RSS
czwartek, 29 października 2015

            -Beate, Beate, no gdzież ona się podziała, dawać mi ją tutaj, a biegusiem, myk, myk, myk!

            -Tak jest, Wasza Imperialna Wysokość, zaraz tu będzie.

            -Oznajmimy jej radosną nowinę!

            Nie minęło pięć minut, gdy drzwi do komnaty tronowej Cezara Jarona się otworzyły i wpadła przez nie ślizgiem Beate Szydlina, froterując kolanami piękną ścieżkę od drzwi aż do samego tronu Najjaśniejszego Przywódcy.

            -Droga Beate. Wysłuchaliśmy twych słusznie uniżonych komplementów wobec Mojej Cesarskiej Miłości i postanowiliśmy dać ci szansę. Umawiamy się tak: Ty zostaniesz premierem, a twój Cezar wybierze ci ministrów.

            -Dzięki, o najszlachetniejszy, zważ proszę w swej miłości jednak, że dotąd z nimi nie pracowałam, a jako przyszła premier, mam za nich odpowiadać, więc ufać im muszę. Może choć kilku ministrów będę mogła wybrać spośród moich zaufanych wiernych sług Waszej Cesarskiej Wysokości.

            -Słusznie prawisz, Beate, zaufanie przede wszystkim, dlatego zaufaj bezgranicznie, tak jak i mnie ufasz, ludziom przeze mnie ci wyznaczonym, bo oni są mymi uszami, oczami..., oczyma..., oczmi..., psia kość, patrzają za mnie i za mnie też mówią, a nawet i srają, jeśli tego nie rozumiesz flądro jedna i nie pojmujesz łaski, jaka na ciebie właśnie spływa! A jeżeli nie, to już Nasz artysta Zelnik wpisze cię na listę do wcześniejszej emerytury obok kolegi po fachu, Barcisia i jeszcze mi za tę łaskę dziękować będziesz!

            -Błagam o wybaczenie, Wasza Cesarska Mość, teraz dopiero widzę wyraźnie, jak potrzebne są mojemu niedoskonałemu, kobiecemu ciału uszy, oczy i usta Waszej Najdoskonalszości w skromnych osobach wybranych przez Boski Umysł Cezara zauszników zaklęte.

            -Tak też się umawiamy, audiencja skończona, ucałuj klamkę cesarskiej komnaty.

            -Ave Cezar!

            -Ave ja sam!

            -Cmok, cmok- dobiegło zza drzwi ucałowanie. Służba jeszcze wnukom będzie opowiadać, jak musieli zwlec usta namaszczonej premier z klamki cesarskiej komnaty, którą tak zassała, że mało brakowało, a utknęłaby w tchawicy i zadusiła nieszczęsną jeszcze przed oficjalną nominacją.

 

            P.S.

            Ilustracje, które zaczerpnąłem w odcinku tym i poprzednim, by przybliżyć wizerunek Jarona, oryginalnie znajdują się na blogu "Nie taki straszny... polityk, jak go malują"- kliknij tu, by je obejrzeć w oryginale.

 

22:41, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (13) »
środa, 28 października 2015

            W Cesarstwie Volskim zapanowała konsternacja: Wprawdzie wygrali wszystko i nie polecą żadne głowy, nie będzie żadnych rozliczeń za porażkę, ale przecież to było wpisane w rozkosze cesarskiej służby i wszyscy już przywykli. Stała się rzecz straszna! Najgorsza z wszystkich! Może się okazać, że nikt już teraz nie będzie Cezarowi Jaronowi do niczego potrzebny. Może rządzić sam, a gdy się zorientuje, to w pierwszym rzędzie na wcześniejszą emeryturę odejdą najbliżsi współpracownicy. Wszyscy, którzy do tej pory mieli choć odrobinę władzy. Należy więc zrobić wszystko, by był przekonany, że rządzi- on i nikt więcej! Wszystko by było proste, gdyby to był ktoś, kto ma jakieś hobby- wysłałoby się go na ryby, albo na łowy i byłby spokój. Niestety, Jarona rajcowała tylko władza i pochlebstwa. Właśnie, a propos pochlebstwa:

            Beate Szydlina, obdarzona pocałunkiem Cezara, to nad nią gromadziły się od jakiegoś czasu chmury, gdyż była tą, która miała zagrozić władzy Jarona. Na razie jeszcze łykał kit, podtrzymywany szeptem Beate- O! Wielki Architekcie zmian! To niesamowite, jak mądre i pełne łaski były Twe boskie decyzje! Nie ma we Wszechświecie całym drugiego takiego Geniusza, który by tak mądrze zamknął dziób i tak doskonale przebiegle nic nie robił. O, jakże to dalekowzroczne i głębokie. Nikt nie umie tak nic nie robić, jak Ty, Ukochany Imperatorze!


            Jednocześnie, sztabowcy próbowali znaleźć Cezarowi rozrywkę, a ponieważ Jaron gustował w prostych gagach, przyprowadzano mu przeróżnych skruszonych zdrajców do odgrywania śmiesznych i dowcipnych scenek. Ostatnio na topie był Jacekis Kurskis, którego ściągano przed Najjaśniejsze Oblicze, organizowano prowizoryczną scenę, na której a to Zerus Ziobrus dawał mu kopniaka w dupę lub grzmocił z obrotu drabiną w łeb, a to Konformiusz Gowinus ze schodów go zrzucał, a Płaszczakus dawał mu tortem w mordę. Aż miło było popatrzeć, jak Boskie Lico Jarona rozjaśniał wtedy niebiański uśmiech, a z orzechowych oczu Ukochany Władca niejedną uronił łzę, śmiejąc się do rozpuku, co imperialnych stomatologów i fotografów przyprawiało o palpitacje serca.

            Nad wszystkim czuwał wierny Płaszczakus Wazeliniusz. Gdy tylko widział, że Cezar zaczyna ziewać, nie zważał już na krzyk poniżanego Kurskisa, któremu akurat spadło na łeb wiadro pomyj, własnoręcznie przez niego samego ustawione na drzwiach, dla rozweselenia Jarona- choć Jackus darł się- jestem do dyspozycji Najjaśniejszego Cezara- podchodził ze specjalnie dla Najjaśniejszej Wysokości przygotowaną krzyżówką i udając, że nie potrafi odgadnąć słowa, pytał przymilnie Jarona:

            -Wasza Cesarskość, racz wspomóc mnie, idiotę, swą nieskończoną mądrością. Mam problem i nie potrafię znaleźć odpowiedzi, ryba morska na „F”, ostatnia „A”.

            -FILET!

            -Tak jest, Wielki Architekcie Zmian, lecz chyba w drukarni zgubili jedynie słuszne myślenie i trzeba będzie wyciągnąć konsekwencje, czym zajmę się osobiście, bo ryba jest na 6 liter.

            -I ostatnia „A”?

            -Tak jest, Wasza Łaskawość, wielka jest Twoja Mądrość, doskonale to zapamiętałeś!

            -FILETA, pisz „FILETA”.

 

c.d.n.

             P.S.

                   Moneta Jarona pochodzi z bloga "Nie taki straszny...polityk, jak go malują"- kliknij tu, by zobaczyć całość strony.

