RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2015

            Zastanawialiście się, dlaczego temat in vitro jest tak gorąco podnoszony przez hierarchów? Walczą o niego mocniej, niż o zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. Dlaczego, skoro z punktu widzenia faktów naukowych, stanowisko sekty polsko- katolickiej jest nie do obrony? To tak, jakby chcieć bronić płaskości Ziemi i jej podparcia Piekłem, a przykrycia Niebem, argumentując takimi dowodami, jak wulkany dowodzące piekielnych czeluści pod nami i błękitne niebo dowodzące Niebieskiego Domu Pana ponad głowami. Identycznie można bronić człowieczeństwa niezagnieżdżonej blastocysty. Dlaczego zatem hierarchowie robią z siebie skończonych idiotów, jaki w tym mają cel?

            Gracie w szachy? Wiecie na czym polega gambit? To poświęcenie piona lub figury w celu zyskania przewagi w polu, dzięki której z łatwością odrobi się straty, a tylko wytrawny przeciwnik będzie w stanie obronić swą skórę.

            Jak to działa w tym konkretnym przypadku? Zastanówcie się, jak reagujecie na temat in vitro? Zamiast ironicznie potwierdzić że Ziemia jest płaska, przykryta Niebem, podparta Piekłem i posłać pana księdza, czy też innego Terlikowskiego do wszystkich diabłów, a raczej do szkoły wraz z informacją, że to nie kwestia wiary, a elementarnej wiedzy, to pełni dobrych intencji tłumaczymy różnice między niezagnieżdżoną blastocystą, a czującym i myślącym człowiekiem. Potem zadowoleni, że do kogoś może coś dotrze, idziemy odpocząć w poczuciu spełnionej misji. Tymczasem to nie ma żadnego znaczenia, bo i tak chodzi o to, że my w tym czasie nie zajmowaliśmy się takimi sprawami, jak finansowanie Kościoła, ukrywanie pedofilii duchownych, czy grabież publicznych środków na potrzeby sekty.

            Przedwyborcze sondaże jasno dają do zrozumienia, że jeśli trend się utrzyma, to w przyszłej kadencji będzie całkiem łatwo zmienić Konstytucję RP, a projekty potencjalnych zmian przygotowanych przez PiS (kliknij tu, jeśli chcesz poczytać materiał, na którym się oparłem) wyrzucają poza nawias osoby nie podzielające zachwytu nad religią katolicką. Czy dyskutując o oczywistych sprawach związanych z in vitro, zastanawiasz się nad fundamentem wolności w Polsce, gwarantowanej przez Konstytucję? Oczywiście, że nie! To zastanów się teraz, co za parówa chce rozpocząć tekst Ustawy Zasadniczej od „W IMIĘ BOGA WSZECHMOGĄCEGO”? Pokażcie mi tego wała, który uważa, że „Bogu” dał mu pełnomocnictwa do układania paragrafów i konsultuje je z nim punkt po punkcie!!! Przecież nawet z punktu widzenia religii, jest to bluźnierstwo! A co z podkreśleniem chrześcijaństwa, jako jedynego wyznania wymienionego w tym projekcie? To co się dzieje z innymi ludźmi? Nie, nie, gówno mnie obchodzi, kto jest większością, ja pytam, gdzie się podziali ludzie, którzy nie wyznają chrześcijaństwa? Madagaskar, czy krematoria? Pytam się tego cholernego bandyty pracującego przy tym projekcie, co z pozostałymi obywatelami Rzeczpospolitej? To nie jest nic nie znaczący świstek papieru, to ma być wykładnia prawa. Stwierdzenie, że w Polsce jest przeważająca ilość katolików nie odpowiada na pytanie, CO Z INNYMI POLAKAMI?! Niejako przy okazji z projektu Konstytucji znika prawo do nieuczestniczenia w praktykach religijnych i prawo do nieujawniania swojego wyznania. A to już zwykły Katoliban w sercu Europy!

            Jeszcze nie wiecie, po co są tematy zastępcze, takie jak in vitro? Jedziemy dalej: Właśnie zmarł wypromowany przez Karola Wojtyłę, późniejszego papieża Jana Pawła II, arcybiskup Wesołowski. Ten pedofil pochodzący, podobnie jak Karol Wojtyła z Małopolski, wychowany przez Kościół zgodnie z nauczaniem Jana Pawła II, był przez naszego miłośnika pomników własnych osobiście wyświęcony na kapłana, a potem na biskupa. No to podziękujmy Bogu za Wesołowskiego, składając w dniu jego pogrzebu na pomnikach Jana Pawła II zdjęcie tego protegowanego Karola, który został papieżem. I pamiętajcie, Jezus rzekł „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”, więc modląc się wyobraźcie sobie Wesołowskiego zapinającego małego Chrystusa i Jana Pawła II nadającego mu sakrę biskupią. I pomyślcie o tych wszystkich, którzy ślinili arcybiskupa w pierścień, tych wiernych, którzy przecież WIERZĄ (nie mylić z WIEDZĄ). Ponieważ PO OWOCACH ICH CZYNÓW ICH POZNACIE, pomyślcie też w swych modlitwach o papieżu Franciszku, bo na dniach się okaże, czy ściągnął on Wesołowskiego do Watykanu, by prowadzić śledztwo, czy po to, by go uchronić przed wymiarem sprawiedliwości i ukryć pozostałych pedofili z siatki. Już tłumaczę, jak prosta będzie do sprawdzenia rola Watykanu w sprawie Wesołowskiego. Otóż jeśli Watykan prowadził rzeczywiście śledztwo, do policji dominikańskiej wkrótce powinny trafić materiały związane ze wspólnikami Wesołowskiego i nastąpią aresztowania kolejnych podejrzanych o pedofilię. Jeżeli to nie nastąpi, reszta pedofili dzięki szybkiej interwencji papieża Franciszka i ukryciu arcybiskupa Wesołowskiego w Watykanie będzie chodzić na wolności, mogąc spokojnie gwałcić następne dzieci. Na zakończenie jeszcze raz wyobraźcie sobie swoje dzieci i wnuki, wyobraźcie sobie arcybiskupa Wesołowskiego z kolegami, wyobraźcie sobie „małego Jezuska” i przeróżne gry i zabawy, jakie mu świeży denat organizował.

