RSS
wtorek, 31 maja 2016

            Zauważyliście, że statystycznego Kiepskiego obraża wiele rzeczy, które wywołują oburzenie jedynie w jego Grajdołkowie? Na świecie są one zupełnie normalne. Ot, choćby uśmiech na powitanie, czy słowo „proszę”, gdy o coś prosimy albo „dziękuję”, gdy otrzymujemy pomoc. Przecież Kiepski nie będzie się cieszyć, jak te fałszywe zachodnie zgniłki, on od pierwszej sekundy dnia ma na twarzy wymalowany głęboki ból istnienia i nie zamierza tego zmieniać! Nie będzie się też płaszczyć, bo Kiepskiemu pomoc się należy, bo jest Polakiem! Europę przed Turczynem i Bolszewikiem uratował! Niemca bił! Albo spróbuj przy Kiepskim założyć marynarkę i skórzane buty, gdy on właśnie paraduje w gaciach, na które zamierza wciągnąć dresik i przyodziać stópki w klapki (koniecznie wsuwane na skarpetę ze znaczkiem „adidas”). „Coś się tak wystroił, elegancik się znalazł”, to tylko przykładowe reakcje, które przecież zdarzało mi się słyszeć. Albo taki papież Franciszek, który nie życzy sobie luksusu wobec swojej osoby- jakże on naszym biskupom Kiepskim mógł ciśnienie podnieść! Taki brak szacunku wobec stolca piotrowego i przywilejów wynikających z zasiadania na nim! Albo tacy cykliści! Zamieszanie robią, zamiast sobie w korku postać, jak każdy uczciwy obywatel!

Pielgrzymka Kiepskich na Jasną Górę.

            Najgorszy jest jednak Tusk! On tak epatuje..., fuj! No przecież gdzież to w piłkę umieć grać! Piłę, to się ogląda, jak mecza puszczą! A charatają w gałę tylko jakieś lemingi! No i biega! Jarosław Kiepski z Żoliborza na samą myśl dostaje zadyszki! W dodatku Tusk biega długodystansowo i na czas! A przecież wiadomo, że porządny Wolak ma kwaśny oddech, tłuste dupsko ulane na fotelu, pilota w garści, browar na stole i dumę narodową w sercu! I SZACUNEK MA DLA BARW!

            No i wyobraźcie sobie, że ten Tusk biega na zawodach! W Brukseli biega! W krótkich spodenkach biega! Czerwonych! I jeszcze w drodze na start półmaratonu, złożył kwiaty pod prowizoryczną tablicą pamiątkową na stacji Maelbeek (niecały kilometr od startu biegu)! A na sobie miał koszulkę! Białą! Z napisem „BRUKSELA 22/03/2016 PAMIĘTAJ”! Żeby uczcić ofiary marcowego zamachu na tej stacji! Tego Kiepskim było za wiele. W sieci burza- „jak on tak mógł, co za brak szacunku”, Kiepscy lamentują i złorzeczą, a ja coś Wam tymczasem puszczę.

            Tak, tak, na samej murawie 25 facetów w krótkich spodenkach (22 piłkarzy + 3 arbitrów), poza nią dużo więcej, upamiętniają minutą ciszy ofiary katastrofy pod Smoleńskiem. Bo dla sportowca, strój w którym startuje na zawodach jest jak mundur dla żołnierza. Tylko skąd Kiepscy mogą o tym wiedzieć?!

