RSS
niedziela, 29 maja 2016

           Szef MSW, Mariusz Błaszczak, przy którym Jaś Fasola jawi się niczym James Bond przy inspektorze Clouseau, wsławił się w ostatnich dniach zdradą swych podwładnych, mszcząc się za prawidłową interwencję policji w Gdańsku, gdyż szeregi pacyfikowanych przez nią nacjonalistycznych zadymiarzy zasilała córuś PiSowskiej radnej. Niby nic nowego, bo PiS opiera się właśnie na zdradzie, lecz wobec zagrożeń terrorystycznych i zbliżających się Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, tak bardzo bym się nie cieszył. Gdybym miał wymienić największe zagrożenia terrorystyczne grożące w najbliższym czasie Polsce, wymieniłbym kolejno:

  1. Antoni „Psycho” Macierewicz.

  2. Zbigniew „Zero” Ziobro.

  3. Mariusz z Sochaczewa Kamiński.

  4. Mariusz z Legionowa Błaszczak.

            Kolejność nie jest przypadkowa. Antoni M. zdradził już polskich żołnierzy, wystawiając obcym kontrwywiadom ich informatorów. Głównie tych z regionu aktywności Al Kaidy, ISiS i innych muzułmańskich ekstremistów. Do tego z konsekwencją psychopaty usuwa ze służb specjalnych i mundurowych każdego doświadczonego oficera. Czystki tam przeprowadzane można przyrównać jedynie do stalinowskich czystek wśród sowieckich oficerów (jak pamiętamy, dzięki temu Hitler doszedł aż pod Leningrad, Moskwę i Stalingrad). Stanowi on aktualnie największe zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeczpospolitej (zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego, wszak właśnie robi czystki w armii i blokuje przetargi na sprzęt wojskowy- w tym śmigłowce bojowe).

            Zbysiu- człowiek porażka, czego się nie tknął, to spieprzył, bo zanim zrobił, to o tym opowiedział w telewizji. Czystki, podkładanie świni kolegom przez nakłanianie ich do przestępstw, fałszywe oskarżenia, to jego domena. Wyobrażacie sobie, żeby jakakolwiek służba przekazała takiemu człowiekowi pełne dane dotyczące swojej pracy? Równie dobrze można grzechotnikowi palcem umyć zęby!

            Mariusz z Sochaczewa, przestępca ułaskawiony przez teoretycznego prezydenta Dudę, umie (a właściwie „umi”) tyle co Ziobro, tylko nie jest tak podstępną i zdradziecką mendą. Powiedziałbym, że ma nawet w sobie coś na kształt sentymentu do swych podwładnych. Toć za najsłynniejszego żigolaka wśród agentów, niejakiego Tomasza K., to on był skłonny ręczyć słowem harcerza. Ziobro nie miał tyle skrupułów: Gdy ktoś z jego podwładnych wpadł w jakieś bagno, to mu jeszcze w łeb sztachetą gotów był przywalić, żeby się nie męczył (że tak przypomnę jego zastępcę, Janusza Kaczmarka, bądź rządowego kolegę, Andrzeja Leppera). W każdym bądź razie zarówno jeden, jak i drugi, zamiast ścigać przestępców, zajmowali się wrabianiem konkurentów politycznych. Siłą rzeczy, jeżeli służby zamiast ścigać przestępców, produkują nowych, to już lepiej by ich wcale nie było.

            Kimże jest Mariusz z Legionowa, by go stawiać w jednym szeregu z tak groźnymi kolegami? Niczym Jaś Fasola- nie wie, co to lęk, nie wie, co to strach, po prostu się boi i nie wie nic. Jest jednak, NIESTETY, cywilnym szefem policji, szefem BOR i ma już na koncie jeden „zamach” na prezydenta przeprowadzony przez swych podwładnych, którzy oszczędnie założyli zużyte opony do pancernej limuzyny teoretycznej głowy państwa. Teraz Błaszczak do tego dorzucił strach policjantów przed zdecydowanymi interwencjami (kto im zaręczy, że wśród atakujących bandytów nie ma nikogo z PiS, skoro tak się składa, że ta partia akurat z bandytami współpracuje wyjątkowo chętnie- czy to faszyści, czy komunistyczni przestępcy sądowi, czy skazani byli i obecni szefowie CBA)- dziś lepiej uciekać, niż się narazić szefowi MSW prawidłową interwencją.

            Póki co, jakich mamy wyborców, takich i terrorystów, ale zważywszy na to, kto nas przed nimi ma bronić, wszystko jest możliwe. Jakież piękniejsze zaproszenie do potencjalnych zamachowców można wystosować, niż zwalniając najbardziej doświadczonych oficerów i grożąc pozostałym, że wszelkie ich działania i kontakty mogą być użyte przeciw nim samym?!

            Ponieważ w dzisiejszym felietonie powaga przeplatała się z kpiną (z przewagą tej drugiej), prosiłbym by ten akapit potraktować śmiertelnie poważnie. Maryś, córuś gdańskiej radnej z ramienia PiS, Anny Kołakowskiej, po raz kolejny robi za prowokatorkę w nacjonalistycznych zadymach. Ponieważ Mariusz Błaszczak w swym marnym życiu tak był zajęty tkwieniem między pośladkami prezesa pana, że gówno widział, to ja wytłumaczę panu szefowi MSW, co robią takie gówniary w zadymach. To one, jako najsłabsze, spełniają rolę najpierw prowokatorów zadymy, a później podżegaczek do okrutnego rozprawiania się ze sprowokowanym przeciwnikiem. Gdyby pomiędzy nacjonalistycznymi bojówkami z radną PiS i jej córcią w składzie a uczestnikami marszu równości nie było policji, córuś by była na przedzie lżąc uczestników marszu, gdyby to nie zadziałało, kogoś by popchnęła, może kopnęła, może rzuciłaby komuś w łeb butelkę- różne są techniki i różna skala bezczelności w zależności od indywidualnych preferencji prowokatora. W końcu ktoś by jej dał w mordę- niezbyt mocno, ale wystarczyłoby do tego, by „obrońcy czci dziewoi” rzucili się do ataku. I potwierdzi to każdy, kto bywał w takich miejscach, jak Jarocin (ale ten z pierwszych edycji festiwalu, gdy bezpieczeństwo uczestników stało na dużo niższym poziomie i walki między subkulturami były na porządku dziennym). Policja dobrze wie co robi, zatrzymując prowokatorów, bo to takie gnojstwo, jak zatrzymana Maryś, rozpoczyna wielkie bójki, które mogą się przerodzić w zamieszki. Sam się jednak zastanawiam, po co ja to piszę, skoro dla miłośników dobrej zmiany to nie ma znaczenia.

            No dobra, zgrywałem się, dobrze wiem po co ja to piszę: Jeżeli w Polsce dojdzie do zamachu terrorystycznego i będą ofiary śmiertelne, to chcę by był w sieci wyraźny ślad, że ktoś wskazywał słabe punkty bezpieczeństwa wewnętrznego. Podobnie rzecz się ma z zamieszkami. Jeżeli sterroryzowana przez własnego szefa policja wycofa się, dopuszczając tym samym do bezpośredniego starcia dwóch wrogich manifestacji, to będzie to skutkiem sabotażu bezpieczeństwa prowadzonego przez takie indywidua, jak Macierewicz, Ziobro, Kamiński z Sochaczewa, Błaszczak.

