RSS
poniedziałek, 09 maja 2016

           Nie niewiedza, nie niechęć do nauki, ale całkowita odporność na fakty i zaprzeczanie im w najprymitywniejszy sposób (poprzez proste przeczenia, obwinianie, bądź bagatelizowanie i zmianę tematu) wyrasta w moich oczach na prawdziwy trąd Wolski. Najbardziej jednak zastanawia mnie, dlaczego Wolacy są tak głupi, że uważają wszystkich dookoła (nie wyłączając mnie samego) za głupszych od siebie wierząc, że ich w ten sposób oszukają.


            Podziwiam blogerów, którzy mają siłę komentować coraz bardziej przestępcze działania partii rządzącej i coraz bardziej absurdalne tłumaczenia sekty. Po pierwsze z powodu ciągłego charakteru tych zjawisk, co staje się męczące za sprawą przewidywalności i monotonii, a po drugie- z powodu narodowej odporności na fakty. Można zarywać noce, rozpisując się na temat szkodliwości parajanosikowej polityki PiS, można tłumaczyć jak krowie na między ryzyko odpływu kapitału z Polski, a i tak na koniec genialny Wolak odpowie, że tak jest nawet lepiej, bo ważny jest polski kapitał. Gdy mu powiesz, że polskiego kapitału jest zdecydowanie za mało w stosunku do potrzeb i żeby nakreślić lepiej sytuację wytłumaczysz, że jedna niemiecka korporacja Siemens ma obrót równy budżetowi całej Polski, która oprócz biznesu musi udźwignąć cały socjal i nadrobić braki rozwojowe, to ci odpowie, że korporacje szukają w Polsce niewolników. I zupełnie takiemu Wolakowi nie przeszkadza fakt, że Siemens płaci polskim pracownikom kilkakrotnie więcej, niż zapłaci polska firma (skoro Siemens szuka niewolnika, to kogo wobec tego szukają rodzime firmy)- dalej będzie bredzić, że Niemiec ma Polaka za niewolnika i robi to dla zysku. I tak jest w każdej dziedzinie ogarniętej morem „dobrej zmiany”. Ostatnio załamał mnie jeden z komentatorów, bodajże na blogu Starszego, który miał pretensje, że powtarzamy jak mantrę zwrot „Trybunał Konstytucyjny” i że on ma już tego dosyć, że chciałby usłyszeć coś innego. To tak mniej- więcej, jakby jakiś ludożerca wrzucił do kotła turystkę i ją powoli gotował, a na jej wrzaski, wspomniany komentator zaczął strofować ofiarę, że o gorącej wodzie już słyszał i może by powiedziała coś nowego, może o tym, że w kotle nie ma kaczuszki do zabawy, może o tym, że przydałby się telewizor, żeby ofiara mogła sobie obejrzeć film lub transmisję sportową, żeby wreszcie mówić o czymś ciekawszym, niż tylko „parzy, ratunku, wyjmij mnie z kotła”, bo to już słyszymy od dawna, a nasz rodzimy Cebulak nie ma obowiązku rozumieć, że w tym momencie jest to najbardziej (nomen- omen) palący i najważniejszy problem ofiary..., ba..., on nie wie nawet, że sam siedzi w tym samym kotle, tylko że jemu jest na razie przyjemnie ciepło, bo właśnie odebrał złotych pięćset.

            Czuję się wobec powyższej sytuacji bezsilny, choć oczywiście nie bezradny, gdyż akurat ja mieszkam z dala od kotła ludożercy- w Irlandii, którą dzicy znają jedynie z „Legendy o Wielkim Zmywaku”, więc wystarczy, jeżeli się nie będę wiązać (chociażby finansowo) z Wolską i taki Wolak może mi skoczyć tam, gdzie on może pana majstra w dupę pocałować- i nawet powinien to podkreślić wężykiem! Myślę, że podobne rozterki musiał przeżywać Kopernik zdający sobie dokładnie sprawę, że nie da rady wytłumaczyć niedouczonemu ludowi, że Ziemia wcale nie jest płaska, a w dodatku nie jest pępkiem Wszechświata, dlatego robił swoje, pisał „O obrotach sfer niebieskich”, lecz (nazwijmy to) jedynie jako hobby- w miarę wolnego czasu, bo zawodowo był kanonikiem warmińskim, scholastykiem wrocławskim, a później nawet kanclerzem kapituły warmińskiej. Gdyby nasz drogi Mikołaj próbował ówczesnemu Narodowi tłumaczyć swoje teorie, zostałoby z niego mniej- więcej to, co by zostało ze mnie, gdybym na Jasnej Górze podczas pielgrzymki Radia Maryja próbował tłumaczyć, że Jarosław Kaczyński jest wpychającym nas w łapy Moskwy zdrajcą Polski lub gdyby wszedł na „Żyletę” głosząc kazanie o tym, że lżenie innego Polaka jedynie dlatego, że jest kibicem Lecha, bądź Widzewa jest antypolskie i antychrześcijańskie.

            Pamiętacie niezniszczalnego osiłka o wdzięcznej ksywie „Szczęki” (stosowanej zamiennie z ksywą „Buźka”) w przygodach Jamesa Bonda („Szpieg, który mnie kochał” i „Moonraker”)? Otóż ten wątpliwej inteligencji osiłek był wykorzystywany przez różnej maści gangsterów, gdyż łatwo było nim sterować. Wszystko się zmieniło, gdy James Bond zwrócił mu uwagę, iż jego mafijny przełożony zamierza usunąć ludzi „brzydkich i niedoskonałych”, a ponieważ szczęki był jedynie głupi, a nie ślepy- wiedział że jemu i jego ukochanej brakuje sporo do ideału piękna, przyłączył się do Bonda pomagając mu w zabiciu głównego mafiozo i całej masy mniej znaczących gangsterów. Pomyślałem sobie, że moherowi sekciarze są niczym ów „Buźka”- niezniszczalnymi głuptakami (jeden umrze, na jego miejsce urodzi się pięciu nowych), ale jest coś niezwykle prostego, co powinno dotrzeć w ich obolałą przestrzeń między uszami. Już wyjaśniam, co to takiego.

            Sekta, podobnie jak „Szczęki”, chciałaby być kimś ważnym, a nie niepotrzebnym. To dlatego prezes pan wmawia im ustami Waszczykowskiego, że Polska odeszła od „Murzyńskości”. Nie mówi tylko, że w ciągu pół roku władzy umieścił Polskę w tyle- daleko za Murzynami. I należy to jak najczęściej sekciarzom przypominać. Polska nie tylko spadła w rankingu wolności z trzeciej do piątej dziesiątki, nie tylko rating Polski spadł (PiS właśnie trzęsie portkami przed ogłoszeniem wyników kolejnego ratingu). O tym, jak bardzo Polska, a właściwie Wolska przestała się liczyć w Europie i na Świecie, świadczy traktowanie władz RP przez polityków UE i USA. Właściwie ciężko mówić o traktowaniu, bo przywódcy UE i USA zaczęli mieć niewolników Kaczyńskiego daleko w dudzie. Że prezydent Barack Obama nie spotkał się z Dudą Andrzejem, gdy ten był w USA, propaganda PiSowska tłumaczyła tym, że się skupił akurat na azjatyckich partnerach. Chachacha..., a kongresmeni też się skupiali na Azjatach? Ale z przywódcą KOD się spotkali! Obecnie Kuba ma lepsze stosunki z USA, niż Polska. Tymczasem teoretyczny prezydent Duda, żeby się zobaczyć z jakimkolwiek przedstawicielem władz USA, musiał się uganiać za amerykańskimi senatorami po krakowskich restauracjach, bo ci niespecjalnie kwapili się, by gonić na spotkanie z „Głową Państwa” do Warszawy. Jeszcze bardziej zignorowano teoretyczną premier, Beatę Szydło, która pojechała do USA i żeby nie wyszło na to, że pies z kulawą nogą jej nie powitał, musiała jechać na spotkanie z Polonią i do „amerykańskiej Częstochowy”, by tam jej kadził jakiś tamtejszy biskup- Polak. Nie wiem, czy można dokonać większej demonstracji obojętności wobec polskich władz. To tak, jakby nasz piłkarz- Lewandowski pojechał do Madrytu w nadziei na rozmowy z władzami Realu, ale się okazało, że nikt go nie chce wpuścić na teren klubu, więc zacząłby udawać, że chciał się tylko spotkać z polskimi emigrantami, napić z nimi piwa, pogadać o ich pracy, a potem się pomodlić w tamtejszych kościołach. O traktowaniu władz Polski przez władze UE lepiej nie wspominać, bo te debatują o sytuacji w Polsce tak, jak o sytuacji na Białorusi, deklarując uważny monitoring, a władze naszego największego partnera gospodarczego- Niemiec ignorują żądania przeprosin prezesa, który już nie jako kartofel, lecz ślepy Pinochet jest w ich kraju przedstawiany.

