RSS
środa, 25 kwietnia 2012

piwko dla wojska

 

krwawi psina łapa sina

trzeba pomóc suce nieść

już nadchodzi ruda świnia

skomli wyje chora jest

 

tam za płotem kurzy totem

dwóch murzynów czuje krew

gospodyni wina piwa

dajcie wojsku dobrze zjeść

 

dajcie jeść, dajcie jeść, dajcie jeść, dajcie jeść...

 

na moczarach już zaczyna

merda węszy żabi seks

ty górniku musisz kopać

szkielet matki leży gdzieś

 

już wybija ta godzina

chata płonie bryka zwierz

gospodyni wina piwa

dajcie wojsku dobrze zjeść

 

dajcie jeść, dajcie jeść, dajcie jeść, dajcie jeść...


 Tomasz “Dzwon” Adamski (Siekiera).

 



            Tą  raczej ekstremalną i bardzo wyrazistą próbką poetycką wprowadziłem Was w temat. Wyobraźcie sobie, że jesteście rodzicami młodego, wchodzącego w dorosłość człowieka. I wyobraźcie sobie, że co chwilę byście spotykali w internecie teksty w stylu: “Zapraszamy do Legii Cudzoziemskiej, akurat jest nabór na kolejną interwencję w Afryce, rodzicu, wyluzuj, niech dzieciak pożyje, pojedzie na wojnę, nabierze charakteru, poużywa, gdzie wojsko tam i muszą być panienki, zostanie mężczyzną!!!” Czyż nie popukalibyście się w głowę? Przecież ostatnie, czego życzycie dziecku, to powrót w plastikowym worku, wirus HIV wprost od afrykańskiej prostytutki, czy frontowe przeżycia. W dodatku, służba w obcym wojsku, to przestępstwo, a kłopoty z prawem również nie należą do grupy życzeń, jakie się składa dziecku. To teraz coś z zupełnie  innej beczki.

 



“Radze razem z synem posadzić krzaczka marihuany i Sobie zapalić, syn zobaczy że jesteś luzna i nie będzie robione TABU”(*) ,

„Lol, no prawie kogoś zabił. Babo, poczytaj trochę, może zapal razem z synem. Co ty za bzdury wypisujesz. Z tego co piszesz wynika, że to ty stanowisz największe zagrożenie dla tej rodziny”(**).

(*),(**)-Pisownia oryginalna.

              Takie oto złote rady dawali marihuaniści blogerce z Onet (http://sfrustrowana1.blog.onet.pl/), która na swoim blogu pożaliła się, że mimo rozmów, znowu przyłapała syna na paleniu marihuany. Oprócz tak wyraźnych objawów zlasowania mózgu, w komentarzach można było znaleźć również nieco bardziej stonowane wypowiedzi sprowadzające się do tego, że nie każdy kto pali, uzależnia się. I tu wytłumaczę mój wstęp. Podobnie jest z wojną: Nie każdy, kto na niej walczy, traci życie, a jednak nie rekomendowałbym matkom wysyłania dzieci na wojnę. Wiecie jednak, co jest najlepsze??? Że nawet tak absurdalny pomysł, jak wysłanie dziecka do Legii Cudzoziemskiej jest pomysłem lepszym, niż posadzenie krzaczka (marihuany) i palenie z dzieckiem tego specyfiku. Dlaczego? Dlatego, że pobyt w Legii Cudzoziemskiej nauczy dzieciaka przynajmniej samodzielności i języka francuskiego oraz pozwoli na zgromadzenie sporych oszczędności (w trakcie służby żołnierz ma wypłacane tylko kieszonkowe, bo utrzymanie zapewnia mu armia, a reszta kasy trafia na konto żołnierza, do którego dostęp dostanie po zakończeniu kontraktu). Ćpanie nie da dzieciakowi ani wiedzy, ani umiejętności, ani też korzyści. Żadnych, oprócz kręcenia lolków, która to umiejętność raczej słabo wygląda w C.V..  Za to, podobnie jak na wojnie można zwariować, zabić się, zachorować, wpaść w kłopoty z prawem. I to by było na tyle, pozostając jednak w kręgu absurdu...

