RSS
czwartek, 30 kwietnia 2015

            Zauważyliście pewnie, że w przeciwieństwie do polityków, związkowców i mediów, nie komentowałem najsłynniejszego przetargu ostatnich dni, tego na śmigłowce dla armii. Wcale nie dlatego, że go uznałem za coś nieznaczącego, lecz dlatego, że nic o tym nie wiem. Nie wiem, jak armia chciałaby używać tych śmigłowców, do jakich zadań taktycznych, ćwiczebnych i logistycznych, jak nimi wspomagać ludność cywilną w razie klęsk żywiołowych (to też było jedno z założeń). Nie znam parametrów technicznych konkurujących maszyn, nie mówiąc już o tym, że bladego pojęcia nie mam, jak toto lata, zwłaszcza w porównaniu do konkurencji, jaką daje szansę na przeżycie załodze i pasażerom w warunkach bojowych, jak daleko i szybko może się wybrać w podróż, co może dźwignąć i z czym może walczyć. Jak to przechować, konserwować, naprawiać, przygotować do lotu. Ile maszyny spalają, jaki jest koszt eksploatacji, jakie będą możliwości naprawy. Jak wygląda siła ognia, celność, niezawodność. Jak wyglądają warunki offsetowe, a jak wygląda finansowanie. Byłbym jednak niepocieszony, gdybym nie mógł z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że w Polsce jest jedynie kilkadziesiąt osób potrafiących na te pytania udzielić zgodnej ze stanem faktycznym odpowiedzi. Jeszcze mniej mamy fachowców, którzy potrafią ocenić sprawność bojową, bo kawaleria powietrzna w Polsce ledwie raczkuje. Niewielu naszych oficerów brało udział w ćwiczeniach formacji śmigłowców, nie mówiąc już o prawdziwym boju. Tymczasem zwykły człowiek, czyli ja, nawet mając w ręku dane techniczne, nie ma pojęcia, jak to się przekłada na realne warunki bojowe i eksploatacyjne. Innymi słowy, znam się na tym, jak świnia na wiązaniu sznurowadeł. Tyle ja.

            Zupełnie inaczej jest z politykami i związkowcami, a także dziećmi namiętnie grającymi w Ace Combat. Jeżeli ktoś z wymienionych prenumerował kiedyś „Skrzydlatą Polskę”, to już w ogóle uważa się za eksperta. I oni wszyscy razem wzięci, ze szczególnym uwzględnieniem obu panów Dudów, pana Gowina i pani Ogórek, wiedzą dokładnie tyle, co ja, ale za to mają na ten temat znacznie więcej do powiedzenia. Najlepsze jest to, że im się wydaje, że cała Polska oczekuje ich na ten temat opinii. Lepiej ode mnie skomentuje to Waldek Kiepski:

            Przed jedenastu laty, korzystając z niezłych perspektyw finansowych, postanowiłem sobie kupić turystyczną kurtkę marzeń. Ekstremalnie nieprzemakalną i funkcjonalną. Przeciętny człowiek uzna, że to była moja fanaberia, ale ponieważ dużo chodziłem po górach, marzyłem o czymś, co da mi pełen komfort. Wydałem tzw. kupę szmalu, ale miałem wzmacniany gore- tex z czterema szczelnymi kieszeniami zewnętrznymi, trzema wewnętrznymi, kapturem, wywietrznikami, wygodnymi ściągaczami wszędzie, gdzie tylko mogłem sobie zapragnąć. Gdy ją po raz pierwszy testowałem w ostrym deszczu, patrzyłem jak zahipnotyzowany w krople odbijające się od kurtki, jak od patelni teflonowej, a wracając do domu nie mogłem uwierzyć, że byłem całkiem suchy, ani mokry, ani spocony (to drugie się często zdarza przy szczelnej odzieży). Ileż ja się jednak osłuchałem życzliwych uwag od osób, które nigdy nie używały i nawet nie zamierzały używać kurtki w sposób, jaki ja miałem ją wykorzystać: Że droga, że tyle to można dać za skórę, ale nie za kurtkę, że zajmuje dużo miejsca, że za ciężka, że po co mi ta, jak mogła być inna. Ja tymczasem byłem w niej w Beskidzie Wysokim, Niskim, Karkonoszach, Bieszczadach, górach Kerry, Mournes, Wicklow, w Connemarze, Mayo, Sligo, na dłuższych i krótszych wycieczkach, nosiłem ją także na co dzień- w ulewne dni, których w Irlandii zbierze się trochę w ciągu roku. Po jedenastu latach eksploatacji (przy 7 latach naprawdę intensywnego używania) wodoszczelność straciły jedynie końcówki mankietów od rękawów, a cała reszta jest nadal idealnie szczelna i wygodna. Ciekaw jestem, co po takim okresie służby powiedzą o zakupionych śmigłowcach ich użytkownicy- to będzie wyznacznik jakości zakupu.

            Marzy mi się, by jakaś dziennikarka (to ważne, dla udanej podpuchy musi być kobieta, by grała niezorientowaną w sprawach wojskowych i technicznych blondynkę) zebrała rzetelne informacje na temat przetargu i kwestii z nim związanych (w tym wymienionych przeze mnie na początku felietonu właściwości użytkowych, cech bojowych, kosztów, etc.) i zaprosiła jakiegoś krzykliwego polityka lub związkowca, który ma wiele do powiedzenia o lotnictwie wojskowym. Ach, gdyby tak zaczęła niewinnie od prośby o wytłumaczenie różnic między poszczególnymi maszynami, wartości bojowej, żeby potem z miną niewiniątka przeszła do opinii ekspertów o wadach i zaletach w warunkach bojowych, żeby co jakiś czas z głupia frant prosiła gościa o przytoczenie jakichś szczegółowych parametrów, a gdyby już mina dyskutanta była wystarczająco szeroko i długo rozdziawiona, żeby „przypadkiem odnalazła” dane, o które pyta. Eeeeech..., marzenia....!