 

 

02:57, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 23 maja 2016

            No i się doczekaliśmy. Dzięki „dobrej zmianie”, Komisja Europejska zajmie się Polską dokładnie tak, jak rada pedagogiczna zajmuje się dość zdolnym, ale nieznośnym gówniarzem i tak, jak gówniarzowi grozi zawieszenie w prawach ucznia, tak Polsce grozi odebranie prawa głosu w Radzie UE. To na razie mało prawdopodobne i wszelkie znaki na niebie i ziemi mówią, że jutro nadal będziemy mieć ten głos, ale już sam fakt rozpatrywania takiej możliwości jest upokarzający i pokazuje, do jakiej pozycji banda Jarosława Tchórzliwego doprowadziła Polskę. Wracając do rady pedagogicznej i sądzonego gówniarza: Kto z nas nie pamięta kolegów z lat szkolnych wracających z dywanika u dyrektora, mówiących z cwaniackim uśmiechem „Dyro?! Nic mi nie zrobił, co on mi może?” Jednak zarówno uśmiechnięty gówniarz, jak i słuchająca klasa dobrze wiedzieli, że rodzice delikwenta nie będą zachwyceni, a i nauczyciele będą go traktować w sposób daleki od życzliwego, a obu tych przyjemności chojrak wolałby uniknąć. Wiem to, bo sam przechodziłem przez szczenięcy wiek i zachowywałem się jak gówniarz. Tyle, że miałem wtedy lat 12, 14, 16, a nie 67, jak prezes pan. Bo biję każdy zakład, że tuż po orzeczeniu KE, ten podstarzały gówniarz ogłosi, że nic nam nie zrobili, bo nie mogli zrobić, choć wszyscy zajmujący się polityką dobrze wiedzą, że Polska właśnie zajęła pozycję smarkacza, którego losy ważą się wśród członków rady pedagogicznej. Pogratulować: Pół roku i z pozycji państwa ubiegającego się o kluczowe role w UE, spadliśmy do roli mało istotnego petenta z pyskatą przekupą w roli teoretycznej premier, a praktycznej dziewczynki do bicia (PiS dba o równouprawnienie- chłopcy i dziewczynki do bicia mają parytet).

            Gówniane stosunki Polski z najsilniejszymi państwami UE i USA nie wróżą nic dobrego wobec mocarstwowych tendencji Rosji, więc nasz przepocieszny szef MON, Antoni Macierewicz, wytrwale buduje struktury „sił obrony terytorialnej”, które według PiSowskich znawców tematu mają być zalążkiem partyzantki odstraszającej Rosjan. Ja co prawda do roli znawcy nie aspiruję, ale jedno wiem na pewno: Jawna struktura, gdzie członkowie oddziałów znają się wzajemnie, gdzie każdy jest na oficjalnej liście płac, posiadając stopień, imię, nazwisko i stanowisko, ma takie same szanse stać się partyzantką, jak jegomość ze zdjęcia powyżej, być polskim odpowiednikiem agenta 007, wtapiającym się niepostrzeżenie w tłum biznesmenów na szczycie G-7, by wynieść stamtąd poufne informacje (z dokładnie tego samego powodu- zdekonspirowania na długo przed przystąpieniem do wykonania zadania). Znając jednak tradycje dobrej zmiany, to że ich superagent mieć będzie sandały na skarpetach, goły tors i siatkę z piwem w ręku jest wysoce prawdopodobne, choć znając życie, będzie to raczej reklamówka. Osobną sprawą jest to, że skoro władza zamiast przygotowywać wojsko do walki, przygotowuje ją do porażki i przejścia do podziemia, świadczy jak najgorzej o jej kompetencjach.

            A propos Antoniego Macierewicza. Słyszeliście, że smoleński zespół specjalnej troski jego imienia, chce zbudować model Tu 154M i go odmuchać w tunelu aerodynamicznym? Tak, tak, to może dla laika brzmi profesjonalnie, ale eksperci od katastrof lotniczych są tym faktem solidnie ubawieni, gdyż nikt na świecie nigdy w ten sposób nie próbował dociec przyczyny katastrofy, bo co ma piernik do wiatraka. No i sprawa podstawowa: SKĄD ONI WEZMĄ TAKĄ WIELKĄ PARÓWKĘ NA TEN MODEL?!

            Z ostatniej chwili: Rzecznik Komisji Europejskiej przypomniał, że KE nigdy nie używała sformułowania „ultimatum”, więc znów się okazało, że teoretyczna premier, Beata Szydło, pieprzyła bez sensu używając tego właśnie zwrotu i puszczając go w obieg medialny. Jak słodko zostać świrem..., a życie toczy się dalej!

 

 

17:44, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 16 maja 2016

            Nikt w miasteczku nie wiedział, ile ma dzieci (szacunkowo kilkanaście- i chyba bliżej 20 niż 10). Słowo. Jedne się rodziły, inne umierały, jeszcze inne dorastały i wyjeżdżały na zawsze. Miałem szanse zapytać o ojca/ ojców, lecz powyższy fakt tak zdominował mój odbiór, że nie przyszło mi to do głowy. W każdym bądź razie od matki- oprócz życia- dzieci dostały biedę, patologię, przemoc, wychowanie ulicy. Problemy z nauką, prawem, życiem społecznym, to była ich codzienność. Nikt za nimi nie przepadał, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo, ale też i nikt się z nimi dobrowolnie na miejsca by nie chciał zamienić. Powiem więcej: Ja, choć widziałem wiele, nie potrafię sobie wyobrazić, jak oni w ogóle dawali sobie radę z codziennością. Potrafię wyobrazić sobie chwilę, jeden wieczór, jeden dzień w ich domu, ale nie całe dzieciństwo.

            Mijały lata i ci, którym dane było dożyć- dorośli, a pozostali trafili pod opiekę grabarza. Program „500+” ominął mamuśkę, więc wpadła na pomysł, by pozwać dzieci o alimenty. Tak, tak, główna odpowiedzialna za ich zmarnowane dzieciństwo i brak szans umyśliła, jak tu dodatkowo uprzykrzyć i tak już zniszczone życie swojego potomstwa. Na przeszkodzie sprytnemu planowi mamuśki stanęły sądy (zwane przez rzeczniczkę PiS „bandą kolesi”), odsyłając macierz wraz z jej żądaniami wobec dzieci w dalekie PiS du.

            Może i by nie było tej notki, gdyby nie jeden z głównych skutków ubocznych programu "500+" (po zrujnowaniu budżetu i zachęcie obywateli do pracy na czarno, bądź zbijania bąków na bezrobociu), czyli nagłe przebudzenie "rodzicielskiej miłości" do oddanych do domów dziecka pociech. Obiecane 5 stów za sztukę sprawia, że przeróżne mamuśki i tatuśkowie nagle przypominają sobie, że przecież bachor mógłby na siebie zarobić, PiS daje pulę gwarantowaną, a resztę załatwi ulica. Nie ma czasu czekać, aż będzie je można podać o alimenty- w dodatku sądy (zwane przez rzeczniczkę PiS bandą kolesi) gotowe jeszcze nie uznać roszczeń, tymczasem 500+ wydaje się być pewne.

            Czasem słowo „niesmak” nie wystarcza, by określić to, co czuję.