 

 

00:04, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
niedziela, 29 maja 2016

           Szef MSW, Mariusz Błaszczak, przy którym Jaś Fasola jawi się niczym James Bond przy inspektorze Clouseau, wsławił się w ostatnich dniach zdradą swych podwładnych, mszcząc się za prawidłową interwencję policji w Gdańsku, gdyż szeregi pacyfikowanych przez nią nacjonalistycznych zadymiarzy zasilała córuś PiSowskiej radnej. Niby nic nowego, bo PiS opiera się właśnie na zdradzie, lecz wobec zagrożeń terrorystycznych i zbliżających się Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, tak bardzo bym się nie cieszył. Gdybym miał wymienić największe zagrożenia terrorystyczne grożące w najbliższym czasie Polsce, wymieniłbym kolejno:

  1. Antoni „Psycho” Macierewicz.

  2. Zbigniew „Zero” Ziobro.

  3. Mariusz z Sochaczewa Kamiński.

  4. Mariusz z Legionowa Błaszczak.

            Kolejność nie jest przypadkowa. Antoni M. zdradził już polskich żołnierzy, wystawiając obcym kontrwywiadom ich informatorów. Głównie tych z regionu aktywności Al Kaidy, ISiS i innych muzułmańskich ekstremistów. Do tego z konsekwencją psychopaty usuwa ze służb specjalnych i mundurowych każdego doświadczonego oficera. Czystki tam przeprowadzane można przyrównać jedynie do stalinowskich czystek wśród sowieckich oficerów (jak pamiętamy, dzięki temu Hitler doszedł aż pod Leningrad, Moskwę i Stalingrad). Stanowi on aktualnie największe zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeczpospolitej (zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego, wszak właśnie robi czystki w armii i blokuje przetargi na sprzęt wojskowy- w tym śmigłowce bojowe).

            Zbysiu- człowiek porażka, czego się nie tknął, to spieprzył, bo zanim zrobił, to o tym opowiedział w telewizji. Czystki, podkładanie świni kolegom przez nakłanianie ich do przestępstw, fałszywe oskarżenia, to jego domena. Wyobrażacie sobie, żeby jakakolwiek służba przekazała takiemu człowiekowi pełne dane dotyczące swojej pracy? Równie dobrze można grzechotnikowi palcem umyć zęby!

            Mariusz z Sochaczewa, przestępca ułaskawiony przez teoretycznego prezydenta Dudę, umie (a właściwie „umi”) tyle co Ziobro, tylko nie jest tak podstępną i zdradziecką mendą. Powiedziałbym, że ma nawet w sobie coś na kształt sentymentu do swych podwładnych. Toć za najsłynniejszego żigolaka wśród agentów, niejakiego Tomasza K., to on był skłonny ręczyć słowem harcerza. Ziobro nie miał tyle skrupułów: Gdy ktoś z jego podwładnych wpadł w jakieś bagno, to mu jeszcze w łeb sztachetą gotów był przywalić, żeby się nie męczył (że tak przypomnę jego zastępcę, Janusza Kaczmarka, bądź rządowego kolegę, Andrzeja Leppera). W każdym bądź razie zarówno jeden, jak i drugi, zamiast ścigać przestępców, zajmowali się wrabianiem konkurentów politycznych. Siłą rzeczy, jeżeli służby zamiast ścigać przestępców, produkują nowych, to już lepiej by ich wcale nie było.

            Kimże jest Mariusz z Legionowa, by go stawiać w jednym szeregu z tak groźnymi kolegami? Niczym Jaś Fasola- nie wie, co to lęk, nie wie, co to strach, po prostu się boi i nie wie nic. Jest jednak, NIESTETY, cywilnym szefem policji, szefem BOR i ma już na koncie jeden „zamach” na prezydenta przeprowadzony przez swych podwładnych, którzy oszczędnie założyli zużyte opony do pancernej limuzyny teoretycznej głowy państwa. Teraz Błaszczak do tego dorzucił strach policjantów przed zdecydowanymi interwencjami (kto im zaręczy, że wśród atakujących bandytów nie ma nikogo z PiS, skoro tak się składa, że ta partia akurat z bandytami współpracuje wyjątkowo chętnie- czy to faszyści, czy komunistyczni przestępcy sądowi, czy skazani byli i obecni szefowie CBA)- dziś lepiej uciekać, niż się narazić szefowi MSW prawidłową interwencją.

