RSS
piątek, 26 lipca 2013

            Ta notka została  zainspirowana zdaniem, które w dyskusji na swoim blogu napisał Nitager, a mianowicie tym dotyczącym przyjęcia jako punkt odniesienia (punkt zero na skali) swoich zachowań i założenia względności norm, które w zależności od punktu obserwacji zmieniają się (kliknij tu, jeżeli chcesz przejrzeć dyskusję u Nitagera). Początkowo chciałem na to odpowiedzieć u N., ale wobec szerokości zagadnienia i jego przenikania się z główną tematyką mojego bloga, postanowiłem napisać felietonik na ten temat u siebie.

            Zacznę od przykładu przytoczonego przez Nitagera: Zagadnienie dotyczyło, kogo uznać za skąpego, a kogo za rozrzutnego. N. słusznie zauważył, że ten, kto wydaje więcej pieniędzy na przyjemności od niego samego, zostanie przez niego uznany za rozrzutnego, a kto mniej- za skąpego. Domyślam się, że to prawda, ja odruchowo robię podobnie. Jest ogólna tendencja do uważania swoich zachowań za normę, nikt zdrowy psychicznie nie chce się uznać za nienormalnego, więc uznaje swoje postępowanie za normę, bądź je dostosowuje do norm lokalnej społeczności. Jako przykład podam moją niechęć z dzieciństwa do pastowania butów, gdyż wśród moich rówieśników panował zwyczaj deptania po wyglancowanych butach z okrzykiem „nie deptane”. Miałem z grubsza rzecz biorąc dwie możliwości: chodzić w niepastowanych butach i mieć spokój lub pastować je i mieć kolegów za idiotów (w przeciwieństwie do „normalnego” siebie) oraz podeptane palce u nóg. Przestając pastować buty przesunąłem punkt zero normy (ze zwyczajów domowych do klasowych- w każdym razie zwyczaje te stały się moimi zwyczajami). I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie istnienie czegoś jeszcze. To coś, to FAKTY, czyli RZECZYWISTOŚĆ. To, że deptanie błyszczących butów traktowaliśmy jak normę nie zmienia faktu, że było to zwykłe naruszenie nietykalności osobistej. Gdyby groziły za to poważne, nieuniknione konsekwencje, szybko byśmy się nauczyli, że łamiemy normę. Ba, my doskonale wiedzieliśmy, że łamiemy normę, bo nie deptaliśmy butów na przykład nauczycielom. Gdyby nam ktoś wystarczająco upierdliwie pokazywał, jak bezsensowne i głupie jest nasze zachowanie, pewnie w końcu byśmy zmądrzeli. I tak zmądrzeliśmy, bo wraz z wiekiem zauważyliśmy, że bardziej się opłaca nie atakować nikogo, by nie narazić się na odwet. Zanim jednak do tego doszło, miało u nas miejsce zjawisko DYSONANSU POZNAWCZEGO. Wiedzieliśmy, że robimy źle, ale to robiliśmy stosując różne MECHANIZMY ILUZJI I ZAPRZECZEŃ. Próbowaliśmy podważyć wiarygodność osób buntujących się przeciw naszej „normie” (nazywając delikwenta laluś lub kapuś- gdy się skarżył), stosować proste zaprzeczenia, znaczy wmawiać że to co robimy, jest normalne, bo n.p. Iksiński sam kiedyś deptał po cudzych butach. Próbowaliśmy bagatelizować sprawę („i co się wielkiego stało”?). Cały czas jednak fakt pozostaje faktem: Postępowaliśmy głupio i WBREW normom (o czym sami wiedzieliśmy, bo przecież nie chwaliliśmy się tym nauczycielom).

