RSS
środa, 30 września 2015

           Tłum pielgrzymów przybyłych na spotkanie z biskupem Rzymu, radosna euforia. Twarze przyozdobione wyrazem szczęścia, ale spojrzenia nie szukają Franciszka- prawie wszystkie z nabożeństwem wpatrują się w ekrany swych smartfonów. I tylko jedna staruszka wsparta wygodnie na barierce koncentruje się na prawdziwym papieżu, tylko ona przyszła tu po coś więcej, niż po pamiątkę ze spotkania.

            W roku 2007 w serwisie youtube znalazł się krótki film z występu w waszyngtońskim metrze światowej sławy skrzypka grającego melodie uznawane za najwspanialsze melodie, jakie napisane zostały na skrzypce- efekt był podobny, jak na zdjęciu powyżej- sami to ocenicie oglądając załączony film. Wtedy bardzo rozpaczano nad kondycją duchową waszyngtończyków, nie zauważających takiej perły. Jak wobec tego mam skomentować kondycję przybyłych na spotkanie z Franciszkiem Amerykanów, których bardziej intrygował obraz papieża widziany w ich smartfonie, niż sam papież. W metrze ludzie się spieszyli, więc mają usprawiedliwienie, ale na pielgrzymkę przybyli specjalnie dla Franciszka.

            Mam czterdzieści cztery lata, a czuję się, jakbym należał już do minionej epoki.


 

13:32, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 28 września 2015

            28 września zakończyła się zapoczątkowana w kwietniu 2014 tetrada, czyli cztery występujące co pół roku pełne zaćmienia księżyca. Krwawy księżyc według niektórych spośród biblijnych zabobonów miał oznaczać poważne kłopoty dla ludzkości. Nie dziwota, że wypełzł tego dnia z ukrycia Antoni Macierewicz i w swoim stylu zbrodniczego łajdaka rzucił kolejne fałszywe oskarżenie. Tym razem jednak ten tchórzliwy zdrajca Polski zdemaskował swój cynizm i perfidię w przygotowaniu pomówienia. Gdyby ktoś tego nie zarejestrował, Macierewicz oskarżył „decydentów naszej armii” o korupcję (w przetargu na śmigłowce). Zwyczajem posła Antoniego, oskarżenie nie posiadało żadnych dowodów, a sam oskarżyciel doskonale o tym wiedział, dlatego by uniknąć przegranego procesu w trybie wyborczym, kanalia ta użyła osobliwej figury: Antoni Macierewicz użył zwrotu: „MORALNA KORUPCJA”. Co to za cholera, nie wie nikt i dlatego Macier czuje się bezpieczny- precedensem było tłumaczenie, które dla niego wymyślił sam prezes pan przy okazji innego łajdackiego pomówienia o zbrodnię w Smoleńsku- wtedy prezes dodał, że chodziło o zbrodnię w sensie potocznym, czyli nie wiadomo o co. Tak to jest, gdy się nie ściga przestępców- nieukarana zbrodnia pociąga za sobą zbrodnię kolejną.


            Antoni Macierewicz swoją antypolską kampanię pomówień rozpoczął co najmniej przed dwudziestu trzy laty, gdy ogłosił swoje słynne listy domniemanych tajnych współpracowników UB/SB. Znalazły się na nich nazwiska kluczowych dla bezpieczeństwa RP osób: Prezydenta RP Lecha Wałęsy i Marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego. Mogło to postawić akces Polski do NATO pod znakiem zapytania. Rozpętana przez Macierewicza kampania pomówień zniszczyła karierę nieżyjącego już dziś Wiesława Chrzanowskiego, a Lecha Wałęsę, czy Józefa Oleksego stopniowo spychała na boczny tor. Co z tego, że sąd nie znalazł podstaw, by dać wiarę Macierewiczowi, skoro ludzie już byli zniszczeni. Szczytowym okresem antypolskiej działalności Macierewicza była jednak likwidacja WSI, przy okazji której zdradził on obcym kontrwywiadom nazwiska polskich agentów, przez co ich informatorzy mogli zostać łatwo namierzeni i zlikwidowani, bądź przerobieni na podwójnych agentów. Za coś takiego podczas II wojny światowej Armia Krajowa wydałaby na Macierewicza bez wahania wyrok śmierci i dorobiłby się kulki w głowie gdzieś w ciemnej bramie, a jego ścierwo leżałoby, dopóki by go nie znalazł jakiś cieć. Od czasu zdrady Macierewicza, w konfliktach na Bliskim Wschodzie zginęły dziesiątki pozbawionych osłony wywiadu żołnierzy polskich, a problem w postawieniu Macierewicza przed sądem jest identycznej natury, jak w wypadku oskarżenia lekarza o błąd w sztuce- trzeba udowodnić, że przełożył się on na śmierć, bądź utratę zdrowia. W wypadku ofiar wśród polskich żołnierzy, jest to kompletnie niemożliwe- spróbujmy bowiem udowodnić, że poległego żołnierza uratowałby nieznany, zdradzony przez Macierewicza informator.


            Wraz z zaćmieniem księżyca wylazł na powietrze najbardziej zaćmiony łeb IV RP. Wylazł i zaczął od przestępstwa, z którego jest znany, a za które nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności: Od pomówienia (tym razem o korupcję). Przy okazji zaczął grozić unieważnieniem przetargu na śmigłowce twierdząc, że Polsce śmigłowce nie są potrzebne, bo ważniejsza jest obrona terytorialna i liczna armia. Gdyby ktoś nie wiedział, ostatnią przegraną wojnę Polska umoczyła przez braki logistyczne- armię mieliśmy olbrzymią i całkiem nieźle wyposażoną, lecz brakowało jej transportu i zaopatrzenia. Dlaczego Antoniemu Macierewiczowi zależy na pozbawieniu Wojska Polskiego śmigłowców transportowych? To pytanie dla naszego kontrwywiadu, podobnie jak to, dlaczego zawsze, gdy Macierewicz wkracza do akcji, maleją nasze zdolności obronne? Albo kompromituje wojsko w oczach NATO, to znowu podaje obcym kontrwywiadom naszych informatorów na tacy, a to innym razem ogranicza mobilność naszej armii.

 

Wyciek, wybuch i awaria,

Ameryka, Jezus- Maria!

Tarot, fusy, szklana kula,

Antek, Jarek, Zulu- Gula!

Gorzał, prochy i "maryśka",

PiS, kurzajka, ślepa kiszka.

Lewatywa, prozac, pasy,

Tworki, kaftan, tanie wczasy!

 

23:56, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (19) »
niedziela, 27 września 2015

            „Naród chce..., Naród się domaga...!” Zawsze, gdy słyszę te słowa, wyostrzam zmysły, bo istnieje obawa, że chodzi o bandę ignorantów domagających się krótkiej i przyjemnej pracy za wysokie wynagrodzenie i jeszcze wyższą emeryturę z dala od doskonalenia zawodowego, za to jak najbliżej „czy się stoi, czy się leży”. Za każdym razem, gdy słyszę „Naród chce”, domagam się jak najszybszej mobilizacji ludzi odpowiedzialnych, by ratować Polskę przed zachcianką „Narodu”.