ZNOWU RAZEM!

            Czy coś się nie zgadza w tym toku rozumowania? Karol już macha radośnie chwostem ze swojego kotła na widok nowego kompana!

            Dalej chcecie tracić czas na dowodzenie, że Ziemia nie jest płaska, a blastocysta nie jest człowiekiem? To jeszcze jeden temat, o którym odważni Polacy tchórzliwie milczą. Chodzi o uchodźców. Niedawno w małej ciężarówce udusiło się 71 osób stłoczonych gorzej, niż bydło jadące na rzeź. Nie słyszałem o przypadku tego typu masowej śmierci od czasów, gdy hitlerowcy truli spalinami więźniów w przystosowanych do tego samochodach. Niedługo potem media doniosły, że morze wyrzuciło ponad 80 ciał na brzeg, a liczba ofiar z pewnością jest dużo większa. Tymczasem „dzielni Polacy” z prezydentem Dudą na czele chcieliby, by Europa w razie czego ruszała z nimi na wojnę z Rosją, narażając życie swoich obywateli, a jednocześnie ci sami Polacy nie chcą przyjąć symbolicznej liczby uchodźców, by wykazać solidarność i odciążyć państwa, do których ci ludzie próbują się dostać. Episkopat, który ma na każdy temat tyle do powiedzenia, który robi z gęby cholewę „apelując o pokój” udaje, że ogląda czubki butów. Dla „świętego Kościoła w Polsce” nie ma sprawy, żaden z hierarchów nie zauważył problemu. Porozmawiajmy lepiej o człowieczeństwie blastocysty!

 

 

14:34, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (29) »
sobota, 29 sierpnia 2015

            Był drugi dzień festiwalu poezji śpiewanej „Gitarą i piórem” w Karpaczu (konkretnie na stoku Lodowiec). Spóźniłem się na koncert i z daleka doszły mnie dźwięki muzyki. Byłem wtedy jeszcze z tyłu sceny, więc kasowało mi sporo tonów, ale już stamtąd słyszałem, że to coś wartego uwagi. Gdy zająłem miejsce przed sceną, wręcz się zachwyciłem. Świetne teksty, muzyka pomiędzy jazzem i rockiem, doskonali wykonawcy. Odwróciłem się do sąsiadów i spytałem:

            -Nie wiedziecie, kto jest w tej chwili na scenie?

            -Co to!

            -No właśnie, co to ?

            -Co to!

            W tym momencie parsknąłem śmiechem, przypominając sobie niezapomniany skecz z Pszoniakiem i Fronczewskim (Student Awas). To samo zrobiły moje dwie towarzyszki (panie Nowak od sekt, to się chyba kwalifikuje na donos do sądu: Woland, stok „Lodowiec”- pewnie się kiedyś nazywał „Łysa Góra”, a przynajmniej prokurator powinien to sprawdzić, wieczór, niedługo północ, dwie kobiety, prawdopodobnie wiedźmy jakieś, co łatwo dowieść próbą wody, do tego podejrzana muzyka i słowa, bo się Wolandowi podobają i wcale a wcale nie przypominają „Barki”) i w doskonałych nastrojach wysłuchaliśmy reszty występu. Na scenie był Przemek Paśko z grupą „Co to”. Wrocławscy artyści związani z Teatrem Muzycznym Capitol. Proponuję coś jeszcze z ich repertuaru.

