RSS
niedziela, 10 kwietnia 2016

 

            Ach..., jakże mi niewymownie przykro! Na okrągłą, siedemdziesiątą drugą miesięcznicę nie będzie premiery „Smoleńska”. A już myślałem, że będę mógł drzeć łacha ze znanego z czarnego humoru Marcina Wolskiego i jego autorskiego scenariusza. Tymczasem film w PiS du i cały misterny plan też w PiS du, jak mawiał znany z sympatii do PiS señor Siarra.

            Cóż mi pozostało??? Zamiast recenzji filmu, przedstawię recenzję zwiastuna. Może to i lepiej, bo taka dawka paranoi mi w zupełności wystarczy. Do rzeczy!

            Zwiastun „Smoleńska” jest dziełem kompletnym. Obrazuje przemianę świadomości dziennikarki o typie osobowości „gęś gęgawa” (obrazek powyżej) pod wpływem rewelacji dzielnych paranoików smoleńskich. To typowy film drogi z cyklu „wiódł ślepy kulawego”. Ot, na przykład pewien przygłup retorycznie klaruje wspomnianej gęsi: „czy Polacy naprawdę wierzą, że brzoza zniszczyła tak wielki samolot?”, a inny głuptak przekonany, iż Tu 154M projektowany był jako kombajn do cięcia brzóz z wrodzonym sekciarskim kretynizmem mówi o „pancernej brzozie” i samolocie obracającym się wokół własnej osi na wysokości mniejszej, niż długość skrzydła. Dyskretnie nie wspomniał o tym, że podnoszący lot po komendzie pull up Tupolew nie miał osi równolegle do ziemi i cały czas, do momentu obrotu o 90 stopni zwiększał wysokość, bo jeszcze by zrozumiał, jak to jest możliwe zwłaszcza, jeżeli dopuściłby między uszy informację, że część skrzydła upierdzieliła rzeczona brzoza. Do tego ta atmosfera grozy: na przykład „trumny przyjechały zaplombowane”! Straszne! A przecież każdy by „se” chciał je otworzyć, zajrzeć do środka! Albo i by nie chciał. Do wyboru! W każdym razie, zwiastun uznaje to za niezwykle podejrzaną rzecz. Jak i wiele innych, lecz nie będę Wam odbierać przyjemności oglądania. A ja, debil, do tej pory myślałem, że nikt by nie chciał, by w transporcie zaglądano do zwłok. Zapraszamy do Tworek! Alternatywnie proponuję zapoznanie się z moim uzasadnieniem nazywania bohaterów zwiastuna przygłupami, głuptakami, gęsiami, etc....

            Zacznę od tego, co zawsze przy tej okazji staram się podkreślać. Nie jest niczym złym, ani urągającym godności, czy inteligencji, brak znajomości zasad fizyki. Podejrzewam, że większość muzyków, pisarzy, poetów, czy aktorów, których podziwiam, miało blade dość pojęcie o zwykłych zasadach dynamiki. Brak wiedzy nie czyni z nich przygłupów. Skoro nie brak wiedzy, to co robi z obywatela, zwykłego głuptaka? Otóż człowiek przesuwa się w stronę debilizmu, gdy gada o rzeczach, których nie rozumie, wymyśla swoje teorie i próbuje „nauczać” w obszarze swej niewiedzy. Tak jest z Macierewiczem Antonim, Wojciechowskim Januszem, Stankiewicz Ewą, Pospieszalskim Janem i innymi paranoikami smoleńskimi. Tyle tytułem wstępu.

