RSS
sobota, 25 czerwca 2016

           Jestem właśnie po lekturze ciekawego artykułu z Magazynu Wyborczej o brytyjskim narodowym populiście, który jest uznawany za głównego sprawcę i orędownika BREXITU (możecie go przeczytać, klikając w ten akapit, jeśli macie prenumeratę Wyborczej). O ile nie podzielam zachwytu nad tym człowiekiem, to chętnie na jego przykładzie pokażę, jak działa populizm i jak szybko się obraca przeciw tym, którzy go stosują.

            Nigel Farage, bo o nim mowa, zasłynął pełną pogardy mową do Hermana Van Rompuy- ówczesnego Przewodniczącego Rady Europejskiej, poprzednika Donalda Tuska. Oto jej fragmenty:

 

            ”Powiedziano nam, że gdy będziemy mieli przewodniczącego, zobaczymy wielką postać o światowej renomie. Człowieka, który mógłby być politycznym przywódcą 500 milionów ludzi. Cóż, obawiam się, że dostaliśmy pana. Nie chcę być niegrzeczny, ale naprawdę ma pan charyzmę mokrej ścierki i wygląd urzędnika bankowego niskiego szczebla. Kim pan jest? Nigdy o panu nie słyszałem. Żaden Europejczyk o panu nie słyszał. Chciałbym więc pana zapytać: kto na pana głosował?(...)

            - Wydaje się, że pan nienawidzi samej idei państwa narodowego - ciągnie Farage. - Może dlatego, że jest pan z Belgii, która praktycznie nie jest państwem. Nie ma pan żadnej legitymacji do wykonywania tej pracy. Mam mocne podstawy uważać, że mówię w imieniu większości Brytyjczyków: Nie znamy pana, nie chcemy pana i im szybciej odejdzie pan na zieloną trawkę, tym lepiej....”!

 

            Ciekawa mieszanka wścieklizny i kompletnej ignorancji, nie mówiąc już o opluwaniu przeciwników politycznych i uprawianiu antypolityki w stylu Kaczyńskiego, czy JKM. Jedynym powodem, który sprawia, że takie kretynizmy działają, jest adresat: Przygłupi, niedouczony wyborca, któremu się wydaje, że wszyscy dookoła go krzywdzą, a już zwłaszcza obcy, na przykład jakiś belgijski Przewodniczący Rady Europejskiej.


            Zwrócę teraz uwagę czytelnika na największe idiotyzmy powyższych fragmentów wypowiedzi NF. Po pierwsze, ten czubek chwali się tym, że nie wie kim jest Herman Van Rompuy i nigdy o nim nie słyszał. Byle przygłup z pubu, który zna jedynie swój grajdołek, barmana, szefa w pracy i paru gości od opróżniania kufli pomyśli teraz sobie: „Fuck, on dobrze gada”. Ba, nawet polityk takiego szczebla, jak Stanisław Anioł z Pułtuska (serial „Alternatywy 4”) również nie wie, kim jest HVR. I on również myśli sobie „No właśnie: Kaczyńskiego znam, Ziobrę znam, Korwina znam, Tuska znam, a jakiegoś HVR nie znam za cholerę”. Od razu Czytelnika uspokoję, że zarówno polityk z Pułtuska, jak i zapity Cockney z robotniczych dzielnic wschodniego Londynu, świetnie sobie radzą bez znajomości szefa Rady Europejskiej i do niczego nie jest im to potrzebne DOPÓKI NIE ZECHCĄ UPRAWIAĆ MIĘDZYNARODOWEJ POLITYKI. Dopiero wtedy nieznajomość nazwiska Rompuy staje się strasznym obciachem i znakiem, że lepiej się rozebrać i popilnować ubrania, niż dalej iść ta drogą. HVR nie jest bowiem człowiekiem znikąd, jak nie przymierzając Duda Andrzej, czy Gliński Piotr. HVR to doświadczony polityk, były przewodniczący belgijskiej chadecji, wieloletni wicepremier i minister finansów, przewodniczący Izby Reprezentantów i wreszcie Premier Belgii. Jeżeli ktoś, kto chce uprawiać politykę europejską chwali się tym, że nie zna takiej postaci, to naprawdę jest zarozumiałym przygłupem, nikim więcej!


            Kolejna arcygłupia rzecz, jaką powiedział Farage do Rompuy'a, to oskarżenie, że rzekomo nienawidzi idei państwa narodowego (w domyśle- idei głoszonej przez Nigela Farage). Szczerze powiedziawszy, to Wielka Brytania jest ostatnim państwem w Europie, o którym można powiedzieć „państwo narodowe”, gdyż jest to zjednoczenie Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii Północnej. Mało tego, Wielka Brytania jest zalana emigrantami z brytyjskich kolonii, a stało się nie za sprawą Unii Europejskiej, a za sprawą kolonializmu brytyjskiego. Jakim trzeba być idiotą, by uważać UK za państwo narodowe, a jakim superczubem być należy, żeby go słuchać i głosować tak, jak on podpowie. Przy tej głupocie, mało znaczącym staje się kolejna, gdzie ten osioł uznał Belgię za „praktycznie nie- państwo”. Bo co? Bo jest federacją? A Wielka Brytania, to czym niby jest?! Gdybym zaś porównał popularność tendencji separatystycznych w Belgii i Wielkiej Brytanii, to bliżej totalnej rozpierduchy jest ta druga. I wychodzi na to, że Nigel Farade nie zna ani Europy, ani Belgii, ani Wielkiej Brytanii. Być może zna swój grajdół, w którym kilku przydupasów gania za nim kadząc mu komplementy, choć i za to nie ręczę.

            Dobra, starczy już opowieści o tym, jak głupio, by nie rzec debilnie, być populistycznym nacjonalistą. Teraz szybciutko spójrzmy, jak błyskawicznie uleganie kretyńskim argumentom i przełożenie tej uległości na głosowanie w sprawie BREXIT-u wpłynęło na Wielką Brytanię. Przyjrzyjmy się uważnie, bo tak błyskawicznego kryzysu się nie spodziewałem. I nie chodzi mi tu o kryzys finansowy, czy gospodarczy. Mam na myśli kryzys państwowości!


            Zapewne słyszeliście już o spadkach na londyńskiej giełdzie, obniżce kursu funta sterlinga, o tym, że agencje ratingowe walą w Wielką Brytanię, aż miło. Agencja Moody's obniżyła jej perspektywę ze STABILNEJ na NEGATYWNĄ, to samo zrobiła amerykańska agencja Standard & Poors. Ale co powiecie na rozpad Wielkiej Brytanii? Jak już pisałem, przygłupi Farade nie załapał, że Wielka Brytania nie tylko składa się z czterech prowincji zamieszkałych oprócz Anglików przez Walijczyków, Szkotów i Irlandczyków, ale także przez emigrantów z dawnych kolonii brytyjskich, n.p. Hindusów, czy Arabów oraz wszelkiej maści Afrykanów i Afrykanerów. Domyślacie się już ich reakcji na nacjonalistyczne brednie NF? Zgadza się: Szkocja i Irlandia Północna już chcą przyłączyć się do UE nawet, jeżeli będzie to oznaczać wyjście z Wielkiej Brytanii (Szkocja jako samodzielne państwo, a Irlandia Północna jako przyłączone do Republiki Irlandii). Mało tego, Londyn chce dla siebie również członkostwa w UE. To przestaje być śmieszne!

            Nie będę się bawić w proroka, ale już teraz widać, jak jeden nacjonalistyczny idiota i niedouk poparty przez rzeszę kompletnych kretynów wpędził stabilną Wielką Brytanię w kłopoty. Nas również, bo tak się składa, że nie żyjemy na osobnej planecie.

            Na zakończenie spieszę donieść, że dzisiejszy post zilustrowałem piosenkami Belga, czyli kogoś, kogo właściwie według Nigela Farade'a nie było, tak jak Belgii według niego „właściwie nie ma”. Jednakże moim skromnym zdaniem, większa jest szansa, że się rozpadnie Wielka Brytania, niż Belgia. Wszelkich nacjonalistów pozdrawiam tradycyjnym „eciepecie, głupole”!

 

 

 

P.S.

 

           Ponieważ właśnie w tym momencie David Gilmour gra we Wrocławiu Wish You Were Here, wrzucę i coś z dobrych lat. Na przykład to:

            Mówcie sobie co chcecie, ale dla mnie to tak, jakby Polskę odwiedził papież, tylko taki, w którego wsłuchuje się dużo więcej ludzi.

21:50, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
piątek, 24 czerwca 2016

 

Motto:

Odpowiednie dać rzeczy słowo.

-Cyprian Kamil Norwid.