 

 

22:37, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (8) »
wtorek, 28 kwietnia 2015

            Czy lewica naprawdę nie istnieje? Przecież ludzi o lewicowych poglądach jest mnóstwo. Mimo, iż nie podzielam ich entuzjazmu dla zwiększania państwowych dotacji do wszystkiego, co tylko przyjdzie do głowy, nie mogę tej części obywateli nie zauważać, ani ignorować ich obecności- po prostu są i mają wpływ na życie społeczne, jak każdy inny obywatel. Ostatnie jednak sondaże mówią, że SLD, nawet jako partia, może mieć problem z przekroczeniem progu wyborczego, a PSL gromadząca populistycznych mieszkańców wsi, może liczyć na jakieś 5%, mimo nadspodziewanie dobrego wyniku wyborczego w ostatnich wyborach samorządowych. Co z tą lewicą?

Niezła żaba do przełknięcia.

            Niby nie mój cyrk, nie moje małpy, ale problem jest tak ciekawy, że chętnie wystukam kilka słów na ten temat. Ludzie nie zmienili nagle poglądów. Oni po prostu stracili zaufanie do partii, którym do tej pory powierzali swe głosy.


            Leszek Miller- główny winowajca- tak właśnie uważam. Mało partii ma tak duży komfort, że nie posiada naturalnej konkurencji. SLD gromadziło ludzi z sentymentem do PRL oraz brakiem sentymentu dla Kościoła- nie było poważnych chętnych do zajęcia tej niszy. Do tego dochodzili ludzie mający po prostu idealistyczne, wręcz utopijne wizje Świata. W mieście nikt nie zagrażał Millerowi w przejęciu tego elektoratu. Nikt, za wyjątkiem samego Millera, który go rozgonił. To nie przypadek, że pan Leszek już drugi raz ciągnie swoją partię na dno. Do roku 2005 miał wszystko: Dzięki mozolnej pracy takich gwiazd lewicy, jak Kwaśniewski, Oleksy, czy Cimoszewicz, Leszek Miller był premierem i mógł liczyć na Kwaśniewskiego, jako prezydenta z 70% poparciem. Na dodatek właśnie wprowadził Polskę do Unii Europejskiej. Takiego kapitału się nie traci przez przypadek! Lepiej, żeby ludzie SLD to jak najszybciej zrozumieli i albo założyli nową partię, albo pogonili ślicznego Leszka na szczaw.


            Powiecie, że zaczęło się od afery Rywina. Niby racja, ale było tam coś jeszcze: arogancja Leszka Millera. Buta, która kazała mu brnąć w zaparte do samego końca: „Niech pan nie krzyczy na naszego pracownika, ja tu jestem kierownikiem tej szatni! Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?! Cham się uprze i mu daj!” Minęło od tamtej pory dziesięć lat- wystarczająco długo, by zrozumieć, że afera Rywina nie musiała zatopić partii, gdyby nastąpiła skrucha i konsekwencje personalne oraz współpraca wewnątrzpartyjna w celu wyjścia z kryzysu. Jednak Miller władzy oddać nie chciał. Ten człowiek w chwili, gdy trzeba było walczyć o byt polityczny lewicy, robił sobie wojenki o partyjne wpływy, zupełnie ignorując zagrożenie dla SLD. Odsunięcie na boczny tor starej gwardii spod znaku Kwaśniewskiego, okazało się niewybaczalnym błędem. Przegrała partia, przegrał Miller, który salwował się tchórzliwą i nieudaną ucieczką na listy Samoobrony, a władzę przejęli kompletnie niedoświadczeni i wzajemnie zwalczający się politycy (mam tu na myśli Napieralskiego i Olejniczaka). Gdy było blisko krachu, Miller wrócił w glorii Mesjasza, a wraz z nim wróciła jego arogancja, która kazała mu dorżnąć wewnątrzpartyjną konkurencję, zamiast z nią współpracować. Stan na dziś znamy wszyscy: Kandydatka Leszka Millera, doktor Ogórek, przepłoszyła elektorat dokumentnie. Najpierw nic nie mówiła, a gdy się odezwała, to podważała wszystko, co jeszcze scalało lewicowych wyborców. Nie wiem, czy Leszek sobie wymyślił, że na tle Madzi wyjdzie na geniusza, wiem za to, że ogólnie wyszedł na idiotę- w dodatku zgrzybiałego i niewydolnego, jeżeli już miałbym go podsumować na wspomnianym tle.

            To prawda, że nie sympatyzuję z lewicą, jednak zbyt duży ze mnie chłopczyk, bym uważał, że bez niej może istnieć Polska. Z prostego powodu: poglądy lewicowe są bliskie zbyt wielu Polakom. Dlatego też w moim interesie leży, by reprezentowała ich rozsądna siła polityczna, bo gdy oddadzą swe głosy skrajnym populistom, dopiero będziemy mieć katastrofę. Już raz to przerabialiśmy, gdy w 2005 roku do władzy doszła koalicja PiS- Samoobrona- LPR. Tak samo, jak chciałbym, by konserwatystów przestali reprezentować szaleńcy pokroju Macierewicza, Kaczyńskiego, czy Korwina- Mikke, tak i na lewicy miałbym ochotę zobaczyć ludzi zdolnych do współpracy. Ja się nie łudzę, że lewica, bądź konserwatyści znikną. Mało tego, będą mieli raz mniejsze, a innym razem większe wpływy, jeszcze nie raz i nie dwa otrą się o władzę. Chciałbym jedynie, by to nie byli ludzie upośledzeni społecznie, by byli zdolni do dialogu i budowania.