            Fajnie by było, gdyby ludzie dojrzewając przestali stosować te zakłamane mechanizmy i po prostu przestali się zachowywać głupio. W wielu przypadkach tak się dzieje, jednak z niektórymi nawykami nie chcemy się rozstawać nawet, jeżeli są bezsensowne, głupie, przynoszą szkody. Podręcznikowym przykładem są tu osoby uzależnione. Mechanizmy przez nich stosowane różnią się od mechanizmów stosowanych w wieku szczenięcym tym, że potrafią przybierać wymyślne formy. Należy do nich n.p. intelektualizacja, polegająca na szczegółowym rozpatrywaniu przeróżnych problemów (często logicznym i prawdziwym) z pominięciem jednego, znaczącego szczegółu: rozwiązywania tych problemów. Innym przykładem wymyślnej formy jest stosowanie eufemizmów (nazywanie rzeczy o negatywnym brzmieniu bardzo łagodnie, n.p. zamiast „upiłem się”- „przesadziłem z alkoholem”)  lub też racjonalizacja (n.p. „trzeba pić, bo ten świat jest na trzeźwo nie do przyjęcia”). Mamy tu do czynienia z próbą przesunięcia skali tak, by nasze czyny były w punkcie „0”, czyli „NORMA”. Oczywiście nie da się tak postępować w nieskończoność- z czasem pojawią się wyrzuty sumienia (tzw. „moralniaki”), wstyd za stan, do jakiego doprowadza picie, więc uzależniony odizolowuje się od Świata, ograniczając znajomości do pijących lub nawet pijąc samotnie. Tej skali nie da się bezkarnie przesuwać, bo trzymają je porządne więzy, jakimi są FAKTY. Wcześniej, czy później, osoba uzależniona doświadcza wielu kompleksów, poczucie własnej wartości dramatycznie spada, pojawia się poczucie bezsensu życia, myśli samobójcze, depresyjne zachowania, etc.. Okazuje się bowiem, że popularne powiedzenie „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” nie jest do końca prawdziwe- każdy ma sumienie i wie, gdy robi coś źle, chce to ukryć lub usprawiedliwić się.

            Nie inaczej jest w sprawach wiary, gdzie ze względu na jej naturę („wierzę, choć tego nie sprawdziłem”), wraz z poznawaniem rzeczywistości, pojawia się dysonans między wiarą, a rzeczywistością. Poszedł taki Grek na Olimp, nie zauważył żadnych bogów i szlag trafił jego wierzenia. No, ale mógł sobie wmówić, że na jego widok bogowie się pochowali. Znacznie częściej występował inny problem: Wygodnie byłoby złamać zasady świętej wiary, ale wtedy kim będzie taki wierzący w swoich własnych oczach?! Znamy to od starożytności: Ileż było mitów o przepowiedni, że syn zabije ojca. Co robił wtedy ojciec? Ponieważ wiara nie pozwalała mu przelać krwi syna, on wystawiał dziecko do lasu na pożarcie zwierzętom. To przykład PROSTEGO ZAPRZECZANIA: delikwent udaje, że nie przelewa krwi, choć do tego się sprowadza jego czyn. Jeszcze lepiej postąpił Kreon z "Antygony" Sofoklesa, który zamurował córkę, by nie przelać jej krwi. Po prostu wcisnął sobie, że skoro prawo religijne mówi o przelewaniu krwi, to inne morderstwa są dozwolone. Wyznawcy judaizmu i mahometanizmu są w tym też nieźli. Wymyślili sobie, że skoro im religia zabrania spożywania krwi, to odwirują ją ze zwierząt „na żywca” i będzie o.k.! Czyżby nie wiedzieli, że nie oczyszczą całego ciała zwierzęcia z krwi? W dzisiejszych czasach, przy obecnym poziomie wiedzy powinni wiedzieć, że przynajmniej stosunkowo tanią metodą wirówki, przy wspomaganiu bijącym sercem można to zrobić jedynie „z grubsza”. Innymi słowy: Nie przestrzegają swojego nakazu religijnego, znęcając się przy okazji nad zwierzętami. Jeśli dodatkowo powiem, że właściwie nie wiadomo, co za różnica, zjeść zwierzę z krwią, czy bez, dopełnia to bezsensu tego okrucieństwa religijnego. I czym zareagowali wyznawcy tych religii na zakaz uboju rytualnego w Polsce? OBWINIANIEM i PROSTYM ZAPRZECZANIEM- kolejnym mechanizmem obronnym- to nie oni są źli, to źli są ci, co im nie pozwalają tego robić na terenie Polski. Przy okazji podparli się kretyńskim prawem o obrażaniu uczuć religijnych, które mówi ni mniej ni więcej, lecz tyle, że nawet jeśli nakaz religijny jest idiotyczny, to nie wolno się z niego śmiać, ani go zwalczać. Przecież nadal dokonuje się rytualnych obrzezań bezbronnych dzieci. Żeby toto samo sobie przy genitaliach w wieku dorosłym majstrowało, to pół biedy, choć i tak głupio to wygląda, ale dlaczego okaleczają bezbronne dzieci?!