            Póki co, jakich mamy wyborców, takich i terrorystów, ale zważywszy na to, kto nas przed nimi ma bronić, wszystko jest możliwe. Jakież piękniejsze zaproszenie do potencjalnych zamachowców można wystosować, niż zwalniając najbardziej doświadczonych oficerów i grożąc pozostałym, że wszelkie ich działania i kontakty mogą być użyte przeciw nim samym?!

            Ponieważ w dzisiejszym felietonie powaga przeplatała się z kpiną (z przewagą tej drugiej), prosiłbym by ten akapit potraktować śmiertelnie poważnie. Maryś, córuś gdańskiej radnej z ramienia PiS, Anny Kołakowskiej, po raz kolejny robi za prowokatorkę w nacjonalistycznych zadymach. Ponieważ Mariusz Błaszczak w swym marnym życiu tak był zajęty tkwieniem między pośladkami prezesa pana, że gówno widział, to ja wytłumaczę panu szefowi MSW, co robią takie gówniary w zadymach. To one, jako najsłabsze, spełniają rolę najpierw prowokatorów zadymy, a później podżegaczek do okrutnego rozprawiania się ze sprowokowanym przeciwnikiem. Gdyby pomiędzy nacjonalistycznymi bojówkami z radną PiS i jej córcią w składzie a uczestnikami marszu równości nie było policji, córuś by była na przedzie lżąc uczestników marszu, gdyby to nie zadziałało, kogoś by popchnęła, może kopnęła, może rzuciłaby komuś w łeb butelkę- różne są techniki i różna skala bezczelności w zależności od indywidualnych preferencji prowokatora. W końcu ktoś by jej dał w mordę- niezbyt mocno, ale wystarczyłoby do tego, by „obrońcy czci dziewoi” rzucili się do ataku. I potwierdzi to każdy, kto bywał w takich miejscach, jak Jarocin (ale ten z pierwszych edycji festiwalu, gdy bezpieczeństwo uczestników stało na dużo niższym poziomie i walki między subkulturami były na porządku dziennym). Policja dobrze wie co robi, zatrzymując prowokatorów, bo to takie gnojstwo, jak zatrzymana Maryś, rozpoczyna wielkie bójki, które mogą się przerodzić w zamieszki. Sam się jednak zastanawiam, po co ja to piszę, skoro dla miłośników dobrej zmiany to nie ma znaczenia.

            No dobra, zgrywałem się, dobrze wiem po co ja to piszę: Jeżeli w Polsce dojdzie do zamachu terrorystycznego i będą ofiary śmiertelne, to chcę by był w sieci wyraźny ślad, że ktoś wskazywał słabe punkty bezpieczeństwa wewnętrznego. Podobnie rzecz się ma z zamieszkami. Jeżeli sterroryzowana przez własnego szefa policja wycofa się, dopuszczając tym samym do bezpośredniego starcia dwóch wrogich manifestacji, to będzie to skutkiem sabotażu bezpieczeństwa prowadzonego przez takie indywidua, jak Macierewicz, Ziobro, Kamiński z Sochaczewa, Błaszczak.

 

 