 

            To, że bandyci używają zgoła innych określeń swoich przestępstw, niż reszta społeczeństwa, jest dla mnie zrozumiałe- nikt nie chce być w swoich własnych oczach łajdakiem, więc szuka usprawiedliwień. W psychologii społecznej nazywamy to redukcją dysonansu poznawczego. Złodziej twierdzi, że wykonuje tylko swoją pracę, podobnie jak najemnik, czy płatny morderca. Partyjniocy z Prawa i Sprawiedliwości zaś nazywają swoją odmowę respektowania zapisów najwyższego prawa RP, jakim jest Konstytucja RP równie eufemistycznie: różnicą poglądów. Wytłumaczcie mi jednak, dlaczego wszystkie (BEZ WYJĄTKU) media działające na terenie Polski nazywają ten proceder „SPOREM O TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY”, bo tego już zupełnie nie rozumiem. Wyjaśnijcie mi, czy to oznacza, że jeśli okradnę sąsiada i sąd na podstawie odpowiedniego artykułu Kodeksu Karnego nakaże mi wypłacić mu odszkodowanie, a ja odmówię argumentując, że to moja prywatna sprawa, to się to będzie nazywać „SPOREM KODEKSOWYM”? Choć nie, spór to będzie, jeśli będę należeć do PiS- w przeciwnym wypadku, będzie to porażające przestępstwo lub jakoś tak- to już zrozumiałem. Niech mi ktoś wytłumaczy, jak to jest, że PiSowski teoretyczny prezydent podpisuje ustawy nie czytając ich i nie tylko nie sprawdza ich zgodności z Konstytucją (co nakazuje mu właśnie Ustawa Zasadnicza), lecz ignoruje orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, a media nazywają to „SPOREM”. Najgorsze jest to, że to dopiero początek.


            Istotą przestępstwa sądowego jest ignorowanie litery prawa przez tych, którzy z racji pełnionej funkcji powinni stać na jego straży. Szczególnie zaś ohydnym jego rodzajem jest oskarżanie o niepopełnione zbrodnie. Zawsze to powtarzam przy podobnych okazjach: Jezus z Nazaretu został oskarżony o spisek przeciw Cesarzowi, bo jakiś przestępczy prokurator Judei jego słowa o „Królestwie nie z tego Świata” uznał za atak na Cesarstwo i osobę jego władcy. Legendarny dowódca AK, generał Nil- Fieldorf był oskarżony o spisek przeciw Rzeczpospolitej, bo przestępcza prokurator Wolińska poprowadziła równie zbrodnicze śledztwo, co Piłat. Walczący przeciw hitlerowcom ramię w ramię z Armią Czerwoną żołnierze 27 Wołyńskiej Dywizji AK byli rozbrojeni i aresztowani przez tę armię, trafiali później do łagrów i więzień, gdzie nierzadko czekała ich śmierć, również przy wtórze oskarżeń o zdradę Polski. Tłustowłosa PiS-owska bandytka domaga się przywrócenia dla Tuska kary śmierci (oskarżając go, a jakże- o zdradę), najwidoczniej dlatego, że biedakowi nie przyszło do głowy, że Lecha Kaczyńskiego i jego świtę trzeba przewozić w kaftanach bezpieczeństwa, zamkniętych w klatce i zakneblowanych dla pewności, żeby dostojni pasażerowie nie wydawali samobójczych rozkazów. Stadionowi bandyci dla odmiany grożą KOD-owi, Nowoczesnej, Olejnik i Lisowi szubienicami, a prokuratura Ziobry nazywa to polemiką ze zdarzeniem. Można by te fakty zignorować, gdyby nie ignorowanie litery prawa przez prokuraturę. Skoro już przy ignorowaniu litery prawa jesteśmy, to właśnie wyszło na jaw pismo Kancelarii Prezydenta RP odmawiające prawa łaski za niepłacone długi, gdyż przysługuje ono dopiero po uprawomocnieniu wyroku. Przypomnijmy, że chodzi o pismo kancelarii teoretycznego prezydenta Dudy, którego jedną z pierwszych decyzji było prawo łaski dla PiSowskiego przestępcy PRZED UPRAWOMOCNIENIEM WYROKU- kliknij tu- w ten akapit, a dowiesz się szczegółów ODMOWY PRAWA ŁASKI DLA NIE- PISOWSKIEGO APLIKANTA.

            Powyższe incydenty to mały pikuś wobec otwartych prób popełnienia przestępstwa sądowego przez prokuraturę Ziobry, które opiszę poniżej.

            Po pierwsze, sprawa odebranych dotacji dla RYDZYKOWEJ fundacji Lux Veritas. Rząd PiS- LPR- Samoobrona odwdzięczył się Ojdyrowi „drobną” dotacją rzędu 26 mln złotych, rząd PO-PSL dotację wstrzymał, a po ponownym przejęciu władzy przez PiS, na mocy ugody, rząd „dobrej zmiany” wypłacił Tadeuszowi R. 26,5 mln PLN „odszkodowania za wstrzymanie dotacji”. Ponoć w sądzie Rydzyk i tak by wygrał (od kiedy to PiS wie przed ukończeniem postępowania i na długo przed wyrokiem, jak by brzmiał wyrok). Przetłumaczę ten przykład na jakiś prostszy, bardziej zrozumiały: Jeżeli pijany mąż obieca pożyczyć drugiemu pijusowi 10 tysięcy złotych z domowego budżetu, ale na przeszkodzie stanie żona i wstrzyma pożyczkę, to PiS- owskie władze i tak uznają, że żona ma się zamknąć i wydać 10 tysięcy złotych. Oczywiście PiS zawsze dba o pretekst i w wypadku słynnego redemptorysty, pretekstem jest rozwój alternatywnych źródeł energii. Nie bolą Was brzuchy od śmiechu? Mnie tak, bo teoretyczny prezydent Duda właśnie podpisał ustawę antywiatrakową, a rząd PiS wymógł na państwowych spółkach energetycznych wsparcie nierentownych kopalń węgla kamiennego (do napędzania jak najbardziej nieekologicznych i klasycznych urządzeń energetycznych). Rząd wręcz walczy z alternatywnymi źródłami energii, a w tej konkretnej sprawie, spłaca jedynie dług za nielegalną reklamę wyborczą w rydzykowych mediach. Ale miało być o próbie przestępstwa sądowego. Otóż, resort Jana Szyszko (Ministerstwo Środowiska) składa zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, którym było według tego bandyty wstrzymanie dotacji dla Rydzyka. Wracając do przykładu z żoną- powinna zatem nie tylko stracić pieniądze z domowego budżetu, ale i pójść do więzienia za to, że próbowała je ratować.


            Minister Szyszko jest również nagatywnym bohaterem innej próby popełnienia przestępstwa sądowego. Myślę, że każdy wie, iż Szyszko „ratuje” drzewa Puszczy Białowieskiej przez ich wycięcie. Od razu przypomina mi się Rozalka z nowelki Bolesława Prusa „Antek”, którą uratowano przed chorobą wsadzeniem do pieca na trzy zdrowaśki. Zmarła jedynie dlatego, że choroba z niej za szybko wyszła! Szyszko nie tylko rozpoczyna masową wycinkę drzew w obszarze chronionym, wbrew stanowisku ekologów, Polskiej Akademii Nauk, a także Komisji Europejskiej. Minister Szyszko swoim bandyckim sposobem, zgłasza do prokuratury partyjnego kolegi, Zbysia Ziobro, możliwość popełnienia przestępstwa przez poprzedni rząd, a polegającego na (cytuję) „ograniczeniu możliwości pozyskania drewna (tak w języku bandyty nazywana jest wycinka obszaru chronionego dla zysku), co doprowadziło do rozwoju organizmów patogennych”. Innymi słowy: Szyszko chce sądzić poprzedniego Ministra Środowiska za to, że zamiast nachapać się na wycince drzew w terenach chronionych, robił to, co do niego należy i bronił drzew, więc i całego ekosystemu z całą leśną fauną i florą, gospodarką wodną, obiegiem CO2 (fotosynteza) i podobnymi drobiazgami, o których moherowy lud nie ma bladego pojęcia. Niedawno podczas wędrówki po Karkonoszach zagadnęliśmy leśnika. Słowo do słowa- doszliśmy do tematu ratowania Białowieży przed kornikiem drukarzem. Pierwsze słowa leśnika mówiły o tym, że kornik z jednego drzewa może zarazić 50 następnych. Zapytaliśmy zatem, czy to znaczy, że jednak trzeba robić wycinkę w Białowieży- czy puszcza nie obroni się sama.?! I tu facet chwilę pomyślał i odpowiedział tak: „Mieliśmy tu niedawno pewnego profesora, który powiedział, byśmy już tak nie pomagali przyrodzie, bo przyroda pomoże sobie sama. Po usychaniu wielkich połaci drzewostanu w Izerach, prowadzono akcję zalesiania. Rozsiewano z powietrza modrzew. Wszystko by było pięknie, gdyby nie to, że wprowadzono monokulturę, którą później zaatakował jakiś tam szkodnik. Gdyby rosły różne drzewa, szkodnik zanim pożywiłby się modrzewiem, został by wyeliminowany przez naturalnych wrogów, ale że chcieliśmy pójść na skróty, to i zapłaciliśmy za t niedbalstwo”. Tym to sposobem leśnik uchylił się od wiążącej odpowiedzi, a wnioski wyciągajcie sobie sami. Ja wrócę do zagadnienia prawnego: Jakoś nikt nie ściga prawnie tych, którzy podjęli decyzję o zalesianiu Izerów modrzewiem, bo byłoby to (przepraszam, ale to określenie pasuje mi najlepiej) idiotyczne skurwysyństwo, gdyż decyzja ta zapadła w dobrej wierze i dała jednak jakieś efekty- drzewostan Izerów jest dziś w coraz lepszej kondycji. Nie przewidziano pewnych strat, ale błędów nie popełnia jedynie ten, kto nic nie robi. I jak się ma do tego próba ścigania przez ministra Szyszko ludzi, którzy próbowali ratować drzewa przed wycinką, oskarżeniem ich o niszczenie drzewostanu?! Zwłaszcza, że wycinka równa się totalnej degradacji dotychczasowego ekosystemu!

