RSS
wtorek, 30 sierpnia 2016

            Ulicę zasnuwa dym. Nie jakiś bitewny, o nie! To tylko szpaler łysych troglodytów trzyma w wyciągniętych w górę łapskach zapalone race. Idące w kondukcie pogrzebowym harcerki odruchowo odsuwają się na tyle, na ile szyk marszu im pozwala. Na ich twarzach maluje się obawa i wstręt. Dokładnie nie wiadomo, czy troglodytom tak wali spod skrzydła, czy też zapach siarki tak daje po nozdrzach dziewcząt. Glace błyszczą w świetle rac. Ot, taki obrazek z pogrzebu Inki i Zagończyka.

           Gdzieś w innym miejscu faszystowskie parówy napadły na kilkoro członków KOD, jeden z poszkodowanych wymagał doraźnej pomocy lekarskiej. Człekokształtni przyznali sobie prawo decydowania, kto jest Polakiem, a kto nim nie jest, kto ma prawo uczestniczyć w pogrzebie, a kto nie. A może to po prostu uroczystości partyjne, a nie narodowe. Dobra zmiana, a co?!

            Jeszcze w innym miejscu, teoretyczny prezydent, niewolnik Duda z charakterystycznym, złośliwym uśmieszkiem klasowego lizusa raczył w swej mowie powiedzieć- O ile do 1989 r. można powiedzieć, że rządził ustrój tych samych zdrajców, którzy zamordowali "Inkę" i "Zagończyka", to przecież po 1989 r. teoretycznie nie- Cóż za zgrabna sugestia towarzysza Szmaciaka. To nie to, żebym wymagał od Dudy przyzwoitego wspomnienia o tych, którzy rozpoczęli rehabilitację Inki i rozpoczęli poszukiwania jej ciała. Przyzwoitości on nie kuma. Domagam się od niego przestrzegania prawa, a publiczne pomówienia są karalne. Groźbę knuta to on jeszcze chyba rozumie! 

            Duda, wiesz jak kończyli faszyści? Większość tych z samego wierzchołka wykończyła się sama. Im nie był potrzebny wróg, sami dybali na siebie nawzajem, ewentualnie, gdy już spieprzyli wszystko, co mogli spieprzyć, sami robili „se kuku” (takie seppuku w wersji dla lepszego sortu). A pamiętasz (jeszcze) bezkrwawe wprawki? Bunt Jurka? Bunt Marcinkiewicza? Bunt Kluzik- Rostkowskiej? Bunt Dorna? Bunt Ziobry? Wydaje ci się, że masz poparcie? Im też się wydawało! Dla faszystów jest jeden Führer! To jemu są wierni i jego popierają.

Po lewej- parada troglodytów w Białymstoku, po prawej- w Norymberdze.

            Duda, widzisz to co ja? Jesteś sam jak palec! Zdradziłeś Uniwersytet Jagielloński i ideały, jakie ci na Wydziale Prawa wpajali wykładowcy- z promotorem Twojej pracy doktorskiej, profesorem Janem Zimmermannem na czele. Zdradziłeś Konstytucję RP, zdradziłeś prawo własnej Ojczyzny, zdradziłeś Polskę! Zdradziłeś także kolegów- zdajesz sobie sprawę, że powrotu do zawodu prawnika raczej nie będzie? Ośmieszyłeś rodzinę, która jest jedyną Twoją nadzieją. Poza nią jesteś sam. Chyba, że liczysz na łyse glace? Czułeś na pogrzebie jakąś wspólnotę z tym brakującym ogniwem teorii Darwina? No chyba mi nie powiesz, że liczysz kolegów z partii. Sam wiesz, ile dla nich znaczysz, hehehe....(diaboliczny śmiech)! A kto to tak chwostem tęsknie Ci z kotła wymachuje? Jak mawiał kardynał Richelieu: „Boże, chroń mnie przed przyjaciółmi! Z wrogami sobie poradzę!”

 

Oczywiście z dedykacją dla Dudy. Bo czas, bo ciemna strona, bo jeden dzień bliżej....