02:57, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 23 maja 2016

            No i się doczekaliśmy. Dzięki „dobrej zmianie”, Komisja Europejska zajmie się Polską dokładnie tak, jak rada pedagogiczna zajmuje się dość zdolnym, ale nieznośnym gówniarzem i tak, jak gówniarzowi grozi zawieszenie w prawach ucznia, tak Polsce grozi odebranie prawa głosu w Radzie UE. To na razie mało prawdopodobne i wszelkie znaki na niebie i ziemi mówią, że jutro nadal będziemy mieć ten głos, ale już sam fakt rozpatrywania takiej możliwości jest upokarzający i pokazuje, do jakiej pozycji banda Jarosława Tchórzliwego doprowadziła Polskę. Wracając do rady pedagogicznej i sądzonego gówniarza: Kto z nas nie pamięta kolegów z lat szkolnych wracających z dywanika u dyrektora, mówiących z cwaniackim uśmiechem „Dyro?! Nic mi nie zrobił, co on mi może?” Jednak zarówno uśmiechnięty gówniarz, jak i słuchająca klasa dobrze wiedzieli, że rodzice delikwenta nie będą zachwyceni, a i nauczyciele będą go traktować w sposób daleki od życzliwego, a obu tych przyjemności chojrak wolałby uniknąć. Wiem to, bo sam przechodziłem przez szczenięcy wiek i zachowywałem się jak gówniarz. Tyle, że miałem wtedy lat 12, 14, 16, a nie 67, jak prezes pan. Bo biję każdy zakład, że tuż po orzeczeniu KE, ten podstarzały gówniarz ogłosi, że nic nam nie zrobili, bo nie mogli zrobić, choć wszyscy zajmujący się polityką dobrze wiedzą, że Polska właśnie zajęła pozycję smarkacza, którego losy ważą się wśród członków rady pedagogicznej. Pogratulować: Pół roku i z pozycji państwa ubiegającego się o kluczowe role w UE, spadliśmy do roli mało istotnego petenta z pyskatą przekupą w roli teoretycznej premier, a praktycznej dziewczynki do bicia (PiS dba o równouprawnienie- chłopcy i dziewczynki do bicia mają parytet).

            Gówniane stosunki Polski z najsilniejszymi państwami UE i USA nie wróżą nic dobrego wobec mocarstwowych tendencji Rosji, więc nasz przepocieszny szef MON, Antoni Macierewicz, wytrwale buduje struktury „sił obrony terytorialnej”, które według PiSowskich znawców tematu mają być zalążkiem partyzantki odstraszającej Rosjan. Ja co prawda do roli znawcy nie aspiruję, ale jedno wiem na pewno: Jawna struktura, gdzie członkowie oddziałów znają się wzajemnie, gdzie każdy jest na oficjalnej liście płac, posiadając stopień, imię, nazwisko i stanowisko, ma takie same szanse stać się partyzantką, jak jegomość ze zdjęcia powyżej, być polskim odpowiednikiem agenta 007, wtapiającym się niepostrzeżenie w tłum biznesmenów na szczycie G-7, by wynieść stamtąd poufne informacje (z dokładnie tego samego powodu- zdekonspirowania na długo przed przystąpieniem do wykonania zadania). Znając jednak tradycje dobrej zmiany, to że ich superagent mieć będzie sandały na skarpetach, goły tors i siatkę z piwem w ręku jest wysoce prawdopodobne, choć znając życie, będzie to raczej reklamówka. Osobną sprawą jest to, że skoro władza zamiast przygotowywać wojsko do walki, przygotowuje ją do porażki i przejścia do podziemia, świadczy jak najgorzej o jej kompetencjach.

            A propos Antoniego Macierewicza. Słyszeliście, że smoleński zespół specjalnej troski jego imienia, chce zbudować model Tu 154M i go odmuchać w tunelu aerodynamicznym? Tak, tak, to może dla laika brzmi profesjonalnie, ale eksperci od katastrof lotniczych są tym faktem solidnie ubawieni, gdyż nikt na świecie nigdy w ten sposób nie próbował dociec przyczyny katastrofy, bo co ma piernik do wiatraka. No i sprawa podstawowa: SKĄD ONI WEZMĄ TAKĄ WIELKĄ PARÓWKĘ NA TEN MODEL?!

            Z ostatniej chwili: Rzecznik Komisji Europejskiej przypomniał, że KE nigdy nie używała sformułowania „ultimatum”, więc znów się okazało, że teoretyczna premier, Beata Szydło, pieprzyła bez sensu używając tego właśnie zwrotu i puszczając go w obieg medialny. Jak słodko zostać świrem..., a życie toczy się dalej!