            Nasza wiara też pod tym względem nie jest lepsza. Wystarczy sobie wyobrazić, w co rzekomo wierzą chrześcijanie przystępujący do komunii. Że spożywają „ciało Chrystusa”. Z ciekawości: Czy to wątróbka z Chrystusa, a może cynaderki, udziec albo móżdżek? W rzeczywistości NIKT nie wierzy w to naprawdę. Dlaczego tak sądzę? A zgadnijcie? Ile znacie osób, które by dobrowolnie zjadły kawałek człowieka i nie miały mdłości?!

            Tego zera na skali normalności nie można bezkarnie przesuwać w sprzeczności z faktami. I to by było na tyle.

            P.S.

            A któż to dziś miał urodziny? Warto o tym wspomnieć na blogu Wolanda- Mick Jagger, autor i współkompozytor „Sympathy For The Devil” kończy dziś okrągłe 70 lat!!!



20:49, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 lipca 2013

            Nareszcie wakacje! Od kilku tygodni korzystam z pogody i wędruję po Irlandii. Odciąłem się prawie zupełnie od mediów i dobrze mi z tym. Pozdrawiam czytelników. Każdemu życzę takiego odpoczynku od problemów szarej rzeczywistości i od politycznego „matrixa”.  Nie sądzę, bym w tym wypadku był kontrowersyjny- chyba każdy mi przyzna, jak bardzo przydaje się wypoczynek po całym roku walki z codziennością.

            Chciałbym jednak zwrócić uwagę na nieco inny aspekt wakacji. To, że kanikuła jest ważna dla zdrowia (zwłaszcza psychicznego), wie  prawie każdy. Nie każdy natomiast zdaje sobie sprawę z tego, że można ją wykorzystać, jako lekcję pokory. Lekcję, która przyda się każdemu, zwłaszcza nadętym osobnikom z pierwszych stron gazet lub ważnym personom potężnych przedsiębiorstw. To właśnie o nich jest dzisiejsza notka.


            Zauważyliście, jak błogo zrobiło się w informacjach? To dlatego, że na urlopy uderzyły wszystkie zadufane w sobie dwunogi udające, że pracują dla Ojczyzny w Rządzie, Parlamencie, partiach politycznych. Zniknął gdzieś pudrowany Hofman, pogryziony przez gzy Niesiołowski, inny „nietykalny” Kalemba (od 1991 nieprzerwanie w Sejmie), zachwycony sobą Biedroń oraz dowcipny inaczej Miller. Wcięło nam „elity” i Świat się nie zawalił. Okazuje się, że Polska potrafi przeżyć bez ich „katorożniczej” pracy. Śmiem twierdzić, że żyłaby lepiej, gdyby nie musiała połowie (lekko licząc) z tych „tyrających inaczej” płacić wynagrodzeń. Dobrze by było, gdyby ich nedętości raczyły to zauważyć. Można się bez nich obejść, jest bez nich całkiem przyjemnie.

            To dotyczy wszystkich, nie tylko polityków. Biję każdy zakład, że  nie ma takiego człowieka, który w swoim życiu zawodowym nie napotkał nawiedzonego pyszałka, któremu się zdawało, że jest filarem firmy, która bez niego niewątpliwie upadnie. A tu przychodzą wakacje i okazuje się, że każdy jest do zastąpienia. Po powrocie do pracy wszystko jakoś funkcjonuje. Coś zostało zrobione, coś spieprzone, dokładnie tak, jak w ciągu całego roku. Dobrze by było o tym pamiętać na co dzień. Będziemy zdrowsi, gdy zdamy sobie sprawę, że nie jesteśmy pępkiem Świata, że śmiało możemy pójść na odpoczynek, jeżeli potrzebujemy regeneracji i możemy być pewni, że życie na nas poczeka. Miłego wypoczynku.


 

Zdjęcie: Woland podziwia zachód Słońca nad Atlantykiem, Klify Moheru, hrabstwo Clare, Irlandia.



15:06, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 01 lipca 2013

Za Wikipedią: Nienawiść – bardzo silne uczucie niechęci wobec kogoś lub czegoś, często połączone z pragnieniem, by obiekt nienawiści spotkało coś złego.

Nienawiść bywa przeciwstawiana miłości i opisywana jako męczące uczucie, następujące w wyniku bólu związanego z uczuciem zranienia, zemsty, wrogości i oszukania.