            Na zakończenie pytanie do czytelników: Czy ja jestem jakiś dziwny uważając, że kandydatka Magdalena Ogórek nie reprezentuje lewicowego elektoratu? Przecież to nie ja (bo mojego głosu SLD i tak by nie dostał), ale dotychczasowi wyborcy od niej uciekają. Czy ja naprawdę jestem jakimś przedstawicielem odosobnionej enklawy, uważając że była ona fanaberią Leszka Millera? Czy rzeczywiście plotę od rzeczy sugerując, że albo Leszek Miller jest skończonym idiotą, albo mściwym świrem, który dla zemsty na wewnątrzpartyjnej konkurencji, poświęcił autorytet całego Sojuszu? Że bał się wystawić do wyborów kogoś cieszącego się większą popularnością, by nie stracić partyjnych wpływów? Ja wiem, że do wyborów prezydenckich nikt w SLD nie postawi sprawy w ten sposób, bo tego wymaga polityka, ale jestem pewien, że już dziś analizując przyczyny klęski (znikąd nadziei na przyzwoity wynik), partyjni działacze rozważają moją wersję.


            I jeszcze jedno pytanie: Nie sądzicie, że podobny manewr, co Miller, wykonało PSL i w podobny sposób oberwała partia. Dla mnie wygląda to tak, jakby tamtejsze tuzy pragnęły zachować status quo i z tego powodu wystawiono nieznane nazwisko- i znów nastąpił krach, bo Jarubas zachowywał się tak, jakby zapomniał o tym, że przede wszystkim reprezentuje partię chłopską. Zupełnie tak samo, jak Ogórek zapomniała, że reprezentuje partię lewicową.

 

 

19:38, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (25) »
poniedziałek, 27 kwietnia 2015

            „Chrystus” (właściwie CHRIST) spółka z o.o. jest znana od roku 1989. Niech Was nie zwiedzie dwuznaczność nazwy, gdyż ta polsko- amerykańska firma, a raczej jej właściciel z rodziną oraz wybranymi przedstawicielami firmy dostąpili zaszczytu prywatnej audiencji u samego Jana Pawła II, który udzielił im błogosławieństwa (29.04.2003). Nieco wcześniej, spółka dostarczyła Pieczywo Liturgiczne i wino mszalne na msze z udziałem papieża Jana Pawła II w Łagiewnikach i na krakowskich Błoniach (16-19.08.2002).

„...Powinniśmy udoskonalać nasze symbole do Boga,

a w szczególności w postaci chleba i wina...,

do tego stopnia, aby można czuć te symbole

w wartości prawdziwej- będziemy wtedy wiedzieć

ich wartość symboliczną...”

 

Konferencja biskupów „O liturgii” 1978.

            Zachęcony specyficzną polszczyzną zaczerpniętego z konferencji biskupów motta spółki, zanurzyłem się w materiały reklamowe umieszczone na jej stronie firmowej. Dowiedziałem się między innymi, że producent szczególną uwagę zwraca, by jego produkty nie kruszyły się i miały idealnie zasklepione brzegi. Wiedzę swą wzbogaciłem również o fakt, że zgodnie z tradycją właściwą Kościołowi Rzymskiemu, chleb do sprawowania Eucharystii ma być sporządzony wyłącznie z pszenicy i ma być nie kwaszony, a ze względu na znak, materia Uczty Eucharystycznej winna mieć postać pokarmu, więc żadne inne składniki nie mogą być dodane do mąki pszennej i wody. SZACUN!

            Spółka, jak pisałem w felietonie „Woland grypsujący...”, szczyci się swoimi winami mszalnymi cieszącymi się nieprzerwanie aprobatą biskupa Diecezji Fresno z Kaliforni oraz ordynariusza Diecezji Radomskiej. Z oferty, najbardziej pociągająca wydaje się być „Golden Angelica”, tzw. „Wino Aniołów”.

Etykieta zastępcza.

            Do tego niezwykła oferta świec: ołtarzowe, maryjne, bożonarodzeniowe, wielkanocne, komunijne, wszelkie inne, a także kadzidełka, węgielki i oleje!

            Z punktu widzenia felietonisty, niezwykłą wygodę stanowi dla mnie fakt, że ja tu niczego nie muszę komentować! Jedyny niedosyt oferty, to brak znanych z licheńskich straganów, plastikowych butelek w kształcie Maryi z odkręcanym łbem..., na wodę święconą..., ma się rozumieć!

 

 

13:49, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 kwietnia 2015

NIEZWYCIĘŻONY!

ODPOWIEDŹ.


22:53, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (4) »
czwartek, 23 kwietnia 2015

            Słowo się rzekło, kobyłka u płota! Obiecałem próbkę grypsery katolickiej, lepiej mnie nie prosić o takie rzeczy, bo jeszcze się spełni. NICK ZOBOWIĄZUJE, buuuchachacha.... (diaboliczny śmiech).

            Dzień konsekracji był najszczęśliwszym dniem jej życia. Z dumą i radością przyjęła brewiarz, aby móc celebrować Liturgię Godzin, zwłaszcza umiłowaną Jutrznię odmawianą w miejsce zniesionej przez Vaticanum II Prymy oraz z rumieńcem na twarzy wyczekiwaną Kompletę, której psalmodia, responsorium, "Nunc dimittis", a nader wszystko finałowe oracja i antyfona wprawiały ją w błogosławione uniesienie. Nareszcie: zgodnie ze swym stanem i charyzmatami będzie mogła oddawać się pokucie, dziełom miłosierdzia, apostolstwu i gorliwej modlitwie. To powołanie wymaga jedności z biskupem w patrzeniu na potrzeby diecezji, poza którym nie ma już nad nią innej władzy, tylko BOSKA. Z tkliwością wspomniała dzień, w którym zakupiła na konsekrację koleżanki adhortację "Vita consecrata" Jana Pawła II, której karty, niczym drogowskaz dla niej, otworzyły się na słowach „radością napawa mnie fakt, że odnawia się stan dziewic konsekrowanych”.