            Tymczasem gnuśny Naród nawet nie wie, że Minister Środowiska we współpracy z Ministrem Sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym w jednym, testują możliwość dokonywania przestępstw sądowych na przeciwnikach politycznych. Cisza..., jak makiem zasiał! Wolska właśnie się jara Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej, zasranego „dziękuję” nie mówiąc ekipie Tuska, która wprowadziła program „Orlik 2012” (do roku 2010 wybudowano 1500 boisk, do 2012- 2600) oraz przeznaczyła środki na budowę i modernizację profesjonalnych stadionów i właśnie mamy tego pierwsze efekty). Puszy się Szydło, puszy się Duda, opłotkami pomykając do piłkarzy z gratulacjami, by nie zostać wygwizdanym. Mamy i inne atrakcje: „Jak wydać 500+”. Jak to dobrze, że nie trzeba myśleć, czym finansujemy ten program. I że rzucenie na rynek pieniądza bez otrzymania za niego produktu osłabia ten pieniądz (to w odróżnieniu od programu Orlik, gdzie pieniądz wydawano na budowę boisk, a także w odróżnieniu od innych programów- budowy autostrad, obwodnic, etc.). Dziś z kolei dyskutujemy o tym, że BREXIT stał się faktem (trudno to zignorować- to inny fakt), a tymczasem w prokuratorskich zaciszach testowana jest możliwość popełniania przestępstw sądowych na przeciwnikach politycznych. To w takim razie choć Woland o tym na swoim blogu przypomni!

 

 

14:25, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 20 czerwca 2016

            Zdziwieni sensacjami wokół Antoniego Macierewicza? Coś się kurwizja niespecjalnie kwapi do informowania o agenturalnych powiązaniach szefa MON. Za to „Wyborcza” służy uprzejmie faktami na ten temat- kliknij tu- w ten akapit, by poczytać.

            Ciekawe, prawda? Ten, co najgłośniej krzyczy „łapaj agenta”- od początku lat osiemdziesiątych jest w bliskiej komitywie z tajnym współpracownikiem bezpieki, niejakim Luśnią, który mimo uznania go przez sądy TW, jest do dziś prezesem związanej z Macierewiczem fundacji „Głos”. Artykuł przypomina też innego TW z otoczenia Macierewicza, smoleńskiego profesora Cieszewskiego i jego opiekuna z ramienia bezpieki, Nadworskiego. Do tego dochodzi kilka arcyciekawych powiązań biznesowych, których beneficjentem była firma Macierewicza. "ET VOILA": Czy jaśniejsze wydaje się, dlaczego Antoni Macierewicz tak uporczywie sabotuje funkcjonowanie Państwa Polskiego, a zwłaszcza jego stosunki z UE i NATO?

            Wielokrotnie na łamach tego bloga przypominałem, że Macierewicz nie tylko zrobił czystkę w wywiadzie wojskowym (co od biedy można usprawiedliwić), ale i zdemaskował kontakty naszego wywiadu, upubliczniając nazwiska agentów, co w czasach Armii Krajowej kwalifikowało się na wyrok śmierci za zdradę Polski z rygorem natychmiastowego wykonania. Mało tego, jego teczki i rewelacje o agentach w strukturach państwowych wypływały w momencie gdy ważyły się losy naszego członkostwa w NATO i UE, a tego typu informacje mogły bardzo zaszkodzić naszemu akcesowi do tych międzynarodowych związków, a to by oznaczało pozostawienie nas w łapach Rosji, niczym Ukrainy, czy Białorusi.

            Jeszcze jeden fakt: po objęciu teki szefa MON, Antoni Macierewicz zablokował realizację przetargów na zakup nowoczesnej broni dla naszej armii- w tym śmigłowców transportowych. Przypomnę, że Polacy przegrali spektakularnie kampanię wrześniową właśnie z powodu braku sprawnego transportu. Ba, nawet Niemcy hitlerowscy przegrali w Afryce Północnej z identycznego powodu. Tymczasem Macierewicz zablokował WSZYSTKIE przetargi. W zamian za to chce utworzyć bezwartościowe bojowo w wypadku konfliktu z Rosją, lecz niezwykle cenne do zastraszania Polaków uzbrojone nacjonalistyczne bojówki. Powiecie, że zawsze to więcej karabinów? A ja się spytam, dlaczego nie proc, łuków i dzid bojowych. Polska ma wystarczającą ilość sztuk broni ręcznej, za to dramatycznie mało broni nowoczesnej, lotniczej, rakietowej, elektronicznej.


            Wisienka na torcie: Jednocześnie Antoni Macierewicz dba, by dawać Rosji preteksty do przegrupowania wojsk bliżej naszych granic, choćby przez prowokacyjne wypowiedzi, czy przegrupowania naszych wojsk na wschód (do jasnej cholery, tak można robić mając możliwości ofensywne i planując atak, bo jeśli chodzi o taktykę obronną, to wojska nadgraniczne spisane są zazwyczaj na straty- jeszcze raz wspomnę wrzesień '39 i ten błąd taktyczny wypominany wrześniowemu dowództwu przez gen. Kutrzebę- rozlokowanie wojsk wzdłuż granic, zamiast skrócenia linii frontu i koncentracji w głębi kraju, dla lepszej komunikacji, transportu, możliwości uzupełnień oraz wydłużenia linii transportu wroga). Wracając do ruchów Macierewicza, chyba nawet sekta zdaje sobie sprawę z tego, że możliwości ofensywnych w starciu z Rosją, to my- w przeciwieństwie do wschodniego giganta- raczej nie posiadamy (choćby ze względu na brak bombowców strategicznych i rakiet średniego i dalekiego zasięgu).


           Ciekaw jestem, kiedy dziennikarze śledczy złamią tabu i zlustrują powiązanych z Macierewiczem duchownych. Tutaj może być ciekawie, że przypomnę słowa księdza Isakowicza- Zaleskiego: „90% księży NIE współpracowało z bezpieką”. Prosta arytmetyka mówi, że w takim razie 10% współpracowało. Co na to Jarosław Kaczyński, tak skwapliwie otaczający się komunistycznymi przestępcami sądowymi, jak sędzia Kryże i prokurator Piotrowski? Pożyjemy- zobaczymy!


 

00:18, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
wtorek, 31 maja 2016

            Zauważyliście, że statystycznego Kiepskiego obraża wiele rzeczy, które wywołują oburzenie jedynie w jego Grajdołkowie? Na świecie są one zupełnie normalne. Ot, choćby uśmiech na powitanie, czy słowo „proszę”, gdy o coś prosimy albo „dziękuję”, gdy otrzymujemy pomoc. Przecież Kiepski nie będzie się cieszyć, jak te fałszywe zachodnie zgniłki, on od pierwszej sekundy dnia ma na twarzy wymalowany głęboki ból istnienia i nie zamierza tego zmieniać! Nie będzie się też płaszczyć, bo Kiepskiemu pomoc się należy, bo jest Polakiem! Europę przed Turczynem i Bolszewikiem uratował! Niemca bił! Albo spróbuj przy Kiepskim założyć marynarkę i skórzane buty, gdy on właśnie paraduje w gaciach, na które zamierza wciągnąć dresik i przyodziać stópki w klapki (koniecznie wsuwane na skarpetę ze znaczkiem „adidas”). „Coś się tak wystroił, elegancik się znalazł”, to tylko przykładowe reakcje, które przecież zdarzało mi się słyszeć. Albo taki papież Franciszek, który nie życzy sobie luksusu wobec swojej osoby- jakże on naszym biskupom Kiepskim mógł ciśnienie podnieść! Taki brak szacunku wobec stolca piotrowego i przywilejów wynikających z zasiadania na nim! Albo tacy cykliści! Zamieszanie robią, zamiast sobie w korku postać, jak każdy uczciwy obywatel!