            To jak jest to z tym „liczeniem się z Polską” i „powrotem na należne jej miejsce”?! Jarosław Kaczyński w pół roku zrobił z Polski natrętną muchę przeganianą miotłą, ścierą i czym tam komu wygodniej. Ale to nie wszystko, bo niewolnicy Kaczyńskiego już wkrótce będą musieli na kolanach szorować do urzędników unijnych błagając o wsparcie finansowe, które może by dostali, gdyby nie to, że w tym samym czasie Jarek z Krystynem, Waszczykowskim i im podobnymi debilami będą w wolskich mediach lżyć UE, Niemcy, a nawet USA, więc zamiast kasy dostaną jałmużnę i kilka mniej lub bardziej widocznych złośliwości. Przy okazji tych ostatnich: Wiecie, jak rozbawiło mnie żądanie przeprosin Kaczyńskiego za przedstawienie go jako Pinocheta? Jeszcze bardziej rozbawił mnie jakiś niemiecki dziennikarz dziwiący się, że Angela Merkel przeprasza prezydenta Turcji za nieprzychylne artykuły w tamtejszej prasie, a nie przeprasza prezesa pana. Dobry dowcip: Angela Merkel, która przez PiSowskich bandytów z partyjnych gadzinówek przedstawiana jest w hitlerowskim mundurze ma przepraszać Jarosława? A co jej prezes za karę zrobi? Puści bąka?! Poskarży się kotu?!

            Ciekaw jestem, jak sekcie się podoba miejsce Polski, na które ją zepchnął Kaczyński. A to dopiero początek! Niedługo Polsce zostaną sami partnerzy w stylu Węgier, Gruzji i Słowacji- wszelkie stosunki z krajami wysoko rozwiniętymi zostaną ograniczone do niezbędnej kurtuazji. Nie, nie..., to nie międzynarodowy spisek. Polskie władze zgnoił sam prezes pan, nakazując im przestępczą działalność przeciw Konstytucji własnej Ojczyzny. Zgnoił teoretycznego prezydenta, który gorzej niż rab podpisuje bez czytania wszystko, co mu prezes każe, na dodatek gania za prezesem jak pies za patykiem, po nocach jeżdżąc do willi Kaczyńskiego, zamiast jak przystało na prezydenta, przyjąć go u siebie w pałacu. Zgnoił go, pozostawiając Dudzie nocne korespondencje z „Ruchadłem Leśnym”, „Pimpusiem Sadełko”, czy „Łafką z Sosny” i wypady na narty samochodem na zużytych oponach oraz intensywny „churching” połączony z aportowaniem hostii. I tak to mały pikuś w porównaniu do tego, jak Kaczyński gnoi Beatę Szydło, którą podczas formowania jej własnej Rady Ministrów wysłał na urlop, a ostatnio wezwał do swojej siedziby na dywanik, by ją wywalić na zbity pysk po sześciu minutach. Pozostali politycy PiS nie pozostają w tyle, że przypomnę tylko teoretycznego prezydenta Dudę, który podczas wręczania nominacji Beacie Szydło na Premiera, zamiast zwracać się do niej, zaczął wchodzić bez mydła prezesowi, wychwalając jego geniusz strategiczny i wszystkie niewątpliwe walory. Wątpię, czy Beatka ma jeszcze wpływ na dobór broszki, ale już to nie moja brocha.

            Tymczasem słuchacze radiowej „Trójki” pokazali władzy środkowy palec i wrzucili na pierwsze miejsce listy wszech czasów utwór „Kocham Wolność” Chłopców z Placu Broni protestując przeciw atakowi na wolne media. Sorry Wolsko!

 


 

01:21, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (26) »
niedziela, 10 kwietnia 2016

 

            Ach..., jakże mi niewymownie przykro! Na okrągłą, siedemdziesiątą drugą miesięcznicę nie będzie premiery „Smoleńska”. A już myślałem, że będę mógł drzeć łacha ze znanego z czarnego humoru Marcina Wolskiego i jego autorskiego scenariusza. Tymczasem film w PiS du i cały misterny plan też w PiS du, jak mawiał znany z sympatii do PiS señor Siarra.

            Cóż mi pozostało??? Zamiast recenzji filmu, przedstawię recenzję zwiastuna. Może to i lepiej, bo taka dawka paranoi mi w zupełności wystarczy. Do rzeczy!

            Zwiastun „Smoleńska” jest dziełem kompletnym. Obrazuje przemianę świadomości dziennikarki o typie osobowości „gęś gęgawa” (obrazek powyżej) pod wpływem rewelacji dzielnych paranoików smoleńskich. To typowy film drogi z cyklu „wiódł ślepy kulawego”. Ot, na przykład pewien przygłup retorycznie klaruje wspomnianej gęsi: „czy Polacy naprawdę wierzą, że brzoza zniszczyła tak wielki samolot?”, a inny głuptak przekonany, iż Tu 154M projektowany był jako kombajn do cięcia brzóz z wrodzonym sekciarskim kretynizmem mówi o „pancernej brzozie” i samolocie obracającym się wokół własnej osi na wysokości mniejszej, niż długość skrzydła. Dyskretnie nie wspomniał o tym, że podnoszący lot po komendzie pull up Tupolew nie miał osi równolegle do ziemi i cały czas, do momentu obrotu o 90 stopni zwiększał wysokość, bo jeszcze by zrozumiał, jak to jest możliwe zwłaszcza, jeżeli dopuściłby między uszy informację, że część skrzydła upierdzieliła rzeczona brzoza. Do tego ta atmosfera grozy: na przykład „trumny przyjechały zaplombowane”! Straszne! A przecież każdy by „se” chciał je otworzyć, zajrzeć do środka! Albo i by nie chciał. Do wyboru! W każdym razie, zwiastun uznaje to za niezwykle podejrzaną rzecz. Jak i wiele innych, lecz nie będę Wam odbierać przyjemności oglądania. A ja, debil, do tej pory myślałem, że nikt by nie chciał, by w transporcie zaglądano do zwłok. Zapraszamy do Tworek! Alternatywnie proponuję zapoznanie się z moim uzasadnieniem nazywania bohaterów zwiastuna przygłupami, głuptakami, gęsiami, etc....