 

13:50, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 26 października 2015

            Tytuł, to oczywiście reakcja Jacka Kurskiego na wynik wyborów. Uwielbiam te przejawy „honoru twardych mężczyzn” od prezesa. Panie Jacku, trzeba było powiedzieć: „Jaruś, jam ran Twoich niegodna całować” (proszę nie poprawiać, ma być „niegodna”, męskość Jacka Kurskiego zużyła się na kochanki i tragiczny romans polityczny ze Zbysiem Ziobro). To nie wystarczy, panie Kurski. Pan śmiał atakować prezesa pana, tu trzeba dać z siebie zrobić błazna, jak były sędzia i prezes NIK, który w ramach pokuty został blogerem i śladami krótkotrwałej wybranki Kazia Marcinkiewicza, blond Isabel, raczy nas poezją, cytuję fragment:

 

Już październik, złota jesień,

Mgły się ścielą ponad sadem.

Polska jesień uśmiech niesie.

Damy radę? Damy radę!

 

Były sędzia i prezes NIK,

po ścieżce kariery w PiS,

bloger i „poeta”,

-Janusz Wojciechowski.

 

            Poezja ta przecudnej urody ciągnie się przez cztery zwrotki, które niezmiennie kończą się figurą retoryczną na miarę możliwości byłego sędziego, t.j. „Damy radę? Damy radę!”. Podobno Janusz Wojciechowski zaśpiewał nawet publicznie tę pieśń, jak PiS wzniosłą, przygrywając na pożyczonej gitarze w Wolborzu. Szkoda, że się ze mną nie skontaktował, bo nieskomplikowany rytm poezji dla moherowego wyborcy sprawia, że i ja mógłbym coś dopisać. Na przykład:

 

Pan Pierdołka spadł ze stołka

Miał mnie ucałować w zadek!

Pomóż, pośle Wojciechowski!

Dacie radę? Damy radę!

 

Złota jesień, ja w krawacie

Jem kartofle na obiadek,

Chyba z reszty zrobię zacier!

Damy radę? Damy radę!

 

Eciepecie, terefere,

Puder nałóż na pośladek,

Nim pokażesz na nim cerę.

Dacie radę? Damy radę!

 

Były rzeźnik w ubojni drobiu,

i ręczny zwijacz sprężyn- amator,

dziś bloger i poeta,

niczym były sędzia Wojciechowski,

-Woland.

 

            Ale nie o to..., nie o to, nie o to..... Przecież były wybory i wypadałoby skomentować wynik. No, taki mamy Naród. Nie wiem, czy wpadł Wam w ręce 42 numer „Polityki”, gdzie jest publikacja testu wiedzy ogólnej Polaków, czy też raczej testu ich niewiedzy. Pomijając już odpowiedzi na bardzo konkretne pytania, przytoczę kilka liczb:

*45% wierzy w kreacjonizm (wyprzedzają nas tu jedynie Amerykanie).

*>50% wykazuje głęboką nieufność wobec naukowców (jesteś głąb- poradź się innego głąba)!!!

*61% wierzy w przeznaczenie i „reguły z niego wynikające”, czyli czarny kot, kominiarz, trzymanie kciuków, zbite szkło, witanie się przez próg, liczby 7 i 13. Co ciekawe, przesądni deklarują się również jako osoby wierzące i praktykujące, a im głębsza jest wiara, tym głębsza jest również wiara w przesądy.

 

            Sukces PiS ma bardzo proste podłoże. To spin- doktorom tej partii najlepiej udało się przekonać idiotów. Nie mówię tu o ideowcach, mówię o ludziach pozbawionych jakiejkolwiek wiedzy, opierających się na wierze (choćby w układ fusów) i JEDNOCZEŚNIE IGNORUJĄCYCH informacje dostarczane przez naukę. Napisałem to na kilku blogach, powtórzę i tutaj:

 

            Mówimy o elektoracie, który 4 czerwca 1989 roku oraz 27 października 1991 roku bezwzględnie odebrał władzę PZPR (SLD dostało w 1991 tylko 13% mandatów), choć już 25 listopada 1990 roku wolał Stana Tymińskiego od Tadeusza Mazowieckiego. Elektoracie, który 23 września 2001 dał 47% mandatów koalicji SLD-UP (41% głosów), by już w 2005 roku zostawić SLD jedynie 12% mandatów, a PiS dać ponad 31% tychże. A w niedzielę kolejne głosy lewicy przeszły do PiS, bo "elektoratu" się namyślił.

 

            Najśmieszniejsze jest to, że akurat na mnie wynik tych wyborów nie będzie mieć przesadnie wielkiego wpływu. Zawsze byłem włóczęgą, który osiadał tam, gdzie mu najbardziej pasowało i jeżeli miałem do kogoś pretensje, to do tych, którzy uważali, że powinienem tkwić w swoim Grajdołkowie. Aktualnie pracuję przyjmując zlecenia na terenie dwóch państw, choć miałem możliwość aplikowania o inne lokalizacje. Daje mi to szanse włóczenia się po górach na miarę moich możliwości fizycznych, jak widzicie, znajduję czas na blog, na pomoc w polskiej szkole, mam zdecydowanie wyższy niż przeciętny Polak kontakt z kulturą i sztuką, choć zdecydowanie niższy, niż zawodowiec, kocham swą Kobietę, z którą mogę się dzielić pasjami, a że się one w dużej części pokrywają, a w pozostałej- dopełniają, to się wzajemnie mobilizujemy, by robić wszystko, co jest w zasięgu naszych skromnych możliwości i to robimy, choć nie zawsze idzie jak po maśle. Żeby było jeszcze śmieszniej, mimo pozornie niedużych środków, możemy więcej, niż zakopani w swojej konserwie społecznej rówieśnicy, często zarabiający krocie. I jak myślicie? Kto odczuje mocniej wynik wyborów? Ja? Czy raczej ci, którzy uważają, że im się należy, więc utkwili jak kołki ciosane w swej „bezpiecznej” pozycji czekając na cud. Mam z tym kłopot, ale chyba już dojrzałem do tego, by dać przyzwolenie każdemu nawet na powolną śmierć w cierpieniu, jeśli sobie tego życzy. Zbyt wielu ludziom tłumaczyłem, że jedynym sposobem na chorobę jest podjęcie leczenia: alkoholikom i innym uzależnionym, ich rodzinom, rodzinom chorych na raka, bezrobotnym emigrantom, jak też i pracoholikom. A tutaj konsekwencje zaniedbań odczuwa się dużo szybciej, niż wypadku zmiany władzy. Później obserwuję ludzi w sile wieku, którzy na skutek odwlekania działania mają taką ilość przerzutów, że już naprawdę nic nie da się zrobić lub tak zdegradowanych nałogami, że nawet gdy są świadomi, komunikacja z nimi leży i kwiczy. Obserwuję też powoli izolujących się od świata w swojej norze bezrobotnych. Oprócz tego, że jest mi smutno, a czasami ogarnia mnie bezsilna złość, to kto zbiera w dupę? Ja mam ledwie bliznę, jak to pięknie wyśpiewał Jaromir Nohavica.

 

 

14:21, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (16) »
piątek, 23 października 2015

Otwórzcie drzwi do percepcji.

Pozostając w komicznie mrocznych klimatach:

Do zobaczenia po ciszy wyborczej!!!

 


23:28, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (4) »
czwartek, 22 października 2015

            Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, ale Prawo i Sprawiedliwość pragnie uszczęśliwiać Polskę tym, czego sama partia i jej funkcjonariusze sobie w żadnym wypadku nie życzą. Przejdźmy od razu do rzeczy, bo ta schizofrenia polityczna jest godna najwyższej uwagi.

Model samolotu Tu-154 M wypracowany podczas II Konferencji Smoleńskiej.