Pielgrzymka Kiepskich na Jasną Górę.

            Najgorszy jest jednak Tusk! On tak epatuje..., fuj! No przecież gdzież to w piłkę umieć grać! Piłę, to się ogląda, jak mecza puszczą! A charatają w gałę tylko jakieś lemingi! No i biega! Jarosław Kiepski z Żoliborza na samą myśl dostaje zadyszki! W dodatku Tusk biega długodystansowo i na czas! A przecież wiadomo, że porządny Wolak ma kwaśny oddech, tłuste dupsko ulane na fotelu, pilota w garści, browar na stole i dumę narodową w sercu! I SZACUNEK MA DLA BARW!

            No i wyobraźcie sobie, że ten Tusk biega na zawodach! W Brukseli biega! W krótkich spodenkach biega! Czerwonych! I jeszcze w drodze na start półmaratonu, złożył kwiaty pod prowizoryczną tablicą pamiątkową na stacji Maelbeek (niecały kilometr od startu biegu)! A na sobie miał koszulkę! Białą! Z napisem „BRUKSELA 22/03/2016 PAMIĘTAJ”! Żeby uczcić ofiary marcowego zamachu na tej stacji! Tego Kiepskim było za wiele. W sieci burza- „jak on tak mógł, co za brak szacunku”, Kiepscy lamentują i złorzeczą, a ja coś Wam tymczasem puszczę.

            Tak, tak, na samej murawie 25 facetów w krótkich spodenkach (22 piłkarzy + 3 arbitrów), poza nią dużo więcej, upamiętniają minutą ciszy ofiary katastrofy pod Smoleńskiem. Bo dla sportowca, strój w którym startuje na zawodach jest jak mundur dla żołnierza. Tylko skąd Kiepscy mogą o tym wiedzieć?!

 

 

00:04, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
niedziela, 29 maja 2016

           Szef MSW, Mariusz Błaszczak, przy którym Jaś Fasola jawi się niczym James Bond przy inspektorze Clouseau, wsławił się w ostatnich dniach zdradą swych podwładnych, mszcząc się za prawidłową interwencję policji w Gdańsku, gdyż szeregi pacyfikowanych przez nią nacjonalistycznych zadymiarzy zasilała córuś PiSowskiej radnej. Niby nic nowego, bo PiS opiera się właśnie na zdradzie, lecz wobec zagrożeń terrorystycznych i zbliżających się Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, tak bardzo bym się nie cieszył. Gdybym miał wymienić największe zagrożenia terrorystyczne grożące w najbliższym czasie Polsce, wymieniłbym kolejno:

  1. Antoni „Psycho” Macierewicz.

  2. Zbigniew „Zero” Ziobro.

  3. Mariusz z Sochaczewa Kamiński.

  4. Mariusz z Legionowa Błaszczak.

            Kolejność nie jest przypadkowa. Antoni M. zdradził już polskich żołnierzy, wystawiając obcym kontrwywiadom ich informatorów. Głównie tych z regionu aktywności Al Kaidy, ISiS i innych muzułmańskich ekstremistów. Do tego z konsekwencją psychopaty usuwa ze służb specjalnych i mundurowych każdego doświadczonego oficera. Czystki tam przeprowadzane można przyrównać jedynie do stalinowskich czystek wśród sowieckich oficerów (jak pamiętamy, dzięki temu Hitler doszedł aż pod Leningrad, Moskwę i Stalingrad). Stanowi on aktualnie największe zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeczpospolitej (zarówno wewnętrznego, jak i zewnętrznego, wszak właśnie robi czystki w armii i blokuje przetargi na sprzęt wojskowy- w tym śmigłowce bojowe).

            Zbysiu- człowiek porażka, czego się nie tknął, to spieprzył, bo zanim zrobił, to o tym opowiedział w telewizji. Czystki, podkładanie świni kolegom przez nakłanianie ich do przestępstw, fałszywe oskarżenia, to jego domena. Wyobrażacie sobie, żeby jakakolwiek służba przekazała takiemu człowiekowi pełne dane dotyczące swojej pracy? Równie dobrze można grzechotnikowi palcem umyć zęby!

            Mariusz z Sochaczewa, przestępca ułaskawiony przez teoretycznego prezydenta Dudę, umie (a właściwie „umi”) tyle co Ziobro, tylko nie jest tak podstępną i zdradziecką mendą. Powiedziałbym, że ma nawet w sobie coś na kształt sentymentu do swych podwładnych. Toć za najsłynniejszego żigolaka wśród agentów, niejakiego Tomasza K., to on był skłonny ręczyć słowem harcerza. Ziobro nie miał tyle skrupułów: Gdy ktoś z jego podwładnych wpadł w jakieś bagno, to mu jeszcze w łeb sztachetą gotów był przywalić, żeby się nie męczył (że tak przypomnę jego zastępcę, Janusza Kaczmarka, bądź rządowego kolegę, Andrzeja Leppera). W każdym bądź razie zarówno jeden, jak i drugi, zamiast ścigać przestępców, zajmowali się wrabianiem konkurentów politycznych. Siłą rzeczy, jeżeli służby zamiast ścigać przestępców, produkują nowych, to już lepiej by ich wcale nie było.

            Kimże jest Mariusz z Legionowa, by go stawiać w jednym szeregu z tak groźnymi kolegami? Niczym Jaś Fasola- nie wie, co to lęk, nie wie, co to strach, po prostu się boi i nie wie nic. Jest jednak, NIESTETY, cywilnym szefem policji, szefem BOR i ma już na koncie jeden „zamach” na prezydenta przeprowadzony przez swych podwładnych, którzy oszczędnie założyli zużyte opony do pancernej limuzyny teoretycznej głowy państwa. Teraz Błaszczak do tego dorzucił strach policjantów przed zdecydowanymi interwencjami (kto im zaręczy, że wśród atakujących bandytów nie ma nikogo z PiS, skoro tak się składa, że ta partia akurat z bandytami współpracuje wyjątkowo chętnie- czy to faszyści, czy komunistyczni przestępcy sądowi, czy skazani byli i obecni szefowie CBA)- dziś lepiej uciekać, niż się narazić szefowi MSW prawidłową interwencją.

            Póki co, jakich mamy wyborców, takich i terrorystów, ale zważywszy na to, kto nas przed nimi ma bronić, wszystko jest możliwe. Jakież piękniejsze zaproszenie do potencjalnych zamachowców można wystosować, niż zwalniając najbardziej doświadczonych oficerów i grożąc pozostałym, że wszelkie ich działania i kontakty mogą być użyte przeciw nim samym?!

            Ponieważ w dzisiejszym felietonie powaga przeplatała się z kpiną (z przewagą tej drugiej), prosiłbym by ten akapit potraktować śmiertelnie poważnie. Maryś, córuś gdańskiej radnej z ramienia PiS, Anny Kołakowskiej, po raz kolejny robi za prowokatorkę w nacjonalistycznych zadymach. Ponieważ Mariusz Błaszczak w swym marnym życiu tak był zajęty tkwieniem między pośladkami prezesa pana, że gówno widział, to ja wytłumaczę panu szefowi MSW, co robią takie gówniary w zadymach. To one, jako najsłabsze, spełniają rolę najpierw prowokatorów zadymy, a później podżegaczek do okrutnego rozprawiania się ze sprowokowanym przeciwnikiem. Gdyby pomiędzy nacjonalistycznymi bojówkami z radną PiS i jej córcią w składzie a uczestnikami marszu równości nie było policji, córuś by była na przedzie lżąc uczestników marszu, gdyby to nie zadziałało, kogoś by popchnęła, może kopnęła, może rzuciłaby komuś w łeb butelkę- różne są techniki i różna skala bezczelności w zależności od indywidualnych preferencji prowokatora. W końcu ktoś by jej dał w mordę- niezbyt mocno, ale wystarczyłoby do tego, by „obrońcy czci dziewoi” rzucili się do ataku. I potwierdzi to każdy, kto bywał w takich miejscach, jak Jarocin (ale ten z pierwszych edycji festiwalu, gdy bezpieczeństwo uczestników stało na dużo niższym poziomie i walki między subkulturami były na porządku dziennym). Policja dobrze wie co robi, zatrzymując prowokatorów, bo to takie gnojstwo, jak zatrzymana Maryś, rozpoczyna wielkie bójki, które mogą się przerodzić w zamieszki. Sam się jednak zastanawiam, po co ja to piszę, skoro dla miłośników dobrej zmiany to nie ma znaczenia.