 

 

01:18, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 09 maja 2016

           Nie niewiedza, nie niechęć do nauki, ale całkowita odporność na fakty i zaprzeczanie im w najprymitywniejszy sposób (poprzez proste przeczenia, obwinianie, bądź bagatelizowanie i zmianę tematu) wyrasta w moich oczach na prawdziwy trąd Wolski. Najbardziej jednak zastanawia mnie, dlaczego Wolacy są tak głupi, że uważają wszystkich dookoła (nie wyłączając mnie samego) za głupszych od siebie wierząc, że ich w ten sposób oszukają.


            Podziwiam blogerów, którzy mają siłę komentować coraz bardziej przestępcze działania partii rządzącej i coraz bardziej absurdalne tłumaczenia sekty. Po pierwsze z powodu ciągłego charakteru tych zjawisk, co staje się męczące za sprawą przewidywalności i monotonii, a po drugie- z powodu narodowej odporności na fakty. Można zarywać noce, rozpisując się na temat szkodliwości parajanosikowej polityki PiS, można tłumaczyć jak krowie na między ryzyko odpływu kapitału z Polski, a i tak na koniec genialny Wolak odpowie, że tak jest nawet lepiej, bo ważny jest polski kapitał. Gdy mu powiesz, że polskiego kapitału jest zdecydowanie za mało w stosunku do potrzeb i żeby nakreślić lepiej sytuację wytłumaczysz, że jedna niemiecka korporacja Siemens ma obrót równy budżetowi całej Polski, która oprócz biznesu musi udźwignąć cały socjal i nadrobić braki rozwojowe, to ci odpowie, że korporacje szukają w Polsce niewolników. I zupełnie takiemu Wolakowi nie przeszkadza fakt, że Siemens płaci polskim pracownikom kilkakrotnie więcej, niż zapłaci polska firma (skoro Siemens szuka niewolnika, to kogo wobec tego szukają rodzime firmy)- dalej będzie bredzić, że Niemiec ma Polaka za niewolnika i robi to dla zysku. I tak jest w każdej dziedzinie ogarniętej morem „dobrej zmiany”. Ostatnio załamał mnie jeden z komentatorów, bodajże na blogu Starszego, który miał pretensje, że powtarzamy jak mantrę zwrot „Trybunał Konstytucyjny” i że on ma już tego dosyć, że chciałby usłyszeć coś innego. To tak mniej- więcej, jakby jakiś ludożerca wrzucił do kotła turystkę i ją powoli gotował, a na jej wrzaski, wspomniany komentator zaczął strofować ofiarę, że o gorącej wodzie już słyszał i może by powiedziała coś nowego, może o tym, że w kotle nie ma kaczuszki do zabawy, może o tym, że przydałby się telewizor, żeby ofiara mogła sobie obejrzeć film lub transmisję sportową, żeby wreszcie mówić o czymś ciekawszym, niż tylko „parzy, ratunku, wyjmij mnie z kotła”, bo to już słyszymy od dawna, a nasz rodzimy Cebulak nie ma obowiązku rozumieć, że w tym momencie jest to najbardziej (nomen- omen) palący i najważniejszy problem ofiary..., ba..., on nie wie nawet, że sam siedzi w tym samym kotle, tylko że jemu jest na razie przyjemnie ciepło, bo właśnie odebrał złotych pięćset.

            Czuję się wobec powyższej sytuacji bezsilny, choć oczywiście nie bezradny, gdyż akurat ja mieszkam z dala od kotła ludożercy- w Irlandii, którą dzicy znają jedynie z „Legendy o Wielkim Zmywaku”, więc wystarczy, jeżeli się nie będę wiązać (chociażby finansowo) z Wolską i taki Wolak może mi skoczyć tam, gdzie on może pana majstra w dupę pocałować- i nawet powinien to podkreślić wężykiem! Myślę, że podobne rozterki musiał przeżywać Kopernik zdający sobie dokładnie sprawę, że nie da rady wytłumaczyć niedouczonemu ludowi, że Ziemia wcale nie jest płaska, a w dodatku nie jest pępkiem Wszechświata, dlatego robił swoje, pisał „O obrotach sfer niebieskich”, lecz (nazwijmy to) jedynie jako hobby- w miarę wolnego czasu, bo zawodowo był kanonikiem warmińskim, scholastykiem wrocławskim, a później nawet kanclerzem kapituły warmińskiej. Gdyby nasz drogi Mikołaj próbował ówczesnemu Narodowi tłumaczyć swoje teorie, zostałoby z niego mniej- więcej to, co by zostało ze mnie, gdybym na Jasnej Górze podczas pielgrzymki Radia Maryja próbował tłumaczyć, że Jarosław Kaczyński jest wpychającym nas w łapy Moskwy zdrajcą Polski lub gdyby wszedł na „Żyletę” głosząc kazanie o tym, że lżenie innego Polaka jedynie dlatego, że jest kibicem Lecha, bądź Widzewa jest antypolskie i antychrześcijańskie.

            Pamiętacie niezniszczalnego osiłka o wdzięcznej ksywie „Szczęki” (stosowanej zamiennie z ksywą „Buźka”) w przygodach Jamesa Bonda („Szpieg, który mnie kochał” i „Moonraker”)? Otóż ten wątpliwej inteligencji osiłek był wykorzystywany przez różnej maści gangsterów, gdyż łatwo było nim sterować. Wszystko się zmieniło, gdy James Bond zwrócił mu uwagę, iż jego mafijny przełożony zamierza usunąć ludzi „brzydkich i niedoskonałych”, a ponieważ szczęki był jedynie głupi, a nie ślepy- wiedział że jemu i jego ukochanej brakuje sporo do ideału piękna, przyłączył się do Bonda pomagając mu w zabiciu głównego mafiozo i całej masy mniej znaczących gangsterów. Pomyślałem sobie, że moherowi sekciarze są niczym ów „Buźka”- niezniszczalnymi głuptakami (jeden umrze, na jego miejsce urodzi się pięciu nowych), ale jest coś niezwykle prostego, co powinno dotrzeć w ich obolałą przestrzeń między uszami. Już wyjaśniam, co to takiego.

            Sekta, podobnie jak „Szczęki”, chciałaby być kimś ważnym, a nie niepotrzebnym. To dlatego prezes pan wmawia im ustami Waszczykowskiego, że Polska odeszła od „Murzyńskości”. Nie mówi tylko, że w ciągu pół roku władzy umieścił Polskę w tyle- daleko za Murzynami. I należy to jak najczęściej sekciarzom przypominać. Polska nie tylko spadła w rankingu wolności z trzeciej do piątej dziesiątki, nie tylko rating Polski spadł (PiS właśnie trzęsie portkami przed ogłoszeniem wyników kolejnego ratingu). O tym, jak bardzo Polska, a właściwie Wolska przestała się liczyć w Europie i na Świecie, świadczy traktowanie władz RP przez polityków UE i USA. Właściwie ciężko mówić o traktowaniu, bo przywódcy UE i USA zaczęli mieć niewolników Kaczyńskiego daleko w dudzie. Że prezydent Barack Obama nie spotkał się z Dudą Andrzejem, gdy ten był w USA, propaganda PiSowska tłumaczyła tym, że się skupił akurat na azjatyckich partnerach. Chachacha..., a kongresmeni też się skupiali na Azjatach? Ale z przywódcą KOD się spotkali! Obecnie Kuba ma lepsze stosunki z USA, niż Polska. Tymczasem teoretyczny prezydent Duda, żeby się zobaczyć z jakimkolwiek przedstawicielem władz USA, musiał się uganiać za amerykańskimi senatorami po krakowskich restauracjach, bo ci niespecjalnie kwapili się, by gonić na spotkanie z „Głową Państwa” do Warszawy. Jeszcze bardziej zignorowano teoretyczną premier, Beatę Szydło, która pojechała do USA i żeby nie wyszło na to, że pies z kulawą nogą jej nie powitał, musiała jechać na spotkanie z Polonią i do „amerykańskiej Częstochowy”, by tam jej kadził jakiś tamtejszy biskup- Polak. Nie wiem, czy można dokonać większej demonstracji obojętności wobec polskich władz. To tak, jakby nasz piłkarz- Lewandowski pojechał do Madrytu w nadziei na rozmowy z władzami Realu, ale się okazało, że nikt go nie chce wpuścić na teren klubu, więc zacząłby udawać, że chciał się tylko spotkać z polskimi emigrantami, napić z nimi piwa, pogadać o ich pracy, a potem się pomodlić w tamtejszych kościołach. O traktowaniu władz Polski przez władze UE lepiej nie wspominać, bo te debatują o sytuacji w Polsce tak, jak o sytuacji na Białorusi, deklarując uważny monitoring, a władze naszego największego partnera gospodarczego- Niemiec ignorują żądania przeprosin prezesa, który już nie jako kartofel, lecz ślepy Pinochet jest w ich kraju przedstawiany.

