RSS
czwartek, 18 maja 2017

            Mało miejsca poświęcam teoretycznemu prezydentowi, niewolnikowi Dudzie, bo ile miejsca można poświęcać galarecie?! Do tego jeszcze dochodzi moje przekonanie o tym, że takich norm, jak „nie kopać leżącego” należy się w życiu trzymać. Tylko co zrobić, gdy leżący z wdziękiem grzechotnika zaczyna kąsać po kostkach?! Cóż...? Zdarzają się wyjątki!

 

            Andrzej, tak w kampanii prezydenckiej zapewniający o pragnieniu bycia prezydentem wszystkich Polaków, wyznający publicznie nieopisaną wdzięczność swoim autorytetom z Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, doznał głębokiej przemiany. Niczym mickiewiczowski Gustaw, odrzucony przez wszystkie możliwe autorytety państwa prawa, które oficjalnie się go wyparły- od wykładowców z wydziałów prawa z całej Polski (ze szczególnym uwzględnieniem niegdysiejszego promotora Andrzeja Dudy), przez Komisję Wenecką, po prezydenta Baracka Obamę, nagle porzucił całą swą wiedzę prawniczą i stał się zupełnie innym człowiekiem, niż opisywał w czasie kampanii. Tyle, że GUSTAW zmienił się w KONRADA, a ANDRZEJ zmienił się w ADRIANA!!!

 

            Hańbienie urzędu prezydenckiego i Polski przy okazji stało się adrianową codziennością. Począwszy od nocnej odprawy przed zwykłym posłem (Duda zamiast udzielić audiencji, wykonał komendę „do nogi” i przybył do chaty Kaczyńskiego na Żoliborz), przez groteskową laudację podczas nominacji teoretycznej premier Szydło, w której zamiast mówić o nominowanej niewolnicy, płaszczył się przed prezesem panem, poprzez demonstracyjne wysyłanie teoretycznego prezydenta na narty podczas międzynarodowych i wewnętrznych przesileń, aż po jego poniżanie i ignorowanie przez psychopatę i patologicznego kłamcę, niejakiego Antoniego M.!

 

            To, że urzędujący prezydent dał z siebie zrobić psa na komendę wykonującego sztuczki, to sprawa nie moja, a Trybunału Stanu, ale gdy pies daje się szczuć na ludzi (głównie na obsesję prezesa- Donalda Tuska, ale także i na obywateli, mnie również), to już wymaga natychmiastowej reakcji. Nie da się na dłuższą metę tolerować kundla szarpiącego nogawki i próbującego wbić zęby w ciało. A niewolnik Duda w ostatnim czasie zasłynął kilkoma takimi akcjami, które przypomnę bez zachowania chronologii.

 

            Zacznę od niedawnego ataku Adriana na przewodniczącego Rady Europejskiej, Donalda Tuska. Teoretyczny prezydent, miast budować jak najlepsze stosunki z władzami UE- szczeka, odgrzewając jakieś żale sprzed dziesięciu lat, rzucając oskarżenie o wywołanie sporu kompetencyjnego prezydentem- denatem, Lechem Kaczyńskim. Gdzie jak gdzie, ale w Unii Europejskiej pamiętają małego nadętego typa przybywającego na szczyt unijny bez zaproszenia i gorąco poszukującego krzesła na dostawkę. Nie to jest jednak najśmieszniejsze, a sama materia sporu poruszana przez typa, który jako urzędujący prezydent nie ma nawet pozorów dziesięciu choćby procent tych kompetencji, z jakich korzystał Lech Kaczyński, gdy Tusk był premierem RP. A już z całą pewnością niemożliwe by było, by Lech Kaczyński był wysyłany na narty, czy na San Escobar, gdy toczy się dyskusja o Trybunale Konstytucyjnym lub polskim kandydacie na stanowisko szefa Rady Europejskiej. Tym bardziej nie miało miejsca wzywanie prezydenta Kaczyńskiego do prywatnej chaty na dywanik przez Donalda Tuska, choć jego nadętość sam- z własnej inicjatywy zrzekał się swoich kompetencji, składając bratu na początku swej autodestrukcyjnej kadencji, meldunek o wykonaniu zadania i wygraniu wyborów prezydenckich.