            No dobra, zgrywałem się, dobrze wiem po co ja to piszę: Jeżeli w Polsce dojdzie do zamachu terrorystycznego i będą ofiary śmiertelne, to chcę by był w sieci wyraźny ślad, że ktoś wskazywał słabe punkty bezpieczeństwa wewnętrznego. Podobnie rzecz się ma z zamieszkami. Jeżeli sterroryzowana przez własnego szefa policja wycofa się, dopuszczając tym samym do bezpośredniego starcia dwóch wrogich manifestacji, to będzie to skutkiem sabotażu bezpieczeństwa prowadzonego przez takie indywidua, jak Macierewicz, Ziobro, Kamiński z Sochaczewa, Błaszczak.

 

 

02:57, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 23 maja 2016

            No i się doczekaliśmy. Dzięki „dobrej zmianie”, Komisja Europejska zajmie się Polską dokładnie tak, jak rada pedagogiczna zajmuje się dość zdolnym, ale nieznośnym gówniarzem i tak, jak gówniarzowi grozi zawieszenie w prawach ucznia, tak Polsce grozi odebranie prawa głosu w Radzie UE. To na razie mało prawdopodobne i wszelkie znaki na niebie i ziemi mówią, że jutro nadal będziemy mieć ten głos, ale już sam fakt rozpatrywania takiej możliwości jest upokarzający i pokazuje, do jakiej pozycji banda Jarosława Tchórzliwego doprowadziła Polskę. Wracając do rady pedagogicznej i sądzonego gówniarza: Kto z nas nie pamięta kolegów z lat szkolnych wracających z dywanika u dyrektora, mówiących z cwaniackim uśmiechem „Dyro?! Nic mi nie zrobił, co on mi może?” Jednak zarówno uśmiechnięty gówniarz, jak i słuchająca klasa dobrze wiedzieli, że rodzice delikwenta nie będą zachwyceni, a i nauczyciele będą go traktować w sposób daleki od życzliwego, a obu tych przyjemności chojrak wolałby uniknąć. Wiem to, bo sam przechodziłem przez szczenięcy wiek i zachowywałem się jak gówniarz. Tyle, że miałem wtedy lat 12, 14, 16, a nie 67, jak prezes pan. Bo biję każdy zakład, że tuż po orzeczeniu KE, ten podstarzały gówniarz ogłosi, że nic nam nie zrobili, bo nie mogli zrobić, choć wszyscy zajmujący się polityką dobrze wiedzą, że Polska właśnie zajęła pozycję smarkacza, którego losy ważą się wśród członków rady pedagogicznej. Pogratulować: Pół roku i z pozycji państwa ubiegającego się o kluczowe role w UE, spadliśmy do roli mało istotnego petenta z pyskatą przekupą w roli teoretycznej premier, a praktycznej dziewczynki do bicia (PiS dba o równouprawnienie- chłopcy i dziewczynki do bicia mają parytet).

            Gówniane stosunki Polski z najsilniejszymi państwami UE i USA nie wróżą nic dobrego wobec mocarstwowych tendencji Rosji, więc nasz przepocieszny szef MON, Antoni Macierewicz, wytrwale buduje struktury „sił obrony terytorialnej”, które według PiSowskich znawców tematu mają być zalążkiem partyzantki odstraszającej Rosjan. Ja co prawda do roli znawcy nie aspiruję, ale jedno wiem na pewno: Jawna struktura, gdzie członkowie oddziałów znają się wzajemnie, gdzie każdy jest na oficjalnej liście płac, posiadając stopień, imię, nazwisko i stanowisko, ma takie same szanse stać się partyzantką, jak jegomość ze zdjęcia powyżej, być polskim odpowiednikiem agenta 007, wtapiającym się niepostrzeżenie w tłum biznesmenów na szczycie G-7, by wynieść stamtąd poufne informacje (z dokładnie tego samego powodu- zdekonspirowania na długo przed przystąpieniem do wykonania zadania). Znając jednak tradycje dobrej zmiany, to że ich superagent mieć będzie sandały na skarpetach, goły tors i siatkę z piwem w ręku jest wysoce prawdopodobne, choć znając życie, będzie to raczej reklamówka. Osobną sprawą jest to, że skoro władza zamiast przygotowywać wojsko do walki, przygotowuje ją do porażki i przejścia do podziemia, świadczy jak najgorzej o jej kompetencjach.

            A propos Antoniego Macierewicza. Słyszeliście, że smoleński zespół specjalnej troski jego imienia, chce zbudować model Tu 154M i go odmuchać w tunelu aerodynamicznym? Tak, tak, to może dla laika brzmi profesjonalnie, ale eksperci od katastrof lotniczych są tym faktem solidnie ubawieni, gdyż nikt na świecie nigdy w ten sposób nie próbował dociec przyczyny katastrofy, bo co ma piernik do wiatraka. No i sprawa podstawowa: SKĄD ONI WEZMĄ TAKĄ WIELKĄ PARÓWKĘ NA TEN MODEL?!

            Z ostatniej chwili: Rzecznik Komisji Europejskiej przypomniał, że KE nigdy nie używała sformułowania „ultimatum”, więc znów się okazało, że teoretyczna premier, Beata Szydło, pieprzyła bez sensu używając tego właśnie zwrotu i puszczając go w obieg medialny. Jak słodko zostać świrem..., a życie toczy się dalej!

 

 

17:44, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 16 maja 2016

            Nikt w miasteczku nie wiedział, ile ma dzieci (szacunkowo kilkanaście- i chyba bliżej 20 niż 10). Słowo. Jedne się rodziły, inne umierały, jeszcze inne dorastały i wyjeżdżały na zawsze. Miałem szanse zapytać o ojca/ ojców, lecz powyższy fakt tak zdominował mój odbiór, że nie przyszło mi to do głowy. W każdym bądź razie od matki- oprócz życia- dzieci dostały biedę, patologię, przemoc, wychowanie ulicy. Problemy z nauką, prawem, życiem społecznym, to była ich codzienność. Nikt za nimi nie przepadał, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo, ale też i nikt się z nimi dobrowolnie na miejsca by nie chciał zamienić. Powiem więcej: Ja, choć widziałem wiele, nie potrafię sobie wyobrazić, jak oni w ogóle dawali sobie radę z codziennością. Potrafię wyobrazić sobie chwilę, jeden wieczór, jeden dzień w ich domu, ale nie całe dzieciństwo.

            Mijały lata i ci, którym dane było dożyć- dorośli, a pozostali trafili pod opiekę grabarza. Program „500+” ominął mamuśkę, więc wpadła na pomysł, by pozwać dzieci o alimenty. Tak, tak, główna odpowiedzialna za ich zmarnowane dzieciństwo i brak szans umyśliła, jak tu dodatkowo uprzykrzyć i tak już zniszczone życie swojego potomstwa. Na przeszkodzie sprytnemu planowi mamuśki stanęły sądy (zwane przez rzeczniczkę PiS „bandą kolesi”), odsyłając macierz wraz z jej żądaniami wobec dzieci w dalekie PiS du.

            Może i by nie było tej notki, gdyby nie jeden z głównych skutków ubocznych programu "500+" (po zrujnowaniu budżetu i zachęcie obywateli do pracy na czarno, bądź zbijania bąków na bezrobociu), czyli nagłe przebudzenie "rodzicielskiej miłości" do oddanych do domów dziecka pociech. Obiecane 5 stów za sztukę sprawia, że przeróżne mamuśki i tatuśkowie nagle przypominają sobie, że przecież bachor mógłby na siebie zarobić, PiS daje pulę gwarantowaną, a resztę załatwi ulica. Nie ma czasu czekać, aż będzie je można podać o alimenty- w dodatku sądy (zwane przez rzeczniczkę PiS bandą kolesi) gotowe jeszcze nie uznać roszczeń, tymczasem 500+ wydaje się być pewne.

            Czasem słowo „niesmak” nie wystarcza, by określić to, co czuję.

 

 

01:18, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 09 maja 2016

           Nie niewiedza, nie niechęć do nauki, ale całkowita odporność na fakty i zaprzeczanie im w najprymitywniejszy sposób (poprzez proste przeczenia, obwinianie, bądź bagatelizowanie i zmianę tematu) wyrasta w moich oczach na prawdziwy trąd Wolski. Najbardziej jednak zastanawia mnie, dlaczego Wolacy są tak głupi, że uważają wszystkich dookoła (nie wyłączając mnie samego) za głupszych od siebie wierząc, że ich w ten sposób oszukają.