            Kapłan i klerycy dawno już skończyli zbieranie intencji, ofiar i wypominków, które teraz na wino mszalne Cribari, cieszące się się nieprzerwanie aprobatą biskupa diecezji Fresno z Kaliforni, a także ordynariusza Ziemi Radomskiej w firmie Christ Sp. z o.o. zamienią (*), podczas gdy ona- ochrzczona- odnowiona, przyjąwszy wylanie Ducha Świętego dzięki prośbom o otrzymanie darów Jego, jakąż zyskała moc wobec dziecka ochrzczonego lecz nieprzebudzonego, przez co nie mogą się w nim ujawnić jeszcze łaska i życie Boże ni śpiew w językach, ni dar proroctwa, czy słowa poznania i mądrości, czy nawet, być może, dar uzdrawiania. W niej płonął święty ogień, ponieważ została odnowioną przez Ducha, stając się ochrzczoną świadomą i konsekwentną.

            Po napisaniu tych słów Woland podrapał się w dupę i rzekł: „Zaprawdę, aniżeli, iżby, aczkolwiek azaliż...: Non possumus non potest inveniri vita hominis carens molestia". Napisane jest bowiem:

Jestem inny: Mamo! Tato!

Czy dostanę w mordę za to?!

Mózg mam jakiś opuchnięty.

Chyba jestem pierdolnięty!

 

            (*)AUTENTYK: I FIRMA, I WINO, I APROBATA. Ta firma naprawdę istnieje, a jej pełna nazwa brzmi, tłumacząc obcojęzyczny fragment na polski, "Chrystus"- Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.

            Od autora: Tekst jest twórczą parafrazą oryginalnych fragmentów materiałów publikowanych na portalu "Idziemy.pl" i "Katolicki.net", wzmocnionych fragmentem wiersza "Burdel", napisanego (chyba, jeśli ktoś ma inne informacje dotyczące autora, dajcie proszę o sygnał, poprawię informację) i wyśpiewanego przez grupę Dezerter.

 

 

19:53, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (23) »
środa, 22 kwietnia 2015

            Cicho, cicho..., cichusieńko rozgrywa się konflikt arcybiskupa Hosera i księdza Isakowicza- Zaleskiego o „uzdrowiciela i wskrzesiciela” z Ugandy, ojca Bashoborę. W skrócie: Abp. organizuje występy afrykańskiemu wspólnikowi, a ks. Zaleski przypomina, że Kościół nie uznał żadnych „cudów” Bashobory i dziwi się, że ów wskrzesiciel za teren misji wybrał Polskę, skoro to właśnie w Afryce brakuje misjonarzy i to tam są największe potrzeby. Oczywiście wpływowy biskup, który niedawno z oficjalnym błogosławieństwem Watykanu udupił na amen popularnego księdza Lemańskiego mógłby w podobny sposób zjeść Zaleskiego, lecz może się on okazać bardzo toksyczny, gdyż jako historyk i badacz, miał dostęp do teczek bezpieki znajdujących się w IPN i posiada wiele kompromitujących polskie duchowieństwo informacji na temat ich tajnej współpracy ze służbami PRL- innymi słowy, wie kto jest podejrzany o donosicielstwo, a co do niektórych osób ma wręcz pewność, więc gdyby ujawnił szczegóły mediom, byłoby gorąco.


            Swój pogląd na temat szarlatanów działających pod płaszczykiem wiary katolickiej oraz rzekomych cudów wystarczająco wyłuszczyłem w dwóch felietonach, do których linki zamieszczam poniżej- wystarczy kliknąć w tytuł. Nie będę się powtarzał, każdy chętny może sobie przypomnieć.

 

Fanatyzm religijny, a lekceważenie człowieka.

 

Zanim zatrudnisz szarlatana.

 

            Niezależnie od tego, czy ks. Isakowicz- Zaleski dba o dobro Kościoła, zwykłych ludzi, czy po prostu boi się konkurenta z Trzeciego Świata, trzymam w tym sporze jego stronę. Okazuje się bowiem, że szarlatańska ofensywa rozwija się, a nasz cudotwórczy kapłan z Ugandy ma zaproszenie na kolejne spotkanie z wiernymi na Jasnej Górze, arcybiskup Hoser zaś, pragnie zorganizować powtórkę z ubiegłorocznego spędu na Stadionie Narodowym (w poprzednim udało mu się wyłudzić kasę za „bilety na wskrzesiciela” od prawie 60 tysięcy naiwniaków- przy cenach od 20 do 40 złotych, to zastrzyk gotówki nie do pogardzenia).

            „Jezus na Stadionie”- pod takim hasłem odbyło się ubiegłoroczne strzyżenie owiec naiwnie wierzących w uzdrowicielską moc. Sam Hoser jak ognia wystrzega się zapewniania wiernych o cudach, by nie brać na siebie odpowiedzialności- nie musi tego robić, bo i tak każdy chętny zna Bashoborę jako „wskrzesiciela i uzdrowiciela”. Hoser chętniej określa go, jako CHARYZMATYKA i jako taki jest przedstawiany w oficjalnych prezentacjach kościelnych. Na stronie „Katolicki.net” odnalazłem taką oto definicję tego słowa:

 

            "Co wyróżnia charyzmatyka spośród osób ochrzczonych? Charyzmatyk jest ochrzczonym odnowionym, który otrzymał wylanie Ducha Świętego i który prosił, by zostały w nim ożywione dary Ducha Świętego, które otrzymał na Chrzcie św. Wylanie Ducha Świętego lub chrzest w Duchu Świętym to łaska specyficzna dla Odnowy Charyzmatycznej.

            Kiedy dziecko jest chrzczone, otrzymuje dary Ducha Świętego, ale nie mogą się one ujawnić, ponieważ jego życie duchowe nie jest jeszcze przebudzone. To jest powód, dla którego u dziecka nie mogą od razu ujawnić się dary Ducha takie jak: łaska i życie Boże, śpiew w językach, dar proroctwa, słowa poznania i mądrości, być może dar uzdrawiania.
Charyzmatyk to ktoś, w kim płonie święty ogień, ponieważ został odnowiony przez Ducha, stając się ochrzczonym świadomym i konsekwentnym".

            Tłumacząc na język świecki: charyzmatyk, to showman, potrafiący porwać szeroką publiczność, mówca potrafiący sprawić, by mu uwierzono. W tym celu wykorzystuje przekonanie wierzących, że jest obdarzony szczególnymi łaskami tzw. „Ducha Świętego”. Zamiast komentarza, proponuję ilustracje muzyczne.

