RSS
wtorek, 28 czerwca 2016

           Zanim przejdę do właściwej części felietonu, jedno wspomnienie. Mniej- więcej 10 lat temu miałem wątpliwą przyjemność podróżowania w jednym przedziale z dwoma młodymi „patry-jo-wariatami” z Młodzieży Wszechpolskiej- dumnie przyodzianymi w koszulki z logo tej organizacji. Podobno jechali na zjazd europejskiej organizacji zrzeszającej faszystów i nacjonalistów. Już sam fakt istnienia takiej organizacji stanowi kuriozum, gdyż to taka „międzynarodówka narodowców”, czyli taki klub towarzyskich samotników- sprzeczność sama w sobie. Dokładnie ten sam sens ma głodówka z przerwami na posiłki, czy trzeźwość wzmocniona zażywaniem spirytusu, który zresztą wspomniani młodzieńcy spożywali podczas podróży w formie przemysłowo rozcieńczonej wodą i koncentratem owocowym, zwanej w tamtych rejonach kraju „męczennikiem”, czy „czachojebem”, ewentualnie „mózgotrzepem”. Podczas spożywania dziwnych płynów, chłopcy wymieniali się „złotymi myślami” na temat „ŻYDOSTWA”, „NIEMCÓW” i „LEWACTWA” niszczącego Polskę, niejako przy okazji padł także jakiś „żarcik” o tym, gdzie powinien leżeć asfalt. Na stacji Puławy Miasto dosiadła się do nas grupka studentów, powracających z językowego obozu UNESCO w Puławach. Pracowali tam, jako lektorzy- wolentariusze. Traf chciał, że była to grupka wielonarodowa i w dodatku „różnokolorowa” (biało- żółto- czarna). Podpici młodzieńcy wszechpolscy nagle zapragnęli integracji towarzyskiej i zupełnie nie poczuli dysonansu między celem zlotu, na który się udawali z celem obozu UNESCO, z którego wracali studenci. Szczęśliwie, nikt z nich nie wiedział, co to jest „Młodzież Wszechpolska”, bo wykazujący braki językowe chłopcy potrafili jedynie wydukać, że jadą na „meeting of that organization” (z dumą prezentując polskie napisy na koszulkach). Jeszcze szczęśliwszym zbiegiem okoliczności było, że studenci w Radomiu przesiadali się do innego pociągu, więc „integracja” nie trwała więcej, niż godzinę. Goście z zagranicy pojechali zwiedzać egzotyczny dla nich kraj, a męczennikiem zmożeni patryjowariaci się pospali. Zgadnijcie, kto z nich lepiej poznał Polskę?

            Dziś- po upływie tylu lat od zdarzenia myślę sobie, że tych dwóch młodzieńców zupełnie nieświadomie stało się metaforą dyplomatolstwa z PiS. Jechali w jednym przedziale z wykształconymi Obywatelami Świata, jednak woleli spijać swojego męczennika, niż wynieść cokolwiek dla siebie. Ich drogi się rozeszły: Studenci pojechali poznawać Świat i integrować z ludźmi, a oni pojechali pić w większym gronie- integrować się z głoszącymi niemożność integracji.

            Zauważmy, że „przyjaźnie” zagraniczne PiS ograniczają się do polityków o separatystycznych tendencjach, których kraje są zainteresowane Polską jedynie propagandowo, bo ich gospodarki nie mają zbyt wielu wspólnych interesów, ze względu na bliższy dostęp do innych, sprawdzonych partnerów (jak Wielka Brytania) lub zwykłą słabość (Węgry, Słowacja). W dodatku, przyjaźnie te są iluzoryczne, bo każdy rząd o nacjonalistycznych poglądach jest z definicji zapatrzonym w siebie, krótkowzrocznym egoistą. Właśnie Wielka Brytania zostawiła Polskę z jej PiSowską władzą na forum unijnym i poszła swoją drogą. Jak mawiają żołnierze: „Fuj jej w pupę i karabin na plecy” (czy jakoś tak)! Nieco wcześniej Węgrzy Orbana pokazali, jak dalece mają w tyle interesy „przyjaciół” znad Wisły i olali sankcje wobec Rosji, piejąc peany na cześć Putina. Wynika to z silnego związku gospodarki węgierskiej z Rosją i pomijalnego związku z gospodarką Polski. Na ostatnim spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej PiS próbowało stworzyć sojusz przeciw demokratycznym wartościom Europy i już w trakcie tego spotkania dostało kubeł zimnej wody na łeb, bo ani Czechy, ani Słowacja nie były zainteresowane wejściem w otwarty konflikt ze starymi państwami Unii Europejskiej. Pytanie brzmi: Czego się spodziewało PiS? I co na tym zyskała Polska?