            Wróćmy do przygłupich bohaterów zwiastuna. Zapewne większość z Was zwróciła uwagę, że przeważająca część posmoleńskich nieszczęśników (w tym jegomość ze zwiastuna) uważa, iż wielkość i ciężar samolotu były atutem w starciu z brzozą. Tymczasem jest dokładnie przeciwnie: Cholerny samolot podczas lotu „opiera się” na skrzydłach, do których jest, mówiąc schematycznie, przyłożona siła nośna unosząca go. Im większy i cięższy samolot, tym większe naprężenia działają na skrzydła. Nawet w wypadku idealnego lotu bez oporów, turbulencji, ze stałą prędkością i wysokością, skrzydła obciążone są tym bardziej, im cięższy jest statek powietrzny. Unoszą one bowiem całą masę samolotu i ładunku. To nam mówi trzecia zasada dynamiki Newtona i nie potrzebujemy tu żadnej czarnej skrzynki. W rzeczywistości jednak na samolot działają dodatkowe obciążenia, głównie wynikające z sił bezwładności, związanych ze zmianą prędkości liniowej oraz ze zmianą kierunku ruchu, a także podczas zmiany wysokości. Także tym większe, im samolot większy i cięższy. To nam mówi druga zasada dynamiki Newtona- również nie potrzebujemy do tego czarnych skrzynek. To dlatego nowoczesne myśliwce mają zmienną geometrię skrzydeł, by podczas ciasnych manewrów i gwałtownych zmian kierunku i prędkości móc złożyć skrzydła, by im nie poodpadały. Tymczasem co robił wielki, ciężki i rozłożysty Tu 154M? Opadał, by nagle na komendę „pull up” próbować się podnieść, zahamował spadanie i minimalnie się wznosił. Musiał w sposób gwałtowny zmienić wektor prędkości- i to z lotu w dół na lot w górę, czyli najbardziej obciążający sposób. I tak naprężonym skrzydłem przygrzmocił w brzozę. Zresztą, popatrzmy jak wygląda crash test DC7- tak głupi słup telegraficzny obcina mu skrzydło, które przecież nie przenosi takich naprężeń, jak Tu 154M w chwili katastrofy, bo badany DC 7 nie leci, tylko jedzie.

            No..., to zrecenzowałem zwiastun, oceniłem jego bohaterów ujemnie, a teraz mam nadzieję że cały, gotowy film wyjaśni, jakim cudem „Ruskie” zaplanowali miejsce katastrofy i przygotowali podcięte drzewa dokładnie w miejscu wypadku. Najwidoczniej nie doceniam skali pierdolca scenarzysty „dzieła”, Marcina Wolskiego, bo sobie tego nie potrafię wyobrazić! Zamiast tego, w ramach "uśmiechu dnia", komentarz do wypowiedzi reżysera pana Antoniego Krauze (nie mylić z nieżyjącym Krzysztofem), który mocno się dziwował, że wojskowy Ił 76 wykonywał nad lotniskiem "przedziwne próby podejścia do lądowania", mgła gęstniała, a Ił w końcu odleciał- znaczy się, że musiał on był tę mgłę rozpylić! To ja już tylko z grubsza wyjaśnię panu Antoniemu, że mgła ma to do siebie, że gęstnieje, rzednie lub pozostaje bez zmian- innych możliwości nie ma. Wszystkie trzy możliwości są całkowicie naturalne :-) Czyżbym miał tu polew?


            W 12 rocznicę śmierci Jacka Kaczmarskiego, muzyczno- poetycka obietnica dla sekty. Utwór wybrany nie przez przypadek. Dziś ma premierę teledysk Sweet Noise z jego coverem. Nieźle chłopaki wybrali!

 

 

 

03:33, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
piątek, 08 kwietnia 2016

Nocą siedzę przed sobą

ja w cylindrze ja boso

a tam przez wieś z wesela

z nożem w plecach mnie niosą...

Tadeusz Nowak (Psalm o nożu w plecach).

            Bronisław Komorowski popełnił niewybaczalną zbrodnię, podwójną zbrodnię:

            Po pierwsze, ośmielił się być konstytucyjnym zastępcą Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i swą konstytucyjną powinność wypełnił. Pomimo tego, że dał cały miesiąc Marcie Kaczyńskiej na zabranie rzeczy osobistych pary prezydenckiej, rzekomo pogrążone w żałobie PiS znalazło czas, by opluwać pełniącego obowiązki Prezydenta, Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, bo „coś za bardzo mu spieszno było do Pałacu Prezydenckiego”. Wtedy zrzucałem to na karb naturalnych, silnych emocji, które były następstwem katastrofy smoleńskiej. Dziś, spoglądając wstecz widzę, że gdzie były emocje, to były, a gdzie był wyrachowany cynizm, to był! Kto pamięta „żałobną sesję Marty Kaczyńskiej”, bodajże dla czasopisma „Gala”? Kto pamięta 3 miliony odszkodowania? Kto pamięta, jak Marta Kaczyńska brała udział w głoszeniu teorii zamachowych, które nagle przestała głosić, gdy się okazało, że jej Rodzice nie byli ubezpieczeni od zamachu i musiałaby zwrócić odszkodowanie? A kto pamięta cyniczną grę PiS i samego Kaczyńskiego Jarosława, udających spokojnych przed każdymi wyborami (to się robiło aż groteskowe), chowających Macierewicza do klatki, by po wyborach pokazać prawdziwą twarz PiS-owskich psycholi, bredzących o bombach, trotylach, sztucznych mgłach, dobijaniu rannych, helach, sfałszowanych wyborach i innych rewelacjach, które powinny dawać przepustkę do Tworek? Był cynizm? Było wyrachowanie? To skoro już przypomniałem kilka faktów, to może warto odbić piłeczkę? Nie „Co się tak spieszyło Komorowskiemu?”, a „Co miała ukryć Marta Kaczyńska?”, bo na wyniesienie rzeczy osobistych czasu miała aż nadto, natomiast na zacieranie śladów działalności Lecha Kaczyńskiego, czasu nigdy dość, zawsze można na coś trafić przypadkiem! A tu przeklęty Bronisław Komorowski domagał się możliwości wykonywania konstytucyjnych obowiązków! Pierwsza zbrodnia!