            Skład zespołu jest zmienny. Problemem jest pogodzenie kalendarzy muzyków. Tak się bowiem składa, że jeśli w dzisiejszych czasach ktoś umie grać i tworzy ambitną muzykę, to musi do tego dorabiać w stu innych miejscach, a to dlatego, że pokolenie „DAJ DARMO” woli ukraść muzykę z internetu, niż kupić płytę. Co ja mówię o kupieniu płyty, skoro nawet na gratisowy koncert towarzystwu nie chce się dupy ruszyć, bo trzeba przecież dojechać. Na festiwalu „Gitarą i piórem”, pomimo takich artystów jak Piotr Bukartyk, Mariusz Lubomski, Magda Umer, Piotr Woźniak- szału frekwencyjnego nie było. Owszem, przybyło wystarczająco dużo osób, by artyści nie mieli wrażenia, że grają dla rodziny i znajomych, ale drugie tyle osób zmieściło by się bez problemów. To wszystko w Karpaczu, gdzie w sezonie szwendają się wzdłuż głównej ulicy dziesiątki tysięcy zblazowanych wczasowiczów, których szczytem możliwości kulturalnych jest dotrzeć na zakrapiany dancing z żywym zespołem chałturników.

            Płytę oczywiście kupiłem, tłoku przy stoisku nie było, oj nie, a tu się okazało, że okładka opisuje co innego, a na płycie jest co innego. Spokojnie, to dalej „Paśko i zespół Co to”, zawartość świetna, delektuje się nią codziennie. A że okładka ma kompletnie inny opis? Może kiedyś jakiś kolekcjoner uzna, że dzięki tej pomyłce, to wydanie warte jest krocie. Tak naprawdę, to gówno mnie to obchodzi, gdyż cieszę się, że tacy artyści tworzą mimo niespecjalnego zrozumienia społeczeństwa.

            Niejako przy okazji chciałbym zareklamować kilka innych dolnośląskich inicjatyw. „THE FIFTH SEASON”, czyli piąta pora roku, to inicjatywa doskonałych jeleniogórskich muzyków, ostatnio wykonujących ten program jako „Lewandowski Masters Quintet”, czyli Janusz Nykiel, Łukasz Perek, Jakub Olejnik, Jacek Szreniawa i Zbigniew „Levandek” Lewandowski. „Ten program”, czyli po prostu „Cztery pory roku” Vivaldiego na rockowo ze szczyptą jazzu. Nazwy nie są tu najważniejsze, ewoluują, gdy oglądałem premierę, nosiło to bodajże tytuł „Vivaldi XXI wieku”, czasem jest to reklamowane jako „Cztery pory rocku”. Istotne, że gdy muzykom uda się uzgodnić kalendarze, koncertują, nagrywają też materiał na płytę. Absolutnie obowiązkowe dla każdego, kto kocha muzykę (niezależnie, czy to rock, jazz, czy muzyka poważna).

            Jednocześnie gros tych muzyków wzmocnionych o innych wspaniałych artystów, wystawia na scenie Teatru Naszego w Michałowicach program „Ogień w nutach”. Pyszna mieszanka gatunków z rockowo- jazzowym zaśpiewem w wykonaniu Zbigniewa „Levandka” Lewandowskiego, Janusza Nykla, Jacka Szreniawy, Jakuba Olejnika, Wiesława Prządki, Tadeusza i Jadwigi Kutów. Program grany rzadko (kalendarze muzyków). Oprócz tego Teatr Nasz na scenie restauracji „Motto” gra piosenki Edith Piaf w wykonaniu Jadwigi Kuty i Wiesława Prządki oraz „Pomarańcze i mandarynki, czyli powtórka z Grechuty” w wykonaniu Jadwigi Kuty i Jacka Szreniawy.

            To absolutna pierwsza liga artystyczna. W czasie miesięcznego pobytu w okolicach Jeleniej Góry miałem okazję być jeszcze na koncercie, bagatela, Krzesimira Dębskiego, widziałem na żywo Marek Walarowski Trio, a z lżejszej rozrywki, Artura Andrusa. Był też Sojka, Wodecki i inne sławy, ale to już po moim wyjeździe. Co ważne, wiele z tych propozycji było dostępnych za kompletną darmochę, na finansowanych przez sponsorów „Festivall dell Arte w Dolinie pałaców i ogrodów” oraz festiwalu „Gitarą i Piórem” w Karpaczu. Jeżeli mi ktoś mówi, że w Polsce nic się nie dzieje, to jest zwykłą marudą. Jeżeli ktoś twierdzi, że kultura upadła, to ma o tyle rację, że KULTURA UPADŁA W NIM. Jeśli ktoś i narzeka, że drogo, to ja mówię, że nawet płatne koncerty na deskach Teatru Naszego były w cenie..., jak by tu obrazowo wytłumaczyć marudom...., były w cenie litra żołądkowej i paczki fajek. Tak więc drogi malkontencie, jeżeli zawitasz w okolice Jeleniej Góry, w której prezesowi wydawało się, że nic się nie zmieniło od lat sześćdziesiątych, to zanim zaczniesz płakać, że Polska w ruinie, przyjrzyj się, co tam robią ludzie, jeśli im się tylko nie przeszkadza. Zobacz, jak wygląda dziś „Dolina pałaców i ogrodów” i skończ się mazgaić. I kup raz w miesiącu oryginalną płytę, nie chrzań że jest za droga.