 



23:11, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2012

            Na początek pragnę przestrzec przedstawicielki płci pięknej, gdyż dzisiejszy felieton będzie wyjątkowo obrzydliwy, bo co innego może wyjść z połączenia piłki nożnej i polityki?! Obiecuję jednak, że postaram się złagodzić tę obrzydliwość ot, choćby takimi wstawkami:

http://w566.wrzuta.pl/audio/2G9zRR6SQP8/piotr_bukartyk_polityka

            W minionym tygodniu selekcjoner reprezentacji Polski, Franciszek Smuda, dokonał czegoś, czego powinni się uczyć wszyscy posiadający jakąkolwiek władzę, a zwłaszcza prokuratorzy i sędziowie. Chodzi mi o konsekwencję: Ten wyśmiewany często za proste i dość choleryczne zachowanie trener, wykazał się konsekwencją i odsunął od gry w reprezentacji Sławomira Peszko, imprezowego recydywistę, który za nic miał przygotowania do Euro 2012. Franz zaimponował mi tym, że mimo szalonej presji, wręcz nagonki medialnej sugerującej, że osłabia zespół przed tak ważną imprezą, po zbadaniu sprawy podtrzymał swą decyzję. Nie można w zespole tolerować prowodyra, który za nic ma zasady. Żałosne jest tylko to, że tak często padało stwierdzenie, że to Smuda osłabia zespół. Co za bzdura! To Peszko osłabił zespół pijąc, balangując i niszcząc mozolnie budowaną przez trenerów i cały sztab szkoleniowy formę, to Peszko zasiał ziarno niezgody w reprezentacji. Jedyne zastrzeżenie, jakie mam do selekcjonera, to zbyt emocjonalne podejście, zamiast stwierdzeń typu “ja tu rządzę i Peszko u mnie nie zagra”, powinno paść spokojne oświadczenie: “Peszko dostał szansę i swą recydywą ją zmarnował. Nie zagra na Euro 2012, lecz życie i kariera cały czas są przed nim. Jeśli zrozumie błąd, zmieni swe postępowanie i udowodni to czynem, będzie miał w przyszłości takie same szanse na kadrę, jak każdy inny piłkarz”.

            Tak się złożyło, że afera z Peszko w roli głównej nałożyła się na inne żenujące wydarzenia, ale związane nie z piłką, tylko z polityką. Wydarzenia, które dobitnie pokazują, co się dzieje, gdy nie wykazujemy konsekwencji w działaniu. W Polsce, najsłynniejszą instytucją mającą status świętej krowy jest kościół hierarchiczny (nie mylić z Kościołem, jako grupą ludzi wierzących w Boga). Tylko kwestią czasu było pojawienie się łajdaka, który nie zadając sobie nawet trudu zachowania pozorów, stworzy na bazie takiej bezkarności groźną sektę. Na nadejście Rydzyka nie trzeba było długo czekać, rok 1991, to rok założenia Radia Maryja. Gdy tylko jego sekta dała o sobie znać pierwszymi awanturami, zaczęło mnie intrygować, czy gdybym założył burdel i nazwał go “Burdel Maryja”, to czy z równym zaślepieniem sekciarze posyłaliby do niego swoje dzieci?! Problem tkwił jednak nie w członkach sekty, lecz w funkcjonariuszach prawa: zarówno prawa cywilnego (prokuratorzy odkładali sprawy karne Rydzyka na dno szuflady, nie rozpoczęto żadnego postępowania, wszystkie, co do jednego, odczekały do przedawnienia- RYDZYK NIGDY NIE ZOSTAŁ UNIEWINNIONY- to prokuratorzy pozwolili uciec potencjalnemu bandycie, bez rozpatrzenia sprawy), jak i prawa kanonicznego- hierarchowie kościelni wydali milczące przyzwolenie na zbrodniczą działalność Rydzyka. Mało było tego, że nikt go nie ścigał: Powstała ustawa (ust. o radiofonii i telewizji) napisana SPECJALNIE POD RADIO MARYJA, gdzie pojawił się zapis o nadawcy społecznym. O dziwo, jedynym podmiotem kwalifikującym się do tego miana, była rozgłośnia Rydzyka- jednoosobowego organu nadzorczego, jednoosobowego organu zarządzającego i jednoosobowego organu kontrolnego Radia Maryja. I tylko kwestią czasu było, gdy pojawi się inny łajdak, który zaoferuje temu ORGANOWI współpracę w celu przejęcia władzy w Rzeczpospolitej. Przejęcia bynajmniej nie w sposób zgodny z prawem, bo ci łajdacy depczą wszystkie prawa, zarówno boskie (Dekalog), jak i ludzkie (Konstytucję, Konkordat, Kodeks Karny).

