawsze jeden drugiemu śle joby. Tak, wiem, przepraszam tych, co tak nie robią, to niesprawiedliwe uogólnienie, ale taki mam teraz obraz przed oczami. Wiecie co? Ja nie muszę w tym uczestniczyć, wróciłem do Irlandii. Dziś miałem myć okna, ale zadzwonił znajomy z informacją, że urodził mu się syn i można go już odwiedzać w szpitalu. Poszedłem, porozmawiałem ze szczęśliwą mamą i dumnym tatusiem, okna poczekają do poniedziałku. To nie Polska, żeby duperele były ważniejsze od zwykłego ludzkiego zrozumienia.



Tagi: Polacy
19:45, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 01 kwietnia 2013

            Dwa lata temu napisałem notkę p.t. „Jak Polska olewa nauki Jana Pawła II”. Ponieważ cierpię na niedobór czasu, pozwolę sobie spróbować zainteresować czytelników przedrukiem tego tekstu, pytając, czy coś się w Polsce pod tym względem zmieniło. Po mojemu, to oprócz tego, co w nim napisałem, Polacy postanowili olać totalnie wielokrotne apele Jana Pawła II o jedność. Zaznaczam, że mój tekst nawet nie próbuje rozstrzygać, które nauki są słuszne, a które nie- po prostu wskazuje na rozbieżności u tych najgoręcej pragnących beatyfikacji pomiędzy deklaracjami a życiem, powiedzmy wprost: polscy katolicy mają w dupie te nauki, podobnie zresztą, jak nie- katolicy, tyle że nie- katolicy nie zapewniają z żarem w oczach o tym, że to dla nich wzór do naśladowania. Pamięta ktoś jeszcze, że Jan Paweł II spotykał się zarówno z Wałęsą, Kaczyńskim, Kwaśniewskim, Kuklińskim i Jaruzelskim? Że czynnie uprawiał sport i nie było to 4 x 100 + zakąska? Naśladowcy z Ciemnogrodu!!!

 

Jak Polska olewa nauki Jana Pawła II.

 

            (...) Jan Paweł II występował przeciw karze śmierci. W Polsce przywrócenia kary śmierci najżarliwiej domagają się konserwatyści- w znakomitej większości rekrutujący się spośród katolików. Prezydent- denat, również z postulatu przywrócenia kary śmierci zrobił sobie element PR, wszystko się zmieniło, gdy PiS doszło do władzy, wtedy stało się jasne, że choćby ze względów na umowy międzynarodowe, Kaczyńscy nie mogą kary śmierci przywrócić, że było to tylko typowe obiecywanie gruszek na wierzbie. W każdym bądź razie , Lech Kaczyński zapytany wprost, dlaczego przeciwstawia się nauce Jana Pawła II o likwidacji kary śmierci odpowiedział, że w tym punkcie się nie zgadza z poglądami papieża. Ten przynajmniej miał odwagę powiedzieć to wprost. Większość domagających się kary śmierci katolików woli palić głupa i twierdzić, że tak naprawdę, to Jan Paweł II był za karą śmierci. Proponuję, żeby taką tezę próbowali lansować w dniu beatyfikacji, byłyby niezłe jaja. Swoją drogą, zwolennicy kary śmierci zwykli się zwracać do jej przeciwników per „komuchu”, bądź „lewaku”. Ja tylko przypomnę, że każdy system komunistyczny stosował karę śmierci, znoszono ją dopiero po upadku komuny.


            Jan Paweł II dał się poznać jako nieprzejednany wróg prezerwatywy i środków antykoncepcyjnych. Nie uznawał wyjątków, nawet w objętej plagą AIDS Afryką. Krytykowany za to nawet przez pracujących w Afryce duchownych, szedł w zaparte. W każdym razie rączka w górę: KTO NIE UŻYWAŁ ŚRODKÓW ANTYKONCEPCYJNYCH??? Od uczącej się młodzieży począwszy, na rodzicach pragnących zapobiec kolejnym ciążom skończywszy. Tak, tak, wierni mają daleko w dupie nauki o złej antykoncepcji. Jedyni popierający takie nauki, to ci stosujący najlepszy środek antykoncepcyjny, ABSTYNENCJĘ SEKSUALNĄ, rzadko kiedy dobrowolną, raczej wynikającą z kłopotów ze znalezieniem partnerki/partnera.