 

14:10, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (20) »
wtorek, 21 kwietnia 2015

            Kandydat PiS na prezydenta, Andrzej Duda, szybko pokazał w jakim poważaniu ma tragicznie zmarłych Marię i Lecha Kaczyńskich. Podczas mszy żałobnej w Katedrze Wawelskiej, w rocznicę pochówku prezydenckiej pary, Duda postanowił sobie pogadać przez komórkę. Z miną uczniaka chowającego papierosa w rękawie przysiadł gdzieś w bocznej ławce i tak zbunkrowany prowadził rozmowę. Wszyscy oczywiście wiemy, że skoro pan Duda należy do PiS, to przez telefon podczas mszy żałobnej za Marię i Lecha Kaczyńskich może jedynie ratować Polskę, na przykład rozmową z Kochaną Mamusią. Wyobrażam to sobie tak:


            -Andrzejku, mój Dzióbku Słodki, Mamusia zrobiła obiadek dla Synka, nie siedź tam za długo. W kościele są przeciągi, uważaj na nerki, bo będzie Synek w nocy wstawał siusiu. Mamusia nie może już zbierać podpisów dla Synka na uczelni, bo jej wrogowie Polski zabronili, ale Mamusia była u każdego sąsiada przypomnieć, na kogo oddać głos. Synuś, kochany, a te litery na wieńcu, który złożyłeś na grobie Lecha i Marii Kaczyńskich, wiesz, te reklamujące mojego Kochanego Kandydata na Prezydenta, były trochę za małe, bo nie bardzo widać, co tam jest napisane (dla tych, co nie wiedzą- Andrzej Duda składając na grobie Kaczyńskich wieniec w rocznicę katastrofy Smoleńskiej, zamieścił na nim swą reklamówkę, jako kandydata na prezydenta- wielki napis informujący, że kandyduje). Może powinniśmy zatrudnić cheerleaderki, ubrać je na biało czerwono, żeby wykonały układ przy sarkofagu? Mamusia się tym zajmie! Pa, Dzióbasku, Pa!!!


            Zdjęcia Dzióbusia rozmawiajacego z Mamusią wyciekły za sprawą księdza Sowy, który oglądając telewizję utrwalił ten obrazek. Oczywiście podniósł się wrzask SEKTY, że Sowa powinien zwrócić uwagę ich kandydatowi, a nie fotografować. No tak, głuptaki uważają, że dorosłemu kandydatowi na prezydenta z ramienia PiS trzeba zwracać uwagę. Nic dziwnego, skoro prezes ma ludzi do zwracania uwagi, by przesłonił rozpięty rozporek, to dlaczego Dudzie nie zatrudnić niani do pilnowania, by trzody nie robił w kościele? Problem w tym, że strach uwagę zwrócić, bo jak raz poseł zwrócił uwagę innej gwieździe PiS, profesÓr posłance Krystynie Pawłowicz, by nie żarła chabaniny na sali obrad Sejmu RP, to wpadła w szał i zaczęła bluzgać. No i najważniejsze: Ksiądz Sowa nie mógł Dzióbaskowi zwrócić uwagi, bo go tam nie było, ksiądz oglądał go w telewizorze!

            Ponieważ najlepszą obroną jest atak, Andrzej Duda ogłosił dziś, że za usterki techniczne podczas meczu żużlowego na Stadionie Narodowym odpowiada Platforma Obywatelska. Spieszę, Dzióbasku z wyjaśnieniem, że PO nie odpowiada ani za pracę mechaników, ani organizatorów tej imprezy, ani nawet za to, że Andrzej Duda ma kłopoty ze zrozumieniem, gdzie używać telefonu. Nie odpowiada za to, że prezes nie zapiął rozporka, nie odpowiada również za źle zespawany płot pod domem pana Dudy. Polska to wolny kraj i każdy odpowiada za swoją robotę.

            -Pamiętaj, Dzióbasku o cheerleaderkach, Mama.

 

 

            P.S. Jestem ateistą, a wiem jak się zachować w kościele, nawet będąc jedynie turystą, choć zdarza się, że jestem zaproszony na uroczyste msze z okazji ślubu, czy pogrzebu. Kandydat PiS na prezydenta, Andrzej Duda (Wolska) ma z tym kłopot. Ponieważ od wyborców PiS spodziewam się pytania "Rozmawiał, no i co?" z góry odpowiadam: JAJCO!

            P.S. Propozycja dla aktywistów PiS: Skoro już do rangi uroczystości urasta rocznica pogrzebu (nie śmierci), proponuję uczcić także rocznicę sekcji zwłok, rocznicę budowy pomnika, rocznicę interpelacji poselskiej Gosiewskiego. ECIEPECIE!

 ERRATA.

            Ponieważ zostałem przez funkcjonariuszy PiS zbluzgany w charakterystyczny dla nich sposób, że to nie była msza na Wawelu, tylko oczekiwanie na koncert w Bazylice Mariackiej, spieszę partyjnym burakom z wyjaśnieniem, że koncert żałobny ku czci pary prezydenckiej, na którym Duda gadał przez telefon był częścią uroczystości żałobnych. Może to nie jest do końca jasne dla miłośników PiS, ale wchodząc do bazyliki, czy jakiegokolwiek innego kościoła, wyłączamy komórki, a już z pewnością nie gadamy przez nie, podobnie jak wchodząc do teatru, opery, kina, filharmonii, zwłaszcza jeżeli to koncert uroczysty i w dodatku żałobny. Słomę z butów wyciągamy w domu i upychamy w siennik. Chabaniny dla posłanki Pawłowicz też nie wnosimy na takie uroczystości, bo tego wymaga szacunek: dla miejsca, dla gospodarzy, dla tych, którym koncert jest dedykowany. Jest jeszcze jedna opcja: Jeżeli niespecjalnie czujemy potrzebę okazania szacunku tragicznie zmarłym Marii i Lechowi Kaczyńskim, to zostajemy w domu i nie udajemy przejętych, bo rozmowa przez komórkę na koncercie albo napis na wieńcu składanym na sarkofagu "ANDRZEJ DUDA KANDYDAT NA PREZYDENTA", to ostentacyjne olewanie zmarłych, którym jest poświęcona uroczystość.