 

            To oczywiście nie wszystko: Adrian niedawno otwarcie przyznał, że nie jest prezydentem wszystkich Polaków (jako uzasadnienie podał, że nie każdy na niego głosował). W zasadzie jest to odrobinę zmieniona jego własna wypowiedź sprzed kilku, czy kilkunastu miesięcy (jak ten czas gna), że działa na rzecz PiS, bo przecież wie, skąd się wywodzi (nawet tego nie wie, bo politycznie wywodzi się z Unii Wolności).

 

            Najpodlejszym jednak łajdactwem teoretycznego prezydenta ostatnich tygodni był atak na dzieci ludzi piastujących za PRL ważne funkcje państwowe. Obarczanie winą za prawdziwe lub urojone grzechy rodziców ich dzieci stosowali najwięksi bandyci w historii: funkcjonariusze reżimów komunistycznych, faszystowskich, dzikich dyktatur afrykańskich i azjatyckich oraz od niedawna Andrzej Duda, teoretyczny prezydent RP, na co dzień niewolnik prezesa pana. I tylko tak się zastanawiam, co po takich słowach myśli córka Adriana, Kinga Duda, która jest wystarczająco dorosła i wykształcona by wiedzieć, że jej ojciec ma murowany Trybunał Stanu, a ona po nieuchronnym upadku PiS będzie dzieckiem aparatczyka. Nie sądzę, by chciała, by zastosowano wobec niej zasadę głoszoną przez szanownego Tatusia i podejrzewam, że już teraz boleśnie odczuwa, co to znaczy być córką niewolnika na eksponowanym stanowisku. Lepiej by było dla niej, gdyby Adrian ograniczał się do korespondencji z Leśnym Ruchadełkiem.

 

 

14:10, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (13) »
piątek, 05 maja 2017

            Za nami świąteczno- narodowy serial, tym razem rozpoczęty nieco wcześniej niż zwykle, bo już 29.04. za sprawą wątpliwej orientacji łysych chłopców wymachujących na Nowym Świecie, Krakowskim Przedmieściu i Placu Zamkowym chorągiewkami na długaśnych kijach. Sądząc po ich minach, traktowali je niczym dumne przedłużenia penisów. Że w tej ekstazie jeden drugiego nie zapiął, zawdzięczamy jedynie oddziałom Błaszczaka, który dba, by chłopcom jakieś ultrakuku się nie przydarzyło. O tyle budzi to we mnie niesmak i grozę, że w latach 1939-1945 cała Warszawa z poświęceniem życia broniła miasta przed wejściem takich umundurowanych i uporządkowanych chłoptasiów, a dziś szef polskiego MSW robi za faszystowskiego ochroniarza i alfonsa w jednym. Ponieważ żal publikować zdjęć z Warszawy 29 kwietnia 2017, poniżej zdjęcie czeskiej skautki, która stanęła na drodze faszystom z podobnej maskarady w Brnie. Niegdyś Czesi skapitulowali bez walki, a Polacy walczyli. Dziś Czesi walczą, a Polacy wpuszczają brunatnych do serca Warszawy. Błaszczak, masz rodzinę, masz dzieci? To pochwal się im, że tatuś przyniósł w zębach naziolom rozkaz ochrony ich jednopłciowej parady i opowiedz swym dzieciom, jakiej wazeliny używasz, żeby w pupę nie piekło.

            Nie mogę tego pojąć. Pierwsze poważniejsze sygnały ostrzegawcze o rozwoju zorganizowanych grup faszystowskich zaczęły napływać z Białegostoku. Miasta, które dzięki swej wielokulturowości było krajowym centrum sztuki autentycznej- niekomercyjnej, dalekiej od agresywnego showbizu, wynikającej z miksu tradycji i współczesności. W oparciu o tę wielokulturowość miasta, wspaniała Karolina Cicha nagrała płytę „Wieloma językami”. Słychać na niej litewski, białoruski, ukraiński, romski, tatarski, jidysz, rosyjski i polski, znalazł się tam też miks melodii kurpiowskich. I co...??? Zamiast wspierać kulturę, nasza władza znalazła w Białymstoku inny obiekt zachwytu: barbarzyńskie, faszystowskie buractwo. Tak się z nim pieścili, że przylazło toto na Nowy Świat, Krakowskie, Plac Zamkowy, gdzie w 1944 powstańcy warszawscy toczyli z takimi siurkami najbardziej zacięte boje. I znowu siła stanęła po stronie faszystów: policja wzięła ich w obronę. Właściwie powinienem tu zamieścić całemu MSW w dedykacji za krzewienie faszyzmu wielkiego fucka, ale sądzę że lepiej zadziała PIOSENKA W JIDYSZ. Prawda Błaszczak? Zresztą spytaj się łysych w mundurkach ONR.