            Podziwiam blogerów, którzy mają siłę komentować coraz bardziej przestępcze działania partii rządzącej i coraz bardziej absurdalne tłumaczenia sekty. Po pierwsze z powodu ciągłego charakteru tych zjawisk, co staje się męczące za sprawą przewidywalności i monotonii, a po drugie- z powodu narodowej odporności na fakty. Można zarywać noce, rozpisując się na temat szkodliwości parajanosikowej polityki PiS, można tłumaczyć jak krowie na między ryzyko odpływu kapitału z Polski, a i tak na koniec genialny Wolak odpowie, że tak jest nawet lepiej, bo ważny jest polski kapitał. Gdy mu powiesz, że polskiego kapitału jest zdecydowanie za mało w stosunku do potrzeb i żeby nakreślić lepiej sytuację wytłumaczysz, że jedna niemiecka korporacja Siemens ma obrót równy budżetowi całej Polski, która oprócz biznesu musi udźwignąć cały socjal i nadrobić braki rozwojowe, to ci odpowie, że korporacje szukają w Polsce niewolników. I zupełnie takiemu Wolakowi nie przeszkadza fakt, że Siemens płaci polskim pracownikom kilkakrotnie więcej, niż zapłaci polska firma (skoro Siemens szuka niewolnika, to kogo wobec tego szukają rodzime firmy)- dalej będzie bredzić, że Niemiec ma Polaka za niewolnika i robi to dla zysku. I tak jest w każdej dziedzinie ogarniętej morem „dobrej zmiany”. Ostatnio załamał mnie jeden z komentatorów, bodajże na blogu Starszego, który miał pretensje, że powtarzamy jak mantrę zwrot „Trybunał Konstytucyjny” i że on ma już tego dosyć, że chciałby usłyszeć coś innego. To tak mniej- więcej, jakby jakiś ludożerca wrzucił do kotła turystkę i ją powoli gotował, a na jej wrzaski, wspomniany komentator zaczął strofować ofiarę, że o gorącej wodzie już słyszał i może by powiedziała coś nowego, może o tym, że w kotle nie ma kaczuszki do zabawy, może o tym, że przydałby się telewizor, żeby ofiara mogła sobie obejrzeć film lub transmisję sportową, żeby wreszcie mówić o czymś ciekawszym, niż tylko „parzy, ratunku, wyjmij mnie z kotła”, bo to już słyszymy od dawna, a nasz rodzimy Cebulak nie ma obowiązku rozumieć, że w tym momencie jest to najbardziej (nomen- omen) palący i najważniejszy problem ofiary..., ba..., on nie wie nawet, że sam siedzi w tym samym kotle, tylko że jemu jest na razie przyjemnie ciepło, bo właśnie odebrał złotych pięćset.

            Czuję się wobec powyższej sytuacji bezsilny, choć oczywiście nie bezradny, gdyż akurat ja mieszkam z dala od kotła ludożercy- w Irlandii, którą dzicy znają jedynie z „Legendy o Wielkim Zmywaku”, więc wystarczy, jeżeli się nie będę wiązać (chociażby finansowo) z Wolską i taki Wolak może mi skoczyć tam, gdzie on może pana majstra w dupę pocałować- i nawet powinien to podkreślić wężykiem! Myślę, że podobne rozterki musiał przeżywać Kopernik zdający sobie dokładnie sprawę, że nie da rady wytłumaczyć niedouczonemu ludowi, że Ziemia wcale nie jest płaska, a w dodatku nie jest pępkiem Wszechświata, dlatego robił swoje, pisał „O obrotach sfer niebieskich”, lecz (nazwijmy to) jedynie jako hobby- w miarę wolnego czasu, bo zawodowo był kanonikiem warmińskim, scholastykiem wrocławskim, a później nawet kanclerzem kapituły warmińskiej. Gdyby nasz drogi Mikołaj próbował ówczesnemu Narodowi tłumaczyć swoje teorie, zostałoby z niego mniej- więcej to, co by zostało ze mnie, gdybym na Jasnej Górze podczas pielgrzymki Radia Maryja próbował tłumaczyć, że Jarosław Kaczyński jest wpychającym nas w łapy Moskwy zdrajcą Polski lub gdyby wszedł na „Żyletę” głosząc kazanie o tym, że lżenie innego Polaka jedynie dlatego, że jest kibicem Lecha, bądź Widzewa jest antypolskie i antychrześcijańskie.

            Pamiętacie niezniszczalnego osiłka o wdzięcznej ksywie „Szczęki” (stosowanej zamiennie z ksywą „Buźka”) w przygodach Jamesa Bonda („Szpieg, który mnie kochał” i „Moonraker”)? Otóż ten wątpliwej inteligencji osiłek był wykorzystywany przez różnej maści gangsterów, gdyż łatwo było nim sterować. Wszystko się zmieniło, gdy James Bond zwrócił mu uwagę, iż jego mafijny przełożony zamierza usunąć ludzi „brzydkich i niedoskonałych”, a ponieważ szczęki był jedynie głupi, a nie ślepy- wiedział że jemu i jego ukochanej brakuje sporo do ideału piękna, przyłączył się do Bonda pomagając mu w zabiciu głównego mafiozo i całej masy mniej znaczących gangsterów. Pomyślałem sobie, że moherowi sekciarze są niczym ów „Buźka”- niezniszczalnymi głuptakami (jeden umrze, na jego miejsce urodzi się pięciu nowych), ale jest coś niezwykle prostego, co powinno dotrzeć w ich obolałą przestrzeń między uszami. Już wyjaśniam, co to takiego.

            Sekta, podobnie jak „Szczęki”, chciałaby być kimś ważnym, a nie niepotrzebnym. To dlatego prezes pan wmawia im ustami Waszczykowskiego, że Polska odeszła od „Murzyńskości”. Nie mówi tylko, że w ciągu pół roku władzy umieścił Polskę w tyle- daleko za Murzynami. I należy to jak najczęściej sekciarzom przypominać. Polska nie tylko spadła w rankingu wolności z trzeciej do piątej dziesiątki, nie tylko rating Polski spadł (PiS właśnie trzęsie portkami przed ogłoszeniem wyników kolejnego ratingu). O tym, jak bardzo Polska, a właściwie Wolska przestała się liczyć w Europie i na Świecie, świadczy traktowanie władz RP przez polityków UE i USA. Właściwie ciężko mówić o traktowaniu, bo przywódcy UE i USA zaczęli mieć niewolników Kaczyńskiego daleko w dudzie. Że prezydent Barack Obama nie spotkał się z Dudą Andrzejem, gdy ten był w USA, propaganda PiSowska tłumaczyła tym, że się skupił akurat na azjatyckich partnerach. Chachacha..., a kongresmeni też się skupiali na Azjatach? Ale z przywódcą KOD się spotkali! Obecnie Kuba ma lepsze stosunki z USA, niż Polska. Tymczasem teoretyczny prezydent Duda, żeby się zobaczyć z jakimkolwiek przedstawicielem władz USA, musiał się uganiać za amerykańskimi senatorami po krakowskich restauracjach, bo ci niespecjalnie kwapili się, by gonić na spotkanie z „Głową Państwa” do Warszawy. Jeszcze bardziej zignorowano teoretyczną premier, Beatę Szydło, która pojechała do USA i żeby nie wyszło na to, że pies z kulawą nogą jej nie powitał, musiała jechać na spotkanie z Polonią i do „amerykańskiej Częstochowy”, by tam jej kadził jakiś tamtejszy biskup- Polak. Nie wiem, czy można dokonać większej demonstracji obojętności wobec polskich władz. To tak, jakby nasz piłkarz- Lewandowski pojechał do Madrytu w nadziei na rozmowy z władzami Realu, ale się okazało, że nikt go nie chce wpuścić na teren klubu, więc zacząłby udawać, że chciał się tylko spotkać z polskimi emigrantami, napić z nimi piwa, pogadać o ich pracy, a potem się pomodlić w tamtejszych kościołach. O traktowaniu władz Polski przez władze UE lepiej nie wspominać, bo te debatują o sytuacji w Polsce tak, jak o sytuacji na Białorusi, deklarując uważny monitoring, a władze naszego największego partnera gospodarczego- Niemiec ignorują żądania przeprosin prezesa, który już nie jako kartofel, lecz ślepy Pinochet jest w ich kraju przedstawiany.

            To jak jest to z tym „liczeniem się z Polską” i „powrotem na należne jej miejsce”?! Jarosław Kaczyński w pół roku zrobił z Polski natrętną muchę przeganianą miotłą, ścierą i czym tam komu wygodniej. Ale to nie wszystko, bo niewolnicy Kaczyńskiego już wkrótce będą musieli na kolanach szorować do urzędników unijnych błagając o wsparcie finansowe, które może by dostali, gdyby nie to, że w tym samym czasie Jarek z Krystynem, Waszczykowskim i im podobnymi debilami będą w wolskich mediach lżyć UE, Niemcy, a nawet USA, więc zamiast kasy dostaną jałmużnę i kilka mniej lub bardziej widocznych złośliwości. Przy okazji tych ostatnich: Wiecie, jak rozbawiło mnie żądanie przeprosin Kaczyńskiego za przedstawienie go jako Pinocheta? Jeszcze bardziej rozbawił mnie jakiś niemiecki dziennikarz dziwiący się, że Angela Merkel przeprasza prezydenta Turcji za nieprzychylne artykuły w tamtejszej prasie, a nie przeprasza prezesa pana. Dobry dowcip: Angela Merkel, która przez PiSowskich bandytów z partyjnych gadzinówek przedstawiana jest w hitlerowskim mundurze ma przepraszać Jarosława? A co jej prezes za karę zrobi? Puści bąka?! Poskarży się kotu?!