11:33, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (20) »
niedziela, 19 kwietnia 2015

            Pyrrus (gr. Πύρρος, łac. Pyrrhus, ur. 319, zm. 272 p.n.e.)- król Epiru z dynastii Ajakidów w latatach 307- 302 p.n.e. i od 297 p.n.e. do swojej śmierci, król Macedonii w latach 288- 285 p.n.e., król Sycylii w latach 278- 276 p.n.e., syn króla Epiru Ajakidesa i królowej Ftii II. Znany z powiedzenia „pyrrusowe zwycięstwo” za sprawą licznych, tak błyskotliwych i zwycięskich, jak i kosztownych oraz wyniszczających bitew, które były jego udziałem (jego sztuki wojennej i forteli nie powstydziłby się Napoleon z najlepszego okresu Jeny i Austerlitz). Zginął marnie za sprawą wiecznej wojny, którą prowadził: podczas nocnego najazdu na Argos, stara kobieta rzuciła mu z okna w łeb cegłą, gdyż zagroził jej synowi. Zanim doszedł do siebie, został rozpoznany przez dwóch zwykłych siepaczy, którzy go, niewiele myśląc, zdekapitowali.


            Radny i wiceszef Sejmiku Pomorskiego, Waldemar Bonkowski, to świetny materiał kliniczny do opisu schizofrenii PiSowca. Dzięki swej pracy na roli i unijnej pomocy, trafnym inwestycjom, licznym prywatnym firmom, które prowadził, jest człowiekiem niezwykle majętnym, choć prawomocny wyrok sądowy za nakłanianie pracownika firmy „Bielnik” do fałszowania dokumentów, każe się domyślać, że podparł się tu i ówdzie nielegalnymi metodami. Przy spłaconych właśnie kredytach, jego oświadczenie majątkowe mówi o domu wartości 400 tys. złotych, 300 tys. oszczędności gotówkowych oraz majątku rolnym wartym kilkanaście MILIONÓW złotych, lecz mimo to gania po Polsce jak pomylony z bannerami treści co najmniej paranoicznej. Weźmy na przykład banner z portretem zbrodniarza wojennego z Auschwitz, Josefa Mengele obok portretu premier Ewy Kopacz i napisem „Plan B. Biologiczna zagłada narodu przez...” Biedny PiSowiec, „biologicznie zgładzony” przez przemiany, które go zrobiły milionerem!!! Co za straszna zagłada! Inny banner głosem Bonkowskiego woła, jakoby prezydent RP Bronisław Komorowski i przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Donald Tusk, stracili prawo do bycia Polakami, czyli widoczny jest tu klasyczny symptom PiSowskiego zwyrodnienia mózgu, każący dotkniętemu tą straszną chorobą wierzyć, że to on ma prawo do oceny, kto jest Polakiem, a kto Polakiem nie jest. Co, SEKTA? Nie macie tak w swojej przestrzeni pomiędzy uszami? Co z tym chorobliwym poczuciem mocy, dającym przekonanie, że jesteście uprawnieni do udzielania odpowiedzi na pytanie o Polskość? Co, dacie mi „słowo mohera”, że macie rację? I WY SIĘ DZIWICIE, ŻE JESTEŚCIE SAMOTNI!!! DZIWICIE SIĘ, ŻE NIKT Z WAMI NIE CHCE GADAĆ! I może jesteście jeszcze bardziej zdziwieni, że nie pomagają Wam bannery Bonkowskiego z napisem „ Czas oczyścić Ojczyznę z jej grabarzy” i „Kto popiera Partię Oszustów, jest przestępcą i wspólnikiem zdrajców Polski”. BIEDNA, POKRZYWDZONA SEKTA, ATAKOWANA „PRZEMYSŁEM POGARDY”, KTÓRY DOPROWADZIŁ DO SMOLEŃSKA!!! ŁOJ, ŁOJ, ŁOJ, dalej PiS jest zdziwione swoją samotnością?

            Na swojej bramie wjazdowej Bonkowski umieścił tabliczkę: „Uwaga! Byłym funkcjonariuszom PZPR, UB, SB, ORMO, wszelkim konfidentom oraz lewakom i wrogom IV RP wstęp wzbroniony”. Pomijając już fakt, że jest to żywcem wzięta z restauracji Wolnego Miasta Gdańska parafraza hasła „Psom i Polakom wstęp wzbroniony”, brakuje tam ważnej informacji, że nie dotyczy funkcjonariuszy PiS, którzy mogą być dowolnymi kanaliami i mieć dowolnie szmatławą przeszłość, by wejść do Bonkowskiego. W obecnej kampanii wyborczej, występuje pod hasłem „Rodacy, wybierzmy prawdziwego Polaka, patriotę Andrzeja Dudę na prezydenta Polski, a nie namiestnika i strażnika układu okrągłostołowego, dla którego zgoda i bezpieczeństwo oznacza zgodę na rozbiór naszej Ojczyzny oraz bezpieczeństwo dla zdrajców i złodziei”. Czy Czytelnik sobie wyobraża, jak pokładam się ze śmiechu nad klawiaturą? Cóż za zwięzłe, błyskotliwe inaczej hasło, którego początek zapominamy w połowie drogi do końca! A jakież ono merytoryczne! Ten „okrągłostołowy” to niewątpliwie Jarosław Kaczyński, uczestnik Okrągłego Stołu- i to zespołu do spraw REFORM POLITYCZNYCH!!! Jego brat, Lech Kaczyński zaś, na którego dziedzictwo powołuje się ów „patriota Duda”, był nie tylko uczestnikiem Okrągłego Stołu, lecz i Magdalenki! Oczywiście znowu mamy tu klasyczny objaw wspomnianego wyżej zespołu chorobowego zwanego tu roboczo PiSowskim zwyrodnieniem mózgu. Jak tam, MOHEROWA SEKTO, to Wy oczywiście czujecie się obrażani, czytając ten felieton, jakże by inaczej, nieprawdaż?!