            To jak jest to z tym „liczeniem się z Polską” i „powrotem na należne jej miejsce”?! Jarosław Kaczyński w pół roku zrobił z Polski natrętną muchę przeganianą miotłą, ścierą i czym tam komu wygodniej. Ale to nie wszystko, bo niewolnicy Kaczyńskiego już wkrótce będą musieli na kolanach szorować do urzędników unijnych błagając o wsparcie finansowe, które może by dostali, gdyby nie to, że w tym samym czasie Jarek z Krystynem, Waszczykowskim i im podobnymi debilami będą w wolskich mediach lżyć UE, Niemcy, a nawet USA, więc zamiast kasy dostaną jałmużnę i kilka mniej lub bardziej widocznych złośliwości. Przy okazji tych ostatnich: Wiecie, jak rozbawiło mnie żądanie przeprosin Kaczyńskiego za przedstawienie go jako Pinocheta? Jeszcze bardziej rozbawił mnie jakiś niemiecki dziennikarz dziwiący się, że Angela Merkel przeprasza prezydenta Turcji za nieprzychylne artykuły w tamtejszej prasie, a nie przeprasza prezesa pana. Dobry dowcip: Angela Merkel, która przez PiSowskich bandytów z partyjnych gadzinówek przedstawiana jest w hitlerowskim mundurze ma przepraszać Jarosława? A co jej prezes za karę zrobi? Puści bąka?! Poskarży się kotu?!

            Ciekaw jestem, jak sekcie się podoba miejsce Polski, na które ją zepchnął Kaczyński. A to dopiero początek! Niedługo Polsce zostaną sami partnerzy w stylu Węgier, Gruzji i Słowacji- wszelkie stosunki z krajami wysoko rozwiniętymi zostaną ograniczone do niezbędnej kurtuazji. Nie, nie..., to nie międzynarodowy spisek. Polskie władze zgnoił sam prezes pan, nakazując im przestępczą działalność przeciw Konstytucji własnej Ojczyzny. Zgnoił teoretycznego prezydenta, który gorzej niż rab podpisuje bez czytania wszystko, co mu prezes każe, na dodatek gania za prezesem jak pies za patykiem, po nocach jeżdżąc do willi Kaczyńskiego, zamiast jak przystało na prezydenta, przyjąć go u siebie w pałacu. Zgnoił go, pozostawiając Dudzie nocne korespondencje z „Ruchadłem Leśnym”, „Pimpusiem Sadełko”, czy „Łafką z Sosny” i wypady na narty samochodem na zużytych oponach oraz intensywny „churching” połączony z aportowaniem hostii. I tak to mały pikuś w porównaniu do tego, jak Kaczyński gnoi Beatę Szydło, którą podczas formowania jej własnej Rady Ministrów wysłał na urlop, a ostatnio wezwał do swojej siedziby na dywanik, by ją wywalić na zbity pysk po sześciu minutach. Pozostali politycy PiS nie pozostają w tyle, że przypomnę tylko teoretycznego prezydenta Dudę, który podczas wręczania nominacji Beacie Szydło na Premiera, zamiast zwracać się do niej, zaczął wchodzić bez mydła prezesowi, wychwalając jego geniusz strategiczny i wszystkie niewątpliwe walory. Wątpię, czy Beatka ma jeszcze wpływ na dobór broszki, ale już to nie moja brocha.

            Tymczasem słuchacze radiowej „Trójki” pokazali władzy środkowy palec i wrzucili na pierwsze miejsce listy wszech czasów utwór „Kocham Wolność” Chłopców z Placu Broni protestując przeciw atakowi na wolne media. Sorry Wolsko!

 


 

01:21, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (26) »
niedziela, 10 kwietnia 2016

 

            Ach..., jakże mi niewymownie przykro! Na okrągłą, siedemdziesiątą drugą miesięcznicę nie będzie premiery „Smoleńska”. A już myślałem, że będę mógł drzeć łacha ze znanego z czarnego humoru Marcina Wolskiego i jego autorskiego scenariusza. Tymczasem film w PiS du i cały misterny plan też w PiS du, jak mawiał znany z sympatii do PiS señor Siarra.

            Cóż mi pozostało??? Zamiast recenzji filmu, przedstawię recenzję zwiastuna. Może to i lepiej, bo taka dawka paranoi mi w zupełności wystarczy. Do rzeczy!

            Zwiastun „Smoleńska” jest dziełem kompletnym. Obrazuje przemianę świadomości dziennikarki o typie osobowości „gęś gęgawa” (obrazek powyżej) pod wpływem rewelacji dzielnych paranoików smoleńskich. To typowy film drogi z cyklu „wiódł ślepy kulawego”. Ot, na przykład pewien przygłup retorycznie klaruje wspomnianej gęsi: „czy Polacy naprawdę wierzą, że brzoza zniszczyła tak wielki samolot?”, a inny głuptak przekonany, iż Tu 154M projektowany był jako kombajn do cięcia brzóz z wrodzonym sekciarskim kretynizmem mówi o „pancernej brzozie” i samolocie obracającym się wokół własnej osi na wysokości mniejszej, niż długość skrzydła. Dyskretnie nie wspomniał o tym, że podnoszący lot po komendzie pull up Tupolew nie miał osi równolegle do ziemi i cały czas, do momentu obrotu o 90 stopni zwiększał wysokość, bo jeszcze by zrozumiał, jak to jest możliwe zwłaszcza, jeżeli dopuściłby między uszy informację, że część skrzydła upierdzieliła rzeczona brzoza. Do tego ta atmosfera grozy: na przykład „trumny przyjechały zaplombowane”! Straszne! A przecież każdy by „se” chciał je otworzyć, zajrzeć do środka! Albo i by nie chciał. Do wyboru! W każdym razie, zwiastun uznaje to za niezwykle podejrzaną rzecz. Jak i wiele innych, lecz nie będę Wam odbierać przyjemności oglądania. A ja, debil, do tej pory myślałem, że nikt by nie chciał, by w transporcie zaglądano do zwłok. Zapraszamy do Tworek! Alternatywnie proponuję zapoznanie się z moim uzasadnieniem nazywania bohaterów zwiastuna przygłupami, głuptakami, gęsiami, etc....