            Tymczasem na Żoliborzu i Nowogrodzkiej powstają plany, na wieść o których psychiatrzy z Tworek szykują świeże kaftany. Prezes Pan chce ROZLICZYĆ przywódców unijnych. Wiecie za co? Buuuchachacha..., za BREXIT!!! Tchórz z Żoliborza, który moczy się na myśl o spotkaniu twarzą w twarz z obrażanymi przez siebie politykami, chodzący w wiecznym otoczeniu wianuszka przydupasów i ochroniarzy (nawet w pełnym ochrony Sejmie), chce rozliczać przywódców europejskich z tego, że tacy zdrajcy jak on sam, knuli przeciw Europie i gdy tylko mogli, starali się ją osłabić. Dyplomatolstwo PiS przyjęło szaleńczą strategię szantażu UE tym, że jeśli Unia nie pozwoli Kaczyńskiemu podeptać prawa wraz z demokracją, to strona polska oficjalnie poprze tendencje separatystyczne w Wielkiej Brytanii, a póki co, będzie siedzieć cicho życzliwie przyglądając się wyspiarskim nacjonalistom, ale oficjalnie ich nie popierając. Podstawowym defektem tej strategii było to, że jest do dupy, bo wraz z BREXITEM skończyła się możliwość szantażu, bo i czym teraz mogą straszyć- ponownym zastrzeleniem trupa?!

            W sobotę odbyło się spotkanie ministrów sześciu państw- założycieli UE. To jasny sygnał dla różnych Kaczyńskich, Orbanów i innych leszczy: „Unia Europejska świetnie sobie radziła bez was i teraz albo się dostosujecie, albo możecie spadać na drzewo banany prostować. Wielka Brytania spada, wy możecie się dołączyć- droga wolna, my sobie poradzimy”! Co na to Kaczyński? Ogłasza, że chce rozliczać polityków unijnych! No już widzę, jak spać nie mogą, bo mały frustrat z Żoliborza puszcza bańki nosem i dym uszami! W Polsce miał on za sobą tzw. „zwyczajnych ludzi”. Tymczasem rzućmy okiem, co myślą tacy sami „zwyczajni”, co to w Polsce głosowaliby na PiS.

            Ledwie Wielka Brytania przegłosowała BREXIT, a brytyjskie mury i równie brytyjski internet pokryły się hasłami wypisywanymi przez „ZWYCZAJNYCH”. Ciekawi jesteście jak brzmią? Na przykład „POLSKIE ROBACTWO DO DOMU” i temu podobne teksty, dobrze znane moherowej sekcie, która do wspomnianego domu wysłałaby „ROBACTWO” zgoła innych nacji. Możliwe, że chodzi o mityczny „DOM PANA”, bo do jakiegoż innego domu wraz z Arabami i Żydami odsyłaliby „LEWAKÓW” (przy czym lewakiem może być na przykład ktoś, kto zna zasady polskiej ortografii i pisze „WZIĄĆ”, zamiast „WZIĄŚĆ”, jak by chciała twierdząca, że tego jej uczono profesÓr Krystyn a' la Pawłowicz).

            Nie mogłem się powstrzymać od drobnej memowej złośliwości dotyczącej BREXITU z EURO 2016, jaki reprezentacji Anglii zafundowała Islandia- polarny kraj liczebnością populacji ludzkiej dorównujący Lublinowi. Jeśli zaś chodzi o komentarze do tego meczu, najbardziej podobał mi się ten nieznanego mi autora, że Anglicy grali tak, jakby zwycięstwo im się od Islandii należało. Od siebie dodam, że PiS również zachowuje się tak, jakby coś od Europy mu się należało- podobnie jak Anglia, dostanie to, co mu się naprawdę należy.