            Słonecznik, to grupa skał położona na wierzchołku grzbietu głównego Karkonoszy, poniżej szczytu Smogorni, ponad kotłem Wielkiego Stawu. Odpoczywaliśmy u jej stóp, gdy nagle nadszedł Naród obwieszczając, że mu się coś należy- nie zrozumiałem co, ale chwilę potem przedstawiciel Narodu włączył na cały regulator jakiś przenośny wzmacniacz, z którego smętny głos rytmicznie wykrzykiwał, że jara się zioło. W górach, na szlaku, nieświadomy obciachu Naród, załączył na full jakiś „bit”. O głębokiej „wiedzy” Narodu świadczyło, że uparcie nazywali kosodrzewinę krzakami i wzajemnie się ostrzegali, by w nie nie wpaść. Mieli misję, którą ilustrują moje zdjęcia: Postanowili wejść na skałę i tam sobie posiedzieć. Oczywiście nie mieli przy tym żadnego sprzętu asekuracyjnego, nawet porządnych butów wspinaczkowych, ni kasków, jedynie puste łby. Uwieczniłem ich, gdy siedzieli na górze. Gdyby jeszcze była różnica widoczności pomiędzy grzbietem głównym Karkonoszy w tamtym miejscu, a szczytem skały, może i bym rozumiał, że ktoś z nich chciał zobaczyć więcej. Ale nie, nic z tych rzeczy- z grzbietu rozciąga się dokładnie taki sam widok. Po prostu to było typowe „daj kurze grzędę, a ja wyżej siędę”!

            Spróbowałem sobie wyobrazić, czego chce ten Naród i natychmiast ogarnął mnie strach o Polskę. Ci ludzie mają czynne prawo wyborcze, może nawet także bierne, choć tego akurat nie byłem pewien. Z całą pewnością mogą głosować na referendach oraz drzeć japę na manifestacjach, że „NARÓD SIĘ DOMAGA” oraz „ŻĄDAMY OBIETNIC” i „PRECZ Z PRECZEM”!

            Zdjęcie Narodu domagającego się wejścia na czubek skały robiłem w momencie, gdy dwóch Dudów (Duda od Kacperka i Duda od nocnego meldunku u prezesa pana) perorowało w mediach o tym, czego chce Naród. Obaj klarują, że trzeba robić to, co Naród chce, a ja, podpierając się zdjęciami z Karkonoszy twierdzę, że przed zachciankami Narodu, to my musimy się bronić, a obronić nas mogą jedynie ludzie odpowiedzialni, którzy zabezpieczą Polskę przed chciejstwem obywateli. Niestety, wątpliwe jest, by obywatele zrozumieli, że Polska to także oni, mimo to, tak naprawdę zabezpieczając Polskę przed ich żądaniami, zabezpieczamy także ich własne tyłki.

            Przyjrzyjmy się postaciom ze zdjęć. Mają około 20 lat, raczej mniej, niż więcej. Nie zapłacili jeszcze żadnej składki, ani na ubezpieczenie zdrowotne, ani emerytalne, ani żadne inne, a jeśli już nawet któryś z nich zdążył to zrobić, to składki nie starczy nawet na leczenie złamania ręki, jeśli się taki spieprzy z góry. Jeżeli jednak skręci sobie kark i zostanie uwięziony na wózku inwalidzkim, to już nigdy w życiu nie zapłaci żadnej składki, a będzie pobierać jedynie świadczenia socjalne i pomoc medyczną. Czyż to nie ludzie w takim wieku najgłośniej nie krzyczą, jak to Państwo ich okrada? Przepraszam, a z czego, jak jeszcze nic nie zarobili? Póki co, oni brali!

 

            Idźmy jednak dalej: W większości przypadków udaje się uniknąć tragedii, choć wielokrotne powtarzanie ryzyka niemalże nieuchronnie do niej prowadzi. Dlatego gdy taki Naród popełni tę samą głupotę nie raz, a 100 razy (nie jest istotne, czy zrobi to ten sam przedstawiciel, czy jego naśladowca), to możemy śmiało obstawiać, że ktoś będzie wąchać kwiatki od spodu, a ktoś inny będzie do końca życia jeździć na wózku, a pozostali będą na niego płacić. Dlaczego? Bo NARÓD CHCE! A ludzie roztropni muszą znaleźć tak wyważony złoty środek, by się przed tym obronić. Dlatego gdy taki Naród idzie do swojej pierwszej pracy, to rozpacza wniebogłosy, że jakie on ma szanse, skoro pracuje za 1800 złotych. A ja Wam mówię, że na razie, to on ma szanse przeżycia i niech się z tego cieszy, bo ta sama firma zatrudnia kogoś doświadczonego za 5 000 złotych, który pilnuje, by ten specjalista od włażenia na skały nie zrobił krzywdy sobie, ani nikomu z załogi. Jak młody trochę popracuje i udowodni, że jest odpowiedzialny, dostanie więcej- na razie za dużo chce, a za mało wie.

            Naród z wiekiem zdobywa wiedzę i doświadczenie, ale oczywiście jedynie tam, gdzie może zdobyć. Jeżeli Naród zakończył edukację z matematyki i fizyki w wieku lat dziewiętnastu, to i nie dziwmy się, że w Polsce jest kilka milionów idiotów uważających, że ja potrzebuję czarnej skrzynki, by udowodnić że Macierewicz pieprzy kocopoły mówiąc, że skrzydło samolotu lecącego z prędkością 280 km/h zatrzyma się po 12 metrach. I nie dziwmy się, że ta sama banda idiotów będzie uważać, że jak obniży wiek emerytalny mimo spadku przyrostu naturalnego i wydłużenia okresu życia, to będzie mieć godną emeryturę. Co z tego, że to proste obliczenia matematyczne, skoro są one dla Narodu tym, czym dla mnie mechanika kwantowa- wiem, że istnieje, ale jak ją mogę wykorzystać...???

          Innym aspektem, który w Narodzie nie zmienia się z wiekiem, jest wpływ uzależnienia na zachowania. Policja łapie równie często pijanych dwudziestolatków, jak i pijanych czterdziestolatków, prowadzących swoje pojazdy. Wiedza, doświadczenie- to nic nie znaczy, dopóki ktoś pije lub ćpa. Podczas moich wakacyjnych wędrówek po Karkonoszach kilkakrotnie napotykałem na szlaku nieciekawie wyglądające persony, dzierżące w dłoniach REKLAMÓWKI. Zawsze, absolutnie zawsze mogę wtedy iść o zakład, że w środku znajduje się kilka puszek taniego piwa. I to piwo ma dziwną moc: Spożywającym je obywatelom nadaje przekonanie, że nie tylko zdobyli jakąś wiedzę, ale i powinni się nią podzielić. Nie zdziwiło mnie zatem, gdy podczas wędrówki na szlaku minąłem pana spożywającego w miejscu swego postoju zawartość reklamówki i udzielającego mi wskazówek dotyczących możliwej wersji mojej dalszej trasy, mimo iż go wcale o to nie pytałem. Ot..., miał nagły przyrost mocy intelektualnej, którą szkoda mu było gnieść pod czapką i postanowił ją uwolnić w moim kierunku!

            Mam jedną pretensję do koalicji rządzącej: Zamiast robić swoje i zatrudnić jedynie sztab propagandzistów głoszący gdzie się da prelekcje o wyższości kury nad jajkiem, oni uginali się przed żądaniami drobiu. Było to bardziej kosztowne, niż dobry PR, a zupełnie nieskuteczne, bo reakcją Narodu na spełnienie żądań nie jest zadowolenie, lecz ich eskalacja. I wiecie, jak to jest tłumaczone? „Gdybyśmy się nie upomnieli, to rząd by tego nie zrobił (w domyśle- więc nie mamy być za co wdzięczni, ani z czego być zadowoleni)”. Z punktu widzenia interesu Polski i Polaków nie widzę innego wyjścia, jak głośno słodzić Narodowi, a robić swoje. Tak to już jest, że Naród może wybrać lekarza, wybrać firmę stawiającą mu dom, wybrać Sejm, ale metodę terapii, technologię budowy i strategię rozwoju Rzeczpospolitej, powinni wybrać eksperci.