            Drugą, jeszcze większą zbrodnią Bronisława Komorowskiego było, iż nie tylko nie sprezentował Kaczyńskiemu prezydentury, nie wycofał się z wyborów, nie namaścił Jarosława, lecz ośmielił się z nim wygrać! Oooo..., tego było za wiele. Spuścił tedy prezes pan ze smyczy swoją sforę, zasilił ją jadowitą gadziną stłoczoną w kółkach Radia Maryja i klubach Gazety Polskiej. Zaczęło się!

            Od razu z grubej rury, sekta z miejsca udowodniła swą podłość i satanistyczny charakter, plując na przykazanie „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” i co niedziela profanując tzw. „Ciało Chrystusa”, żrąc je mając na sumieniu ten ciężki grzech. Oczywiście, konkretnie chodzi o fałszywe oskarżenie Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego o spisek na życie Lecha Kaczyńskiego. Tak jak niegdyś faryzeusze fałszywie oskarżyli Jezusa z Nazaretu o rzekomy spisek przeciw Cesarzowi, tak i współcześnie moherowi zwyrodnialcy oskarżyli Bronisława Komorowskiego o zamach na Lecha Kaczyńskiego. To oczywiście nie wszystko, bo podłości dopełniały kolejne większe i mniejsze łgarstwa.

            Pamiętacie oszczerczą publikację p.t. „Niebezpieczne związki Komorowskiego” niejakiego Wojciecha Sumlińskiego? Dziś już wiemy, że autor jest tak załganą i zadufaną w sobie parówą, że swą TFUrczość posklejał z powieści sensacyjnych tak znanych autorów, jak Albom, Larsson, Steinbeck, MacLean, Chandler, Coehlo. Spójrzcie, jak bezkarny czuł się ten zwyrodnialec wiedząc, że adresatem jego szmatławego gniota jest moherowa sekta, banda zboków, którzy z łamania przykazania „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” zrobiła sobie styl bycia towarzyskiego. Nie wahał się plagiatować autorów, których znają miliony czytelników, także w Polsce! Nie on jeden, bo wystarczy pogrzebać w internecie, by dokopać się do wciąż kolportowanych łgarstw, na przykład rzekomych „dowodów” na to, iż Komorowski wiedział o śmierci Kaczyńskiego Lecha przed katastrofą. Wyobrażacie sobie, by Jarosław Kaczyński mając choćby najmniejsze pozory autentyczności takich „dowodów” nie dostarczył ich do prokuratury i nie pociągnął sprawy choćby do Strasburga, choćby tylko po to, by ja nagłośnić? A te plugawe łgarstwa są kolportowane do tej pory- wiem, bo sam mam w rodzinie taką kobrę, rozsyłającą do wszystkich znajomych (w tym do mnie) takie pomówienia. Internet przyjmie wszystko, jak choćby rzekome stawanie na krześle do fotki w Parlamencie Japońskim. I co z tego, że dawno wyjaśniono, że zdjęcia były robione na podeście, który zwyczajowo był do tego celu wykorzystywany. Kogo obchodzi, że goście byli informowani o takiej możliwości i zachęcani do tego? A kogo dziś obchodzi, że sugerowano związek Komorowskiego ze zniknięciem jakiegoś trzeciorzędnego dzieła sztuki ze ściany pałacu? Kogo obchodzi, że była to bzdura? 

            Zapytacie, dlaczego o tym piszę akurat dzisiaj?