 

 

17:44, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 16 maja 2016

            Nikt w miasteczku nie wiedział, ile ma dzieci (szacunkowo kilkanaście- i chyba bliżej 20 niż 10). Słowo. Jedne się rodziły, inne umierały, jeszcze inne dorastały i wyjeżdżały na zawsze. Miałem szanse zapytać o ojca/ ojców, lecz powyższy fakt tak zdominował mój odbiór, że nie przyszło mi to do głowy. W każdym bądź razie od matki- oprócz życia- dzieci dostały biedę, patologię, przemoc, wychowanie ulicy. Problemy z nauką, prawem, życiem społecznym, to była ich codzienność. Nikt za nimi nie przepadał, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo, ale też i nikt się z nimi dobrowolnie na miejsca by nie chciał zamienić. Powiem więcej: Ja, choć widziałem wiele, nie potrafię sobie wyobrazić, jak oni w ogóle dawali sobie radę z codziennością. Potrafię wyobrazić sobie chwilę, jeden wieczór, jeden dzień w ich domu, ale nie całe dzieciństwo.

            Mijały lata i ci, którym dane było dożyć- dorośli, a pozostali trafili pod opiekę grabarza. Program „500+” ominął mamuśkę, więc wpadła na pomysł, by pozwać dzieci o alimenty. Tak, tak, główna odpowiedzialna za ich zmarnowane dzieciństwo i brak szans umyśliła, jak tu dodatkowo uprzykrzyć i tak już zniszczone życie swojego potomstwa. Na przeszkodzie sprytnemu planowi mamuśki stanęły sądy (zwane przez rzeczniczkę PiS „bandą kolesi”), odsyłając macierz wraz z jej żądaniami wobec dzieci w dalekie PiS du.

            Może i by nie było tej notki, gdyby nie jeden z głównych skutków ubocznych programu "500+" (po zrujnowaniu budżetu i zachęcie obywateli do pracy na czarno, bądź zbijania bąków na bezrobociu), czyli nagłe przebudzenie "rodzicielskiej miłości" do oddanych do domów dziecka pociech. Obiecane 5 stów za sztukę sprawia, że przeróżne mamuśki i tatuśkowie nagle przypominają sobie, że przecież bachor mógłby na siebie zarobić, PiS daje pulę gwarantowaną, a resztę załatwi ulica. Nie ma czasu czekać, aż będzie je można podać o alimenty- w dodatku sądy (zwane przez rzeczniczkę PiS bandą kolesi) gotowe jeszcze nie uznać roszczeń, tymczasem 500+ wydaje się być pewne.

            Czasem słowo „niesmak” nie wystarcza, by określić to, co czuję.

 

 

01:18, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 09 maja 2016

           Nie niewiedza, nie niechęć do nauki, ale całkowita odporność na fakty i zaprzeczanie im w najprymitywniejszy sposób (poprzez proste przeczenia, obwinianie, bądź bagatelizowanie i zmianę tematu) wyrasta w moich oczach na prawdziwy trąd Wolski. Najbardziej jednak zastanawia mnie, dlaczego Wolacy są tak głupi, że uważają wszystkich dookoła (nie wyłączając mnie samego) za głupszych od siebie wierząc, że ich w ten sposób oszukają.