 

 

13:32, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (26) »
czwartek, 24 września 2015



Tu drze się szaty o nic...,

czasem o być czy nie być...

i się herbatę słodzi... albo nie słodzi,

ale nikt nie spróbuje już po wodzie chodzić.

A.Łomnicka.

            Nie ma nic bardziej toksycznego, niż człowiek szukający w każdym sukcesie porażki. Człowiek, któremu żadne plusy nie przesłonią minusów. „Ciężka pierdoła”, krótko mówiąc.

            Piłkarz reprezentacji Polski, Robert Lewandowski, grając w barwach Bayernu Monachium podczas niesłychanie ważnego dla tabeli Bundesligi meczu przeciw VfL Wolsburg wszedł na boisko w 46 minucie przy stanie 0:1. W 51 minucie strzelił pierwszą bramkę, potem jeszcze w 52, 55, 57, 60. W zasadzie większość Polaków się cieszy..., ale nie Paweł Kukiz, o nie!!! Paweł Kukiz od jakiegoś czasu zajmuje się poszukiwaniem drugiej dziury w dupie i znowu mu się zdało, że ją znalazł. Ale o tym w zapisie rozmowy, która nigdy się nie odbyła.

 

Paweł Kukiz (pisownia oryginalna):

            (...)Polak potrafi! Szkoda tylko, że Niemiec korzysta.
            No, ale tak jest praktycznie w każdej branży- czy to piłka czy budowlanka czy informatyka. Z naszych talentów korzystają wszystkie rozwinięte państwa świata. Wszyscy. Tylko nie Polska. Bo tu taki klimat. A klimat wynika z konstytucji napisanej w interesie partyjnych arystokracji.

 

Woland:

            No i patrz pan, panie Kukiz! Wszyscy korzystają z naszych talentów, tylko z pańskiego korzysta jedynie nieszczęsna Polska. Lewandowski w Monachium, Tusk w Brukseli, Wojtyła w Watykanie, Woland w małej wsi pod Droghedą, a Paweł Kukiz, Jarosław Kaczyński i Ferdynand Kiepski w Polsce!!! Zaraz, zaraz..., ale pan Paweł może się jednak jarać bramkami Lewego także w swoim grajdołku, nieprawdaż? I poklepać pomnik JPII również? I Tuskowi skoczyć tam, gdzie pana majstra w dupę może pocałować też może. Nawet felieton Wolanda pan Paweł przeczytać może za zupełną darmochę! To o co u diaska chodzi?!


            Panie Kukiz! Uczyć się trzeba było zamiast wciągać do nocha! Trochę szacunku dla ludzkiej pracy! Ten Niemiec nie dość, że zapłacił polskiemu klubowi, który na tym skorzystał, to płaci Lewandowskiemu, płaci całemu zespołowi, płaci sztabowi trenerów, masażystów, finansistów i cholera wie komu jeszcze. Ten Niemiec używa do tego swojego talentu i wiedzy, którą zdobył ciężką pracą i za ciężkie pieniądze. A ten Lewandowski nie dość, że rozreklamuje nadwiślański grajdół, to jeszcze zagra przeciw Niemcom w reprezentacji Polski. Przeciw Niemcom, którzy go wyszkolili i wynieśli na szczyt, wyłożyli mnóstwo kasy i cały czas nie wiedzą, czy grając dla reprezentacji Polski Lewy nie nabawi się kontuzji, która wykluczy go z rozgrywek Bundesligi. To Niemiec, a nie Polak, ponosi ryzyko. Ale pan, panie Kukiz oczywiście jest czujny i dba starannie, żeby żadne plusy nie przesłoniły panu minusów. A słyszał pan o tym, że w Polsce jest najsilniejsza na świecie liga żużlowa i jedna z najsilniejszych siatkarskich? I grają tam najlepsi zawodnicy z całego Świata! Wiesz pan, że dzięki programowi „Orlików” wreszcie polskie dzieci mogą mieć start zbliżony do dzieci z Niemiec? A znasz pan bajkę o E.T.? A E.T. w PiS du!

 

 

22:42, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
środa, 23 września 2015

            Budowa dużych obiektów, to ogromne wyzwanie. Jak pogodzić walory użytkowe i bezpieczeństwo z estetyką, zarówno tą indywidualną, wewnętrzną, jak i przestrzenną (w doniesieniu do otoczenia). I jak na to wszystko znaleźć pieniądze, by wybrać projekt, któremu udało się znaleźć zadowalający kompromis, nie dając się pokusie wyboru byle czego, byle by było duże i już stało tam, gdzie ma stać. Mało tego, przesadzenie z wielkością obiektu może mieć dla niego opłakane skutki w przyszłości (koszty utrzymania mogą się okazać zbyt wysokie i budowla może zacząć popadać w ruinę). Tak się dzieje z wieloma obiektami sportowymi (n.p. obiekty z Igrzysk Olimpijskich Ateny 2004, czy nasz rodzimy Stadion Dziesięciolecia, zamieniony na bazar i ostatecznie zburzony, by na jego miejscu powstał bardziej funkcjonalny obiekt z przemyślaną strategią eksploatacji, tak też jest z wieloma kościołami- nie tylko w Europie Zachodniej- u nas również walą się stare kościółki, bo diecezje walą kasę w nowe molochy licząc, że na remonty starych wyłudzą fundusze od Państwa). Rozumiem występowanie problemów, ale ich kreowanie, to już coś, co przekracza moją zdolność pojmowania.


            Świątynia ojdyra właściwie od początku budziła kontrowersje. Znamienne jest, że wierni znają ją jako „dzieło ojca dyrektora”, choć jej nazwa brzmi „Kościół Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu”. Ciekawe dlaczego...., chachacha..., dobra, wrócę do tego. Teraz trochę konkretów- spójrzmy na zdjęcia:

            Dla mnie, ten kościół składa się z dwóch niepasujących do siebie elementów: stosunkowo prostej podstawy i wydumanego zadaszenia- tak, jakby powstały do dwóch różnych obiektów i ktoś przez pomyłkę je pomieszał. Na dachu panuje straszliwy galimatias, bo łukowa konstrukcja (zdaje się, że nośna) podtrzymuje coś, co mnie się kojarzy z suknią Maryi (zważywszy na nazwę kościoła, taki zamysł wydaje mi się prawdopodobny). Do tego całość zwieńczoną niesłychanie infantylnym złotym symbolem, który mnie nasuwa skojarzenia z napisami na murach typu „LEGIA KING”, ozdobionymi wielgaśną koroną. Sprawę ratuje duża staranność projektu i jestem przekonany, że naprawdę wielu ludziom może się to podobać, więc moją ocenę zewnętrza świątyni pozostawię w formie: „O gustach się nie dyskutuje, ja bym nie zaryzykował takiego zestawienia, ale jestem w stanie je zaakceptować, bo sam zdaje sobie sprawę z tego, iż wielu ludzi powie, że się zbytnio czepiam. Ponieważ obiekt jest oddalony od zabudowy, bez entuzjazmu godzę się na taką formę zewnętrzną, choć mnie ona nie zachwyca”.

            W środku jest jednak coś, co pokazuje jak można wszystko dokumentnie spieprzyć kilkoma zaledwie niepasującymi elementami. Zacznę od tego, że bardzo podobają mi się surowe ławy i promieniste sklepienie w bieli, na zdjęciu fajnie połączone z naturalnym światłem wpadającym przez przeszklone powierzchnie. I ten miły obraz burzą mi z miejsca obleśne złote anioły grające coś na swych długich trąbach, umieszczone na kolumnach tak, jakby to one podtrzymywały strop. Z miejsca przykuwają uwagę, niczym złoty łańcuch na karku mafijnego „eleganta”. Nie to jednak mnie razi najbardziej.