            Ciekaw jestem, jak sekcie się podoba miejsce Polski, na które ją zepchnął Kaczyński. A to dopiero początek! Niedługo Polsce zostaną sami partnerzy w stylu Węgier, Gruzji i Słowacji- wszelkie stosunki z krajami wysoko rozwiniętymi zostaną ograniczone do niezbędnej kurtuazji. Nie, nie..., to nie międzynarodowy spisek. Polskie władze zgnoił sam prezes pan, nakazując im przestępczą działalność przeciw Konstytucji własnej Ojczyzny. Zgnoił teoretycznego prezydenta, który gorzej niż rab podpisuje bez czytania wszystko, co mu prezes każe, na dodatek gania za prezesem jak pies za patykiem, po nocach jeżdżąc do willi Kaczyńskiego, zamiast jak przystało na prezydenta, przyjąć go u siebie w pałacu. Zgnoił go, pozostawiając Dudzie nocne korespondencje z „Ruchadłem Leśnym”, „Pimpusiem Sadełko”, czy „Łafką z Sosny” i wypady na narty samochodem na zużytych oponach oraz intensywny „churching” połączony z aportowaniem hostii. I tak to mały pikuś w porównaniu do tego, jak Kaczyński gnoi Beatę Szydło, którą podczas formowania jej własnej Rady Ministrów wysłał na urlop, a ostatnio wezwał do swojej siedziby na dywanik, by ją wywalić na zbity pysk po sześciu minutach. Pozostali politycy PiS nie pozostają w tyle, że przypomnę tylko teoretycznego prezydenta Dudę, który podczas wręczania nominacji Beacie Szydło na Premiera, zamiast zwracać się do niej, zaczął wchodzić bez mydła prezesowi, wychwalając jego geniusz strategiczny i wszystkie niewątpliwe walory. Wątpię, czy Beatka ma jeszcze wpływ na dobór broszki, ale już to nie moja brocha.

            Tymczasem słuchacze radiowej „Trójki” pokazali władzy środkowy palec i wrzucili na pierwsze miejsce listy wszech czasów utwór „Kocham Wolność” Chłopców z Placu Broni protestując przeciw atakowi na wolne media. Sorry Wolsko!

 


 

01:21, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (26) »
niedziela, 10 kwietnia 2016

 

            Ach..., jakże mi niewymownie przykro! Na okrągłą, siedemdziesiątą drugą miesięcznicę nie będzie premiery „Smoleńska”. A już myślałem, że będę mógł drzeć łacha ze znanego z czarnego humoru Marcina Wolskiego i jego autorskiego scenariusza. Tymczasem film w PiS du i cały misterny plan też w PiS du, jak mawiał znany z sympatii do PiS señor Siarra.

            Cóż mi pozostało??? Zamiast recenzji filmu, przedstawię recenzję zwiastuna. Może to i lepiej, bo taka dawka paranoi mi w zupełności wystarczy. Do rzeczy!

            Zwiastun „Smoleńska” jest dziełem kompletnym. Obrazuje przemianę świadomości dziennikarki o typie osobowości „gęś gęgawa” (obrazek powyżej) pod wpływem rewelacji dzielnych paranoików smoleńskich. To typowy film drogi z cyklu „wiódł ślepy kulawego”. Ot, na przykład pewien przygłup retorycznie klaruje wspomnianej gęsi: „czy Polacy naprawdę wierzą, że brzoza zniszczyła tak wielki samolot?”, a inny głuptak przekonany, iż Tu 154M projektowany był jako kombajn do cięcia brzóz z wrodzonym sekciarskim kretynizmem mówi o „pancernej brzozie” i samolocie obracającym się wokół własnej osi na wysokości mniejszej, niż długość skrzydła. Dyskretnie nie wspomniał o tym, że podnoszący lot po komendzie pull up Tupolew nie miał osi równolegle do ziemi i cały czas, do momentu obrotu o 90 stopni zwiększał wysokość, bo jeszcze by zrozumiał, jak to jest możliwe zwłaszcza, jeżeli dopuściłby między uszy informację, że część skrzydła upierdzieliła rzeczona brzoza. Do tego ta atmosfera grozy: na przykład „trumny przyjechały zaplombowane”! Straszne! A przecież każdy by „se” chciał je otworzyć, zajrzeć do środka! Albo i by nie chciał. Do wyboru! W każdym razie, zwiastun uznaje to za niezwykle podejrzaną rzecz. Jak i wiele innych, lecz nie będę Wam odbierać przyjemności oglądania. A ja, debil, do tej pory myślałem, że nikt by nie chciał, by w transporcie zaglądano do zwłok. Zapraszamy do Tworek! Alternatywnie proponuję zapoznanie się z moim uzasadnieniem nazywania bohaterów zwiastuna przygłupami, głuptakami, gęsiami, etc....

            Zacznę od tego, co zawsze przy tej okazji staram się podkreślać. Nie jest niczym złym, ani urągającym godności, czy inteligencji, brak znajomości zasad fizyki. Podejrzewam, że większość muzyków, pisarzy, poetów, czy aktorów, których podziwiam, miało blade dość pojęcie o zwykłych zasadach dynamiki. Brak wiedzy nie czyni z nich przygłupów. Skoro nie brak wiedzy, to co robi z obywatela, zwykłego głuptaka? Otóż człowiek przesuwa się w stronę debilizmu, gdy gada o rzeczach, których nie rozumie, wymyśla swoje teorie i próbuje „nauczać” w obszarze swej niewiedzy. Tak jest z Macierewiczem Antonim, Wojciechowskim Januszem, Stankiewicz Ewą, Pospieszalskim Janem i innymi paranoikami smoleńskimi. Tyle tytułem wstępu.

            Wróćmy do przygłupich bohaterów zwiastuna. Zapewne większość z Was zwróciła uwagę, że przeważająca część posmoleńskich nieszczęśników (w tym jegomość ze zwiastuna) uważa, iż wielkość i ciężar samolotu były atutem w starciu z brzozą. Tymczasem jest dokładnie przeciwnie: Cholerny samolot podczas lotu „opiera się” na skrzydłach, do których jest, mówiąc schematycznie, przyłożona siła nośna unosząca go. Im większy i cięższy samolot, tym większe naprężenia działają na skrzydła. Nawet w wypadku idealnego lotu bez oporów, turbulencji, ze stałą prędkością i wysokością, skrzydła obciążone są tym bardziej, im cięższy jest statek powietrzny. Unoszą one bowiem całą masę samolotu i ładunku. To nam mówi trzecia zasada dynamiki Newtona i nie potrzebujemy tu żadnej czarnej skrzynki. W rzeczywistości jednak na samolot działają dodatkowe obciążenia, głównie wynikające z sił bezwładności, związanych ze zmianą prędkości liniowej oraz ze zmianą kierunku ruchu, a także podczas zmiany wysokości. Także tym większe, im samolot większy i cięższy. To nam mówi druga zasada dynamiki Newtona- również nie potrzebujemy do tego czarnych skrzynek. To dlatego nowoczesne myśliwce mają zmienną geometrię skrzydeł, by podczas ciasnych manewrów i gwałtownych zmian kierunku i prędkości móc złożyć skrzydła, by im nie poodpadały. Tymczasem co robił wielki, ciężki i rozłożysty Tu 154M? Opadał, by nagle na komendę „pull up” próbować się podnieść, zahamował spadanie i minimalnie się wznosił. Musiał w sposób gwałtowny zmienić wektor prędkości- i to z lotu w dół na lot w górę, czyli najbardziej obciążający sposób. I tak naprężonym skrzydłem przygrzmocił w brzozę. Zresztą, popatrzmy jak wygląda crash test DC7- tak głupi słup telegraficzny obcina mu skrzydło, które przecież nie przenosi takich naprężeń, jak Tu 154M w chwili katastrofy, bo badany DC 7 nie leci, tylko jedzie.

            No..., to zrecenzowałem zwiastun, oceniłem jego bohaterów ujemnie, a teraz mam nadzieję że cały, gotowy film wyjaśni, jakim cudem „Ruskie” zaplanowali miejsce katastrofy i przygotowali podcięte drzewa dokładnie w miejscu wypadku. Najwidoczniej nie doceniam skali pierdolca scenarzysty „dzieła”, Marcina Wolskiego, bo sobie tego nie potrafię wyobrazić! Zamiast tego, w ramach "uśmiechu dnia", komentarz do wypowiedzi reżysera pana Antoniego Krauze (nie mylić z nieżyjącym Krzysztofem), który mocno się dziwował, że wojskowy Ił 76 wykonywał nad lotniskiem "przedziwne próby podejścia do lądowania", mgła gęstniała, a Ił w końcu odleciał- znaczy się, że musiał on był tę mgłę rozpylić! To ja już tylko z grubsza wyjaśnię panu Antoniemu, że mgła ma to do siebie, że gęstnieje, rzednie lub pozostaje bez zmian- innych możliwości nie ma. Wszystkie trzy możliwości są całkowicie naturalne :-) Czyżbym miał tu polew?