            Z innej beczki: Jakiś czas temu czytałem na forum strony poświęconej podjeleniogórskiemu miasteczku Wleń bardzo ostrą wypowiedź członka lokalnej społeczności dotyczącą wydawania funduszy gminnych na „Dni Wlenia”. Ze względu na ograniczone możliwości finansowe tego małego miasteczka nie stać na gwiazdy będące aktualnie na topie, więc głos ten postulował zrezygnowanie w ogóle z artystów estradowych. W zamian proponował organizację festiwalu kapel weselnych argumentując, że każdy sobie lubi wypić piwko i potańczyć w rytm skocznej muzyki. I to jest dla mnie kwintesencja szeroko rozumianego polskiego społeczeństwa: Po co próbować robić coś wartościowego, skoro można zrobić coś, co każdy lubi?! Bo walenie gazu na weselach i weselni chałturnicy akurat wymagają promocji!!! Ja oczywiście z całym szacunkiem odniósłbym się do człowieka, który by do tego podszedł w kategorii biznesowej, zorganizował ten festiwal uzgadniając z władzami gminy szczegóły organizacyjne na zasadzie współpracy. Bo to mi wygląda na niezłą niszę, która rzeczywiście dałaby jakąś sławę miasteczku i przyniosła zysk. Tylko tu trzeba zaprosić ludzi biznesu, miasto powinno pomóc, jak każdemu przedsiębiorcy, ale nie brać się za organizację, bo nie takie są cele miasta. To, że ludzie lubią się nawalić i przy okazji popląsać przy hałaśliwym um-pa-pa, nie oznacza, że to rozwija kulturę, którą mają zadanie wspierać podmioty państwowe. Bez odpowiedzi pozostawię pytanie „Kto z miasteczka widział wymienione przeze mnie w notce wydarzenia artystyczne”, bo choć to rzut beretem, to nie widziałem przesadnie wiele twarzy stamtąd. Spotkasz chłopa- gębą sina- oj, nie wraca ci on z kina! Taka gmina!

 

 

19:31, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (16) »
czwartek, 27 sierpnia 2015



            Wychowywała się w rygorystycznym katolickim światopoglądzie. Bóg tak chciał i już. I choć marzyła skrycie, by ubierać męskie ciuszki i nosić ponętne imię „Krystyn”, to bała się tych myśli, jak ognia piekielnego. Strach strachem, ale jakże by było miło wejść w ubłoconych buciorach do najgorszej speluny w mieście, dać w mordę pierwszemu, który się krzywo spojrzy, rozłupać kufel na łbie barmana o żydowskiej fizjonomii, zbluzgać resztę towarzystwa, a potem nawymyślać wszystkim gejom, masonom, komunistom i cyklistom! Znalazła co prawda nie naruszający boskiego porządku erzac: Od czasu do czasu przebierała się za niespełna rozumu starowinkę żebrzącą o drobne i zbierającą na toruńskiej starówce puste puszki po piwie. Stosując taki kamuflaż mogła do woli wymyślać przechodniom od najgorszych, ale jakże się to ma do możliwości wymarzonego Krystyna, robiącego pięściami porządek na dzielni?!

            Najgorsze było to, że czasem trzeba było wrócić do pracy: wyskubać wąsik i poprosić kogoś o pomoc w goleniu pleców (ach, ten testosteron!). Nie zawsze znajdzie się ktoś zaufany, a w pracy czasem trudno zapanować nad niepohamowanym apetytem, więc gdy się jakiś nadgorliwiec upomni o to, by nie żreć na sali obrad, zaraz wyłazi ten wewnętrzny Krystyn- STUL PYSK, CHAMIE, ZAMKNIJ RYJ- drze się w niej na całe gardło, za nic mając kamery, mikrofony i straż marszałkowską. A co sobie będzie żałować, wszak jest profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. I znów wewnętrzny Krystyn panuje nad jej pozornie kobiecą fizycznością. Włosy na plecach stają dęba, nalany kark zaczyna się prężyć do skoku, a mowa ciała krzyczy- No, podejdź no tu który, podejdź- wypluwa resztki pokarmu wydłubywane spomiędzy zębów jęzorem- no, który chętny, który...???


            Spokojny jest tylko dom. Tam wewnętrzny Krystyn zrzuca nudne damskie fatałaszki, sprawnie przeskakuje w dres z trzema paskami, rzuca na klatę 80 kilo, zrobi kilka powtórzeń na ławeczce, a potem spocony, ale szczęśliwy siada na „fejsa”. A tam, co znowu...? Kuźniar odchodzi z TVN...? Co by mu tutaj...?!

            Na profilu Krystyny Pawłowicz, pod jej zdjęciem z prezydentem Dudą, pojawia się jakże katolicki, kulturalny i ciepły wpis (pisownia oryginalna):

NEWS:.. SZYBKA REAKCJA TVN na mój wczorajszy wpis:..... Szczujący TVN, J. KUŹNIAR ze "Wstajesz i Łżesz" ukarany przez nowych amerykańskich właścicieli.ZNIKA z tego programu. Podobno już od jutra ma korepetycje w Toruniu. Kanapki z jajeczkiem....., proszę nie zapomnieć. I na czesne /proszę wziąść z zaoszczędzonych na cłach w USA/

 

            Krystyn z dumą podkręca wąsa i z niejaką satysfakcją spogląda w lustro na owłosienie pokrywające tors i plecy. W tym miejscu proszę wrażliwych czytelników o wybaczenie, lecz dynamika akcji zmusza mnie do dosłowności:


            -A chuja tam! Zawsze się można wyspowiadać!- Woła Krystyn otwierając zębami butelkę „Ciechana”.