            Zacznę od tego, co zawsze przy tej okazji staram się podkreślać. Nie jest niczym złym, ani urągającym godności, czy inteligencji, brak znajomości zasad fizyki. Podejrzewam, że większość muzyków, pisarzy, poetów, czy aktorów, których podziwiam, miało blade dość pojęcie o zwykłych zasadach dynamiki. Brak wiedzy nie czyni z nich przygłupów. Skoro nie brak wiedzy, to co robi z obywatela, zwykłego głuptaka? Otóż człowiek przesuwa się w stronę debilizmu, gdy gada o rzeczach, których nie rozumie, wymyśla swoje teorie i próbuje „nauczać” w obszarze swej niewiedzy. Tak jest z Macierewiczem Antonim, Wojciechowskim Januszem, Stankiewicz Ewą, Pospieszalskim Janem i innymi paranoikami smoleńskimi. Tyle tytułem wstępu.

            Wróćmy do przygłupich bohaterów zwiastuna. Zapewne większość z Was zwróciła uwagę, że przeważająca część posmoleńskich nieszczęśników (w tym jegomość ze zwiastuna) uważa, iż wielkość i ciężar samolotu były atutem w starciu z brzozą. Tymczasem jest dokładnie przeciwnie: Cholerny samolot podczas lotu „opiera się” na skrzydłach, do których jest, mówiąc schematycznie, przyłożona siła nośna unosząca go. Im większy i cięższy samolot, tym większe naprężenia działają na skrzydła. Nawet w wypadku idealnego lotu bez oporów, turbulencji, ze stałą prędkością i wysokością, skrzydła obciążone są tym bardziej, im cięższy jest statek powietrzny. Unoszą one bowiem całą masę samolotu i ładunku. To nam mówi trzecia zasada dynamiki Newtona i nie potrzebujemy tu żadnej czarnej skrzynki. W rzeczywistości jednak na samolot działają dodatkowe obciążenia, głównie wynikające z sił bezwładności, związanych ze zmianą prędkości liniowej oraz ze zmianą kierunku ruchu, a także podczas zmiany wysokości. Także tym większe, im samolot większy i cięższy. To nam mówi druga zasada dynamiki Newtona- również nie potrzebujemy do tego czarnych skrzynek. To dlatego nowoczesne myśliwce mają zmienną geometrię skrzydeł, by podczas ciasnych manewrów i gwałtownych zmian kierunku i prędkości móc złożyć skrzydła, by im nie poodpadały. Tymczasem co robił wielki, ciężki i rozłożysty Tu 154M? Opadał, by nagle na komendę „pull up” próbować się podnieść, zahamował spadanie i minimalnie się wznosił. Musiał w sposób gwałtowny zmienić wektor prędkości- i to z lotu w dół na lot w górę, czyli najbardziej obciążający sposób. I tak naprężonym skrzydłem przygrzmocił w brzozę. Zresztą, popatrzmy jak wygląda crash test DC7- tak głupi słup telegraficzny obcina mu skrzydło, które przecież nie przenosi takich naprężeń, jak Tu 154M w chwili katastrofy, bo badany DC 7 nie leci, tylko jedzie.

            No..., to zrecenzowałem zwiastun, oceniłem jego bohaterów ujemnie, a teraz mam nadzieję że cały, gotowy film wyjaśni, jakim cudem „Ruskie” zaplanowali miejsce katastrofy i przygotowali podcięte drzewa dokładnie w miejscu wypadku. Najwidoczniej nie doceniam skali pierdolca scenarzysty „dzieła”, Marcina Wolskiego, bo sobie tego nie potrafię wyobrazić! Zamiast tego, w ramach "uśmiechu dnia", komentarz do wypowiedzi reżysera pana Antoniego Krauze (nie mylić z nieżyjącym Krzysztofem), który mocno się dziwował, że wojskowy Ił 76 wykonywał nad lotniskiem "przedziwne próby podejścia do lądowania", mgła gęstniała, a Ił w końcu odleciał- znaczy się, że musiał on był tę mgłę rozpylić! To ja już tylko z grubsza wyjaśnię panu Antoniemu, że mgła ma to do siebie, że gęstnieje, rzednie lub pozostaje bez zmian- innych możliwości nie ma. Wszystkie trzy możliwości są całkowicie naturalne :-) Czyżbym miał tu polew?


            W 12 rocznicę śmierci Jacka Kaczmarskiego, muzyczno- poetycka obietnica dla sekty. Utwór wybrany nie przez przypadek. Dziś ma premierę teledysk Sweet Noise z jego coverem. Nieźle chłopaki wybrali!

 

 

 

03:33, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
piątek, 08 kwietnia 2016

Nocą siedzę przed sobą

ja w cylindrze ja boso

a tam przez wieś z wesela

z nożem w plecach mnie niosą...

Tadeusz Nowak (Psalm o nożu w plecach).

            Bronisław Komorowski popełnił niewybaczalną zbrodnię, podwójną zbrodnię:

            Po pierwsze, ośmielił się być konstytucyjnym zastępcą Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i swą konstytucyjną powinność wypełnił. Pomimo tego, że dał cały miesiąc Marcie Kaczyńskiej na zabranie rzeczy osobistych pary prezydenckiej, rzekomo pogrążone w żałobie PiS znalazło czas, by opluwać pełniącego obowiązki Prezydenta, Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, bo „coś za bardzo mu spieszno było do Pałacu Prezydenckiego”. Wtedy zrzucałem to na karb naturalnych, silnych emocji, które były następstwem katastrofy smoleńskiej. Dziś, spoglądając wstecz widzę, że gdzie były emocje, to były, a gdzie był wyrachowany cynizm, to był! Kto pamięta „żałobną sesję Marty Kaczyńskiej”, bodajże dla czasopisma „Gala”? Kto pamięta 3 miliony odszkodowania? Kto pamięta, jak Marta Kaczyńska brała udział w głoszeniu teorii zamachowych, które nagle przestała głosić, gdy się okazało, że jej Rodzice nie byli ubezpieczeni od zamachu i musiałaby zwrócić odszkodowanie? A kto pamięta cyniczną grę PiS i samego Kaczyńskiego Jarosława, udających spokojnych przed każdymi wyborami (to się robiło aż groteskowe), chowających Macierewicza do klatki, by po wyborach pokazać prawdziwą twarz PiS-owskich psycholi, bredzących o bombach, trotylach, sztucznych mgłach, dobijaniu rannych, helach, sfałszowanych wyborach i innych rewelacjach, które powinny dawać przepustkę do Tworek? Był cynizm? Było wyrachowanie? To skoro już przypomniałem kilka faktów, to może warto odbić piłeczkę? Nie „Co się tak spieszyło Komorowskiemu?”, a „Co miała ukryć Marta Kaczyńska?”, bo na wyniesienie rzeczy osobistych czasu miała aż nadto, natomiast na zacieranie śladów działalności Lecha Kaczyńskiego, czasu nigdy dość, zawsze można na coś trafić przypadkiem! A tu przeklęty Bronisław Komorowski domagał się możliwości wykonywania konstytucyjnych obowiązków! Pierwsza zbrodnia!