  1. PiS proponuje wcisnąć Polakom w swoim znikającym projekcie Konstytucji preambułę zaczynającą się od słów „W Imię Boga Wszechmogącego! My, Naród Polski, składając Bożej Opatrzności dziękczynienie za dar niepodległości....”, podczas gdy w Statucie PiS nie znalazło się miejsce dla Boga. WTF?!

  2. Chcą, by Polską kierował z tylnego siedzenia facet, który w życiu nie doświadczył poważnego związku z kobietą, nie umie obsługiwać samochodu, ni innych pojazdów mechanicznych, nie zna języków obcych, nie uprawia sportu, boi się konta bankowego i ma kłopoty z jego obsługą, podobnie jak kłopot mu sprawia obsługiwanie komputera (dla porządku powiem, że włączyć go chyba potrafi, bo chwalił się tabletem w Sejmie), podczas gdy nikt w PiS by nie zatrudnił takiej pierdoły na żadne stanowisko w swojej firmie, ani nawet do swojego biura poselskiego i w życiu nie chcieli by mieć tak ciapowatego syna, ni córki (bo tak do końca nie jestem przekonany z jaką płcią się prezes identyfikuje). Mało tego, nikt w PiS by sobie nie życzył siedzieć za kierownicą samochodu i być poruszanym za pomocą sznurków ciągniętych przez nieumiejącego jeździć prezesa.

  3. Chcą Polskę upstrzyć wielkimi krzyżami i pomnikami Lecha Kaczyńskiego, choć na posesji prezesa Kaczyńskiego nie ma żadnego pomnika brata, ani też ni jednego jebitnego krzyża, który to widok z okna chciałby zapewnić mieszkańcom centrów wielkich miast. Na domiar złego, nikt w tej partii nie wyobraża sobie finansowania budowy pomników Lecha K. z własnej kieszeni.

  4. Prezes PiS chciałby, by Polacy rozmnażali się jak króliki, sam przekwitając bezpotomnie, czy też bezproduktywnie, jak to kiedyś określił równie bezproduktywny poseł PiS, Krystyn Pawłowicz.

  5. Jarosław Kaczyński chce zorganizować uczniom „wychowanie patriotyczne”, sam nie znając nawet tekstu Hymnu RP, nie mówiąc już o braku umiejętności zanucenia melodii.

  6. Prezes domaga się rozliczenia za Okrągły Stół, sam będąc jego uczestnikiem.

  7. Prezes domaga się rozliczenia za komunę, hołubiąc wysokich rangą aparatczyków, na przykład komunistycznego przestępcę sądowego, skazującego opozycjonistów sędziego Kryże. Nie muszę dodawać, że prezes PiS w żadnym wypadku nie chce lustrować biskupów, ni żadnych innych duchownych, którym to przyznaje część władzy nad Polską (dotyczącą obyczajowości i finansowania Kościoła).

  8. PiS twierdzi, że chce walczyć z przestępczością, wystawiając skazanych na swoje listy wyborcze.

  9. PiS chce zafundować Narodowi inwigilację (podsłuchy- choćby te w willi Tuska lub w Pędzącym Króliku) oraz prowokacje policyjne (pamiętamy metody M. Kamińskiego i Z. Ziobro- afera gruntowa, agent Tomek, willa Kwaśniewskich), samemu nie chcąc być podsłuchiwanym (pamiętamy płacze Kaczyńskiego o rzekomej inwigilacji prawicy), ani nawet prowokowanym (i to nie przez policję, a dziennikarzy, bynajmniej nie w sprawie namawiania do przestępstwa za korzyść majątkową, a zwykłego sportowego podpierdolenia kolegi po fachu, za to o innych poglądach, jak w przypadku kapusia Zelnika).

  10. PiS domaga się od Polaków przykładnej moralności rodzinnej, tolerując u siebie rozwodników, nawet dopuszczając swojego rodzaju bigamię nekrofilską, jak w przypadku wystawiania na listy dwóch żon Przemka Gosiewskiego. Podobnie jest z propagandową współpracą z Zuzanną Kurtyką, jego żoną oraz Kasią Hejke, kochanką jurnego denata. Kliknij tu- w tekst punktu 10 po więcej informacji o nazbyt bogatym lub nazbyt ubogim (do wyboru) życiu rodzinnym tuzów PiS.

            Prawda czasu- prawda ekranu, prawda, możemy tak w nieskończoność. Wiemy, że zdecydowana większość Polaków jest za rozdziałem Kościoła od Państwa, czy za in vitro, jak również, a może przede wszystkim za szacunkiem dla Polski, ale głosami wyborców wybrany został prezydent twierdzący, że zgadza się we wszystkim z Episkopatem (przeciwnym in vitro, wtrącającym się w każdą ważną ustawę) i meldujący się cichaczem w nocy u prezesa PiS po rozkazy. Polska ma dość grania Smoleńskiem, dość Macierewicza i samego Kaczyńskiego, a jak głosuje, każdy widzi. Jak to było? Teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu!?

 

 

11:48, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (21) »
wtorek, 20 października 2015

            Ten temat był na mojej liście życzeń od dawna, choć dopiero po zapowiedziach „kulturalnych” planów prezesa Kaczyńskiego zdecydowałem, że nie można dłużej zwlekać. Chodzi mi oczywiście o szumną deklarację nakładów państwowych na „hollywoodzkie produkcje patriotyczne”. Jak by to ująć...??? Gdy usłyszałem o nadzorze Kaczyńskiego nad sztuką, to z miejsca przypomniał mi się Wielki Wódz Kim Ir Sen oraz Ukochany Przywódca Kim Dzong Il, którzy swoimi cennymi radami wspierali „Koreański Instytut Sztuki Filmowej” (czy jak on się tam by nie nazywał). Zwłaszcza, że jedynym kryterium, jakie prezes wyznacza, jest patriotyzm. Przepraszam, nie jedynym, bo ma być hollywoodzki rozmach i najlepsi reżyserzy oraz aktorzy.

            Zacznijmy jednak od tego, jak wybrać te najbardziej wartościowe scenariusze, godne wsparcia takiego patrona, jak prezes pan. Bardzo pomocny będzie tu fragment pamiętnego filmu „Stowarzyszenie umarłych poetów”.

            Mniej więcej podobnie można ocenić „wartość filmu”, na jednej osi odkładając „wartość patriotyczną”, a na drugiej „jego doskonałość”. I potem możemy ten piękny wykres sobie wsadzić, bo jakkolwiek by on nie wyglądał, to do tego się właśnie nadaje. Osobną sprawą jest „dobieranie najlepszych aktorów i reżyserów”. Sztuka, to nie butik, nie wystarczą pieniądze dostarczane z jakiejś mitycznej bralni pieniędzy, skąd się będzie je brać i tyle! Zbyt dobrze pamiętam pierwszą po latach komuny polską superprodukcję, czyli „Ogniem i mieczem”. Z wypiekami na twarzy śledziłem wiadomości o doborze obsady, jarałem się gorzej, niż mały dzieciak na teatrzyku kukiełkowym. Później poszedłem do kina i mnie szlag jasny trafił. Tak, Kowalewski, Zamachowski, Zborowski, Domogarow dali popis. Co z tego, jeżeli film był słaby?! Nie czułem ani akcji, ani wątku romansu, patriotyzm też gdzieś się zagubił. Scena ataku husarii w bitwie pod Żółtymi Wodami była najbardziej żenującą sceną batalistyczną w filmografii Hoffmana. To nie takie proste, jak by chciał Jarosław Kaczyński. Przed nim próbowali kontrolować sztukę przeróżni dyktatorzy i jakoś dupy nie urywało! Owszem, powstało kilka filmów wybitnych, nawet w stalinowskim Związku Radzieckim, ale gdzie to porównywać do filmoteki wolnego świata- im mniej mieli do powiedzenia politycy, a więcej wolności dostawali filmowcy, tym lepsze kino powstawało.