00:05, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
niedziela, 28 sierpnia 2016

            Jurij Szuchewycz, to ukraiński deputowany do Parlamentu. Syn Romana, komendanta UPA, jednego z odpowiedzialnych za czystki etniczne wśród Polaków na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej. Jurij spędził w więzieniach i łagrach ponad 31 lat (tylko dlatego, że był synem swojego ojca), gdzie stracił wzrok. Z racji tragicznej przeszłości na Ukrainie jest traktowany jak autorytet. Po lekturze wywiadu z nim w Gazecie Wyborczej, muszę go uznać za obłąkanego starca pokroju Macierewicza. Wściekłość, agresja na każdą, pośrednią nawet wzmiankę o ukraińskich zbrodniach i innych niewygodnych dla niego faktach, próby zastraszania prowadzącego wywiad, bufonada. Co tu dużo mówić- sami kliknijcie w ten akapit i poczytajcie. Jeżeli nie macie prenumeraty internetowej Wyborczej, to artykuł znajduje się w Magazynie Świątecznym i nosi tytuł: „Jurij Szuchewycz- Wołyń ludobójstwem? Ile wam Kreml zapłacił?”

            Wywiad ten powinien być lekturą obowiązkową dla przeróżnych Macierewiczów i innych indywiduów zaprzeczających jakiejkolwiek odpowiedzialności Polaków w katastrofie smoleńskiej, czy pogromach żydowskich (z najsłynniejszym Jedwabnem na czele). Powinien być lekturą obowiązkową przede wszystkim dla wszelkiej maści nazistów, którzy posuwają się nawet do odmawiania prawa do pamięci o ofiarach Auschwitz- Birkenau, argumentujących to zmianą danych co do liczby pomordowanych. Jurij Szuchewycz jest bowiem lustrzanym odbiciem naszych nacjonalistów, a zwłaszcza ich retoryki- od obecnego szefa MON, Antoniego Macierewicza po zwykłego, ordynarnego naziola z ogoloną czapą.


            Czytając słowa Szuchewycza najpierw czułem złość, a właściwie wściekłość, nazywając go w myślach bogatymi wiązankami epitetów, wśród których „bydlak” był jednym z łagodniejszych. Nie mieściło mi się w głowie, jak można bestialską rzeź ok. 100 tysięcy cywilów- z kobietami, dziećmi i kalekami na czele nazywać „PARTYZANCKĄ WOJNĄ I MASOWYM WYSTĄPIENIEM UKRAIŃSKIEGO LUDU UMĘCZONEGO KOLONIALNYM UCISKIEM POLAKÓW”. Im więcej czytałem, tym bardziej narastał mój gniew. Nie tylko wobec Szuchewycza, bo gdy ten podejmował żenujące próby tłumaczenia rzezi wołyńskiej zmieniającymi się danymi co do liczby ofiar, stawali mi przed oczami naziole przeczący holocaustowi, zasłaniający się również zmieniającymi się danymi liczbowymi. Gdy Szuchewycz odwracał kota ogonem próbując mówić o ofiarach ukraińskich, stawała mi przed oczami nasza obecna szefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej, nazywająca mord w Kielcach „szeregiem nieporozumień i przekłamań”. Gdy zaś pan Jurij atakował polskiego dziennikarza słowami „ile wam Kreml zapłacił?”- od razu stawał mi przed oczami Macierewicz broniący odpowiedzialnego za burdel w kokpicie Tu- 154 M podczas podchodzenia do lądowania 10 kwietnia 2010 roku Błasika, człowieka odpowiedzialnego za feralny lot pijackiej taksówki CASA , odpowiedzialnego za brak szkoleń pilotów z 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego (tego od rządowych samolotów- w tym fatalnego Tu- 154 M)- Antoni również uważa, że każde przypomnienie faktów dotyczących katastrofy smoleńskiej, to spółka z Kremlem.


            Moje emocje w końcu opadły. Już na spokojnie pomyślałem o Juriju Szuchewyczu i jego lustrzanych polskich odbiciach: „I wy myślicie, że służycie Krajowi”? Czy ktokolwiek z Polaków po lekturze tego wywiadu miałby ochotę pomóc panu Jurijowi w jego „walce”? A czy ktokolwiek z obcokrajowców licznie lżonych przez Macierewicza miałby ochotę mu pomóc w jego „walce”? Wątpię, choć i tak o zakresie pomocy, bądź jej braku decydują politycy, a przeciętni ludzie nawet nie czytują tego typu wywiadów. Ba! W ogóle niczego nie czytują!