 

 

16:33, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (17) »
sobota, 25 czerwca 2016

           Jestem właśnie po lekturze ciekawego artykułu z Magazynu Wyborczej o brytyjskim narodowym populiście, który jest uznawany za głównego sprawcę i orędownika BREXITU (możecie go przeczytać, klikając w ten akapit, jeśli macie prenumeratę Wyborczej). O ile nie podzielam zachwytu nad tym człowiekiem, to chętnie na jego przykładzie pokażę, jak działa populizm i jak szybko się obraca przeciw tym, którzy go stosują.

            Nigel Farage, bo o nim mowa, zasłynął pełną pogardy mową do Hermana Van Rompuy- ówczesnego Przewodniczącego Rady Europejskiej, poprzednika Donalda Tuska. Oto jej fragmenty:

 

            ”Powiedziano nam, że gdy będziemy mieli przewodniczącego, zobaczymy wielką postać o światowej renomie. Człowieka, który mógłby być politycznym przywódcą 500 milionów ludzi. Cóż, obawiam się, że dostaliśmy pana. Nie chcę być niegrzeczny, ale naprawdę ma pan charyzmę mokrej ścierki i wygląd urzędnika bankowego niskiego szczebla. Kim pan jest? Nigdy o panu nie słyszałem. Żaden Europejczyk o panu nie słyszał. Chciałbym więc pana zapytać: kto na pana głosował?(...)

            - Wydaje się, że pan nienawidzi samej idei państwa narodowego - ciągnie Farage. - Może dlatego, że jest pan z Belgii, która praktycznie nie jest państwem. Nie ma pan żadnej legitymacji do wykonywania tej pracy. Mam mocne podstawy uważać, że mówię w imieniu większości Brytyjczyków: Nie znamy pana, nie chcemy pana i im szybciej odejdzie pan na zieloną trawkę, tym lepiej....”!

 

            Ciekawa mieszanka wścieklizny i kompletnej ignorancji, nie mówiąc już o opluwaniu przeciwników politycznych i uprawianiu antypolityki w stylu Kaczyńskiego, czy JKM. Jedynym powodem, który sprawia, że takie kretynizmy działają, jest adresat: Przygłupi, niedouczony wyborca, któremu się wydaje, że wszyscy dookoła go krzywdzą, a już zwłaszcza obcy, na przykład jakiś belgijski Przewodniczący Rady Europejskiej.


            Zwrócę teraz uwagę czytelnika na największe idiotyzmy powyższych fragmentów wypowiedzi NF. Po pierwsze, ten czubek chwali się tym, że nie wie kim jest Herman Van Rompuy i nigdy o nim nie słyszał. Byle przygłup z pubu, który zna jedynie swój grajdołek, barmana, szefa w pracy i paru gości od opróżniania kufli pomyśli teraz sobie: „Fuck, on dobrze gada”. Ba, nawet polityk takiego szczebla, jak Stanisław Anioł z Pułtuska (serial „Alternatywy 4”) również nie wie, kim jest HVR. I on również myśli sobie „No właśnie: Kaczyńskiego znam, Ziobrę znam, Korwina znam, Tuska znam, a jakiegoś HVR nie znam za cholerę”. Od razu Czytelnika uspokoję, że zarówno polityk z Pułtuska, jak i zapity Cockney z robotniczych dzielnic wschodniego Londynu, świetnie sobie radzą bez znajomości szefa Rady Europejskiej i do niczego nie jest im to potrzebne DOPÓKI NIE ZECHCĄ UPRAWIAĆ MIĘDZYNARODOWEJ POLITYKI. Dopiero wtedy nieznajomość nazwiska Rompuy staje się strasznym obciachem i znakiem, że lepiej się rozebrać i popilnować ubrania, niż dalej iść ta drogą. HVR nie jest bowiem człowiekiem znikąd, jak nie przymierzając Duda Andrzej, czy Gliński Piotr. HVR to doświadczony polityk, były przewodniczący belgijskiej chadecji, wieloletni wicepremier i minister finansów, przewodniczący Izby Reprezentantów i wreszcie Premier Belgii. Jeżeli ktoś, kto chce uprawiać politykę europejską chwali się tym, że nie zna takiej postaci, to naprawdę jest zarozumiałym przygłupem, nikim więcej!