            Odpowiedź jest prosta: Dziś ujawnione zostało kolejne podłe pomówienie przeciw Bronisławowi Komorowskiemu. Wyjątkowo łajdackie, bo dokonał go urzędujący Prezydent RP, właściwie prezydent teoretyczny, Andrzej Duda. Po tzw. „audycie” oznajmił, że Bronisław Komorowski wydał całą pulę pieniędzy przeznaczoną na nagrody dla urzędników Kancelarii Prezydenta. Dziś dowiedzieliśmy się, że niewolnik Duda wydał na nagrody dla swoich podwładnych 800 tysięcy złotych! Nasz cudotwórca wydał pieniądze, które ponoć wydał Komorowski. Nie 100 złotych, nawet nie 1000, a 800 000 PLN!!! Ten sam Duda, który nastawiał paszczę, by sprofanować „Ciało Chrystusa”. Gdyby traktować Eucharystię jak znak, to epizod z „Hostią” która wolała upaść, niż trafić do ust Andrzeja Dudy, który musiał za nią ganiać, to....

            Na zakończenie proszę czytelników, by nie skupiać się na samym fakcie przyznania premii. Każdy szanujący pracodawca stara się zmotywować pracowników systemem nagród przysługujących za uczciwe wykonywanie obowiązków. Każdy pracownik chce dostać premię (może się mylę- kto by nie chciał, kto się broni przed premią?)! Zamiast tego, zastanówmy się raczej, kiedy nagroda jest uzasadniona- czy na zakończenie kadencji, po pięciu latach pracy, czy też na początku kadencji, niczym ten „puchar za zajęcie pierwszego miejsca- na zachętę”?!

            Przede wszystkim pamiętajmy jednak o tym, że Andrzej Duda łże bez zmrużenia oka, że pluje na przykazanie „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” i że jednocześnie regularnie nadstawia paszczę po „Hostię” dokonując profanacji, podobnie jak to robi cała sekta. ZAPRASZAMY DO PIEKŁA!

            Żeby nie było, że zataiłem odpowiedź Kancelarii Prezydenta. Kliknijcie w ten akapit, by ją poczytać. Zwróćcie uwagę, jak najpierw nawijają makaron na uszy, że nagrody pochodzą z innego źródła, a potem, gdzieś w środku tekstu następuje "uściślenie", że Komorowski jednak nie wydał wszystkiego. To mnie wzrusza!!!

00:55, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
piątek, 01 kwietnia 2016

            Wycieraczka, to miejsce szczególne. Można na niej znaleźć przeróżne rzeczy. Antoni Macierewicz znajduje na niej dowody wybuchów- jako normalny człowiek, widzi je również w parówkach, pijiii- bziu i bluffach Rońdy, umie, a nawet umi pokazać je zarówno palcami, jak i palcyma (to drugie, to wersja dla profesora Krystyna), dlatego nie zakładamy mu kaftana. Ja znalazłem wzruszające wyznanie miłości teoretycznego prezydenta, Andrzeja Dudy do żony. To, zdaje się, tekst życzeń urodzinowych, które wdzięczny małżonek złoży jutro, 2-go kwietnia, pani Agacie. Życzenia to z głębi serca dobrej zmiany płynące, przez umyślnego na wycieraczkę z samego Żoliborza dostarczone. Zgodnie z najlepszymi wzorcami dobrej zmiany, przygotowane na specjalnej formule gratulacyjnej teoretycznego prezydenta Dudy przetestowanej już podczas desygnowania Beaty Szydło na urząd premiera teoretycznego (pisownia oryginalna).

Kochana Żono.

            Z okazji Twych czterdziestych czwartych, nomen- omen, urodzin życzę Ci, byś nie była tak wysoka i odpicowana przy Ukochanym Przywódcy. Kucnij, połóż się żabciu, a ja z tego miejsca podziękuję jeszcze raz Prezesowi Panu za jego genialną strategię (całuję rączki Wodzu) i niezwykłą skromność Światłego Umysłu Jego. Dziękuję Ci raz jeszcze i dziękować będę Panie, żeś w Geniuszu Swym władzę oddać raczył (wężykiem, wężykiem). Padam do nóżek, całuję stópki, gryzę poślady, masuję sutki. Bo czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza Prezes Pan Kochany naszego klubu „Tęcza”: Ciągle pracuje, wszystkiego przypilnuje... i jeszcze inni..., niektórzy..., wtykają mu szpilki. To nie ludzie..., to wilki!

Tfuj, tfu, Twój Prezydent.

 


11:39, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (10) »
Tagi