 

 

22:17, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (31) »
środa, 26 sierpnia 2015

            Przypomnijcie mi, kiedy to Andrzej Duda został zaprzysiężony na urząd Prezydenta RP? Czasem nie szóstego sierpnia, czyli 20 dni temu? No patrzcie, a już dostał w polityce zagranicznej prztyczka w nos. I to od kogo? Od słabego, zagrożonego utratą niepodległości sąsiada, Ukrainy. Jak do tego doszło? Otóż prezydent Duda ogłosił, że prezydent Ukrainy, Petro Poroszenko, prosił go w imieniu Ukrainy o wsparcie Polski i wychodząc tym słowom naprzeciw, jest gotów rozmawiać o nowym formacie rozmów z udziałem sąsiadów Ukrainy (w tym Polski) i USA. Gdy to usłyszał Petro Poroszenko, natychmiast powiedział, że Ukraina nie potrzebuje nowego formatu rozmów, że format miński i normandzki z udziałem Ukrainy, Rosji, Niemiec i Francji jest wystarczający. Kanclerz Niemiec, Angela Merkel wręcz chlasnęła na odlew Andrzeja Dudę, mówiąc że (cytat) „Zebraliśmy się tutaj, by wdrażać Mińsk, a nie go kwestionować”, a prezydent Francji, François Hollande dodał podtrzymując myśl o konieczności wdrażania Mińska dodał, że konieczne będą kolejne spotkania, także w formacie normandzkim. Tak się bowiem składa, że ani Ukraina, ani Francja, ani Niemcy, ani tym bardziej Rosja nie podzielają pszenno- buraczanego zapału Wolaków dotyczącego zbawczej dla Europy roli Polski pod duchowym przewodnictwem nadpapieża Rydzyka i wiecznego prezesa Kaczyńskiego, wiec wszelkie negocjacje dotyczące polskich interesów w tej części Europy rozsądniej jest prowadzić dyskretnie, a nie z pozycji nadętego bufona.

 

Panie Prezydencie RP, Andrzeju Duda!

 

            Tak się składa, że chcąc nie chcąc, reprezentuje Pan teraz całą Polskę, więc byłbym zobowiązany, gdyby w polityce zagranicznej opierał się Pan na sprawdzonych metodach dyplomacji. Nadymanie się i napinanie żyłki niech Pan pozostawi Jego Nadętości, prezesowi PiS, Jarosławowi Kaczyńskiemu. Pamięta Pan, Panie Prezydencie, jak po katastrofie smoleńskiej prezes Kaczyński musiał grzecznie przystanąć na poboczu, by przepuścić ówczesnego premiera Rosji, Władimira Putina i ówczesnego premiera Polski, Donalda Tuska? I Prezes Pan mógł się nadymać, puszczać bańki nosem, płakać, skamleć i tupać nóżką, ale miał grzecznie czekać, bo takie jest jego miejsce w szeregu. Więc gdy Jarosław Kaczyński zacznie Pana podpuszczać do pajacowania, niech Pan go wyśle, żeby siarę robił w swoim imieniu, ewentualnie w imieniu wyborców swej narodowo- socjalistycznej partyjki. Od tego ma Pan, Panie Duda, zawodowych dyplomatów, by wprowadzili Pana w możliwości ruchów, jakie Pan posiada. To wszystko po to, byśmy się nie musieli wstydzić, gdy trzeciorzędny gracz europejski zagra Panu, najwyższemu reprezentantowi Polski, na nosie, Panie Prezydencie RP.

            Obserwuję oficjalne reakcje strony ukraińskiej i Panu, Panie Prezydencie, radziłbym to samo w miejsce samozachwytu po wygranych wyborach, bo to ważna lekcja. Jest zaproszenie Polski do rozmów, ale w kuluary, a nie przed kamery. Mniej pszenno- buraczanej pychy, więcej rozsądku i dyplomacji. 

 

12:00, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (29) »
wtorek, 25 sierpnia 2015

            Drodzy Czytelnicy. Wybaczcie, że dzisiejszy post kieruję do zawężonej grupy odbiorców. Po prostu muszę im poświęcić słów kilka.

Woland.

Chorzy z zawiści Wolacy!