            P.S.

                  Tak się składa, że kilka miesięcy temu byłem gościem Polaka, który przeżył rzeź wołyńską. Jego wioska ocalała, bo produkowano w niej broń i 24 godziny na dobę wystawiano straż, a tchórze od Bandery atakowali tylko nieuzbrojone wsie. Przynajmniej w tamtej okolicy. Mówi o tym wprost. Żeby było ciekawiej- naprawdę trzeba by było wyjątkowo złej woli, by nazwać go wrogiem Ukraińców- jego synowa bowiem jest rodowitą Ukrainką, obie rodziny wzajemnie się odwiedzają i szanują. Mówienie prawdy nie oznacza bowiem nienawiści, którą wyznaczają uczynki. Żeby było jeszcze ciekawiej, moi przodkowie od strony ojca pochodzili z Kresów. Część uważała się za Polaków, część za Ukraińców. Do dziś ci uważający się za Polaków utrzymują życzliwy i stały kontakt z tymi uważającymi się za Ukraińców, mimo że i u nas (po polskiej stronie rodziny) były ofiary rzezi wołyńskiej. Pamięć nie oznacza nienawiści.


 

20:17, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (25) »
piątek, 26 sierpnia 2016

           Mija 37 lat od chwili, gdy rozpoczęliśmy naszą małą „podróż dookoła świata”, rozpoczynając proces pokojowych zmian podczas przechodzenia od totalitaryzmu do demokracji, czego symbolem stały się porozumienia sierpniowe. Dużo to, czy mało, to nieistotne, ponieważ zatoczyliśmy piękne kółeczko, mijając prześladowania i przemoc stanu wojennego, odwilż, kolejne rozmowy, lata demokratycznych zmian, które ostatecznie nam się nie spodobały. To znaczy, może i podobały nam się te piękne krainy, ale czekaliśmy na piękniejsze. Ogólnie przeczuwaliśmy jakiś podstęp! I stało się!!!

            Dziś SUWEREN ustami pierwszego sekretarza PiS tłumaczy, że główni negocjatorzy porozumień sierpniowych: Wałęsa, Mazowiecki, Geremek, Kuroń oraz represjonowani przez komunistów działacze Czuma, Komorowski, Niesiołowski to zdrajcy, gloryfikując jednocześnie i nagradzając komunistyczny aparat przemocy i propagandy w osobach prokuratora Piotrowicza, sędziego Kryże, szefa komórki PZPR w programie III PR Marcina Wolskiego, czy eSBeckiego tajnego współpracownika Jerzego Zelnika. Pierwszy Sekretarz PiS zaś sam pisze o sobie książki tłumacząc ludowi, że jedynymi wielkimi politykami Polski byli on i jego brat, czyli on- w imieniu brata czczony podwójnie (za siebie i brata). Z resztą (również w imieniu brata) zdarza mu się powiedzieć czasem o tym dowcip.

            To, że obecny NSZZ „Solidarność”- wzorem władz PRL- ignoruje i marginalizuje bohaterów, którzy doprowadzili do porozumień i prowadzili proces pokojowej walki aż do obrad okrągłego stołu, wyborów do Sejmu Kontraktowego 4 VI 1989 i wreszcie do w pełni wolnych wyborów 27 X 1991, niezmiennie wzbudza we mnie obrzydzenie. Zwłaszcza, że na czele związku stoi sypiający z psem Kacperkiem i żoną cwaniaczek, który w stanie wojennym jako komandos zabezpieczał odwody dla działań ZOMO (konkretnie ich oddziałów stacjonujących na terenie Telewizji Polskiej przy Woronicza). Związek również odbył swą podróż dookoła świata i wrócił do roli ludowego ramienia PZPR (ups, PiS to się teraz nazywa) i rządu wskazanego przez Pierwszego Sekretarza Pierwszego Sortu. Faktem jest, że NSZZ Solidarność partyjnym ramieniem stało się już za czasów przewodniczącego Śniadka (inżyniera, który nie przepracował jednego dnia w zawodzie, bo od razu po zatrudnieniu w Stoczni Gdańskiej zaczął „działać”), ale żeby związki zawodowe stały się wykonawcą rozkazów Pierwszego Sekretarza i wskazanego przez niego Rządu RP oraz Prezydenta RP, to stało się dopiero za przewodnictwa Dudy od Kacperka (nie mylić z Dudą od długopisu Kaczyńskiego).