http://sithena.wrzuta.pl/audio/583tgwx8lGU/1984_-_ferma_hodowlana



            W słynnej powieści “Animal Farm” (Folwark Zwierzęcy), George Orwell pokazał mechanizm powstawania państwa totalitarnego, mechanizm przekształcania zrywu wolnościowego w jeszcze gorszą niewolę. Ponieważ Orwell był nie tylko świetnym obserwatorem rzeczywistości, ale też osobiście uczestniczył w walkach (był z przekonania socjalistą, walczył podczas wojny domowej w Hiszpanii po stronie komunistów i był ścigany przez Stalina, który wydał rozkaz zamordowania działaczy POUM- hiszpańskiej partii marksistowskiej, ostatecznie przeżył postrzał snajperski i wrócił do Anglii), umiał postawić trafne diagnozy. Znakomicie wychwycił moment zamieniający wolność w niewolę, to moment, w którym jakaś grupa uważa się za kogoś ponad inne grupy, ponad prawo i ponad zasady. W “Folwarku Zwierzęcym”, tym momentem było zezwolenie świniom na wyłączność w korzystaniu z mleka i jabłek z folwarku. Dokładnie to samo jest z Rydzykiem i Kaczyńskim. Oni musieli nadejść, a zostało to przesądzone dawno temu, gdy zezwolono świniom na bezkarne przestępstwa pedofilii, przestępstwa finansowe, na wtrącanie się wbrew Konstytucji i Konkordatowi w politykę. Cała reszta wydarzeń, to tylko konsekwencja tej jednej decyzji: bezkarności prawnej hierarchów kościelnych. Sprawą drugorzędną jest, czy nadszedł by Rydzyk, Natanek, czy inny guru sekty. Najistotniejsze jest to, że on nadejść musiał!

            Nigdzie i nigdy na Świecie nie będzie bezpiecznie, dopóki zezwala się na bezkarność względem prawa. Dopóki nie zaczniemy przestrzegać konstytucyjnego zapisu o tym, że wszyscy obywatele RP są równi względem prawa, dopóty możemy się spodziewać najgorszego. A ja, choć wbrew temu, co śpiewa Dezerter, nie czuję się żadnym żołnierzem (nawet armii tego Świata) i w ogóle czuję odrazę do systemu rozkazów, to również chcę być kęsem, który zatruje ten organizm. Rekomenduję zasady i konsekwencję. 

środa, 18 kwietnia 2012

            Czterdzieści cztery lata temu na Brodway trafił niszowy musical “Hair”, gdzie odniósł oszałamiający sukces- wystawiono 1750 przedstawień. Banalna, musicalowa fabuła została w 1979 roku zamieniona w arcydzieło filmowe przez Milosa Formana. Z prostej fabuły, będącej pochwałą hippisowskiego stylu życia powstał wstrząsający moralitet. Niby wymowa antywojenna pozostała, wojna została ukazana według klasycznej zasady dreszczowca, że najstraszniejsze jest to, czego nie widać. A widać było tylko to, że wojna domaga się krwawej ofiary i zupełnie jej nie interesuje kto to będzie, czy będzie to rekrut Bukowski, czy też chwilowo go podmieniający za sprawą sztubackiego żartu hippis Berger. Niby zachowana też została atmosfera beztroskiej narkotykowo- erotycznej sielanki. Niby, bo Milos Forman umieścił w swojej produkcji kilka drobnych elementów, które sprawiają, że przesłanie nie jest już takie proste, jak się to hippisom wydawało.

 



            Chyba każdy z nas słyszał utwór otwierający musical. “Aquarius”, to skrócona wersja mitycznej przepowiedni zwolenników New Age, czyli wróżba nadejścia ery miłości, harmonii i zrozumienia, ery pokoju. Gdy poczytałem o założeniach New Age, parsknąłem śmiechem. Otóż filozofia ta głosi, iż odchodzi era, która miała być erą miłości, lecz przez karykaturalne wykrzywienie nauki Chrystusa przez kapłanów była erą wojen i zbrodniczych ideologii. W jej miejsce ma nastąpić era  intelektualnego oświecenia, informacji i rozwoju techniki. Wszystko cacy, tylko, na Jowisza, gdzie tu jest to intelektualne oświecenie, skoro filozofowie New Age uważają, iż wynika to z tego, że jakiś dokładnie nie określony “punkt Barana”, czyli “punkt równonocy” znajdzie się przed gwiazdozbiorem Wodnika. Zauważę tutaj cynicznie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, więc w zależności od miejsca obserwacji, dowolny PUNKT może być przed, za obok, pod albo nad dowolnym gwiazdozbiorem i za chińskiego boga nie wiem, dlaczego miałoby to mieć wpływ na to, czy na Ziemi będą rządzić geniusze, czy małpy. Kto ma nas niby wprowadzać w erę oświecenia, magicy wierzący, że na zachowania ludzkie ma wpływ precesja naszej planety?!