            Z niesmakiem obserwowałem wolską korbę na widok trampek premier Ewy Kopacz. Pół internetu się wściekło! Przecież Wasze otłuszczone serca nie wytrzymają tych ataków szału na widok czegoś, czego tak bardzo zazdrościcie. Ja wiem, że jakiś tam tabloid wyliczył, iż trampki pani premier kosztowały 600 złotych, ale przecież zamiast się wściekać, kupcie sobie podobne, jak się Wam podobają. I nie marudźcie, że drogie, bo po Waszych pożółkłych, związkowych zębach wnoszę, że jaracie co najmniej ramkę szlugów dziennie- jak to rzucicie, będziecie mogli takie trampki kupować co miesiąc! A jeśli palicie dwie- trzy ramki dziennie, będziecie co miesiąc mogli nowe trampki zakładać na nogi, dłonie oraz uszy! Że nie chcecie wyglądać jak idioci? Łoj, łoj, łoj..., a jak niby wyglądacie dostając amoku na widok trampek Ewy Kopacz lub czerwonych rurek Kasi Tusk?! Nie, nie, nie..., nie przyjmuję żadnych wolskich wykrętów, że one epatują bogactwem! Premier Kopacz ma specjalny fundusz, żeby wyglądać lepiej, niż posłanka Krystyna Pawłowicz przy pożeraniu paszy treściwej na sali plenarnej Parlamentu, bo pani premier reprezentuje całą Polskę. Kasi Tusk sami producenci podrzucają ciuchy i jeszcze dopłacają, żeby tylko się w nie ubrała i podała ich markę. Obie panie po to się uczyły, by mogły się ubrać jak należy. To nie ich wina, że Wy, Wolacy, wolicie jarać 20 szlugów dziennie, chlapnąć w weekend litr gorzały, a w tygodniu leczyć się skrzynką piwa, nie mówiąc już o Waszej alergii na wiedzę, zwłaszcza o tym, dlaczego Wam później brakuje kasy. To nie premier Kopacz i nie Kasia Tusk epatują bogactwem, lecz Wy, chorzy z zawiści Wolacy, epatujecie żółcią zębów, kwaśnym oddechem i przykrym zapachem spod skrzydła! Odstawcie używki, a będziecie mieć i na trampki, i na mydło, i na proszek do prania. Zdrowsi będziecie!

 

            W sprawie referendum, mam jeszcze jedno pytanie, które koniecznie trzeba zadać Narodowi, gdyż na nie przynajmniej potrafi odpowiedzieć wiedząc, co mówi:

UMIECIE TAK?

A na zakończenie poepatujmy Warszawą- biedni Wolacy, jak oni tę ruinę odbudują?! Może choć obwodnice pozamykają, a na Stadion Narodowy przywrócą Jarmark Europa- światowe centrum przestępczości detalicznej z zakażonymi prostytutkami, bronią, podrabianą gorzałą i innymi podróbkami oraz chińszczyzną z psów i kotów, żeby było jak za Lecha Kaczyńskiego!

 

 

11:23, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
niedziela, 23 sierpnia 2015

            „Melduję posłusznie, że znowu jestem!” Witam tym oto sympatycznym zawołaniem, którym dobry wojak Szwejk doprowadzał do rozpaczy swojego wojskowego przełożonego, porucznika Lukasza. Ja również spróbuję się nim przymilić, zwłaszcza  do cichcem obserwujących mój blog wyborców PiS. Okazja nie byle jaka, bowiem CBA zatrzymało byłego męża (tego nr 2) Marty Kaczyńskiej od trzech milionów.

            Były mąż Marty Kaczyńskiej, czyli zięć Lecha Kaczyńskiego właściwie od początku swojej kariery kwalifikował się do zainteresowania prokuratury, chociażby z powodu wyłudzeń grubej kasy ze SKOK, których dokonali pracownicy jego kancelarii (chodziło o 5 milionów). Zamiast jednak śledczych, SKOKami zainteresował się teść mecenasa D., były prezydent Lech z bratem bliźniakiem Jarosławem oraz ówczesny pracownik kancelarii prezydenta, a dzisiejszy prezydent, Andrzej Duda, którzy dołożyli wszelkich starań, by SKOKi pozostawały jak najdłużej poza kontrolą Komisji Nadzoru Finansowego, dzięki czemu możliwe było dalsze wyprowadzanie pieniędzy ze SKOK- z czego skorzystała m.in. posłanka PiS, Dorota Arciszewska- Mielewczyk.

            Mecenas Marcin D. jest postacią tak barwną, że śmiało może konkurować ze słynnym Czesławem Śliwą (pierwowzorem postaci Konsula, doskonale zagranego przez Piotra Fronczewskiego): Hazard od ogólniaka, kobiety, politycy, banki, pieniądze, a nawet bójki. To wszystko nie przeszkadzało palestrze adwokackiej trzymać go w swoich szeregach, choć ponoć adwokatem może zostać jedynie człowiek o nieskazitelnej opinii. W czasie szczytu paranoi smoleńskiej, gdy mecenas D. był pełnomocnikiem części rodzin smoleńskich (tej części uważającej za Macierewiczem, że Tu 154M, to świetny kombajn do ścinania brzóz, którego urwane skrzydło pędzące z prędkością 280km/h powinno się zatrzymać po dwunastu metrach lotu, więc kukunamuniu, hej!), zamieściłem o nim taką oto notkę (kliknij tu, by przeczytać o jego wyczynach znanych zarówno Lechowi Kaczyńskiemu, Andrzejowi Dudzie, Jarosławowi Kaczyńskiemu, palestrze adwokackiej).

