Wpisy z tagiem: zaduszki

niedziela, 03 listopada 2013

                Wokół mojego domu położonego 200 metrów od morza hula wiatr. Według synoptyków, ponad 40 km/h, choć w porywach znacznie silniejszy. Zero żywego ducha, czasem tylko zawyje przestraszony pies. Dzień Zaduszny- pogoda w sam raz dla duchów. Dokładnie rok temu zmarła moja znajoma, znana z bloga, jako Chomiczek, mieszkała niecały kilometr ode mnie. Sam mieszkam w domu, którego poprzedni lokator przeniósł się na „tamten świat”. Sąsiedni dom stoi pusty, tuż przed Bożym Narodzeniem, zdaje się, że w samą Wigilię, zmarł John, nikt się tam jeszcze nie wprowadził. Sto metrów ode mnie mieszkała mała dziewczynka, którą zabił wyjątkowo agresywny nowotwór. Pozostałe osoby, o których wspomniałem, też przegrały z rakiem. No i pies..., wielki, kremowy, puszysty stwór z widoczną nadwagą (sąsiedzi twierdzili, że rudy, ale ja wiem swoje). Witał mnie zawsze radośnie, nie mogłem się powstrzymać i go podkarmiałem, choć wcale mu tego nie było potrzeba. Też już jest w jakimś psim raju. A to wszystko w małej, rybackiej wsi na skraju Morza Irlandzkiego. Chyba porządnie przeżyłem śmierć tych osób, pożegnałem je tak, że nie niepokoją moich myśli. Być może kimś teraz targają uczucia podobne do bohatera genialnie zinterpretowanego przez Cezarego Studniaka „Encore”, aura sprzyja takiemu nastrojowi, lecz ja odpłynąłem w zupełnie innym kierunku.


       Moje myśli odleciały w kierunku kondycji naszej generacji. Względny spokój (przynajmniej w Europie) sprawił, że ludzie zaczęli zachowywać się, jakby byli nieśmiertelni. Bezsensowne narażanie życia: swojego i innych ludzi, które nie bierze się z odwagi, lecz z bezmyślności. To nie głupota, to strachliwa ucieczka od myśli o konsekwencjach. Żadna wolność, żaden liberalizm, jak to jest popularnie, choć błędnie nazywane (liberalizm nie chowa się przed konsekwencjami czynów), lecz tchórzliwa ucieczka od odpowiedzialności. Chciałbym wierzyć, że jestem od tego wolny, lecz tyle razy okazywałem się mieścić w tzw. „większości”, że aż mnie to przeraża, nawet grupę krwi mam najpopularniejszą :)


                Co mógłbym Wam zaprezentować, jak nie „New Model Army”? Justin Sullivan, jeden z bardziej znanych poetów mieszczących się w stylistyce szeroko pojętego punk- rocka, wielokrotnie podejmował tą tematykę. Czuć w jego tekstach niepokój, co pozostawimy po sobie naszym dzieciom i wnukom. Bardzo się wpisuje w mój dzisiejszy nastrój.


00:42, baluwolanda.blog.onet.pl
Link Komentarze (14) »
Tagi