            Podziwiam blogerów, którzy mają siłę komentować coraz bardziej przestępcze działania partii rządzącej i coraz bardziej absurdalne tłumaczenia sekty. Po pierwsze z powodu ciągłego charakteru tych zjawisk, co staje się męczące za sprawą przewidywalności i monotonii, a po drugie- z powodu narodowej odporności na fakty. Można zarywać noce, rozpisując się na temat szkodliwości parajanosikowej polityki PiS, można tłumaczyć jak krowie na między ryzyko odpływu kapitału z Polski, a i tak na koniec genialny Wolak odpowie, że tak jest nawet lepiej, bo ważny jest polski kapitał. Gdy mu powiesz, że polskiego kapitału jest zdecydowanie za mało w stosunku do potrzeb i żeby nakreślić lepiej sytuację wytłumaczysz, że jedna niemiecka korporacja Siemens ma obrót równy budżetowi całej Polski, która oprócz biznesu musi udźwignąć cały socjal i nadrobić braki rozwojowe, to ci odpowie, że korporacje szukają w Polsce niewolników. I zupełnie takiemu Wolakowi nie przeszkadza fakt, że Siemens płaci polskim pracownikom kilkakrotnie więcej, niż zapłaci polska firma (skoro Siemens szuka niewolnika, to kogo wobec tego szukają rodzime firmy)- dalej będzie bredzić, że Niemiec ma Polaka za niewolnika i robi to dla zysku. I tak jest w każdej dziedzinie ogarniętej morem „dobrej zmiany”. Ostatnio załamał mnie jeden z komentatorów, bodajże na blogu Starszego, który miał pretensje, że powtarzamy jak mantrę zwrot „Trybunał Konstytucyjny” i że on ma już tego dosyć, że chciałby usłyszeć coś innego. To tak mniej- więcej, jakby jakiś ludożerca wrzucił do kotła turystkę i ją powoli gotował, a na jej wrzaski, wspomniany komentator zaczął strofować ofiarę, że o gorącej wodzie już słyszał i może by powiedziała coś nowego, może o tym, że w kotle nie ma kaczuszki do zabawy, może o tym, że przydałby się telewizor, żeby ofiara mogła sobie obejrzeć film lub transmisję sportową, żeby wreszcie mówić o czymś ciekawszym, niż tylko „parzy, ratunku, wyjmij mnie z kotła”, bo to już słyszymy od dawna, a nasz rodzimy Cebulak nie ma obowiązku rozumieć, że w tym momencie jest to najbardziej (nomen- omen) palący i najważniejszy problem ofiary..., ba..., on nie wie nawet, że sam siedzi w tym samym kotle, tylko że jemu jest na razie przyjemnie ciepło, bo właśnie odebrał złotych pięćset.

            Czuję się wobec powyższej sytuacji bezsilny, choć oczywiście nie bezradny, gdyż akurat ja mieszkam z dala od kotła ludożercy- w Irlandii, którą dzicy znają jedynie z „Legendy o Wielkim Zmywaku”, więc wystarczy, jeżeli się nie będę wiązać (chociażby finansowo) z Wolską i taki Wolak może mi skoczyć tam, gdzie on może pana majstra w dupę pocałować- i nawet powinien to podkreślić wężykiem! Myślę, że podobne rozterki musiał przeżywać Kopernik zdający sobie dokładnie sprawę, że nie da rady wytłumaczyć niedouczonemu ludowi, że Ziemia wcale nie jest płaska, a w dodatku nie jest pępkiem Wszechświata, dlatego robił swoje, pisał „O obrotach sfer niebieskich”, lecz (nazwijmy to) jedynie jako hobby- w miarę wolnego czasu, bo zawodowo był kanonikiem warmińskim, scholastykiem wrocławskim, a później nawet kanclerzem kapituły warmińskiej. Gdyby nasz drogi Mikołaj próbował ówczesnemu Narodowi tłumaczyć swoje teorie, zostałoby z niego mniej- więcej to, co by zostało ze mnie, gdybym na Jasnej Górze podczas pielgrzymki Radia Maryja próbował tłumaczyć, że Jarosław Kaczyński jest wpychającym nas w łapy Moskwy zdrajcą Polski lub gdyby wszedł na „Żyletę” głosząc kazanie o tym, że lżenie innego Polaka jedynie dlatego, że jest kibicem Lecha, bądź Widzewa jest antypolskie i antychrześcijańskie.