            Wsparcie kultury, to rzecz szlachetna, dlatego samo w sobie dofinansowanie produkcji nie jest niczym nagannym. Zwłaszcza, jeśli przy okazji kształtuje ona postawy patriotyczne takie jak poczucie wspólnoty i współodpowiedzialności za Polskę. Problem tkwi w tym, że fundusze państwowe na kulturę są ograniczone. Nie dlatego, że Państwo nie chce wspierać kultury, ale dlatego, że ma jeszcze inne zadania- bez oświaty na przykład, kultura stanie się całkiem niszowym zjawiskiem. Jakoś trzeba ustalić proporcje. I teraz, jeśli przyjdzie jakiś nowy Kim Dzong Il, choćby nawet nazywał się Kaczyński i przesunie fundusze z teatrów, czy filmów niskobudżetowych, takich jak „Ida” na pochłaniające kilkadziesiąt razy więcej pieniędzy superprodukcje, pozostawimy bez wsparcia całą tą kopalnię pomysłów i idei, cały potencjał ludzki, jaki posiadamy w obszarze sztuki- środki zostaną przekazane na wielki szołbiznes, oczywiście nie pozbawiony wartości artystycznych, lecz nie zmienia to faktu, że dla jednej, rozdmuchanej jak balon produkcji, będzie trzeba poświęcić dziesiątki, jeśli nie setki innych.

            Ponieważ, jako sztandarowy przykład jest przez Jarosława Kaczyńskiego przytaczany film o rotmistrzu Pileckim, dwa słowa na ten temat. Dzisiaj założenia dotyczące sztuki filmowej są takie, że autorzy projektu muszą szukać sponsorów. Idzie więc taki autor do wielkiej korporacji i zachęca ją, by wyłożyła kasę, a w zamian, jej logo będzie się przewijać na każdym spotkaniu promocyjnym produkcji, we wszystkich materiałach z planu, na plakatach, w zwiastunach filmowych, napisach końcowych, na opakowaniu DVD i tym podobnych. Korporacji zależy, by reklama dotarła do jak największej rzeszy odbiorców, więc oczywiste jest, że przychylniej spojrzą na film akcji, jakim jest „Rotmistrz Pilecki”, niż na chociażby film „Ida”, będący dramatem psychologicznym. To dlatego podmioty państwowe mówią do producentów filmu o Pileckim, by ruszyli tyłki do sponsorów. Ten temat ich spokojnie przyciągnie, a i tak skromne fundusze, jakimi dysponują struktury państwowe, nie zaspokoją potrzeb superprodukcji, za to na „Idę” będą wystarczające.

 

            Żeby to lepiej zobrazować, wyobraźmy sobie żonę robiącą awanturę mężowi, dającemu 5 złotych napiwku kelnerce i argumentującej, że jak chciała iść na kurs modelingu po 100 złotych na godzinę, to mówił, że nie ma pieniędzy, a po knajpach rozdaje pieniądze długonogim małolatom. Po pierwsze, znaj proporcje, mocium panie- 5 złotych, to nie 100 złotych, a po drugie, pomaga komuś, kto z uśmiechem starał się, by był zadowolony z obiadu z małżonką i bez tej drobnej pomocy, będzie mieć naprawdę ciężkie życie.

 

            Skąd ten odległy przykład? Bo po internecie krąży mem, na którym jest przedstawione zdjęcie z jakiegoś przedstawienia teatralnego. Dokładnie mówiąc, przedstawia występ Hermy Auguste na festiwalu „Interakcje” w Piotrkowie Trybunalskim, wiszącą nago artystkę na nisko zawieszonych linach, pośród otaczających ją ze wszystkich stron widzów. Festiwal był współfinansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Podłość autora tego mema polega na tym, że łączy on informacje o dofinansowaniu festiwalu z odmową dotacji do „Rotmistrza Pileckiego”. No tak się składa, że rozbieżność wielkości środków, o których mowa jest dokładnie taka, jak rozbieżność 5 złotych napiwku dla kelnerki i kursu modelingu dla małżonki po 100 złotych za godzinę. Po drugie, krytyka całego festiwalu na podstawie jednego zdjęcia nagiej performerki jest szczytem iście goebbelsowskiej manipulacji, bo nie dość, że jest kierowana do masy moherowych debili, którzy w ogóle do teatru nie chodzą, to jeszcze innym odbiorcom ów mem nie daje najmniejszych szans na zapoznanie się z treścią . Poniżej przedstawiam zwiastun najbardziej wstrząsającej interpretacji „Makbeta”, jaką widziałem w życiu- fragmenty przedstawienia ulicznego „Makbet- kim jest ten człowiek we krwi” zrealizowanego przez poznański Teatr Biuro Podróży. Oczywiście, że gdyby ktoś był ostatnim złamasem, tak jak autor mema atakującego festiwal „Interakcje”, to mógłby zrobić zdjęcie nagiego mężczyzny w klatce (fragment jest w zwiastunie), mógłby też ukazać fotkę nagiej lady Makbet (tego akurat zwiastun nie pokazuje) i lamentować nad upadkiem kultury, dyskredytując prawdziwe arcydzieło, które w dodatku jest nieporównywalnie tańsze od byle filmu fabularnego. Podstępność tego typu krytyki polega na zwracaniu się do idiotów, którzy nie szukają kontaktu ze sztuką i graniu na ich strunach zawiści połączonej z brakiem elementarnej wiedzy. Ja już nie mówię o tej wiedzy szkolnej, ale powiedzcie mi co można powiedzieć o przedstawieniu, oglądając jedno zdjęcie?

            Słowo „sztuka” nie jest równoważne zwrotowi „superprodukcja patriotyczna”, ono nawet nie stoi blisko równoważności tych pojęć. Sztuka, to miliony prac artystów- od wielkich przedsięwzięć, po buntownicze, amatorskie występy nieznanej punkowej lub hip-hopowej kapeli z małego miasteczka. Sztuka to „Metropolian Opera” i „Teatr na Tarczyńskiej” Białoszewskiego. Sztuka, to Luwr, sztuka to także skansen w Sanoku. Sztuka, to Te Deum Laudamus Elsnera, czy Requiem Mozarta, sztuka to także Symphaty For The Devil grupy The Rolling Stones. Znamienne jest, że kreującego się na ambasadora sztuki „słusznej”, prezesa Kaczyńskiego, nie uświadczymy ani w mediolańskiej „La Scali”, ani też w „Teatrze 6. Piętro”, bo go sztuka gówno obchodzi. Podobnie, jak i sztuka gówno obchodzi bandę upasionych biskupów, próbujących od czasu do czasu zamykać teatry, uniemożliwiać pracę artystyczną szczególnie znienawidzonym twórcom, nie dopuszczać do publikacji filmów. To jest próba mordowania sztuki- z góry skazana na niepowodzenie, bo każda bandycka akcja chłopców o twarzach ziemniaczanych, ze słomą wystającą z butów przeciw artystom, powoduje sięganie po coraz to nowe środki wyrazu.