            Zacznę od tego, co zawsze przy tej okazji staram się podkreślać. Nie jest niczym złym, ani urągającym godności, czy inteligencji, brak znajomości zasad fizyki. Podejrzewam, że większość muzyków, pisarzy, poetów, czy aktorów, których podziwiam, miało blade dość pojęcie o zwykłych zasadach dynamiki. Brak wiedzy nie czyni z nich przygłupów. Skoro nie brak wiedzy, to co robi z obywatela, zwykłego głuptaka? Otóż człowiek przesuwa się w stronę debilizmu, gdy gada o rzeczach, których nie rozumie, wymyśla swoje teorie i próbuje „nauczać” w obszarze swej niewiedzy. Tak jest z Macierewiczem Antonim, Wojciechowskim Januszem, Stankiewicz Ewą, Pospieszalskim Janem i innymi paranoikami smoleńskimi. Tyle tytułem wstępu.

            Wróćmy do przygłupich bohaterów zwiastuna. Zapewne większość z Was zwróciła uwagę, że przeważająca część posmoleńskich nieszczęśników (w tym jegomość ze zwiastuna) uważa, iż wielkość i ciężar samolotu były atutem w starciu z brzozą. Tymczasem jest dokładnie przeciwnie: Cholerny samolot podczas lotu „opiera się” na skrzydłach, do których jest, mówiąc schematycznie, przyłożona siła nośna unosząca go. Im większy i cięższy samolot, tym większe naprężenia działają na skrzydła. Nawet w wypadku idealnego lotu bez oporów, turbulencji, ze stałą prędkością i wysokością, skrzydła obciążone są tym bardziej, im cięższy jest statek powietrzny. Unoszą one bowiem całą masę samolotu i ładunku. To nam mówi trzecia zasada dynamiki Newtona i nie potrzebujemy tu żadnej czarnej skrzynki. W rzeczywistości jednak na samolot działają dodatkowe obciążenia, głównie wynikające z sił bezwładności, związanych ze zmianą prędkości liniowej oraz ze zmianą kierunku ruchu, a także podczas zmiany wysokości. Także tym większe, im samolot większy i cięższy. To nam mówi druga zasada dynamiki Newtona- również nie potrzebujemy do tego czarnych skrzynek. To dlatego nowoczesne myśliwce mają zmienną geometrię skrzydeł, by podczas ciasnych manewrów i gwałtownych zmian kierunku i prędkości móc złożyć skrzydła, by im nie poodpadały. Tymczasem co robił wielki, ciężki i rozłożysty Tu 154M? Opadał, by nagle na komendę „pull up” próbować się podnieść, zahamował spadanie i minimalnie się wznosił. Musiał w sposób gwałtowny zmienić wektor prędkości- i to z lotu w dół na lot w górę, czyli najbardziej obciążający sposób. I tak naprężonym skrzydłem przygrzmocił w brzozę. Zresztą, popatrzmy jak wygląda crash test DC7- tak głupi słup telegraficzny obcina mu skrzydło, które przecież nie przenosi takich naprężeń, jak Tu 154M w chwili katastrofy, bo badany DC 7 nie leci, tylko jedzie.

            No..., to zrecenzowałem zwiastun, oceniłem jego bohaterów ujemnie, a teraz mam nadzieję że cały, gotowy film wyjaśni, jakim cudem „Ruskie” zaplanowali miejsce katastrofy i przygotowali podcięte drzewa dokładnie w miejscu wypadku. Najwidoczniej nie doceniam skali pierdolca scenarzysty „dzieła”, Marcina Wolskiego, bo sobie tego nie potrafię wyobrazić! Zamiast tego, w ramach "uśmiechu dnia", komentarz do wypowiedzi reżysera pana Antoniego Krauze (nie mylić z nieżyjącym Krzysztofem), który mocno się dziwował, że wojskowy Ił 76 wykonywał nad lotniskiem "przedziwne próby podejścia do lądowania", mgła gęstniała, a Ił w końcu odleciał- znaczy się, że musiał on był tę mgłę rozpylić! To ja już tylko z grubsza wyjaśnię panu Antoniemu, że mgła ma to do siebie, że gęstnieje, rzednie lub pozostaje bez zmian- innych możliwości nie ma. Wszystkie trzy możliwości są całkowicie naturalne :-) Czyżbym miał tu polew?


            W 12 rocznicę śmierci Jacka Kaczmarskiego, muzyczno- poetycka obietnica dla sekty. Utwór wybrany nie przez przypadek. Dziś ma premierę teledysk Sweet Noise z jego coverem. Nieźle chłopaki wybrali!

 

 

 

03:33, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (12) »
piątek, 08 kwietnia 2016

Nocą siedzę przed sobą

ja w cylindrze ja boso

a tam przez wieś z wesela

z nożem w plecach mnie niosą...

Tadeusz Nowak (Psalm o nożu w plecach).

            Bronisław Komorowski popełnił niewybaczalną zbrodnię, podwójną zbrodnię:

            Po pierwsze, ośmielił się być konstytucyjnym zastępcą Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i swą konstytucyjną powinność wypełnił. Pomimo tego, że dał cały miesiąc Marcie Kaczyńskiej na zabranie rzeczy osobistych pary prezydenckiej, rzekomo pogrążone w żałobie PiS znalazło czas, by opluwać pełniącego obowiązki Prezydenta, Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, bo „coś za bardzo mu spieszno było do Pałacu Prezydenckiego”. Wtedy zrzucałem to na karb naturalnych, silnych emocji, które były następstwem katastrofy smoleńskiej. Dziś, spoglądając wstecz widzę, że gdzie były emocje, to były, a gdzie był wyrachowany cynizm, to był! Kto pamięta „żałobną sesję Marty Kaczyńskiej”, bodajże dla czasopisma „Gala”? Kto pamięta 3 miliony odszkodowania? Kto pamięta, jak Marta Kaczyńska brała udział w głoszeniu teorii zamachowych, które nagle przestała głosić, gdy się okazało, że jej Rodzice nie byli ubezpieczeni od zamachu i musiałaby zwrócić odszkodowanie? A kto pamięta cyniczną grę PiS i samego Kaczyńskiego Jarosława, udających spokojnych przed każdymi wyborami (to się robiło aż groteskowe), chowających Macierewicza do klatki, by po wyborach pokazać prawdziwą twarz PiS-owskich psycholi, bredzących o bombach, trotylach, sztucznych mgłach, dobijaniu rannych, helach, sfałszowanych wyborach i innych rewelacjach, które powinny dawać przepustkę do Tworek? Był cynizm? Było wyrachowanie? To skoro już przypomniałem kilka faktów, to może warto odbić piłeczkę? Nie „Co się tak spieszyło Komorowskiemu?”, a „Co miała ukryć Marta Kaczyńska?”, bo na wyniesienie rzeczy osobistych czasu miała aż nadto, natomiast na zacieranie śladów działalności Lecha Kaczyńskiego, czasu nigdy dość, zawsze można na coś trafić przypadkiem! A tu przeklęty Bronisław Komorowski domagał się możliwości wykonywania konstytucyjnych obowiązków! Pierwsza zbrodnia!

            Drugą, jeszcze większą zbrodnią Bronisława Komorowskiego było, iż nie tylko nie sprezentował Kaczyńskiemu prezydentury, nie wycofał się z wyborów, nie namaścił Jarosława, lecz ośmielił się z nim wygrać! Oooo..., tego było za wiele. Spuścił tedy prezes pan ze smyczy swoją sforę, zasilił ją jadowitą gadziną stłoczoną w kółkach Radia Maryja i klubach Gazety Polskiej. Zaczęło się!