            Pamiętacie niezniszczalnego osiłka o wdzięcznej ksywie „Szczęki” (stosowanej zamiennie z ksywą „Buźka”) w przygodach Jamesa Bonda („Szpieg, który mnie kochał” i „Moonraker”)? Otóż ten wątpliwej inteligencji osiłek był wykorzystywany przez różnej maści gangsterów, gdyż łatwo było nim sterować. Wszystko się zmieniło, gdy James Bond zwrócił mu uwagę, iż jego mafijny przełożony zamierza usunąć ludzi „brzydkich i niedoskonałych”, a ponieważ szczęki był jedynie głupi, a nie ślepy- wiedział że jemu i jego ukochanej brakuje sporo do ideału piękna, przyłączył się do Bonda pomagając mu w zabiciu głównego mafiozo i całej masy mniej znaczących gangsterów. Pomyślałem sobie, że moherowi sekciarze są niczym ów „Buźka”- niezniszczalnymi głuptakami (jeden umrze, na jego miejsce urodzi się pięciu nowych), ale jest coś niezwykle prostego, co powinno dotrzeć w ich obolałą przestrzeń między uszami. Już wyjaśniam, co to takiego.

            Sekta, podobnie jak „Szczęki”, chciałaby być kimś ważnym, a nie niepotrzebnym. To dlatego prezes pan wmawia im ustami Waszczykowskiego, że Polska odeszła od „Murzyńskości”. Nie mówi tylko, że w ciągu pół roku władzy umieścił Polskę w tyle- daleko za Murzynami. I należy to jak najczęściej sekciarzom przypominać. Polska nie tylko spadła w rankingu wolności z trzeciej do piątej dziesiątki, nie tylko rating Polski spadł (PiS właśnie trzęsie portkami przed ogłoszeniem wyników kolejnego ratingu). O tym, jak bardzo Polska, a właściwie Wolska przestała się liczyć w Europie i na Świecie, świadczy traktowanie władz RP przez polityków UE i USA. Właściwie ciężko mówić o traktowaniu, bo przywódcy UE i USA zaczęli mieć niewolników Kaczyńskiego daleko w dudzie. Że prezydent Barack Obama nie spotkał się z Dudą Andrzejem, gdy ten był w USA, propaganda PiSowska tłumaczyła tym, że się skupił akurat na azjatyckich partnerach. Chachacha..., a kongresmeni też się skupiali na Azjatach? Ale z przywódcą KOD się spotkali! Obecnie Kuba ma lepsze stosunki z USA, niż Polska. Tymczasem teoretyczny prezydent Duda, żeby się zobaczyć z jakimkolwiek przedstawicielem władz USA, musiał się uganiać za amerykańskimi senatorami po krakowskich restauracjach, bo ci niespecjalnie kwapili się, by gonić na spotkanie z „Głową Państwa” do Warszawy. Jeszcze bardziej zignorowano teoretyczną premier, Beatę Szydło, która pojechała do USA i żeby nie wyszło na to, że pies z kulawą nogą jej nie powitał, musiała jechać na spotkanie z Polonią i do „amerykańskiej Częstochowy”, by tam jej kadził jakiś tamtejszy biskup- Polak. Nie wiem, czy można dokonać większej demonstracji obojętności wobec polskich władz. To tak, jakby nasz piłkarz- Lewandowski pojechał do Madrytu w nadziei na rozmowy z władzami Realu, ale się okazało, że nikt go nie chce wpuścić na teren klubu, więc zacząłby udawać, że chciał się tylko spotkać z polskimi emigrantami, napić z nimi piwa, pogadać o ich pracy, a potem się pomodlić w tamtejszych kościołach. O traktowaniu władz Polski przez władze UE lepiej nie wspominać, bo te debatują o sytuacji w Polsce tak, jak o sytuacji na Białorusi, deklarując uważny monitoring, a władze naszego największego partnera gospodarczego- Niemiec ignorują żądania przeprosin prezesa, który już nie jako kartofel, lecz ślepy Pinochet jest w ich kraju przedstawiany.