           Jeszcze słówko na temat biskupów polskich. Jeżeli przyjrzycie ich notki biograficzne (chociażby w wikipedii), zobaczycie, że 9/10 pochodzi z małych miasteczek i wsi, gdzie kontakt ze sztuką był bardzo utrudniony. Jednak podczas gdy ich głodni artyzmu koleżanki i koledzy z sąsiedztwa, nadrabiali braki z dzieciństwa, oni marnowali życie na wycieraniu klęczników i przymierzaniu ornatów. Ich kontakt ze sztuką ograniczał się do sztuki sakralnej i kilku dozwolonych dzieł świeckich. Bardzo się cieszę, że widzieli chociaż to, ale cieszyłbym się niewspółmiernie bardziej, gdyby ich rozwój duchowy przebiegał w nieco bardziej zrównoważony sposób i żeby widok gołej dupy, czy krzyża, nie przywoływał zboczonej myśli, że ktoś chce im zrobić krzywdę, tylko żeby uruchomili szare komórki i spróbowali się domyślić, co to symbolizuje i jaką dyskusję artysta chciał rozpocząć.

 

 

            P.S.

            Jeden z PiSowskich bandytów przerwał występ dwójki dzieci na kiermaszu w Krapkowicach. Powód? Piosenka była śpiewana po niemiecku. Wyobraźcie sobie, że ten złamas powiedział "tu jest Polska" i zakazał dzieciom dalszego śpiewania. Kliknij w ten akapit, by poznać szczegóły zajścia.

Ciekawe, jak BTM by zareagował na Jidysz?

            Mówiłem Wam już, że jako wolentariusz pomagam w polskiej szkole w Irlandii. Na Boże Narodzenie dzieci z naszej szkoły przygotowują wykonanie polskich kolęd, które będą wykonywać w bibliotece publicznej, gdzie większość widzów, to Irlandczycy. Nawet sobie nie wyobrażam, co by poczuły nasze dzieci, gdyby podczas z wypiekami na twarzy wyczekiwanego występu publicznego, wydarł się na nie jakiś kutafon w stylu B.T. Morawskiego wrzeszcząc, że tu jest Irlandia i nie wolno śpiewać po polsku. 

13:44, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
piątek, 16 października 2015

Dziś wpis bardzo krótki, ale bardzo ważny. Pokażcie to wszystkim znajomym- KONIECZNIE!!!


Tutaj- w tym akapicie- ukrywam link do artykułu i materiału audio z Gazety Wyborczej. Przeczytajcie, przesłuchajcie.

Jerzy Zelnik (z prawej)- mijając go na wszelki wypadek zatkaj nos i spluń z obrzydzeniem pod nogi.

Gdybym miał taką wenę, jak twórca słynnego bluzgu, to właśnie tu by było miejsce na mój przekaz dla Zelnika. A tak, muszę się podeprzeć interpretacją Emiliana Kamińskiego (poniżej)- nie mylić z Jerzym Zelnikiem (powyżej).

            Propagandowa twarz PiS, znany i ceniony przede wszystkim za wybitną kreację Ramzesa XIII w filmie „Faraon” aktor, mnie utkwił w pamięci także za rolę miłości życia Ewy z „Dziejów grzechu”, okazuje się być neostalinowskim, bądź jeśli kto woli, neomakkartystowskim zbrodniarzem typującym wśród kolegów- aktorów takich, których trzeba pozbawić możliwości pracy za złe nastawienie do prezydenta Dudy. Podczas prowokacji dziennikarskiej przeprowadzonej przez dziennikarzy Rock Radia, którzy dzwoniąc do aktora przedstawili się jako Janusz z kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy zapytali, „którego antysystemowego artystę moglibyśmy posłać na wcześniejszą emeryturę... za nieprawomyślność i krytykowanie prezydenta Andrzeja Dudy”, Jerzy Zelnik, twarz kampanii wyborczej PiS, odrzekł: „Olek Łukaszewicz”, a gdy sobie przypomniał, że on już jest na emeryturze, rzekł „Artur Barciś”.

            Ta informacja jest tak obrzydliwa i wstrząsająca, że apeluję do każdego, by osobiście klikając w podany przeze mnie link przekonać się, że nikogo nie wkręcam jakąś plotką. Jerzy Zelnik, współczesny Judasz, denuncjuje kolegę w nadziei, że za ten donos przyjaciel zostanie pozbawiony możliwości wykonywania pracy zawodowej. W epoce makkartyzmu artyści po takich donosach odbierali sobie życie, a w czasach stalinowskich, nawet nie pozwolono im na takie rozwiązanie, zabierając ich do łagrów.

            Jeszcze raz apeluję: Podajcie to dalej. I nie zapomnijcie splunąć z obrzydzeniem, jeśli miniecie tego zbrodniarza- dla mnie on już nie funkcjonuje jako aktor!!!

            Na zakończenie ogromna prośba do dziennikarzy: Zelnik zadenuncjował kolegów, których jedyną winą były poglądy polityczne. Tak Judasz zdradził Jezusa, tak mali komunistyczni i makkartystyczni donosiciele niszczyli swoich przyjaciół- zadajcie wprost, PROSZĘ, jasne i konkretne pytania do innych twarzy PiS o jednoznaczną ocenę postępowania Jerzego Zelnika i Judasza, i całej rzeszy szmalcowników, kapusiów, tajnych współpracowników bezpieki. Zapytajcie o to Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Dudę, Beatę Szydło, Mariusza Błaszczaka, Zbigniewa Ziobro. Zapytajcie też Janusza Rewińskiego, Marcina Wolskiego, Antoniego Krauze, Beatę Fido, Cezarego Pazurę..., poproście te środowiska o opinię. To bardzo ważne!!!


 

11:15, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (70) »
środa, 14 października 2015

             Podczas meczu Polska- Irlandia na trybunach Stadionu Narodowego pojawił się nie byle kto, bo sam Prezydent RP, Andrzej Duda. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że podczas budowy obiektu, za rządów Donalda Tuska, PiS, w którym ówczesny poseł Duda był leszczem od brudnej roboty, pluło zarówno na obiekt, jak na Euro 2012 i polski sport. Sam Andrzej Duda mówił, że wyniki sportowców, zwłaszcza w sportach zespołowych są smutnym odzwierciedleniem stanu Państwa Polskiego. Tak się złożyło, że Polacy na tym właśnie stadionie otworzyli sobie drogę do mistrzostwa świata w siatkówce, wygrali 2:0 z Niemcami w eliminacjach do ME w piłce nożnej i na oczach Dudy przypieczętowali awans w zwycięskim meczu z Irlandią. To jeszcze nie wszystko: Spójrzmy na zdjęcie poniżej!

            Pomysł na felieton miałem taki, by skontestować bratanie się prezydenta Dudy z takimi urojonymi „aferałami”, jak Aleksander Kwaśniewski, nieudolnie prowokowany przez największego żigolaka pośród agentów, Tomasza Kaczmarka (jako PiS i nie PiS- jako mąż i nie mąż) pod wodzą równie nieudolnego szeryfa Ziobro i skazanego Mariusza Kamińskiego z Sochaczewa, czy Grzegorz Schetyna (toż prezydent Duda chyba wie, że dla moherowego ludu sama przynależność do PO jest równoznaczna z przestępstwem), no i Zbigniew Boniek, kumpel Platiniego z UEFA, co chyba też dla moherowego luda kojarzy się jednoznacznie. Wszak sekta smoleńska nie miała wątpliwości co sądzić, gdy zobaczyła zdjęcie ówczesnego Prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego na premierze filmu „Bitwa Warszawska” z producentem filmu, który okazał się jednym z bohaterów afery SKOKów (promowanych zresztą przez dzisiejszego Prezydenta RP Andrzeja Dudę poprzez pisanie ustaw pozbawiających Komisję Nadzoru Bankowego prowadzenia kontroli, czyli umożliwiających przestępcom wyprowadzenie obywatelskich oszczędności ze SKOK ). Na zakończenie miałem w planie wyśmiać upośledzony Lud Wolski mówiąc, że oczywiście żartowałem i nie jestem takim kretynem jak oni, żeby na podstawie spotkania na publicznej imprezie uznawać, że ktoś należy do gangu. Na szczęście publikacja felietonu opóźniła się (zmęczony byłem), bo oto w międzyczasie objawił się czubek, który powiedział to za mnie z tą różnicą, że ja chciałem złośliwie zażartować, wypominając obecnemu Prezydentowi RP metody, jakimi się posługiwał jako zwykły urzędas PiS, natomiast dureń o którym mowa, zrobił to całkiem serio.