            Tegoroczne obchody sierpnia obejrzymy sobie zatem (zgodnie z zasadą zatoczonego koła) w kurwizji narodowej, jak wprost mówi jej (jeszcze) prezes, realizującej misję budowania nastrojów optymistycznych i zapobiegającą niesłusznej i niepotrzebnej krytyce. To znaczy, kto obchody będzie oglądał, to będzie oglądał, bo ja akurat będę na spacerze (również zgodnie z zasadą koła). Towarzysze redaktorzy zadbają, by nie pojawiły się w niej postaci zbędne, czyli takie „osoby prywatne”, jak Wałęsa, czy Komorowski. Czas pomiędzy optymistycznymi informacjami umilą nam filmy prosto spod igły: westerny i kryminały z lat siedemdziesiątych oraz retransmisje kabaretów z czasów rządów Tuska, bo krytyka- tak, ale jedynie ta słuszna- dotycząca okresu błędów i wypaczeń. Inna jest zbędna.

            Tymczasem SUWEREN śpi spokojnie, bo dobra zmiana zdążyła przywrócić porządek z lat komuny także w innych aspektach życia- n.p.: zlikwidowała zbyteczną reformę w szkolnictwie, zlikwidowała zbyteczną reformę emerytalną, po likwidacji reformy służby zdrowia, ta wraca do stanu z lat komuny, trwają prace nad zakneblowaniem i likwidacją zbędnego Trybunału Konstytucyjnego, zlikwidowano zbędną modernizację armii wstrzymując równie zbędne przetargi na uzbrojenie (wszystkie jakie były), partyjny prokurator generalny robi porządek ze zbyt niezależną (a takowa jest zbędna) prokuraturą. Ustawa o handlu ziemią robi z rolników niewolników, gdyż zakaz zbędnego wolnego obrotu ziemią wiąże ich do gruntu, na którym mają odrobić pańszczyznę. Oczywiście są „właścicielami”, tyle że tylko na papierze, bo właściciel może sprzedać ziemię, a ustawa umożliwia im oddanie ziemi za półdarmo „świętemu Kościołowi”, lub bogatszemu niewolnikowi. Czekam tylko, aż klasa robotnicza znów stanie się „właścicielem” środków produkcji (oczywiście takim samym, jak rolnicy, czyli bez możliwości sprzedaży tych środków, za to z możliwością pracy ku chwale Ojczyzny). Gdy kto spyta: To gdzie my jesteśmy? Na razie tu, gdzieśmy wsiedli! Tylko cicho, dobra zmiano, tylko cicho!

            Marek Grechuta pojawia się nieprzypadkowo, bo kończą się obchody 60- lecia Piwnicy pod Baranami, w której działał i on. 10 września w Teatrze im. Słowackiego odbędzie się koncert jubileuszowy „Na naszej wyspie”. Spieszcie się, bo kabarety i teatry w obecnej formie też stają się zbyteczne, jak to dowodzi przykład Teatru Polskiego we Wrocławiu, gdzie dyrektorem został kompetentny niczym dobra zmiana stadniny w Janowie Podlaskim, Cezary Morawski. Jak mawiał klasyk:

Nad wszystkim czuwa gospodarz domu.

Nie da on krzywdy zrobić nikomu!

O każdej porze każdemu pomoże!

O! Mój Boże!