            Kolejna arcygłupia rzecz, jaką powiedział Farage do Rompuy'a, to oskarżenie, że rzekomo nienawidzi idei państwa narodowego (w domyśle- idei głoszonej przez Nigela Farage). Szczerze powiedziawszy, to Wielka Brytania jest ostatnim państwem w Europie, o którym można powiedzieć „państwo narodowe”, gdyż jest to zjednoczenie Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii Północnej. Mało tego, Wielka Brytania jest zalana emigrantami z brytyjskich kolonii, a stało się nie za sprawą Unii Europejskiej, a za sprawą kolonializmu brytyjskiego. Jakim trzeba być idiotą, by uważać UK za państwo narodowe, a jakim superczubem być należy, żeby go słuchać i głosować tak, jak on podpowie. Przy tej głupocie, mało znaczącym staje się kolejna, gdzie ten osioł uznał Belgię za „praktycznie nie- państwo”. Bo co? Bo jest federacją? A Wielka Brytania, to czym niby jest?! Gdybym zaś porównał popularność tendencji separatystycznych w Belgii i Wielkiej Brytanii, to bliżej totalnej rozpierduchy jest ta druga. I wychodzi na to, że Nigel Farade nie zna ani Europy, ani Belgii, ani Wielkiej Brytanii. Być może zna swój grajdół, w którym kilku przydupasów gania za nim kadząc mu komplementy, choć i za to nie ręczę.

            Dobra, starczy już opowieści o tym, jak głupio, by nie rzec debilnie, być populistycznym nacjonalistą. Teraz szybciutko spójrzmy, jak błyskawicznie uleganie kretyńskim argumentom i przełożenie tej uległości na głosowanie w sprawie BREXIT-u wpłynęło na Wielką Brytanię. Przyjrzyjmy się uważnie, bo tak błyskawicznego kryzysu się nie spodziewałem. I nie chodzi mi tu o kryzys finansowy, czy gospodarczy. Mam na myśli kryzys państwowości!


            Zapewne słyszeliście już o spadkach na londyńskiej giełdzie, obniżce kursu funta sterlinga, o tym, że agencje ratingowe walą w Wielką Brytanię, aż miło. Agencja Moody's obniżyła jej perspektywę ze STABILNEJ na NEGATYWNĄ, to samo zrobiła amerykańska agencja Standard & Poors. Ale co powiecie na rozpad Wielkiej Brytanii? Jak już pisałem, przygłupi Farade nie załapał, że Wielka Brytania nie tylko składa się z czterech prowincji zamieszkałych oprócz Anglików przez Walijczyków, Szkotów i Irlandczyków, ale także przez emigrantów z dawnych kolonii brytyjskich, n.p. Hindusów, czy Arabów oraz wszelkiej maści Afrykanów i Afrykanerów. Domyślacie się już ich reakcji na nacjonalistyczne brednie NF? Zgadza się: Szkocja i Irlandia Północna już chcą przyłączyć się do UE nawet, jeżeli będzie to oznaczać wyjście z Wielkiej Brytanii (Szkocja jako samodzielne państwo, a Irlandia Północna jako przyłączone do Republiki Irlandii). Mało tego, Londyn chce dla siebie również członkostwa w UE. To przestaje być śmieszne!

            Nie będę się bawić w proroka, ale już teraz widać, jak jeden nacjonalistyczny idiota i niedouk poparty przez rzeszę kompletnych kretynów wpędził stabilną Wielką Brytanię w kłopoty. Nas również, bo tak się składa, że nie żyjemy na osobnej planecie.

            Na zakończenie spieszę donieść, że dzisiejszy post zilustrowałem piosenkami Belga, czyli kogoś, kogo właściwie według Nigela Farade'a nie było, tak jak Belgii według niego „właściwie nie ma”. Jednakże moim skromnym zdaniem, większa jest szansa, że się rozpadnie Wielka Brytania, niż Belgia. Wszelkich nacjonalistów pozdrawiam tradycyjnym „eciepecie, głupole”!

 

 

 

P.S.

 

           Ponieważ właśnie w tym momencie David Gilmour gra we Wrocławiu Wish You Were Here, wrzucę i coś z dobrych lat. Na przykład to:

            Mówcie sobie co chcecie, ale dla mnie to tak, jakby Polskę odwiedził papież, tylko taki, w którego wsłuchuje się dużo więcej ludzi.