            Paweł Kukiz, bo o niego tutaj chodzi, skomentował wspólną rozmowę prezydenta Dudy, marszałka Schetyny, prezesa Bońka i ex prezydenta Kwaśniewskiego słowami „jak zobaczyłem jego zdjęcie z Aleksandrem Kwaśniewskim, lekko perspektywa mi się zmieniła- zaczynam mieć wrażenie, że Andrzeja Dudę z Piotrem Dudą łączy tylko nazwisko i zaczyna iść wszystko w stronę ośmiorniczek”. No i widzisz pan, panie prezydencie, jak to szybko się okazuje, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie? Przez całe lata był pan, panie prezydencie, takim samym złamasem jak oskarżający dziś pana o jakieś z kosmosu wzięte zbrodnie gwiazdorek, sam pan oskarżał bredząc, jak dziś Kukiz, a przede wszystkim był pan i nadal jest niewolnikiem małego nieudacznika, który na takich pomówieniach zbudował całą swoją karierę. Niech pan, panie prezydencie Duda spojrzy, jakie to prymitywne i bez polotu- byle czubek, byle wypalony, sfrustrowany, choć dobrze zapowiadający się niegdyś rockman, który swój talent wciągnął do płuc i nosa- on też tak potrafi! Bo focha strzelić i uznać, że oznacza on honor, potrafi każdy czubek, każda obrażona panienka, każdy podniecony dzieciak. Byle Paweł Kukiz, który zmarnował swój talent i od co najmniej 15 lat żyje jedynie z chałturniczych koncertów odcinając kupony od niegdyś ciekawej muzycznej satyry, potrafi zaatakować Prezydenta RP takim samym gównem, jakim poseł Andrzej Duda, nim został prezydentem, atakował prezydenta Komorowskiego. Widzi pan, panie prezydencie, jak nisko pan upadł w PiS- byle przećpany gwiazdorzyna będzie panu stawiać takie zarzuty, jakie stawiał i pan, jako drugorzędny działacz partyjny. Na mnie niech pan nie patrzy, ja rozumiem, że będąc na jednej imprezie wypada wymienić uścisk dłoni z byłym prezydentem i zamienić kilka słów zwłaszcza, że nikt nie znalazł dowodów winy Kwaśniewskiego- przecież nie będzie pan uciekać, nawet nie ma jak, ale to pan tego nie rozumiał, gdy był pan młodszym rangą sługą Kaczyńskiego, który na takim gównie zbudował swoją Wolskę, dostarczał mu pan jeszcze ten nietypowy materiał budowlany.

 


P.S.

            W PiS wszystko jest urojone, honor również. Spójrzcie, jak posłanka Krystyna Pawłowicz płaszczy się przed prezesem Kaczyńskim, by raczył łaskawie przejść się z nią kawałek tak, by ludzie zobaczyli, że jest jego kandydatką do Sejmu. Kliknijcie tu- w ten akapit, by obejrzeć całe zajście.


            Pani Krystyno, śmiało, lud moherowy to zrozumie, można wylizać but prezesa, grzywą pozamiatać pył z drogi, po której prezes stąpać będzie raczył, a najlepiej, to zrobić tak, jak foczka w zoo, gdy prosi o rybę!

21:00, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (19) »
piątek, 09 października 2015

            Nie umilkła jeszcze sprawa księdza Krzysztofa Charamsy, urzędnika pracującego w Watykanie- w Kongregacji Nauki Wiary, który ośmielił się publicznie przyznać, że jest gejem, tak jak wielu innych duchownych, a tu mamy nowy numer: Niejaki ksiądz Tomasz Kijowski, były już rzecznik Światowych Dni Młodzieży 2016- salezjanin, czeka na wydalenie z zakonu, gdyż raczył był umoczyć pędzel i zalać formę, co zaskutkowało „bożym darem cudu życia”. Aż miło pomyśleć, co się będzie działo w Krakowie podczas Światowych Dni Młodzieży, gdy spotka się ta burza hormonów z całego Świata!

            Wszystko to dzieje się podczas synodu biskupów w Watykanie- jego tematem jest RODZINA. Tak, tak..., nie, nie..., nie chcę być kontrowersyjny, mamy tu pełne zaufanie do reżysera, wszyscy do wszystkich....Oczywiście zupełnie nie odczuwam współczucia ani do ks. Charamsy, ani do ks. Kijowskiego, bo współczuć im należało, gdy decydowali czynnie wspierać tę organizację. Na tej samej zasadzie, na jakiej żal młodego chłopaka wstępującego do gangu lub młodej dziewczyny zatrudniającej się jako aktorka porno. Nikt ich tam na siłę nie ciągnął, więc po podjęciu decyzji, ich konsekwencje są naturalną koleją rzeczy. Nie tym chcę Was zainteresować.

            Kliknijcie tutaj, mam tu ukryty link do strony, na której ktoś, zdaje się że jakaś wewnętrzna konkurencja katolicka, zamieścił zrzuty zdjęć z publicznie wówczas dostępnego profilu księdza Kijka. Wpis jest z sierpnia 2011, minęło więc ponad cztery lata. Na wypadek, gdyby i ta strona znikła (zdarza się to, gdy poruszam sprawy związane z Kościołem- nagle komuś się obraża uczucie, robi jakąś skargę i amba wcina materiał), wytłumaczę że znajdują się tam zdjęcia duchownego, wyglądające niczym zdjęcia jakiegoś lepszego playboy'a- kilka fotek z nagim torsem, jakieś zdjęcie w arabskim nakryciu głowy, inne w czapce charakterystycznej dla miłośników Boba Marley'a (lub marihuany), pełno rekwizytów typu ciemne okulary, kapelusz, kajak, gitara, browar- mocny lans na luzaka. Generalnie zdjęcia budzą we mnie wspomnienia młodości. Czego nie budzą z pewnością, to skojarzeń z religią. Nawet te w szatach duchownych wyglądają bardziej na żart, niż coś poważnego. Niespecjalnie budziło to protest przełożonych (przypomnijmy, że dziś, gdy się wydało, że zmajstrował dziecko, nagle chcą go wydalić, po czterech latach od publikacji tego typu zdjęć zostali „zaskoczeni niespodzianką”). I ja właśnie o tym.

            Po raz pierwszy z salezjanami zetknąłem się w wieku 20 lat na organizowanej przez „Salezjanie- Młodzież” (za cholerę nie wiem, co to było lub jest i nie jestem ciekaw) imprezie nazwanej „sejmikiem młodzieży poszukującej w Skrzatuszu k.Piły”, czy coś w tym stylu. Trafiłem tam na zaproszenie poznanych w Szklarskiej Porębie uroczych dziewczątek i cały ten pierdolnik najmniej mnie interesował, ale skoro tam już byłem, to przyuważyłem kilka rzeczy dość szokujących.