            Od razu z grubej rury, sekta z miejsca udowodniła swą podłość i satanistyczny charakter, plując na przykazanie „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” i co niedziela profanując tzw. „Ciało Chrystusa”, żrąc je mając na sumieniu ten ciężki grzech. Oczywiście, konkretnie chodzi o fałszywe oskarżenie Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego o spisek na życie Lecha Kaczyńskiego. Tak jak niegdyś faryzeusze fałszywie oskarżyli Jezusa z Nazaretu o rzekomy spisek przeciw Cesarzowi, tak i współcześnie moherowi zwyrodnialcy oskarżyli Bronisława Komorowskiego o zamach na Lecha Kaczyńskiego. To oczywiście nie wszystko, bo podłości dopełniały kolejne większe i mniejsze łgarstwa.

            Pamiętacie oszczerczą publikację p.t. „Niebezpieczne związki Komorowskiego” niejakiego Wojciecha Sumlińskiego? Dziś już wiemy, że autor jest tak załganą i zadufaną w sobie parówą, że swą TFUrczość posklejał z powieści sensacyjnych tak znanych autorów, jak Albom, Larsson, Steinbeck, MacLean, Chandler, Coehlo. Spójrzcie, jak bezkarny czuł się ten zwyrodnialec wiedząc, że adresatem jego szmatławego gniota jest moherowa sekta, banda zboków, którzy z łamania przykazania „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” zrobiła sobie styl bycia towarzyskiego. Nie wahał się plagiatować autorów, których znają miliony czytelników, także w Polsce! Nie on jeden, bo wystarczy pogrzebać w internecie, by dokopać się do wciąż kolportowanych łgarstw, na przykład rzekomych „dowodów” na to, iż Komorowski wiedział o śmierci Kaczyńskiego Lecha przed katastrofą. Wyobrażacie sobie, by Jarosław Kaczyński mając choćby najmniejsze pozory autentyczności takich „dowodów” nie dostarczył ich do prokuratury i nie pociągnął sprawy choćby do Strasburga, choćby tylko po to, by ja nagłośnić? A te plugawe łgarstwa są kolportowane do tej pory- wiem, bo sam mam w rodzinie taką kobrę, rozsyłającą do wszystkich znajomych (w tym do mnie) takie pomówienia. Internet przyjmie wszystko, jak choćby rzekome stawanie na krześle do fotki w Parlamencie Japońskim. I co z tego, że dawno wyjaśniono, że zdjęcia były robione na podeście, który zwyczajowo był do tego celu wykorzystywany. Kogo obchodzi, że goście byli informowani o takiej możliwości i zachęcani do tego? A kogo dziś obchodzi, że sugerowano związek Komorowskiego ze zniknięciem jakiegoś trzeciorzędnego dzieła sztuki ze ściany pałacu? Kogo obchodzi, że była to bzdura? 

            Zapytacie, dlaczego o tym piszę akurat dzisiaj?

            Odpowiedź jest prosta: Dziś ujawnione zostało kolejne podłe pomówienie przeciw Bronisławowi Komorowskiemu. Wyjątkowo łajdackie, bo dokonał go urzędujący Prezydent RP, właściwie prezydent teoretyczny, Andrzej Duda. Po tzw. „audycie” oznajmił, że Bronisław Komorowski wydał całą pulę pieniędzy przeznaczoną na nagrody dla urzędników Kancelarii Prezydenta. Dziś dowiedzieliśmy się, że niewolnik Duda wydał na nagrody dla swoich podwładnych 800 tysięcy złotych! Nasz cudotwórca wydał pieniądze, które ponoć wydał Komorowski. Nie 100 złotych, nawet nie 1000, a 800 000 PLN!!! Ten sam Duda, który nastawiał paszczę, by sprofanować „Ciało Chrystusa”. Gdyby traktować Eucharystię jak znak, to epizod z „Hostią” która wolała upaść, niż trafić do ust Andrzeja Dudy, który musiał za nią ganiać, to....

            Na zakończenie proszę czytelników, by nie skupiać się na samym fakcie przyznania premii. Każdy szanujący pracodawca stara się zmotywować pracowników systemem nagród przysługujących za uczciwe wykonywanie obowiązków. Każdy pracownik chce dostać premię (może się mylę- kto by nie chciał, kto się broni przed premią?)! Zamiast tego, zastanówmy się raczej, kiedy nagroda jest uzasadniona- czy na zakończenie kadencji, po pięciu latach pracy, czy też na początku kadencji, niczym ten „puchar za zajęcie pierwszego miejsca- na zachętę”?!

            Przede wszystkim pamiętajmy jednak o tym, że Andrzej Duda łże bez zmrużenia oka, że pluje na przykazanie „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” i że jednocześnie regularnie nadstawia paszczę po „Hostię” dokonując profanacji, podobnie jak to robi cała sekta. ZAPRASZAMY DO PIEKŁA!

            Żeby nie było, że zataiłem odpowiedź Kancelarii Prezydenta. Kliknijcie w ten akapit, by ją poczytać. Zwróćcie uwagę, jak najpierw nawijają makaron na uszy, że nagrody pochodzą z innego źródła, a potem, gdzieś w środku tekstu następuje "uściślenie", że Komorowski jednak nie wydał wszystkiego. To mnie wzrusza!!!

00:55, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
piątek, 01 kwietnia 2016

            Wycieraczka, to miejsce szczególne. Można na niej znaleźć przeróżne rzeczy. Antoni Macierewicz znajduje na niej dowody wybuchów- jako normalny człowiek, widzi je również w parówkach, pijiii- bziu i bluffach Rońdy, umie, a nawet umi pokazać je zarówno palcami, jak i palcyma (to drugie, to wersja dla profesora Krystyna), dlatego nie zakładamy mu kaftana. Ja znalazłem wzruszające wyznanie miłości teoretycznego prezydenta, Andrzeja Dudy do żony. To, zdaje się, tekst życzeń urodzinowych, które wdzięczny małżonek złoży jutro, 2-go kwietnia, pani Agacie. Życzenia to z głębi serca dobrej zmiany płynące, przez umyślnego na wycieraczkę z samego Żoliborza dostarczone. Zgodnie z najlepszymi wzorcami dobrej zmiany, przygotowane na specjalnej formule gratulacyjnej teoretycznego prezydenta Dudy przetestowanej już podczas desygnowania Beaty Szydło na urząd premiera teoretycznego (pisownia oryginalna).

Kochana Żono.

            Z okazji Twych czterdziestych czwartych, nomen- omen, urodzin życzę Ci, byś nie była tak wysoka i odpicowana przy Ukochanym Przywódcy. Kucnij, połóż się żabciu, a ja z tego miejsca podziękuję jeszcze raz Prezesowi Panu za jego genialną strategię (całuję rączki Wodzu) i niezwykłą skromność Światłego Umysłu Jego. Dziękuję Ci raz jeszcze i dziękować będę Panie, żeś w Geniuszu Swym władzę oddać raczył (wężykiem, wężykiem). Padam do nóżek, całuję stópki, gryzę poślady, masuję sutki. Bo czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza Prezes Pan Kochany naszego klubu „Tęcza”: Ciągle pracuje, wszystkiego przypilnuje... i jeszcze inni..., niektórzy..., wtykają mu szpilki. To nie ludzie..., to wilki!

Tfuj, tfu, Twój Prezydent.