 

 

17:10, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
niedziela, 21 sierpnia 2016

            No i zdziwiło się Ministerstwo Finansów: „Laboga! Nie chce rosnąć!” Toż to dopiero zaskoczenie! Ekonomy (bo przecież nie ekonomiści) „dobrej zmiany” zapewniali, że z powodu programu „500+” zwiększy się tempo wzrostu PKB i okazało się, że nici z tego. Nawet analitycy rządowi zmniejszyli prognozy z butnie zapowiadanych 3,8% do 3,5%, a niezależni analitycy obstawiają 3,3%. Zaskoczenie? Nie, moi drodzy: U nieposiadających wiedzy, nazywam to głupotą, a u posiadających ją- sekciarską obłudą. Już tłumaczę, najprzystępniej jak potrafię, dlaczego.


           PKB, jak sama nazwa wskazuje, to PRODUKT KRAJOWY BRUTTO, czyli suma wartości produktów (w tym usług) powstałych w kraju, przed opodatkowaniem. „500+” nie jest wartością wyprodukowanych dóbr, lecz tylko zwykłym przełożeniem wcześniej zarobionych pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej, tak jak w przypadku złodziejstwa, czy żebrania- nie może więc nijak zwiększyć PKB, gdyż dla tego wskaźnika obojętne jest, czy pieniądze zainwestuje administracja państwowa, czy wyda je zjadacz chleba, który dostał tych 500 złotych w wyniku przesunięcia wydatków państwowych. Poniższa historyjka na konkretnym przykładzie wyjaśnia, jak to działa. Dla wyborców PiS zaś przygotowałem filmowe wyjaśnienie na ich poziomie.


            Nie dalej, jak dwa tygodnie temu przemierzałem średniej wielkości miasto o stosunkowo dużych dochodach (Puławy). Nie sam: Wraz ze mną szła bardzo moherowa zwolenniczka „dobrej zmiany”. Minęliśmy dawne kasyno wojskowe, które po likwidacji jednostki przeszło we władanie miasta. Na zewnątrz widać było ślady rozgrzebanego remontu, który został ostatnio zatrzymany, co potwierdziła mi towarzyszka mówiąc: „Rozpoczęli tu remont, ale widać zabrakło im pieniędzy, bo od kilku tygodni nic nie robią”. Jakiś czas później, wskazała mi olbrzymi dom kultury (dla niepoznaki nazwany Domem Chemika) objaśniając, że miał być remontowany, ale widocznie mają kłopot z kasą. Dwa obiekty należące do miasta, które musiało zmienić plan wydatków z powodu „500+”. Bo co z tego, że obywatel Dzieciaty dostanie 500 złotych i je wyda w sklepie, skoro miasto nie będzie mogło przeprowadzić remontu i zapłacić firmie budowlanej, a ta z tego powodu zwolni kliku pracowników, bądź sama padnie, więc dalszą konsekwencją będzie brak zakupów zrobionych przez firmę i zwolnionych pracowników. Pieniądz, który nie ma pokrycia w produkcie, bądź usłudze nie może zwiększyć PKB. Nie można do PKB 2 razy wliczać pieniądza, na który zapracowano tylko raz, a później jedynie zmienił właściciela.

            Najbardziej jednak zadziwia mnie to, że media czujące za swą misję objaśnianie w przystępny sposób mechanizmów ekonomicznych prostym ludziom, milczą na ten temat, powielając jedynie rządowe pierdoły o tym, że myśleli, że będzie więcej, ale teraz jednak uważają, że będzie mniej. Podobnie media milczą w temacie przyczyn zapaści w przemyśle i budownictwie, które wobec tego ja bardzo chętnie przybliżę na konkretnym przykładzie.

            Każdy wie, że po (buuuuchachacha....) „dobrej zmianie”, szefem MON został obywatel specjalnej troski, poseł Macierewicz Antoni- z wykształcenia historyk. Każdy minimalnie zorientowany w polityce słyszał, że historyk ten wstrzymał realizację kontraktu na bojowe śmigłowce transportowe typu Caracal dla naszej armii. Za to już nie każdy wie (bo kurwizja, ni inne „media narodowe” o tym nie informowały), że wspomniany minister wstrzymał REALIZACJĘ WSZYSTKICH PRZETARGÓW DLA ARMII- nie tylko tych na śmigłowce. To skąd do jasnej cholery mielibyśmy mieć rozwój przemysłu, skoro wraz z zatrzymaniem przetargów, zatrzymano inwestycje z nimi związane?! To jednak nie wszystko, bo jest jeszcze coś, o czym wie mało kto.