            Po pierwsze- konflikty wewnętrzne między katolickimi organizacjami młodzieżowymi- jedna z zapraszających mnie małolatek należała do „Oazy”, ktoś od salezjanów ją rozpoznał i została wydalona z terenu, bo młodzież oazowa ma swoje imprezy i powinna z nich korzystać (tak to tłumaczyli).

            Po drugie- był to raj dla facetów, bo dziewczęta przeważały, ale największe branie mieli księża. Małolatki zlatywały się do nich i rwały tak bezpośrednio, że aż kojarzyło mi się to z ówczesnym festiwalem w Jarocinie- podobną aktywność płci przeciwnej wywoływali członkowie zaproszonych zespołów- wystarczyło, że powiedzieli, że grają (nawet na małej scenie), a już apetyczne stworzonka złaziły się w okolice ich namiotu ze wszystkich stron. Oczywiście, że zazdrościłem!


            Pewnie bym o salezjanach zapomniał, gdyby nie to, że od czasu do czasu w telewizji widziałem hasło „wychowanie poprzez sport”, „parafiada” i zawsze gdzieś tam się przewijali właśnie ci zakonnicy. Odnoszę wrażenie, że ich specjalność, to indoktrynacja zbuntowanej młodzieży. Pamiętacie jeszcze „salezjańskie otrzęsiny”?

            Ostatnia refleksja: Znajoma dwudziestolatka opowiadała mi z entuzjazmem, jak to świetnie się kumpluje z kolegą księdzem, kilka lat od niej starszym. Z nieskrywaną radością opisywała, jak to wraz z innymi członkiniami swojej wspólnoty katolickiej rzucały mu się na szyję i obcałowywały po prymicjach i jak on tylko prosił, taki speszony, by teraz, jak już jest księdzem, nie robiły tego przy ludziach. Ja rozumiem, proszę księdza, że nie kopulujemy przy ludziach, ale takie drobne czułości...? W każdym razie zwróćcie uwagę na to, co powiedział ksiądz: NIE PRZY LUDZIACH!!! Co innego, jakaś tam mała dłubaninka w zaciszu kruchty, no dziewczęta, na Boga! Jakieś normy chyba obowiązują!!!

 

 

15:09, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (18) »
środa, 07 października 2015

            Kończy się kampania wyborcza- z ukrycia wyskoczył Antoni Macierewicz, Jarosław Kaczyński się uaktywnił, maski opadają, choć wyborcy nie mają ochoty tego dostrzegać. Dobry czas, by na przykładzie tego nagłego objawienia prezesa Kaczyńskiego i jego przybocznego Rasputina- Macierewicza napisać o istocie polityki szefa PiS- o jego paranoi i strachu.

            Paranoja- większość Polaków na zbitek słów „paranoja” i „Kaczyński” pomyśli „Smoleńsk”, niezależnie od tego, czy się zgadzają z zespołem Macierewicza, czy też traktują jego pomysły, jak brednie pierwszej wody. Jedni i drudzy się mylą. Słowo, które powinno następować po zwrocie „paranoja Kaczyńskiego”, to „EGO”.

            Jarosław Kaczyński ani nie jest ogarnięty paranoją smoleńską, ani nie chce pomścić brata, bo doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że to była zwykła katastrofa lotnicza. Prezes miał dostęp do nieporównywalnie większej ilości dokumentów, niż zwykli ludzie, niż nawet dziennikarze, więc gdyby znał jakikolwiek dowód na zamach, dawno by go ujawnił. Mało tego, poseł Kaczyński doskonale zdaje sobie sprawę z kłamstw, jakie podsycał w tej sprawie, a jeszcze lepiej wie o tym poseł Macierewicz. Smoleńsk jest tylko cyniczną grą, a prawdziwa paranoja ma pełną nazwę „Przerośnięte, żądne władzy EGO Jarosława Kaczyńskiego”. To moja teza, którą postaram się teraz udowodnić.

            Wróćmy do ostatnich chwil władzy Przewodniczącego Rady Ministrów, jaką posiadał w pierwszej połowie 2007 roku Kaczyński. Po nieudanej prowokacji na Andrzeju Lepperze uknutej przez największą pierdołę w historii polskiego wymiaru sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobro, który spieprzył wszystkie sprawy przez siebie prowadzone (ekstradycja Mazura, aresztowanie Blidy, prowokacja na Kwaśniewskich, czyli sprawa willi w Kazimierzu Dolnym, prowokacja na Lepperze, czyli afera gruntowa- nigdzie nie miał dowodów, a rozpoczynał procedury i biegł do prasy), Jarosław Kaczyński stracił zdolność rządzenia Polską. Koalicja się rozpadła, a w ówczesnym składzie Sejmu, po próbie wbicia noża w plecy LPR i Samoobrony oraz otwartej wojnie z PO, jego zdolności koalicyjne były zerowe. Ponieważ sondaże pokazywały wówczas przewagę PiS na PO, liczył na wygraną po rozwiązaniu Sejmu i lepszy wynik najbardziej sprzedajnej partii w historii RP, wiecznego koalicjanta, czyli PSL. Kaczyńskiego pogrążyła wówczas debata telewizyjna z Tuskiem, a gwoździem do trumny było przypomnienie prowokacji na Sawickiej odgrzane przez PiS- zamiast poprawić, obniżyło notowania tej partii, bo właśnie prowokacje i zdradzieckie knucie (szukanie haków) było tym, co najbardziej zniechęcało wówczas wyborców do Prawa i Sprawiedliwości. Dziś Polaków ogarnęła amnezja, do głosu doszli też młodzi, którzy nie pamiętają tamtych czasów. Kaczyński stracił władzę, ale nigdy tego nie przyjął do wiadomości, ani nie zaakceptował. Od tamtej pory, niczym ostatni czubek, zachowywał się tak, jakby żył w świecie równoległym, gdzie nadal jest premierem.

            Powiecie: „łatwo oskarżać”. Oskarżać tak, ale już zebrać dowody, to jakaś praca. Zaprzeczcie któremuś z następujących faktów, a cofnę swoją tezę.

            Ludzie Kaczyńskiego tytułowali go nieprzerwanie „premierem” i zawsze, absolutnie zawsze zachowywali się tak, jakby Tusk premierem nie był, bądź był przez pomyłkę i zaraz nastąpi korekta. Politycy PiS bardzo się pilnowali, by przed kamerami nie mówić o Tusku „premier”, a o Komorowskim „prezydent”. Bo prawdziwa paranoja ujawniła się, gdy Kaczyński przegrał z Komorowskim, zamknął się w swym domu na Żoliborzu i zaczął się zachowywać, jakby był dyktatorem rządzącym Polską ze swojej willi, pomimo że wówczas mógł jedynie działać sabotując wszelkie próby wprowadzania reform. I robił to. Nie pracował w Sejmie, bojkotował nawet spotkania Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jedyną rzeczą, do której był władny, była destrukcja i sabotaż Polski, więc robił to, co jego władza mu pozwalała. Panicznie bał się wszystkiego, co pokazywało, że władza wykonawcza jest w innych rękach. Dzielił i rządził w PiS, a tam gdzie jego głos nie miał decydującego znaczenia, nie pojawiał się wcale. Niczym jedyny i najwyższy włodarz Rzeczpospolitej, słał łaskawe zaproszenia: do Premiera RP, do Prezydenta RP, by przyszli na rozmowy do niego, na ogół proponował siedzibę PiS na Nowogrodzkiej. Prezes partii opozycyjnej starał się wydawać polecenia najwyższym władzom RP, po czym robił publicznego focha, gdy władza nie usłuchała prezesa pana. Jego paranoja była tak wielka, że nie czuł obciachu, wyskakując z tego typu historiami w mediach. Mało tego: Nawet na terytorium Federacji Rosyjskiej, gdy na miejsce katastrofy smoleńskiej udawał się Premier FR ze swoim gościem, Premierem RP, Kaczyńskiemu wydawało się, że oni mają obowiązek go przepuścić i publicznie poskarżył się na to największym polskim mediom. Czy może być bardziej jaskrawy dowód paranoi?!