 


11:39, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (10) »
środa, 30 marca 2016

           No i po raz kolejny prezes pan przez pomyłkę powiedział prawdę. Swoją drogą, on działa tak, jak zegar z pękniętą sprężyną: Dwa razy na dobę pokazuje dokładną godzinę! W wywiadzie dla „Trójki” oznajmił wszem i wobec: „Nam zarzuca się różne rzeczy. Bywam porównywany do Hitlera. To są objawy szaleństwa.” BINGO! To są objawy szaleństwa, Hitler też je miał! Już dawno temu Janusz Palikot domagał się wysłania Jarosława Kaczyńskiego na badania psychiatryczne, a tu nagle Jarek odkrywa Amerykę! Każdy to widzi z wyjątkiem sekty!

            W tym samym wywiadzie prezes pan ogłosił, iż Europa się powinna przyzwyczaić: KONIEC Z ULEGŁOŚCIĄ! Buuuchachacha...., właśnie Dupa dostał kopa w dudę Duda dostał kopa w dupę od Obamy, na oczach całego NATO i nie spotka się z nim, za to przyjmie Donalda Tuska, a kongresmeni z USA spotkają się z założycielem KOD, Mateuszem Kijowskim, jako szefem największego polskiego ruchu społecznego od czasów pierwszej Solidarności (jakoś z szefem PiS spotyka się co najwyżej Orban- i to cichaczem). PiSowski Minister Spraw Zagranicznych, Waszczykowski Witold postanowił przekonać Naród, że Duda nie zabiegał o wizytę. Co za inteligentne tłumaczenie, akurat na poziomie sekty! „Jadę na szczyt NATO, żeby NIE spotkać się z przywódcą najsilniejszego państwa sojuszu”. NIESAMOWICIE WIARYGODNE, panie Waszczykowski! No nic, Duda dalej niech jeździ na narty na oponach ze szrotu (DOBRA ZMIANA), niech nocami przemyka z meldunkiem do pewnej chronionej willi na Żoliborzu, niech się spotyka z rumuńskimi i węgierskimi przyjaciółmi, niech jak ten pies jeździ za amerykańskimi senatorami choćby i do Krakowa, by spotkać się z nimi choć przy obiedzie w knajpie, której współwłaścicielką jest członkini KOD. Niech waruje, niech ureguluje rachunek, niech przyniesie patyk! KONIEC Z ULEGŁOŚCIĄ! Jest wystawienie gołej dudy, by byle kiep mógł w nią zapalić kopa z rozpędu! Niejako tylko przy okazji dodam, że zanim szef MSZ użyje słowa „murzyńskość”, niech weźmie pod uwagę, że Duda wybiera się w interesach do kraju, któremu szefuje czarnoskóry przywódca.

(OD ARTYSTÓW DOBREJ ZMIANY, OCZYWIŚCIE!)

            Jeżeli jednak mielibyśmy mówić o uległości wobec UE, to przez 12 lat członkostwa w Unii, niewolniczy umysł Kaczyńskiego nie załapał, że od 1-go maja 2004 jesteśmy częścią tego organizmu. To tak, jakby Kaczyński nagle ogłosił koniec uległości wobec swoich jelit i odbytu, odmawiając wizyt w toalecie. Nie będę się rozpisywać na temat skutku takiego wyboru.

 W WYNIKU DOBREJ (BUUUCHACHACHA...) ZMIANY, POLSKA ZAMIENIŁA SIĘ NA MIEJSCA Z KUBĄ. MAM SIĘ CIESZYĆ?

 

12:20, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (15) »
czwartek, 24 marca 2016

             Po serii zamachów w Brukseli kwestią czasu jedynie było, kiedy w naszym nadwiślańskim grajdołku odezwą się ścierwojady próbujące na zamachach zbić kapitał polityczny. I pominę tu takich dupków, jak znany z pijackich burd z policją Wipler, który postanowił się polansować ze sztucerem w ręku. Uważaj chłopie, bo choć to trudne, to akurat ty jeszcześ gotów tym czymś postrzelić się w pupę! Od razu przypomniał mi się inny znany, choć fikcyjny „twardziel”.

            Nie na jego głos jednak czekałem. Byłem głęboko przekonany, że wkrótce jakiś padlinożerca z sekty smoleńskiej, bądź też inny wielbiciel „dobrej zmiany” zapragnie na nieostygłych jeszcze ofiarach zamachów coś ugrać. Myliłem się? Sami oceńcie!

             Zbigniew Ziobro, człowiek bez honoru, patologiczny łajdak i zdrajca słynący z oszczerczych denuncjacji, znany skądinąd jako „człowiek- porażka” i „zero” (to za sprawą jego marnej wiedzy prawniczej), postanowił dowieść, że na sektę zawsze można liczyć.

            „Zero”, „człowiek- porażka”- niby mocne słowa, ale jak inaczej nazwać pierdołę, który w ciągu dwóch lat rządów PiS (2005- 2007) zdążył skompromitować Polskę niedorzecznym, pozbawionym dowodów wnioskiem o ekstradycję niejakiego Edwarda Mazura, który to wniosek wraz z kompetencjami polskiej prokuratury został wyśmiany przez sąd w Chicago. Oczywiście wniosek był pełen „twardych dowodów pana Zbyszka”, czyli jego bezwartościowych insynuacji. Najsmutniejsze jest to, że nikt z poważnych prawników nie wyklucza Mazura z kręgu podejrzanych, ale Ziobro sprawę najzwyczajniej w Świecie spalił, prezentując ją na konferencji prasowej nim zebrał materiał dowodowy. Inną z jego wtop było nieudane aresztowanie Barbary Blidy zakończone jej śmiercią- Zbyszek po dziś dzień nie potrafi podać ani dowodów jej domniemanej winy, ani nawet tego, o co chciał ją oskarżać. No i oczywiście słynna, nieudana prowokacja Ziobry na Andrzeju Lepperze. Lepper nie dał się nabrać, a Zbynio udowodnił jakim jest zbrodniczym przygłupem uznając, że właśnie dlatego, że się nie dał sprowokować, to znaczy że jest winny, bo ktoś go musiał ostrzec. Innymi słowy: Lepper był winien niepopełnienia przestępstwa korupcji, bo posłuchał czyjejś dobrej rady. I z takimi to „sukcesami” ta menda została po raz kolejny Ministrem Sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym. Łoj, jaka dobra zmiana!

 

            Wróćmy do tematu głównego. Otóż Zbigniew Ziobro postanowił wykorzystać śmierć i cierpienie ofiar zamachów terrorystycznych, by zaatakować Trybunał Konstytucyjny. Zbysiu stwierdził w publicznej wypowiedzi, że belgijski TK, podobnie jak polski TK, utrudniły służbom walkę z terroryzmem, ograniczając prawo do inwigilacji. Jak to „dobra zmiana” potrafi powiązać sędziów z zamachowcami! A teraz poważnie: W wypadku podejrzenia o terroryzm, służby prowadzą inwigilację, bo od tego są i się nie pytają TK, czy mogą, bo taka ich zasrana rola- odegrać tych złych robiąc swoje. Włos im za to z głowy nie spadnie, choć żaden polityk oficjalnie tego nie potwierdzi. Służby wręcz byłyby w kłopocie nie reagując na podejrzanych o terroryzm. Zupełnie inaczej ma się sprawa inwigilacji opozycji, którą tak naprawdę chce zalegalizować pan Zbyszek. I nie będzie to miało nic wspólnego z walką z terroryzmem, bo służby Ziobry znane są z pełnego zaangażowania w szukanie haków na Polaków, znane są też z namawiania ich do przestępstw, natomiast Zbysiu do tej pory trzyma się z daleka od terrorystów, żeby nie rozpraszać uwagi służb, które mogą przecież w tym czasie kopać dołki pod przeciwnikami politycznymi, więc antyterrorystyczny aspekt działalności zbyszkowych służb jest kompletnie nieznany.