            Dodam jeszcze jeden smaczek, który wobec zarzutów kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i wyłudzenia 13 milionów złotych, mógłby gdzieś się zagubić w medialnym kociokwiku. Otóż Marcin D. był pełnomocnikiem byłej żony Artura Boruca, Katarzyny M., wywalczył dla niej 17 tysięcy złotych miesięcznie alimentów. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że z powodu podejrzeń o romans Marcina D. i Katarzyny M., od mecenasa odeszła Marta Kaczyńska. Nie z powodu podejrzeń o oszustwa finansowe, nie z powodu jego bandyckich zachowań, a z powodu zazdrości. Dlaczego piszę o Katarzynie M.? Bo i ona wraz z zięciem Lecha Kaczyńskiego została zatrzymana przez CBA. Przecież, gdyby to wszystko sfilmować, mielibyśmy bankowego Oskara (pod warunkiem, że scenariusza nie będzie pisać Marcin Wolski, a za reżyserię nie weźmie się Antoni Krauze)!

            Na zakończenie, za dobrym wojakiem Szwejkiem, pocieszę Was parafrazując tego sympatycznego wojskowego: Oj, źle z nami wszystkimi! Nie jest to prawda, jak mówicie, że Wam czy nam nie grozi nic złego. Jeśli nastały tak niebezpieczne czasy, że aresztują adwokatów i zięciów prezydenta, to nikt nie powinien się dziwić, gdy przyprowadzą go do dyrekcji policji! Wybory nadciągają wielkimi krokami, Andrzej już się załapał, teraz tylko potrzebuje Małego i jego ekipy!

 

 

20:06, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (28) »
sobota, 15 sierpnia 2015

            Czy to możliwe, by Karol Wojtyła był rozwiązły? Oczywiście Karol Wojtyła senior! Starszy brat „Karola, który został papieżem” urodził się 27sierpnia 1906, natomiast Karol Wojtyła senior przystąpił do sakramentu małżeństwa z Emilią z Kaczorowskich 10 lutego 1906. Rozwiązłość, czy „cud wcześniaczy”? Zważywszy, jak „Bogu” pokarał familię Wojtyłów (wszystkie dzieci zmarły bezpotomnie- Edmund na szkarlatynę, Olga nie pożyła nawet dnia, a Karol z powodu „powołania” oficjalnie zrzekł się ewentualnego potomstwa), a sami Wojtyłowie też poumierali młodo, wygląda na zemstę "Wszechmocnego" za niepobłogosławione ciupcianie, czy też na (chichichi) „niepokalane poczęcie”. Ciekawostką jest fakt, że data ślubu Wojtyłów nie była długo ujawniana i nie sposób tu nie podejrzewać, że próbowano ukryć przedślubne kopulango Karola i Emilii.

            Historia jest banalna (mało to dorodnych, czterokilogramowych "wcześniaków z szóstego miesiąca" się rodzi?), ale ze względu na jej owoce, postanowiłem ją przypomnieć. Może i by mi się nie chciało, gdyby nie to, że małżonka nadpapieża Terlikowskiego przy pełnym jego poparciu ogłosiła Światu, iż szczepionki przeciw wirusowi brodawczaka ludzkiego, powodującego zarówno niegroźne kurzajki, jak i śmiertelne choroby nowotworowe z rakiem szyjki macicy, sromu, prącia i ustnej części gardła na czele, według niej powodują rozwiązłość kobiet i ona swoich córek z pewnością nie zaszczepi. Nie będę tu się rozwodzić nad głupawką Terlikowskich (wystarczy że napiszę, iż brodawczakiem można się zakazić przez uścisk dłoni pokrytej kurzajkami lub przez uchwycenie tego samego przedmiotu, zwłaszcza jeśli jest ze skóry), ale mam takie pytanie: jak się ma profilaktyczne szczepienie do zwykłego przedślubnego bzykanka Karola Wojtyły i Emilii z Kaczorowskich. Pisałem już, że Tomasza i Małgorzatę Terlikowskich uważam za wyjątkowych łajdaków?

 

 

16:40, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (27) »
piątek, 14 sierpnia 2015

            Wypoczywaliśmy nad jeziorem Czocha, gdy uwagę naszą przykuł widok nietypowej pary: Wysportowany pan typu „nie pierwszej młodości ratownik- amant” zabawiał równie wysportowaną dziewczynkę, która prawdopodobnie nie miała jeszcze piętnastu lat. Relacje rodzinne wykluczam, gdyż ani razu nie padło słowo „tato”, „wujku”, „córeczko”. Poza tym gadka sportowca była raczej czymś w rodzaju próby zaimponowania wiedzą. Sadził mądrości z gatunku „kajak jest szybszy od roweru wodnego” w ilości niebywałej i niestrawnej. Robił to na tyle głośno, że nie dało się tego nie słyszeć. Dojrzała kobieta dawno by się pozbyła tak drętwego towarzysza, lecz małoletnia plażowiczka ewidentnie starała się okazywać zainteresowanie. Od czasu do czasu parka popisywała się przed sobą sprawnością: a to wspólnie robili „kwiat lotosu”, a to on nawiązywał do swej umiejętności robienia pompek, to znów ona ze „świecy” przerzucała nogi do tyłu, kolanami opierając je o ziemię. Ta ostatnia figura zwracała uwagę- nie tyle z powodu sprawności dziewczyny, co ze względu na wyjątkowo prowokacyjną pozycję, jaka wynikała z tego ćwiczenia (tyłek w górze, wypięty, nogi lekko rozchylone)- w stroju plażowym to niemalże gra wstępna. Nic dziwnego, że chyba każdy mimowolnie rejestrował poczynania tych dwojga, także to, że podczas tego typu ćwiczeń, mężczyzna siedział na wyciągnięcie ręki małolaty, spokojnie oceniając wzrokiem wykonany układ. Dziewczę zachowywało się za to tak, jakby nie zdawało sobie sprawy z wulgarności co najmniej dwuznacznych pozycji, które przybierała i jestem skłonny uwierzyć, że z powodu młodego wieku, rzeczywiście nie przyszło jej to do głowy.