            Jedynie pracownicy odpowiedniego szczebla dużych i uznanych firm zdają sobie sprawę z tego, że przy każdej zmianie władzy następuje lekkie opóźnienie w prowadzonych przetargach- z oczywistego powodu- nikt nie chce brać na swojej barki odpowiedzialności za decyzje poprzedników, nikt nie wybierze w ciemno zwycięzcy przetargu. W wypadku „dobrej zmiany”, zwyczaj ten został jednak rozdęty do paranoicznego zatrzymania wszelkich procedur przetargowych, bowiem partyjniocy Kaczyńskiego z założenia wszystko, co nie wyszło z ręki PiS traktują jak przestępstwo, w którym nie chcą uczestniczyć. O tych opóźnieniach nie mówi się w wiadomościach, bo SUWEREN nie lubi monotonnych danych, bo woli komentować paranoję smoleńską- wyrażając zachwyt, bądź dezaprobatę. Woli gadać o Dniach Młodzieży, „500+”, Olimpiadzie, in vitro i aborcji. Opóźnienie, czy też zastój oznacza, że jest NUDA, NIC SIĘ NIE DZIEJE, jak w polskim filmie! SUWEREN o tym nie porozmawia, bo go to nie kręci. Jednak i to nie są wszystkie przyczyny zastoju przemysłu i budownictwa.


            Wyobraźmy sobie, że chcielibyśmy rozwinąć swoją własną firmę i zainwestować dotychczasowy zysk, może nawet zbudować coś na kredyt. Z pewnością chcielibyśmy, by nasza inwestycja zaczęła jak najszybciej zarabiać. Czy wybralibyście Wolskę, gdzie byle psychol może odwołać wasz przetarg, bo prezesowi panu się coś przyśniło, mając do wyboru co najmniej dziesięć innych europejskich lokalizacji, gdzie inwestycje zagraniczne przyjmowane są z pocałowaniem ręki? A na dodatek Wolacy kąsają po kostkach inwestorów, zwłaszcza obcokrajowców, bo zaślepieni zawiścią, programowo atakują każdego, kto potrafi zarobić pieniądze, a nie ukraść drugiemu w ramach „500+”.


            Jakże absurdalnie brzmi tłumaczenie wicepremiera i ministra rozwoju, Mateusza Morawieckiego, który winą obarcza, a jakże, poprzednią ekipę, bo (cytuję) "NIE PRZYGOTOWAŁA PŁYNNEGO PRZEJŚCIA DO NOWEJ PERSPEKTYWY". Pomijając to, że wypowiedź jest zwykłym bełkotem PiSowskiej nowomowy, zastanówmy się jak można przygotować płynne przejście do nadejścia antypolskich zbrodniarzy, którzy w pierwszym rzędzie wstrzymują realizację wszystkich przetargów, próbując je unieważnić. Jedynym wyjściem byłoby samemu wszystko zburzyć, zanim to zburzy "dobra zmiana", która wtedy nie wyglądałaby tak żałośnie na tle poprzednika. Piosenka powyżej opowiada o takim właśnie mazgaju, jak Morawiecki, który winę za brak swych dokonań zrzuca na wszystkich wokół, a nie przychodzi mu do łba prosta myśl, by ruszyć leniwą dupę i zrobić coś pożytecznego. Autor w momencie powstawania utworu był bardzo młody i niedojrzały (chciałbym wierzyć, że śpiewa ironicznie, lecz obawiam się, że robi to całkiem serio), więc akurat jemu można wybaczyć to biadolenie o złośliwcach przeszkadzających mu w życiu, ale wicepremier i minister rozwoju mógłby już zamienić krótkie porcięta na coś poważniejszego. Na zakończenie dwa cytaty:

            Margaret Thatcher: „Nie ma czegoś takiego, jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma własnych pieniędzy”.