 



            Wracając do Milosa Formana i jego dzieła: Zwrócił on uwagę dokładnie na to samo. W jego musicalu w świat miłości i harmonii mieliby nas wprowadzić naćpani i leniwi hippisi?! W filmie jest piękna scena rozprawiająca się z mitem hippisowskiej miłości. Jednego z młodzieńców, członka głoszącej miłość komuny hippisowskiej odnajduje żona, którą ów głoszący miłość człowiek zostawił wraz z dzieckiem, by móc ćpać i kopulować z kim popadnie. Jedna z hippisek, która nosi dziecko jednego z członków komuny, możliwe że tego uciekiniera od obowiązków rodzinnych, bierze go w obronę, pytając żony hippisa, czy ona nie widzi, że między nimi dzieje się coś pięknego. Kobieta wymownie spogląda w oczy ciężarnej małolacie, aż po twarzy przyszłej matki widać, że sama przestaje wierzyć w to, co przed chwilą powiedziała. Bo i jak ma wierzyć: Nosi dziecko, lecz nie wie czyje, a jedyne co wie, to że ojciec (ktokolwiek by nim nie był) ćpa, nie pracuje i wszystkiego można się po nim spodziewać: Wszystkiego, tylko nie sprawowania roli ojca.

 

            Wreszcie dochodzi do tragedii, gdy niedouczeni i niefrasobliwi hippisi zaczynają igrać z czymś przeraźliwie poważnym: z armią. Dla jednego dnia sztubackiej zabawy, pod pretekstem miłości, popełniają kilka przestępstw zakończonych tym, że na front jedzie nie ta osoba, która miała jechać i wraca w plastikowym worku. Końcowe kadry filmu, to waszyngtońska euforia protestujących przeciw wojnie hippisów. Jest w nich dużo optymizmu, lecz ja myślę o krwawej łaźni, jaka nastąpiła w Wietnamie i Kambodży po ustąpieniu Amerykanów. Armia Stanów Zjednoczonych ustąpiła nie przed siłą wroga, lecz przed protestem swojego narodu i efektem tego była masakra, która znacznie przekroczyła liczbę ofiar wojny. Warto o tym pamiętać, choć kto wie, może mimo tej rzezi, ustąpienie USA z Wietnamu uratowało Świat przed wojną nuklearną? Niewiele mam podstaw, żeby gdybać, co by było, gdyby Amerykanie tam zostali. Jedno jest pewne: Zakończenie interwencji Stanów Zjednoczonych było początkiem nieludzkiej masakry ludności cywilnej przeprowadzonej przez nowe władze.

 

             Co się zaś tyczy nadejścia Ery Wodnika: Korea Północna testuje kolejne rakiety zdolne do przenoszenia głowic nuklearnych, Iran również nie rezygnuje z nuklearnych ambicji, sytuacja w mocarstwach nuklearnych daleka jest od spokoju: Indie i Pakistan żyją pomiędzy incydentami granicznymi a wewnętrznymi walkami religijnymi, Chiny przeznaczają rekordowe sumy na zbrojenia, a ich kilka konfliktów (między innymi o Tajwan i Tybet) wciąż czeka na zakończenie. Izrael, tradycyjnie jest beczką prochu, a Rosja, Japonia, Norwegia, Kanada i USA przygotowują pozycje do eksploatacji niczyich jeszcze podlodowych złóż Arktyki. W Europie zaś, po krwawych łaźniach, jakie sobie wzajemnie urządzali chrześcijanie i muzułmanie (mam tu na myśli konflikt w byłej Jugosławii, szczególnie w Bośni i Hercegowinie), jakiś świr z Norwegii zabił z zimną krwią 77 młodych, nieuzbrojonych ludzi. Odebrał życie po życiu, po czym tchórzliwie poddał się, gdy tylko pojawił się uzbrojony przeciwnik- policja. W nie tak odległej Polsce na portalach internetowych, banda psychopatów krzyczy, że jeszcze będziemy Breivikowi pomniki stawiać, bo ponoć walczył z zalewem muzułmanów (w ciekawy sposób, strzelając do nieuzbrojonych dzieci- swoich rodaków). Era rozumu jednak nadejdzie. Nie przez układ planet, nie przez jednych oszołomów walczących z innymi. Nadejdzie za sprawą nierychliwej, acz konsekwentnej ewolucji. 

23:44, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (27) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

            Witam wszystkich: stałych i przygodnych czytelników. Blog jest kontynuacją “Balu u Wolanda”- bloga z portalu “Onet”, skąd z powodów technicznych trafił tutaj. To blog o tematyce społecznej, zahaczający niekiedy o politykę, kulturę, czy historię, głównie jednak poświęcony patologiom społecznym i sposobom radzenia sobie z nimi. W kolumnie zakładek po prawej stronie znajduje się link do “Balu u Wolanda”, więc jeśli tylko “Onet” poradzi sobie z problemami technicznymi, będą dostępne tam moje stare teksty.

 

-Woland.



1 ... 46 , 47 , 48 , 49
 
Tagi