            Po przegraniu wszystkich możliwych w ciągu 8 lat wyborów, nawet tych ostatnich samorządowych, gdzie jego partia zdobyła największą liczbę głosów, a nie była w stanie złożyć koalicji i musiała oddać władzę w 15 województwach, rządząc w jednym jedynym Podkarpackim, stracił wiarę w zwycięstwo z Komorowskim i swoim zwyczajem, uciekł stamtąd, gdzie jego udział nie miał decydującego znaczenia. Ku swemu i powszechnemu zdumieniu, nieznany Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie. Znów Kaczyński nie był najważniejszym, więc powrócił do swego paranoicznego udawania wodza: Zawezwał Prezydenta RP, Andrzeja Dudę na nocne spotkanie do siebie, a właściwie do sąsiadującego z domem Kaczyńskiego, tzw. „Instytutu Lecha Kaczyńskiego” znajdującego się w podobnym domku. Andrzej Duda, człowiek bez zaplecza politycznego, do tej pory drugorzędna postać w PiS- do niedawna taki facecik od przygotowywania projektów ustaw blokujących reformy, czyli typ od czarnej roboty, złożył hołd Jarosławowi Kaczyńskiemu- przybył tam pod osłoną nocy, choć jest Prezydentem RP i to Jarosław Kaczyński winien do niego dymać, prosić o audiencję, jeżeli ma jakiś interes. I to był największy skandal tamtej nocy. Nie fakt spotkania Prezydenta RP z prezesem partii, która ma największe szanse objąć po wyborach władzę i rozpocząć misję formowania Rządu RP, ale to, że Prezydent RP zachował się, jakby w Polsce gospodarzem był prezes PiS, Jarosław Kaczyński. To był też moment włączenia się Jarosława w kampanię wyborczą. Po kilku tygodniach udawania, że chce oddać władzę Beacie Szydło, jego EGO nie wytrzymało i nastąpił powrót do świata równoległego- Kaczyński znów zaczął się zachowywać, jakby to on był najważniejszą osobą w Państwie.

            Strach. Drugi filar polityki Jarosława Kaczyńskiego. Widzieliście, jak poruszał się Jarosław Kaczyński? Nawet w takich miejscach, jak gmach Sejmu, zawsze otoczony wianuszkiem obstawy. Ten typ obraził tyle osób, że bał się stanąć z nimi twarzą w twarz. Na ochronę osobistą prezes PiS wydaje równowartość około czterdziestu przeciętnych polskich pensji. W ciągu miesiąca- miesięcznych, a w ciągu roku- rocznych, oczywiście. I nie chodzi tu o strach przed cynglami Moskwy, bo tego akurat Jarosław się nie obawia, dobrze wie, że osłabia Polskę i działa na korzyść Kremla, więc z tej strony nic mu nie grozi. Inaczej bałby się pokazywać na ulicy na miesięcznicach smoleńskich, gdzie stanowiłby łatwy cel. On się boi swoich Rodaków, bo obraził wszystkich, którzy go nie popierali. Zawsze było tak, że partie opozycyjne żarły się z rządzącą koalicją, ale jedynie PiS wprowadziło zasadę, że kto nie głosuje na PiS, ten stoi tam, gdzie stało ZOMO, bądź należy do frontu wspierania przestępców. Nawet wojownicza Samoobrona w okresie największej popularności Andrzeja Leppera, jak na opozycję przystało, punktowała tylko wpadki rządzących. Jedynie PiS poniżało wszystkich, którzy nie głosowali na partię Kaczyńskiego i to z tego powodu prezes pan robił pod siebie ze strachu, że jakiś obywatel da mu zwyczajnie kopa w dupę, sprzeda lepę, albo blaszkę i powie mu do słuchu. Całodobowa ochrona zabezpieczała go też przed niewygodnymi pytaniami dziennikarzy i ewentualnymi podsłuchami, które (cud jakiś, czy co?) przez „zupełny przypadek” dotyczyły jedynie konkurentów politycznych Kaczyńskiego.

            Strach przed obywatelami własnego Państwa, to także strach przed działaczami własnej partii. Jarosław Kaczyński niszczył każdego, kto miał zbyt mocną pozycję. Lista odstrzelonych przez niego (nie przez afery, a przez niego samego) jest kosmiczna i nieporównywalna z podobnymi listami innych partii. Wszędzie odbywa się walka o władzę, ale nigdzie tak jak w PiS nie było takiego strachu wodza przed konkurencją. Kazimierz Marcinkiewicz, Radek Sikorski, Bogdan Borusewicz, Marek Jurek, Artur Zawisza, Ludwik Dorn, Paweł Zalewski, Kazimierz Ujazdowski, koalicyjne przystawki, czyli LPR i Samoobrona, Kluzik- Rostkowska, Elżbieta Jakubiak, Paweł Kowal, Marek Migalski, Zbigniew Ziobro, Jacek Kurski, Marzena Wróbel, Beata Kempa, Marcin Mastalerek. Dodam jeszcze Adama Hofmana, który wypadł co prawda po aferze, ale ptaszki ćwierkały, że prezes ma na niego oko i podejrzewa go o budowę opozycji wewnątrzpartyjnej. To tylko najwięksi, których się prezes po prostu przestraszył. Zliczyć ciężko, ilu poleciało przy okazji, a ile osób poszło na boczny tor bez spektakularnego wywalenia, jak Szczypińska, czy Rokita albo Girzyński, jeszcze przed aferą kilometrówkową odstawiony do polityki lokalnej. Inne partie też toczą wewnętrzne spory, lecz nie tak bezwzględnie i nie w takiej skali, a przede wszystkim, nie w takim stylu, gdzie jeden pan i władca decyduje o wszystkim. To strach o utratę władzy w partii kazał Jarosławowi Kaczyńskiemu wyjść z cienia w kampanii wyborczej, choć dobrze wie, że tylko jej zaszkodzi. Razem z Kaczyńskim przeraził się Macierewicz- skoro prezes boi się o władzę, to on tym bardziej- nie bez kozery jest najbardziej znienawidzonym Polakiem. PiS musi wiedzieć, że nic bez Kaczyńskiego nie może się odbyć. Prezes jest mistrzem w podkładaniu świni i na tym akurat się zna- wie, że gdy Duda przyzwyczai się do prezydentury i zbuduje wokół siebie zaplecze polityczne, pozostaną jedynie wpływy na Sejm i prawdopodobnie Rząd. To dlatego ludzie Beaty Szydło są przez prezesa ustawiani w drugim szeregu. Większość polityków nie stawia złamanego grosza na sukces posłanki Szydło jako Premier- w najlepszym wypadku wróżą jej los Marcinkiewicza. Paranoja i Strach- filary polityki Jarosława Kaczyńskiego.

 

 

 

23:04, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2
Tagi