            Symbolika. Coś, po co artyści sięgali od wieków. Weźmy taki „Hołd pruski” Matejki. Sztandar klęczącego przed Zygmuntem Starym Albrechta Hohenzollerna jest zawieszony na kopii, a nie na drzewcu, co symbolizuje pozorną tylko uniżoność, bo broń rycerska maskowana jest jedynie sztandarem. Rzecz dyskretna, odwołująca się do inteligencji widza. Matejko oczywiście mógłby walnąć w rogu mapę Polski podzielonej przez zaborców, lecz to by raziło, zaburzało spójność obrazu, byłoby wręcz infantylne. Tym bardziej mistrz nie umieścił napisu, który by objaśniał symbol, bo to jest niczym tłumaczenie słuchaczom dowcipu. Poniżej pewnego poziomu. Tymczasem na witrażu powyżej znajdują się komiksowej urody podobizny takich tuzów, jak Jan Paweł II, Stanisław Dziwisz i oczywiście Tadeusz Rydzyk. Do tego wielkie godło Polski, gołąbek pokoju oraz (o zgrozo!) fragment transparentu „TORUŃ POZDRAWIA”. Litości, to dla mnie tak, jakby ktoś wydziargał nożem na drzewie napis „TU BYŁEM. TADEK RYDZYK”. Można i tak!

            Na dokładkę zwrócę uwagę Czytelnika na freski. Nie wnikając, kogo przedstawiają (postaci z różnych epok historii Polski): Z czym się Wam kojarzą? Bo mnie z jakimś katalogiem mody. Zero artyzmu, zero inwencji, jedynie staranność w odtworzeniu obrazu (podobnie wygląda witraż z Rydzykiem, więc można powiedzieć, że konwencja kiczu utrzymywana jest świadomie). Dobrze, że to nie mój dom, że marne są szanse choćby na to, bym tam kiedykolwiek zawitał (nawet jako turysta). Oczywiście na potrzeby bloga pewnie bym chętnie zrobił jakiś fotoreportaż, ale w życiu jest tak, że zawsze coś wybieramy. Jest tyle ciekawszych rzeczy, które chciałbym zobaczyć i gdzie chciałbym spędzać czas, zwłaszcza w Polsce- choćby w pięknym Toruniu, że mało prawdopodobne, bym marnował życie na dotarcie do świątyni ojdyra. I tak doszliśmy z powrotem do nazwy świątyni. Jej monstrualna długość nie zachęca do zapamiętania. Nie wiem, czy był to celowy zabieg Tadeusza Rydzyka, czy tylko kolejny dowód na jego brak smaku. Jedno, czego jestem pewien, to że ojciec dyrektor bardzo, ale to bardzo pragnie wyeksponowania swojej osoby. Pragnie być łączony z czymś spektakularnym, co pozostanie na długo, nawet po jego śmierci. I coś czuję, że mu odpowiada fakt nazywania świątyni jego imieniem, a nie „Kościołem Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II”, ...ciotki Klotki, Krystyny z Komprachcic oraz różnych fajnych rzeczy, jak złoty sygnet na palcu i seksowny podkoszulek oraz białe skarpety w sandałach, RAMEN!

 

 

 

16:36, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
niedziela, 20 września 2015

            Jeden rysunek Michała Dziekana, a starczy za sto słów.

            Kilka liczb: Polska negocjuje ilość uchodźców do przyjęcia w granicach kilkunastu tysięcy. Padały liczby 11 000, 14 000. Nawet 15 tysięcy na taki kraj, to pestka. Mamy ponad półtora miliona rejestrowanych bezrobotnych. 15 tysięcy, to mniej niż jeden promil tej liczby, a histeryzujemy, jakbyśmy mieli przyjąć miliony. Tak, tak, słyszałem o terrorystach. A kto słyszał o przestępczości wśród rodzimych długotrwale bezrobotnych? Nikt? Łoj, łoj, łoj, to może zorganizować jakieś wycieczki na warszawską Pragę pomiędzy Dworzec Wileński a Targówek? Każde większe miasto ma takie slumsy, mniejsze miasta też je mają. I odnoszę dziwne wrażenie, że więcej morderstw, kradzieży, prostytucji nieletnich ma miejsce w takich strefach, niż wśród emigrantów. Czteromilionowa Irlandia zgłasza chęć przyjęcia 4 tysięcy uchodźców, choć ma już sporo mniejszości (w tym muzułmańskiej, hinduistycznej, innych- z polską włącznie). A my się zachowujemy, niczym USA, czy Kuba, broniące się przed Żydami uciekającymi transatlantykiem St. Louis z III Rzeszy. Przypomnę, że dzięki takiej postawie z 937 pasażerów, większość trafiło w sam wir holocaustu, bo statek odwiózł ich z powrotem do Niemiec. 

            Teraz część osób przebywająca w krajach ogarniętych wojną domową z okrutnym "Państwem Islamskim" próbuje przedostać się do UE. A jaka jest reakcja "dzielnych" Polaków- katolików? Niejaki Jarosław Gowin, prezes "Polska Razem"- koalicyjnego partnera PiS, powiedział do kamery, że musimy pamiętać, że rozmawiamy nie o potrzebujących z ogarniętych wojną terenów, nie o tonących w morzu, a o bezpiecznych uciekinierach schowanych w Europie. Ciężko się komentuje takie łajdackie wypowiedzi, myślę że najlepiej by przemówiło do Gowina, gdyby w podobny sposób "zabezpieczyć" jego, jego rodzinę i majątek, tzn. dom i oszczędności dać do zarządzania gangsterom, a jego z dziećmi i ewentualnymi wnukami zamknąć w bezpiecznym namiocie. 

            Wypowiedź prezesa Gowina to jednak małe miki w porównaniu do wypowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który wydobył z siebie taki ksenofobiczny kał, że aż nie wiadomo od czego zacząć komentując. Najpierw jakaś pierdoły o zamianie kościołów na szalety, potem o patrolach pilnujących przestrzegania szariatu na ulicach Londynu (nie wiem, kto ostatnio kopnął Jarka w głowę, ale wygląda to na silne uderzenie), później przeszedł do jakichś populistycznych pierdół o tym, że jeśli przyjmiemy uchodźców, to będziemy musieli przyjąć miliard ludzi cierpiących głód. Łoj, łoj, łoj, no biedna menda znalazła wytłumaczenie, dlaczego nie pomaga innym: "bo na świecie miliard ludzi głoduje". A może niech lekarze odejdą od łóżek pacjentów, bo miliardy ludzi nie mają opieki medycznej (wszak nie pomogą wszystkim, więc zgodnie z logiką Kaczyńskiego, nie powinni pomagać nikomu). I tak Jarosław K. pieprzył w Sejmie trzy po trzy, a banda ubezwłasnowolnionych klakierów, zwana żartobliwie "Klubem Parlamentarnym PiS" nagradzała gromkimi brawami każdą pierdołę, która padła z ust prezesa. Równie żartobliwe było poczucie solidarności prezesa Kaczyńskiego z tymi krajami Unii Europejskiej, do których emigranci dostają się w pierwszej i drugiej fali. Otóż propozycja prezesa brzmi: Nie przyjmować do Polski ludzi (bo prezes boi się kilkunastu tysięcy biedaków- liczba ta nie stanowi nawet promila polskich bezrobotnych, nie mówiąc już o całej ludności Polski). Co prezes oferuje w zamian- tchórząc przed "ryzykiem", proponuje udział finansowy, ale w wymiarze proporcjonalnym do PKB. Tłumacząc na język polski- prezes chce, by ryzyko brał kto inny (na przykład Niemcy, czy Włochy), a w nagrodę niech ponoszą wyższe koszta, bo Polska Kaczyńskiego nie poczuwa nawet zapłacić za ich ryzyko proponując część pokrycie części kosztów proporcjonalnej do PKB. Ja oczywiście zdaje sobie sprawę, że w Polsce jest wystarczająco wielu debili, którzy zachwycą się pomysłem prezesa uważając, że to jest "sprawiedliwe", ale ja się tylko zapytam: KTO JEST TAKIM IDIOTĄ, BY WEJŚĆ Z KACZYŃSKIM DO SPÓŁKI NA JEGO ZASADACH?! Wyobrażacie sobie, że na przykład podchodzi do Was Kaczyński i proponuje Wam pracę opiekuna emigrantów, ale taką, że przyjmujecie ich do domu sami, sami sobie też płacicie wypłaty, Kaczyński się dorzuca, ale płaci Wam mniej niż Wy sobie samym płacicie, bo mniej zarabia. Zmierzam do tego, że trzeba być ciężko chorym bezmózgiem, by uważać, że to solidna oferta i że ktokolwiek ją przyjmie, bo jedyne co wywołuje, to gest popukania się w łeb.