            PiS nie przejmowało się nigdy życiem Polaków. Wręcz przeciwnie: Podczas likwidacji WSI, Antoni Macierewicz dokonał zdrady i ujawnił obcym kontrwywiadom agentów polskiego wywiadu wojskowego, za co od takiej Armii Krajowej dostałby wyrok śmierci do wykonania natychmiast- w bramie, przy śmietniku, w ciemnym zaułku. Za takie wystawienie żołnierzy na śmierć nie byłoby przebacz. Ale oczywiście dziś w wyniku dobrej zmiany, jako Minister Obrony Narodowej zajmuje się obrażaniem sojuszników i pozbawianiem armii nowoczesnej broni (próbuje unieważnić przetarg na śmigłowce bojowe), by jednocześnie zbudować zbrojne bojówki PiS zwane „obroną terytorialną”, których wartość bojowa jest zero, za to ich wartość terrorystyczna, to 10.

            Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski jest banda kretynów, która doświadczone służby zastępuje niekompetentnymi fanatykami. Mamy już pierwsze efekty: Teoretyczny prezydent, niewolnik Duda, niemal życia nie stracił, bo podporządkowany bezpośrednio Błaszczakowi BOR zaopatrzyło prezydencką limuzynę w zużyte opony. O losie! Żadne badania nie znalazły trotylu, kuli snajperskiej, ni niczego innego prócz zużycia i starości w gumie. Niewolnica Szydło natychmiast wyskoczyła z zapewnieniem, że Błaszczak jest jednym z najlepszych szefów MSW od 1989 roku! No jasne, prawie mu się udało zlikwidować Prezydenta RP! W ramach dobrej zmiany PiS zastanawia się zatem nad całkowitą likwidacją BOR. I pomyśleć, że już dawno temu Kononowicz chciał wszystko zlikwidować!

 

 

13:56, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 21 marca 2016

 

            W związku z rozpoczętym Wielkim Tygodniem czuję się w obowiązku przypomnieć, iż:

  1. W Wielki Tydzień, niespełna 73 lata temu żołnierze w niemieckich mundurach rozpoczęli ostateczną likwidację „drugiego sortu” ludzi (a przynajmniej za takowy ich uważali, mało tego, jak z rękawa sypali argumentami o niższości mordowanych).

  2. W Wielkim Tygodniu, Żyd z Nazaretu, Jezus syn Maryi, został zamordowany sądownie pod niedorzecznym zarzutem wszczynania buntu przeciw Cesarstwu. Oskarżyciele z uporem maniaka powtarzali, iż słowa Jezusa o jego królestwie „nie z tego świata” są równoznaczne z przyznaniem się do spisku. Dodam, że oskarżyciele mataczyli, starannie ukrywając fakt nauczania pokory przez oskarżonego, także tej wobec Cesarza.

  3. W Wielki Tydzień roku bieżącego Zbigniew Ziobro powołał do życia nowy zespół prokuratorów do spraw śledztwa smoleńskiego. Podobnie, jak prokurator Piłat, mają za zadanie dowieść niedorzecznego zarzutu zamachu. Dokonać tego mają poprzez mataczenie, ukrywanie podstawowych faktów, jak konsekwencji braku szkoleń załogi Tu 154M, konsekwencji próby zemsty PiSowskich urzędników z Przemysławem Gosiewskim na czele za uratowanie dupy prezydenta Kaczyńskiego podczas lotu do Tbilisi na pilotach wojskowych specjalnego pułku lotnictwa, a przede wszystkim konsekwencji przystąpienia do lotu do Smoleńska i podjęcia próby lądowania w warunkach urągających wszelkim procedurom bezpieczeństwa. Spodziewajmy się kolejnych dowodów podrzuconych na wycieraczkę, dowodów parówkowych, bluffów a'la Rońda, rozpylonej mgły, helu, dobijania rannych, opowieści o kombajnie brzozowym, który przecież służy do obcinania takiego miękkiego drzewa, a przede wszystkim spodziewajmy się prób przekonania społeczeństwa, że skoro Putin nie darzył przesadnym szacunkiem Kaczyńskiego, to jest najlepszy dowód na zamach.

            W związku z powołanym zespołem prokuratorskim, zasięgnąłem opinii mojej koleżanki z klasy, która jest prokuratorem, bynajmniej nie prokuratorem szeregowym i niedoświadczonym, gdyż powoli zbliża się do końca drugiej dekady pracy w zawodzie. Otóż, ptaszki ćwierkają, że do zespołu zgłosiła się miernota z przerostem ambicji nad dokonaniami. Zważywszy, jakiego zadania się podejmują, nie dziwi nic.

Przypowieść o pociągu pancernym.

            Pociąg pancerny „Krystyn” spędzał czas na bocznicy. Od czasu do czasu jedynie wypuszczany ze swego ślepego toru, by splunąć ze wszystkich luf w kierunku wyznaczonego celu, powtórzyć salwę i wycofać się raczkiem na boczny tor. Bo choć gruboskórny i do bólu agresywny, to w gruncie rzeczy słaby i niezdarny był Krystyn, poruszać się jeno po wyznaczonej torem ścieżce w przód i w tył potrafiący. Nawet nabranie prędkości i wyhamowanie czas nieznośnie długi zajmowało, nie mówiąc już o jakimkolwiek uniku, czy finezyjnym manewrze. Podczas kolejnego nieznośnie długiego postoju na bocznicy odszukał „Krystyna” miłośnik starej broni pancernej, niejaki Filip Chajzer, podszedł do ledwo sapiącej maszynowni i poprosił o komentarz do słów jego siostry, biorącej udział w manifestacji KOD. „JA NIE MAM SIOSTRY”- odparł Krystyn.

            Moi drodzy: Jakże samotny musi być Krystyn, plujący na wszystkich, którzy mu się na celownik nawiną, WYRZEKAJĄCY SIĘ WŁASNEJ SIOSTRY!!! Chowany na bocznicę, uruchamiany, by splunął, sapnął i skrył się do swej nory. Podobną samotność wróżę członkom zespołu prokuratorskiego ds. śledztwa smoleńskiego. Podobnej samotności doznaje każdy zostający żołdakiem gnoma żoliborskiego. Nie łudźmy się: Ileż można się oszukiwać, że otaczające PiS miernoty ćwiczone w szukaniu haków, podstawianiu nogi, knuciu, intrygowaniu, pomawianiu, to przyjaciele. Krystyn to wie. Jest sam, jak ta PiSda. Bez miłości, bez rodziny, bez przyjaciół. O! Znowu mu lufę czyszczą!

 

 

14:35, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
piątek, 18 marca 2016

            „Dyktatura ciemniaków” to termin, z publicznego użycia którego zasłynął Stefan Kisielewski. Ten legendarny publicysta użył tego określenia na zebraniu Związku Literatów Polskich, a miało to miejsce po zdjęciu z afisza „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka. Minęło niespełna pół wieku i społeczeństwo doczekało się praktycznego przypomnienia, czym jest owa dyktatura.

            Tak się niefortunnie stało, że przez długie lata po śmierci Stefana Kisielewskiego, terminu „dyktatura ciemniaków” używał jego przyjaciel, z którym wspólnie zakładali UPR, Janusz Korwin Mikke. Niefortunnie, bo JKM z uporem maniaka powtarzał, że jeżeli zastąpimy jedną dyktaturę inną (jego własną), to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stanie się ona dobrobyt niosącą dyktaturą człowieka oświeconego. Biedny błazen już wtedy nie rozumiał, że wypowiadając się stanowczo na każdy możliwy temat jedynie potwierdza, jakim jest głupcem uważając, że zna się na wszystkim..., ale ja nie o tym. Ten wstęp miał jedynie przypomnieć, że JKM zdewaluował omawiane pojęcie i mało kto pamięta, że odnosiło się ono do rzeczywistej dyktatury, a nie do państwa demokratycznego, jak to do tej pory sugeruje Januszek.