            Bonkowski sam przyznaje, że przez swoje zachowanie stracił przyjaciół. Odeszła też od niego żona- jak się okazało, wielomilionowy majątek nie jest wystarczający dla utrzymania życia rodzinnego. Znowu jest to zjawisko typowe dla dotkniętych PiSowskim zwyrodnieniem mózgu- tak często są to ludzie pozbawieni zdolności społecznych, tracący najlepszych przyjaciół, niezdolni do funkcjonowania w żadnej społeczności, nawet rodzinnej. I co? ZNOWU WINIEN WOLAND, ŻE O TYM PISZE? Kiedyś poświęciłem osobny felieton życiu rodzinnemu tej prawej i sprawiedliwej partyi- kliknij tu, w ten akapit, by sobie przypomnieć te przykładne rodziny.

            Nie mogę sobie odmówić przyjemności przypomnienia pierwszego słynnego bannera Bonkowskiego: „Dziś lesby- geje, jutro zoofiliści (pisownia oryginalna), kto pojutrze?” Właściwie nie wiem, dlaczego nie stoi z tym przed Kurią Krakowską- matecznikiem Wojtyły i wyświęconego przez niego Wesołowskiego, ale to szczegół wobec chrześcijańskiej słodyczy transparentu.


            Na zakończenie przypomnę, że to ja, Woland, winien jestem "przemysłowi pogardy" i..., co za tym idzie, Smoleńska, takoż rzekł Prezes Pan, ECIEPECIE, a felieton oparłem na informacjach zawartych w sieci, a w szczególności w reportażu, który można przeczytać klikając w ten akapit. Miłej zabawy!

 


 

11:17, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
czwartek, 16 kwietnia 2015

BDSM

O WOLNYM (NA DŁUGOŚĆ ŁAŃCUCHA).

 

PEWIEN HARLEYOWIEC Z ROSJI

JEŹDŹCEM ZOSTAĆ CHCIAŁ WOLNOŚCI

PRZYPIĄŁ SIĘ CHŁOPINA

DO SMYCZY PUTINA

TERAZ GODZIEN JEST LITOŚCI.

 

Spontan i naturalność, niczym w Radio Maryja. 

            Jest taki naród, który da się rozpoznać na pierwszy rzut oka. Każdy jego obywatel nosi w sobie cząstkę Kremla, którą po prostu widać. Nawet, gdy bardzo chce naśladować Zachód, zawsze zrobi coś takiego, co go zdradzi. Ćwierć wieku temu tak było i z Polakami, myślę że jakieś endemiczne okazy tamtej epoki żyją sobie spokojnie w swoich enklawach, nie zdając sobie sprawy z tego, jak wygląda świat wokół nich. Gdy patrzę na obrazek powyżej, przypomina mi się historia z pierwszych lat przemian nad Wisłą: Celnik zdemaskował polskich przemytników narkotykowych udających biznesmenów. Jedyną, ale wystarczającą przesłanką, jaką posiadał, był biały kolor skarpetek naszych "światowych tygrysów biznesu". Przyglądając się zamieszczonym obrazkom, doznaję podobnej iluminacji, jak ten celnik: COŚ TU NIE GRA! Ale czego mogę się spodziewać po ludziach, którzy się nazwali "Nocne wilki"? Brzmi, niczym "Iwan i delfin"! Albo "Meteor"! Dzieckiem w podstawówce będąc, zabawiałem się w wymyślanie obciachowej ksywy dla nielubianego kolegi. Przez jakiś czas wołaliśmy na niego "Pisuar" (choć jeszcze nikt wtedy nie wiedział, że powstanie PiS i ktoś sam sobie wybierze taką nazwę), ale ostatecznie zwyciężyła ksywa "Meteor", brzmiąca jak wzięta z radzieckiego filmu dla młodzieży. Rację miał Zbigniew Herbert twierdząc, że estetyka może być pomocna w życiu i nie należy jej zaniedbywać!

Byłbym zapomniał: Przyjmiecie KANDYDATA???

            "Wilk łańcuchowy" nie brzmi zbyt dobrze nawet, jeżeli łańcuch sięga daleko. Cóż mogę powiedzieć "Wilkom"?! Polska Policja ma świetnie wyszkolone oddziały prewencji, które ocalą Wasze pampersy przed zabrudzeniem. Zabezpieczały już największe imprezy sportowe i nie takie "parady patriotów", jak tych kilka chopperów walących na Berlin. Co prawda nie rozumiem, dlaczego nie dogadacie się z Niemcami, by z pominięciem Polski udać się tędy, gdzie jest Waszej rury bieg, tym niemniej Wasze tyłki i "motóry" będą bezpieczne, chyba że zechcecie uciec ochronie. Darujcie sobie taki pomysł, bo co prawda gęba nie szklanka, ale przecież i tak daleko nie uciekniecie, bo Wasz łańcuch sięga tylko do Berlina. Warto tak robić z siebie idiotów za tę nędzną kość, która niewątpliwie czekać będzie na Was na Kremlu?


 

            

15:11, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
niedziela, 12 kwietnia 2015

            Kokosów nie ma, ale biedy też się ustrzegła, choć nie wierzę, by nie zadawała sobie pytania „jak długo jeszcze da radę tak żyć?”, bo domek z kart, który zbudowała, może runąć w każdej chwili. Święta są dla niej okazją do odwrócenia uwagi od codzienności, co akurat nie jest niczym złym, każdy potrzebuje czegoś „extra”. Przygotowania obejmują porządki w domu i na grobie męża, pranie oraz świąteczny jadłospis: Kilka rodzajów ciast, zestaw wędlin i mięs- będzie czym podjąć młodszego syna, synową, ich dzieci..., jest nawet gotowa na wizytę rodziców synowej. Paradoksem jest, że mimo słusznych lat i zestawu chorób na karku, praca w tym wszystkim jest dla niej najłatwiejsza. Sprzątanie, pranie, zakupy, gotowanie, wizyta na cmentarzu....