            Drugą, jeszcze większą zbrodnią Bronisława Komorowskiego było, iż nie tylko nie sprezentował Kaczyńskiemu prezydentury, nie wycofał się z wyborów, nie namaścił Jarosława, lecz ośmielił się z nim wygrać! Oooo..., tego było za wiele. Spuścił tedy prezes pan ze smyczy swoją sforę, zasilił ją jadowitą gadziną stłoczoną w kółkach Radia Maryja i klubach Gazety Polskiej. Zaczęło się!

            Od razu z grubej rury, sekta z miejsca udowodniła swą podłość i satanistyczny charakter, plując na przykazanie „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” i co niedziela profanując tzw. „Ciało Chrystusa”, żrąc je mając na sumieniu ten ciężki grzech. Oczywiście, konkretnie chodzi o fałszywe oskarżenie Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego o spisek na życie Lecha Kaczyńskiego. Tak jak niegdyś faryzeusze fałszywie oskarżyli Jezusa z Nazaretu o rzekomy spisek przeciw Cesarzowi, tak i współcześnie moherowi zwyrodnialcy oskarżyli Bronisława Komorowskiego o zamach na Lecha Kaczyńskiego. To oczywiście nie wszystko, bo podłości dopełniały kolejne większe i mniejsze łgarstwa.

            Pamiętacie oszczerczą publikację p.t. „Niebezpieczne związki Komorowskiego” niejakiego Wojciecha Sumlińskiego? Dziś już wiemy, że autor jest tak załganą i zadufaną w sobie parówą, że swą TFUrczość posklejał z powieści sensacyjnych tak znanych autorów, jak Albom, Larsson, Steinbeck, MacLean, Chandler, Coehlo. Spójrzcie, jak bezkarny czuł się ten zwyrodnialec wiedząc, że adresatem jego szmatławego gniota jest moherowa sekta, banda zboków, którzy z łamania przykazania „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” zrobiła sobie styl bycia towarzyskiego. Nie wahał się plagiatować autorów, których znają miliony czytelników, także w Polsce! Nie on jeden, bo wystarczy pogrzebać w internecie, by dokopać się do wciąż kolportowanych łgarstw, na przykład rzekomych „dowodów” na to, iż Komorowski wiedział o śmierci Kaczyńskiego Lecha przed katastrofą. Wyobrażacie sobie, by Jarosław Kaczyński mając choćby najmniejsze pozory autentyczności takich „dowodów” nie dostarczył ich do prokuratury i nie pociągnął sprawy choćby do Strasburga, choćby tylko po to, by ja nagłośnić? A te plugawe łgarstwa są kolportowane do tej pory- wiem, bo sam mam w rodzinie taką kobrę, rozsyłającą do wszystkich znajomych (w tym do mnie) takie pomówienia. Internet przyjmie wszystko, jak choćby rzekome stawanie na krześle do fotki w Parlamencie Japońskim. I co z tego, że dawno wyjaśniono, że zdjęcia były robione na podeście, który zwyczajowo był do tego celu wykorzystywany. Kogo obchodzi, że goście byli informowani o takiej możliwości i zachęcani do tego? A kogo dziś obchodzi, że sugerowano związek Komorowskiego ze zniknięciem jakiegoś trzeciorzędnego dzieła sztuki ze ściany pałacu? Kogo obchodzi, że była to bzdura? 

            Zapytacie, dlaczego o tym piszę akurat dzisiaj?

            Odpowiedź jest prosta: Dziś ujawnione zostało kolejne podłe pomówienie przeciw Bronisławowi Komorowskiemu. Wyjątkowo łajdackie, bo dokonał go urzędujący Prezydent RP, właściwie prezydent teoretyczny, Andrzej Duda. Po tzw. „audycie” oznajmił, że Bronisław Komorowski wydał całą pulę pieniędzy przeznaczoną na nagrody dla urzędników Kancelarii Prezydenta. Dziś dowiedzieliśmy się, że niewolnik Duda wydał na nagrody dla swoich podwładnych 800 tysięcy złotych! Nasz cudotwórca wydał pieniądze, które ponoć wydał Komorowski. Nie 100 złotych, nawet nie 1000, a 800 000 PLN!!! Ten sam Duda, który nastawiał paszczę, by sprofanować „Ciało Chrystusa”. Gdyby traktować Eucharystię jak znak, to epizod z „Hostią” która wolała upaść, niż trafić do ust Andrzeja Dudy, który musiał za nią ganiać, to....

            Na zakończenie proszę czytelników, by nie skupiać się na samym fakcie przyznania premii. Każdy szanujący pracodawca stara się zmotywować pracowników systemem nagród przysługujących za uczciwe wykonywanie obowiązków. Każdy pracownik chce dostać premię (może się mylę- kto by nie chciał, kto się broni przed premią?)! Zamiast tego, zastanówmy się raczej, kiedy nagroda jest uzasadniona- czy na zakończenie kadencji, po pięciu latach pracy, czy też na początku kadencji, niczym ten „puchar za zajęcie pierwszego miejsca- na zachętę”?!

            Przede wszystkim pamiętajmy jednak o tym, że Andrzej Duda łże bez zmrużenia oka, że pluje na przykazanie „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” i że jednocześnie regularnie nadstawia paszczę po „Hostię” dokonując profanacji, podobnie jak to robi cała sekta. ZAPRASZAMY DO PIEKŁA!

            Żeby nie było, że zataiłem odpowiedź Kancelarii Prezydenta. Kliknijcie w ten akapit, by ją poczytać. Zwróćcie uwagę, jak najpierw nawijają makaron na uszy, że nagrody pochodzą z innego źródła, a potem, gdzieś w środku tekstu następuje "uściślenie", że Komorowski jednak nie wydał wszystkiego. To mnie wzrusza!!!

00:55, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
piątek, 01 kwietnia 2016

            Wycieraczka, to miejsce szczególne. Można na niej znaleźć przeróżne rzeczy. Antoni Macierewicz znajduje na niej dowody wybuchów- jako normalny człowiek, widzi je również w parówkach, pijiii- bziu i bluffach Rońdy, umie, a nawet umi pokazać je zarówno palcami, jak i palcyma (to drugie, to wersja dla profesora Krystyna), dlatego nie zakładamy mu kaftana. Ja znalazłem wzruszające wyznanie miłości teoretycznego prezydenta, Andrzeja Dudy do żony. To, zdaje się, tekst życzeń urodzinowych, które wdzięczny małżonek złoży jutro, 2-go kwietnia, pani Agacie. Życzenia to z głębi serca dobrej zmiany płynące, przez umyślnego na wycieraczkę z samego Żoliborza dostarczone. Zgodnie z najlepszymi wzorcami dobrej zmiany, przygotowane na specjalnej formule gratulacyjnej teoretycznego prezydenta Dudy przetestowanej już podczas desygnowania Beaty Szydło na urząd premiera teoretycznego (pisownia oryginalna).

Kochana Żono.

            Z okazji Twych czterdziestych czwartych, nomen- omen, urodzin życzę Ci, byś nie była tak wysoka i odpicowana przy Ukochanym Przywódcy. Kucnij, połóż się żabciu, a ja z tego miejsca podziękuję jeszcze raz Prezesowi Panu za jego genialną strategię (całuję rączki Wodzu) i niezwykłą skromność Światłego Umysłu Jego. Dziękuję Ci raz jeszcze i dziękować będę Panie, żeś w Geniuszu Swym władzę oddać raczył (wężykiem, wężykiem). Padam do nóżek, całuję stópki, gryzę poślady, masuję sutki. Bo czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza Prezes Pan Kochany naszego klubu „Tęcza”: Ciągle pracuje, wszystkiego przypilnuje... i jeszcze inni..., niektórzy..., wtykają mu szpilki. To nie ludzie..., to wilki!