            Wychodzi na to, że Polak uważa, że w razie wojny z Rosją, NATO powinno bronić Polski poświęcając życie swych żołnierzy (nie mówiąc o kosztach wojny), ale już gdy trzeba przyjąć kilkanaście tysięcy potrzebujących, to my ofiarujemy ledwie drobny udział finansowy. A co pan prezes Kaczyński by powiedział, gdyby Rosja na nas najechała, a NATO by powiedziało, że może Polsce pożyczyć trochę pieniędzy, oczywiście proporcjonalnie do PKB. Nie użyczać terytorium, nie dawać dostaw broni, ani tym bardziej wojska (bo to ryzykowne), ale dać odrobinę pieniędzy. Nie wystarczy siąść nad butelką wódki i wymyślać zasady współpracy, które przyjdą pod czaszkę w pijanym widzie. One muszą być do zaakceptowania przez drugą stronę. Tym bardziej, że póki co, to wobec obecnej sytuacji na wschodzie, Polska liczy na europejską solidarność. A jak się solidaryzuje z Europą? Ano widać jak! Polska oczywiście może olać europejską solidarność, ale wtedy spotka się z tym samym.

            No dobra, nie chcę się koncentrować na dwóch tchórzliwych Jarosławach  (Gowinie i Kaczyńskim), gdy pół Narodu Polskiego moczy się ze strachu przed bzdurami, które najpierw sobie w ataku paniki wymyśli i istnieją tylko w ich chorych głowach. Kilka faktów:

            Wbrew temu, co głoszą tchórzliwi panikarze, nie tylko Europa przyjmuje uchodźców. Miejsce zamieszkania wewnątrz własnego kraju zmieniło na skutek wojny 7,6 miliona Syryjczyków (z 23 milionów obywateli). W Turcji przebywa 1,9 MILIONA SYRYJCZYKÓW, w Libanie 1,2 MILIONA, a w Jordanii 630 TYSIĘCY. Tchórzliwi Polacy trzęsą ogonami na dźwięk liczby "KILKANAŚCIE TYSIĘCY". I ci zasrani tchórze, wymyślają, bądź powielają bzdety o tym, że emigranci z pełną premedytacją wybierają Europę, bo nie interesuje ich bezpieczeństwo, lecz socjal. Że to nie uchodźcy, a bogacze, którzy chcą zrobić biznes. Może wsadzić tak Jarosława Gowina z rodziną oraz Jarosława Kaczyńskiego z kotem na tratwę, zwodować ich na Morzu Śródziemnym, niech pokażą, jak się robi ten biznes. No, ale wróćmy do liczb. Jeszcze raz zwrócę uwagę na kłamstwo, jakoby uchodźcy byli cynikami wybierającymi Europę dla jej zasiłków. 7,6 miliona uchodźców jest nadal w Syrii, 1,9 milina uchodźców jest w Turcji, 1,2 miliona w Libanie, 0,63 miliona w Jordanii, 0,25 miliona w Iraku, a 0,12 miliona w Egipcie. Jak się czujecie, powielając kłamstwa, że uchodźcy nie uciekają, lecz robią biznes, chcąc po prostu mieszkać w Europie? Przypomnę, że Polacy trzęsą portkami na myśl o liczbie 0,01 miliona. 

            Oczywiście, że widzę zagrożenie ze strony fanatyków islamskich, podobnie jak widzę zagrożenie ze strony fanatyków katolickich, których jest w Polsce znacznie więcej (powiedzieć "tysiąc razy więcej", to nie doszacować zjawiska). Tylko że za każdym razem, gdy mądrzy ludzie mówią, że religijne fanaberie powinny być finansowane przez wyznawców religii, podnosi się krzyk biskupów, że to atak na religię. Jak to miło okraść ateistę na potrzeby sekty katolickiej! Gdy ateista broni się przed kradzieżą, to znaczy że atakuje religię! Dopiero gdy pojawi się kolejny złodziej, który wspólną kasę będzie chciał przeznaczyć na swoje własne wyznanie, na przykład islamista, to wtedy katolik zaczyna pojmować, że to kradzież, choć oczywiście nadal dobrym uczynkiem jest, gdy Kali ukraść komuś krowę! Najlepszym zabezpieczeniem przed zalewem islamistów byłby zakaz finansowania religii przez podmioty państwowe, ale jak znam życie, to Polacy- katolicy raczej zaryzykują bezpieczeństwo Ojczyzny, niż wyrzekną się grabienia niewierzących na rzecz związków wyznaniowych. To jednak temat na osobną dyskusję.

 

 

            P.S.

                 Dwa słowa na temat paniki "dzielnych Polaków". W Janowicach Wielkich (Kotlina Jeleniogórska), jakiś kretyn wezwał policję, bo mu się wydało, że busem podróżują nielegalni emigranci. Żeby tak wzywał patrol, gdy zobaczy podejrzanych łysych osiłków kręcących się w okolicy sklepu nocnego po meczu piłki nożnej. Ale nie, jemu nogi zmiękły, gdy zobaczył w samochodzie ludzi o ciemnej karnacji skóry mówiących tak "dziwnie nie po polsku". Byli to turyści z Malty zwiedzający nasz kraj i wydający swoje pieniądze na naszej Ziemi, TEJ ZIEMI!

            NIE LĘKAJCIE SIĘ, jak mawiał klasyk!

00:08, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (50) »
wtorek, 15 września 2015

            Nie wiem, czy zauważyliście, ale mija szósty tydzień prezydentury Andrzeja Dudy, a tu ani jednego ruchu zmierzającego do odzyskania czarnej skrzynki i wraku Tu-154M. Nie osiodłał konia, nie odbił Smoleńska, nie przytargał świętego złomu, to akurat było do przewidzenia. Najlepsze jest jednak to, że siedzi cichutko, jak mysz pod miotłą i nic nie mówi o „zamachu”, jakby był w zmowie z prezydentem Putinem. ANTONI..., POŚLE ANTONI MACIEREWICZ, zbaw Ojczyznę raz jeszcze i powiedz, czy prezydent Andrzej Duda nie jest przez przypadek wspólnikiem Putina i czy nie maczał łap w „zamachu”, że tak siedzi cicho i pozwala, by czarna skrzynka dalej była u Ruskich!