            Jeszcze piętnaście lat temu odbierała to zupełnie inaczej. Uwielbiała małomiasteczkowe plotki, najchętniej chodziłaby po domach od jednej sąsiadki do drugiej, potem na rynek, do kościoła i pod sklep, a potem od nowa. Przedświąteczne przygotowania męczyły ją i gdyby nie tradycja, zrezygnowałaby z nich bez żalu. No..., może szkoda by jej było tego miłego uczucia pewności, że jest się czym pochwalić- żaden król by nie narzekał, trafiając do niej w gościnę, bo i bluźnierstwem byłoby narzekanie na te proste i niewyrafinowane, za to syte i wprost rozpływające się w ustach smakowitości. Dziś jednak jest inaczej- dziś prace domowe są czymś więcej, niż obowiązkiem- to niezawodny pretekst do ucieczki. Dziś tak panicznie boi się pytań, że prawie całkowicie zrezygnowała z życia towarzyskiego. Rozmowy stają się katorgą, bo albo zmierzają w złym kierunku- ku problemom o których wolałaby zapomnieć, a już z pewnością, nie chciałaby ich wywlekać na forum dyskusyjne i poddawać pod osąd lokalnej społeczności, albo dyskutanci dyskretnie pomijają drażliwy wątek nawet, gdy się sam nasuwa na język, przez co rozmowa staje się żenująco sztuczna (ten drugi przypadek zdarza się przy rozmówcach znających jej kłopoty, współczujących i do tego taktownych wobec niej, aż do granic hipokryzji).

            Odwiedziłem ją w te Święta: Skosztowałem jej pysznych wypieków, piłem właśnie kawę, gdy zadzwonił mój telefon. Przeszedłem do pokoju obok, żeby porozmawiać. Wtedy zobaczyłem coś, co do dziś rozwierca mój umysł: Pod zaścielonym jak do spania tapczanikiem, stała sobie równiuteńko „bateria browarów”- na oko sześć lub osiem, a w środku, pomiędzy nimi, stało czyste wiaderko na wymiociny. To zwieńczenie jej wielkanocnej oferty dla czterdziestodwuletniego pierworodnego, lokatora tego pokoju. „Syneczku, wszystko gotowe, kupiłam ci dużo piwa, prawdziwego, dobrego piwa, a nie tych ohydnych 'męczenników', którymi katujecie się 'na gównie' (slangowa nazwa miejsca spożywania tanich alkoholi przez miejscowych alkoholików). Nie chodź tam w te święta. Przyjdzie brat z rodziną, będą jego dzieci, a może i jego rodzice. Nie rób wstydu, ja ci tu wszystkiego naszykowałam, jest czysto, ciepło, jest jedzenie, jest dobre piwo i jest wiaderko na wymiociny, nawet nie będziesz musiał iść do kibla, jak ci się zachce rzygać”.


            Od autora.

            Pamiętacie od jakiego to ja czasu w takiej, czy innej formie raportuję losy tej rodziny (nawet ilustrację muzyczną wraz ze wstrząsającym teledyskiem już Wam pokazywałem co najmniej kilka razy)? Na blogach jest to prawie pięć lat. Był czas, gdy synuś butnie wykrzykiwał, że to jego pieniądze i jego życie. Nie trzeba było długo czekać, by okazało się, że ani jedno, ani drugie. Nie można nawet napisać, że ten człowiek się zabija, bo on broni się przed śmiercią, jak umie. Wykorzystuje opiekę rodziny i państwa do maksimum, a śmierć obdaruje go swoim towarzystwem, dopiero gdy sama o tym zdecyduje. Nie ma kontroli nad niczym, za wyjątkiem kąpieli w rynsztoku uzależnienia, podczas której ochlapuje innych, a czasem ich również wciąga. Dzisiejsza notka jest z lekka podkolorowana, gdyż oczywiście nie mam dostępu do myśli bohaterów. Tyle, że myśli, to jedyny fragment fabularyzowany, cała reszta jest faktem. Co się zaś tyczy myśli..., mimo że to jedynie domniemania, są one wysoce prawdopodobne. Wbrew pozorom, mechanizmy iluzji i zaprzeczeń funkcjonują w utartych schematach. Oczywiście, występują pewne indywidualne cechy, ale w obrębie ustalonych reguł. Gdy zrobisz samolot z papieru i wypuścisz go przez okno w deszczową i wietrzną pogodę, to mimo iż nie wiesz, gdzie spadnie, to jednak jest to niezaprzeczalne, podobnie jak to, że będzie miotany podmuchami i zmoknie. I z dużą dozą pewności można założyć, że obserwator powie „ale nim rzuca wiatr”.

             Pozostaje jeszcze pytanie „czemu ma służyć ten felieton”. Chciałem pokazać, jak można wszystko w życiu podporządkować uzależnieniu i współuzależnieniu. Do jakich absurdów dochodzi (patrz- piwo i świąteczne wiadro na rzygowiny dla tego, kto alkoholu nie powinien dotykać). Przeciętny człowiek potrafi dostrzec aspekt finansowy uzależnienia, redukcje potrzeb do picia, choć marzyłby się dom, samochód, wczasy, kino, koncert, teatr. Brak takich „luksusów” nie jest ciężki do wyobrażenia, ale co powiecie na brak możliwości prostego, najzwyczajniejszego w świecie plotkowania, codziennych rozmów sąsiedzkich, spotkań towarzyskich. Zwróćcie uwagę, do jakich czarów dochodzi, jeżeli jakimś cudem przydarzy się takie spotkanie. Nie tylko w tej historii, bardziej istotne jest to, co zobaczycie w codziennym życiu- Wasze rodziny, Waszych znajomych, Waszych sąsiadów, czy współpracowników.

 


 

13:22, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2
Tagi