Tfuj, tfu, Twój Prezydent.

 


11:39, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (10) »
środa, 30 marca 2016

           No i po raz kolejny prezes pan przez pomyłkę powiedział prawdę. Swoją drogą, on działa tak, jak zegar z pękniętą sprężyną: Dwa razy na dobę pokazuje dokładną godzinę! W wywiadzie dla „Trójki” oznajmił wszem i wobec: „Nam zarzuca się różne rzeczy. Bywam porównywany do Hitlera. To są objawy szaleństwa.” BINGO! To są objawy szaleństwa, Hitler też je miał! Już dawno temu Janusz Palikot domagał się wysłania Jarosława Kaczyńskiego na badania psychiatryczne, a tu nagle Jarek odkrywa Amerykę! Każdy to widzi z wyjątkiem sekty!

            W tym samym wywiadzie prezes pan ogłosił, iż Europa się powinna przyzwyczaić: KONIEC Z ULEGŁOŚCIĄ! Buuuchachacha...., właśnie Dupa dostał kopa w dudę Duda dostał kopa w dupę od Obamy, na oczach całego NATO i nie spotka się z nim, za to przyjmie Donalda Tuska, a kongresmeni z USA spotkają się z założycielem KOD, Mateuszem Kijowskim, jako szefem największego polskiego ruchu społecznego od czasów pierwszej Solidarności (jakoś z szefem PiS spotyka się co najwyżej Orban- i to cichaczem). PiSowski Minister Spraw Zagranicznych, Waszczykowski Witold postanowił przekonać Naród, że Duda nie zabiegał o wizytę. Co za inteligentne tłumaczenie, akurat na poziomie sekty! „Jadę na szczyt NATO, żeby NIE spotkać się z przywódcą najsilniejszego państwa sojuszu”. NIESAMOWICIE WIARYGODNE, panie Waszczykowski! No nic, Duda dalej niech jeździ na narty na oponach ze szrotu (DOBRA ZMIANA), niech nocami przemyka z meldunkiem do pewnej chronionej willi na Żoliborzu, niech się spotyka z rumuńskimi i węgierskimi przyjaciółmi, niech jak ten pies jeździ za amerykańskimi senatorami choćby i do Krakowa, by spotkać się z nimi choć przy obiedzie w knajpie, której współwłaścicielką jest członkini KOD. Niech waruje, niech ureguluje rachunek, niech przyniesie patyk! KONIEC Z ULEGŁOŚCIĄ! Jest wystawienie gołej dudy, by byle kiep mógł w nią zapalić kopa z rozpędu! Niejako tylko przy okazji dodam, że zanim szef MSZ użyje słowa „murzyńskość”, niech weźmie pod uwagę, że Duda wybiera się w interesach do kraju, któremu szefuje czarnoskóry przywódca.

(OD ARTYSTÓW DOBREJ ZMIANY, OCZYWIŚCIE!)

            Jeżeli jednak mielibyśmy mówić o uległości wobec UE, to przez 12 lat członkostwa w Unii, niewolniczy umysł Kaczyńskiego nie załapał, że od 1-go maja 2004 jesteśmy częścią tego organizmu. To tak, jakby Kaczyński nagle ogłosił koniec uległości wobec swoich jelit i odbytu, odmawiając wizyt w toalecie. Nie będę się rozpisywać na temat skutku takiego wyboru.

 W WYNIKU DOBREJ (BUUUCHACHACHA...) ZMIANY, POLSKA ZAMIENIŁA SIĘ NA MIEJSCA Z KUBĄ. MAM SIĘ CIESZYĆ?

 

12:20, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
czwartek, 24 marca 2016

             Po serii zamachów w Brukseli kwestią czasu jedynie było, kiedy w naszym nadwiślańskim grajdołku odezwą się ścierwojady próbujące na zamachach zbić kapitał polityczny. I pominę tu takich dupków, jak znany z pijackich burd z policją Wipler, który postanowił się polansować ze sztucerem w ręku. Uważaj chłopie, bo choć to trudne, to akurat ty jeszcześ gotów tym czymś postrzelić się w pupę! Od razu przypomniał mi się inny znany, choć fikcyjny „twardziel”.

            Nie na jego głos jednak czekałem. Byłem głęboko przekonany, że wkrótce jakiś padlinożerca z sekty smoleńskiej, bądź też inny wielbiciel „dobrej zmiany” zapragnie na nieostygłych jeszcze ofiarach zamachów coś ugrać. Myliłem się? Sami oceńcie!

             Zbigniew Ziobro, człowiek bez honoru, patologiczny łajdak i zdrajca słynący z oszczerczych denuncjacji, znany skądinąd jako „człowiek- porażka” i „zero” (to za sprawą jego marnej wiedzy prawniczej), postanowił dowieść, że na sektę zawsze można liczyć.

            „Zero”, „człowiek- porażka”- niby mocne słowa, ale jak inaczej nazwać pierdołę, który w ciągu dwóch lat rządów PiS (2005- 2007) zdążył skompromitować Polskę niedorzecznym, pozbawionym dowodów wnioskiem o ekstradycję niejakiego Edwarda Mazura, który to wniosek wraz z kompetencjami polskiej prokuratury został wyśmiany przez sąd w Chicago. Oczywiście wniosek był pełen „twardych dowodów pana Zbyszka”, czyli jego bezwartościowych insynuacji. Najsmutniejsze jest to, że nikt z poważnych prawników nie wyklucza Mazura z kręgu podejrzanych, ale Ziobro sprawę najzwyczajniej w Świecie spalił, prezentując ją na konferencji prasowej nim zebrał materiał dowodowy. Inną z jego wtop było nieudane aresztowanie Barbary Blidy zakończone jej śmiercią- Zbyszek po dziś dzień nie potrafi podać ani dowodów jej domniemanej winy, ani nawet tego, o co chciał ją oskarżać. No i oczywiście słynna, nieudana prowokacja Ziobry na Andrzeju Lepperze. Lepper nie dał się nabrać, a Zbynio udowodnił jakim jest zbrodniczym przygłupem uznając, że właśnie dlatego, że się nie dał sprowokować, to znaczy że jest winny, bo ktoś go musiał ostrzec. Innymi słowy: Lepper był winien niepopełnienia przestępstwa korupcji, bo posłuchał czyjejś dobrej rady. I z takimi to „sukcesami” ta menda została po raz kolejny Ministrem Sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym. Łoj, jaka dobra zmiana!