            To jak jest to z tym „liczeniem się z Polską” i „powrotem na należne jej miejsce”?! Jarosław Kaczyński w pół roku zrobił z Polski natrętną muchę przeganianą miotłą, ścierą i czym tam komu wygodniej. Ale to nie wszystko, bo niewolnicy Kaczyńskiego już wkrótce będą musieli na kolanach szorować do urzędników unijnych błagając o wsparcie finansowe, które może by dostali, gdyby nie to, że w tym samym czasie Jarek z Krystynem, Waszczykowskim i im podobnymi debilami będą w wolskich mediach lżyć UE, Niemcy, a nawet USA, więc zamiast kasy dostaną jałmużnę i kilka mniej lub bardziej widocznych złośliwości. Przy okazji tych ostatnich: Wiecie, jak rozbawiło mnie żądanie przeprosin Kaczyńskiego za przedstawienie go jako Pinocheta? Jeszcze bardziej rozbawił mnie jakiś niemiecki dziennikarz dziwiący się, że Angela Merkel przeprasza prezydenta Turcji za nieprzychylne artykuły w tamtejszej prasie, a nie przeprasza prezesa pana. Dobry dowcip: Angela Merkel, która przez PiSowskich bandytów z partyjnych gadzinówek przedstawiana jest w hitlerowskim mundurze ma przepraszać Jarosława? A co jej prezes za karę zrobi? Puści bąka?! Poskarży się kotu?!

            Ciekaw jestem, jak sekcie się podoba miejsce Polski, na które ją zepchnął Kaczyński. A to dopiero początek! Niedługo Polsce zostaną sami partnerzy w stylu Węgier, Gruzji i Słowacji- wszelkie stosunki z krajami wysoko rozwiniętymi zostaną ograniczone do niezbędnej kurtuazji. Nie, nie..., to nie międzynarodowy spisek. Polskie władze zgnoił sam prezes pan, nakazując im przestępczą działalność przeciw Konstytucji własnej Ojczyzny. Zgnoił teoretycznego prezydenta, który gorzej niż rab podpisuje bez czytania wszystko, co mu prezes każe, na dodatek gania za prezesem jak pies za patykiem, po nocach jeżdżąc do willi Kaczyńskiego, zamiast jak przystało na prezydenta, przyjąć go u siebie w pałacu. Zgnoił go, pozostawiając Dudzie nocne korespondencje z „Ruchadłem Leśnym”, „Pimpusiem Sadełko”, czy „Łafką z Sosny” i wypady na narty samochodem na zużytych oponach oraz intensywny „churching” połączony z aportowaniem hostii. I tak to mały pikuś w porównaniu do tego, jak Kaczyński gnoi Beatę Szydło, którą podczas formowania jej własnej Rady Ministrów wysłał na urlop, a ostatnio wezwał do swojej siedziby na dywanik, by ją wywalić na zbity pysk po sześciu minutach. Pozostali politycy PiS nie pozostają w tyle, że przypomnę tylko teoretycznego prezydenta Dudę, który podczas wręczania nominacji Beacie Szydło na Premiera, zamiast zwracać się do niej, zaczął wchodzić bez mydła prezesowi, wychwalając jego geniusz strategiczny i wszystkie niewątpliwe walory. Wątpię, czy Beatka ma jeszcze wpływ na dobór broszki, ale już to nie moja brocha.

            Tymczasem słuchacze radiowej „Trójki” pokazali władzy środkowy palec i wrzucili na pierwsze miejsce listy wszech czasów utwór „Kocham Wolność” Chłopców z Placu Broni protestując przeciw atakowi na wolne media. Sorry Wolsko!

 


 

01:21, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (26) »
Tagi