            Skoro jest antykoncepcja, to przy niej aborcja. Jak myślicie, dlaczego Kościół tak panicznie boi się referendum w sprawie aborcji? Jest spora szansa, że pokazałoby ono jednoznacznie, co katolicka Polska myśli o zakazie aborcji! Ja kilkukrotnie powtarzałem anegdotę z parafii brata Alberta w Puławach. W czasie, gdy aborcja była legalna, podczas debaty nad ustawą antyaborcyjną, ksiądz na kazaniu, łamiąc prawo  (tajemnicę lekarską), wymienił z nazwiska ginekologa, który dokonał w poprzednim miesiącu 5 zabiegów aborcji. Tydzień później po mszy, gdy ksiądz swoim zwyczajem opuścił kościół zanim opuścili go wierni, do mikrofonu podszedł mężczyzna, przedstawiając się jako wymieniony tydzień temu lekarz. Potwierdził wykonanie pięciu zabiegów aborcji z zeszłego miesiąca- w tym trzech NA ZAKONNICACH! Zakończył słowami o dokumentach znajdujących się w szpitalu. 60% zabiegów aborcji przejęły siostry zakonne, niezły wynik.


            Kolejną nauką społeczną Jana Pawła II, było podtrzymywanie stanowiska zakazu rozwodów. Co na to Naród Polski? Śmiechem zabija tę naukę. Na trzy nowe małżeństwa przypada jeden rozwód. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w patologicznych małżeństwach tkwią tylko osoby z syndromem ofiary, osoby które ze względów medycznych, powinny być odizolowane od sprawcy przemocy. Każda inna para rozwodzi się bez zmrużenia oka, jeśli nie potrafi znaleźć wspólnego języka.

            Jedną z najlepiej przygotowanych kampanii, jakie przeprowadził Jan Paweł II, była seria nauk o wolności. Fałszywie pojęta wolność była przez co najmniej rok powracającym tematem jego homilii. I co z tego wziął do serca przeciętny Polak? Ano, wolność słowa jest wykorzystywana do tworzenia wzajemnie wykluczających się bredni, a to o rozpylanym helu, a to o ścinaniu brzóz samolotami, a to o awaryjnym lądowaniu w lesie i zabijaniu żyjących ludzi (ponoć wyszła jakaś książka o tej treści i ma się wśród moherów dobrze), a to o rozpadnięciu się samolotu w powietrzu, a to znowu o tym, że zamieszanie ze zgodą na lądowanie spowodowało stres, przyczyniający się do katastrofy. Pięć wzajemnie wykluczających się bzdur, jeśli jedna jest prawdziwa, to reszta musi być fałszywa, a moherowe łby wierzą we wszystkie naraz, to fenomen, możliwy tylko dzięki specyficznemu, moherowemu pojęciu wolności słowa. Nie inaczej jest z wolnością w innych obszarach życia. Wystarczy spojrzeć na stosunek Polaków do legalizacji narkotyków, czy hazardu. Nie zagłębiając się w szczegóły: olbrzymia grupa Polaków nie chce w tej sferze ograniczeń, twierdząc, że to uderza w ich wolność. Cóż, właśnie na ten temat mówił Jan Paweł II: nie jest wolnością coś, co człowieka zniewala, jak narkotyki, czy alkohol lub hazard. Jeśli do tego dorzucimy jeszcze wolność seksualną (no, która z wielbicielek Jana Pawła II dowiozła cnotę do ołtarza?), gdy wspomnę te wszystkie czterokilowe „wcześniaki”, te pospieszne śluby, te wesela, na których pan młody jest jedynym, który nie miał panny młodej (choć nawet i to rzadko się zdarza), to układa się obraz jednoznaczny: nauki Jana Pawła II o wolności, zostały w sposób ostentacyjny olane.

            Pięć tematów nauk Jana Pawła II, wszystkie mniej lub bardziej otwarcie ignorowane przez tych, którzy ze łzami w oczach będą jutro deklarować swoją miłość do błogosławionego. Zastanawia mnie tylko jedno: Dlaczego tak mało osób ma jaja, by powiedzieć otwarcie, że nie zgadza się z naukami Jana Pawła II w jakimś tam obszarze? Skoro jestem innego zdania, to jestem, od tego jest wolna wola, dlaczego jest wśród nas tylu bezjajecznych frajerów, którzy boją się powiedzieć to otwartym tekstem?!

 

 



18:02, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (10) »
Tagi