21:50, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
piątek, 24 czerwca 2016

 

Motto:

Odpowiednie dać rzeczy słowo.

-Cyprian Kamil Norwid.

 

            To, że bandyci używają zgoła innych określeń swoich przestępstw, niż reszta społeczeństwa, jest dla mnie zrozumiałe- nikt nie chce być w swoich własnych oczach łajdakiem, więc szuka usprawiedliwień. W psychologii społecznej nazywamy to redukcją dysonansu poznawczego. Złodziej twierdzi, że wykonuje tylko swoją pracę, podobnie jak najemnik, czy płatny morderca. Partyjniocy z Prawa i Sprawiedliwości zaś nazywają swoją odmowę respektowania zapisów najwyższego prawa RP, jakim jest Konstytucja RP równie eufemistycznie: różnicą poglądów. Wytłumaczcie mi jednak, dlaczego wszystkie (BEZ WYJĄTKU) media działające na terenie Polski nazywają ten proceder „SPOREM O TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY”, bo tego już zupełnie nie rozumiem. Wyjaśnijcie mi, czy to oznacza, że jeśli okradnę sąsiada i sąd na podstawie odpowiedniego artykułu Kodeksu Karnego nakaże mi wypłacić mu odszkodowanie, a ja odmówię argumentując, że to moja prywatna sprawa, to się to będzie nazywać „SPOREM KODEKSOWYM”? Choć nie, spór to będzie, jeśli będę należeć do PiS- w przeciwnym wypadku, będzie to porażające przestępstwo lub jakoś tak- to już zrozumiałem. Niech mi ktoś wytłumaczy, jak to jest, że PiSowski teoretyczny prezydent podpisuje ustawy nie czytając ich i nie tylko nie sprawdza ich zgodności z Konstytucją (co nakazuje mu właśnie Ustawa Zasadnicza), lecz ignoruje orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, a media nazywają to „SPOREM”. Najgorsze jest to, że to dopiero początek.


            Istotą przestępstwa sądowego jest ignorowanie litery prawa przez tych, którzy z racji pełnionej funkcji powinni stać na jego straży. Szczególnie zaś ohydnym jego rodzajem jest oskarżanie o niepopełnione zbrodnie. Zawsze to powtarzam przy podobnych okazjach: Jezus z Nazaretu został oskarżony o spisek przeciw Cesarzowi, bo jakiś przestępczy prokurator Judei jego słowa o „Królestwie nie z tego Świata” uznał za atak na Cesarstwo i osobę jego władcy. Legendarny dowódca AK, generał Nil- Fieldorf był oskarżony o spisek przeciw Rzeczpospolitej, bo przestępcza prokurator Wolińska poprowadziła równie zbrodnicze śledztwo, co Piłat. Walczący przeciw hitlerowcom ramię w ramię z Armią Czerwoną żołnierze 27 Wołyńskiej Dywizji AK byli rozbrojeni i aresztowani przez tę armię, trafiali później do łagrów i więzień, gdzie nierzadko czekała ich śmierć, również przy wtórze oskarżeń o zdradę Polski. Tłustowłosa PiS-owska bandytka domaga się przywrócenia dla Tuska kary śmierci (oskarżając go, a jakże- o zdradę), najwidoczniej dlatego, że biedakowi nie przyszło do głowy, że Lecha Kaczyńskiego i jego świtę trzeba przewozić w kaftanach bezpieczeństwa, zamkniętych w klatce i zakneblowanych dla pewności, żeby dostojni pasażerowie nie wydawali samobójczych rozkazów. Stadionowi bandyci dla odmiany grożą KOD-owi, Nowoczesnej, Olejnik i Lisowi szubienicami, a prokuratura Ziobry nazywa to polemiką ze zdarzeniem. Można by te fakty zignorować, gdyby nie ignorowanie litery prawa przez prokuraturę. Skoro już przy ignorowaniu litery prawa jesteśmy, to właśnie wyszło na jaw pismo Kancelarii Prezydenta RP odmawiające prawa łaski za niepłacone długi, gdyż przysługuje ono dopiero po uprawomocnieniu wyroku. Przypomnijmy, że chodzi o pismo kancelarii teoretycznego prezydenta Dudy, którego jedną z pierwszych decyzji było prawo łaski dla PiSowskiego przestępcy PRZED UPRAWOMOCNIENIEM WYROKU- kliknij tu- w ten akapit, a dowiesz się szczegółów ODMOWY PRAWA ŁASKI DLA NIE- PISOWSKIEGO APLIKANTA.