Nienawiść przybiera czasem postać obsesyjną: chęć zemsty jest tak silna, iż osoba nią zawładnięta nie jest w stanie przestać o niej myśleć; wówczas nienawiść jest głównym motywem jej działań i bardzo silnym bodźcem wpływającym na percepcję rzeczywistości.

            Tyle Wikipedia. Od siebie dodam, że nienawiść ma zadziwiającą zdolność przeistoczenia w kretyna każdego, potrafi to zrobić nawet z osobą inteligentną. Ba, im bardziej inteligentna jest to osoba, tym bardziej brnie w obronę kretyństwa, jeżeli tylko jest ono pożywką dla nienawiści.

            Istotną sprawą jest, by nie mylić nienawiści z innymi uczuciami. Na przykład z gniewem w różnym natężeniu (rozdrażnieniem, złością, wściekłością). Gniew jest reakcją na uczynki, natomiast nienawiść jest reakcją na osobę lub (w skrajnych wypadkach) na samą wzmiankę o osobie lub na cokolwiek z daną osobą się kojarzącego . O ile naturalną rzeczą jest, że coś nas może (słusznie, bądź niesłusznie) gniewać, o tyle wściekłość na samo skojarzenie należy leczyć, żeby się nie przerodziła w coś gorszego.

            Jak działa obsesyjna nienawiść, najlepiej pokazać na przykładzie. Akurat nawinęły mi się dwa przez weekend. Pierwszy, to nienawiść do Kasi Tusk, którą można odnaleźć chociażby W KOMENTARZACH TUTAJ- KLIKNIJ, JEŚLI CHCESZ SIĘ PRZEKONAĆ. Ponieważ córka premiera całkowicie odcięła się od polityki, nawet słowem niczego nie komentuje, nie daje żadnego powodu do ataku, więc chorzy z nienawiści muszą go sobie wymyślić. Czego tam w ich majaczeniach nie ma?! Jakiś histeryk lamentuje „Przestańcie ją lansować”, inny zadaje idiotyczne pytanie „Za co kupiła mieszanie”, jakaś owca z kolei biadoli, że „Irytuje się ludzi córcią premiera”, jeszcze inny czubek pyta się „Czy brat oddał pieniądze zarobione u złodzieja”. Po prostu same zbrodnie przeciw Wolsce, znaczy się jest córką Tuska i ośmiela się żyć i uczciwie zarabiać.

            Przyjrzyjmy się bliżej „zbrodniom w sensie potocznym”, że zacytuję klasyka. Gdyby mnie ktoś spytał o pieniądze zarobione przez brata, odpowiedziałbym mu, by spierdalał (lub- alternatywnie- wypierdalał), a jak go temat interesuje bliżej, niech pyta brata. Żądanie zwrotu pieniędzy od brata (bo zarobił je u złodzieja) jest absurdalnie śmieszne- wyobraźmy sobie, że pracujemy kilka lat w firmie, której szef okazał się być złodziejem i uciekł z kasą, wystawiając klientów. Mało to mamy właścicieli przedsiębiorstw, którzy wzięli towar na kredyt i przetańcowali kasę ze sprzedaży? Firma, oczywiście, bankrutuje, my tracimy pracę, a jakiś czubek chce pieniądze od nas, a nie od złodzieja. Równie śmieszna jest ta dziewczynka z komentarzy twierdząca, że irytuje się ludzi córką premiera. Ma pretensje do portalu, że ona sama dobrowolnie klika na link z nazwiskiem „Kasia Tusk”, choć ją Kasia Tusk irytuje. Samo to kwalifikuje ją na psychoterapię, a jej dalsze wynurzenia tylko potwierdzają potrzebę kontaktu z psychologiem, bo ją irytuje jeszcze, że to nikomu niepotrzebne (nie wiedzieć czemu, wchodzi tam, czyta, komentuje- najwidoczniej jej do czegoś się przydaje). Oczywiście nasza kandydatka na psychoterapię nie jest odosobniona, bo przecież chorych z nienawiści, oburzonych „lansowaniem” Tuskówny jest bez liku i ani im w ich chorych łbach nie zaświta myśl, że to ONI SAMI LANSUJĄ KASIĘ TUSK. Rzecz jest banalnie prosta: Reklamodawcy płacą Kasi za wejścia internautów każdego dnia, a chorych z nienawiści, klikających w temat zawierający słowa „Kasia Tusk” jest multum. Mało tego, sam portal, widząc że Kasia przynosi im wchodzących, zachęci ją finansowo, by publikowała akurat u nich. Nie jest ważne, czy publikacje są ciekawe, czy nie, dopóki są idioci wchodzący na strony, które ponoć ich nie interesują. Skoro zdjęcia Kasi Tusk przyniosą (lekko licząc) 100 tysięcy osobnych wejść na dobę, to wystarczy, że jeden na stu „oburzonych” da się zachęcić reklamodawcy do kupna nikomu niepotrzebnego gadżetu, to sprzedanych zostanie 1000 takich nowych produktów. I już nikogo nie interesuje, że czubek, który to kupił, naprawdę mógłby się obyć bez iPoda z latarką, wiaderkiem i sygnałem dźwiękowym karetki psychiatrycznej, nabytym właśnie za jedyne 1499 złotych. Tym bardziej nikogo nie interesuje, że ten sam czubek, będzie później winić Tuska za to, że nie ma na paliwo, ponieważ właśnie kupił okazyjnie nową, niepotrzebną zabawkę. A Kasia Tusk, dzięki paranoikom, którzy właśnie dlatego, że jej nie lubią, wchodzą na jej stronę, będzie miała nowe mieszanie, podczas gdy chorzy z nienawiści będą mieć co najwyżej wrzody żołądka i pretensje do garbatego, że ma dzieci proste.