            No dobra, pożartowaliśmy sobie, a prawda jest taka, że zarówno prezydent Andrzej Duda, jak i prezes Jarosław Kaczyński, wraz ze swymi sztabowcami mają swój elektorat za tępych, głupawych ciołków- za idiotów, którzy łykną każdy kit. Zarówno prezes Kaczyński, jak i prezydent Andrzej Duda, choć do przesadnie lotnych nie należą, to jednak zdają sobie sprawę, że prezydent Władimir Putin ma ich daleko w dupie i odda wrak oraz czarne skrzynki wtedy, kiedy będzie chciał, a wyżej wymienione patrioty mogą mu skoczyć tam, gdzie oni mogą pana majstra w dupę pocałować. I wie o tym każdy średnio rozgarnięty Polak, natomiast cała reszta, której się wydaje że jak prezes kwaknie, to Putin się przestraszy..., no cóż..., dalej mogą galopować po Krakowskim Przedmieściu. Jednak panu posłowi Antoniemu Macierewiczowi sugeruję poświęceniu się badaniom, czy przez przypadek prezydent Andrzej Duda, to nie ruski szpieg jaki- w końcu Macier tak dzielnie pracował nad osłabieniem wiarygodności Polski tuż przed naszym akcesem do NATO, tak stawał na uszach, by wmówić oficerom NATO, że Wojsko Polskie, to tak naprawdę Armia Czerwona, pełna agentów i sabotażystów, tak starał się udowodnić, że w polskich władzach roi się od szpiegów (wszak nie kto inny, lecz Macierewicz oskarżał nieżyjących już Józefa Oleksego- gdy został Premierem RP, czy Wiesława Chrzanowskiego- gdy był Marszałkiem Sejmu)- co szkodzi raz jeszcze zrobić powtórkę. Antoni Zdzisławowiczu, Moskwa na pana liczy!

            P.S.

            Wróbelki ćwierkają, że zgodnie z planem WIELKIEGO MANAGERA ZMIAN, Antoni Macierewicz ma zostać szefem MON. ECIEPECIE, WOLSKO!

            A tymczasem prezydent Andrzej Duda odradza emigrantom powrót do Polski. Patrząc na to, co wyczynia już dziś, rzeczywiście należy się poważnie zastanowić! Niestety, jak powiedziała premier Kopacz, akurat on wróci do Polski, bo posadę ma niezłą!

 


 

10:12, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (43) »
piątek, 11 września 2015

            Niejeden Polak zdążył zauważyć, że w buraczanym gaju zwanym potocznie Wolską, panują dziwne obyczaje dotyczące tytułów. Można być premierem lub przewodniczącym Rady Europy, a Wolakom wystarczy Tusk. Można być prezydentem RP, dla Wolaka będziesz Komoruskim. Wystarczy jednak, że Krystyn Pawłowicz dostanie posadę profesora (nie mylić z tytułem naukowym), będzie zwany/a (ach, wszędzie ten „dżęder”) profesorem, jeżeli szeregowy urzędnik PiS zostanie kandydatem na prezydenta, natychmiast mawia się o nim doktor, przypominając że kiedyś był naukowcem, zanim wziął urlop z uczelni i zaczął chałturzyć na prywatnych maszynkach do produkcji dyplomów (niekoniecznie podpartych wiedzą). Oczywiście najświętsze tytuły rezerwowane są dla UKOCHANEGO PRZYWÓDCY, PREMIERA (wszak był nim cały rok i zdążył w tym czasie rozpierdzielić wszystko, co miał: koalicję, poparcie, a nawet przyjaźń z partyjnymi współtwórcami pierwszego sukcesu), LIDERA, JAROSŁAWA „ABSMAKA” PREZESA KACZYŃSKIEGO, zwanego przez mnie złośliwie ŻÓŁTOZĘBYM.

            Zmieniają się jednak czasy, chyba wszyscy w PiS- z Jarosławem K. włącznie zrozumieli, że on sam nie ma szans na funkcje wymagające zaufania społecznego, stąd prezydentem został Andrzej Duda, a jako kandydatka na premiera z ramienia PiS występuje Beata Szydło. No i utytułowanemu prezesowi robić się poczęło nieswojo, bo jasne stało się, że premier jest tylko jeden, a jeżeli będzie nim ktoś z PiS, a nie Tusk jakiś, czy też (Hospody pomiłuj!) Kopacz, to tytułu dla LIDERA zbraknie, a wtedy może się wściec i puścić partyjną koleżankę Beatkę, śladami partyjnego kolegi Kazia (pamięta ktoś jeszcze premiera Marcinkiewicza?) i sam zechce osiąść na zdobytym cudzymi rękoma stołku tak, jak to i do tej pory czynił. W PiS pojawił się zatem odruch samozachowawczy.

            Chyba większość czytelników się orientuje, że jednymi z najniebezpieczniejszych stosunków, są stosunki wśród modliszek: Podchodzi taki samiec do samicy, wie że ta jest od niego silniejsza, a krwiożerczość jest wpisana w jej instynkt, wie również, że jeśli jej nie przeleci, to gatunek zaginie. Podchodzi więc taki nieszczęśnik od tylca i zaczyna ją zapinać (samicę znaczy się), głaszcząc przy tym jej czułki, by ją uspokoić. Jeśli zrobi to umiejętnie, ma szanse na ucieczkę, pod warunkiem, że wykaże się niezwykłym refleksem. Jeżeli nie, samiczka odgryzie mu łeb, niczym Marilyn Manson kurczakowi podczas koncertu (no dobra, z tym kurczakiem to kit rozpuszczany przez katolibów, nieprzesadnie miłujących tego artystę, więc to chyba nie grzech, tak łgać). Wracając do modliszek, samiczka potrafi zdekapitować samca jeszcze przed końcem kopulacji, a jego martwy korpus (o dziwo), jest w stanie jeszcze zakończyć kopulację. To dokładnie przypomina mi wszystkich pomagających prezesowi Kaczyńskiemu w przetrwaniu i przedłużeniu wolskiego gatunku.

            Prezesa, oczywiście, nie da się ugłaskać, pieszcząc mu czułki (przez 64 lata żadnej kobiecie się to nie udało, raczej nie ma na co liczyć), więc pozostało jedynie wykorzystać miłość prezesa do tytułów. Wzięli zatem wazelinowy prysznic partyjni koledzy zalecając to samo partyjnym koleżankom i wpadli na pomysł. Skoro nie może być premier, ni prezydent, skoro wielki strateg źle się kojarzy, a wielki ekonomista niewątpliwie przez sektę z wielkim ekonomem mylony będzie, pozostał tylko jeden możliwy tytuł. Ten tytuł już padł podczas laudacji Jacka Karnowskiego przy wręczaniu prezesowi Kaczyńskiemu nagrody „Człowiek Roku” Forum Ekonomicznego w Krynicy.

WIELKI MANAGER ZMIAN.

            Ponieważ tytułu tego użył również Adam Hofman (jedynie w wersji "manager zmian" złośliwiec jeden, na "wielki" zabrakło wazeliny, czy jak?!), to podejrzewam, że mamy do czynienia z tytułem oficjalnym prezesa, który jakiś czas jeszcze będzie w użyciu. W tak uroczystej chwili całej partii proponuję przyjęcie odpowiednio podniosłego hymnu. Moja propozycja, to pieśń jakże oddająca wojowniczy charakter tego tchórzliwego skądinąd osobnika. Pieśń mówiąca tyle, co laudacja Karnowskiego, pieśń nawiązująca do kozackich tradycji picia byle czego z byle powodu, Panie i Panowie....:

 

HAMBRRRRRYDA!!!