            Powyższe incydenty to mały pikuś wobec otwartych prób popełnienia przestępstwa sądowego przez prokuraturę Ziobry, które opiszę poniżej.

            Po pierwsze, sprawa odebranych dotacji dla RYDZYKOWEJ fundacji Lux Veritas. Rząd PiS- LPR- Samoobrona odwdzięczył się Ojdyrowi „drobną” dotacją rzędu 26 mln złotych, rząd PO-PSL dotację wstrzymał, a po ponownym przejęciu władzy przez PiS, na mocy ugody, rząd „dobrej zmiany” wypłacił Tadeuszowi R. 26,5 mln PLN „odszkodowania za wstrzymanie dotacji”. Ponoć w sądzie Rydzyk i tak by wygrał (od kiedy to PiS wie przed ukończeniem postępowania i na długo przed wyrokiem, jak by brzmiał wyrok). Przetłumaczę ten przykład na jakiś prostszy, bardziej zrozumiały: Jeżeli pijany mąż obieca pożyczyć drugiemu pijusowi 10 tysięcy złotych z domowego budżetu, ale na przeszkodzie stanie żona i wstrzyma pożyczkę, to PiS- owskie władze i tak uznają, że żona ma się zamknąć i wydać 10 tysięcy złotych. Oczywiście PiS zawsze dba o pretekst i w wypadku słynnego redemptorysty, pretekstem jest rozwój alternatywnych źródeł energii. Nie bolą Was brzuchy od śmiechu? Mnie tak, bo teoretyczny prezydent Duda właśnie podpisał ustawę antywiatrakową, a rząd PiS wymógł na państwowych spółkach energetycznych wsparcie nierentownych kopalń węgla kamiennego (do napędzania jak najbardziej nieekologicznych i klasycznych urządzeń energetycznych). Rząd wręcz walczy z alternatywnymi źródłami energii, a w tej konkretnej sprawie, spłaca jedynie dług za nielegalną reklamę wyborczą w rydzykowych mediach. Ale miało być o próbie przestępstwa sądowego. Otóż, resort Jana Szyszko (Ministerstwo Środowiska) składa zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, którym było według tego bandyty wstrzymanie dotacji dla Rydzyka. Wracając do przykładu z żoną- powinna zatem nie tylko stracić pieniądze z domowego budżetu, ale i pójść do więzienia za to, że próbowała je ratować.