 

 

 

 

19:55, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (32) »
piątek, 19 sierpnia 2016

           Wygląda na to, że polska część moich wakacji właśnie się skończyła, a pochwalę się, że oprócz tradycyjnych kierunków górskich, tym razem odwiedziłem także Krainę Buraka Cukrowego i właśnie na drogach Lubelszczyzny zwróciłem uwagę na dziwną modę: naklejanie na samochód stylizowanego na kotwicę symbolu „Polska Walcząca”. Z czym ich właściciele walczą (oprócz kaca, hemoroidów, grzybicy stóp i nieświeżego oddechu oczywiście)?! W głowę zachodzę- może z dotacjami unijnymi?! Wszak większość mieszkańców tej krainy głosowała na traktujący UE jak wroga PiS! Widziałem także znak ten wywieszony na jednej z zabytkowych willi w Nałęczowie. Ani chybi jakaś placówka, która przeoczyła zakończenie wojny! Podobną sytuację opisał Dušan Kovačević, a na ekran przeniósł Emir Kusturica (w „Underground”- poniżej piosenka z filmu)- nie wiedziałem, że i w Polsce się tego doczekamy! Gorzej, że tam wojna wróciła- i to w wersji walki bratobójczej- mam nadzieję, że to nie zakamuflowana przepowiednia dla Polski!

            Urodziłem się ponad ćwierć wieku po zakończeniu II wojny światowej, więc i nie czuję się uprawniony do obrażania się za bezprawne używanie znaku przeznaczonego dla konspiracyjnych organizacji okupowanej Polski (z Armią Krajową na czele), ale nie dziwię się, że urażeni czuć się mogą ostatni z żyjących żołnierzy AK, czy innych form antyhitlerowskiego ruchu oporu. Byle obszczymur może dziś paradować obwieszony symbolami, za które w latach wojennych (i pierwszych powojennych- niestety- też) groziła śmierć, choć jednemu z drugim ptasiego mleka brakuje, a największym zagrożeniem jest policja czyhająca na wykroczenia drogowe lub czynny fotoradar. O! Przypomniała mi się jeszcze jedna historia człowieka, który nie wiedział, że wojna dawno się skończyła- był to podporucznik armii Cesarstwa Japonii Hiro Onoda. Poniżej piosenka z albumu koncepcyjnego, przypominającego jego dzieje.

            Nie bez kozery zwracałem uwagę ja, zwracali uwagę inni blogerzy i komentatorzy życia politycznego, że to wstyd, gdy urodzeni 4 lata po rozwiązaniu AK bracia Kaczyńscy uzurpowali sobie związki z tą konspiracyjną organizacją wojskową. Jeszcze większym wstydem było, gdy jacyś człekokształtni, również uzurpujący sobie związki z AK, wydawali zwierzęce odgłosy na Powązkach podczas przemówienia podporucznika AK, żołnierza powstania warszawskiego, Władysława Bartoszewskiego w rocznicę wybuchu powstania. Ekstremum zaś wstydu przypadło na okres (buuuchachacha) „dobrej zmiany”, gdy PiSowskie boCHatery (że tak nawiążę do słynnej wypowiedzi profesÓr Pawłowicz- żadne „lewactwo” nie będzie mnie uczyć ortografii) za pośrednictwem całkowicie uległego IPN próbowały sądzić bohatera powstania warszawskiego, wówczas majora, a dziś generała brygady Ścibora- Rylskiego. Ja sobie mogę mówić i pisać o wstydzie do woli, ale przecież, jak mawiał prezes pan, jego sekty nikt nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe, choć krok za krokiem zbliżała się kompromitacja.

            Zaczęło się od wszelkiego rodzaju koszulek i plakietek z powstańczymi odniesieniami. Większość z nich żenująco kiczowatych, do granic groteski przesyconych symbolami. Prywatnie, największy niesmak budziły we mnie koszulki udające zakrwawione ranami odniesionymi w walce, noszone (a jakże!) przez przeróżnych maminsynków, ewentualnie przez wychuchane córcie tatusiów, które co prawda widziały krew co mniej- więcej miesiąc, lecz nijak nie chciała ona pochodzić od postrzału. Ponieważ sekta nadal nie chciała zauważyć różnicy między marzeniem o byciu bohaterem a bohaterstwem, ta ponura groteska eskalowała, aż na rynku pojawił się poniższy produkt:

            Tak, tak..., doskonale rozpoznajecie, to kij baseballowy z kotwicą Polski Walczącej. Podobno będzie w tej sprawie śledztwo, choć prywatnie uważam, że powinno objąć również łajdackie włączenie paranoi smoleńskiej do obchodów rocznicy powstania warszawskiego przez Antoniego M.!