            W 12 rocznicę śmierci Jacka Kaczmarskiego, muzyczno- poetycka obietnica dla sekty. Utwór wybrany nie przez przypadek. Dziś ma premierę teledysk Sweet Noise z jego coverem. Nieźle chłopaki wybrali!

 

 

 

03:33, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
piątek, 08 kwietnia 2016

Nocą siedzę przed sobą

ja w cylindrze ja boso

a tam przez wieś z wesela

z nożem w plecach mnie niosą...

Tadeusz Nowak (Psalm o nożu w plecach).

            Bronisław Komorowski popełnił niewybaczalną zbrodnię, podwójną zbrodnię:

            Po pierwsze, ośmielił się być konstytucyjnym zastępcą Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i swą konstytucyjną powinność wypełnił. Pomimo tego, że dał cały miesiąc Marcie Kaczyńskiej na zabranie rzeczy osobistych pary prezydenckiej, rzekomo pogrążone w żałobie PiS znalazło czas, by opluwać pełniącego obowiązki Prezydenta, Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, bo „coś za bardzo mu spieszno było do Pałacu Prezydenckiego”. Wtedy zrzucałem to na karb naturalnych, silnych emocji, które były następstwem katastrofy smoleńskiej. Dziś, spoglądając wstecz widzę, że gdzie były emocje, to były, a gdzie był wyrachowany cynizm, to był! Kto pamięta „żałobną sesję Marty Kaczyńskiej”, bodajże dla czasopisma „Gala”? Kto pamięta 3 miliony odszkodowania? Kto pamięta, jak Marta Kaczyńska brała udział w głoszeniu teorii zamachowych, które nagle przestała głosić, gdy się okazało, że jej Rodzice nie byli ubezpieczeni od zamachu i musiałaby zwrócić odszkodowanie? A kto pamięta cyniczną grę PiS i samego Kaczyńskiego Jarosława, udających spokojnych przed każdymi wyborami (to się robiło aż groteskowe), chowających Macierewicza do klatki, by po wyborach pokazać prawdziwą twarz PiS-owskich psycholi, bredzących o bombach, trotylach, sztucznych mgłach, dobijaniu rannych, helach, sfałszowanych wyborach i innych rewelacjach, które powinny dawać przepustkę do Tworek? Był cynizm? Było wyrachowanie? To skoro już przypomniałem kilka faktów, to może warto odbić piłeczkę? Nie „Co się tak spieszyło Komorowskiemu?”, a „Co miała ukryć Marta Kaczyńska?”, bo na wyniesienie rzeczy osobistych czasu miała aż nadto, natomiast na zacieranie śladów działalności Lecha Kaczyńskiego, czasu nigdy dość, zawsze można na coś trafić przypadkiem! A tu przeklęty Bronisław Komorowski domagał się możliwości wykonywania konstytucyjnych obowiązków! Pierwsza zbrodnia!

            Drugą, jeszcze większą zbrodnią Bronisława Komorowskiego było, iż nie tylko nie sprezentował Kaczyńskiemu prezydentury, nie wycofał się z wyborów, nie namaścił Jarosława, lecz ośmielił się z nim wygrać! Oooo..., tego było za wiele. Spuścił tedy prezes pan ze smyczy swoją sforę, zasilił ją jadowitą gadziną stłoczoną w kółkach Radia Maryja i klubach Gazety Polskiej. Zaczęło się!

            Od razu z grubej rury, sekta z miejsca udowodniła swą podłość i satanistyczny charakter, plując na przykazanie „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” i co niedziela profanując tzw. „Ciało Chrystusa”, żrąc je mając na sumieniu ten ciężki grzech. Oczywiście, konkretnie chodzi o fałszywe oskarżenie Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego o spisek na życie Lecha Kaczyńskiego. Tak jak niegdyś faryzeusze fałszywie oskarżyli Jezusa z Nazaretu o rzekomy spisek przeciw Cesarzowi, tak i współcześnie moherowi zwyrodnialcy oskarżyli Bronisława Komorowskiego o zamach na Lecha Kaczyńskiego. To oczywiście nie wszystko, bo podłości dopełniały kolejne większe i mniejsze łgarstwa.

            Pamiętacie oszczerczą publikację p.t. „Niebezpieczne związki Komorowskiego” niejakiego Wojciecha Sumlińskiego? Dziś już wiemy, że autor jest tak załganą i zadufaną w sobie parówą, że swą TFUrczość posklejał z powieści sensacyjnych tak znanych autorów, jak Albom, Larsson, Steinbeck, MacLean, Chandler, Coehlo. Spójrzcie, jak bezkarny czuł się ten zwyrodnialec wiedząc, że adresatem jego szmatławego gniota jest moherowa sekta, banda zboków, którzy z łamania przykazania „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” zrobiła sobie styl bycia towarzyskiego. Nie wahał się plagiatować autorów, których znają miliony czytelników, także w Polsce! Nie on jeden, bo wystarczy pogrzebać w internecie, by dokopać się do wciąż kolportowanych łgarstw, na przykład rzekomych „dowodów” na to, iż Komorowski wiedział o śmierci Kaczyńskiego Lecha przed katastrofą. Wyobrażacie sobie, by Jarosław Kaczyński mając choćby najmniejsze pozory autentyczności takich „dowodów” nie dostarczył ich do prokuratury i nie pociągnął sprawy choćby do Strasburga, choćby tylko po to, by ja nagłośnić? A te plugawe łgarstwa są kolportowane do tej pory- wiem, bo sam mam w rodzinie taką kobrę, rozsyłającą do wszystkich znajomych (w tym do mnie) takie pomówienia. Internet przyjmie wszystko, jak choćby rzekome stawanie na krześle do fotki w Parlamencie Japońskim. I co z tego, że dawno wyjaśniono, że zdjęcia były robione na podeście, który zwyczajowo był do tego celu wykorzystywany. Kogo obchodzi, że goście byli informowani o takiej możliwości i zachęcani do tego? A kogo dziś obchodzi, że sugerowano związek Komorowskiego ze zniknięciem jakiegoś trzeciorzędnego dzieła sztuki ze ściany pałacu? Kogo obchodzi, że była to bzdura? 

            Zapytacie, dlaczego o tym piszę akurat dzisiaj?

            Odpowiedź jest prosta: Dziś ujawnione zostało kolejne podłe pomówienie przeciw Bronisławowi Komorowskiemu. Wyjątkowo łajdackie, bo dokonał go urzędujący Prezydent RP, właściwie prezydent teoretyczny, Andrzej Duda. Po tzw. „audycie” oznajmił, że Bronisław Komorowski wydał całą pulę pieniędzy przeznaczoną na nagrody dla urzędników Kancelarii Prezydenta. Dziś dowiedzieliśmy się, że niewolnik Duda wydał na nagrody dla swoich podwładnych 800 tysięcy złotych! Nasz cudotwórca wydał pieniądze, które ponoć wydał Komorowski. Nie 100 złotych, nawet nie 1000, a 800 000 PLN!!! Ten sam Duda, który nastawiał paszczę, by sprofanować „Ciało Chrystusa”. Gdyby traktować Eucharystię jak znak, to epizod z „Hostią” która wolała upaść, niż trafić do ust Andrzeja Dudy, który musiał za nią ganiać, to....

            Na zakończenie proszę czytelników, by nie skupiać się na samym fakcie przyznania premii. Każdy szanujący pracodawca stara się zmotywować pracowników systemem nagród przysługujących za uczciwe wykonywanie obowiązków. Każdy pracownik chce dostać premię (może się mylę- kto by nie chciał, kto się broni przed premią?)! Zamiast tego, zastanówmy się raczej, kiedy nagroda jest uzasadniona- czy na zakończenie kadencji, po pięciu latach pracy, czy też na początku kadencji, niczym ten „puchar za zajęcie pierwszego miejsca- na zachętę”?!

            Przede wszystkim pamiętajmy jednak o tym, że Andrzej Duda łże bez zmrużenia oka, że pluje na przykazanie „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” i że jednocześnie regularnie nadstawia paszczę po „Hostię” dokonując profanacji, podobnie jak to robi cała sekta. ZAPRASZAMY DO PIEKŁA!

            Żeby nie było, że zataiłem odpowiedź Kancelarii Prezydenta. Kliknijcie w ten akapit, by ją poczytać. Zwróćcie uwagę, jak najpierw nawijają makaron na uszy, że nagrody pochodzą z innego źródła, a potem, gdzieś w środku tekstu następuje "uściślenie", że Komorowski jednak nie wydał wszystkiego. To mnie wzrusza!!!

00:55, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
Tagi