            Przyszły święta właściwe. Na pierwszego maja szef byłego związku zawodowego NSZZ Solidarność, dziś przeobrażonego w partyjne bojówki PiS schował się gdzieś na dno szuflady, żeby nie znaleźć się w niezręcznej sytuacji, gdzieś między pracującymi Polakami, a schowanym za wianuszkiem ochrony mocodawcą z Żoliborza. Nie, nie mogę stanowczo stwierdzić co robił Duda Piotr, może gdzieś tam sobie paradował, ale jakoś ciężko w sieci znaleźć informacje na ten temat. No nie pochwalił się chłopina i już, podobnie zresztą, jak się nigdy nie chwalił tym, że w stanie wojennym w mundurze czerwonych beretów ochraniał tyłki zomowcom okupującym teren TVP przy Woronicza. Jego ustawa dekomunizacyjna chyba nie objęła, być może właśnie dlatego jest tak wierny prezesowi panu, zawsze przecież coś go może objąć i nie będzie to żona, bo przecież oboje śpią z Kacperkiem.

            Czym byłby maraton świąteczno- narodowy bez natchnionych imprez w największej na Świecie wyciskarce do cytryn, chwilowo, acz długotrwale (ot, paradoks) służącej do wyciskania państwowej kasy? Wiecie, że toto powstało oficjalnie jako „votum za uchwalenie Konstytucji III Maja”? Gdyby ktoś nie załapał: Rzeczpospolita Polska wspiera finansowo budynek instytucji, która zdradziła Polskę i Konstytucję III maja, przystępując wraz z całą wierchuszką kościelną do konfederacji targowickiej (brali w niej udział prymas Polski Michał Jerzy Poniatowski, biskupi- w tym powieszony podczas insurekcji kościuszkowskiej zdrajca, biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski, zmuszony do przystąpienia do konfederacji został nawet współtwórca Konstytucji III Maja, ksiądz Hugo Kołłątaj). W wyniku konfederacji targowickiej wybuchła przegrana przez Polskę wojna w obronie konstytucji, a następnie II rozbiór Polski, przegrana insurekcja kościuszkowska i III rozbiór Polski skutkujący 123 latami niewoli. To mniej- więcej tak, jakby na 1-go września na Westerplatte przekazać nowy gmach dla NSDAP jako votum za podjęcie przez Naród bohaterskiej, acz przegranej obrony Polski (w tym tej słynnej placówki).

            Niejako przy okazji wypada wspomnieć, że dziś polski kler, pomimo rosnącej siły i ambicji mocarstwowych putinowskiej Rosji, głosi tak jak Targowica, zagrożenia płynące ze „zgniłego zachodu”- wówczas Kościół „bohatersko” pchał Polskę w łapy carycy Katarzyny, by nas nie ogarnęła „zaraza jakobińska”, a dziś pcha nas w łapy Putina, by nas nie dopadła „zaraza liberalizmu”. Hasła są identyczne, obrońcy moralności czuwają!

            Pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, PRL ogarnęła fala subkultur faszystowskich popularnie zwanych skinheadami. Było ich na tyle dużo, że sporej odwagi wymagało głupie śpiewanie gdzieś na biwaku „Ballady o smutnym skinie” grupy Big Cyc, gdyż istniało duże ryzyko, że w okolicy biwakować mogą i skini- zawsze w grupie, zawsze liczni, zawsze szukający bójki. Po upadku komuny, gdy Polska zaczynała odzyskiwać normalność, jakoś tak naturalną koleją rzeczy, faszyści zaczęli zanikać wobec otwartości Polski na Europę. Śpiewanie „załóż czapkę skinie” stawało się obciachem, bo skinów nigdzie nie było widać. Mamy rok 2017. Po półtorarocznych rządach PiS, faszyści pieszczeni przez nową władzę rosną w siłę. Znowu wykonywanie „Ballady” staje się demonstracją i aktem odwagi. Zatem niech zabrzmi: ZAŁÓŻ CZAPKĘ SKINIE...!!!



15:11, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (10) »
Tagi