            Może kilka luźnych przykładów: Zaszczucie Nieznalskiej, próby zdjęcia z afisza filmu „Ksiądz”, filmu „Siostry Magdalenki”, próba zmiany dyrekcji Teatru Starego w Krakowie, próby zdjęcia przedstawień teatralnych „Golgota Picnic” i „Śmierć i Dziewczyna”, niezliczone próby niedopuszczenia do koncertów rockowch (n.p. Behemoth, Kult) i popowych (n.p. Madonna, Conchita Wurst), a nawet niedawna próba odwołania koncertu, który nawet NIE BYŁ PLANOWANY (SIC!)- tak, tak, jakieś kółko ciemniaków ze Świdnicy zobaczyło starą informację o koncercie Vadera, który odbył się rok temu, a im się wydało, że ma się dopiero odbyć i rozpoczęło łańcuszek modlitewny w intencji odwołania koncertu. I powiedzcie, że DYKTATURA CIEMNIAKÓW nie wróciła w najostrzejszej formie!

            Pierwszym, niesłychanie ostrym sygnałem, że rzeczona dyktatura powraca był dla mnie gwałtownie zdobywający popularność Paweł Kukiz, który do dziś twierdzi, że Rząd RP ma słuchać nie mających pojęcia o prawie ludzi, a nie przestrzegać prawa. Właśnie wtedy, gdy chciał się pytać w referendum o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze tych, którzy nie mieli pojęcia ani co to jest, ani jakie ten system wyborczy niesie za sobą konsekwencje i gdy jego apele zrealizował ex prezydent Komorowski, zorientowałem się, że dyktatura ciemniaków nieuchronnie wraca. Sygnały były wcześniej, bo czym innym jest na przykład robienie sondy w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej wśród przygłupów uważających, że do zanegowania antkowej tezy o tym, że skrzydło samolotu pędzącego z prędkością 280 km/h ma się zatrzymać po 12 metrach potrzebuję czarnej skrzynki, a nie II zasady dynamiki Newtona (ba, oni nie znają zasad dynamiki) lub czym innym jest pytanie się o oczekiwany wiek emerytalny idiotów nie wiedzących skąd się biorą pieniądze na emerytury. W każdym razie mam nadzieję, że kiedyś pan Kukiz tak o wszystko pytający się ludzi, uda się na operację, w czasie której lekarz przez system audio- tele będzie pytał ludzi, jak ma operować pana Pawła.

            Okres trzech ostatnich kampanii wyborczych (samorządowej, prezydenckiej i parlamentarnej), był okresem bezprzykładnego wmawiania niedoukom, że to oni powinni się wypowiadać na temat najważniejszych spraw w Państwie. I stała się rzecz straszna: Głupawa masa dała władzę ciemniakom, którym nadal się wydaje, że jeśli tylko znajdą wystarczająco wielu kretynów popierających swe niedorzeczności, to nagle staną się one prawdą. I dopóki przygłupia masa na własnej skórze nie zacznie odczuwać pogorszenia warunków życia, to tego nie załapie i będzie dyktaturę popierać. Jest jednak pewien HACZYK: POLITYKA MIĘDZYNARODOWA!

Bożenka, jako poetycka metafora Polski???

            O ile w grajdole nadwiślańskim Kaczyński każde łamanie prawa tłumaczy, że to odpowiedź na wcześniejsze kroki PO i zyskuje poklask całkowicie niedojrzałego społeczeństwa, to polityka międzynarodowa rządzi się swoimi prawami. I dlatego, gdy głupawy Jarosław próbuje pyskować Komisji Weneckiej, bądź Parlamentowi Europejskiemu, czy Kongresowi USA, że przecież to Tusk zaczął, oni reagują bardzo prosto i logicznie: O CZYM TY DO NAS ROZMAWIASZ?! Teraz władzę ma Rząd Beaty Szydło i to z nim dyskutujemy o problemach, bo z nimi robimy interesy! To ten Rząd ma psi obowiązek przestrzegać prawa i wykonywać orzeczenia sądów, bo teraz to on reprezentuje Polskę i to z nim rozmawiamy, a nie z Rządem Tuska, Kopacz, czy świętego Idziego!

            Zarówno Unia Europejska, jak i USA będą wspierać żądania przestrzegania procedur demokratycznych w Polsce pod warunkiem, że sami Polacy będą się ich domagać. Jeżeli nie, potraktują Polskę jak Białoruś, czy Rosję albo Chiny- jak będą mieli biznes, to go zrobią, a jak nie, to palcem nie kiwną, a już z pewnością niczego dla nas nie zaryzykują. I to od nas, Polaków zależy, czy zgadzamy się na DYKTATURĘ CIEMNIAKÓW, czy też nie! My ją możemy przyjąć, Świat ją uzna, oczywiście, ale w pakiecie z konsekwencjami. A te nie przedstawiają się dla Polski różowo.

 

 

20:51, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (11) »
czwartek, 17 marca 2016

            Nie mogło być inaczej. Jeżeli filarami organów ścigania zostają przestępcy skazani, jak Mariusz Kamiński (ułaskawiony przez teoretycznego prezydenta, niewolnika Dudę) lub uchronieni przez znajomków przed uczciwym procesem, jak Zbigniew Ziobro, czy Antoni Macierewicz, to IV RP musiała błyskawicznie odsłonić zbrodniczą twarz. Powiecie, że przecież Antek jest szefem MON i nie ma nic wspólnego z prokuraturą. Oczywiście, że Antek nie ma nic wspólnego z prokuraturą oprócz tego, że ją terroryzuje i robi w neogoebbelsowskich mediach PiS za głównego śledczego. Kłopoty z prawem panów AM, MK i ZZ bywały różnej natury, ja prywatnie za najbardziej bandyckie uważam próby popełnienia przestępstw sądowych: fałszywe oskarżenia, zatrzymania bez przygotowanych zarzutów (nie mówiąc nawet o ich formalnym postawieniu), namawianie uczciwych obywateli do przestępstw, zwane eufemistycznie prowokacjami.


"(...)Ruszać- krzyczą dowódcy (schowani) z tyłu..."

            Jednym z głównych haseł- kluczy rzucanych przez tępych, PiSowskich sekciarzy jest „jak jesteś uczciwy, to nie masz się czego bać”. Otóż właśnie problem tkwi w tym, że PiS opiera się na bandyckich pomówieniach i próbuje fałszować śledztwa. Możesz być uczciwy, ale „daj mi człowieka, a paragraf się znajdzie”, jak mawiali stalinowscy śledczy. Do dziś Ziobro nie potrafi odpowiedzieć, jakie zarzuty chciał postawić Barbarze Blidzie, która zginęła w wyniku nieudanej próby aresztowania. Do dziś Ziobro nie ma najmniejszego dowodu na korupcję Andrzeja Leppera przy tzw. „aferze gruntowej”- żeby było śmieszniej, Ziobro próbował skazać Leppera za to, że nie dał się skorumpować. Lepper nie żyje, a Ziobro kontynuuje przestępczą działalność.