            Zacząłem od wizyty na Lubelszczyźnie i na niej zakończę. Okazja ku temu jest istotna, bowiem zakończyła się aukcja koni w Janowie Podlaskim- tamtejsza stadnina, niegdyś chluba Polski, a po „dobrej zmianie” siedlisko przestępstwa i nieudolności, za wszelką cenę starała się udowodnić, że partyjniocy z PiS nie zrujnowali jej renomy. PiSowscy wyrobnicy starali się to zrobić w jedyny znany sobie, przestępczy sposób, podstawiając SŁUPA do podbijania licytacji w celu wywindowania ceny sprzedawanych klaczy. Albo, żeby nie narazić się na oskarżenia o pomówienie, odwołam poprzednie zdanie, zastępując je tym: PiSowscy wyrobnicy, wbrew praktyce zabezpieczenia uczciwości aukcji, tym razem NIE WPROWADZILI WYMOGU WADIUM, UMOŻLIWIAJĄC SŁUPOWI BEZKARNE PODBIJANIE CENY KLACZY. Na nieszczęście „dobrej zmiany”, SŁUP podbił cenę o jeden raz za dużo i nikt już nie chciał go przebić, więc korzystając z tego, że dzięki PiSowskim partyjniokom nie musiał wpłacać żadnego zabezpieczenia, po prostu zniknął bez śladu. Aukcję powtórzono, lecz najpoważniejsi, skłonni zapłacić najwięcej klienci wycofali się widząc, że są robieni w bambuko. Straty stadniny spowodowane tak przeprowadzoną licytacją, to grubo ponad milion złotych, ale prawdziwych strat, wynikających z utraty zaufania wieloletnich klientów nie da się wycenić. Przypomnę, że cała historia zaczęła się od tego, że senator z ramienia PiS, a prywatnie hodowca koni, Jan Dobrzyński próbował szantażować nadzorujących aukcję koni arabskich Marka Trelę (dyrektora stadniny w Janowie), Jerzego Białoboka (dyrektora stadniny w Michałowie) oraz Annę Stojanowską (ekspertkę z Agencji Nieruchomości Rolnych d.s. Koni Arabskich), żądając od nich wystawienia swojej klaczy z zawyżonym numerem startowym (domagał się dla niej miejsca w pierwszej dziesiątce). Gdy nadzorujący aukcję się nie ulękli i przydzielili klaczy należne 23 miejsce, senator Dobrzyński nie mógł być zadowolony. I patrzcie, jakimż to zbiegiem okoliczności właśnie te trzy osoby zostały po „dobrej zmianie” zwolnione i zastąpione PiSowskimi miernymi, ale wiernymi. Wcale nie zemsta, prawda?! Później na skutek braku wiedzy PiSowskich aparatczyków, padły dwie arcyważne dla hodowli w Janowie klacze należące do najbardziej chyba rozpoznawalnej klientki stadniny, Shirley Watts, małżonki słynnego perkusisty z The Rolling Stones, Charliego Watts. Pamiętajmy jednak, że „dobra zmiana” nastąpiła nie tylko w stadninach koni, gdzie gra toczy się o marne miliony. Partyjni aparatczycy z PiS objęli stanowiska w najpoważniejszych spółkach Skarbu Państwa, gdzie stawką są dziesiątki i setki milionów, a nawet miliardy złotych oraz BEZPIECZEŃSTWO KRAJU!

 

            Wracając do stadniny w Janowie Podlaskim. Po skandalicznej aukcji do dymisji podał się wiceprezes Agencji Nieruchomości Rolnych, Karol Tylenda, a dymisja została przyjęta przez ministra rolnictwa i rozwoju wsi, Krzysztofa Jurgiela. A bohater filmu poniżej, inżynier Mamoń, również został zdymisjonowany przez RADĘ REJSU, bo przecież nadużywał piwa w godzinach urzędowych!

 

 

21:02, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
Tagi