 

            A tak swoją drogą, to spójrzcie moi Drodzy, jakim majstersztykiem wazeliny była laudacja Karnowskiego. Koleś bez zmrużenia oka wydobył z siebie te wszystkie pochlebstwa, kierując je do pierdoły, która podczas całego swego marnego żywota nie zdołała zdobyć kobiety, nauczyć się obsługi konta bankowego, ni obsługi komputera, ani też obsługi pojazdów mechanicznych, języków obcych żadnych nie poznała ta fochna w zdziadziałym ciele zamknięta. Pozwólcie, że zacytuję fragment laudacji, bo jest równie śmieszna, jak Hambrrrrryda, nominowana na hymn Wolski w miejsce oklepanego hip- hopu „Z ziemi polskiej do Wolski”:

 

            Laudację, w której znalazły się główne motywy przyznania nagrody Kaczyńskiemu, wygłosił redaktor naczelny tygodnika "W sieci" Jacek Karnowski, który podkreślił, że przyznająca nagrodę rada, która składa się z osób o bardzo różnych biografiach, wybrała tegorocznego laureata jednogłośnie. 

            "Motywy wydają się oczywiste. To jest rok zmiany, rok przełomu. Jarosław Kaczyński jest wielkim menedżerem tej zmiany - to on wskazał kandydata na prezydenta, to on poprowadził kampanię, które przejdzie do historii jako przykład wielkiego sukcesu, niespodziewanego sukcesu" - mówił dziennikarz.

            Cały tekst: 
http://wyborcza.pl/1,91446,18740037,prezes-pis-czlowiekiem-roku-xxv-forum-ekonomicznego-w-krynicy.html#ixzz3lPzRtTJJ

            Ja tylko przetłumaczę specyficzną arytmetykę wazeliny Jacka Karnowskiego. Otóż używając stwierdzenia „JEDNOGŁOŚNIE” miał na myśli wynik 9 głosów na Kaczyńskiego przy 29 głosach oddanych. Taka specyficzna WOLSKA PRAWDA, za którą ta partia walczy od chwili, gdy prezes zapewnił, iż nic ich nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe.

 


11:08, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (38) »
środa, 09 września 2015

            Jarosław Kaczyński, czyli kariera wybudowana na zdradzie. Wśród tych, którzy go znają, nie ma jednej osoby, która by się nie przekonała o tym, że dla władzy gotów wbić między łopatki nóż każdemu. Od Mazowieckiego, Geremka, Kuronia, Wałęsy, przez Niesiołowskiego, Buzka, Leppera, Giertycha, towarzyszy z PiS (nawet tak wiernych, jak Szczypińska, czy Mastalerek), a skończywszy na obecnych koalicjantach, czyli ugrupowaniu Gowina i Ziobry. Najlepsze jest to, że sekta uważa, że to on jest zdradzany. To nie Kaczyński zdradza każdego, kto mu na drodze staje, tylko on, biedactwo (oj, myziu, myziu, gdzie jest kuku, daj Jarek, podmuchamy), jest zdradzany. Bo cały Świat się uwziął na Wielkiego Stratega.


            Dziś gruchnęła wiadomość, że Forum Ekonomiczne w Krynicy nagrodziło Jarosława Kaczyńskiego tytułem „Człowieka Roku”. Przepraszam, za co?! Za narodowosocjalistyczne mądrości, typu „gospodarka nie może być nastawiona na zysk, lecz na dobro Narodu (a Naród, to Jarek- tak dla przypomnienia)?! Jakoś tak się składa, że zawsze dobro gospodarki idzie w parze z dobrem Narodu, ale Wielki Strateg, podobnie jak jego równie wielki- niewielki poprzednik z Niemiec lat trzydziestych i czterdziestych, uważa inaczej. Tamten zrujnował Niemcy pomiędzy 1933 a 41- starczyło mu 8 lat, by położyć ekonomię największej potęgi gospodarczej ówczesnej Europy na łopatki.

            Laudację wygłosił... spec od ekonomii, buuuuchachacha...., Jacek Karnowski. Nazwał Jarosława Kaczyńskiego „menedżerem zmian”. Sam Jarosław rzekł był, że nagroda ta jest mu „szczególnie miła” oraz że „wracamy do normalności”.

            Tak, jeżeli normalność oznacza ZDRADĘ, to wracamy pod wpływy partii zdrady. Gdy tylko Jarosław Kaczyński zorientował się, że bez Ziobry i Gowina może wygrać wybory, wydymał obie partie, łamiąc umowę koalicyjną. Ponieważ jednak sama zdrada, bez gratyfikacji pieniężnych, to dla Kaczyńskiego ostatnio za mało, więc rejestrując PiS, nie zarejestrował list, jako koalicji PiS- Polska Razem- Solidarna Polska, lecz jako PiS. Wszyscy wiemy, że dla koalicji próg wyborczy jest wyższy (nie 5%, a 8%), co w wypadku PiS nie ma znaczenia, bo przekroczy oba progi bez problemu. To o co chodzi? O PIENIĄDZE! W wypadku koalicji, musiałby zwrot za kampanię dzielić między PiS i koalicjantów, więc postanowił ich okraść tak, jak PiSowskie SKOKi okradały drobnych ciułaczy na rzecz potężnych kredytobiorców. Teoretycznie za taki przekręt PKW powinna odmówić rejestracji list PiS, ale w praktyce, nawet partia rządząca się o to nie upomni, bo grozi to zamieszkami- przecież sekta ma w dupie, że PiS złamało prawo, bo wiadomo, że dobry uczynek jest, jeśli PiS ukraść krowę.

MIŁEJ NORMALNOŚCI!

Na czołowych miejscach list PiS czekają Antoni Macierewicz, skazany na bezwzględne więzienie, choć wyrok się nie uprawomocnił, Mariusz Kamiński, Małgorzata Wassermann (kolejna pani znana z tego, że w Smleńsku zginął jej bliski, pragnąca wykorzystać tę śmierć), Artur Wosztyl (flirtujący z zespołem Macierewicza pilot JAK-a ze Smoleńska). Plepleple, fiku- miku, WELCOME TO NORMALNOŚĆ, eciepecie, phhhrrrr....!


 


 

13:05, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (21) »
niedziela, 06 września 2015

            Pogmerałem, poszperałem i doszedłem do wniosku, że czas pociągnąć wątek braterstwa broni Piotra Dudy i ZOMO. Wszak to nie byle co: Być częścią wojskowego zabezpieczenia (elitarnej jednostki czerwonych beretów) dla działających na ziemi, a konkretnie w gmachu reżimowej telewizji, ZOMO-wców, eSBeków, ORMO-wców, kapusiów, dziennikarzy reżimowej telewizji. Piotr Duda jest dumny z odznaki otrzymanej w czasie służby komunistom, a pytany o ten epizod, odpowiada histerycznie: „Co miałem zrobić, zdezerterować, w łeb sobie strzelić?!”