 

            Wróćmy do tematu głównego. Otóż Zbigniew Ziobro postanowił wykorzystać śmierć i cierpienie ofiar zamachów terrorystycznych, by zaatakować Trybunał Konstytucyjny. Zbysiu stwierdził w publicznej wypowiedzi, że belgijski TK, podobnie jak polski TK, utrudniły służbom walkę z terroryzmem, ograniczając prawo do inwigilacji. Jak to „dobra zmiana” potrafi powiązać sędziów z zamachowcami! A teraz poważnie: W wypadku podejrzenia o terroryzm, służby prowadzą inwigilację, bo od tego są i się nie pytają TK, czy mogą, bo taka ich zasrana rola- odegrać tych złych robiąc swoje. Włos im za to z głowy nie spadnie, choć żaden polityk oficjalnie tego nie potwierdzi. Służby wręcz byłyby w kłopocie nie reagując na podejrzanych o terroryzm. Zupełnie inaczej ma się sprawa inwigilacji opozycji, którą tak naprawdę chce zalegalizować pan Zbyszek. I nie będzie to miało nic wspólnego z walką z terroryzmem, bo służby Ziobry znane są z pełnego zaangażowania w szukanie haków na Polaków, znane są też z namawiania ich do przestępstw, natomiast Zbysiu do tej pory trzyma się z daleka od terrorystów, żeby nie rozpraszać uwagi służb, które mogą przecież w tym czasie kopać dołki pod przeciwnikami politycznymi, więc antyterrorystyczny aspekt działalności zbyszkowych służb jest kompletnie nieznany.

            PiS nie przejmowało się nigdy życiem Polaków. Wręcz przeciwnie: Podczas likwidacji WSI, Antoni Macierewicz dokonał zdrady i ujawnił obcym kontrwywiadom agentów polskiego wywiadu wojskowego, za co od takiej Armii Krajowej dostałby wyrok śmierci do wykonania natychmiast- w bramie, przy śmietniku, w ciemnym zaułku. Za takie wystawienie żołnierzy na śmierć nie byłoby przebacz. Ale oczywiście dziś w wyniku dobrej zmiany, jako Minister Obrony Narodowej zajmuje się obrażaniem sojuszników i pozbawianiem armii nowoczesnej broni (próbuje unieważnić przetarg na śmigłowce bojowe), by jednocześnie zbudować zbrojne bojówki PiS zwane „obroną terytorialną”, których wartość bojowa jest zero, za to ich wartość terrorystyczna, to 10.

            Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski jest banda kretynów, która doświadczone służby zastępuje niekompetentnymi fanatykami. Mamy już pierwsze efekty: Teoretyczny prezydent, niewolnik Duda, niemal życia nie stracił, bo podporządkowany bezpośrednio Błaszczakowi BOR zaopatrzyło prezydencką limuzynę w zużyte opony. O losie! Żadne badania nie znalazły trotylu, kuli snajperskiej, ni niczego innego prócz zużycia i starości w gumie. Niewolnica Szydło natychmiast wyskoczyła z zapewnieniem, że Błaszczak jest jednym z najlepszych szefów MSW od 1989 roku! No jasne, prawie mu się udało zlikwidować Prezydenta RP! W ramach dobrej zmiany PiS zastanawia się zatem nad całkowitą likwidacją BOR. I pomyśleć, że już dawno temu Kononowicz chciał wszystko zlikwidować!

 

 

13:56, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 21 marca 2016

 

            W związku z rozpoczętym Wielkim Tygodniem czuję się w obowiązku przypomnieć, iż:

  1. W Wielki Tydzień, niespełna 73 lata temu żołnierze w niemieckich mundurach rozpoczęli ostateczną likwidację „drugiego sortu” ludzi (a przynajmniej za takowy ich uważali, mało tego, jak z rękawa sypali argumentami o niższości mordowanych).

  2. W Wielkim Tygodniu, Żyd z Nazaretu, Jezus syn Maryi, został zamordowany sądownie pod niedorzecznym zarzutem wszczynania buntu przeciw Cesarstwu. Oskarżyciele z uporem maniaka powtarzali, iż słowa Jezusa o jego królestwie „nie z tego świata” są równoznaczne z przyznaniem się do spisku. Dodam, że oskarżyciele mataczyli, starannie ukrywając fakt nauczania pokory przez oskarżonego, także tej wobec Cesarza.

  3. W Wielki Tydzień roku bieżącego Zbigniew Ziobro powołał do życia nowy zespół prokuratorów do spraw śledztwa smoleńskiego. Podobnie, jak prokurator Piłat, mają za zadanie dowieść niedorzecznego zarzutu zamachu. Dokonać tego mają poprzez mataczenie, ukrywanie podstawowych faktów, jak konsekwencji braku szkoleń załogi Tu 154M, konsekwencji próby zemsty PiSowskich urzędników z Przemysławem Gosiewskim na czele za uratowanie dupy prezydenta Kaczyńskiego podczas lotu do Tbilisi na pilotach wojskowych specjalnego pułku lotnictwa, a przede wszystkim konsekwencji przystąpienia do lotu do Smoleńska i podjęcia próby lądowania w warunkach urągających wszelkim procedurom bezpieczeństwa. Spodziewajmy się kolejnych dowodów podrzuconych na wycieraczkę, dowodów parówkowych, bluffów a'la Rońda, rozpylonej mgły, helu, dobijania rannych, opowieści o kombajnie brzozowym, który przecież służy do obcinania takiego miękkiego drzewa, a przede wszystkim spodziewajmy się prób przekonania społeczeństwa, że skoro Putin nie darzył przesadnym szacunkiem Kaczyńskiego, to jest najlepszy dowód na zamach.

            W związku z powołanym zespołem prokuratorskim, zasięgnąłem opinii mojej koleżanki z klasy, która jest prokuratorem, bynajmniej nie prokuratorem szeregowym i niedoświadczonym, gdyż powoli zbliża się do końca drugiej dekady pracy w zawodzie. Otóż, ptaszki ćwierkają, że do zespołu zgłosiła się miernota z przerostem ambicji nad dokonaniami. Zważywszy, jakiego zadania się podejmują, nie dziwi nic.

Przypowieść o pociągu pancernym.

            Pociąg pancerny „Krystyn” spędzał czas na bocznicy. Od czasu do czasu jedynie wypuszczany ze swego ślepego toru, by splunąć ze wszystkich luf w kierunku wyznaczonego celu, powtórzyć salwę i wycofać się raczkiem na boczny tor. Bo choć gruboskórny i do bólu agresywny, to w gruncie rzeczy słaby i niezdarny był Krystyn, poruszać się jeno po wyznaczonej torem ścieżce w przód i w tył potrafiący. Nawet nabranie prędkości i wyhamowanie czas nieznośnie długi zajmowało, nie mówiąc już o jakimkolwiek uniku, czy finezyjnym manewrze. Podczas kolejnego nieznośnie długiego postoju na bocznicy odszukał „Krystyna” miłośnik starej broni pancernej, niejaki Filip Chajzer, podszedł do ledwo sapiącej maszynowni i poprosił o komentarz do słów jego siostry, biorącej udział w manifestacji KOD. „JA NIE MAM SIOSTRY”- odparł Krystyn.

            Moi drodzy: Jakże samotny musi być Krystyn, plujący na wszystkich, którzy mu się na celownik nawiną, WYRZEKAJĄCY SIĘ WŁASNEJ SIOSTRY!!! Chowany na bocznicę, uruchamiany, by splunął, sapnął i skrył się do swej nory. Podobną samotność wróżę członkom zespołu prokuratorskiego ds. śledztwa smoleńskiego. Podobnej samotności doznaje każdy zostający żołdakiem gnoma żoliborskiego. Nie łudźmy się: Ileż można się oszukiwać, że otaczające PiS miernoty ćwiczone w szukaniu haków, podstawianiu nogi, knuciu, intrygowaniu, pomawianiu, to przyjaciele. Krystyn to wie. Jest sam, jak ta PiSda. Bez miłości, bez rodziny, bez przyjaciół. O! Znowu mu lufę czyszczą!

 

 

14:35, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
Tagi