            To był przykład obsesyjnej nienawiści w wersji „light”, gdyż można się pośmiać lepiej, niż na Jasiu Fasoli. Teraz jednak zaproponuję pokaz nienawiści w wersji „super strong”: Szesnastoletni syn posłanki PO zachorował na raka (i to w wyjątkowo śmiertelnej odmianie białaczki). Festiwal nienawiści wobec nikomu nieznanego szesnastolatka, którego matka zaapelowała o krew dla niego, można poczytać w komentarzach TU- kliknij, jeśli Cię to interesuje. Pozostawię to bez komentarza, ciekaw jestem jedynie co się stanie, gdy ogarnięci nienawiścią kretyni sami będą potrzebować natychmiastowej pomocy, a ktoś odpowie im w ten sam sposób, n.p. „Moja krew jest zbyt cenna” lub „Jesteś chory na raka? Jak tysiące innych” albo „Niech cię Tusk uzdrowi”! Jedna tylko uwaga: Nie dajcie się nabrać czubkom twierdzącym że przeszli raka i musieli sobie radzić sami. Znaczy się co? Sami sobie pompką od roweru swoją własną krew przetaczali? Sami się operowali, czy może posmarowali ziaziu amolem i im przeszło?! Wybaczcie, sam przechodziłem przez nowotwór i przez gardło by mi nie przeszło kłamstwo, że „musiałem radzić sobie sam”.

„(...)Chciałbym powiedzieć ci coś o miłości,

Bo o nienawiści już prawie wszystko wiesz...”

 

            Być może niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy, ale miłość naprawdę istnieje. Dwoje ludzi cieszy się po prostu z tego, że mogą sobie nawzajem sprawiać radość, chcą nieść sobie wyłącznie dobro, czekają na siebie, tęsknią, a gdy wreszcie padną sobie w ramiona, to się kochają. Robią to naprawdę, realnie- w  przeciwieństwie do tych, którzy tylko wyobrażają sobie, jak powinna wyglądać miłość (gdzie jak gdzie, ale w Polsce mamy szczególnie wiele osób dających nam jedynie słuszne rady w tym temacie, podczas gdy sami gołą dupę widzieli jedynie na obrazku), robią to, bo po prostu się kochają. Jest też wiele osób, które żyją samotnie, ale kochają innych. Szczęście daje im pomaganie innym, ludzki uśmiech, zwłaszcza jeśli jest to uśmiech dziecka. Tacy ludzie też istnieją i istnieli, bez udziału „Kozła Toruńskiego” i „Prawiczka Żoliborskiego”. Z całą pewnością jednak nie zaliczają się do nich autorzy komentarzy pod galerią z córką premiera i tekstem o chorobie syna posłanki PO. Cokolwiek wyobrażają sobie o miłości, mylą się, to na pewno nie to, co robią.



22:59, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (5) »
Tagi