            Drodzy Czytelnicy. Oczywiście nie wiem, co miał zrobić Piotr Duda, ramię w ramię z ZOMO broniąc gmachu telewizji, ale wiem, co zrobił siłą wcielony do Wehrmachtu dziadek Donalda Tuska: Pomimo tego, że na dezerterach z Wehrmachtu wykonywano natychmiastowy wyrok śmierci, zostawiając delikwenta pod płotem i zlecając miejscowym władzom pochówek rozstrzelanych, uciekł on z niemieckiego wojska. Piotr Duda do końca służył wiernie armii LWP, choć tam za dezercję nie rozstrzelano nikogo, przez najgorętszy czas stanu wojennego zapewniał generałowi Jaruzelskiemu siłowe wsparcie przeciw ewentualnym rozruchom Polaków. Zupełnie tak, jak dziś zapewnia siłowe wsparcie prezesowi Kaczyńskiemu, posyłając swoje bojówki w najgorętsze punkty Polski. Prezesowi Kaczyńskiemu, który po raz pierwszy doszedł do władzy właśnie przez to, że nagłośnił sprawę dziadka Donalda Tuska, jak przystało na Kaczyńskiego, łżąc jak pies (najpierw mowa była o ojcu) i przemilczając niewygodne fakty (wcielenie siłą i ucieczkę). W siłowym wspieraniu Kaczyńskiego, przewodniczący KK NSZZ Solidarność ma na koncie wzorowane na moskiewskim puczu Janajewa oblężenie Parlamentu. Tak się ma Piotr Duda do dziadka Donalda Tuska.


            To oczywiście nie wszystko, bo jak wiemy, Piotr Duda bierze czynny udział w wykreślaniu z życia publicznego dawnej opozycji antykomunistycznej. Notorycznie nie zaprasza na uroczystości związkowe ani legendarnego pierwszego przywódcy Solidarności, Lecha Wałęsy, ani marszałka Borusewicza, ani Bronisława Komorowskiego (w czasie, gdy dzierżył urząd Prezydenta RP), a goście jego uroczystości, na przykład obecny Prezydent RP, Andrzej Duda, ani nie wspomną o bohaterach Solidarności. Wymazują ich z historii, niczym Stalin swoich wrogów. Ale dlaczego mam się dziwić towarzyszowi broni ZOMO-wców?! Wszak on stał wtedy, gdzie stało ZOMO, a oni tam, gdzie stali, czy też raczej byli osadzeni, jako internowani.

            Piotr Duda raczył był rzec, nie pierwszy raz zresztą, że Polska nie jest sprawiedliwa, a biedni kiedyś zgłoszą się do bogatych po wyrównanie rachunków. Nie wiem, dlaczego używając słowa „bogatych” tak enigmatycznie ukrył swoją postać. Piotr Duda ma samej związkowej pensji ok. 11 tysięcy złotych, dwa służbowe mieszkania (w Warszawie i Gdańsku), służbowy samochód, diety, wynagrodzenie za zasiadanie w Komisji Trójstronnej i inne benefity przysługujące takim bogaczom, jak on. Ale to nie wszystko, bo Piotr Duda jest także przewodniczącym rady nadzorczej spółki „Dekom”, której jak podmiotu prywatnego (taki tam on prywatny, że należy do NSZZ Solidarność) nie obejmuje ustawa kominowa, więc nie ma górnego pułapu wynagrodzenia. Piotr Duda, otwarty i szczery związkowiec nie chce ujawnić wysokości zarobków, a z niewiadomych przyczyn, zawodowi związkowcy nie muszą ujawniać dochodów, jak na przykład zawodowi posłowie. Branża spółki? Usługi, n.p. hotelarstwo, gastronomia- wszystko w intratnych punktach. Zresztą to nie wyjątek wśród związkowców, bo gdy się im przyjrzycie, to się okaże, że zasiadanie w radach nadzorczych tego typu spółek jest jednym z popularniejszych zajęć dla tych w żaden sposób nieprzygotowanych merytorycznie oszustów. To i co jeszcze? Ano, kluby sportowe i fotele przeróżnych prezesów (patrz Miś, KS „Tęcza” i Ryszard Ochódzki).

            Jeżeli już jesteśmy przy niesprawiedliwości społecznej, to Newsweek opublikował informacje o pobycie Piotr Dudy w luksusowym hotelu w Kołobrzegu, gdzie doba kosztuje 1300 złotych (kliknij tu, jeśli chcesz poczytać więcej). Piotr Duda nie płaci jednak wcale, bądź płaci 85 złotych. Nie płaci też za potrawy, alkohol oraz „wstawki”, które obsługa przywozi mu do pokoju, za zabiegi, a nawet wyszywane ręczniki dla psa. A gdy już Piotr Duda sobie wypocznie, obsługa pakuje mu do bagażnika na odchodne kilka kilogramów świeżej ryby, też gratis. Dla kontrastu, hotel ten zatrudnia ludzi na umowach śmieciowych- jakoś trzeba oszczędzić na Dudę! Jak się ochraniało kolegów z ZOMO, to chyba jakieś kombatanckie się należy, no nie?!

            Powróćmy jednak do tych, których Piotr Duda ochrania dzisiaj, czyli do moherowej sekty. To już kiedyś było: niecałe dwa tysiące lat temu w święto Paschy, prokurator Judei skazał na podstawie fałszywych oskarżeń o spisek przeciw Cesarstwu, niejakiego Jezusa z Nazaretu. Wiedząc jednak, że zarzuty są wyssane z palca, przypomniał o obyczaju ułaskawienia jednego więźnia w ten dzień. Pytał więc lud: kogo wybieracie, Dudę, czy Komorowskiego łotra Barabasza, czy tego tu Jezusa z Nazaretu. Lud jednak rzekł: wybierz Dudę wypuść Barabasza! Tak, bo w Komorowskiego rzucano najgorsze oskarżenia, ze współpracą z Putinem przy „zamordowaniu” Lecha Kaczyńskiego włącznie, choć akurat sam Piotr Duda ograniczał się do oskarżeń o gnębienie biednych ludzi, równie wyssanych z palca. Piotr Duda, towarzysz broni ZOMO-wców ze stanu wojennego.


            Byłoby tego, a na zakończenie zmienię temat. To chyba jakaś ogólnopolska ZEMSTA FRAJERÓW: Dowiedziałem się niedawno, że niejaki Muniek Staszczyk (ten z T.Love) założył kapelę, która chce grać covery takich punkowych świętości, jak Sex Pistols, czy Siekiera. Dlaczego mnie to tak ruszyło? Sex Pistols i Siekiera to kapele znane z bezkompromisowości. Ci pierwsi potrafili wsadzić kij w mrowisko i nagrywać takie numery, jak wykpiwający królową brytyjską „God Save The Queen”, czy kpiący z samych punków „Anarchy In The U.K.”, a Siekiera potrafiła będąc zespołem kompletnie bez środków do życia, bez oficjalnych nagrań, wyjść ze spotkania organizowanego przez Waltera Chełstowskiego, który chciał stworzyć stajnię zespołów „walczących” (zaproszone były „Madame”, „Aya RL”, „Made in Poland”, „Kultura/Izrael”, „Variete” i „Siekiera”). Powodem wyjścia lidera „Siekiery” było to, że organizator urządził coś na kształt sądu nad dorobkiem „Siekiery”, nakłonił do tego pozostałe zespoły. To było, niczym krytyka zorganizowana przez kolektyw partyjny. Chłopaki potrafili w jednej sekundzie zrezygnować z kariery, koncertów, kontraktów płytowych. Muniek zaś Staszczyk nigdy nie był tak bezkompromisowy, a w dodatku grał coś, co brzmi jak POP, a nie PUNK. Ja nie mam nic do tego, jak on gra, ale sięganie po legendy buntu i to dziś..., rany, Muniek. To mogliby zrobić zbuntowani osiemnastolatkowie, ale nie Ty, odcinający kupony od trzydziestoletniej kariery dziadek! "I Love You", co nie? Sam się wsłuchaj w to porównanie!

 

 

22:31, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (26) »
 
1 , 2
Tagi