            Minister Szyszko jest również nagatywnym bohaterem innej próby popełnienia przestępstwa sądowego. Myślę, że każdy wie, iż Szyszko „ratuje” drzewa Puszczy Białowieskiej przez ich wycięcie. Od razu przypomina mi się Rozalka z nowelki Bolesława Prusa „Antek”, którą uratowano przed chorobą wsadzeniem do pieca na trzy zdrowaśki. Zmarła jedynie dlatego, że choroba z niej za szybko wyszła! Szyszko nie tylko rozpoczyna masową wycinkę drzew w obszarze chronionym, wbrew stanowisku ekologów, Polskiej Akademii Nauk, a także Komisji Europejskiej. Minister Szyszko swoim bandyckim sposobem, zgłasza do prokuratury partyjnego kolegi, Zbysia Ziobro, możliwość popełnienia przestępstwa przez poprzedni rząd, a polegającego na (cytuję) „ograniczeniu możliwości pozyskania drewna (tak w języku bandyty nazywana jest wycinka obszaru chronionego dla zysku), co doprowadziło do rozwoju organizmów patogennych”. Innymi słowy: Szyszko chce sądzić poprzedniego Ministra Środowiska za to, że zamiast nachapać się na wycince drzew w terenach chronionych, robił to, co do niego należy i bronił drzew, więc i całego ekosystemu z całą leśną fauną i florą, gospodarką wodną, obiegiem CO2 (fotosynteza) i podobnymi drobiazgami, o których moherowy lud nie ma bladego pojęcia. Niedawno podczas wędrówki po Karkonoszach zagadnęliśmy leśnika. Słowo do słowa- doszliśmy do tematu ratowania Białowieży przed kornikiem drukarzem. Pierwsze słowa leśnika mówiły o tym, że kornik z jednego drzewa może zarazić 50 następnych. Zapytaliśmy zatem, czy to znaczy, że jednak trzeba robić wycinkę w Białowieży- czy puszcza nie obroni się sama.?! I tu facet chwilę pomyślał i odpowiedział tak: „Mieliśmy tu niedawno pewnego profesora, który powiedział, byśmy już tak nie pomagali przyrodzie, bo przyroda pomoże sobie sama. Po usychaniu wielkich połaci drzewostanu w Izerach, prowadzono akcję zalesiania. Rozsiewano z powietrza modrzew. Wszystko by było pięknie, gdyby nie to, że wprowadzono monokulturę, którą później zaatakował jakiś tam szkodnik. Gdyby rosły różne drzewa, szkodnik zanim pożywiłby się modrzewiem, został by wyeliminowany przez naturalnych wrogów, ale że chcieliśmy pójść na skróty, to i zapłaciliśmy za t niedbalstwo”. Tym to sposobem leśnik uchylił się od wiążącej odpowiedzi, a wnioski wyciągajcie sobie sami. Ja wrócę do zagadnienia prawnego: Jakoś nikt nie ściga prawnie tych, którzy podjęli decyzję o zalesianiu Izerów modrzewiem, bo byłoby to (przepraszam, ale to określenie pasuje mi najlepiej) idiotyczne skurwysyństwo, gdyż decyzja ta zapadła w dobrej wierze i dała jednak jakieś efekty- drzewostan Izerów jest dziś w coraz lepszej kondycji. Nie przewidziano pewnych strat, ale błędów nie popełnia jedynie ten, kto nic nie robi. I jak się ma do tego próba ścigania przez ministra Szyszko ludzi, którzy próbowali ratować drzewa przed wycinką, oskarżeniem ich o niszczenie drzewostanu?! Zwłaszcza, że wycinka równa się totalnej degradacji dotychczasowego ekosystemu!

            Tymczasem gnuśny Naród nawet nie wie, że Minister Środowiska we współpracy z Ministrem Sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym w jednym, testują możliwość dokonywania przestępstw sądowych na przeciwnikach politycznych. Cisza..., jak makiem zasiał! Wolska właśnie się jara Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej, zasranego „dziękuję” nie mówiąc ekipie Tuska, która wprowadziła program „Orlik 2012” (do roku 2010 wybudowano 1500 boisk, do 2012- 2600) oraz przeznaczyła środki na budowę i modernizację profesjonalnych stadionów i właśnie mamy tego pierwsze efekty). Puszy się Szydło, puszy się Duda, opłotkami pomykając do piłkarzy z gratulacjami, by nie zostać wygwizdanym. Mamy i inne atrakcje: „Jak wydać 500+”. Jak to dobrze, że nie trzeba myśleć, czym finansujemy ten program. I że rzucenie na rynek pieniądza bez otrzymania za niego produktu osłabia ten pieniądz (to w odróżnieniu od programu Orlik, gdzie pieniądz wydawano na budowę boisk, a także w odróżnieniu od innych programów- budowy autostrad, obwodnic, etc.). Dziś z kolei dyskutujemy o tym, że BREXIT stał się faktem (trudno to zignorować- to inny fakt), a tymczasem w prokuratorskich zaciszach testowana jest możliwość popełniania przestępstw sądowych na przeciwnikach politycznych. To w takim razie choć Woland o tym na swoim blogu przypomni!

 

 

14:25, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 20 czerwca 2016

            Zdziwieni sensacjami wokół Antoniego Macierewicza? Coś się kurwizja niespecjalnie kwapi do informowania o agenturalnych powiązaniach szefa MON. Za to „Wyborcza” służy uprzejmie faktami na ten temat- kliknij tu- w ten akapit, by poczytać.