            Dziś odbywa się w Sejmie debata na temat raportu Komisji Weneckiej. Przy okazji, mija kolejny dzień, gdy przestępczy rząd Beaty Szydło odmówił publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie sądzonej ustawy. Jak powiedział Przewodniczący Rady Europejskiej, Donald Tusk, „Polska znalazła się na zakręcie”. Jako zawodowy i klasowy polityk, Tusk nie mógł powiedzieć tego, co ja chętnie dopowiem: Zezwolenie PiSowi na stawianie się ponad sądami i pisanie ustaw sprzecznych z Konstytucja RP będzie zezwoleniem na przygotowanie współczesnych „Ustaw Norymberskich” przez tą zorganizowaną grupę zdrajców Polski. I ani jedno słowo nie jest tu na wyrost. Gdy ktoś nie należy do narodowosocjalistycznej partii Kaczyńskiego, traci pracę- dzieje się to już dziś. Trybunał Konstytucyjny stoi solą w oku tej bandy, ponieważ jest jedyną instytucją władną zatrzymać ustawy dyskryminujące niezwiązanych z PiS obywateli RP. Mówią o tym sędziowie TK, mówią prawnicy z Uniwersytetu Jagiellońskiego (w tym promotor Dudy), prawnicy z Uniwersytetu Warszawskiego, prawnicy z UE i z Komisji Weneckiej, mówią kongresmeni z USA, a sekta dalej powtarza brednie swej przestępczej szajki. Przy okazji: Prezydent Obama nie przyjmie teoretycznego prezydenta Dudy podczas planowanego na koniec marca szczytu bezpieczeństwa nuklearnego w Waszyngtonie. Do szeregu, niewolniku Duda, możesz dalej nosić parasol za prezesem panem, jak tak lubisz!  

            Wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc. Zwróćcie uwagę, jak wychowane na pomówieniach moherowe tabuny będą w kościołach bezcześcić tzw. „Ciało Chrystusa” plując swemu „Bogu” w twarz jawnie depcząc przykazanie „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. Dziś, jako jeden z tematów zastępczych rzucono opinii publicznej, gdzie powinien leżeć Czesław Kiszczak. Powiem tak: Jemu to dynda, mnie to też mało obchodzi. Ale Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza, Zbigniewa Ziobro i Mariusza Kamińskiego wypadałoby pochować obok Kiszczaka, gdy nadejdzie kres ich marnego żywota. Jako uhonorowanie ich wysiłków oddalenia Polski od Unii Europejskiej, NATO i USA i wpakowania Ojczyzny w łapy Moskwy.

 

 

13:37, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
sobota, 12 marca 2016

           Pół Polski w głowę zachodzi, co się stało Krystynowi, bo i jest się nad czym zastanawiać, wszak na oddziale furiatów w podwarszawskich Tworkach, ani pacjent podający się za Napoleona, ani ten przekonany, iż jest Cezarem, ani nawet ten, który się uważa za ducha Adolfa Hitlera, żaden z nich nie dorównuje wściekliźnie, jaka ogarnęła naszego nieszczęśnika. Nie, nie będzie to żadna polemika, bo nie uczęszczałem do żadnej z mordowni, w których nabywał on ogłady towarzyskiej i niegodnym. Poza tym nie ja byłem celem ataku, a przypomnę że Krystyn chciał pogryźć niemalże jednocześnie Macieja Stuhra oraz emerytkę pytającą o wysokość świadczeń i wszystkich stających w obronie emerytki. Merytoryczną odpowiedź dała Krystynowi na swym blogu Malina i gorąco proszę, byście ją przeczytali- w tym celu kliknijcie tu- w ten akapit. Ja zaś ograniczę się do swej liryczno- epickiej wizji przyczyn stanu zdrowia psychicznego naszego niefortunnego bohatera.

Jak Krystyn zmienił świadomość.

            Uuuu...-darło się coś wniebogłosy na Wiejskiej- Uuuuuuu.....!!!! Uuuuuu......!!!- niosło się Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem, ale też i Rozbratem, Ludną i całą szerokością Powiśla, aż do Starego Miasta, głośno tak, że prastare bohatery legend i podań warszawskich z martwych powstały sądząc, iż to trąby jerychońskie apokalipsę i koniec świata głoszą, karnie na sąd ostateczny stawić się niniejszym chciały. Najpierw Syrenka ze swego cokołu ruszyła, bo i na powietrzu stojąc pierwsza wołanie usłyszała. Pierwsza też zawróciła, gdyż od dźwięku tego łuską zaczęła się od pasa w górę pokrywać, a nie chcąc urody na wieczność utracić, czmychnąć w nurt Wisły wolała. Później Bazyliszek. Ten gadem będąc, słuch miał przytępiony, więc zagrożeń nieświadom kontakt wzrokowy uzyskał i na powrót w głaz się zamienił. Jedna tylko Złota Kaczka (po mojemu, to nie złota, jeno żółte zęby miała, ale gdzież bym się śmiał legendzie sprzeciwiać) słabość w tym głosie wyczuła i po swojemu wykorzystać Krystyna zapragnęła. Podeszła do niego śmiało i zapytała:

            -A cóż to za lament, czegóż ci trzeba?

            -Głodny byłem, a jeść mi już w ławach sejmowych nie pozwalali i chyba się oponą jakąś strułem.

            -Po czym wnosisz?

            -Włos mi na plecach gęsto „róść” zaczął, więc „wziąść” go i wydepilować chciałem, lecz ból to okrutny i rozpacz mnie czarna ogarnia.

            -Kwa, kwa, wiem coś o tym, gdy dla jaj kota swego wydepilować chciałam, to wziął i poległ, Alik mu było, nieborakowi! Nie martw się jednak. Mam ci ja na to serum niezawodne, jeno przyrządzić je wedle receptury musisz i spożyć jak najszybciej- To rzekłszy, rzuciła Krystynowi „Gazetę Polską” i niezwłocznie ku żoliborskiej stronie się udała. Krystyn rzucił się na pismo, chwycił nabożnie w owłosione łapy i czytać niezwłocznie począł:

 

pięć kropel rosy,
wąsy chrabąszcza,
plus odwłok osy
brzęczącej w gąszczach,

język chomika,
sadło modliszki,
ryjek od dzika,
śledziowe kiszki

szaleju garstka
i szczurzy ogon:
wszystko to utrzeć,
wrzucić w samogon,

zmówić w panice
smętną modlitwę,
znaleźć dziewicę
i dać jej brzytwę,

by ogoliła
orangutana
sierść zaś wrzuciła
prosto do dzbana

i destylatem
co jest z ziemniaka
oblała latem
piszczel praptaka

zmieszała wszystko
na łysej górze,
tam gdzie mrowisko
i gówno duże,

niechaj to zleje
razem w butelki,
niech kur zapieje
(o, jeżu wielki!)

krystyn zaś niechaj
tego skosztuje
żyd go mordechaj
niech przypilnuje

do dna niech pije
i kunszt pochwali,
jak nie pochwali,
niech pije dalej;

włos z pleców zejdzie

wnet krystynowi,

a jak nie zejdzie,

nikt się nie dowie!(*)

 

            Nie mnie oceniać, czy Krystynowi zebrać składniki się udało, lecz jedno jest pewne: Rąbnęło go solidnie! Dobranoc!

            P.S.

            (*)Niechaj mnie nikt nie posądza o poświęcanie czasu na poezji o dziejach Krystyna pisanie. Wierszyk niniejszy powstał jako komentarz do notki Nitagera, dziś go jedynie odrobinę zmieniłem, bo pod mą wizję podchodził niesłychanie.

            Dziękuję Obeliksowi za link do zdjęcia Krystyna przyłapanego na gorącym uczynku.

 

22:22, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (8) »
Tagi