            Nie sądzę, byśmy obserwowali podstarzałego amatora zielonych jabłek, ponieważ ani razu nie wykonał żadnego gestu dążącego do kontaktu fizycznego. Podejrzewaliśmy raczej, że to jakiś trener lub nauczyciel w-f, który zabrał podopieczną na plażę. Dlaczego zatem o tym piszę? Przeraża mnie brak wyobraźni dorosłych- zwłaszcza w kontaktach z nieletnimi. Te scenki kojarzyły się jednoznacznie: „stary cap wabi nieświadomą małoletnią”. Kto jak kto, ale on powinien o tym wiedzieć i dla bezpieczeństwa swojego, ale przede wszystkim podopiecznej, nie powinien dopuszczać do takich wycieczek sam na sam. I nie chodzi tu o jakieś pruderyjne uprzedzenia: Oni naprawdę wyglądali wulgarnie, a kod ciała, który prezentowali miał uniwersalny podtekst seksualny (uniesione biodra, rozchylone uda, gdyby nie strój kąpielowy, dziewczyna eksponowałaby akurat wypięte pośladki i narządy)- większość ssaków taką pozycję odbiera jako zachętę do seksu. Opiekun powinien zdawać sobie z takich rzeczy sprawę i nie dopuszczać do takich sytuacji. Owszem, na treningu, jako ćwiczenie wykonywane przez wszystkich zawodników, jest to jak najbardziej dopuszczalne. W miejscu publicznym, stroju kąpielowym i będąc jedynym opiekunem nieletniej- w życiu! Jeszcze raz zaznaczę, że nie sugeruję tu pedofilii, lecz totalną głupotę i brak wyobraźni u opiekuna.

            Na zakończenie pytanko do czytelników (z czystej ciekawości): W Irlandii każdy pracujący z dziećmi (nawet wolentariusz, jak ja, który pomagam raz w tygodniu w polskiej szkole) jest zobowiązany zapoznać się ze specjalną polisą bezpieczeństwa dotyczącą pracy z dziećmi- czy w Polsce istnieje podobny obowiązek, czy jest to nadal całkowita wolna amerykanka?

 


 

18:51, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 10 sierpnia 2015

            Zrobiłem niedawno takie oto zdjęcie:

            Nie, nie ostało ono zrobione w szkole, w budynku kolonijnym, ani w żadnej placówce wychowawczej, a na oddziale gruźlicy i chorób płuc szpitala "Wysoka Łąka" w Bukowcu (Kowary). Jakaś bezczelna sprzątaczka za aprobatą, a może i na polecenie kierownictwa, zwróciła się do pacjentów słowami "JAK DBACIE TAK MACIE", wywieszonymi na drzwiach toalety. Do pacjentów, czyli klientów, a przy tym ludzi schorowanych tak, że mają problemy z chodzeniem.

            Takie piękne miejsce, a taki brak szacunku dla ludzi. Gdyby to ode mnie zależało, wstrzymałbym szpitalowi wypłaty z NFZ, gdyż zgodnie z moim przekonaniem, obsługa szpitala jest jak dupa od srania od tego, by utrzymać porządek w toaletach, a napis "JAK DBACIE TAK MACIE" możecie zawiesić na drzwiach dyżurki pielęgniarek, ordynatora lub kogoś, kto bierze pieniądze za komfort i bezpieczeństwo pacjentów. Ciężko chorzy pacjenci brudzili i będą brudzić, gdyż nawet nie mają zdolności zadbania o własną higienę, a co dopiero mówić o czystości szpitalnej toalety. Od dbania jest personel. Taki sposób zwracania się do pacjenta jest nie tylko zaniedbaniem obowiązków i zupełnym niezrozumieniem zadań personelu. Przede wszystkim jest to chamstwo świadczące o braku umiejętności pracy z ludźmi. Prywatnie- odpowiedzialnych za wywieszenie tej kartki wywaliłbym na zbity pysk.

 

            P.S.

                  Aktualnie mam bardzo ograniczony czas, który mogę poświęcić na działalność w sieci. Będę się starał tu zaglądać, ale nie mogę zagwarantować regularności, aż do powrotu do domu 22 sierpnia. Przepraszam wszystkich zainteresowanych.

UDANYCH WAKACJI!

 

12:26, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (17) »
Tagi