            Ciekawe, prawda? Ten, co najgłośniej krzyczy „łapaj agenta”- od początku lat osiemdziesiątych jest w bliskiej komitywie z tajnym współpracownikiem bezpieki, niejakim Luśnią, który mimo uznania go przez sądy TW, jest do dziś prezesem związanej z Macierewiczem fundacji „Głos”. Artykuł przypomina też innego TW z otoczenia Macierewicza, smoleńskiego profesora Cieszewskiego i jego opiekuna z ramienia bezpieki, Nadworskiego. Do tego dochodzi kilka arcyciekawych powiązań biznesowych, których beneficjentem była firma Macierewicza. "ET VOILA": Czy jaśniejsze wydaje się, dlaczego Antoni Macierewicz tak uporczywie sabotuje funkcjonowanie Państwa Polskiego, a zwłaszcza jego stosunki z UE i NATO?

            Wielokrotnie na łamach tego bloga przypominałem, że Macierewicz nie tylko zrobił czystkę w wywiadzie wojskowym (co od biedy można usprawiedliwić), ale i zdemaskował kontakty naszego wywiadu, upubliczniając nazwiska agentów, co w czasach Armii Krajowej kwalifikowało się na wyrok śmierci za zdradę Polski z rygorem natychmiastowego wykonania. Mało tego, jego teczki i rewelacje o agentach w strukturach państwowych wypływały w momencie gdy ważyły się losy naszego członkostwa w NATO i UE, a tego typu informacje mogły bardzo zaszkodzić naszemu akcesowi do tych międzynarodowych związków, a to by oznaczało pozostawienie nas w łapach Rosji, niczym Ukrainy, czy Białorusi.

            Jeszcze jeden fakt: po objęciu teki szefa MON, Antoni Macierewicz zablokował realizację przetargów na zakup nowoczesnej broni dla naszej armii- w tym śmigłowców transportowych. Przypomnę, że Polacy przegrali spektakularnie kampanię wrześniową właśnie z powodu braku sprawnego transportu. Ba, nawet Niemcy hitlerowscy przegrali w Afryce Północnej z identycznego powodu. Tymczasem Macierewicz zablokował WSZYSTKIE przetargi. W zamian za to chce utworzyć bezwartościowe bojowo w wypadku konfliktu z Rosją, lecz niezwykle cenne do zastraszania Polaków uzbrojone nacjonalistyczne bojówki. Powiecie, że zawsze to więcej karabinów? A ja się spytam, dlaczego nie proc, łuków i dzid bojowych. Polska ma wystarczającą ilość sztuk broni ręcznej, za to dramatycznie mało broni nowoczesnej, lotniczej, rakietowej, elektronicznej.


            Wisienka na torcie: Jednocześnie Antoni Macierewicz dba, by dawać Rosji preteksty do przegrupowania wojsk bliżej naszych granic, choćby przez prowokacyjne wypowiedzi, czy przegrupowania naszych wojsk na wschód (do jasnej cholery, tak można robić mając możliwości ofensywne i planując atak, bo jeśli chodzi o taktykę obronną, to wojska nadgraniczne spisane są zazwyczaj na straty- jeszcze raz wspomnę wrzesień '39 i ten błąd taktyczny wypominany wrześniowemu dowództwu przez gen. Kutrzebę- rozlokowanie wojsk wzdłuż granic, zamiast skrócenia linii frontu i koncentracji w głębi kraju, dla lepszej komunikacji, transportu, możliwości uzupełnień oraz wydłużenia linii transportu wroga). Wracając do ruchów Macierewicza, chyba nawet sekta zdaje sobie sprawę z tego, że możliwości ofensywnych w starciu z Rosją, to my- w przeciwieństwie do wschodniego giganta- raczej nie posiadamy (choćby ze względu na brak bombowców strategicznych i rakiet średniego i dalekiego zasięgu).


           Ciekaw jestem, kiedy dziennikarze śledczy złamią tabu i zlustrują powiązanych z Macierewiczem duchownych. Tutaj może być ciekawie, że przypomnę słowa księdza Isakowicza- Zaleskiego: „90% księży NIE współpracowało z bezpieką”. Prosta arytmetyka mówi, że w takim razie 10% współpracowało. Co na to Jarosław Kaczyński, tak skwapliwie otaczający się komunistycznymi przestępcami sądowymi, jak sędzia Kryże i prokurator Piotrowski? Pożyjemy- zobaczymy!


 

00:18, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
Tagi